280226
Były deszczowe dni, miałem różne zajęcia i obowiązki, a na dokładkę unieruchomiony przez kilka dni samochód; w rezultacie przez ponad dwa tygodnie nie udawało mi się wyjechać na włóczęgę. Dzisiaj zobaczyłem ładny, słoneczny i ciepły dzień przedwiośnia. Po roztopach dolne drogi podeschły, śnieg został tylko w bruzdach i na północnych stronach miedz i lasków, odsłonięte pola zieleniły się oziminą. Cały dzień słyszałem klangor powracających dzikich gęsi, a na bezkresnym błękicie nieba widziałem klucze tych ptaków wracających w swoje strony. Za trzy tygodnie zacznie się wiosna!
Nie sprawdzałem w komputerze, dopiero później zobaczyłem, że ten dzień był dwusetnym dniem roztoczańskich wędrówek. Dwieście dni na polach i drogach Roztocza w czasie pięciu lat, a dla porównania, między dniem pierwszej wędrówki po Górach Kaczawskich a dwusetnym upłynęło dwanaście lat.
Może się zdecyduję napisać tekst wspominkowy o tych pięciu latach wędrówek, dzisiaj tylko parę porównań, do których zainspirowały mnie niespodziewane spotkanie i rozpoznanie. Idąc polną drogą schodzącą ze wzgórza w dolinę, mijałem mały krzew dzikiej róży. Spojrzałem na niego i zatrzymałem się, zaskoczony rozpoznaniem. Osiem miesięcy temu szedłem tą drogą, wtedy też zatrzymałem się przy tej dzikiej róży widząc kwiaty. Pamiętam, że wszędzie już przekwitły, tylko ten jeden mały krzew nadal zdobił się kwiatami. Po powrocie do domu odszukałem zrobioną wtedy fotografię. Tak wygląda teraz, a tak w czerwcu.
Rozstaje dróg z dalekim widokiem. Widok w lutym i w czerwcu.
Garbata, mało używana droga pnie się po zboczu wprost na dąb rosnący pod szczytem wzniesienia. Zwykłe drzewo, miejsce ładne ale niewyróżniające się niczym szczególnym, tyle że pamiętane, a przez to wyróżnione: parę lat temu siedząc na miedzy pod tym dębem odbyłem ciekawą rozmowę.
Pewnego słonecznego dnia listopada, idąc polną drogą zobaczyłem otoczony polami zagajnik w dolince; wydał mi się ładny, więc skręciłem na pole by podejść bliżej. Tak poznałem Psią Dziurę, czyli ów zagajnik porastający niewielkie doły. Widok mnie zauroczył. Cudowna zieleń ozimin kontrastująca z błękitem nieba, parę brzózek chowających się w fałdzie zbocza i jaskrawe światło, wyjątkowo mocno podkreślające, czy raczej upiększające barwy jesieni. Od tamtego dnia byłem w pobliżu Dziury już parokrotnie, ale tak pięknych kolorów nie udało mi się zobaczyć.
Odwiedziłem też mało używaną, a przez to zieloną polną drogę, pamiętając o kilku brzozach rosnących przy niej. Widok klasyczny dla zachodniego Roztocza; takich lub podobnych miejsc widziałem dziesiątki jeśli nie setki, ale dla mnie są wyjątkowe. Mieszczą w sobie kwintesencję urody tej krainy łagodnych wzgórz, wąskich pól, wysokich miedz i takich właśnie zielonych dróżek ocienionych brzozami, najpiękniejszymi naszymi drzewami. Mają cechy wspólne z nimi – potrafią łączyć pospolitość z wyjątkowością, a wdzięk ze skromnością.
Obrazki ze szlaku
Dużo błota było jedynie na budowie nowej szosy omijającej wioski, ale za to tak lepkie i głębokie, że wymazałem się jak dziecko w kałuży.
Mały samotny domek.
Wzgórze z krzyżem na szczycie masztu i widok z jego zbocza.
Droga wedle dwóch sosen.
Miedze i śnieg.
A tutaj miedze z białą obwódką.
Grzyby na polu. Pierwsze w tym roku!
Lodowe impresje. Czy ostatnie tej zimy?
Rezultaty spływu wód roztopowych.
Kapliczka pod lipami. Widziałem ją w czasie wcześniejszych wędrówek, ale nie podchodziłem, ponieważ… drogi tam nie ma żadnej. Kapliczka osłaniana czterema okazałymi lipami stoi na polu i nie wiedzie do niej nawet ścieżka. Dzisiaj zdecydowałem się wejść na podwórze sąsiedniej posesji, a tam spotkałem właściciela i poprosiłem o zgodę na dojście jego polem do kapliczki. Oczywiście się zgodził, podkreślając wiek kapliczki: stoi tam 121 lat. Na skutek wielokrotnego malowania wapnem, zatarciu uległa inskrypcja, jedynie data jest widoczna: listopad 1905 roku. Odruchowo policzyłem: dziadek miał wtedy 5 lat, babcia rok, ich córka a moja mama miała się urodzić dopiero za 31 lat. Szmat czasu. Wszystko wokół się zmieniło, nie ma nawet drogi, przy której stała, a kapliczka nadal jest i świadczy o pobożności dawnych mieszkańców Roztocza.
Drogi w wąwozach. Jeden dzień, ta sama okolica, i dwa odmienne obrazy: jeden sugerujący ciepły i słoneczny dzień wiosny, drugi zimę nie myślącą jeszcze o odwrocie.
Dzisiejsze drogi.
Późne popołudnie i wczesny zachód słońca chowającego się za grzbietem wzgórza.
Szaro się zrobiło, ale po drugiej stronie doliny jeszcze widziałem słońce na zboczach wzgórz.
Łuna zachodu.
Trasa: między Gorajec Zastawie a Chłopkowem.
Statystyka: blisko 10 godzin na szlaku długości 19 kilometrów.

















































