Moje niektóre zainteresowania czasami dziwią mnie samego swoją… egzotyką? Odległością od codzienności? Możliwe, ale akurat ta odległość jest pozorna. Wśród owych dziwności jest socjologia, psychologia, ewolucja, działanie współczesnego systemu finansowego i zagrożenia związane z jego stanem, kiedy więc zobaczyłem ten tytuł wykładu na YT,
„Każda cywilizacja umiera w ten sam głupi sposób”,
kliknąłem na chybił trafił, nie od początku, i oto co usłyszałem.:
„Bohaterami kultury nie są już żołnierze, budowniczowie czy mężowie stanu. Stają się nimi sportowcy, piosenkarze i aktorzy. Mieszkańcy stolicy mają obsesję na punkcie rozrywki i seksu. Napływają obcokrajowcy przyciągnięci bogactwem, a rdzenni mieszkańcy, wygodni, kłótliwi, wiecznie dyskutujący, przestają mieć dzieci. Rozbudowany aparat państwowy przejmuje funkcje pełnione kiedyś przez rodzinę lub plemię. (…) Wszyscy debatują, nikt nie działa.”
Hmm, trafne spostrzeżenia, pasujące do państw Zachodu, ale dlaczego wymienia żołnierzy wśród grupy bohaterów kultury i dlaczego pisze tylko o stolicy? Zacząłem od początku, a to, co usłyszałem, zrobiło na mnie wielkie, niemal wstrząsające wrażenie. Cytowane wyżej słowa napisał sir John Glubb, autor książki „Losy imperiów”, a tymi słowami opisywał Bagdad w X wieku. Przeczytacie o nim tutaj, tutaj.
Glubb badał historię upadku wielkich i silnych państw, opisał prawidła rządzące tym procesem, a ten powtarza się dokładnie przy każdym upadku. To, co zrobiło największe wrażenie na autorze, to dzieci, a ściślej ich brak. Na koniec dodaje:
„Bezdzietność jest tym, co boli najbardziej, ponieważ powtarza się wszędzie.”
Zapraszam do lektury. Słowa nie ograniczone znakami » « lub cudzysłowem są moje, pozostałe przepisałem słuchając wykładu, więc możliwe są drobne odstępstwa od oryginału, ale tylko stylistyczne. Pogrubienia są moje.
* * *
Historia każdego zbadanego imperium przechodziła przez sześć takich samych etapów.
Epoka pionierów. Biednych, twardych, nieustraszonych, pojawiających się znikąd. Epoka podbojów. Epoka handlu, kiedy miecza zmieniają się w księgi rachunkowe. To epoka dostatku. Epoka intelektu, kiedy ludziom żyjącym w komforcie zaczyna wszystko przeszkadzać. Po niej epoka dekadencji opisana przez autora eseju w tak szczegółowy sposób, że gdy to usłyszysz uznasz, że pisał o tym roku. (…) Glubb zauważył, że żadna cywilizacja nigdy nie czuła, że chyli się ku upadkowi. Ludzie żyjący w końcowej epoce nie odbierali jej jako końca, a jako wyrafinowanie, jako postęp, jako najbardziej zaawansowany, tolerancyjny i inteligentny poziom do którego dotarła ich kultura. Jesień wydaje się szczytem. W tym tkwi pułapka. (…)
Antropolog Joseph Tainter: Cywilizacje nie umierają z dekadencji, argumentował, nie umierają przez barbarzyńców, umierają przez rozwiązywanie problemów. Społeczeństwo mierzy się z nowym wyzwaniem: suszą, wojną na granicy, niedoborami. Rozwiązuje je nowym urzędem, nowym podatkiem, nową klasą specjalistów, większą armią. (…) Odpowiedzią na kolejny problem jest to samo: więcej struktury, więcej administracji, więcej warstw między osobą z łopatą a osobą podejmująca decyzje o łopatach. Przez długi czas to się opłaca. Każda jednostka dodana do istniejącej już złożoności przynosi więcej zysku niż kosztuje. (…) Potem krzywa się załamuje: każde nowe rozwiązanie kosztuje nieco więcej i daje nieco mniej. Biurokracja potrzebna do obsługi biurokracji rośnie. (…) Społeczeństwo wydaje coraz więcej aby utrzymać swoją pozycję, a nie dla rozwoju. Rzym jest podręcznikowym przykładem. (…) Kiedy barbarzyńcy w końcu przekroczyli granice Romy, w co tak naprawdę wchodzili? W strukturę tak kosztowną w utrzymaniu, że jej właśni obywatele przestali jej chcieć. (…) Społeczeństwo tonące we własnej administracji postrzega siebie jako zaawansowane: spójrz, ilu mamy specjalistów! Ile zabezpieczeń, ile procedur! Ten ciężar postrzegany jest jako koszt postępu, dlatego nikt go nie odsuwa. (...)
Peter Turchin, ekolog populacyjny, o nadprodukcji elit. »Każde społeczeństwo w okresie wzrostu tworzy więcej wykształconych ludzi niż potrzebuje. Więcej prawników niż sądów, więcej urzędów niż województw, więcej ważnych ludzi niż pozycji, które mogliby objąć. W dobrych dekadach jest to niewidoczne, bo tort rośnie wystarczająco szybko by wszystkich pomieścić. Potem ekspansja zwalnia. Liczba krzeseł maleje, a liczba ludzi oczekujących na nie stale rośnie. (…) Otrzymujesz więc masę gniewnych ludzi na dole, a na górze nadmiar ambitnych ludzi nie osadzonych na ważnych stanowiskach. (...)
Arnold Toynbee: „Cywilizacje nie są mordowane, one popełniają samobójstwo.”
„Cywilizacje wznoszą się reagując na wyzwania i upadają gdy przestają reagować. Kreatywna mniejszość odpowiada na każdy kryzys czymś nowym, społeczeństwa je naśladują i pną się w górę. Upadek zaczyna się w momencie gdy twórcza mniejszość staje się jedynie dominującą klasą rządzącą która przestała tworzyć a zaczęła po prostu rządzić utrzymując swoją pozycję siłą i przyzwyczajeniem, zamiast mieć jakiekolwiek odpowiedzi na wyzwania.” (...)
Najpierw złożoność rozwiązałeś systemem, a potem problem z tym systemem rozwiązałeś kolejnym systemem. Aplikacje, rutyny, protokoły, konta, warstwy optymalizacji piętrzące się jedna na drugiej, aż utrzymanie twojego życia pochłania energię, która miała służyć do jego przeżywania. (...)
Żaden z tych ruchów nie jest głupi. Każdy z nich jest inteligentną odpowiedzią na zaistniałą sytuację. Dlatego ten schemat nigdy się nie zmienia.«
* * *
Każdy, kto czerpie informacje o świecie nie tylko z mediów podległych władzy, i bacznie obserwuje zachowania ludzi wokół niego, dostrzeże uderzające podobieństwo historycznych zdarzeń poprzedzających gruntowne i zawsze bolesne dla zwykłych ludzi skutki gwałtownych przemian geopolitycznych do obecnej sytuacji państw Zachodu i kierunku, w jakim zmierzają.
Tekst zrobił na mnie silne wrażenie ponieważ znalazłem z nim potwierdzenie moich obserwacji i obaw, ale wyrażone głębiej i precyzyjniej, a na dokładkę poparte badaniami naukowymi.
Proste obliczenie do wykonania w pamięci wskazuje, że za dwa pokolenia, czyli za około 60 lat, Polaków będzie o połowę mniej niż obecnie. Moje wnuczęta na starość będą żyły z kraju, w którym imigrantów będzie tylu, ilu etnicznych Polaków, a ich dzieci będą już w mniejszości. Potworne zadłużenie (i nadal szybko rosnące) krajów Zachodu, w tym i Polski, w połączeniu ze skutkami starzejącego się społeczeństwa, będzie przyczyną biedy, protestów, rozruchów społecznych, zabrania nam ziem i fabryk. Ten proces już się rozpoczął. Już teraz płacimy tyle samych odsetek od długu, że co kilkanaście miesięcy moglibyśmy sfinansować budowę kolejnego CPK albo co drugi rok oddawać do użytku nową elektrownię atomową. Politycy zajęci są wzajemnym opluwaniem się, rząd skupiony jest na utrzymaniu władzy, a ludzi najbardziej zajmuje wypowiedź kolejnej gwiazdki mediów, co jeden polityk powiedział o drugim oraz nowe, coraz bardziej błyszczące i puste, programy rozrywkowe. Coraz więcej chcemy od innych, także od państwa, coraz mniej wymagamy od siebie, nie chcemy mieć dzieci, wolimy opiekować się pieskiem lub kotkiem, a byle kłopot tak nas przygniata, że musimy szukać pomocy u psychologa. Jakby tego wszystkiego było mało, u władzy są szaleńcy wywołujący wojny, zaślepieni ideolodzy w B. i nie tylko, mamy wielkie rzesze imigrantów obciążających nas finansowo i niszczących kulturowo, a z którymi nic nie potrafimy zrobić, spętani tak zwaną poprawnością polityczną. Zajmujemy się pierdołami jednocześnie biegnąc na betonową ścianę.
Dobrze, że mam 71 lat. Tylko dzieci i wnuków mi żal. Ich życie nie będzie tak dostanie, bezpieczne i uporządkowane, jak obecnie.
Cytat:
„Potem zima trwa, miasto pustoszeje, w końcu ktoś bez historii przybywa z krańca mapy, głodny, twardy, dziesięć pokoleń przed własnym upadkiem, i zegar rusza od nowa.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz