260926 do 011026
Śledztwo
Któregoś dnia wspomniałem strumyk poznany gdzieś w Sudetach kilka lat temu, i od razu pojawiła się chęć ponownego jego zobaczenia w czasie jesiennego pobytu w górach Pani Śnieżki. Pamiętałem wiele szczegółów, ale o najważniejszym zapomniałem: gdzie płynie strumyk. Oporna pamięć stopniowo podsuwała mi drobiazgi, z których wyłoniły się Twardocice, wioska na Pogórzu Kaczawskim. Strumień miał płynąć gdzieś w pobliżu. Co dalej? Zapytałem komputer o strumień w tekstach opisujących wędrówki, a maszyna podsunęła mi setki stron tekstów z tym słowem. O co pytać, by nie dostać tak mało precyzyjnej odpowiedzi? Próbowałem tak i siak, w końcu przypomniałem sobie, że w pobliżu wznosi się zielony pagór na którym widziałem sarny. Wydały mi się wtedy wyjątkowo pięknymi zwierzętami. Idąc tym tropem, pytałem maszynę stosując słowa kluczowe w rodzaju „piękna sarna”, aż w końcu znalazłem. Byłem tam 14 lutego 2021 roku. Wykreślonej trasy nie miałem, ale jest dość dokładny jej opis, a mając go, właściwe miejsce znalazłem szybko. Całe poszukiwania trwały… nie patrzyłem na zegarek, ale myślę, że do dwóch godzin. Czy znalezienie jakiegoś tuzinkowego strumyka, jednego z tysięcy w tych górach, było tak ważne? Oczywiście nie było ważne, ale zadziałał tutaj znany mechanizm psychologiczny: skoro zacząłem poszukiwania, mam je przerwać z powodu trudności? Inicjatorem była ciekawość, później już ciekawość wspomagana pewnym przymusem nie pozwalającym się poddać.
Pojechałem do Twardocic, przytuliłem samochód do ruin opuszczonego domu bo tylko tam mogłem, i poszedłem.
Droga do strumienia była jeszcze ładniejsza od mojego obrazu zapisanego w pamięci, okolica też, mimo że będąc płaską nie przypomina pogórzańskiej, a strumień… Tam, gdzie się go spodziewałem, gdzie linia drzew była taka, jaką zapamiętałem, nie ma nawet śladów strumienia. Więc gdzie? Był po mojej prawej stronie, a niewiele dalej zieleniło się niewielkie nagie wzgórze… Poszedłem przez las, a kiedy wyszedłem na otwartą przestrzeń zobaczyłem wzgórek. Tak, to na pewno ten! Na jego zboczu znalazłem źródło innego strumyka. Idąc z przeciwnej strony, właśnie od wzgórza, znalazłem poszukiwany strumień. Był raptem 200 metrów w bok od pierwszego przeszukanego miejsca. Poza tym, że zarósł chwastami (a tak jest wszędzie), nic się nie zmienił. Początek jaru jest suchy, dalej pokazuje się woda – tak jak pięć lat temu. Niewiele jej, stoi, nie płynie, ale jest. Poszedłem brzegiem przedzierając się przez zarośla, a po paru dziesiątkach kroków strumyk znikł. Wsiąkł w ziemię. Widziałem suche kamieniste dno, a po dwudziestu metrach i ten ostatni ślad znikł. Nie ma strumyka.Nie żałuję, broń Boże, wszak przeżyłem ciekawą przygodę i byłem tam, gdzie chciałem być, ale ponownie uświadomiłem sobie, że wracając po latach trzeba być przygotowanym na różne niespodzianki, nie zawsze dobre.
Ruszyłem w kierunku kilku znanych mi wzgórków. Oficjalnym celem były odwiedziny, ale może bardziej chodziło o drogi, bo te w okolicach Twardocic są po prostu ładne. Ich cechą wyróżniającą jest duża ilość ocieniających je dębów.
Parę razy przechodziłem drogą, z której widziałem łagodne, niewielkie wybrzuszenie pól, a na szczycie dwa drzewa widziane na tle nieba.
Budziła się we mnie myśl o podejściu do tych drzew, ale dopiero tego dnia się zdecydowałem. Oto seria zdjęć z mojego marszu polem wprost na dwa drzewa i Ostrzycę.Miejsce okazało się być ładniejsze w bliska niż z daleka, a rośnie tam nie dwa a trzy drzewa i są to dęby, jakżeby inaczej.
Ostrzycę widziałem wiele razy z różnych miejsc trasy. Będąc najwyższą i najbardziej charakterystyczną górą, jest panią dużej części rozległego Pogórza Kaczawskiego. Niżej zamieszczam kilka zdjęć Ostrzycy widzianej tego dnia.
Ze wzgórz bliskich wiosce najwyższym jest Świątek. Ten, nie ta Świątek. W naszym języku to słowo oznaczało dzień święty (stąd Zielone Świątki). Potwierdza to historia wzgórza: dawno temu miała tam stać świątynia. Kiedyś byłem na tej górce, nawet wszedłem na bazaltowy szczyt. Jest kolejnym w tych górach nekiem. Potwierdziła to AI Google:»Z punktu widzenia geomorfologii to izolowane wzniesienie twardzielcowe stanowi pozostałość dawnego komina wulkanicznego, w którym zakrzepła płynna lawa bazaltowa. Wulkan ten był aktywny w okresie paleogenu lub neogenu (około 15–35 milionów lat temu), podobnie jak wiele innych obiektów w tym rejonie.«
Świątek.A propos świątyń!
W Twardocicach jest kościół ewangelicki w ruinie. Nie ma dachu ani części ścian zewnętrznych, na poszarpanych szczątkach murów rosną drzewa. W miarę cała jest tylko kościelna wieża. Kiedy byłem tam po raz pierwszy, jakieś 10 lat temu, na szczycie stał pochylony szkielet kopuły wieńczącej wieżę.
Parę lat później już jej nie było.Ostatnie zdjęcie jest z 2025 roku. Dzisiaj zobaczyłem las rusztowań i nową kopułę na wieży.Stosowne tablice informują o koszcie pierwszego etapu remontu w wysokości 500 tys zł. Mam mieszane odczucia. Wydaje się pół miliona (na początek!) na nowe zwieńczenie wieży zrujnowanego kościoła, który i tak ruiną zostanie, a w tym czasie szpitale ograniczają zabiegi z powodu braku pieniędzy. Na jednym ze zdjęć widać pęknięcia muru nad otworem okiennym. Korzenie drzew tam rosnących i zamarzająca w zimie woda z czasem powiększą szczeliny a wtedy fragment mur straci spoistość i runie. Chyba że zabezpieczy się je wydając kolejne setki tysięcy albo miliony. Bardzo mi szkoda tej budowli. Kiedyś obejrzałem ją dokładnie, była zbudowana solidnie i bogato wykończona, ale teraz rozlatuje się – jak wiele podobnych budowli w Sudetach. Czy stać nas na uratowanie ich wszystkich z publicznej kasy? Czy stać będzie na późniejsze ich utrzymywanie? Wątpię.O chrześcijanach będących budowniczymi i właścicielami tej świątyni przeczytacie tutaj.
Obrazki ze szlaków pod Twardocicami. Zmieniam organizację: do tej pory opisy zdjęć były pod nimi, teraz daje je wyżej, aby czytelnik przewijając wpis w dół wiedział, na co patrzy.
Drogi w okolicy wioski.
Wzgórki Jedlnia, Skowronek i Chmielec oraz widoki z nich.Współczesny siewnik jest- zaskakująco skomplikowaną maszyną. Kiedy robiłem zdjęcie tej maszynie stojącej na brzegu pola, z kabiny ciągnika wysiadł kierowca, podszedł do mnie i zaczęliśmy dłuższą rozmowę o problemach rolników, o suszy i… literaturze. Wiele starych budynków stoi w wioskach sudeckich tuż przy szosie. Powierzchnię mieszkalną tego domu szacuję na jakieś 400, może nawet 500 metrów. Dla kogo dom mieszczący kilka dużych mieszkań? Remont kosztowałby miliony, a w rezultacie mieszkańcy siedzieliby w salonie na kanapie odległej o pięć metrów od przejeżdżających ciężarówek.
Kolejny dom przy jezdni. W nim owa kanapa stoi chyba dwa metry od pasa ruchu ciężarówek, a jeździ ich tamtędy sporo.
Wąwóz dokładnie taki, jak na Roztoczu.
Miejsca wędrówek.














































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz