Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

środa, 25 marca 2026

Odwiedziny

 180326




 Odwiedziłem jedną z kilku najładniejszych w mojej ocenie okolic zachodniego Roztocza. Byłem na znanych mi pagórkach, szedłem drogami pamiętanymi z kilku wcześniejszych wędrówek, specjalnie skręcałem tam, gdzie pamięć podsuwała mi miłe wspomnienia, ale jak zawsze w czasie takich powrotów poznałem też nowe dróżki, niezauważone wcześniej zakątki, niedocenione widoki. Na tak ukształtowanym terenie jest podobnie jak w górach: wystarczy pójść ścieżką biegnącą sto czy dwieście metrów obok tej znanej, by poczuć zaskoczenie odmiennością widoków tych samych gór. Okazuje się wtedy, że co prawda są one te same, ale nie takie same. Doświadczyłem tych zmian widoków wiele razy w Sudetach, a teraz mam je na Roztoczu. Czasami wystarczy skręcić w boczną dróżkę, wejść na ścieżkę wydeptaną przez sarny albo po prostu skrócić drogę marszem przez pole, by zobaczyć widok, który spodoba się, ucieszy, zaciekawi, a nawet, chociaż oczywiście rzadziej, i zachwyci. Staram się nie traktować drogi którą właśnie idę jako tej, która ma mnie zaprowadzić w miejsce, dla którego przyjechałem na Roztocze (czy wcześniej w Sudety), inaczej mówiąc staram się mieć poczucie bycia u celu wędrówki cały czas. Nie zawsze udaje mi się ta sztuka, ale rzadko, naprawdę rzadko idę by gdzieś dojść. Uznanie samej drogi jako celu zmienia perspektywę i ogląd otoczenia. Przede wszystkim znika pośpiech, bo gdzież się spieszyć skoro już się doszło tam, gdzie dojść planowało? Często gubię ogólny zarys trasy ustalony nad mapą oglądaną przed wyjazdem, a w jego miejsce pojawia się chwilowa chęć, impuls kierujący mną tam, gdzie patrzę. Może to być obiecujący zarys pagórków, niejasne wspomnienie, skojarzenie lub po prostu ciekawość. W rezultacie bywa, że trasa wygląda na mapie jakby rysowała ją pijana mrówka. Jeśli w czasie przeglądania moich szlaków widzę wyjątkowe poplątanie, ustawiczne kluczenie, zawracanie, skręcanie i powroty, to wiem bez sprawdzania, że tamte miejsca były dla mnie wyjątkowo ładne.




 Jako przykład wspomnianych wyżej przypadkowych odkryć nowych miejsc w znanej okolicy podam lasek, obok którego parokrotnie przechodziłem w poprzednich latach, a dopiero dzisiaj zdecydowałem się wejść między drzewa. Cóż zobaczyłem? Roztoczańskie doły o wyjątkowych formach: bardzo strome i dość regularne stożki wysokości około dziecięciu metrów. Rosną na nich buki, graby i lipy, co samo w sobie jest wyczynem na takich pochyłościach, a na dokładkę nie ma zarośli utrudniających przejście. Poznałem malownicze miejsce, które na pewno będę odwiedzał.

Obrazki ze szlaku

 Słoneczny ranek, parę stopni na plusie, a w cieniu szron.


 
Pola na stromych wzgórzach, miedza i kępa brzóz lub osik, czyli typowy obrazek z zachodniego Roztocza.

 Mały zagajnik śródpolny bez dołu między drzewami. Zwróciłem na niego uwagę nie tylko ze względu na urodę takich miejsc, ale także dlatego, że jest. Tak, że jest. Właściciel pola okrąża zagajnik traktorem, ma dodatkową pracę, zajmuje czas, ale wystarczyłoby wyciąć drzewa i miejsce zaorać. Nie robi tego. Mam nadzieję, że nie wycina drzew nie z lenistwa albo z przyczyn ekonomicznych; chciałbym wierzyć w to, że nie wycina bo szkoda mu drzew i ładnego miejsca.



 Miedze. Gdyby nadać herb tej krainie, powinny na nim znaleźć się miedze.

 Wierzbowy gąszcz.

 Początek dołów. Wiele już zamieściłem takich zdjęć, ale takie miejsca mają dla mnie swoisty czar granicy, zmian i niewiadomego.

 Olsza, drzewo najłatwiej rozpoznawalne nawet z dużej odległości. Tam, gdzie rośnie, zapewne jest mokro.



 Wysoka miedza w formie lessowego urwiska.





 Dzisiejsze drogi.

 Grabina.

 Skiby ziemi po orce. Miejscami lśnią tłusto, wygładzone lemieszem. Ich widok kojarzy mi się z płodnością, z ziarnami i trudem dawnych żniw. Nawet oglądane na zdjęciach pachną orną ziemią i jesienią.



 
Późne popołudnie i zachód słońca.

 Puszka przy drodze. Idąc brzegiem szosy mija się mnóstwo butelek i puszek wyrzuconych przez jadących. Patrząc na te śmieci mam wiele odczuć, ale chyba najczęstszym jest poczucie obcości. Ludzie, którzy tak robią, są mi tak obcy, tak niezrozumiali, jak te zielone ludziki z Marsa, albo jak ci od tych różnych współczesnych ideologii trapiących ludzkość. Czuję coraz większą obcość i samotność, a więc po prostu alienację. Dobrze, że mam gdzie uciekać, a brzegami szos rzadko chodzę.

Trasa: pola między wsiami Pasieka a Błażek na zachodnim Roztoczu

Statystyka: uzbierało mi się 18,5 km w czasie 10,5 godziny.


 











środa, 18 marca 2026

Na Roztoczu

 11 i 150326

Spędziłem kolejne dwa słoneczne dni na Roztoczu. Odczuwam niecierpliwość i poczucie straty czasu, gdy siedząc w domu przy biurku, przez okno widzę słońce. Dodatkowo myśl o moich latach, o nieuchronnym końcu wędrówek, wygania mnie na pola. Mam iść i przeżywać, iść i patrzeć na odwieczny rytm natury, na jej ożywanie w tych dniach. Głos jest silny, nie potrafiłbym się mu sprzeciwić nawet gdybym chciał, więc wstaję tak wcześnie, jak tylko mogę, nierzadko po ledwie paru godzinach snu i jadę, by cały dzień włóczyć się po wertepach, zupełnie nie po męsku rozczulać się nad pierwszymi kwiatkami polnymi, by patrząc na zbocza podzielone miedzami, ubrane brzozami, podjąć kolejną próbę zrozumienia, co tak naprawdę ciągnie mnie do tej krainy.

Zapraszam nielicznych moich czytelników i bardzo liczne ostatnio boty na przegląd zdjęć z wędrówek.

Obrazki ze szlaku

Różności


 
Chmurny ranek pierwszego i, dla odmiany, świetlisty początek drugiego dnia wędrówki.


 Przypadkiem zauważyłem małą jaszczurkę. Zatrzymałem się, powoli wyjąłem aparat i bojąc się ją spłoszyć, zrobiłem zdjęcie nie nachylając się. Nie uciekła, więc stopniowo przybliżałem do niej aparat prztykając kolejne zdjęcia, ostatnie z półmetrowego dystansu. Nadal siedziała nieruchomo. Odszedłem, ale wiedziony ciekawością wróciłem, dalej grzała się w słońcu. Może jest martwa? Nachyliłem się, cień padł na jaszczurkę i… i tyle ją widziałem.

 Grube warstwy uschniętych i wiatrem złamanych zeszłorocznych badyli. Każdego roku rosną nowe, a na ziemi nie przybywa ich, co nieodmiennie mnie dziwi. Jakże wielka jest wydolność przeróżnych bakterii i robaczków przerabiających na glebę ogromne ilości materii organicznej!

 Niekończąca się plantacja orzechów laskowych.

 Na tym orzechu laskowym widać pozostałości po zeszłorocznym owocowaniu i zalążki nowego.



Koniec drogi, zapewne z powodu końca pieniędzy. Budowa kilometra takiej drogi kosztuje od 0,5 do 1 mln zł. Dla porównania: droga szybkiego ruchu przez Sudety kosztowała około 100 mln za 1km.

 Od północnej strony lasu jest jeszcze zima, od południowej już wiosna.

 Płaczący pień. Korzenie jeszcze nie wiedzą o braku drzewa i dalej transportują soki. Smutny widok.

 Wyraźnie zarysowane wzgórza, wcale nie częsty widok na Roztoczu, gdzie zbocza potrafią ciągnąć się kilometrami.





 Poznałem nowe ładne miejsce. Ma te cechy, które bardzo cenię na zachodnim Roztoczu: schodzące się z różnych stron, przenikające się, pojawiające i znikające zbocza wzgórz. W takich miejscach wystarczy przejść kilkadziesiąt metrów, by widok zmienił się radykalnie.

 


Wąwozy i drogi.

Doły i pola.

 Początek dołów.

 Droga nurkująca w ciemny wąwóz.

 Wąwóz celujący w niebo.

 

Doły i buki.


 Niwelująca różnice wysokości, charakterystyczna dla Roztocza, miedza w kształcie wolego oka.

 Chmurny ranek, ciemny wąwóz z drogą na dnie, a nad nią wielki, rozłożysty i czarny dąb. Surowe, ale ładne miejsce.

 Małe poletka ukryte wśród zarośli i drzew. Są ocienione, dojazd do nich łatwy nie jest, zwłaszcza dla wielkich kombajnów, trudno więc się dziwić rezygnacji z ich uprawy. Na tym zdjęciu widać takie zarastające pole na pierwszym planie.

 Osunięcie się ziemi, zapewne pod wpływem wód roztopowych. Na dnie widać inny ślad tego samego procesu przenoszenia ziemi w dół – płynąca tamtędy woda wypłukała miniaturowe koryto. Niewielkie zmiany, ale Natura ma czas. Robi maleńkie kroczki w nieskończonym procesie denudacji, czyli wyrównywaniu różnic poziomu terenu. W efekcie powstają wielkie, ciągnące się aż po horyzont równiny, co widać i u nas, w Polsce. Zadziwia mnie skuteczność i dokładność tego procesu, naturalnego przecież, a potrafiącego dostrzec każdy metr różnicy wysokości.


 Jedno miejsce, dwie pory roku: widok zimowy i wczesnowiosenny. Między nimi jest 5 tygodni różnicy czasu.

Drzewa

 Od lewej dwie osiki i brzoza, dalej dwie wyjątkowo wysokie brzozy, ostatnia sfotografowana już po zachodzie słońca. Rośnie na miedzy, specjalnie do niej podszedłem widząc wyjątkowo długie ramiona… wyjątkowo długie wiszące gałązki tej betuli penduli. Odruchowo napisałem o ramionach, bo brzozy ogólnie, a już szczególnie ta odmiana, mają dla mnie cechy jednoznacznie kobiece. Taka wysoka, zgrabna i wiotka brzoza płacząca jest metaforycznym obrazem kobiety.


 
Masywny, czerstwy dąb, mój stary znajomy, i cztery rosłe lipy ocieniające kapliczkę. Drugiego dnia wędrówki specjalnie poszedłem może dwa kilometry poza niewielki obszar odwiedzanych wzgórków aby zobaczyć staruszka i drogę, przy której stoi.

 Sosny, słoneczne drzewa. Zasługują na takie miano, ponieważ mają szczególną umiejętność nabierania urody w słońcu.

 

Topola balsamiczna.

 Splątany nie do przejścia gąszcz krzaków i przewróconych drzew, głównie wierzb iw. Nasza dżungla.


 Trzcina na miedzy i znajoma sosna fantazyjnie wykrzywiona wiatrami. Tam nie ma podmokłych miejsc, a rosną trzciny. Dziwne.

 Brzezina. Czemu ludzie sadzą lasy pod sznurek?


 A na między cicha grusza siedzi…

Przedwiośnie

 Dwa kwitnienia: wierzba iwa i leszczyna.



 


Gwiazdnica pospolita i przetacznik, nie mam pewności jaki. Może przetacznikowaty, na pewno ładny, chociaż na moim kiepskim zdjęciu nie widać delikatnego rysunku na ich niebieskich płatkach.

 Dywany gwiazdnic pospolitych na polu. Ta roślina nie jest specjalnie urodziwa, ale zwracam na nią uwagę z powodu wyjątkowo pięknej jej kuzynki, gwiazdnicy wielkokwiatowej. Może też zaciekawić swoją żywotnością i plennością. Dość powiedzieć, że jedna roślina wytwarza od kilku do kilkunastu tysięcy nasion zachowujących zdolność kiełkowania nawet przez 60 lat, także po przejściu przez przewód pokarmowy zwierzęcia. Trudno więc się dziwić występowaniu gwiazdnicy na niemal całym świecie. Jedynie w okolicach podbiegunowych nie daje rady żyć.

 Odwiedziłem drogę, która kiedyś mi się spodobała. Rośnie przy niej dużo wierzb iw; ich mocno już rozwinięte bazie przyciągają liczne pszczoły. Nie udało mi się zrobić dobrego zdjęcia tym owadom, a wyraźnie widziałem ich kieszonki napchane żółtym pyłkiem.

 










Późne popołudnia i zachody słońca.

Trasa pierwszego dnia: od Malinie pod Hutę Turobińską.

Statystyka: prawie 20 km w równiutkie 10 godzin.


 
Trasa drugiego dnia: zwykłe szwendanie się polami na zachód od Łady.

Statystyka: 19,5 km w czasie jedenastu godzin.