Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

środa, 18 marca 2026

Na Roztoczu

 11 i 150326

Spędziłem kolejne dwa słoneczne dni na Roztoczu. Odczuwam niecierpliwość i poczucie straty czasu, gdy siedząc w domu przy biurku, przez okno widzę słońce. Dodatkowo myśl o moich latach, o nieuchronnym końcu wędrówek, wygania mnie na pola. Mam iść i przeżywać, iść i patrzeć na odwieczny rytm natury, na jej ożywanie w tych dniach. Głos jest silny, nie potrafiłbym się mu sprzeciwić nawet gdybym chciał, więc wstaję tak wcześnie, jak tylko mogę, nierzadko po ledwie paru godzinach snu i jadę, by cały dzień włóczyć się po wertepach, zupełnie nie po męsku rozczulać się nad pierwszymi kwiatkami polnymi, by patrząc na zbocza podzielone miedzami, ubrane brzozami, podjąć kolejną próbę zrozumienia, co tak naprawdę ciągnie mnie do tej krainy.

Zapraszam nielicznych moich czytelników i bardzo liczne ostatnio boty na przegląd zdjęć z wędrówek.

Obrazki ze szlaku

Różności


 
Chmurny ranek pierwszego i, dla odmiany, świetlisty początek drugiego dnia wędrówki.


 Przypadkiem zauważyłem małą jaszczurkę. Zatrzymałem się, powoli wyjąłem aparat i bojąc się ją spłoszyć, zrobiłem zdjęcie nie nachylając się. Nie uciekła, więc stopniowo przybliżałem do niej aparat prztykając kolejne zdjęcia, ostatnie z półmetrowego dystansu. Nadal siedziała nieruchomo. Odszedłem, ale wiedziony ciekawością wróciłem, dalej grzała się w słońcu. Może jest martwa? Nachyliłem się, cień padł na jaszczurkę i… i tyle ją widziałem.

 Grube warstwy uschniętych i wiatrem złamanych zeszłorocznych badyli. Każdego roku rosną nowe, a na ziemi nie przybywa ich, co nieodmiennie mnie dziwi. Jakże wielka jest wydolność przeróżnych bakterii i robaczków przerabiających na glebę ogromne ilości materii organicznej!

 Niekończąca się plantacja orzechów laskowych.

 Na tym orzechu laskowym widać pozostałości po zeszłorocznym owocowaniu i zalążki nowego.



Koniec drogi, zapewne z powodu końca pieniędzy. Budowa kilometra takiej drogi kosztuje od 0,5 do 1 mln zł. Dla porównania: droga szybkiego ruchu przez Sudety kosztowała około 100 mln za 1km.

 Od północnej strony lasu jest jeszcze zima, od południowej już wiosna.

 Płaczący pień. Korzenie jeszcze nie wiedzą o braku drzewa i dalej transportują soki. Smutny widok.

 Wyraźnie zarysowane wzgórza, wcale nie częsty widok na Roztoczu, gdzie zbocza potrafią ciągnąć się kilometrami.





 Poznałem nowe ładne miejsce. Ma te cechy, które bardzo cenię na zachodnim Roztoczu: schodzące się z różnych stron, przenikające się, pojawiające i znikające zbocza wzgórz. W takich miejscach wystarczy przejść kilkadziesiąt metrów, by widok zmienił się radykalnie.

 


Wąwozy i drogi.

Doły i pola.

 Początek dołów.

 Droga nurkująca w ciemny wąwóz.

 Wąwóz celujący w niebo.

 

Doły i buki.


 Niwelująca różnice wysokości, charakterystyczna dla Roztocza, miedza w kształcie wolego oka.

 Chmurny ranek, ciemny wąwóz z drogą na dnie, a nad nią wielki, rozłożysty i czarny dąb. Surowe, ale ładne miejsce.

 Małe poletka ukryte wśród zarośli i drzew. Są ocienione, dojazd do nich łatwy nie jest, zwłaszcza dla wielkich kombajnów, trudno więc się dziwić rezygnacji z ich uprawy. Na tym zdjęciu widać takie zarastające pole na pierwszym planie.

 Osunięcie się ziemi, zapewne pod wpływem wód roztopowych. Na dnie widać inny ślad tego samego procesu przenoszenia ziemi w dół – płynąca tamtędy woda wypłukała miniaturowe koryto. Niewielkie zmiany, ale Natura ma czas. Robi maleńkie kroczki w nieskończonym procesie denudacji, czyli wyrównywaniu różnic poziomu terenu. W efekcie powstają wielkie, ciągnące się aż po horyzont równiny, co widać i u nas, w Polsce. Zadziwia mnie skuteczność i dokładność tego procesu, naturalnego przecież, a potrafiącego dostrzec każdy metr różnicy wysokości.


 Jedno miejsce, dwie pory roku: widok zimowy i wczesnowiosenny. Między nimi jest 5 tygodni różnicy czasu.

Drzewa

 Od lewej dwie osiki i brzoza, dalej dwie wyjątkowo wysokie brzozy, ostatnia sfotografowana już po zachodzie słońca. Rośnie na miedzy, specjalnie do niej podszedłem widząc wyjątkowo długie ramiona… wyjątkowo długie wiszące gałązki tej betuli penduli. Odruchowo napisałem o ramionach, bo brzozy ogólnie, a już szczególnie ta odmiana, mają dla mnie cechy jednoznacznie kobiece. Taka wysoka, zgrabna i wiotka brzoza płacząca jest metaforycznym obrazem kobiety.


 
Masywny, czerstwy dąb, mój stary znajomy, i cztery rosłe lipy ocieniające kapliczkę. Drugiego dnia wędrówki specjalnie poszedłem może dwa kilometry poza niewielki obszar odwiedzanych wzgórków aby zobaczyć staruszka i drogę, przy której stoi.

 Sosny, słoneczne drzewa. Zasługują na takie miano, ponieważ mają szczególną umiejętność nabierania urody w słońcu.

 

Topola balsamiczna.

 Splątany nie do przejścia gąszcz krzaków i przewróconych drzew, głównie wierzb iw. Nasza dżungla.


 Trzcina na miedzy i znajoma sosna fantazyjnie wykrzywiona wiatrami. Tam nie ma podmokłych miejsc, a rosną trzciny. Dziwne.

 Brzezina. Czemu ludzie sadzą lasy pod sznurek?


 A na między cicha grusza siedzi…

Przedwiośnie

 Dwa kwitnienia: wierzba iwa i leszczyna.



 


Gwiazdnica pospolita i przetacznik, nie mam pewności jaki. Może przetacznikowaty, na pewno ładny, chociaż na moim kiepskim zdjęciu nie widać delikatnego rysunku na ich niebieskich płatkach.

 Dywany gwiazdnic pospolitych na polu. Ta roślina nie jest specjalnie urodziwa, ale zwracam na nią uwagę z powodu wyjątkowo pięknej jej kuzynki, gwiazdnicy wielkokwiatowej. Może też zaciekawić swoją żywotnością i plennością. Dość powiedzieć, że jedna roślina wytwarza od kilku do kilkunastu tysięcy nasion zachowujących zdolność kiełkowania nawet przez 60 lat, także po przejściu przez przewód pokarmowy zwierzęcia. Trudno więc się dziwić występowaniu gwiazdnicy na niemal całym świecie. Jedynie w okolicach podbiegunowych nie daje rady żyć.

 Odwiedziłem drogę, która kiedyś mi się spodobała. Rośnie przy niej dużo wierzb iw; ich mocno już rozwinięte bazie przyciągają liczne pszczoły. Nie udało mi się zrobić dobrego zdjęcia tym owadom, a wyraźnie widziałem ich kieszonki napchane żółtym pyłkiem.

 










Późne popołudnia i zachody słońca.

Trasa pierwszego dnia: od Maline pod Hutę Turobińską.

Statystyka: prawie 20 km w równiutkie 10 godzin.


 
Trasa drugiego dnia: zwykłe szwendanie się polami na zachód od Łady.

Statystyka: 19,5 km w czasie jedenastu godzin.



































 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz