Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

piątek, 19 czerwca 2026

Choć zginą kochankowie...

 180526

Choć zginą kochankowie, lecz nie zginie miłość;
A śmierć utraci swoją władzę.”

Kilka dni temu obejrzałem amerykański film „Solaris” nakręcony w 2002 roku na podstawie powieści Stanisława Lema o tym samym tytule. Książkę czytałem wielokrotnie, po raz pierwszy jakieś 50 lat temu, ostatni raz bodajże w minionym roku.

Czym tak naprawdę może być obca cywilizacja? Czego szukamy w kosmosie? Kim jest i jaki jest człowiek? Co nas definiuje? Na co nas stać w krytycznych sytuacjach? Nauka, filozofia, etyka, moralność, miłość i miłość raz jeszcze – to tematy poruszane w powieści, która dla mnie jest jedną z najlepszych powieści gatunku fantastyki naukowej.

Amerykański obraz dość luźno nawiązuje do oryginalnej fabuły i nie jest arcydziełem, ale wątek miłośny między Krisem a Harey, mimo znacznych zmian w stosunku do wersji literackiej, uczynił na mnie duże wrażenie. 

 Film można obejrzeć tutaj.

Dla jego wzbogacenia i dodatkowego zilustrowania, bardzo a propos treści filmu (ale nie powieści), twórcy filmu wykorzystali wiersz angielskiego poety Dylana Thomasa.

Ten wątek, a szczególnie jego zakończenie, jest podobny do moich wizji powieściowych fantazji na temat miłości. Napisałem kilka takich powieści, wydałem jedną, a wszystkie zawierają ów emocjonalny i (dla mnie) poetycki pierwiastek transcendencji, jaki jest w tym amerykańskim filmie.

Dla jasności, cytat z Wikipedii: „Transcendentny to inaczej wymykający się zwykłemu ludzkiemu doświadczeniu, wykraczający poza zasięg ludzkiego poznania przy pomocy podstawowych pięciu zmysłów; niepoznawalny przy użyciu dostępnych środków naukowych.”

Tytułowa planeta Solaris ma jednego rozumnego mieszkańca: jest nim ocean pokrywający niemal całą powierzchnię planety. O tym, że jest rozumny i widzi ziemskich badaczy przebywających na stacji krążącej nad planetą, naukowcy przekonują się w sposób dobitny i szokujący. Otóż ocean bada ich wspomnienia i ucieleśnia te najsilniej zapisane w pamięci. U Krisa, głównego bohatera powieści, były to wspomnienia Harey, jego wielkiej miłości. Pokłócili się i rozstali, a dziewczyna popełniła samobójstwo. Było to 10 lat przed akcją powieści. Rankiem Kris się budzi w swoim pokoju na stacji badawczej i widzi… Harey. Szybko okazuje się, że kobieta tylko tyle wie, ile pamięta Kris, oraz że budowa jej ciała, do złudzenia identyczna z ludzką, na poziomie subatomowym taką nie jest. Czy Harey jest więc człowiekiem? Zostawię jednak na boku kwestie moralne, etyczne, filozoficzne i egzystencjalne, Lem poruszył je w sposób dla siebie charakterystyczny, czyli mistrzowsko, a dopiszę parę słów o ich dwojga. Harey szybko nabiera cech indywidualnych i dowiaduje się o swoim pochodzeniu. Kris uświadamia sobie, że kocha Harey. Tę, którą stworzył ocean Solaris i która zasłoniła sobą tamtą ziemską kobietę, ona jednak wie, że poza stacją nie ma dla niej przyszłości i wybiera śmierć. Kris po raz drugi zostaje sam, jeszcze bardziej sam niż przed przylotem na Solaris. Na tym się kończy powieść S. Lema. Scenarzysta filmu amerykańskiego idzie dalej: Harey wraca, ponownie i na zawsze wraca do Krisa, ponieważ chociaż zginą kochankowie, miłość nie ginie i daje im drugą szansę.

Wiersz Dylana Thomasa „A śmierć utraci swą władzę”.

***
Nadzy umarli będą jednym
Z człowiekiem pod zachodnim księżycem i w wietrze;
Gdy spróchnieją ich kości do czysta obrane,
Będą im świecić gwiazdy u łokcia i stopy;
Chociaż szaleni, odzyskają rozum,
Powstaną chociaż potonęli w morzu;
Choć zginą kochankowie, lecz nie zginie miłość;
A śmierć utraci swoją władzę.

***

Cały wiersz przeczytacie tutaj.

Garść informacji o poecie tutaj.

A teraz moja prośba i propozycja: posłuchajcie jednego z najwspanialszych utworów muzycznych, jaki kiedykolwiek człowiek stworzył: koncert skrzypcowy Beethovena. TUTAJ.


„Sięga w głąb siebie, w swój tajemny świat istniejący poza czasem, świat, z którego przyszła do mnie, i dobywa z niego nieistniejące bez niej piękno. Cóż znaczą tamte moje słowa wobec głębi jej ducha?”

Kilkanaście lat temu napisałem te słowa o bohaterce mojej powieści, skrzypaczce i kompozytorce.

Bardzo pasują tutaj, do Beethovena i piękna jego muzyki, które nie istniałoby bez niego.

środa, 10 czerwca 2026

Sześć dni na Roztoczu, cz. III

 20-25.05.26

Ładne miejsca

 







Znane i pamiętane ładne miejsce pod drzewami z rozległym widokiem. Trudno przejść obok nie zatrzymując się chociaż na chwilę; ja zwykle robię tam przerwę. Na mapie jest zaznaczone inne miejsce widokowe, znacznie niżej na zboczu wzgórza, z mniej rozległym widokiem. Często są popełniane takie pomyłki i przeoczenia przez twórców map.

 Na tym zdjęciu te same wysokie drzewa, ale widziane z dna szerokiej doliny.



 Widokowa lipa. Tak ją nazywam, ponieważ widać ją na linii horyzontu ze wzgórz po drugiej stronie doliny, z odległości ponad pięciu kilometrów.




 Zagajnik na polach. Cienisty mały dołek na gorących, rozsłonecznionych polach. Aby naprawdę zobaczyć takie miejsce, trzeba wejść do środka, między drzewa, i zobaczyć oraz poczuć kontrast: chłód i cień tutaj, a tuż za drzewami otwarty, rozległy przestwór pól nagrzanych słońcem.

 Zakątek pod czereśnią. Miejsce zdawałoby się tuzinkowe, ale kiedyś mnie zauroczyło. Pamiętam je także z powodu grzybów licznie rosnących w lesie tuż obok.


 
Cała tamta okolica, a piszę o polach pod Góreckiem Kościelnym, jest wyjątkowo ładna. Wzgórz tam niewiele, właściwie tylko dwa, za to piachu mnóstwo. Pola są piaszczyste, łąki suche, bardziej do stepów podobne, liczne dróżki proste, równe, nierzadko zielone, czasami tylko nieco piaszczyste, niezachwaszczone, zapraszające, lekkie. Dobrze się idzie zarówno drogami, jak i łąkami. Liczne pojedyncze sosny i sosnowe zagajniki. Ich żywiczne zapachy oszałamiają!

Na szlaku

 


Leśna droga skończyła się, tak po prostu rozpłynęła się wśród drzew. Niewyraźna ścieżka wyprowadziła mnie na dzikie doły zatarasowane zwalonymi drzewami, porosłe gęstym skrzypiącym skrzypem.


 

Strumień i podmokła łąka. Oj, dobrze poznałem jego brzeg. Miałem nadzieję na jego przeskoczenie, a okazało się, że musiałem iść po wertepach i krzakach dobry kilometr nim doszedłem do mostu. Potknąłem się wiele razy, ale udało mi się przewrócić tylko raz.

 Skrót drogi między chaszczami a brzegiem pola. Akurat ten udał się nieźle, niewiele miałem przedzierania się przez gęstwiny, ale nie zawsze tak mam. Szczerze mówiąc: mam rzadko.



 Zwalona wierzba, gąszcz nie do przejścia, a jedynie do obejścia.

 Garby to nazwa sporego wzniesienia na Roztoczu. Na tym polu jest szczyt. W którym miejscu? Oto roztoczański dylemat.

 Latał tam nade mną, kołując i przejmująco krzycząc, spory ptak. Może ktoś wie, jak się nazywa?



 Stare kopalnie piasku i opoki. Kiedy już znikną ludzie i ich maszyny, a przyroda nieco zabliźni rany, takie miejsca odmieniają swe oblicze i mogą się podobać.

 Coś na wielkiej polnej gruszy. Raczej nie kapliczka. Może skarb?


 Dal – kusząca uwodzicielka.


 Przerwa w cieniu drzew, na wysokiej między.

 Różności

 

Czy ja sfotografowałem śmierć padalca?

 

Bociany. Widziałem je często, żerujących na łąkach jak ten z fotografii. Czasami odlatywały widząc człowieka idącego piechotą, ale chyba częściej tylko obserwowały. Na maszyny mniejszą zwracają uwagę. Potrafią podchodzić do świeżo skoszonej trawy tuż za traktorem. Cieszy mnie ich przyzwyczajenie do ludzi, rosnącą ufność do nas; cieszy mnie podejście ludzi do tych ptaków, traktowanie ich przyjaźnie i pomaganie im w zakładaniu gniazd.

 Garbusek w ogrodzie. Oryginalna ozdoba.

 Przybita do drzewa na brzegu lasu tablica z ostrzeżeniem o spadających gałęziach. Ciekawe, kiedy pojawią się tablice ostrzegające przed mrówkami i możliwością wiania wiatru. Wszak może zakurzyć ubranie albo zburzyć fryzurę, trzeba więc ludzi ostrzec bo jeszcze podadzą do sądu.


 Widziałem sadzenie tytoniu. W niektórych regionach Roztocza dużo jest upraw tej rośliny. Z pola wielkości hektara niewiele się zbierze ziaren zboża, jeszcze mnie zarobi na nim, a przy tytoniu jest co prawda dużo pracy, ale i zysk jest większy.

Porównania a propos. W książce o Sumerach czytałem o wynagrodzeniu pracowników rolnych. Dostawali skrawek ziemi na swoje potrzeby oraz ziarno jako zapłatę. Najniższej wynagradzani pomocnicy zarabiali około kilograma ziaren dziennie, specjaliści parę kilo. W przeliczeniu na złotówki i obecne ceny ziaren, ich zarobki wynosiły od 70 groszy do dwóch, góra trzech złotych za cały dzień pracy.

 
Parę zdjęć pokazujących zwyczaj wykorzystywania pola do samego rogu, zasiew do ostatnich metrów kwadratowych. Rozczula mnie ten widok. Jest śladem przeszłości, czasów głodu i wielkiego szacunku dla ziemi i jej darów.

 Cienka warstewka uprawnej ziemi na piachach.

 Na polach w pobliżu wzgórz są kamienie. Czasami jest ich więcej niż ziemi.

 Eden, prywatne miejsce grilowania. Mało jest tam śmieci, w co trudno uwierzyć, ale widziałem na własne oczy.

Mapy tras zamieściłem  w części pierwszej, są w środkowej części Roztocza.

Będąc sześć dni na Roztoczu, przeszedłem razem 126 km w czasie 64 godzin spędzonych na drogach.



Zielone, równe, ładne drogi.