02
– 060826
W
powolnym procesie, dostrzegalnym jedynie retrospektywnie, młodość
zamienia się w wiek dojrzały, a ten w tak samo podstępny i
bezlitosny sposób staje się w starością. Podobnie jest z porami
roku. Żniwa to kulminacja lata, a kiedy przejadą kombajny, puste
pola odsłaniają stoki łagodne i długie, ale opadające
ku jesieni.
Żniwa…
Jako dziecko doświadczyłem takich, jakich teraz już nie ma. Tych z
kosą, powrósłami, snopkami ustawianymi w równe kupki po dziesięć.
Bardzo mi się podobały pola z długimi rzędami tych dziesiątek.
Pamiętam widok sprzed może sześćdziesięciu lat, a był tak
piękny, że wrył mi się w pamięć: letni wczesny ranek, snujące
się tuż nad polami niskie, białe mgiełki lekko podświetlone
bladym światłem słońca, i wystające ponad nie, odrealnione,
jakby na mgle postawione, rzędy kup snopków.
Widoki
malownicze i swojskie, aż któregoś sierpnia stało się coś
nieodwracalnego i nieuświadomionego: widziałem je po raz ostatni.
Nie wiem, jakim sposobem, ale tkwi we mnie wyraźna pamięć pokoleń
moich przodków uprawiających ziemię. To dzięki nim czuję coś,
co należałoby nazwać rozczuleniem, gdy patrzę na mizerne zboża
wyrosłe na kamienistej lub piaszczystej ziemi, a właśnie taka
przeważa w tamtej części Roztocza. Niektórzy zasiewają te pola
uznając, że lepiej mało zarobić niż nic, ale wiem, że są i
tacy, którzy sieją, bo nie wyobrażają sobie braku zasiewów,
ziemi leżącej odłogiem. Może oni nie wiedzą o ścisłym związku
słów „żyto” i „życie” w naszym języku, ale wierzę w to,
że ten związek czują będąc Polakami żyjącymi z uprawy roli.
Ziemia musi rodzić ponieważ z dawien dawna dla nas, Słowian, żyto
(najczęściej wtedy uprawiane zboże) było tym, co pozwalało żyć.
Niżej
zamieszczam odpowiedzi uzyskane od AI Google na pytania o związki
etymologiczne życia i żyta.
»Słowa
żyto
i życie
są blisko spokrewnione. Pochodzą od tego samego prasłowiańskiego
czasownika *žiti
(żyć). Pierwotnie żyto
oznaczało dosłownie „to, co daje życie” lub „pożywienie”,
ponieważ chleb z tego zboża był podstawą przetrwania naszych
przodków.
Życie:
Wywodzi się od prasłowiańskiego formantu *žitbje
opartego na rdzeniu *žiti
(żyć).
Żyto:
Powstało bezpośrednio od czasownika *žiti.
Oznaczało w dawnych wiekach wszelkie plony i pożywienie niezbędne
do podtrzymania egzystencji.«
»Słowo
żniwa
pochodzi z języka prasłowiańskiego. Wywodzi się bezpośrednio od
czasownika żąć
(w prasłowiańskim znaczeniu ścinania zbóż sierpem lub
kosiskiem), z dodaniem dawnego przyrostka rzeczownikowego -iwo.
Podobne formy występują w innych językach słowiańskich,
oznaczając dosłownie „czas i wynik żęcia plonów”. «
»Słowo
ściernisko
pochodzi od prasłowiańskiego określenia ścierń
(dawniej ścirnie),
oznaczającego resztki łodyg zboża sterczące w ziemi po żniwach.
Do rzeczownika ścierń
dodano przyrostek -isko,
który wskazuje na miejsce po czymś. W
starszych badaniach łączono je czasem ze słowem ścierw,
ze względu na skojarzenie z martwą, ściętą tkanką roślinną.
Końcówka -isko
tworzy przestrzeń – tak powstało ściernisko,
czyli dosłownie „miejsce, na którym została ścierń”.
Synonimy:
Bliskim, choć węższym znaczeniowo synonimem jest rżysko
(pole po żęciu samego żyta). Ściernisko
to nazwa ogólna dla każdego zebranego zboża.«
Blog
z postem na temat związków
etymologicznych żyta i życia:
tutaj.
Żyto
czyli to, co daje życie.
SOCHY
I BUKOWA GÓRA
Kilka
kilometrów od Zwierzyńca jest wieś Sochy. Domy stoją na dnie
doliny, po obu stronach wioski wznoszą się wysłużone pasma
wzgórz. Brzegiem lasów, przez wzgórze Bukowa Góra, biegnie
granica Roztoczańskiego Parku Narodowego. Tam właśnie byłem na
pierwszej swojej wędrówce pięć lat temu. Skoro już o tym
napisałem, dodam, że do dzisiaj spędziłem niemal 230 dni na
Roztoczu, a przeszedłem drogami i bezdrożami tek krainy cztery
tysiące kilometrów.
Na
zboczu Góry, tuż przy wejściu na teren Parku, jest miejsce
odpoczynku i punkt widokowy, właśnie ten.
Przepisałem
część informacji z tablicy tam stojącej:
„Bukowa
Góra stanowi dość rozległe wzniesienie od wschodu ku dolinie
Wieprza – na ogół szerokimi ale głęboko wciętymi suchymi
dolinkami. Zbocza ich są strome, co w rezultacie stwarza krajobraz o
dużej intensywności urzeźbienia, zbliżony do krajobrazu
górskiego. (…) To krajobrazy unikalne w skali Polski i Europy.
Wysokie miedze z pojedynczymi drzewami i grupami krzewów tworzą
misterną strukturę nadając im niepowtarzalny charakter. Niestety,
wskutek zaniechania działalności rolniczej, której konsekwencją
jest sukcesja wtórna, krajobraz ten w wielu miejscach zanika.”
Autor
tych słów nieco się zaplątał w pierwszym zdaniu i zbyt często
powtórzył słowo „krajobraz”, ale trafił w sedno.
Są
tam trzy równoległe pasma wzniesień, poznałem je wszystkie. Wzrok
przyciągały wzgórza po drugiej stronie wioski, wiedziałem, że
pójdę tam aby zobaczyć wioskę i Bukową Górę ze szczytu wzgórza
Borczyna.
Odwiedziłem
las na Bukowej, a rośnie tam klasyczna buczyna zwana karpacką.
Dla
mnie, miłośnika dużych drzew, była to uczta duchowa. Wrażenie
robiły liczne grube i wysokie buki, ale i te, które zakończyły
życie i leżąc rozpadają się oddając ziemi swoją materię.
Zgodnie z zasadami funkcjonowania Parku, nie wywozi się tych drzew
ani żadnych nie ścina, a jeśli widać gdzieś przecięty pień, to
tylko tam, gdzie leżał na ścieżce.
Zauważyłem pionowe długie
uszkodzenia na pniach rosnących drzew, to ślady ocierania
przewracającego się drzewa w pobliżu. Bywa, że taki walący się
olbrzym łamie i przygniata do ziemi sąsiednie mniejsze drzewa.
Ziemia w tamtych stronach uboga, piaszczysta, zboża mizerne, wiele nieużytków,
jedynie sosny radzą sobie nieźle. Łąki bardziej stepy
przypominają. Widziałem całe połacie ziemi wyschniętej na wiór,
z nielicznymi kępami żółtych traw, a wśród nich ładnie
kwitnącą nieznaną mi roślinę. W domu sprawdziłem, to jasieniec
piaskowy, tak twierdzi pewna strona internetowa, czy raczej komputer
tam działający. Przydomek rośliny jest bardzo a propos.
Kilka
godzin później skręciłem z polnej drogi na pola celujące w
niebo, znalazłem tam ładne miejsca które na pewno odwiedzę, a
ponad nimi, już na szczycie Borczyny, westchnąłem z
ukontentowania: patrzyłem na jeden z najładniejszych widoków na
Roztoczu.
Wioska
w dolinie to Sochy, zalesione wzgórze jest Bukową Górą na której
byłem rankiem, lasy są już na terenie Roztoczańskiego Parku
Narodowego.
OBRAZKI
ZE SZLAKU
NATURA
Pszczoły
i kwiaty.
Cykoria
podróżnik, jeden z najpiękniejszych kwiatów lata i jesieni.
Drzewa
w Parku Narodowym. Są tam jodły, są wyjątkowo wysokie sosny. Buk
i sosna, przyrodnie rodzeństwo.
Wielka
wierzba i druga, w słońcu późnego popołudnia. Liście
prześwietlone słońcem świeciły zielonym złotem. Tak, wiem, że
nie ma takiego, ale... je widziałem! Widok, który chciałbym zapamiętać i mieć go na przywołanie w ciemne dni zimowe.
Skała
pod cienką warstwą ziemi – jak w górach.
Maślaki.
Widziałem dużo tych grzybów, ale musiałem je zostawić skoro
wracałem do domu dopiero za parę dni.
Śliwy
tarniny. Wyglądają apetycznie, ale wiadomo, że smaczne będą
dopiero po przymrozkach.
Nawłoć
i kalina, ładne zestawienie kolorystyczne.
RÓŻNOŚCI
ZE SZLAKU
Zielona
urocza dróżka
biegnąca przy łące z licznymi kwiatami.
Wrócę do niej.
O
Bukowej Górze i Borczynie już pisałem, tutaj dodam zdjęcia ze
szczytów lub zboczy paru innych wzniesień:
Kopyczyzna.
Masin.
Łamana
Góra.
Owoce
czereśni leżące na drodze. Tyle dobrego jedzenia się zmarnowało!
Wynik
chwili nieuwagi. Przechodząc przez miedzę zarośniętą tarniną
nie zauważyłem, że jedna z gałązek zagradzających mi drogę
była kolczastym pędem jeżynowym. Małym, ledwie widocznym, nie tym
olbrzymem ze zdjęcia, ale równie... zadziornym.
Nic
wyjątkowego, dwa drzewa rosnące na miedzach, a jak bardzo poprawiły
widok i zdjęcie!
Z
jednej strony zarośla, z drugiej chaszcze, droga wypadła zaoranym
polem po nierównej i spulchnionej ziemi w którą zapadały się
buty.
Kilka
razy widziałem w oddali, na zboczu wzgórza, wśród pól, dwa
drzewa. Kusiły mnie. Gdyby nie upał, zapewne dodałbym pięć czy
osiem kilometrów do trasy i poszedł do nich.
Cienisty,
kolorowy zakątek.
Jak
przejść przez mur tarniny, mając nieosłonięte przedramiona i
nogi?
Śmieci
na skraju dołów – częsty widok, niestety.
Dzikie,
ciemne i zarośnięte doły. Dokąd zaprowadzi mnie ta ścieżka? Czy
nie skończy się za zakrętem, jak tyle jej
poprzedniczek-zwodniczek?
Niewielka
kępa drzew na polu. Podszedłem i zajrzałem do wnętrza. Zobaczyłem
ciemny dół zasypany uschniętymi gałęziami, szczelnie otoczony
zwartą ścianą zarośli – mikroświat skrajnie odmienny od
rozpalonych pól wokół.
Idąc
ścierniskiem zobaczyłem dużą czereśnię. Wiedziałem, że owoców
już nie ma, ale podszedłem, chyba dla cienia. Stojąc pod nią
zobaczyłem nieco dalej ładną kępę drzew i poszedłem ku nim.
Brzoza, przy niej wierzba iwa i karpa tak uciętego drzewa, że
idealnie nadawała się na siedzisko. Na czas przerwy miałem wygodne
siedzenie w cieniu brzozy. Parę godzin później wyszedłem w lasu
na ściernisko. Na niekończącym się długim sąsiednim polu rosła
kukurydza; kształt miedzy, bieg pola, wydał mi się znajomy. Po
paruset metrach zrozumiałem, dlaczego: przed sobą zobaczyłem znane
mi już drzewa, brzozę i iwę. Na kolejną przerwę usiadłem na tej
samej karpie.
Na
szlaku.
Drogi.
Trasy:
pola, lasy i wioski środkowej części Roztocza, między Frampolem a
Zwierzyńcem.
Statystyka:
będąc średnio dziennie 11 godzin na szlaku, przez cztery dni
przeszedłem w sumie 68 kilometrów.