140126
Wspomnienie
Czytałem książkę siedząc przy biurku, a w tle Vivaldi cicho grał swoje koncerty. Piękne dźwięki ostatniej części koncertu „La notte” kazały mi odłożyć książkę i tylko słuchać. Długo stan skupienia nie trwał, bo zaraz pojawił się w pamięci obraz kasztanowców i zielonych śmietników stojących pod nimi. Dziwne. Czy ten obraz wyciągnięty z zakamarków mojej pamięci ma związek z muzyką, a jeśli tak, to jaki? Po chwili puknąłem się w czoło.
Jakieś 20 lat temu jeździłem po Wałbrzychu szukając miejsc pasujących do pisanej wtedy książki. Znalazłem odpowiedni dom, uliczkę, zaułek z drzewami, i uczyniłem je scenerią końcowych stron powieści „Dwa światy”.
Nadal mam ją w komputerze, a teraz znalazłem parę cytatów związanych z muzyką Antonio Vivaldiego. Oto one:
„Nagranie skończyło się, dziewczyna odwróciła się do komputera.
– Masz tutaj La Notte Vivaldiego?.. O, jest! To taki zwykły koncert, ale mam do niego dziwny sentyment. Czasami wydaje mi się, jakbym znała go zawsze i zawsze znać będę. Że rozpoznam go nawet po stu latach. Nie wiem, skąd ta dziwaczna pewność.”
„Uśmiecha się do mnie, a ja słyszę radosne allegro z La Notte Vivaldiego i nie wiem, czy ja dla niej, czy ona dla mnie, czy może my dla nas wspominamy miłe chwile z włoskim mistrzem.”
„Odjechałem kawałek, na sąsiednią ulicę, i zatrzymałem się. Siedziałem, bez jednej myśli gapiąc się na pustą, jakby wymarłą ulicę, na domki pod czerwonymi dachami, kasztanowce, na zielony pojemnik na śmieci. Wtedy cisza dzwoniąca mi w uszach rozbrzmiała muzyką koncertu "La Notte" Vivaldiego - naszego znaku rozpoznawczego.”
Te słowa przywołały wspomnienia tamtego jesiennego dnia z początku tego wieku, wypełnione szwendaniem się po obcym mieście w poszukiwaniu miraży i pamięć miesięcy wypełnionych gorączką pisania.
Tak oto jedna chwila pozwoliła odtworzyć w pamięci dwudziestoletni krąg upleciony ze wspomnień, pasji, muzyki, moich włóczęg i tęsknot.
A co z powieścią? Nic. Nie mam ochoty na przygotowanie jej i próby wydania, ponieważ… hmm, te niewielkie pieniądze jakimi dysponuję wolę wydać na wędrówki niż na wydanie kolejnej książki. Tak po prostu.
Zainteresowani mogą tutaj przeczytać jej fragmenty; mogą też wysłuchać La Notte Vivaldiego.
* * *
O zwykłej chwili
Będąc u córki w domu zobaczyłem wśród książek kryminał Joe Alexa „Cichym ścigałem po lotem”. Tak naprawdę autorem jest Maciej Słomczyński, który wszystkie swoje powieści detektywistyczne zaczynał pasującym do treści cytatem wybranym z wielkich światowych dzieł literackich. Miałem w swoim życiu okres czytania jego kryminałów, a jeden z nich odcisnął niecodzienne piętno na mnie; jego dalekie echo usłyszałem przy regale z książkami u córki. Otóż Słomczyński napisał także „Piekło jest we mnie”, książkę wydaną w 1975 roku. Jej akcja toczy się na pokładzie lecącego samolotu i dotyczy popełnionego tam morderstwa. Kryminał uznałem za dobry, chociaż nie wiem, jak oceniłbym dzisiaj, ale największe wrażenie wywarł na mnie zwyczajowy cytat, tym razem z wielkiego i pięknego dzieła Raj utracony, siedemnastowiecznego poety angielskiego Johna Miltona. Cytowany fragment zawiera słowa Szatana zrozpaczonego i świadomego swojego upadku, ale jednocześnie żadnego zemsty na Bogu. W tym celu leci na nowo stworzoną Ziemię:
„O, ja nieszczęśliwy! Bowiem gdziekolwiek zwrócę lot, tam wszędzie gniew nieskończony, nieskończona rozpacz. Gdziekolwiek zwrócę lot, tam wszędzie piekło. Piekło jest we mnie, a na dnie otchłani głębsza, ziejąca czeluść się otwiera, przy której piekło, gdzie cierpię, jest Niebem.
Zmiłuj się wreszcie! Czyż nie ma już miejsca dla mej pokuty i dla wybaczenia? Nie ma, zostało jedynie poddanie (a wzgarda nawet słyszeć o tym wzbrania!) i lęk przed hańbą, która mnie okryje wśród duchów w dole…”
W powieści wykryty przez Alexa morderca otwiera drzwi samolotu i wyskakuje, nie chcąc być okryty hańbą na dole.
Chciałem kupić Raj utracony, ale były lata osiemdziesiąte, biedne lata, z pustymi półkami sklepowymi; książki nie było w księgarniach, ale wiedziałem, że niedawno była u nas wydana. Dlatego dałem ogłoszenie w gazetach, wtedy spełniających także rolę współczesnych cyfrowych platform handlowych. Napisała do mnie kobieta z miasta oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów, kupiła specjalnie dla mnie widząc moje ogłoszenie. Pojechałem, książkę odebrałem, pieniędzy kobieta nie chciała ode mnie, decyzję tłumacząc dostrzeżonym podobieństwem duchowym. Książkę mam do dzisiaj. Od czterdziestu lat mi towarzyszy, zabierana, obok kilku innych książek równie dla mnie cennych, kiedy na dłużej wyjeżdżam z domu. Obwoluta już dawno uległa Chronosowi, płócienna okładka wyblakła, szwy puszczają, na pożółkłych stronach są moje podkreślenia – ślady lektur, zadumy i podziwu.
W jednej chwili przyleciały do mnie wspomnienia, cała moja wieloletnia przygoda z Rajem, zainicjowana przeczytaniem kryminału. Sięgnąłem po tomik.
„Wszyscy prócz Boga tak niewiele wiedzą
O tym, jak cenić dobro, które mają
Lecz rzecz najlepszą obracają w drwinę
Lub używają w celu najmarniejszym.”
Hmm, czyżby o naszym stuleciu pisał poeta?...
Słowa Ewy do Adama:
„Z tobą rozmawiając
O czasie całym zapominam, także
O porach wszystkich i tych pór przemianach.”
Adam do Ewy:
„Więc nie trać serca i rozchmurz wejrzenie,
Zwykle radosne bardziej i spokojne
Niźli poranek wstający z uśmiechem.”
Według Miltona Adam nie był oszukany przez Ewę. Powiedziała mu, co zrobiła na skutek niecnych podszeptów Szatana, a on świadomie zdecydował się zjeść jabłko by dzielić z nią los. Później jeden z aniołów mu to wypominał, mówiąc, że Ewę miał kochać, a nie słuchać się jej we wszystkim, ale coś się tu niebiańskiej istocie pomyliło. Wszak Adam zjadł jabłko właśnie z miłości do Ewy.
„… Stracić cię to stracić siebie.” – na tych słowach kończą się rozpaczliwe myśli Adama na wieść o czynie Ewy.
* * *
Muzyka i literatura
Zawiły ciąg skojarzeń wzbudzonych pewnymi słowami przeczytanymi w liście do mnie, doprowadził mnie do jednej z najlepszych powieści jakie ostatnio czytałem, mianowicie Dżentelmena w Moskwie autorstwa Amora Towlesa. Sięgnąłem po nią z zamiarem przekartkowania, a w rezultacie przeczytałem niemal całą. Jest tam przecudnej urody wątek miłości ojcowskiej, ale tutaj chciałem nawiązać, cytując fragment powieści, do równie cudnego utworu Chopina.
„Poznałby je, gdyby wpadł na nie na ulice we Florencji w szczycie sezonu. Słowem: poznałby wszędzie.
To był Chopin.
Nokturn Es-dur opus dziewiąte, numer dwa.
(…)
– Prawie każdy, kto uczy się gry na fortepianie w ostatnim stuleciu, ćwiczy ten krótki utwór Chopina, ale dla większości uczniów to akt recytacji. Tylko jeden na tysiąc – albo nawet na sto tysięcy – potrafi tchnąć w tę muzykę życie, tak jak ty to zrobiłaś.”
To słowa tytułowego dżentelmena i jednocześnie arystokraty do swojej przybranej córki, pianistki.
Oto ten utwór w mistrzowskim wykonaniu Artura Rubinsteina.
Tylko geniusz taki jak Chopin potrafi stworzyć piękno tak łatwo trafiające do słuchacza w tak krótkim utworze.

























































