Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kamieniołomy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kamieniołomy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 września 2026

Góry Świętokrzyskie, cz. III

 Wapienie są skałami osadowymi, to znaczy utworzonymi z osadów zalegających dno morza, konkretnie ze skorupek różnych morskich żyjątek. Ilekroć widzę góry utworzone z wapieni, wielkie kopalnie z których wydobyto ogromne ilości tego minerału, doznaję zadziwienia: przez ileż milionów lat skorupy ślimaków czy małż musiały opadać na dno morza, by po upływie kolejnych tysięcy tysiącleci zamieniły się w skały? Jakich sił musiała użyć Ziemia, by ogromne połacie morskiego dna wypchnąć w górę czyniąc z nich wyżyny i góry?

Góra Zelejowa utworzona jest z takich skał. Dołem i górą obszedłem tam stary kamieniołom, szedłem ścieżką biegnącą brzegiem urwiska, mijałem dzikie, poszarpane skały – jakbym w wielkich górach był skalistych, a nie na górce możliwej do przejścia w godzinę. 

 



Kamienista ścieżka.

 

Kamieniołom.

Kamienista ścieżka była dla mnie miejscami trudna, używałem czterech kończyn tam, gdzie 10 lat temu wystarczyłyby mi dwie. Po obu stronach są zarośla ukrywające dziury i zapadliska, efekty krasowienia; nie odważyłem się zejść z wydeptanej ścieżki. Jednocześnie z dołu dobiegał głośny, nieustający szum setek samochodów pędzących pobliską drogą szybkiego ruchu – dziwny kontrast światów i wrażeń. Doszedłem do stromego zejścia na dno głębokiej studni i nie czując się na siłach – zawróciłem. Kilka godzin później dotarłem tam idąc z przeciwnej strony.  

Zobaczyłem ładną przewieszoną skałę, zapewne dlatego nazwana jest Wielką Przewiechą, chociaż wielką jest tylko w skali tych niskich gór.

Nieopodal Zelejowej wznosi się druga ciekawa góra – Żakowa. Na jej zboczu jest ogólnie dostępna jaskinia Piekło. 

 



Jak twierdząc autorzy tablic informacyjnych, z tego właśnie powodu jaskinia nie ma szaty naciekowej, czyli, inaczej mówiąc, stalaktyty zostały wyłamane i zabrane na pamiątkę. Dowiedziałem się też, że jaskinia ma ponad 50 metrów długości, ale okazało się, że aby dojść do końca, trzeba by na czworaka przeciskać się przez wąskie gardło. Latarki miałem włączone, ale te mokre kamienie… Zawróciłem. Jest tam ładna formacja: komin czy też okno, czyli dziura w ścianie jaskini prowadząca aż na powierzchnię. Wokół jaskini wiele jest zapadlisk, niektóre są strome i głębokie, takie, z których nie wyszłoby się bez pomocy. Te dziury zrobiły na mnie spore wrażenie. Wydają się wejściami do obcego, strasznego, czarnego świata podziemi, a są to po prostu ślady dawnego górnictwa, chyba też krasowienia, czyli rozpuszczania wapieni przez wodę. Mapa pokazywała drugą jaskinię z pobliżu, Czyściec. Oczywiście poszedłem odszukać ją, ale nie udało mi się znaleźć. Nie ma jej tam, gdzie jest zaznaczona na mapie, albo oślepłem i dlatego nie widziałem. 

 

W pobliżu jaskini Piekło stoją takie drewniane rzeźby.

Niewiele dalej jest zespół skał Stokówka. Malownicza ścieżka prowadzi dnem wąwozu, przez skalną bramę, między piętrzącymi się z obu stron poszarpanymi, kolorowymi skałami. Jest też piękna ścieżka prowadząca górą, brzegiem urwiska. Uznałem tamte miejsca za najładniejsze i najbardziej „górskie” z wszystkich widzianych w tych górach. Chciałbym tam wrócić.

Na paru zdjęciach widać drzewo rosnące na dnie skalnej bramy; kiedy je zobaczyłem, od razu pomyślałem o Sudetach. W Rudawach rośnie buk między podobnymi skałami.
Na górnej ścieżce.

 

Widziałem tam takie białe kamienie. Wystawały z ziemi niczym kości rozgrzebanych grobów.



Kopalnię Miedzianka planowałem zobaczyć na całej sporej jej długości wykorzystując drogę gruntową biegnącą tuż przy kopalni. Okazało się, że jest tylko na mapie, a wobec gęstwiny nawłoci i trzcinnika oraz ukrytych wśród zarośli kamieni, zawróciłem, jednak z kilku miejsc mogłem zajrzeć na dno kopalni.

Obserwowałem załadunek wielkich, trzydziestotonowych, czteroosiowych ciężarówek podjeżdżających pod ładowarkę stojącą na dnie ogromnego wyrobiska. Uderzała dysproporcja wymiarów: te maszyny wyglądały jak mrówki (z tych małych) na grzbiecie największego słonia, a przecież takimi mrówkami wywieziono miliony ton skał tworząc tę monstrualną dziurę w ziemi.

Drugie zdjęcie jest znacznie powiększone.

* * *

Wyszedłem z lasu, spojrzałem w bok i to, co zobaczyłem, zatrzymało mnie: rosła tam samotna brzoza na polu. Poczułem ciepełko wokół serducha i coś, co bliskie jest tęsknocie. Nie od razu uświadomiłem sobie, że idąc tamtejszymi dróżkami szukałem podobieństwa do roztoczańskich widoków.

 

Tym zdjęciom nadałem wiele mówiącą (o mnie) nazwę zbiorczą: „Jak na Roztoczu".

 
Któregoś dnia trafiłem na zagajnik brzozowy. Trudno mi było odejść, tak bardzo mi się podobał. Uznałem to miejsce za idealne na postawienie małego domku między brzozami.

Obrazki ze szlaku 

Kilka zdjęć fragmentów posesji przylegających do ulicy. Dawniej na tym pasie ziemi zwykle rosły kwiaty, jeszcze dawniej i na wsi – bzy, teraz rzadko widuję kwiaty. Owszem, niektóre pomysły na zagospodarowanie dają całkiem ładne efekty, chociaż intencją właścicieli jest, aby nic tam nie rosło albo niewiele. Pomysły na zagospodarowanie są mniej lub bardziej drogie, wymyślne lub nie, ale większość ma jedną cechę wspólną: wygodę, brak konieczności częstej pielęgnacji. W rezultacie brakuje mi tego pasa kwiatów, który kiedyś bywał chlubą i wizytówką właścicielki.

 Swojski widok. Nasi tu byli.

 Ładne miejsce, nieprawdaż?

 A teraz, pokazane z innej pozycji?

 Kolejne śmieci. Wiem, co to jest: pozostałości po zestawach sztucznych ogni strzelających seriami.

Właściciele tych śmieci dobrze się bawili, wydali dużo pieniędzy, trudno więc wymagać od nich, by jeszcze sprzątali po sobie. W końcu płacą podatki, niech więc ktoś po nich posprząta.

 Pomysłowa tablica namawiająca do nieśmiecenia. Czy skuteczna? Wątpię.

 W wielu miejscach tych niskich i gęsto zaludnionych gór nie ma zasięgu sieci telefonicznych. Podobnie jest w całej Polsce. W mojej okolicy są wsie pod Lublinem (na równinie, nie w górach!), gdzie aby zadzwonić, trzeba wyjść na stodołę, bo tylko tam telefon „łapie” sygnał, a jednocześnie właściciele tych dziurawych sieci chwalą się nowym systemem G8 czy nawet G9, straciłem już rachubę, a zapowiadają, że następny poziom sięgnie Księżyca i przeniesie nas do krainy wiecznej szczęśliwości. Chyba nie chcą wiedzieć o całych wsiach bez zasięgu, a znam i takie. Na świętokrzyskim szlaku widziałem mobilną, na kołach, tymczasową stację GSM, a obok fundamenty pod stacjonarną wieżę antenową. Jest więc sposób na słaby zasięg, więc brakuje tylko zainteresowania.

 
Ścieżka w gęstych, splątanych i kolczastych zaroślach jeżynowo-tarninowych. Nie do przejścia na przełaj.

Widziałem tam mnóstwo owoców tarniny. Niektóre krzewy z pewnej odległości nie tyle były zielone, co szarogranatowe.

 
Piękny bukowy las.

poniedziałek, 20 lipca 2026

Letni urlop w Sudetach, cz. V

 MOJE MIEJSCA

Moje są z różnych powodów, niekoniecznie estetycznych. Nierzadko nastrój chwili, pierwsze wrażenie, ukształtowało mój obraz i chociaż później zauważyłem różnicę, czasami nawet wyraźną, między realnym wyglądem miejsca a moim emocjonalnym obrazem, to efekt pierwszej chwili nadal trwa, a ja nie mam zamiaru z nim walczyć.

Moje są też w różnym stopniu. Od jednych czas mnie oddala rozluźniając więzy, z innymi bywa dokładnie na odwrót. Czasami nie ja się odsunę, a miejsce się zmieni: drzewo zostanie wycięte, widoki zasłonią zarośla, droga zostanie zaorana. Oczywiście znajduję też nowe miejsca nazywane moimi z powodu echa budzonego we mnie.

Wszystkie one moją cechę wspólną związaną z odległością. Za coś zwyczajnego mam wiedzę o pewnym cienistym zakątku pod lipami rosnącymi kilkadziesiąt kroków od mojego bloku, ale podobne miejsce w Sudetach ma dodatkowy czar oddalenia. Będąc w górach na drugim końcu Polski wiem, że jeśli na tym zakręcie szlaku skręcę między drzewa, po stu metrach zobaczę rozległy widok stojąc na krawędzi uskoku. Fakt ten, zwłaszcza pomnożony przez sto, czasami budzi moje zdumienie dodając uroku miejscom i silniej wiążąc mnie z nimi.

Zapraszam na mocno skróconą wędrówkę po Sudetach, o których w przewodnikach nie przeczytacie.

Miejsce odnalezione

 Zboczem Trzmielowej Doliny biegła równa, ładna gruntowa droga rozcinając łąki łagodnie meandrującą wstęgą. W pewnym miejscu przytulała się do skarpy na której rósł szpaler brzóz. Miejsce nie mogło zostać niezauważone i niedocenione, szybko stało się „moim”, dalece nie jedynym w bliskim sąsiedztwie Trzmielowej Doliny. Będąc tam poprzednim razem nie znalazłem drogi pod brzozami, ale i nie byłem sam, więc nie mogłem swobodnie dysponować czasem i zmieniać trasę, dopiero dzisiaj pokluczyłem nieco i miejsce znalazłem. Otóż brzozy i łąki są, drogi nie ma. Zarosła trawą, nieużywana, stąd wcześniejsze kłopoty. Stałem pod brzozami, tędy musiała biec droga, ale nawet jej śladów nie widziałem, za to zobaczyłem małego dębaczka wyrosłego tam, gdzie kiedyś toczyły się koła maszyn rolniczych. Czy dane mu będzie dożyć sędziwego wieku?

Miejsce tajemnicze

 
Wieża zwana widokową, z której od lat nie ma widoków, ponieważ tak naprawdę jest to wieża zaczarowana, ukrywająca tajemne przejście do innego świata. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że ten magiczny portal jest za schodami. Jak zwykle zajrzałem tam, ale i tym razem nie zobaczyłem tajemnego przejścia, a jedynie zeszłoroczne liście przygnane wiatrem. Może następnym razem?


 Blisko tej wieży jest stary kamieniołom. Dobywano tam bazalt, widać pionową ścianę skalną uformowaną przez bazaltowe słupy pękające w charakterystyczny sposób. To miejsce też jest czarodziejskie. Widać styk dwóch światów: naziemnego, słonecznego świata Apollona i plutonicznego świata podziemi. Granicą jest cienka warstewka ziemi, żywicielka flory, a więc i fauny, naszego świata. Dobrze widać ją na zdjęciach.

Miejsce nieistniejące albo nieosiągalne

 Kiedyś szedłem drogą od wsi Grobla w kaczawskich Chełmach w stronę Radogostu. Widząc ładną boczną dróżkę, wszedłem na nią. Doprowadziła mnie dość stromo wznoszącą się łąką pod las, tam się odwróciłem i przeżyłem chwilę z gatunku „Łał!” Tamtego dnia dodałem ten skraj łąk i lasu do mojej elitarnej listy miejsc dobrych na postawienie domu. W czasie letniego urlopu chciałem je odwiedzić, ale zawróciłem w pół drogi. Łąka zarosła trawą sięgającą twarzy i licznymi zaroślami, w nocy padał deszcz, do brzegu lasu miałem jeszcze kilkaset metrów. Doszedłbym zmęczony i przemoczony. Zawróciłem. Może jesienią wrócę?

Miejsca nostalgiczne

 Drzewa na skalnej ścianie starego wyrobiska pod szczytem Skowrona. Ile lat temu byłem tutaj po raz ostatni? Siedem, dziewięć? Czy jeszcze będę? Na myśl o tym, w istocie na myśl o nieprzewidywalności przyszłości i o moim czasie, zachciało mi się płakać.

 Na Wysoczkę, to zielone wzgórze przy Trzmielowej Dolinie, wszedłem późnym popołudniem. Siedziałem na drewnianym klocku i rozglądałem się wokół. Niemal wszędzie byłem, nierzadko w dziwnych miejscach. Po co lazłem w tamtą gęstwinę porastającą zapomniane przez wszystkich skałki? W tamte zarośla wszedłem szukając źródła strumyka i taplałem się w grząskim źródlisku. Nieco wyżej rósł na łące samotny świerk. Potrzebowałem czasu aby przywyknąć do widoku górnej części Doliny bez tego drzewa. Cóż, w sąsiedztwie Wysoczki i Trzmielowej Doliny włóczyłem się przynajmniej 7 dni w ciągu tych kilkunastu sudeckich lat. Teraz jestem tutaj rzadziej ale przecież wracam. Znowu płakać mi się zachciało. Nie wiem, dlaczego.

 cdn.

 

RÓŻNOŚCI

 

Sentencja o bogactwie człowieka. Wisi nad bramką posesji w górnym Komarnie. Znam właściciela, jest bardzo religijny, na swojej posesji postawił kilka dużych kapliczek (na zdjęciu jedna z nich), a i sentencji nie brakuje. Ta się wyróżnia brakiem powiązania z religią i głęboką prawdą w niej zawartą.

 Bogactwo człowieka jest proporcjonalne do ilości rzeczy, z których potrafi zrezygnować.”

Łatwo mówić, powiecie? Ja mogę. Kiedyś straciłem dosłownie wszystko, co miałem, jeśli nie liczyć kilku starych mebli. Poczułem wtedy ulgę (już się nie będę szarpał) i… wolność (nikt nic mi nie może zabrać).

Nam rzeczy, czyli statków, nigdy dość. Statki w starej polszczyźnie to dobra, rzeczy nam służące, potrzebne do pracy i ułatwiające życie. Słowo obecnie używane jest tylko w znaczeniu ich licznego posiadania, w słowie „dostatek”. Zacytuję tutaj inną sentencję, bardzo a propos:

To, co człowiekowi jest niezbędne do życia, zaczyna się od kromki chleba, kończy na prywatnym odrzutowcu.”

 Obrazek z wałbrzyskiego pogórza: otoczaki. Świadczą o istnieniu tutaj morza, a na zdjęciu widać jeden z procesów ich rozdrabniania; ten fachowo się zwie antropogeniczny, czyli pochodzący od człowieka. Przez otoczak przejechała ciężka maszyna.

 Najpierw poczułem zapach, później zobaczyłem liczne poziomki. Ponieważ nie cel, o ile w ogóle jest ustalony, co sama droga jest ważna, zdjąłem plecak i rozpocząłem zbiory połączone z degustacją. W ten sposób tłumaczę swoje łakomstwo.

 Zwykle krytykuję, tym razem pochwalę: na tym drogowskazie ustawionym przy skrzyżowaniu wioskowych uliczek wyraźnie widać, gdzie są poszczególne posesje.

 Dwa domy, stary w ruinie i dopieszczony nowy. Poczułem żal. Ten rozlatujący się dom ktoś kiedyś budował z nadzieją na dobre w nim życie. Może nawet to jego marzenie się spełniło, ale później przyszły zmiany granic, śmierć, wygnanie albo ucieczka, i w rezultacie czyjeś gniazdo, dom rodzinny, stał się starym, nikomu niepotrzebnym budynkiem.

 cdn.