230426
Mam zaległości na blogu, do przygotowania i publikacji czekają opisy ośmiu dni wędrówek. W nawale zajęć niewiele brakowało bym przeoczył zamieszczenie na blogu opisu tego dnia; zdjęcia przypomniały mi, jak bardzo był piękny. Taki był czasem wiosennego kwitnienia ale też był dobry bo po prostu mogłem tam pojechać i chodzić. W ostatnich latach te proste fakty nabierają coraz większej wartości: mogę jechać i chodzić! Już na trasie nazwałem go dniem kwitnienia czereśni, bo też ilość kwiatów oszałamiała. Wzrok przyciągały pojedyncze drzewa cudnie ubrane w biel, ale i całe kwietne ściany, a kiedy usiadłem na przerwę pod takim czereśniowym zagajnikiem i spojrzałem w górę, zobaczyłem ukwiecone konary na tle czystego błękitu nieba. Kwiaty miałem wokół siebie i nad głową też. Dla tego jednego widoku, dla tej jednej chwili zauroczenia, warto było wstać wczesnym rankiem i jechać 200 kilometrów. Przez ponad tydzień byłem na dalekim wyjeździe (o czym nie omieszkam napisać), na Roztocze pojadę dopiero za parę dni (czyli około 10 maja) a to znaczy, że kwitnienie czereśni zobaczę ponownie dopiero za rok.
Dobry i piękny czas płynie stanowczo zbyt szybko. To moje pisanie, wybieranie zdjęć i publikacja, ma w zasadzie jeden cel: przedłużenie dobrych chwil.
Obrazki ze szlaku
Kilka oryginalnych i ładnych zestawień:
Plantacja porzeczek i brzezina.Plantacje aronii i brzezina.
Brzezina i brzozowy
młodniak.
Mała czereśnia i wysoka ściana brzeziny. Młodniak brzozowy i czereśnie.
Kwitnienie
Więcej wiosnówki wzeszło na polu niż zboża.Pierwsze kwiaty gwiazdnicy wielkokwiatowej.
Jeszcze kwitnie tarnina.
Kwitnące czereśnie wokół mnie i nade mną.
Pierwsze kwiaty rzepaku.
Tarnina i czereśnia, a za nimi grusza.
Kwiaty gruszy.
Dzisiejsze drogi.
Droga do nieba.
Wśród zwałów zeszłorocznych uschniętych pędów, znowu startuje nawłoć.
Dąb jeszcze drzemie, jeszcze zwleka z wypuszczeniem liści.
Na granicy pola i lasu widuję ładne zakątki – cieniste, pełne życia, urozmaicone, odosobnione, ciche, jakby na pół zapomniane czy wzgardzone, skoro nawet nie orane do końca.
Zwiewna, ładna i powabna wierzba na skraju zagajnika.
Ładny zakątek na miedzy.
Tak wygląda miedza bez drzew…
Betonowa droga. W zeszłym roku była tam swojska, malownicza droga gruntowa, pamiętam ją, a teraz zalaną ją betonem. Owszem, wygodnie się idzie i jedzie, ale uroku niewiele. Obok widać wyjątkowo gęste młodniaki brzozowe, samosiejki na nieuprawianym polu.
Późne popołudnie.
Zachód.
Trasa: klasyczne szwendanie się bez celu po polach na zachód od wioski Łada.
Statystyka: mimo długich i licznych przerw jakimś cudem udało mi się przejść 15,5 km, a na polach byłem 11 godzin i kwadrans.





















































