130126
>>Kult bezpieczeństwa: Bezpieczeństwo staje się nadrzędną wartością, ważniejszą niż prawda, rozwój czy wolność.<<
Źródło: AI Google na zapytanie o sejfityzm.
Rozpieszczony
umysł jest tytułem książki dwóch Amerykanów, G. Lukianoff'a i J. Haidt'a, a jej tematem są
pewne nurty trapiące zachodnie społeczeństwa. Aby nie przedłużać,
oddam głos autorom.
Zaznaczę
tylko, że pominąłem numerację stron, a pogrubienia liter są
moje. Cytaty ująłem w znaki >> <<. Wszystkie słowa
poza tymi znakami są moje. Dodałem linki do stron opisujących
wymienianych ludzi lub tłumaczących znaczenie słów. Znakami (…)
zaznaczyłem miejsca skrótów poczynionych przeze mnie.
*
* * *
>>Ta
książka jest o edukacji i mądrości. Jeśli będziemy uczyć
następne pokolenie w mądrzejszy sposób, będzie ono silniejsze,
bogatsze, uczciwsze, a nawet bezpieczniejsze.<<
>>Większość
młodych ludzi wcale nie jest rozpieszczana i nie ma łatwego
dzieciństwa. Jednak w naszej książce pokażemy, że w dzisiejszych
czasach dorośli robią więcej, by chronić swoje dzieci, niż
kiedyś, i że ich nadopiekuńczość może mieć negatywne skutki.
Słownikowe definicje słowa „rozpieszczać” kładą szczególny
nacisk na nadopiekuńczość. W jednej z nich czytamy: „traktować
z ekstremalną lub przesadną opieką i uprzejmością”. Wina leży
po stronie dorosłych oraz instytucji, stąd podtytuł naszej
książki: Jak dobre intencje i złe idee skazują pokolenia na
porażkę. Właśnie o tym jest ta książka.<<
>>Wygoda
i bezpieczeństwo to błogosławieństwa ludzkości, ale mają też
swoją cenę. Dostosowując się do nowych, łatwiejszych
okoliczności, obniżamy poprzeczkę dla naszej tolerancji i tego,
jak postrzegamy dyskomfort i ryzyko.<<
*
* * *
>>Sejfityzm to kult bezpieczeństwa – obsesja na punkcie eliminowania zagrożeń
(prawdziwych i wyobrażonych) do takiego stopnia, że ludzie nie są
skłonni do ryzykowania bezpieczeństwa w codziennych sytuacjach,
nawet wtedy, gdy wymaga tego zdrowy rozsądek. Sejfityzm pozbawia
młodych ludzi doświadczeń niezbędnych dla ich antykruchych
umysłów, tym samym czyniących ich bardziej kruchymi, lękliwymi i
skłonnymi podstrzygać siebie w charakterze ofiary.<<
>>Poza
kulturą sejfityzmu słowo „przemoc” odnosi się do przemocy
fizycznej. (…) Tymczasem niektórzy studenci, profesorowie i
aktywiści uznają słowa swoich przeciwników za akty przemocy i tym
samym uzasadniają stosowanie ideologicznie umotywowanej przemocy
fizycznej. Usprawiedliwienie oparte jest na rozumowaniu, że, jak
możemy przeczytać w jednym z tekstów opublikowanych w gazecie
studenckiej Uniwersytetu w Berkeley, przemoc wykorzystana do
zatrzymania mowy nienawiści nie liczy się jako „akt przemocy”,
lecz uznawana jest za „działanie w samoobronie”.<<
>>Lecz
skoro niektórzy studenci uważają, że uderzenie faszysty lub
białego supremacjonisty jest okej i że każdemu o odmiennych
poglądach można przypiąć łatkę faszysty lub białego
supremacjonisty, cóż...<<
>>Kultura
sejfityzmu, w której emocjonalny dyskomfort jest przyrównywany do
fizycznego zagrożenia, to kultura, która zachęca nas do wzajemnej
ochrony przed doświadczeniami wpisanymi w codzienne życie, dzięki
którym stajemy się silniejsi i zdrowsi.(…)
Pojęcie
„sejfityzmu” odnosi się do kultury czy systemu przekonań, w
którym bezpieczeństwo stało się rzeczą świętą. Oznacza to, że
w obliczu codziennych wyzwań, tak praktycznych, jak i moralnych,
coraz rzadziej jesteśmy gotowi z niej rezygnować. „Bezpieczeństwo”
ponad wszystko, bez względu na to, jak znikome lub mało
prawdopodobne jest zagrożenie. Wychowywanie
dzieci w kulturze sejfityzmu, a więc wpajanie im, by były zawsze
„emocjonalnie bezpieczne”, i jednocześnie chronienie ich przed
każdym możliwym zagrożeniem, może doprowadzić do zamkniętego
koła: dzieci stają się bardziej kruche i mniej odporne, przez co
dorośli zwiększają ochronę, a to sprawia, że stają się one
jeszcze bardziej kruche i jeszcze mniej odporne.<<
*
* * *
>>Zdecydowanie
najbardziej zasłużony w kwestii uświadamiania ludzi, że unikanie
stresorów, ryzyka i małych dawek bólu działa na ich szkodę, jest
Nassim Nicholas Taleb. (…)<<
Oto
definicja (przepisana z Wikipedii) antykruchości, pojęcia
wprowadzonego przez N. Taleba:
>>Niektórym
rzeczom służą wstrząsy; rozwijają się i rozkwitają pod wpływem
zmienności, przypadkowości, nieładu i stresu; przygody, ryzyko i
niepewność to ich żywioł. Te rzeczy Taleb nazywa antykruchymi.<<
>>Taleb
twierdzi, że do rzeczy antykruchych zaliczają się mięśnie, kości
i dzieci:
Miesiąc
spędzony w łóżku (…) skutkuje zanikiem mięśni; na tej samej
zasadzie złożone systemy pozbawione stresorów słabną albo
umierają. Nasz nowoczesny, ustrukturyzowany świat szkodzi nam w
dużej mierze odgórnie narzuconymi prawami i rozmaitymi
ustrojstwami, które działają w ten sposób: są zniewagą dla
antykruchości systemów Na tym polega tragedia nowoczesności:
podobnie jak neurotycznie nadopiekuńczy rodzice, często najbardziej
szkodzą nam ci, którzy starają się pomóc.<<
>>Kiedy
tylko pojmiemy koncept antykruchości, głupota nadopiekuńczości
stanie się dla ans oczywista. Jako że ryzyko i stresory są
naturalną, nieodłączną częścią życia, rodzice i nauczyciele
powinni pomagać dzieciom uczyć się stawać silniejszymi dzięki
takim doświadczeniom. Jak mówi stare powiedzenie: „Przygotuje
swoje dziecko do drogi, nie drogę do dziecka”. Tymczasem wydaje
się, że dziś postępujemy dokładnie odwrotnie: usuwamy z ich
drogi wszystko, co mogłoby im zaszkodzić (…). Chroniąc dzieci
przed stresującymi doświadczeniami, zwiększamy prawdopodobieństwo,
że kiedy wyjdą spod rodzicielskiego klosza, nie będą w stanie
poradzić sobie z nimi w dorosłym życiu. Naszym
zdaniem panująca współcześnie obsesja na punkcie ochrony młodych
ludzi przed „poczuciem zagrożenia” jest jedną z przyczyn
gwałtownego wzrostu liczby przypadków depresji, nerwicy i
samobójstw u dorosłych.<<
*
* * *
>>Aby
stworzyć odpowiednią reakcję immunologiczną na rzeczywiste
zagrożenia (na przykład bakterie wywołujące infekcję gardła) i
nauczyć się ignorować niegroźne substancje (na przykład zawarte
w orzeszkach ziemnych proteiny), musi on zetknąć się z szerokim
zakresem produktów spożywczych, bakterii a nawet pasożytów. W
taki sposób działają szczepionki. Zaszczepione dzieci są zdrowsze
nie dlatego, że mamy nagle mniej zagrożeń na świecie (…), a
dlatego, że mają kontakt z tymi zagrożeniami w małych dawkach,
dzięki czemu ich układy odpornościowe zyskują okazję, by nauczyć
się radzić sobie z nimi w przyszłości.
Właśnie
na tej tej podstawie sformułowano
hipotezę higieniczną,
która jest obecnie najbardziej wiarygodnym wyjaśnieniem rosnącej
liczby przypadków alergii w krajach o rosnącym dobrobycie i lepszym
przestrzeganiem zasad higieny – jest to kolejny skutek uboczny
postępu. Psycholożka rozwoju, Alison Gopnik w zwięzły sposób
wyjaśnia wspomnianą hipotezę, jednocześnie łącząc ją z
motywem przewodnim naszej książki:
Dzięki
lepszej higienie, antybiotykom i ograniczeniu zabawy na zewnątrz,
dzieci są dziś mniej narażone na styczność z mikrobami niż
kiedyś. Może to skutkować rozwinięciem się układów
odpornościowych wytwarzających nadmierną reakcję immunologiczną
na substancje, które w rzeczywistości nie stanowią zagrożenia. Na
tej samej zasadzie chroniąc dzieci przed każdym możliwym
niebezpieczeństwem, możemy nauczyć je przesadnej reakcji na
sytuacje, które wcale nie są niebezpieczne, i uniemożliwić im
przyswojenie sobie umiejętności, które będą musiały opanować,
gdy dorosną.
(…)
Oczywiście aforyzmu Nietzschego: „Co cię nie zabije, to cię
wzmocni” nie wolno brać dosłownie. Niektóre rzeczy mogą nas
wprawdzie nie zabić, ale za to trwale okaleczyć. Jednak nauczanie
dzieci, że porażka, zniewaga i bolesne doświadczenia pozostawią
po sobie trwałe ślady, jest samo w sobie krzywdzące. Człowiek
potrzebuje stresujących bodźców, wyzwań fizycznych i
psychologicznych. Bez nich jego kondycja ulega pogorszeniu.
<<
*
* * *
Odpowiedź Van Jonesa, byłego doradcy Trumpa i obrońcę praw obywatelskich, na
zadane mu pytanie o właściwą reakcję studentów na wystąpienie
prelegenta, którego poglądy uważają za złe. Poniżej nieco
skrócony cytat z książki:
>>Bezpieczną
przestrzeń można interpretować na dwa sposoby: jeden jest dobry,
drugi fatalny. Pierwszy to założenie, że na kampusie
uniwersyteckim jesteśmy bezpieczni w sensie fizycznym – nie grozi
nam przemoc fizyczna, napastowanie seksualne, a do tego nie jesteśmy
atakowani bezpośrednio, indywidualnie, na przykład za pomocą mowy
nienawiści, słowami typu „Ty czarnuchu”, i z tym jak
najbardziej się zgadzam.
Istnieje jednak drugi, okropny pogląd, który jak wynika z moich
obserwacji, zyskuje na popularności, że „muszę być bezpieczny w
sensie ideologicznym. Muszę być bezpieczny w sensie emocjonalnym.
Muszę przez cały czas cieszyć się dobrym samopoczuciem, a jeśli
ktoś powie coś, co mi się nie spodoba, wszyscy dookoła muszą
zareagować, w tym również administracja uczelni.”
Nie
chcę, żebyście byli bezpieczni ideologicznie. Nie chcę, żebyście
byli bezpieczni emocjonalnie. Chcę, żebyście byli silni. To co
innego. Nie zamierzam usuwać wam kłód spod nóg. Zakaszcie rękawy
i nauczcie się radzić sobie z przeciwnościami losu. Nie będę
wynosić ciężarów z siłowni, przecież na nich opiera się ich
sens. To jest wasza siłownia.<<
*
* * *
>>Wielokrotnie
w naszej książce przytaczaliśmy jedną z podstawowych zasad
psychologii społecznej: im częściej kategoryzujemy ludzi i
wskazujemy na różnice między nimi, tym bardziej stają się oni
podzieleni i nieufni. Jednak im częściej podkreślamy, że
wszystkim nam przyświecają te same cele, że czeka nas ten sam los
i że kultywujemy wspólnie powszechne człowieczeństwo, tym
bardziej patrzymy na siebie jak na równych sobie, lepiej się
traktujemy i wzajemnie doceniamy nasz wkład w społeczeństwo.<<
>>MĄDROŚCI
– Przygotuj
dziecko do drogi, a nie drogę dla dziecka.
– Nawet
twój najgorszy wróg nie wyrządzi ci takiej krzywdy jak twoje
własne myśli. Lecz kiedy nad nimi zapanujesz, nikt nie pomoże ci
bardziej, nawet twój własny ojciec i twoja matka.
– Linia
podziału między dobrem a złem przecina serce każdego człowieka.<<
>>
(…) Jesteśmy po prostu mniej empatyczni wobec ludzi, których
postrzegamy jako „innych”.
Nasuwa
się tutaj wniosek, że umysł człowieka jest przystosowany do
plemiennego trybu życia, czyli plemienności (trybalizmu). Ewolucja
człowieka to nie tylko historia zmagań między jednostkami wewnątrz
danej grupy; to również odwieczna rywalizacja między grupami,
czasami z wykorzystaniem przemocy. Wszyscy jesteśmy potomkami ludzi
należących do grupy, która cały czas wychodziła z tej
rywalizacji zwycięsko. Plemienność to nasza naturalna cecha, która
sprawia, że instynktownie łączymy się w grupy i szykujemy na
konflikty z innymi grupami. Kiedy „tryb plemienny” jest włączony,
jeszcze bardziej zacieśniamy relacje w grupie, przyjmujemy grupowy
matriks moralny, stajemy w jego obronie i przestajemy myśleć
samodzielnie. Podstawowa zasada w psychologii moralności mówi:
„moralność wiąże i zaślepia”. Zjawisko jest bardzo
przydatne, kiedy próbujemy nastawić członków grupy na walkę „my
kontra oni”. W trybie plemiennym stajemy się głusi na argumenty i
dane podważające narrację naszej drużyny. Jednocześnie
przynależenie do grupy na takiej zasadzie est bardzo
satysfakcjonujące – widać to choćby w plemiennych symbolach
wykorzystywanych przez uniwersyteckie drużyny i kibiców futbolu
amerykańskiego.
Jednak
samo bycie
przygotowanym
do plemienności nie oznacza, że musimy żyć w trybie plemiennym.
Ludzki umysł ma do dyspozycji wiele „narzędzi” poznawczych. Nie
korzystamy z nich cały czas. Do naszej skrzynki z narzędziami
sięgamy wówczas, kiedy pojawi się taka potrzeba. Warunki, w
których żyjemy, mogą prowadzić do nasilenia naszego poczucia
trybalizmy, stłumić go lub całkowicie wyłączyć. Każdy konflikt
międzygrupowy (prawdziwy lub wyobrażony) natychmiast go podkręca,
przez co ludzie z większą uwagą wychwytują, w której grupie
znajdują się inni. Zdrajcy podlegają karze, podobnie jak
spoufalający się z wrogiem. Natomiast pokój i dobrobyt zazwyczaj
tłumią plemienność. Ludzie nie przywiązują wtedy tak dużej
wagi do przynależności ani też nie czują się zmuszeni, by
spełniać oczekiwania grupy. Kiedy w danej społeczności udaje się
wyłączyć tryb plemienny u jej członków, zwiększa się swoboda
układania życia wedle własnych preferencji i kreatywnego mieszania
się ludzi i idei.<<
*
* * *
Przez
minutę słuchałem wiadomości nadawanych przez jedną z
największych stacji telewizyjnych. Usłyszałem o konieczności
powstrzymania mowy nienawiści i o faszystowskiej partii działającej
w Polsce. Telewizor wyłączyłem. Nie jestem zwolennikiem partii, o
której była mowa (ani żadnej innej), ale też nie dostrzegam w ich
działaniach śladu faszyzmu, natomiast widzę dużo nietolerancji,
czasami zbliżającej się do zachowań charakteryzujących
nienawiść, u ludzi często mówiących o mowie nienawiści.
Boję
się ich. Autentycznie się boję.