Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Czereśniowa droga

 130426



 Górny Gościniec to polna droga biegnąca grzbietem pasma wzgórz na długości kilku kilometrów. Malownicza, widokowa, ładna. Jest jedną z tych dróg, którymi chciałoby się po prostu iść. Równolegle do grzbietu z Gościńcem wznosi się drugie pasmo wzgórz, a dzieli je wąska dolinka, razem tworząc wyjątkowo malownicze miejsca. Byłem tam po raz pierwszy skuszony drogą mającą nazwę, a od tamtego dnia przyjeżdżam co kilka miesięcy. Niżej zamieszczam kilka fotografii wzgórz i doliny między nimi.









W czasie schodzenia w dolinę zwróciłem uwagę na wąskie pole z drzewami rosnącymi na obu miedzach. Na Roztoczu zdecydowana większość pól jest wąska, ale to szczególnie; chyba akurat na jednokrotny przejazd kombajnu. 

Skuszony dalszymi widokami, zszedłem z drogi na pole i w dolinę schodziłem miedzą. Rosnące tam na miedzach duże czereśnie zaczynają kwitnąć. Obok rozwiniętych kwiatów, wiele jest pąków jeszcze czekających na swój dzień, inne zaczynają się właśnie otwierać. Te pierwsze chwile kwitnienia są najurokliwsze, są jak obietnica, zapowiedź, jak wyjątkowo czarujący czas pierwszego zachwytu i pierwszego pocałunku. Wokół siebie widziałem malownicze miedze obsiadłe szpalerami drzew, uskoki, ciemne zakamarki schowane wśród kęp drzew albo po prostu kolejną zgrabną i powiewną brzozę płaczącą.





 Dalej, po drugiej stronie doliny, też miałem na co patrzeć: widziałem wijącą się nitkę drogi zmieniającej wygląd w miarę mojego tracenia wysokości. Ten fragment mojego dzisiejszego szlaku mierzący nie więcej niż kilometr, zaliczam do najpiękniejszych. Szybko wrócę tam.

 A teraz coś skrajnie odmiennego od estetycznych wrażeń, mianowicie przeraźliwie prozaiczna i bezwzględna ewolucja.

 Oto osikowy młodniak. Zwykły widok? Owszem, ale wiele można zobaczyć pod tym tuzinkowym obrazem. W tym młodniku drzewa rosną jedno przy drugim, jest ich za dużo, są zbyt ściśnięte. Trwa tam niewidoczna walka o światło, wodę i substancje odżywcze. Zdrowszy, mocniejszy, bardziej zaradny, wygra, a te słabsze będą marnieć i z czasem uschną. Ten młody lasek jest przykładem działania przyrody, jej tak podziwianej harmonii. Podziw przyrodzie się należy, ale warto pamiętać, jak jej harmonia jest osiągana i utrzymywana. Otóż jest rezultatem racjonalizmu i bezwzględnej rywalizacji, zarówno wśród roślin, jak i wśród zwierząt. Racjonalizmu odbieranego przez nas jako piękno i rywalizacji nierzadko prowadzącej wprost do śmierci niezliczonych istot żywych. Przyroda jest piękna, ale i okrutna. Dobrze, podam jeden przykład owego racjonalizmu: kwiaty. One nie są piękne ani nie pachną ładnie, bo Natura jest estetą, nie. Takie są aby przyciągnąć zapylające je owady.

Obrazki ze szlaku

Przyroda

 



Grusza pod jemiołą. Z daleka drzewo wygląda bardzo malowniczo, z bliska widać, jak bardzo jest opanowane przez pasożytniczą jemiołę. Ta grusza nie ma dużo czasu przed sobą.

 Rozwijające się liście tworzą zieloną mgiełkę na brzozach. Krótko trwa ten czas zapowiedzi, ledwie tydzień obietnic późniejszej pełni.

 Igliwie modrzewi. One też są już prawie zielone, a przy tym ich odcień jest wyjątkowy, nie do pomylenia z zielenią innych drzew.
Wielka, szeroko rozgałęziona wierzba.

 Idąc skrajem pola widziałem mnóstwo kwitnących przetaczników. Trudno było mi przejść, bo nie chciałem deptać kwiatów.

 Leżące buki. Ilekroć widzę wycięte duże, zdrowe drzewa, ogarnia mnie smutek i czuję sprzeciw – mimo wiedzy o potrzebie pozyskiwania drewna. Te drzewa były moimi rówieśnikami, a mogły przeżyć nawet moje wnuki. Świadomie używam słowa pokrewnego życiu, ponieważ tam, na brzegu lasu, przerwano istnienie dwóch organizmów żywych. Warto o tym pamiętać decydując się na wycięcie, a więc na uśmiercenie drzewa.


 Wiśnia ptasia czyli czereśnia. Jedna z pierwszych kwitnących w tym roku.


Oglądałem z bliska dwa wielkie drzewa rosnące samotnie na miedzach: czereśnię i gruszę. Skręcałem ku nim specjalnie, ponieważ duże drzewa działają na mnie jak magnes na żelazo. Średnicę pnia czereśni oszacowałem na cały metr, jest więc wyjątkowo duża. Ileż przemian pór roku doświadczyły te drzewa! Dla nich nic się nie zmieniało poza odwiecznym rytmem upływającego czasu, dla nas wszystko: ktoś się urodził, uczył się chodzić, później uczył chodzić swoje dziecko, cieszył się, martwił, zapewne kochał i rozpaczał, a teraz może jest już tylko zamierającym wspomnieniem jego rodziny i znajomych. Dla drzew czas się liczy inaczej. Jeśli popatrzeć na nasze szaleństwa, można dojść do wnioski, że drzewa mądrzej wykorzystują dany im czas.

 Wycięte drzewa przydrożne, głównie wierzby. Zgoda, czasami trzeba to robić, bo szybko rosnące iwy zasłaniają drogę i wchodzą na pole, ale po co rozpalać tam ogień? Ne podoba mi się ten zwyczaj. 


Pod moją brzozą. Może kiedyś pokuszę się o policzenie, ileż mam tych „swoich” drzew na Roztoczu i w Sudetach.





 Zawilcowy las. Droga biegła brzegiem lasu z wyjątkowo licznie kwitnącymi zawilcami. Były ich tam dosłownie zielone łany ozdobione tysiącami lśniących pod słońce kwiatów. Gdybym sporządził dokładną mapę tego odcinka mojej trasy, zapewne przypominałaby grzebień: jego zębami byłyby liczne ślady mojego wchodzenia między drzewa.

 Prawie leżąca czereśnia. Ledwie stoi, ale kwitnie.

Różności


Doły i drzewa.
 
Próbowałem sfotografować tuman kurzu niesionego wiatrem, ale niezbyt mi się udało.

 Opuszczony drewniany dom. Wiele takich widuję, chociaż na ogół w dużo gorszym stanie. Ten jeszcze można uratować, jednak taki los spotyka bardzo nieliczne stare domy na Roztoczu.

 Stara, nieczynna cegielnia. Wspomniałem moją pracę sprzed blisko sześćdziesięciu laty w takiej cegielni. Będąc nie okrzepłym jeszcze nastolatkiem, nie dałem rady; praca tam była tak ciężka fizycznie, że po tygodniu zrezygnowałem. Jednak czas tam spędzony wiele mi dał i daje do dzisiaj: wiem, ile pracy i potu było kiedyś w każdej wypalonej cegle, a ta wiedza wpływa na moje postrzeganie starych ceglanych budowli.


Ziemia naniesiona wodami zapewne roztopowymi spływającymi ze zbocza pagóra. Niewiele, ale stał się niższy. A na drugim zdjęciu inny ślad tego samego procesu – biegnąca w dół polna droga po spływie wód.

 Droga i dal. Wzgórza widoczne w głębi są odległe o blisko 10 km.

 Ślad podkowy. Obecnie nieczęsty widok, a w latach mojego dzieciństwa powszechny.

 Ładny zakątek.

 Zachmurzony zachód.

Trasa: Górny Gościniec i okolice pod Ponikwami.

Statystyka: 23 km w 11,5 godziny.