210926
»Brutalny
paradoks polega na tym, że najbardziej komfortowe społeczeństwa w
historii są jednocześnie tymi, które wykazują najwyższe
wskaźniki lęku, depresji i niezdolności do radzenia sobie z
najdrobniejszymi przeciwnościami.«
Źródło:
tutaj.
„Prawdziwa wolność oznacza
odpowiedzialność i niepewność, oznacza możliwość porażki. (…)
Współczesne społeczeństwo jest neurotyczne właśnie dlatego, że
zastąpiło pseudokomfortem infantylizujących przyjemności
uzasadnione cierpienie związane z dorastaniem, z przyjmowaniem
odpowiedzialności i stawianiem czoła rzeczywistości.«
Źródło: tutaj.
Kiedyś,
przed wielu laty, wierzyłem, że jeśli dziecko nie zazna
niebezpieczeństw, niedostatków i wszelkich innych negatywnych
przeżyć psychicznych, jeśli otoczone będzie opieką przez
bliskich, wyrośnie na człowieka spokojnego, pogodnego, pozytywnie
nastawionego do siebie, świata i ludzi. W zasadzie nadal tak uważam,
ale ten idylliczny obraz okazał być prawidłowy tylko w ogólnym
zarysie, a z bliska widoczne są obszary wymagające znacznego
uzupełnienia o szereg zastrzeżeń. Nic wyjątkowego, w nauce to
raczej norma nie wyjątek.
Zagmatwane
powiązania między przyczynami istnienia pewnych cech naszej
psychiki a otoczeniem w jakim żyjemy, pomogła mi rozplątywać
ewolucja, którą interesuję się od lat. Z niej wypączkowało cały
szereg nowych gałęzi nauki, na przykład psychologia ewolucyjna.
Taką
definicję, a jest zgodna z moją własną, samodzielnie wypracowaną,
podsunęła mi AI Google:
»Psychologia
ewolucyjna to obszar badań
w psychologii, który wyjaśnia ludzkie zachowania, myśli i
mechanizmy psychiczne jako efekty ewolucji biologicznej i kulturowej.
Psychologia
ewolucyjna bada, jak ludzki umysł przystosował się do środowiska
na przestrzeni tysiącleci. Traktuje cechy psychologiczne jako
rezultaty doboru naturalnego, które pomagały naszym przodkom
przetrwać i się rozmnażać. Analizuje
uniwersalne wzorce zachowań występujące u ludzi niezależnie od
kultury.
Główne
założenia:
Nasze
mechanizmy psychiczne (np. strach, zazdrość, umiejętność
współpracy) to narzędzia wypracowane przez ewolucję w celu
rozwiązywania problemów przetrwania. Współczesny
człowiek żyje w nowoczesnym świecie, ale jego mózg posiada
strukturę przystosowaną do życia w warunkach plemiennych.«
Artykuł
w Wikipedii jest tutaj.
Psychologia
ewolucyjna, nawet jeśli się ją zna na poziomie amatorskim, czyli
tak jak ją znam, pomaga wyjaśnić wiele z pozoru dziwnych naszych
odruchowych, czasami nieracjonalnych, zachowań. Wystarczy tylko
pamiętać o skutkach i głębokości przemian cywilizacyjnych
ostatnich stuleci. Nasz gatunek istnieje około 300 tysięcy lat.
Znaczy to tyle, że zbadane szczątki kostne, a od niedawna i geny,
sprzed tylu lat są identyczne z naszymi. Nasi przodkowie, a była to
spora grupka gatunków homo, liczą sobie parę milionów lat. Ci
ludzie żyli przez tysiące pokoleń bez żadnych zmian w swoim
zachowaniu i w sposobach korzystania ze środowiska. Zmiany ruszyły
dopiero w górnym paleolicie, czyli jakieś 40 tysięcy lat temu.
Zmiany były szybkie tylko w stosunku do bezruchu poprzednich
tysiącleci, a z naszego obecnego punktu widzenia nadal niewiele się
działo. Świat dziadów był niemal identyczny do świata wnuków i
prawnuków. Jakieś 10 tysięcy lat temu zaczęliśmy się
uniezależniać od kaprysów przyrody, uprawiając rośliny i hodując
zwierzęta, ale nadal, jak przez wszystkie poprzednie milenia,
powszechne były okresy głodu, wielkiej śmiertelności,
ustawicznego zagrożenia życia spowodowane chorobami, niedostatkami
i wojnami. Nadal człowiek zdecydowaną większość czasu pracy od
rana do wieczora poświęcał na zabezpieczenie podstawowych potrzeb,
czyli jedzenia, schronienia i odzieży. Zmiany na lepsze były bardzo
powolne, dopiero rewolucja przemysłowa zapoczątkowana w XVIII wieku
radykalnie przyspieszyła ten proces. Ten pęd nadal przyspiesza.
Nigdy ludzkość nie bogaciła się tak szybko, jak w ciągu
ostatnich dziesięcioleci.
Ludzie,
czyli gatunek homo sapiens sapiens (jak to dumnie brzmi!: człowiek
podwójnie myślący!!), nie zjawili się nagle na scenie dziejów.
Nie zostaliśmy stworzeni od podstaw, albo jak kto woli z żebra czy
gliny. Ewolucja jest bardzo powolnym procesem przemian gatunków już
istniejących. Nasi bezpośredni przodkowie, nasi pradziadowie w
linii prostej, przez setki tysiącleci żyli w jaskiniach, na
drzewach i pod nimi. Korzystne dla ich przeżycia geny nadal są w
nas. Są nawet i starsze geny, naszych odleglejszych przodków
przedludzkich. Wiecie, dlaczego dostajemy gęsiej skórki? Bo kiedyś
ten odruch podnosił futra naszych przodków aby było im cieplej w
zimne dni. Futra nie mamy od setek tysięcy lat, ale geny i
odpowiednia budowa skóry zostały. Takich śladów dawno minionych
czasów jest w nas mnóstwo, zarówno w budowie i reakcjach naszego
ciała, jak i w psychice.
Tutaj
właśnie docieramy do meritum.
Nam,
ludziom żyjącym w warunkach XXI wieku, lubiącym kawę parzoną w
określony sposób, kupującym buty tej nie innej marki, ceniącym
filmy tego reżysera, latającym do ciepłych krajów na urlop,
wydaje się, że nic nas nie łączy z tamtymi brudnymi, prymitywnymi
istotami które zabiły niedźwiedzia jaskiniowego i zajęły jego
miejsce, ale to nieprawda: jesteśmy tacy sami jak oni. W
najdrobniejszych szczegółach anatomicznych i psychicznych tacy
sami. Jedyna różnica jest w wiedzy i skumulowanej umiejętności
budowy coraz bardziej wyrafinowanych narzędzi. Tyle że ta różnica
przejawia się głównie na polu walki: kiedyś pałą waliliśmy w
łeb przeciwnika, teraz rakietą wystrzeliwaną naciśnięciem guzika
na pulpicie sterowniczym. Przeciwnik, człowiek, istota z naszego
gatunku, został. Nadal boimy się nieznanych, ciemnych i ciasnych
pomieszczeń, dokładnie tak, jak nasi przodkowie wchodzący do
czarnych jaskiń, nadal odczuwamy aprioryczną, niwelowaną jedynie
rozumowaniem i kulturą, niechęć do obcych i inaczej wyglądających,
nadal chcemy dominować nad innymi, bo dominacja oznacza dostęp do
dóbr i samic. Maczugi tamtych ludzi nie są dowodem na ich głupotę,
tak jak rakiety nie potwierdzają naszej mądrości. Te różnice
dowodzą zmian w poziomie wiedzy, nie mądrości.
Pierwsze
istoty uznawane za ludzkie żyły parę milionów lat temu, my
jesteśmy ich dalekimi co prawda potomkami, ale w linii prostej. W
warunkach znacznego oddzielenia od przyrody, zabezpieczeni od jej
zmian i nieprzewidywalności, objęci prawami, z dostępem do
medycyny, żyjemy od… różnie można tu liczyć, powiedzmy, że od
paruset lat, ale można bronić tez o dłuższym lub krótszym
przedziale czasowym, jednak ograniczonym do wieków, nie dziesiątek
tysiącleci. Jak to się ma do tamtego ogromu czasu? Gdyby zmienić
skalę na osiemdziesięcioletnie ludzkie życie, to rówieśnik
pierwszych istot homo w wieku 79 lat zaczął udoskonalać obróbkę
kamieni i malować obrazy na ścianach jaskiń, mając 79 lat i 9
miesięcy nauczył się siać i zbierać ziarno, niecałe dwa dni
przed osiemdziesiątymi urodzinami skonstruował silnik parowy, pół
doby przed osiemdziesiątką przyszła mu do głowy myśl o
komputerze, a od paru godzin jest zapatrzony w kolorowy ekran
smartfona. Inaczej mówiąc: właściwie całe życie spędziliśmy
na drzewach lub pod nimi, z pałką lub kamieniem w ręku, i
stosownie do takich warunków został dopasowany nasz zestaw genów
oraz nasza psychika i odruchy. Ostatnie setki lat, a tym bardziej
dziesięciolecia – to mgnienie oka – nic w nas nie zmieniły, a
my uważamy, że wyrośliśmy wysoko, bardzo wysoko ponad naszą
przeszłość. W tym tkwi jądro naszych kłopotów. Ogół ludzi nie
wie, że żyjąc w niewielkiej grupie dobrze znanych i spokrewnionych
ludzi zostaliśmy psychicznie ukształtowani przez niedobory,
niebezpieczeństwa, przeciwności i trudności, a dobrostan
psychiczny i szczęście osiągamy jedynie poprzez wyuczone w
dzieciństwie i młodości umiejętności radzenia sobie z
negatywnymi cechami naszego bytowania. Młody człowiek bardziej
ucieszy się z drobnostki na którą zapracował niż z kolejnego
drogiego prezentu od rodziców czy dziadków. Lepiej rozumie świat i
swoje w nim miejsce, jeśli wie, co mu wolno a co nie. Jeśli nie
ponosi konsekwencje swoich błędów i porażek, nie nauczy się
rozwagi i odpowiedzialności, a porażka, nawet drobna, będzie dla
niego katastrofą; będzie jednak bardzo sprawny w wyszukiwaniu
winnych swoich kłopotów. Człowiek, który w dzieciństwie nic nie
musiał robić, jako dorosły nie tylko ma dwie lewej ręce, ale i
nie zna obowiązkowości, a pracę postrzega jako przymus odrywający
go od przyjemności, a nie jako wstępny warunek późniejszego
oddawania się przyjemnościom. Człowiek który nie musiał nikogo
się słuchać, w pracy dozna szoku, a jeśli w dzieciństwie dbano o
wszystkie jego potrzeby, jako dorosły nie będzie zdolny do
samodzielności.
Tę
listę można dowolnie wydłużać. Jej istotą jest fakt
kształtowania naszej psychiki i relacji ze światem w dzieciństwie
poprzez doświadczenie i obserwację rodziców – dokładnie tak,
jak jest u zwierząt, którymi, nota bene, jesteśmy. Pozbawieni
tychże, zatracamy się w życiu dorosłym i nagle wizyta u
psychologa staje się koniecznością. Okazuje się, że wzrost
zamożności ludzi, długotrwałe bezpieczeństwo, rozbudowane prawa
i materialny komfort życia, mogą być dla ludzi niebezpieczne bez
należytego przygotowania. Zwłaszcza, że żyjemy w środowisku
diametralnie odmiennym od naszych rodzinnych sawann, drzew i jaskiń.
Czuję,
że drugą część wywodu zbytnio skróciłem, ale niech taką
zostanie, bo i tak za dużo napisałem, a chciałem przejść do
części zasadniczej. Moje słowa miały być tylko wprowadzeniem.
Proponuję
wysłuchanie kilku wykładów na temat przyczyn i skutków zmian
obserwowanych w społeczeństwach a związanych ze wzrostem
zamożności i oddziaływaniem na nas techniki.
Prowadzą je ludzie znają tajniki ludzkiej psychiki, a
przy wnioskowaniu stosują osiągnięcia psychologii ewolucyjnej.
Jako zapowiedzi
i zachętę dodaje cytaty. Dodam, że nie mając możliwości ich
skopiowania, zapisałem je
ręcznie.
*
* *
"Dziecko
rozwija się wtedy, kiedy swoje prawa łączy z obowiązkami."
Tytuł:
„Hodujemy beznadziejne pokolenie”
Podtytuł
wywiadu:
„Tak
niszczysz przyszłość własnego syna i córki. Profesor Jędrzejko
o podstawowym błędzie”
Kliknij tutaj aby przeczytać garść informacji o profesorze.
Wywiad jest tutaj.
*
* *
Jeszcze
jeden wywiad z profesorem Jędrzejkiem - tutaj.
Tematy:
o stanie Polski, o upadku moralności i rozpadzie funkcji
społecznych, o degrengoladzie wśród polityków. Także o
wychowywaniu dzieci.
„To
państwo ma 8 służb, które pana i mnie inwigilują. (…) Czy
myśmy na to zasłużyli? Widzę na Marszałkowskiej samochód ze
służby ochrony państwa który jedzie ponad 80, a z tyłu siedzi
jakiś polityczny fajfus albo od premiera albo z kancelarii
prezydenta Rzeczpospolitej. Pytam: czy was prawo nie obowiązuje?”
„Narzuciliśmy
dzieciom logo. Narzuciliśmy konieczność bycia gdzieś tam, ale one
nie muszą tam być.”
„Znam
prywatną szkołę, do której dzieci przyjeżdżają własnymi
samochodami „pięćdziesiątkami”, bo rodziców na to stać. A ja
się pytam: no i co wy robicie? A dlaczego oni nie idą do szkoły?
Przecież mają do szkoły 1000 metrów. (…) Po prostu
zwariowaliśmy. System marketingowy narzucił nam wzory wychowania
dzieci.”
„Jestem
zwolennikiem zwolnienia postępu technologicznego, bo póki co, to
prowadzi człowieka, jego naturę, na manowce. (…) Mamy ciągle
nowe wyzwania i coraz mniej czasu.”
„Przestańcie
się spieszyć bo tak wam każe świat. Po prostu zwolnijcie a będzie
żyć dłużej.”
*
* *
Tutaj podaję link do kanału angielskojęzycznego. Nie wiem, przez kogo personalnie prowadzony, ale
na pewno jest to osoba mająca duży zasób wiedzy i zdolności
obserwacji.
»Bogactwo materialne nigdy nie było
tak obfite, prawa tak gwarantowane, dostęp do informacji tak
nieograniczony, a jednak coś fundamentalnego ulega pogorszeniu. Nie
w liczbach, nie we wskaźnikach, a w ludziach tworzących te
społeczeństwa. W zdolności do ponoszenia konsekwencji i
przyjmowania odpowiedzialności, tolerowania tego co trudne bez
natychmiastowego szukania winnych lub czegoś do konsumpcji. To nie
jest moralna ocena pokoleń, to strukturalna diagnoza tego, co się
dzieje, gdy cywilizacja przez dekady buduje coraz bardziej bardziej
wydajne systemu eliminowania tarcia z ludzkiego życia nie zdając
sobie sprawy z tego, że owe tarcie w dużej mierze kształtowało
ludzi zdolnych do podtrzymania tej cywilizacji.«
»Czteroletnie
dziecko, które nie może dostać tego, czego chce, płacze. (…)
Problemem jest, gdy społeczeństwo dorosłych wykształca taką samą
reakcję z frustracją i zaczyna budować wokół niej całe
instytucje polityki i kultury, które legitymizują płacz jako
odpowiedź na to, co jest trudne.«
»Skłonność
do przesady, ucieczka od tego, co wymaga wysiłku, nie jest
patologią. To kondycja ludzka w swojej najbardziej uczciwej formie.
Tym, co się zmienia i co definiuje epoki, jest to, co kultura robi z
tymi słabościami. Czy traktuje je jako punkty wyjścia do rozwoju,
czy instytucjonalizuje je jako akceptowalny stan docelowy.«
»Problem
nie leży w posiadanych narzędziach (osiągniętym stopniu rozwoju
technicznego). Leży w cichym założeniu, które nam towarzyszy, że
postępujące eliminowanie wszelkiego dyskomfortu tworzy lepszych
ludzi, lepiej przygotowanych i bardziej zdolnych, podczas gdy dowody
konsekwentnie wskazują na coś przeciwnego.
Dziecko, które nigdy nie musi czekać, buduje zupełnie inne relacje
z czasem niż dziecko, które nauczyło się, że pewne rzeczy
wymagają cierpliwości. Młody człowiek, który nigdy nie zetknął
się z prawdziwym niedoborem, buduje inną relację z wartościami
niż ktoś, kto nauczył się, że każdy wybór ma swoją cenę. To
nie jest chęć powrotu do czasów braków, to spostrzeżenie, że
pewne
ludzkie zdolności rozwijają się tylko pod presją i że
wyeliminowanie wszelkich kłopotów wcale nie daje wolności,
wytwarza za to kruchość pod maską komfortu.«
»Osiągnęliśmy
taki stan kultury społecznej, w którym domaganie się praw stało
się nieskończenie łatwiejsze niż przyjmowanie obowiązków. (…)
Kultura,
która systematycznie uczy swoich członków szukania wszystkich ich
problemów poza nimi samymi, nie tylko wykazuje niesprawiedliwość
wobec rzeczywistości, ale i masowo tworzy ludzi niezdolnych do
skutecznego działania w jej ramach.«
»Zaobserwuj, co się stało ze
znaczeniem słów dotyczących odpowiedzialności. Słowa takie jak
porażka, błąd, konsekwencja, zostały stopniowo zastąpione
terminami, które przenoszą przyczynę poza jednostkę. Człowiek
już nie ponosi porażki, a przechodzi trudne doświadczenie;
człowiek nie popełnia błędu, a staje przed wyzwaniem; nie zbiera
już owoców złego wyboru, a cierpi z powodu niesprawiedliwego
systemu. (…) Człowiek, który nie nazywa swoich porażek
porażkami, nie rozwija zdolności mierzenia się z nimi.«
*
* *
Ten sam kanał, inny wykład.
»Prawdziwa wolność nie tkwi w
wysokości pensji, a w różnicy między wysokością dochodów a
tym, co jest potrzebne do godnego życia. Jeśli ta różnica
jest dodatnia i rosnąca, pozwala na to, aby praca była wyborem, a
nie obowiązkiem.«
Mój komentarz.
Inaczej mówiąc: jeśli zarabiamy
więcej niż wydajemy na życie uznawane przez nas za godne, jesteśmy
wolni od przymusu ustawicznej gonitwy za pieniędzmi. Twierdzenie
słuszne pod jednym warunkiem: że nie podnosimy poprzeczki w
uznawaniu jakie życie jest godne. Jest takie bardzo trafne
spostrzeżenie: „To, co człowiekowi jest niezbędne do życia,
rozciąga się od kromki chleba do prywatnego odrzutowca.” Aby
twierdzenie o wolności niezależnej od dochodów stało się słuszne
i możliwe do wcielenia w życie, koniecznym jest zaprzeczenie tym
słowom swoimi ocenami i postawą.
*
* *
Dopisek końcowy.
Jakie
wnioski należy wysnuć? Koniecznym jest gruntowna przebudowa całej
filozofii wychowywania dzieci, zarówno w domu jak i w szkołach. Za
niezbędną mam gruntowną zmianę naszego podejścia do posiadania i
konsumpcji; przebudowę całego gmachu nauczania i filozofii rozwoju
gospodarczego.
Jednak
obserwowane zmiany zmierzają w kierunku przeciwnym, to znaczy
pogłębienia problemów, jakie już mają dzieci, młodzi ludzie
wkraczający w dorosłość i całe społeczeństwa, zwłaszcza
zachodnie. Niestety, zarysowane wyżej procesy będą narastały aż
osiągniemy możliwość odbicia się, czyli dno, bo i cóż możemy
zrobić? Mogę napisać ten tekst, owszem, ale przeczyta go może
kilka osób (znam statystyki tego bloga), a część z tych którzy
tu zajrzą wzruszy ramionami nie doczytawszy do końca – i tyle.
Tylko
tyle.