Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

czwartek, 9 kwietnia 2026

Ładne miejsce na Roztoczu

 030426

Ranek był chmurny, ale po dwóch godzinach zaświeciło słońce i zostało ze mną do wieczora. Drogi nie były błotniste, nogi w miarę dobrze mnie niosły, widziałem niezliczone już dowody przyjścia wiosny, miałem więc wszystko.

Na poprzedniej wędrówce przypadkowo znalazłem ładne miejsce, dzisiaj kręciłem się po tym niewielkim obszarze, albo siedziałem na miedzach, przez pół dnia. Ma w sobie to wszystko, co cenię na Roztoczu Zachodnim, a więc krótkie i strome zbocza, miejscami bardzo wysokie niesymetryczne miedze wyrównujące poziomy pól, falowanie tychże wąskich poletek, szpalery drzew na miedzach, małe zagajniki z ukrytymi wśród drzew miniaturowymi dołami, samotne brzozy lub grusze. Wszystkie te szczegóły krajobrazu tworzą razem coraz bardziej mi bliski obraz Roztocza, krainy, która już przestała być „zamiast”, a stała się celem sama w sobie.

Zapraszam na sesję zdjęciową.








 Obrazki ze szlaku

 Chmurny ranek i tarasowe pola.



 Ranek, chwile wyłaniania się słońca zza chmur.

 Takie drzewo wycięli!


 Pierwsza zieleń drzew.


 Buk płaczący za swoimi konarami.

 Grzyby na pniaku. Jakże szybko zasiedlane są nowe miejsca nadające się do życia!

 Doły. Schodząc po stromiźnie widocznej na pierwszym planie, miałem małą przygodę: ziemia ustąpiła pod naciskiem buta i… zjechałem na tylnej części ciała.


 Stara grusza na miedzy.



 Dzisiejsze drogi.

 Tarnina szykuje się do kwitnienia.

 Zawilce gajowe.

 Kontrast: zwały martwych, czarnych gałęzi i kilka świeżo rozwiniętych listków prześwietlonych słońcem na pokaleczonym młodym grabie.

 Bez koralowy.

 Zieleniejące się modrzewie.

 

Skowronek.

 Samochód zostawiony na drodze. Kręcąc się w pobliżu, widziałem trzy czy cztery samochody przejeżdżające tą polną drogą, a kierowca, niewątpliwie miejscowy, mogąc zaparkować na szerokim poboczu 10 metrów dalej, zatarasował przejazd i gdzieś poszedł. Zazdroszczę takim ludziom, bo ja kręciłbym się w pobliżu szukając miejsca, na którym mój samochód nie przeszkadzałby nikomu i odchodząc miałbym wątpliwości.

 Ostatnia godzina dnia.

Trasa: między Zdziłowicami a Otroczem.

Statystyka: 18 km w 11,5 km.














wtorek, 7 kwietnia 2026

O Polsce

 070426

>>Tylko państwo jest odpowiedzialne za inflację. Bez władz państwowych, a tym bardziej wbrew nim, inflacja nie jest możliwa.<<

Felix Somary


Gdy z biegiem czasu grabież staje się sposobem na życie grupy ludzi w społeczeństwie, tworzą oni system prawny, który ją autoryzuje i kodeks moralny gloryfikujący ich działania.”

„Sprawdźmy, czy istniejące prawo może odbierać niektórym osobom to, co do nich należy i daje innym, do których to nie należy. Sprawdźmy, czy prawo przynosi korzyści jednemu obywatelowi kosztem drugiego czyniąc to, czego sam obywatel nie może zrobić bez popełnienia przestępstwa. Następnie niezwłocznie znieśmy takie prawo, ponieważ nie tylko jest złem samym w sobie, ale także obfitym źródłem dalszych nieszczęść, ponieważ zachęca do represji. Jeśli takie prawo, istniejące nawet jako odosobniony przypadek, nie zostanie natychmiast zniesione, rozprzestrzeni się i rozwinie w system, a niestety, tym właśnie jest obecny system keynesowski – wojną z dobrobytem, państwem korporacyjnym.”

Fryderyk Bastiat

Cóż to za system „keynesowski”? Taki, jaki mamy obecnie: wielki rząd wtrącający się do wszystkiego i o wszystkim decydujący, bank centralny mogący drukować nowe pieniądze z niczego, a więc pieniądz fiducjarny. Rozdęte dotacje i przywileje, szastanie publicznym groszem, chybione inwestycje jako rezultaty sytuacji, w których aktywiści i politycy, nie znawcy tematu, ustalają strategie wydawanie pożyczonych miliardów. Partyjniactwo i kolesiostwo, panoszenie się wielkich obcych korporacji, lobbing czy w praktyce przekupywanie osób decyzyjnych. Paranoja? Nie, to rzeczywistość. Niesprawiedliwość? Jak najbardziej, no i co z tego, skoro społeczeństwo dalej głosuje na ludzi tworzących później rządy tak działające?

Przeciwieństwem jest szkoła austriacka: mały rząd zajmujący się najważniejszymi dla kraju sprawami, jak obronność, przestrzeganie prawa i sądownictwo, wydawanie tylko tyle pieniędzy, ile wpłynie do budżetu, bez drukowania, a tym samym bez inflacji i zadłużania kraju; bez odbierania szans przyszłym pokoleniom przejmujących zrujnowany finansowo kraj. To stabilność prawna i finansowa skutkująca szybkim rozwojem gospodarczym. Wady? W takim systemie politycy mają dużo mniejsze znaczenie i nie mogą rozdawać pieniędzy aby kupić głosy wyborców. W praktyce te dwa czynniki okazują się decydujące. Ważniejsze niż dobro społeczeństwa. Takie postępowanie polityków jest na swój przerażający sposób racjonalne. Któż zagłosowałby za tymi, którzy nawołują do zmniejszenia dopłat, rezygnacji z pewnych przywilejów, do oszczędzania i ograniczania? Jakże łatwo politycznym przeciwnikom wmówić społeczeństwu, że tamci się mylą, a my mamy rozwiązania i będziemy mogli wam dawać.

„Dostaniecie, tylko głosujcie na nas!”

No i głosujemy.

>>Kiedy gospodarka jest nadmiernie zadłużona, większość rządów stara się umorzyć długi poprzez inflację walutową, a więc drukowanie pieniędzy. Oczywiście dewaluuje to walutę. Wynagrodzenia obywateli są skutecznie obniżane, a oszczędzającym odbiera się nadzieję na dobrą przyszłość. (…) Chociaż zadaniem banku centralnego jest utrzymywanie wartości i siły nabywczej waluty, ma on zarówno możliwość, jak i tendencję do, obniżania wartości majątku obywateli poprzez nadmierne drukowanie pieniędzy.<<

Źródło: kanał na YT


„Nie ma sposobu na uniknięcie ostatecznego załamania się boomu spowodowanego ekspansją kredytową. Alternatywą jest tylko to, czy kryzys nadejdzie wcześniej, w wyniku dobrowolnego zaprzestania wzrostu zadłużenia, czy później, jako ostateczna i totalna katastrofa danego systemu walutowego.”

Ludwig vob Mises


>>Kiedy dowiadujesz się o limitach cen paliw, myślisz sobie: „Łał! To dla ludzi!” Ale skąd rząd bierze te pieniądze? Pożycza, a teraz pożyczanie jest drogie. Rząd zaciąga więc pożyczki o wysokim oprocentowaniu, aby walczyć z wysokimi cenami. Zaciągnięcie pożyczki powoduje wzrost długu. Większy dług powoduje wzrost stóp procentowych, a te sprawiają, że kolejne pożyczki są jeszcze droższe. To jest pętla zagłady. (…) Podczas gdy właściciele aktywów się bogacą, pracownicy najemni stają się coraz biedniejsi. To cecha systemu. To nie jest efekt uboczny. To nie jest wypadek. Dokładnie taki jest system w którym żyjemy.<<

Źródło: kanał na YT


Na moje zapytanie o zeszłoroczne wpływy do budżetu i koszty odsetek, taką otrzymałem odpowiedź od AI Google:

>>Według szacunkowych danych Ministerstwa Finansów dotyczących wykonania budżetu państwa w okresie styczeń-grudzień 2025 roku:

  • Dochody (wpływy) do budżetu wyniosły: 594,6 mld zł (94,0% planu).

  • Wydatki budżetu wyniosły: 870,2 mld zł (94,4% planu).

  • Deficyt budżetowy: 275,6 mld zł

Odsetki od długu:
Koszt obsługi długu (odsetki) w 2025 roku był rekordowo wysoki. Wstępne prognozy i szacunki wskazywały, że wydatki rządu na odsetki od długu wyniosą blisko 100 mld zł.<<

Dla porównania: uśredniony koszt budowy drogi szybkiego ruchu wynosi 50 mln za kilometr, a więc 100 miliardów można zbudować dwa tysiące kilometrów wygodnych, szybkich, bezkolizyjnych dróg!

Na moje pytanie o koszt budowy metra mieszkania w domu wielorodzinnym, taką otrzymałem odpowiedź:

>>Przeciętny koszt budowy 1 metra kwadratowego mieszkania w bloku (stan deweloperski, bez zysku dewelopera i ceny gruntu) w 2025/2026 roku wynosi ok. 6 000 – 8 000 zł. Według danych GUS za IV kwartał 2025 r., koszt ten wyniósł około 7 933 zł, co oznacza wzrost o ponad 10% rok do roku.<<

Niech będzie 10 tysięcy. Zapłaciliśmy 100 mld odsetek. Za taką górę pieniędzy można by sfinansować budowę 200 tysięcy mieszkań mających powierzchnię 50 metrów kwadratowych! Dwieście tysięcy porządnych mieszkań (na przykład komunalnych dla biednych ludzi) za jednoroczne odsetki!

Koszt budowy tak bardzo nam potrzebnej elektrowni atomowej wynosi około dwieście miliardów, a to znaczy, że za same odsetki moglibyśmy co dwa lata sfinansować budowę nowej elektrowni.

Co więcej? Szpital! Na tej stronie jest informacja o budowie dużego szpitala onkologicznego we Wrocławiu.

Koszt budowy i wyposażenia opiewa na ponad jeden miliard. Powtórzę jeszcze raz: duży nowoczesny szpital za ponad miliard kontra blisko sto miliardów samych odsetek!

Ile kosztuje czesne na renomowanych uczelniach w USA ?

Odpowiedź AI:

>>Roczne czesne i opłaty (2025-2027): Wynoszą średnio od 55 000 do ponad 70 000 USD za rok.

  • Całkowity koszt (Cost of Attendance): Wliczając zakwaterowanie, wyżywienie, książki i ubezpieczenie, łączny koszt roczny przekracza zazwyczaj 80 000 – 90 000 USD.

  • Przykłady (2026/2027):

  • Harvard University: Szacowany całkowity koszt (tuition, fees, room & board) to ok. $90,000–$100,000+ USD rocznie.

  • MIT / Stanford: Podobne poziomy cenowe, często w okolicach 85 000+ USD.<<

Uśredniając: blisko 100 tysięcy dolarów, a więc 350 tysięcy złotych rocznie. Pięcioletnie studia kosztują więc ponad półtora miliona złotych. Za odsetki zapłacone w 2025 roku można by sfinansować wykształcenie 57 tysięcy lekarzy i specjalistów od nowoczesnych technologii.

Długi zaciąga rząd, ale to my będziemy je spłacać, nie władze. W minionym roku nasz dług wzrósł o 275 mld złotych. Każdego dnia jesteśmy zadłużani na kwotę 750 milionów złotych. To więcej niż połowa kosztów tamtego dużego nowoczesnego szpitala budowanego we Wrocławiu. Dziennie! Na co wydawane są te pieniądze? Głównie na spłatę odsetek, na rozdawnictwo, na absurdalnie drogie i mało efektywne uzbrojenie. Mało na inwestycje, a jeśli już, to w sporej mierze na te motywowane ideologią, a nie potrzebami gospodarki. Czyli kredyty głównie są marnotrawione.

Chyba nie ma potrzeby podawania dalszych porównań. Obraz jest dostatecznie wyraźny i szczegółowy.

Taki jest obraz Polski, naszej Ojczyzny.

sobota, 4 kwietnia 2026

Chmurny, ale wiosenny dzień!

 290326

Pierwszego dnia z prognozowaną słoneczną aurą miałem zajęcie w domu, drugiego zobowiązałem się pomóc zięciowi, a gdy w końcu pojechałem na wędrówkę, trafiłem na pochmurny dzień. Nie narzekam, wszak tej wiosny słońca nie brakuje, ale chociaż godzinkę mogła nasza gwiazda mi poświecić.

 Niemal z dnia na dzień kwitnie więcej roślin. Taszniki, rzodkiewniki, przetaczniki, gwiazdnice, wiosnówki – z radością i satysfakcją rozpoznawania patrzę na te niepozorne roślinki jednoznacznie kojarzące się mi z wiosną.

Nie, nie jestem znawcą. Niewiele rozpoznaję tych jakże często niezauważanych roślin zielnych, po których nasz wzrok się tylko prześlizguje, a przecież wiele z nich naprawdę ma się czym pochwalić. Przez większą część swojego życia nie zwracałem uwagi na rośliny. Patrzyłem nie widząc. „A, tak, to drzewo, a pod nogami jakaś roślina” – myślałem. Z biegiem lat w końcu dostrzegłem swoją niewiedzę, a wtedy zaczęła mi przeszkadzać. W rezultacie zacząłem się uczyć rozpoznawania: najpierw drzew, później tych drobnych roślinek spod nóg. Nadal mało wiem, rozpoznaję ledwie 20 czy 30 roślinek spośród tysiąca, z drzewami idzie mi nieco lepiej, bo zidentyfikuję zdecydowaną większość powszechnie u nas rosnących. Rozpisuję się o tym nie dla pochwalenia się, bo i nie mam czym mając tak małe osiągnięcia, chodzi mi o zauważony przy okazji element naszego mechanizmu postrzegania świata.

Wyobraźcie sobie taką scenę: idziecie ulicą, wokół widzicie dużo przechodniów. Czyż nie są dla was ledwie zauważanym tłem? A w pewnej chwili w tej niemal jednolitej masie twarzy i postaci zauważacie kogoś znajomego. Fakt rozpoznania wyróżnia tę osobę spośród tłumu: postać dostrzegamy wyraźniej, zauważając więcej szczegółów, budzi w nas emocje określone naszymi wzajemnymi relacjami.

Całkiem podobnie jest z roślinami ale i szerzej: z całą florą i fauną, także z nieożywioną przyrodą Ziemi. Wiedza, nawet tak szczątkowa jak rozpoznanie rośliny, wyostrza nasz obraz świata, czyni go bardziej szczegółowym, bardziej zrozumiałym i – co nie jest już tak oczywiste – także piękniejszym.

Obrazki ze szlaku

 Gniazdo ze sznurka na plantacji malin. Ten plastikowy ptasi domek jest rezultatem rzucania na ziemię przez plantatorów uciętych sznurków z tworzywa sztucznego, używanych przez nich do wiązania pędów malin.



 Lipa i krzyż. 

 Gruba warstwa uschniętej nawłoci, tuzinkowy widok. W takich miejscach nic nie ma szans wyrosnąć – poza nawłocią.

 Zrośnięte brzoza i czereśnia. Międzygatunkowa miłość?

 Zielona plantacja porzeczek. Widziałem też pąki kwiatowe na tarninie, ale wszystkie zdjęcia okazały się nieostre.

 Biała betonowa droga – jakby ktoś wielką linię położył na ziemi i grubym flamastrem narysował prostą krechę.

 Skowronek. Jego śpiew działa na mnie magicznie: przenosi do dzieciństwa spędzonego na wsi. Podejrzewam (tylko się nie śmiejcie ze mnie!) że nie jakieś tam obroty Ziemi sprowadzają wiosnę, a przylot tej ptaszyny i jej śpiew.

 Śnieg na zboczu narciarskim. Wspomnienie poru roku, za którą można tęsknić tylko jako za czasem już minionym.

 Tam szedłem. Planu trasy nie miałem. Po odwiedzeniu mojej brzozy (jestem poligamistą: wiele jest moich brzóz) zobaczyłem w oddali dolinkę, przez którą kiedyś przechodziłem i postanowiłem ją odwiedzić.


 

Wracając, zobaczyłem wzgórze, a na jego grzbiecie linię brzóz na tle nieba. Pójdę tam! Poszedłem. Z bliska miejsce było jeszcze ładniejsze. Niezarośnięta uprzykrzoną nawłocią brzezina zapraszała do spaceru.


 
Wilczomlecz i miodunka.


 Podbiał, ogród kwiatów w jednym kwiatku.

 

Odrobina słońca.


 Brzegiem lasu, polami, iść było trudniej. Omijanie dołów wchodzących na pola wydłużało marsz, ale widoki były ładniejsze i bardziej urozmaicone.

 Zwykłe tuzinkowe miejsce, ale w moich oczach ładne i zapamiętane. Nie wiem, dlaczego.

 Nowa ambona.

 Wierzbowe kotki.


 W drodze powrotnej, blisko już wioski, niespodziewanie zobaczyłem miejsce, które kiedyś bardzo mi się spodobało, a nie pamiętałem, gdzie je widziałem. Teraz już nie zapomnę i wkrótce wrócę, aby lepiej je poznać.

 




 Odwiedziłem jedną z moich ulubionych brzóz.

 

Słońce zobaczyłem zaraz po wyjeździe – przez chwilę i tuż nad horyzontem. Zatrzymałem samochód i zrobiłem zdjęcie, ale aparat nie zobaczył intensywnie czerwonej, może raczej buraczkowej barwy, którą ja widziałem wyraźnie.

Trasa: między Otroczem, Chrzanowem a Zdziłowicami.

Statystyka: 26,5 km w 11 godzin. Jedna z najdłuższych tras. Nie planowałem bicia rekordów. Samo tak jakoś wyszło, ja tylko przebierałem nogami.

Z okazji świąt życzę Wam tego, co teraz najcenniejsze i czego coraz mniej mamy: poczucia prawdziwej bliskości z drugim człowiekiem.