Etykiety

Moja książka

Miłość, muzyka i góry

060320 Narodziny powieści i książki Pomysł przyszedł mi do głowy w czasie przerwy w wędrówce po Górach Kaczawskich, na przedw...

środa, 19 stycznia 2022

Nareszcie w Sudetach!

 160122

Prognozowane pełne zachmurzenie ani na jotę nie zmniejszyło mojej radości z wyjazdu, pierwszego od czterdziestu dni. Odczuwałem silną potrzebę odsunięcia się od cywilizacji, od covida, inflacji i bzdur coraz częściej udających humanitaryzm.

Przejęty wyjazdem nie mogłem usnąć, a dla równowagi o czwartej nad ranem miałem trudności z obudzeniem się. W Legnicy dosiadł się Janek i pojechaliśmy do Mściwojowa, wioski kilka kilometrów na wschód od Jawora, gdzie mój towarzysz chciał zobaczyć wieżę widokową i zalew.

Oczywiście nie pomyślałem o grubych rękawicach, a ranek, pogodny wbrew spodziewaniu, był mroźny. Szliśmy na wieżę, a za nami Eos rozświetlała intensywnymi kolorami pół nieba. Zobaczenie zalewu, przeczytanie tablic informacyjnych, poznanie całej ładnie urządzonej okolicy, zostawiliśmy na później, chcąc wschód zobaczyć z wysokości wieży. Zdążyliśmy jeszcze przejrzeć się ostatnim minutom spektaklu bogini świtu, nim zza zbocza dobrze stamtąd widocznej Ślęży wychyliło się jasne, mocne słońce. Pierwszy podziwiany wschód tej zimy i pierwszy w tym roku! Niech będzie dobrą wróżbą. Niech jego czyste, mocne barwy zostaną we mnie razem z optymizmem.

W dolnej części zdjęcia widać białe punkty na ciemnym tle. Widząc je po raz pierwszy, odruchowo przetarłem ekran, a w chwilę później uświadomiłem sobie, że te plamy to lampy oświetleniowe. Jasność zwiastująca początek dnia była tylko na niebie, przy ziemi trwała jeszcze zimowa noc.

Otoczenie zalewu na rzece Wierzbiak jest ładnie i dostatnio urządzone. Proszę spojrzeć na zdjęcie z wieżą widokową, widać porządnie zrobiony granitowy chodnik. Wokół są ławki, pomost, alejki, tablice z ciekawostkami, a dalej odkryte łagodne wzgórza. Dobre miejsce na rodzinny relaks.

* * *

Nadal był jeszcze ranek, gdy pojechaliśmy na Pogórze Kaczawskie, a że droga wypadła w pobliżu Czartowskiej Skały, trudno było nie skorzystać z okazji, zwłaszcza że od szosy na szczyt jest tylko nieco ponad kilometr. Byłem tam w listopadzie, ale w popołudniowej porze, a więc wtedy, gdy w stronę Gór Kaczawskich i Karkonoszy patrzy się pod słońce. Dzisiaj nasza gwiazda nie przeszkadzała w patrzeniu i fotografowaniu, a i dobra przejrzystość powietrza pomagała. Nie pamiętam, bym z tego neku widział kiedyś tak wyraźnie niemal całe Karkonosze. Od Przełęczy Okraj, poprzez Śnieżkę, Wielki Szyszak, Śnieżne Kotły, aż po Szrenicę, na szczycie której widać było budynek wyciągu. Wydaje mi się, że z drogi widziałem też Wysoki Kamień w Górach Izerskich. Oczywiście widziałem i rozpoznawałem wiele, wiele gór i górek kaczawskich.

 





 


Parę kilometrów dalej, w Muchowie, zostawiliśmy samochód i poszliśmy ścieżką przyrodniczą prowadzącą lasami w pobliżu masywu Mszana-Obłoga. Swoim odwiecznym zwyczajem ścieżka niemal nie miała oznaczeń, szliśmy bardziej według mapy niż znaków. Jest tam duża polana, która interesowała Janka z powodu motyli. Kosi się tam trawy dla ochrony siedlisk motyli, czyli specjalnie dla nich, co godne jest podkreślenia. Janek głośno wymieniał gatunki, które spodziewałby się tam zobaczyć w lecie i snuł plany powrotu. To miejsce, stół i ławy pod daszkiem przy leśnym dukcie, na brzegu rozległej polany, zapamiętałem nie z powodu motyli, a chwil tam spędzonych parę lat temu, gdy siedząc na ławie patrzyłem na początek zmierzchu zimowego chmurnego dnia, mając poczucie bycia bardzo daleko od ludzi i cywilizacji.

Zatoczyliśmy parokilometrowe koło
i wróciwszy do Mszanę weszliśmy na zbocze góry. Jest tam ścieżka przyrodnicza, ale wiem o niej tylko z map i sporadycznie spotykanych znaków. Nie wiem, którędy ona biegnie i nigdy jej nie szukałem, swoim kaczawskim zwyczajem chodząc bezdrożami lub nienazwanymi dróżkami. Zresztą, góra nie jest duża, a kierunek marszu pokazuje zbocze: po prostu na szczyt idzie się pod górę, po co więc szukać znaków? Lepiej patrzeć na mszański las, jeden z najładniejszych znanych mi lasów. 

 




 Tworzą go dęby, graby i lipy z niewielką domieszką buków. Takie były lasy w tych górach, nim człowiek zaczął sadzić świerki. Proszę wyobrazić sobie jego wygląd między majem a październikiem. Wydaje mi się, że obraz tworzony we mnie jest wierny, ale dzisiaj obiecałem sobie to sprawdzić, postanawiając przyjechać tutaj w czasie letniego urlopu. Janka szczególnie zainteresował barwinek, którego jest tam mnóstwo, a jak wygląda w czasie kwitnienia, to chyba wszyscy wiemy. Wypadałoby przyjechać dwa razy – wiosną i ponownie w lecie...

Od siebie dodam jeszcze jeden walor tego lasu: chyba liczniejsze od barwinka złomy bazaltu leżące właściwie wszędzie, a szczególnie licznie w pobliżu grzbietów. Wiele z nich jest omszałych, często spotyka się wyjątkowo regularne słupy – jakby celowo obrobione ludzką ręką.

 



 Łatwo się tam nie chodzi, trzeba uważnie patrzeć pod nogi, ale wrażenie przebywania w dzikim lesie kaczawskiego pogórza mamy zapewnione. Kiedyś szwendałem się po tym masywie calutki dzień; widoków poszarpanych czarnych skał wychodnich pod chmurnym niebem i leżących na nich obumarłych drzew nie zapomnę.

Na wieżę weszliśmy, a jakże! Niestety, nie znaleźliśmy tajemnego przejścia do zaczarowanej części wieży. Bo musicie wiedzieć, że nie jest to zwykła wieża widokowa, a najlepszym dowodem jest brak widoków z jej szczytu. Widoków nie ma, bo to wieża czarnoksiężnika. Tak uważam, chociaż nie wykluczam, że właścicielem jest czarodziejka. Znaleźliśmy tylko dwie butelki zostawione na platformie szczytowej…

Nie mogłem ominąć starego kamieniołomu z wyraźnie widocznymi bazaltowymi słupami. Widziałem to miejsce może cztery razy, i nadal ze zdziwieniem i ukontentowaniem patrzę na drzewa rosnące na skraju wyrobiska. Widać tam wyraźną granicę dwóch zupełnie odmiennych światów: cienkiej wierzchniej warstewki życia ulokowanej na kamiennym, martwym i nieprzyjaznym wnętrzu Ziemi.

 




Z Mszany nie jest daleko do punktu przecięcia pięćdziesiątego pierwszego równoleżnika szerokości północnej i szesnastego południka długości wschodniej, czyli w skrócie N51, E16, ale zdecydowałem podjechać bliżej, ponieważ czułem brak kondycji. Optymistycznie zakładam, że powodem jest niedawno miniona dość ciężka choroba, nie wiek.

Kiedy byłem tam pierwszy raz, słupek znalazłem po dość długich poszukiwaniach, ukryty wśród zarośli, ale parę lat temu poprawiono i oznakowano leśną drogę, a przy słupku postawiono ławy, stół i kilka tablic informacyjnych. Idzie się tam jak po sznurku, dlatego cieszę się z powodu dojścia do słupka wtedy, gdy jeszcze wymagało to pewnego wysiłku. Miejsce jest na swój sposób wyjątkowe. Nic tam nie ma, skoro punkt przecięcia linii współrzędnych jest tylko przeniesieniem tychże z map, ale ten właśnie fakt czyni miejsce wyróżnionym: czysta geometryczna umowność znajduje tutaj potwierdzenie swojego niematerialnego istnienia w realnym świecie.

 


 Zaczynał się zmierzch, gdy wracaliśmy do samochodu. Dobrze wykorzystaliśmy dzień.

* * *

Apetyt miałem dzisiaj koński. Zjadłem wszystko, co przygotowałem i jeszcze trochę prowiantu Janka. Może i dobrze (piszę o apetycie, nie o podebraniu jedzenia koledze), bo schudłszy w czasie choroby pięć kilo, jeszcze nie odzyskałem poprzedniej wagi.

Za zgodą Janka publikuję trzy jego zdjęcia. Szczególnie na zdjęciu z jutrzenką widać różnicę klasy aparatu i fotografa. Na drugim nie mam zdziwionej miny, jak uprzejmie napisał Janek, a po prostu głupią. Łatwo mi się taką robi, nierzadko wbrew zamierzeniom, niestety. Moja ekwilibrystyka uchwycona na trzecim zdjęciu nie jest tańcem, jak nazwał ją Janek, a chaotyczną próbą zachowania pionu, na szczęście udaną.


 
Na kolejnym zdjęciu widać, jak mój towarzysz stara się być hamadriadą. Widzicie, jak wyłania się z drzewa? Nie zza drzewa, a właśnie z drzewa, co wyraźnie widać na zdjęciu.
 Janku, próba była prawie udana, brakuje tylko zmiany płci, bo nie ma driad rodzaju męskiego, ale nie martw się, teraz zmienić ją nie jest trudno.

* * *

Pierwsza trasa: wioska Mściwojów na wschód od Jawor a. Wejście na wzgórze Winna Góra i na wieżę widokową.

Druga: wejście na Czartowską Skałę.

Trzecia: spacer lasami w pobliżu wzgórza Mszana, później wejście na szczyt, zobaczenie wieży i kamieniołomu z bazaltowymi słupami.

Czwarta: odwiedzenie miejsca w lesie pod Muchowem, w którym krzyżują się pełny równoleżnik i taki południk.

Trasy ustalił Janek. Między nimi poruszaliśmy się samochodem. Dystansem pochwalić się nie możemy, ale 14 kilometrów się nazbierało.
















poniedziałek, 10 stycznia 2022

Oblicza współczesności

 080122

Ryan T. Anderson jest filozofem, dziennikarzem i prezesem amerykańskiego Centrum Etyki i Polityki Publicznej, prywatnego stowarzyszenia zajmującego się propagowaniem tradycyjnej moralności. Jest też pisarzem. Jego książka „Kiedy Harry stał się Sally” była, jak gdzieś czytałem, sprzedawana przez Amazon, do czasu wycofania się korporacji z jej dystrybucji. Właśnie ta wiadomość zwróciła moją uwagę na książkę.

Kupiłem ją nie tyle dla poznania ideologii gender i transpłciowości, bo wystarczy mi tych strzępów informacji, które docierają do mnie mimo chęci i wbrew zasadzie dozowania niektórych informacji, co dla poznania mechanizmów jej funkcjonowania i sposobów osiągnięcia tak wielkich wpływów. Wiadomo, że w miliardowym mrowisku każda idea znajdzie zwolenników, ale też wiadomo, że aby uzyskała znaczną siłę polityczną, muszą być spełnione pewne warunki. Jakie one były w przypadku gender i transpłciowości? Od razu napiszę, że dowiadując się dużo, akurat takich informacji wiele nie znalazłem. Potrzebna byłaby porządna praca socjologa.

Autor zajmuje się ruchem transpłciowości w Stanach Zjednoczonych, opisując poglądy ideologów i ich przeciwników, do których sam się zalicza. Wyjaśnia, posiłkując się cytatami, status quo i jego skutki, wskazując na feminizm jako praprzyczynę ideologii gender i transpłciowości.

Wypada w takim razie napisać o dalekiej drodze, jaką przeszedł feminizm od walki o pełną równość kobiet, do obecnego kształtu ruchu transpłciowości. Książka daje wyobrażenie o tym, jak wiele na tej drodze zagubiono.

Warto jeszcze napisać o wzmiankowanej przez autora eskalacji stanowisk ideologów. Wymownym przykładem jest zmiana w nazywaniu osób transpłciowych: wcześniej pisano o mężczyznach uznających się za kobiety, ale później stwierdzono, że tacy ludzie po prostu są kobietami. Wśród ideologów wypracowany został związek między radykalnością twierdzeń i żądań, a uznawaniem ideologii za bardziej postępową i moralniejszą, co przypomina licytowanie na aukcji: im więcej kategoryczności, tym więcej nowoczesności.

Niewątpliwie swój udział mają media i wyjątkowo wyraźna obecnie u ludzi skłonność do przyjmowania poglądów wyłącznie z powodu ich popularności, zwłaszcza jeśli mają przypięte wielkie etykiety takie jak postęp, swoboda, brak ograniczeń, wolność czy samostanowienie. Teraz poglądy przyjmuje się nie po dogłębnym zapoznaniu się z nimi, nie na podstawie wiedzy i przemyśleń, a z powodu mody, konformizmu i pragnienia bycia trendy.

Co jednak wypchnęło tę ideologię na szczyty wpływów tak wielkich, że sięgających rządów stanowych i administracji federalnej w USA? Dlaczego rozlała się na pół świata? Dlaczego wielkie korporacje, jak Google czy Facebook, tak mocno są zaangażowane w jej popieranie? Przecież nie z powodu konformizmu, skoro same mogą kształtować opinie ludzi, co często robią. Czy jest im to na rękę? Służy zwiększeniu ich wpływów?

Przyznam się tutaj do nieco wstydliwej (w moim rozumieniu) myśli, która odpychana wraca niczym bumerang: korporacjom ta ideologia jest potrzebna, ponieważ odciąga uwagę ludzi od spraw naprawdę ważnych. Nie wiem, jakich. Czasami odnoszę wrażenie stania świata przed wielkimi i głębokimi przemianami.

Daje się zauważyć pewną prawidłowość w wielkich procesach społecznych. Cóż stało się ze szlachetnymi ideałami Jezusa z Nazaretu, co ze słusznymi przecież lewicowymi żądaniami równości społecznej oraz godziwych warunków pracy i życia ponad sto lat temu? Czy ideologie gender i transpłciowości nie wykazują pewnych podobieństw w swoich przemianach do tamtych idei?

Wracając do książki przyznam, że lektura pozwoliła mi znacznie pogłębić wiedzę o ruchach transpłciowości oraz uświadomić sobie skalę zagrożeń i wielkość niepokojących przemian kulturowych.

>>Ostatnie doniesienia medialne doskonale ilustrują kulturowy regres w ocenie realiów dotyczących różnic płci.<<

To jeden z wniosków, do których i ja doszedłem niezależnie od autora, co wcale nie świadczy o mojej wnikliwości. Trudno o inny pogląd po zapoznaniu się tą ideologią. Na poparcie tych słów wkleję tutaj swoją perełkę, wyjątkowy cytat doskonale potwierdzający wniosek.

>>(…) prokurator generalna Loretta Lynch zasugerowała, że uzależnienie dostępu do danej łazienki/toalety lub szatni od przynależności do konkretnej płci biologicznej jest tak samo odrażające, jak uzależnianie takiego dostępu od kolory skóry.<<

W związku z regresem kulturowym wspomnę jeszcze o prawach obowiązujących w niektórych stanach USA, w myśl których leczenie psychiatryczne dysforii płciowej może być uznane za nielegalne, w przeciwieństwie do chemii i skalpela używanych wobec młodych ludzi, nierzadko nieletnich. Warto zastanowić się chwilę nad wymową tych praw i ich skutków. Także o przemianie idei Hipokratesa.

Skoro zamieściłem pierwsze cytaty, powinienem wyjaśnić, że wszystkie są wyróżnione znakami >><<. Słowa poza nimi są moje. Nierzadko wewnątrz znaków cytatów są jeszcze cudzysłowy. Są one oryginalne, to znaczy użyte przez autora z powodu cytowania słów innych osób. W kilku miejscach zamieszczam w nawiasach wyjaśnienia, dodając KG – moje inicjały. Czasami pomijam część zdania, miejsce zaznaczając kropkami ujętymi w nawiasy.

W tekście książki wiele jest słów niedawno utworzonych bądź fachowych. Uznałem, że skoro ja miałem z niektórymi kłopot, to i inni mogą mieć, dlatego poniżej zamieszczam słownik. Wyjaśnienia są moje, o ile nie zaznaczyłem źródła.

Mężczyzna (chłopiec) transpłciowy, inaczej transmężczyzna. To osoba o kobiecym ciele ale umyśle męskim, lub kobieta uważająca się za mężczyznę.

Kobieta transpłciowa, transkobieta – osoba o męskim ciele a umyśle kobiety lub mężczyzna mający się za kobietę.

W Wikipedii podane są inne definicje:

„Mężczyzna transpłciowy to mężczyzna, któremu przypisano płeć żeńską przy urodzeniu, i który postanawia żyć w zgodzie z odczuwaną przez niego męską tożsamością płciową.” Warto zwrócić uwagę na wyrażenie „płeć przypisana przy urodzeniu”, powszechnie od niedawna używanym. Myślę, że autor definicji wie o ustaleniu naszej płci w procesie zapłodnienia, jednak tutaj pisze o chwili narodzin, ponieważ wtedy określa się płeć na podstawie zewnętrznych narządów płciowych (urodziłaś dziewczynkę!!), co – według ideologów transpłciowości – nie jest właściwe, ponieważ to sam człowiek ma zdecydować, czy jest chłopcem, czy dziewczynką. Zwraca uwagę wyjątkowa, nigdzie indziej niespotykana, moc wewnętrznego przekonania: uważam, że jestem kobietą (mężczyzną), to tym samym nią (nim) jestem. W tym wyrażeniu ukryte jest twierdzenie o wyższości przekonania nad biologią.

– Osoba transpłciowa to człowiek mający poczucie swojej płci niezgodne z płcią ciała.

Tranzycja w ogólnym znaczeniu jest procesem przejścia z jednego stanu do drugiego. Tutaj słowo jest używane na określenie zmiany płci we wszystkich aspektach, zarówno społecznych, jak i prawnych oraz medycznych.

Detranzycja to powrót do swojej płci pierwotnej, po jej wcześniejszej zmianie.

Transfobia – „pojęcie obejmujące szereg negatywnych postaw, uczuć i działań wobec osób transpłciowych lub transpłciowości jako takiej.” Cytat z Wikipedii.

Dysforia płciowa jest stanem, w którym odczuwa się dyskomfort lub cierpienie z powodu niezgodności między płcią biologiczną a tożsamością płciową.

– „Cispłciowość, lub cisseksualizm, często w skrócie: cis – spójność pomiędzy czyjąś płcią przypisaną przy narodzinach a jego tożsamością płciową; cis mężczyźni i cis kobiety to „osoby nietranspłciowe”. Cytat z Wikipedii.

Tożsamość płciowa jest wewnętrznym przekonaniem człowieka o posiadaniu określonej płci, czasami niezgodnej z płcią biologiczną.

– Mizoginia to silna niechęć do kobiet.

– Solipsyzm: istnieję tylko ja sam, a ludzie, rzeczy, wszystko co widzę i czego doświadczam, są wytworami mojego umysłu. Cały świat i cała rzeczywistość tworzone są we mnie.

Wspomnę jeszcze o staranności autora we wskazywaniu źródeł: przypisy i adresy zajmują 40 stron. Wymowny fakt w książce nie będącej dziełem ściśle naukowym.

Niemal zawsze przepisuję ciekawe, piękne czy bulwersujące fragmenty czytanych książek; nie inaczej było przy lekturze tej książki. Nie wiedziałem jednak, że nazbiera się ich tak wiele. Cytaty starałem się posegregować tematycznie dodając stosowne informacje.

* * *

Łazienkowe boje.

W książce opisywany jest przypadek stanu Północna Karolina, gdzie wydano zarządzenie o dostępie do łazienek i podobnych miejsc głównie według płci biologicznej. Stan został za to podany ostracyzmowi prawnemu ze strony rządu federalnego oraz ekonomicznemu ze strony korporacji.

>>(…) prokurator generalna Loretta Lynch zasugerowała, że uzależnienie dostępu do danej łazienki/toalety lub szatni od przynależności do konkretnej płci biologicznej jest tak samo odrażające, jak uzależnianie takiego dostępu od kolory skóry.<<

To fragment komentarza autora: >>Jest to kwestia uwarunkowana biologią, a nie wewnętrznym poczuciem tożsamości płciowej. Oddzielne obiekty są zaprojektowane po to, by zapewnić nam prywatność w zależności od naszej budowy fizycznej.<<

>>W przypadku wspomnianych wycieczek, które wiążą się z noclegami poza domem, „szkoła ma obowiązek uszanować prywatność (transpłciowego) ucznia i nie może ujawniać, ani też wymagać ujawnienia jego transpłciowości pozostałym uczniom lub ich rodzicom”. Oznacza to, że dziewczęta nie zostaną wcześniej powiadomione o tym, że chłopiec identyfikujący się jako dziewczyna, ale który ma wszystkie typowo męskie części ciała, będzie z nimi korzystał z szatni, prysznica i dzielił pokój w hotelu. Z drugiej strony kwestie dotyczące prawa do prywatności uczniów nietranspłciowych nie są w ogóle podejmowane i zostały zdegradowane do poziomu „niewygodnej” kwestii.<<

Słowa aktywisty transpłciowości:

>>”zmuszanie osoby transpłciowej do korzystania z wydzielonej łazienki/toalety to wyraźny komunikat, że ta osoba nie jest prawdziwym mężczyzną lub kobietą, lub jest osobą przynależącą do jakiejś nieokreślonej >innej< grupy osób”. (…) „ogranicza potencjał tej osoby do zintegrowania własnej tożsamości i kwestionuje sam proces tranzycji społecznej”.<<

Dalej łazienkowe zalecenia specjalistów od transpłciowości:

>>”Każdy uczeń, który nie czuje się komfortowo dzieląc toaletę z uczniem transpłciowym, powinien mieć możliwość korzystania z innej, bardziej ustronnej, takiej jak łazienka w gabinecie pielęgniarki, przy czym uczeń transpłciowy nigdy nie powinien być zmuszany do korzystania z innych toalet, tylko dlatego, by inni uczniowie poczuli się komfortowo”.<<

W tłumaczeniu na język polski oznacza to, że jeśli dziewczyna nie zechce korzystać z łazienki razem z chłopakiem uważającym się za dziewczynę, to ona, a nie ten chłopak, powinna iść do innej łazienki.

A rodzice? Mało są ważni: >>”personel szkoły nie może ujawniać żadnej informacji, które mogą niepotrzebnie wyjawić status transpłciowy danego ucznia innym osobom, w tym jego rodzicom lub opiekunom”, z zastrzeżeniem sytuacji, gdy byłoby to bezwzględnie wymagane przepisami prawa.<<

>> wytyczne zalecają m.in. że należy używać preferowanego przez ucznia imienia i zaimków w klasie, ale już w komunikacji z rodzicami posługiwać się oficjalnym imieniem i standardowymi zaimkami określającymi jego biologiczną płeć, aby nie ujawnić im społecznej tranzycji dziecka.<<

>>Aby uzyskać dostęp do toalet i szatni zgodny z deklarowaną płcią, wystarczy, że dany uczeń jedynie zadeklaruje sprzeczność „wewnętrznego poczucia płci” z jego płcią biologiczną. (…) Innymi słowy, wybrana płeć na podstawie ustnego oświadczenia staje się faktem.<<

Z listu rodziców niezgadzających się z ideologią transpłciowości:

>>Czy zgodzimy się na sterylizację naszych dzieci, czy będziemy cierpliwie prowadzić je drogą akceptacji własnego ciała? Czy będziemy leczyć problemy naszych dzieci za pomocą podwójnej mastektomii, czy będziemy żądać od lekarzy prawdziwego remedium?<<

>>Po pierwsze, szkoły będą uczyły dzieci akceptowania ideologii, która opiera się na kłamstwie, zgodnie z którym płeć biologiczna gra drugie skrzypce wobec samozwańczej, subiektywnej tożsamości płciowej i że płeć cielesna jest zmienna lub nawet nieistotna. (…) Nieuchronnie, takie podejście obejmie wszystkie obszary funkcjonowania szkoły i wywrze głęboki wpływ na rozwijające się umysły dzieci. Na przykład dziewczęta, zgodnie z regresywnymi nakazami polityki antyprzemocowej i polityki integracji płciowej, musiałyby nazywać chłopców w swojej szatni „dziewczynami”, co skutecznie pozbawiłoby je należnych praw do wolności słowa i zachowania intymności przed osobnikami płci przeciwnej. (…) Ideologia transpłciowości w programie nauczania jest zatem uświęconym kłamstwem, kreowanym na prawdę.<<

Słowa kobiety:

>>Od ponad roku nie wchodzę do żadnej damskiej szatni. Zanim uchwalono waszyngtońskie prawo, okoliczność, w której jakiś mężczyzna pojawiłby się w damskiej toalecie lub szatni, wywołałaby natychmiastową reakcję administracji obiektu, personelu, policji i obecnych tam ludzi, aby chronić moją prywatność i zapewnić bezpieczeństwo. Teraz to już przeszłość.<<

>>(…) jeśli istnieją kobiety lub dziewczyny, które przebywając w toaletach z biologicznymi mężczyznami czują się niekomfortowo, to nie da się takiej reakcji nazwać bigoterią.<<

>>Trudniej jest udowodnić lubieżne zamiary w sytuacji, gdy prawo dostępu do obiektów przeznaczonych dla danej płci wynika jedynie ze zgłaszanej przez siebie tożsamości płciowej (...)<<

Działania ideologów transpłciowości.

>>Stał się (jeden z lekarzy zajmujących się badaniami nad tożsamością płciową – wyjaśnienie KG) celem nagonki za przekonanie, że w przypadku dzieci występuje szczególny rodzaj dysforii płciowej oraz że bezrefleksyjne zachęcanie ich do tranzycji może w dłuższej perspektywie nie okazać się korzystne dla ich dobrostanu. Za ten grzech został pozwany przez szpital (...) i osądzony w pokazowym procesie.<<

>>Jeśli jeden z czołowych światowych ekspertów w dziedzinie dysforii płciowej może być w taki sposób odstawiony na boczny tor, oznacza to, że agenda ideologiczna poważnie zagraża praktykowaniu medycyny. Nie jest to bynajmniej stabilny i spójny zbiór przekonań, lecz ideologia, która zmienia się w zależności od potrzeb politycznych. Co więcej, wszelkie braki w logicznej spójności tej ideologii nadrabiane są bezkompromisową gorliwością zwolenników.<<

>>Co więcej, klinicyści zajmujący się transpłciowością są przekonani o swojej skuteczności w rozróżnianiu dzieci „naprawdę transpłciowych” od tych, przechodzących tylko fazę, z której kiedyś wyrosną. Na podstawie podobnych stwierdzeń ugruntowały się idee zachęcające do podejmowania tranzycji w możliwie najmłodszym wieku.<<

Myśli aktywistów transpłciowości:

>>Transpłciowy chłopiec jest chłopcem, a nie dziewczynką, która identyfikuje się jako chłopiec.<<

>>(…) ludzie są takiej płci, jakiej pragną.<<

>>Z medycznego punktu widzenia, właściwym wyznacznikiem płci jest tożsamość płciowa.<<

>>(…) każda terapia, która nie jest terapią wspierającą tranzycję, jest nieetyczna.<<

>>zawsze należy zachęcać dzieci, by te zachowywały się w sposób zgodny z ich samoidentyfikacją (niezależne od tego, jaka ona jest), natomiast wszelkie próby pomagania dziecku, by zaczęło się czuć komfortowo w swoim ciele, są nieetyczne i prawdopodobnie szkodliwe.<<

>>Blokery (tutaj: specjalne substancje chemiczne – wyjaśnienie KG) dojrzewania płciowego i hormony płciowe mogą być stosowane w „najlepszym interesie dziecka”, jak twierdzą aktywiści. Ich zdaniem „działają one jak przycisk pauzy i dają młodym ludziom możliwość zgłębienia swojej tożsamości płciowej, bez doświadczania stresu wynikającego z pojawiania się trwałych, nieodwracalnych zmian fizycznych płci przypisanej w chwili urodzenia”.<<

>>Z medycznego punktu widzenia, blokery dojrzewania (…) nie szkodzą. Normalny proces dojrzewania może zostać wznowiony w dowolnym okresie życia dziecka, po ich odstawieniu.<<

>>Zgodnie z tezami z raportu CNN na ten temat z 2016 roku, tożsamość i ekspresja płciowa „mogą się zmieniać każdego dnia, a nawet co kilka godzin” (...)<<

>>Zucker cytuje jednego z ekspertów, który twierdzi, że: „Próba zmiany tożsamości płciowej dziecka wydaje się tak samo odrażająca z etycznego punktu widzenia, jak wybielanie skóry czarnoskórym dzieciom, by poprawić ich relacje społeczne wśród białych dzieci.”<<

>>posiadanie „preferencji genitalnych” jest transfobiczne oraz że „preferowanie kobiet z waginami od kobiet z penisami może być częściowo uwarunkowane wpływem cispłciowo nastawionego społeczeństwa.<<

O nielogicznościach ideologii.

>>Jeśli kategorie „mężczyzny” i „kobiety” są na tyle obiektywne, że ludzie mogą identyfikować się jako mężczyźni lub kobiety – i być nimi, to w jaki sposób płeć może być określana jako spektrum, w którym ludzie deklarują przynależność do obu płci, żadnej z nich lub ulokować się gdzieś pośrodku? (…) skąd ktoś może wiedzieć, czy „czuje się” jak płeć przeciwna, czy jak żadna z nich, a także – jak czuje się osoba mająca obie? (…) <<

>>”Skąd mężczyzna może wiedzieć, jak to jest czuć się jak kobieta?”. (…) Niemożliwe jest przecież doświadczalne poznanie tego, jak to jest być kimś, kim się nie jest. Twierdzenie biologicznego mężczyzny, że jest „kobietą tkwiącą w męskim ciele” zakłada, że ktoś, kto ma męskie DNA, męskie ciało, męskie narządy płciowe, męski mózg, musi wiedzieć, jak to jest być kobietą.<<

>>Dlaczego samo poczucie, że się jest mężczyzną (cokolwiek to znaczy) miałoby zrobić z kogoś mężczyznę? Dlaczego nasze odczucia mają determinować rzeczywistość w kwestii płci, choć w wielu innych aspektach już nie? Nasze uczucia nie są wyznacznikiem naszego wieku, ani wzrostu. (…) A co z ludźmi, którzy identyfikują się jako zwierzęta? Co z osobami zdrowymi, które identyfikują się jako niepełnosprawne? Czy wszystkie te samozwańcze tożsamości determinują rzeczywistość? Jeśli nie, to dlaczego? I czy ci ludzie powinni być poddawani terapii przekształcającej ich ciała z sposób zgodny z ich odczuciami?

>>U podstaw tej ideologii leży radykalny pogląd, że uczucia determinują rzeczywistość. Z tej właśnie idei wywodzą się ekstremalne żądania, by społeczeństwo przystało na subiektywne twierdzenia o rzeczywistości.<<

>>Dopuszczanie do sytuacji, w której każdy, kto tylko zakomunikuje, że czuje się kobietą, zostaje automatycznie za nią uznany, sprawia, że w porządku prawnym prawdziwe znaczenie słowa kobiecość zaczyna właściwie zanikać.<<

W kilku stanach USA >>uchwalono ustawy, które zabraniają placówkom medycznym stosowania praktyk, mających na celu zmianę orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej nieletnich (…) Zatem lekarz, który pomaga młodemu chłopcu w społecznej i hormonalnej tranzycji w „dziewczynkę”, nie narusza prawa, ale lekarz, który pomaga chłopcu w identyfikacji i afirmacji własnego ciała, może działać niezgodnie z prawem.<<

>>(przepisy prawa – KG) obligują także innych do ich popierania i wspierania. Nie są zatem wykorzystywane jako tarcze ochronne przed dyskryminacją, ale jako środki do narzucania obywatelom nowej ortodoksji seksualnej. Penalizują ludzi za to, że decydują się nie ułatwiać takich procederów lub w nich nie uczestniczyć (jak operacje zmiany płci), uznając je całkiem zdroworozsądkowo, za szkodliwe lub niemoralne.<<

Wypowiedzi ludzi, którzy poddali się medycznym zabiegom zmiany płci:

>>W czasie jej przeprowadzania żaden lekarz ani psycholog nie próbował mnie od tego odwieść. Nikt nie przedstawił innych rozwiązań. Nie zrobiono nic, by mnie przed tym powstrzymać.<<

>>Cari stwierdza, że nasza kultura, a w szczególności terapeuci ruchu gender, stwarzają atmosferę dyskomfortu u osób niezadowolonych z własnego ciała, przedstawiając tranzycję jako jedyne remedium. (…) Cari pragnie również, by aktywiści przestali ignorować fakt, że coraz więcej osób decyduje się na detranzycję. (…) Jestem zwykłą 22-latką z blizną na klatce piersiowej, z męskim głosem i lekkim zarostem, a to dlatego, bo kiedyś nie mogłam dać sobie rady ze świadomością, że wyrosnę na prawdziwą kobietę. Taka jest moja rzeczywistość i takie są rezultaty tranzycji.<<

>>Max krytykuje aktywistów transpłciowych, którzy „uważają, że pomysły radzenia sobie z dysforią bez udziału leków bądź zabiegów chirurgicznych właściwie nie mają sensu”. Co więcej, ich zdaniem wszelkie inne formy terapii, które nią są nastawione na potwierdzanie i wzmacnianie tożsamości płciowej odczuwanej przez daną osobę, to właściwie odbieranie jej godności.<<

>> „Czego mogę oczekiwać, gdy im powiem (lekarzom prowadzącym zabiegi zmiany płci – wyjaśnienie KG), że zdecydowałam się na tranzycję, bo prześladowano mnie za bycie lesbijką, bo przeżyłam traumę spowodowaną samobójstwem mojej mamy?”<<

Kolejna osoba:

>>Moje ciało było mi obce. Jednak moment, w którym zauważyłam z jaką nonszalancją personel medyczny traktuje ciała osób doświadczających dysforii płciowej sprawił, że wkurzyłam się na dobre. (…) Teraz wiem, że ówczesne emocje, interpretowane jako objaw dysforii płciowej, były tak naprawdę efektem długotrwałej traumy, której nigdy nie przepracowałam. Fantazjowałam więc o życiu, w którym byłabym mężczyzną. (…) Jestem pewna, że osoby poniżej 18. roku życia nie powinny mieć prawa do podejmowania decyzji powodujących nieodwracalne skutki zdrowotne. Jeśli ja w wieku 30. lat mogłam nabrać przekonania, że wszystko zacznie się układać, gdy stanę się facetem trans, a niedługo potem uświadomiłam sobie, że to był jednak błąd, to jak dać wiarę nastolatkowi, że wie co robi?<<

Jedna z przyczyn kłopotów ludzi ze swoją płcią we wczesnej młodości.

>>Moja babcia nie chciała zaakceptować tego, że byłem chłopcem, więc przebierała mnie za dziewczynkę (…) Przebieranki zaszczepiły we mnie myśl, że być może urodziłem się w niewłaściwym ciele.

Doktor zdiagnozował u niego (a był wtedy po czterdziestce – dopisek KG) „ewidentną dysforię płciową” i stwierdził, że „jedynym wyjściem przynoszącym ulgę w cierpieniu byłaby chirurgiczna zmiana płci” (…) Postanowiłem skontaktować się z „normalnymi” specjalistami, którzy nie interpretowali wszystkich zaburzeń płci przez pryzmat transpłciowości.<<

Osoby po detranzycji:

>>Jednym z wielu powodów, dla których zdecydowałyśmy się na tranzycję była trauma. Mamy za sobą straszne wydarzenia, które zniszczyły poczucie własnego ja, dlatego stworzyliśmy nową osobowość, aby dać sobie radę z tym wszystkim i przetrwać. Tym ja była nasza tożsamość: trans, męska lub genderqueer. Poddałyśmy się tranzycji, bo byłyśmy ofiarami gwałtów, kazirodztwa, bo bycie lesbijką było wystarczającym powodem do przemocy, bo zamykano nas w oddziałach psychiatrycznych, bo jedno z naszych rodziców popełniło samobójstwo. (…) traumy i mizoginia sprawiły, że pogrzebałyśmy naszą kobiecość i zdecydowałyśmy się na tranzycję. (…) Tranzycja była aktem autodestrukcji napędzanym przez lekarzy, którzy podobno „pomagali” nam odnaleźć prawdziwe ja. (…) Wiele z nas zrozumiało, że „opieka”, której doświadczyłyśmy była czymś nieetycznym, a nawet pewną formą nadużycia medycznego. (…) Nauka o akceptacji ciała i osiągnięciu z nim pełnej zgodności to skuteczny sposób na leczenie dysforii u wielu osób.<<

Zmiany sposobów leczenia dysforii.

>>Hormony zaczął przyjmować po zaledwie dwóch sesjach z terapeutą, który zupełnie nie miał pojęcia, co stało za jego przekonaniem, że byłby szczęśliwszy jako kobieta.<<

>>Moim zdaniem, problemem jest łatwość z jaką terapeuci, kierują ludzi na zabiegi tranzycji.<<

Inna osoba po hormonalnych i operacyjnych zabiegach zmiany płci pisze:

>>”Wtedy za standard uchodziło przynajmniej dwanaście sesji terapeutycznych przed podjęciem decyzji o podaniu środków hormonalnych. Teraz ten wymóg nie obowiązuje. Wiele osób zaczyna terapię hormonalną po jednej, dwóch lub trzech sesjach. To, co w przeszłości uznawano za szkodliwe, obecnie stało się systemową praktyką wśród lekarzy.” (…) Co więcej, zauważam, że werbalizowane przez was wątpliwości zagłuszane są przez docierający z zewnątrz intensywny doping, zachęcający do tranzycji, a to jest już naprawdę niebezpieczne.”<<

Medycyna i filozofia o płci.

>>Podstawą męskości i kobiecości jest rozróżnienie ról reprodukcyjnych płci. (…) Nie istnieje żadna inna powszechnie akceptowana biologiczna klasyfikacja płci.<<

>>Tak naprawdę od bardzo niedawna – i tylko w odniesieniu do gatunku ludzkiego – samo pojęcie płci stało się zawiłe i pełne kontrowersji.<<

>>Myśliciele postmodernistyczni dążą do podważenia samego pojęcia normatywności i ukrycia faktu, że istnieje pewien naturalny porządek rzeczy. Zamiast prawidłowego i zaburzonego rozwoju człowieka, mielibyśmy po prostu wielość kierunków, którymi może podążać rozwój człowieka. (…) Rozróżnienie pomiędzy prawidłowym i zaburzonym rozwojem opiera się na zrozumieniu celu i funkcji w układach tworzących organizm. (…) Nie mówi o „różnicach” w rozwoju serca. Serce, które nie pompuje dobrze krwi, nie jest „inne”, jest po prostu chore.<<

>>We wszystkich przypadkach punktem wyjścia jest akceptacja faktu, że myśli i uczucia nie są tożsame z rzeczywistością. „Psychiatrzy muszą wreszcie rzucić wyzwanie solipsystycznej koncepcji, że to, co jest w umyśle, nie może być kwestionowane” – powiada McHugh. „Zaburzenia świadomości stanowią przecież domenę psychiatrii. Ich odrzucenie oznaczałoby właściwie jej koniec.” I ma rację. Specjaliści od zdrowia psychicznego nie mogą tak po prostu wspierać pacjentów w utrzymywaniu przekonań, które akurat w danym momencie prezentują. Zamiast tego powinny wspomagać ich w akceptacji prawdy, pracując jednocześnie nas głębszymi problemami, maskowanymi fałszywymi przekonaniami.<<

>>”Zmiana płci jest metafizyczną niemożliwością, ponieważ jest biologiczną niemożliwością.” Chirurdzy nabierają coraz większej zręczności w tworzeniu i „doszywaniu” nowych narządów płciowych, ale tego rodzaju „dodatki” nie zmieniają przecież biologicznej płci pacjenta.<<

>>Krótko mówiąc, badania nad mózgiem, o których głośno w popularnych mediach, w rzeczywistości nie potwierdzają tego, co głoszą aktywiści transpłciowi. Nie ma żadnych naukowych poglądów na potwierdzenie tezy, że tożsamość transpłciowa jest uwarunkowana biologicznie. (…) Zamiast tego „dowody naukowe w przytłaczającym stopniu popierają tezę, że fizycznie i rozwojowo normalny chłopiec lub dziewczynka jest tym, kim wydaje się być w momencie urodzenia. Dostępne dowody z obrazowania mózgu i genetyki nie wskazują, by rozwój tożsamości płciowej jako różnej od płci biologicznej był wrodzony.”<<

O celach medycyny:

>>(…) czy posiadanie uczuć i przekonań, które są całkowicie oderwane od rzeczywistości, jest dobre, złe, czy neutralne? Czy powinniśmy traktować odczucia jako autentyczne i ostateczne, czy też warto postarać się zrozumieć ich przyczyny i naprawić, albo przynajmniej złagodzić ich negatywne skutki? (…) Dr. Cretella podkreśla, iż opieka nad zdrowiem psychicznym powinna kierować się normami ugruntowanymi w rzeczywistości, łącznie z rzeczywistością cielesnego ja. (…) Niestety wielu specjalistów postrzega opiekę zdrowotną, a w szczególności opiekę nad zdrowiem psychicznym, przede wszystkim jako narzędzie do spełniania żądań pacjenta.<<

>>(…) „dowód solidarności” oznaczający dawanie pacjentowi wszystkiego, czego sobie zażyczy, niezależnie od tego, czy leży to w jego najlepszym interesie, czy też nie, jest standardem postępowania dalekim od tradycji Hipokratesa.<<

>>Przekonanie człowieka, że jest kimś (lub czymś), kim nie jest, jest w najlepszym przypadku oznaką błędu myślowego, a w najgorszym – urojeniem. To, że ktoś coś myśli lub czuje, nie sprawia, że to staje się rzeczywistością.<<

>>Nie podano zasadniczej informacji, że zdecydowana większość dzieci z dysforią płciową – od 80 do 95 procent – wyrasta z niej w sposób naturalny o ile nie będzie zachęcana do zabiegów zmiany płci.<<

Dziewczyna cierpiąca na anoreksję wyznaje uporczywe, błędne przekonanie, że jest otyła. Osoba z cielesnym zaburzeniem dysmorficznym (BDD) jest głęboko przeświadczona o swojej brzydocie. Osoba z zaburzeniem tożsamości w integralności cielesnej (BIID) identyfikuje się jako osoba niepełnosprawna i czuje się uwięziona w pełni sprawnym ciele. Osoby z BIID są często tak przygnębione swoim sprawnym ciałem, że dążą do chirurgicznej amputacji zdrowych kończyn lub przerwania przez chirurga zdrowego rdzenia kręgowego. Dr Anne Lawrence, która sama jest transpłciowa, twierdzi, że BIID wykazuje wiele podobieństw do dysforii płciowej.<<

>>Jednak dostosowanie wyglądu ciała do fałszywego wyobrażenia za pomocą hormonów i operacji nie uwalnia z więzów dysforii, tak jak liposukcja (odsysanie tłuszczu – wyjaśnienie KG) nie leczy anoreksji.<<

>>Centralnym punktem debaty nad leczeniem osób z dysforią płciową jest kwestia, czy terapia powinna koncentrować się na umyśle, czy też na ciele.<<


O chemicznym opóźnianiu dojrzewania:

>>Jednocześnie aktywiści twierdzą, że efekty blokowania dojrzewania płciowego za pomocą leków są w pełni odwracalne. Takie podejście do sprawy wywraca wszystko do góry nogami, ponieważ w okresie dojrzewania właściwie każda część ciała rozwija się zgodnie ze specyfiką danej płci, a przechodzenie przez ten proces w wieku 18. lat nie może odwrócić skutków dziesięciu lat jego blokowania.<<

>>Istnieje naturalna kolejność rzeczy, w której wiele procesów zachodzi wraz z dojrzewaniem ciała, a gdy pewne zjawiska dzieją się poza nią, rozwój nie przebiega prawidłowo. Jeśli z powodu interwencji medycznej dziecko nie rozwinie pewnych cech w wieku 12 lat, to ich wywołanie w wieku 18 lat nie będzie „odtworzeniem procesu”, ponieważ sekwencja została już zakłócona. (…) „Tożsamość płciowa kształtuje się w okresie dorastania, gdy ciała młodych ludzi różnicują się płciowo i osiągają dojrzałość.” (…) Lekarze stosujący blokery dojrzewania płciowego w leczeniu dysforii płciowej bez właściwej rozwagi, przeprowadzają gigantyczny eksperyment, który nie spełnia nawet minimalnych standardów etycznych wymaganych w innych dziedzinach medycyny.<<

>>Zablokowanie dojrzewania wiąże się z ryzykiem zmniejszenia szans na zaakceptowanie swojej biologicznej płci, a tym samym zwiększa prawdopodobieństwo, że osoba poddana zabiegowi zdecyduje się na przeprowadzenie tranzycji.<<

O dzieciach.

>>Dziecko ma powierzchowne pojęcie o różnicach między płciami: chłopcy lubią się bawić w chowanego, a dziewczynki w dom. Zatem łatwo jest mu wydedukować, że: „nie lubię energicznej rozrywki, a większość moich towarzyszy zabaw to dziewczynki, mające podobne upodobania, a więc skoro lubię się bawić w dom, tak jak moje koleżanki, to ja też muszę być dziewczynką.” (…) Przebieranie go za dziewczynkę, nadawanie żeńskiego imienia, a w końcu podawanie środków blokujących dojrzewanie, a potem – hormonów płciowych nie jest rozważnym postępowaniem. Skuteczna psychoterapia powinna pomóc mu dostrzec prawdę, że wrażliwy chłopiec to zupełnie normalny chłopiec.<<

>> To prawdziwe historie dzieci, które zostały przyprowadzone do kliniki z powodu nasilonej dysforii płciowej. Gdyby zostały skierowane do innej kliniki – stosującej obecne standardy leczenia zaburzeń płci – ich rodzicom prawdopodobnie zalecono by rozpoczęcie tranzycji społecznej, a następnie podawanie blokerów dojrzewania.<<

>>Dla dzieci, wykształcenie zdrowego rozumienia własnego ciała i seksualności jest trudnym i delikatnym przedsięwzięciem (…) Ideologia transpłciowości znacznie utrudnia ten proces poprzez destabilizację tego, co David Cloutier nazywa „seksualną ekologią”. Podważa ona bowiem powszechną zgodności między płcią biologiczną a społeczną tylko dlatego, że niewielka liczba osób ma problemy z pogodzeniem się ze swoją cielesnością. „Destabilizacja normalnej zgodności ciała i duszy”, pisze Cloutier, „to pozwolenie, by wyjątki stanowiły regułę”.<<

O źródłach ideologii:

>>Feminizm pierwszej fali był ruchem mającym na celu wyzwolenie kobiet z przesadnie restrykcyjnej koncepcji płci, aby mogły swobodnie realizować się w swojej kobiecości i człowieczeństwie. Jednak z czasem feminizm przekształcił się w ruch dążący do osiągnięcia całkowitego zrównania, graniczącego z identycznością obu płci. Od przekłamanych sztywnych stereotypów, nasza kultura wyewoluowała w kierunku kolejnego błędu, choć o przeciwnym wektorze, jakim było zaprzeczenie wszelkim istotnym różnicom pomiędzy kobietami a mężczyznami.<<

>>Dekonstrukcja pojęcia płci rozpoczęła się od zanegowania biologicznych podstaw różnic płciowych. W tym kontekście niektóre pozornie sprzeczne idee okazały się mieć wspólne korzenie, a samo zaprzeczenie jest zaszłym ogniwem łączącym ruch transpłciowy z radykalnym feminizmem.<<

>>Według McCarthy’ego ideologia gender opiera się na „postrzeganiu ciała jako problematycznej granicy wolności – wolności pojmowanej jako czyste i pojawiające się z wewnątrz samostanowienie.”<<

>>Jeśli nauka nie popiera takiego sposobu leczenia dzieci, to dlaczego te „drastyczne i eksperymentalne środki” są obecnie lansowane jako norma? (…) Tam, gdzie wiedza jest szczątkowa, wkracza ideologia. Głównym napędem dla szerokiej akceptacji leczenia tranzycyjnego u dzieci jest dziś polityka. Singal stwierdza:

Najzwyczajniej w niektórych kręgach zdecydowano, że kategoryczne deklaracje dziecięcej dysforii płciowej to przejaw ich prawdziwej tożsamości i jako taki musi być respektowany. W pewnym sensie jest to zrozumiałe: przez dziesięciolecia dorosłe osoby transpłciowe musiały stawiać czoła dehumanizacyjnym przeszkodom w postaci społecznej negacji, posądzania o choroby psychiczne czy dewiacje seksualne etc. Rzecz w tym, że istnieją solidne dowody naukowe – może nie bezwyjątkowe, ale solidne – wskazujące, że dzieci nie powinny być traktowane tak jak osoby dorosłe.<<

>>Trudno oprzeć się wrażeniu, że nadrzędnym motywem promowania tranzycji społecznej, a następnie stosowania blokerów dojrzewania, jest „utrwalenie” tożsamości transpłciowej.<<

Różności.

>>(…) wysoko rozwinięte kraje wykazują największe różnice między płciami z uwzględnieniem różnych typów osobowości. Mało prawdopodobna jest zatem teza, by wyjaśnieniem tego stanu był patriarchat i władza mężczyzn. Wydaje się raczej, że „dobrobyt i równość przynoszą większe możliwości samorealizacji” (…) „Bogactwo, wolność i wykształcenie dają mężczyznom i kobietom możliwość bycia tym, kim są”.<<

Gdzieś czytałem o nadal istniejącym w Norwegii podziale na zawody tradycyjnie uznawane za kobiece i męskie, a przecież w tym kraju od wielu lat bardzo się dba o równe szanse kobiet. Wyjaśnienie wydaje się proste.

>>„Droga prowadząca dziewczynkę do kobiecości jest mniej wyboista, niż chłopca stającego się mężczyzną, ponieważ potencjał macierzyństwa wyrażony jest w sposób oczywisty w formie jej ciała”, podczas gdy chłopiec „musi stać się mężczyzną”. Rozwój fizyczny, psychiczny i intelektualny chłopca trwa dłużej, niż rozwój dziewczynki.<<

Słowa te przypomniały mi rozmowę z koleżanką w pracy. Odbyła się ponad 40 lat temu, a jej tematem było dorastanie. Moja rozmówczyni nie była osobą wykształconą, a mimo tego różnice w dorastaniu chłopców i dziewczyn widziała wyraźnie i tak jak autor. Dobrze pamiętam jej słowa, ponieważ zrobiły na mnie wrażenie. Widziała lepiej niż obecni doktorzy, którym zaślepienie, obawa o swoją karierę zawodową lub zwykły konformizm utrudnia widzenie.

>>Odpowiednie kształtowanie chłopców jest szczególnie istotne w momencie, kiedy nasza kultura – jak zauważa Esolen – zdaje się przeżywać kryzys męskości.<<

>>”Żyjemy otoczeni wygodami, o których jeszcze do niedawna najbogatsi arystokraci nie mogli nawet pomarzyć, a jednak twierdzimy, że jesteśmy zbyt biedni, by mieć więcej niż jedno lub dwoje dzieci. Prawda jest zupełnie inna: jesteśmy zbyt bogaci, aby mieć więcej niż jedno lub dwoje dzieci, zbyt pochłonięci pracą zawodową i zdobywaniem prestiżu”.<<

>>”Gdy tożsamość płciowa wygrywa, zawsze przegrywają kobiety”.<<

>>Mojego przyjaciela uznano za transfoba i cisseksistę tylko dlatego, że umawia się wyłącznie z biologicznymi kobietami.<<

* * *

Parę uwag o przekładzie na język polski.

>>(…) a niektóre badania dowodzą o niekorzystnych następstwach tych operacji.<<

>>My, integrujemy te praktyki z przepracowaniem traumy, która spowodowała oderwanie się od naszych ciał.<<

Tłumacz się nie popisał. Może miał zbyt mało czasu, a może tekst, rezultat jego pracy, jest zobrazowaniem przemian w naszym języku.

Dziwnie stawiane są przecinki, czasami i cudzysłowy, a konstrukcji z użyciem słów „że” i „które, który, których” jest tak dużo, że szybko zaczynają nużyć, a pod koniec książki nawet irytują. Wiele przykładów znaleźć można w cytatach, tutaj dodam dwa.

>>Mimo tego, że pojawiają się wstępne dowody na to, że nasilenie dysforii płciowej (...)<<

Czyż nie lepiej brzmi taka wersja?: „Mimo pojawiania się wstępnych dowodów na nasilenie dysforii płciowej (...).”

>>Byłem niezwykle szczęśliwy, że miałem okazję poprowadzić forum dyskusyjne (...)<<

„Byłem niezwykle szczęśliwy mając okazję poprowadzić forum dyskusyjne (…).”

„Że” staje się słownym wytrychem, uniwersalnym sposobem na ominięcie kłopotów z budową zdania, ale o tym może innym razem.

Dotarliście do końca tekstu? Więc gratuluję!


poniedziałek, 3 stycznia 2022

Nie tylko o pracy

 030122

Po siedemnastu dniach spędzonych samotnie w pokoju, po wigilii nad konserwą rybną, chciałem już tylko wrócić do pracy. Chciałem, żeby coś się działo, żeby mieć wypełniony dzień. Krzątaniną codzienną nadać czasowi jeśli nie sensu, to chociaż poczucia normalności. Może dlatego nie protestowałem zbytnio, gdy usłyszałem, że mam na dwa tygodnie jechać do Krakowa

Jechałem niechętnie, ponieważ wyjazd oznaczał zapełnianie torb swoimi rzeczami, przenoszenie do samochodu całego majdanu, o wielkości którego zwykle nie zdajemy sobie sprawy mając rzeczy pochowane w szafach, a na miejscu wnoszeniu do kolejnego pokoju w kontenerze czy barakowozie. Czy ktoś wie, jaka jest aura pokoi w tanich hotelach? Ja wiem, spędziłem w nich dwa lata swojego życia. Czuć w nim nie tylko efekty byle jakiego sprzątania, ale i wyziewy setek osób mieszkających wcześniej. W lunaparkowych „pokojach” jest jeszcze gorzej. Praca tutaj w zimie jest dla mnie ciężka psychicznie. Brodzi się w mokrej i zimnej ciemności wysysającej optymizm, ale wszystko lepsze od choroby i siedzenia w pokoju, o którym trudno powiedzieć, by był mój.

Więc zapełniłem rzeczami rozliczne kieszenie torby, opróżniłem lodówkę i kosz na śmieci, zgasiłem światło i pojechałem.

Krakowski pokój okazał się ładniejszy niż się spodziewałem: jest w niestarym kontenerze i ma swoją łazienkę, ale mimo czystych i jasnych ścian już czuć w nim aurę taniego hotelu. Na dokładkę stoi blisko ruchliwej ulicy, a że ściany są blaszane, cały czas słyszę głośny szum przejeżdżających samochodów.

Rzadko się zdarza na takich wyjazdach bym rozpakowywał torby. Zwykle stoją na podłodze w kącie, a ja nachylam się nad nimi szukając potrzebnego mi drobiazgu. Kiedyś doszedłem do wniosku, że w ten sposób podświadomie chcę podkreślić tymczasowość mieszkania tutaj – jakby rozpakowanie toreb miało wpływ na przedłużenie tego kolejnego wygnania. Możliwe też, że zwyczajnie mi się nie chce rozpakowywać.

Powiedzieć o moich torbach, że wiernymi towarzyszkami moich włóczęg, byłoby okazaniem im swojej przychylności, pozytywnego związku emocjonalnego, więc tak nie powiem, ponieważ już dawno stały się one symbolem negatywnym. Kojarzą się z niekończącym się pakowaniem swoich rzeczy i ich ponownym upychaniem po szufladach, z wyjazdami, mieszkaniem w ciasnych barakowozach czy rozlatujących się kampingach, pracą w coraz to nowych miejscach. Te torby materialnym zobrazowaniem powiedzenia o życiu na walizkach.

Nie lubię ich, mimo że służą mi wiernie wiele lat.

O pracy.

W noc sylwestrową oczywiście mieliśmy czynne. Wiele osób przyszło przed północą, chcąc na kole widokowym przywitać nowy rok. Kiedy trzy minuty przed północą zgodnie z wymogami wyłączyliśmy komputer (by włączyć go zaraz po północy), przyszła spóźniona para. Nie pomagało tłumaczenie o niemożności sprzedaży biletu w tej chwili. W końcu usłyszałem słowa, które zrobiły na mnie silnie negatywne wrażenie:

Moja dziewczyna ma takie marzenie.

Odebrałem je jako szantaż emocjonalny. Z klientami zwykle się nie dyskutuje, a wypadało powiedzieć temu chłopakowi, że w takim razie zlekceważył marzenia swojej wybranki, przychodząc do kasy tuż przed północą, ale nie powiedziałem i nie o tym chciałem napisać. W powiedzeniu o marzeniu, słyszanym w podobnych okolicznościach już parę razy, jest jedna z wielu zmian możliwych do zaobserwowania w ostatnich latach. Jest w tych słowach oczekiwanie wyjątkowości traktowania. W dawnych czasach można było usłyszeć w podobnych okolicznościach słowa „wiesz pan kto ja jestem?”, teraz o marzeniu. Wtedy wyjątkowe przywileje należały się z racji stanowiska, teraz z powodu marzeń. Wtedy było straszenie, teraz emocjonalne terroryzowanie. Doprawdy, nie wiem, co gorsze.

Jak się skończyło? W typowy sposób: ich odejściem po niewybrednym wyrażeniu swoich emocji przez chłopaka. Pod tym względem nie nastąpiły żadne zmiany w minionych dziesięcioleciach.

Jeśli już piszę o zmianach, wspomnę krótką wymianę zdań z ojcem kilkuletniego chłopca.

Proszę zabrać stamtąd dziecko. Nie można tam chodzić.

Ale moje dziecko chce tam chodzić.

Proszę zabrać dziecko i je pilnować!

Opiszę w internecie pana zachowanie.

Czy potrzebny jest tutaj komentarz?…


Koło ma nowy system sterowania.

Mimo tak wielu lat pracy przy urządzeniach, robi na mnie wrażenie możliwość uruchomienia stutonowego koła dotykiem palca. Można zażądać zatrzymania się koła wcześniej wskazując, które gondole mają być zatrzymane na peronie. Pojawia się wtedy napis, jedno słowo: „przestaję”. W innym miejscu jest licznik pokazujący, ile razy koło zostało uruchomione po zatrzymaniu. Opisem też jest jedno słowo: „napędowy”. Tak oto odchodzimy od języka mogącego precyzyjnie i jasno opisać rzeczywistość, zastępując go kulfonami słownymi, których znaczenia trzeba się domyśleć.


W minione dni każdy z nas wysłał lub otrzymał życzenie noworoczne, na przykład takie: „Dobrego Nowego Roku!”. Może warto byłoby uświadomić sobie znaczenie tak napisanego zdania. Nowy Rok jest nazwą świątecznego dnia, pierwszego dnia nowego roku. Natomiast słowa „nowy rok” dotyczą po prostu nowego roku. Całego roku. Tak więc życząc komuś dobrego Nowego Roku, życzymy dobrego pierwszego stycznia.