Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drzewa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drzewa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 września 2026

Góry Świętokrzyskie, cz. IV

 Wyjeżdżając w Góry Świętokrzyskie nie miałem konkretnych planów. Ściślej mówiąc miałem jeden, obwiązujący na każdym wyjeździe: dużo przeżyć, wiele zobaczyć, jeszcze więcej poczuć w sobie. Z realizacją tego ambitnego planu różnie bywa, a w praktyce nierzadko skutkuje zmianą trasy albo takim jej ustaleniem, aby pójść za nagle obudzonymi wspomnieniami. Z tamtych lat jest we mnie garść obrazów, pamięć wrażeń które oparły się czasowi, a wśród nich wspomnienie Malinówki. Tak zapamiętałem nazwę jednej z górek świętokrzyskich. Chciałem ją odwiedzić, ale… nie mogłem jej znaleźć, mimo skorzystania z pomocy AI. Byłem przekonany o przekręceniu nazwy, jednak po powrocie mój syn zapytał, czy byłem na… Malinówce. Wtedy, w latach dziewięćdziesiątych, byliśmy razem na tej górze. Skoro obaj zapamiętaliśmy taką samą nazwę górki, to… nie wiem, co myśleć. Na pewno ta zagadka może być dobrym powodem powrotu pod Kielce, a nim wyjadę, skontaktuję się z kimś dobrze znającym te góry i poproszę o pomoc.

Zapraszam na ostatnią część wędrówki po Górach Świętokrzyskich.

Obrazki ze szlaku


 
Informację o przełomie utworzonym przez rzeczkę Lubrzanka zauważyłem na mapie jeszcze w domu, a że takie formacje geologiczne z reguły robią dobre wrażenie, już pierwszego dnia poszedłem tam, gdzie rzeczka miała się wcinać w górę. Lubrzanka okazała się być malowniczą strugą. Miejscami wody rozlewa szeroko, a wtedy jest tak płytka, że po kamieniach przechodziłem na drugi brzeg. Klasycznego kanionu nie widziałem. Uznałem, że może ukrywa się w gęstym, trudnym do przejścia lesie. Wróciłem tam dwa dni później z mocnym postanowieniem przedarcia się przez zarośla. Zobaczyłem strome i rozgałęzione jary jako żywo przypominające roztoczańskie doły. Miejscami na czworaka, ale przeszedłem przez nie. Zdjęcia nie wyszły dobrze, niwelują różnice poziomów. Z oczywistych powodów w miejscach najbardziej stromych nie w głowie mi było wyciąganie aparatu.



Widziałem przy szlakach kamienne, masywne podstawy, a na ich bokach wmurowane tablice z kutymi napisami o treści religijnej. Na drugi czy trzeci dzień zobaczyłem gotowe już konstrukcje: rzeźby z piaskowca na owych kamiennych podstawach.


 
Oczywiście widziałem też klasyczne kapliczki.

 Skrzyżowanie szlaków. Zamieszczam dla pokazania egzotyki lokalnych nazw. Są Mąchocice, ale i są Podmąchocice. Nadmąchocic nie widziałem. Jeśli dobrze pamiętam, w Mąchocicach był obóz harcerzy z książki Czarne Stopy.


 Zgodnie z mapą między końcem jednej polnej drogi a początkiem drugiej było ledwie parę setek metrów do przejścia. Poszedłem i trafiłem na podmokłe miejsca. Zawracać? Iść na przełaj? Przede mną rozciągało się trzcinowisko, a drzewa zapowiadające suchsze miejsca były sporo dalej. Kręcąc się, niezdecydowany, zobaczyłem niewyraźną ścieżynkę i wszedłem na nią. Poprowadziła mnie przez dwie prowizoryczne kładki nad stojącą wodą. Na suchy grunt wyszedłem bez wody w butach.


 Radostowa, brzozy, trzcinnik i chmury.


 Pomnik poświęcony ofiarom II Wojny.

 Wieża na Klonówce okazała się być dwumetrowym podestem z bardzo ograniczonym widokiem.

 Lipa bez konarów. Wypuszcza gałązki, wykształca liście, chce żyć.

 Skały zwane Diabelskim Kamieniem. Wiadomo, jak było: diabeł ma zwyczaj latania po Polsce i rzucania skał na pobliskie kościoły albo głowy miejscowych biskupów, ale zawsze coś mu przeszkadza, rzuca skały gdziekolwiek i ucieka w panice. Tak też było i na Klonówce.


Roślinka pod szczytem Diabelskiego Kamienia. Jak widać, nie przejmuje się ani skałą, ani jej diabelskim pochodzeniem. Znalazła garstkę ziemi, ukorzeniła się i żyje.

 
Widokowa ładna dróżka, a na jej końcu dowiedziałem się, że nie powinno mnie tam być.

 Hotel na zboczu góry. Wielki, nowoczesny, ruchliwy, nie dla mnie.

 Parking na grzbiecie wzniesienia. Widziałem ludzi parkujących samochody dla zrobienia zdjęć. Nie dziwię się: stamtąd wzrok sięga bardzo daleko. Na moim zdjęciu widać Łysicę.

 Jarzębina jest wyjątkowym gatunkiem. Raz jeden widziałem las jarzębinowy, rośnie w Bieszczadach, na Bukowym Berdzie, wysoko, tam, gdzie wbrew nazwie buki już nie dają rady. 

 

To zdjęcie zrobiłem w Bieszczadach w 2012 roku.

Podobnie jest w Górach Świętokrzyskich: widziałem małe, pokręcone jarzębiny rosnące w najdziwniejszych miejscach, także na pokruszonych skałach ledwie przyprószonych garstką ziemi. Te drzewa są dla mnie… hmm, powiedzmy: gatunkiem wskaźnikowym. Kiedy widzę ich czerwone owoce wiem, że minęła kulminacja, że czas zaczął powoli toczyć się ku jesieni.

 Dwie identyczne tablice. Taka tablica i jej postawienie nie kosztują ani 10 ani 100 złotych, a sporo więcej, zwłaszcza że płaci urząd, nie osoba czy firma prywatna, bo wszyscy wtedy wiedzą, że mogą żądać znacznie wyższych cen. Czy nikt, żaden urzędas czy miejscowy „wielce ważny” polityk (przepraszam za użycie tego obraźliwego określenia) nie widzą tej pomyłki? Czy nie rozumieją ekonomicznej i organizacyjnej wymowy tego zdublowania? No i te wyliczenia kosztów: półtora miliona złotych i jeden grosz… Całość może byłaby śmieszna, gdyby nie była na nasz koszt.

W oddali zamek w Chęcinach.

Wieś w której miałem swoją kwaterę. Po prawej góra Wymyślona. Po jej drugiej stronie jest wieś Wymyślona z główną ulicą Wymyśloną. 

Trasy.

Statystyka: przejechałem 490 km a przeszedłem 85. Na szlakach byłem 50 godzin, pokonałem różnice poziomów o łącznej wysokości 2 i pół kilometra.

 

piątek, 11 września 2026

Góry Świętokrzyskie, cz. III

 Wapienie są skałami osadowymi, to znaczy utworzonymi z osadów zalegających dno morza, konkretnie ze skorupek różnych morskich żyjątek. Ilekroć widzę góry utworzone z wapieni, wielkie kopalnie z których wydobyto ogromne ilości tego minerału, doznaję zadziwienia: przez ileż milionów lat skorupy ślimaków czy małż musiały opadać na dno morza, by po upływie kolejnych tysięcy tysiącleci zamieniły się w skały? Jakich sił musiała użyć Ziemia, by ogromne połacie morskiego dna wypchnąć w górę czyniąc z nich wyżyny i góry?

Góra Zelejowa utworzona jest z takich skał. Dołem i górą obszedłem tam stary kamieniołom, szedłem ścieżką biegnącą brzegiem urwiska, mijałem dzikie, poszarpane skały – jakbym w wielkich górach był skalistych, a nie na górce możliwej do przejścia w godzinę. 

 



Kamienista ścieżka.

 

Kamieniołom.

Kamienista ścieżka była dla mnie miejscami trudna, używałem czterech kończyn tam, gdzie 10 lat temu wystarczyłyby mi dwie. Po obu stronach są zarośla ukrywające dziury i zapadliska, efekty krasowienia; nie odważyłem się zejść z wydeptanej ścieżki. Jednocześnie z dołu dobiegał głośny, nieustający szum setek samochodów pędzących pobliską drogą szybkiego ruchu – dziwny kontrast światów i wrażeń. Doszedłem do stromego zejścia na dno głębokiej studni i nie czując się na siłach – zawróciłem. Kilka godzin później dotarłem tam idąc z przeciwnej strony.  

Zobaczyłem ładną przewieszoną skałę, zapewne dlatego nazwana jest Wielką Przewiechą, chociaż wielką jest tylko w skali tych niskich gór.

Nieopodal Zelejowej wznosi się druga ciekawa góra – Żakowa. Na jej zboczu jest ogólnie dostępna jaskinia Piekło. 

 



Jak twierdząc autorzy tablic informacyjnych, z tego właśnie powodu jaskinia nie ma szaty naciekowej, czyli, inaczej mówiąc, stalaktyty zostały wyłamane i zabrane na pamiątkę. Dowiedziałem się też, że jaskinia ma ponad 50 metrów długości, ale okazało się, że aby dojść do końca, trzeba by na czworaka przeciskać się przez wąskie gardło. Latarki miałem włączone, ale te mokre kamienie… Zawróciłem. Jest tam ładna formacja: komin czy też okno, czyli dziura w ścianie jaskini prowadząca aż na powierzchnię. Wokół jaskini wiele jest zapadlisk, niektóre są strome i głębokie, takie, z których nie wyszłoby się bez pomocy. Te dziury zrobiły na mnie spore wrażenie. Wydają się wejściami do obcego, strasznego, czarnego świata podziemi, a są to po prostu ślady dawnego górnictwa, chyba też krasowienia, czyli rozpuszczania wapieni przez wodę. Mapa pokazywała drugą jaskinię z pobliżu, Czyściec. Oczywiście poszedłem odszukać ją, ale nie udało mi się znaleźć. Nie ma jej tam, gdzie jest zaznaczona na mapie, albo oślepłem i dlatego nie widziałem. 

 

W pobliżu jaskini Piekło stoją takie drewniane rzeźby.

Niewiele dalej jest zespół skał Stokówka. Malownicza ścieżka prowadzi dnem wąwozu, przez skalną bramę, między piętrzącymi się z obu stron poszarpanymi, kolorowymi skałami. Jest też piękna ścieżka prowadząca górą, brzegiem urwiska. Uznałem tamte miejsca za najładniejsze i najbardziej „górskie” z wszystkich widzianych w tych górach. Chciałbym tam wrócić.

Na paru zdjęciach widać drzewo rosnące na dnie skalnej bramy; kiedy je zobaczyłem, od razu pomyślałem o Sudetach. W Rudawach rośnie buk między podobnymi skałami.
Na górnej ścieżce.

 

Widziałem tam takie białe kamienie. Wystawały z ziemi niczym kości rozgrzebanych grobów.



Kopalnię Miedzianka planowałem zobaczyć na całej sporej jej długości wykorzystując drogę gruntową biegnącą tuż przy kopalni. Okazało się, że jest tylko na mapie, a wobec gęstwiny nawłoci i trzcinnika oraz ukrytych wśród zarośli kamieni, zawróciłem, jednak z kilku miejsc mogłem zajrzeć na dno kopalni.

Obserwowałem załadunek wielkich, trzydziestotonowych, czteroosiowych ciężarówek podjeżdżających pod ładowarkę stojącą na dnie ogromnego wyrobiska. Uderzała dysproporcja wymiarów: te maszyny wyglądały jak mrówki (z tych małych) na grzbiecie największego słonia, a przecież takimi mrówkami wywieziono miliony ton skał tworząc tę monstrualną dziurę w ziemi.

Drugie zdjęcie jest znacznie powiększone.

* * *

Wyszedłem z lasu, spojrzałem w bok i to, co zobaczyłem, zatrzymało mnie: rosła tam samotna brzoza na polu. Poczułem ciepełko wokół serducha i coś, co bliskie jest tęsknocie. Nie od razu uświadomiłem sobie, że idąc tamtejszymi dróżkami szukałem podobieństwa do roztoczańskich widoków.

 

Tym zdjęciom nadałem wiele mówiącą (o mnie) nazwę zbiorczą: „Jak na Roztoczu".

 
Któregoś dnia trafiłem na zagajnik brzozowy. Trudno mi było odejść, tak bardzo mi się podobał. Uznałem to miejsce za idealne na postawienie małego domku między brzozami.

Obrazki ze szlaku 

Kilka zdjęć fragmentów posesji przylegających do ulicy. Dawniej na tym pasie ziemi zwykle rosły kwiaty, jeszcze dawniej i na wsi – bzy, teraz rzadko widuję kwiaty. Owszem, niektóre pomysły na zagospodarowanie dają całkiem ładne efekty, chociaż intencją właścicieli jest, aby nic tam nie rosło albo niewiele. Pomysły na zagospodarowanie są mniej lub bardziej drogie, wymyślne lub nie, ale większość ma jedną cechę wspólną: wygodę, brak konieczności częstej pielęgnacji. W rezultacie brakuje mi tego pasa kwiatów, który kiedyś bywał chlubą i wizytówką właścicielki.

 Swojski widok. Nasi tu byli.

 Ładne miejsce, nieprawdaż?

 A teraz, pokazane z innej pozycji?

 Kolejne śmieci. Wiem, co to jest: pozostałości po zestawach sztucznych ogni strzelających seriami.

Właściciele tych śmieci dobrze się bawili, wydali dużo pieniędzy, trudno więc wymagać od nich, by jeszcze sprzątali po sobie. W końcu płacą podatki, niech więc ktoś po nich posprząta.

 Pomysłowa tablica namawiająca do nieśmiecenia. Czy skuteczna? Wątpię.

 W wielu miejscach tych niskich i gęsto zaludnionych gór nie ma zasięgu sieci telefonicznych. Podobnie jest w całej Polsce. W mojej okolicy są wsie pod Lublinem (na równinie, nie w górach!), gdzie aby zadzwonić, trzeba wyjść na stodołę, bo tylko tam telefon „łapie” sygnał, a jednocześnie właściciele tych dziurawych sieci chwalą się nowym systemem G8 czy nawet G9, straciłem już rachubę, a zapowiadają, że następny poziom sięgnie Księżyca i przeniesie nas do krainy wiecznej szczęśliwości. Chyba nie chcą wiedzieć o całych wsiach bez zasięgu, a znam i takie. Na świętokrzyskim szlaku widziałem mobilną, na kołach, tymczasową stację GSM, a obok fundamenty pod stacjonarną wieżę antenową. Jest więc sposób na słaby zasięg, więc brakuje tylko zainteresowania.

 
Ścieżka w gęstych, splątanych i kolczastych zaroślach jeżynowo-tarninowych. Nie do przejścia na przełaj.

Widziałem tam mnóstwo owoców tarniny. Niektóre krzewy z pewnej odległości nie tyle były zielone, co szarogranatowe.

 
Piękny bukowy las.