W
wietrznych falach twych wiotkich szat słyszę muzykę
Lotu,
którego żadne nie prześcigną ptaki,
Czarująca bogini
triumfu, o, Nike,
Co od wieków zdyszana lecisz z Samotraki!
Pośpiech
potężnych skrzydeł twych powietrze chłoszcze,
Niosąc
zwycięstwo, sław liście laurowe.
Nie pragnę ich. I temu
jedynie zazdroszczę,
Dla którego w porywie swym straciłaś
głowę.
Leopold
Staff
Nike
z Samotraki. Zdjęcie skopiowałem z tej strony.
Przeczytałem
pierwszy tom „Historii estetyki” Władysława Tatarkiewicza.
Właściwie nie powinienem pisać o przeczytaniu, ponieważ to dzieło
towarzyszy mi od lat i nadal ten opasły tom będzie leżał w
zasięgu ręki – podobnie jak wiele innych książek do których
wracam.
Pisałem
już na blogu o Historii estetyki, ale czuję potrzebę powrotu, a
temat daleki jest
od
wyczerpania.
Władysław
Tatarkiewicz był starożytnikiem, filozofem, etykiem, historykiem
sztuki, prawnikiem, poliglotą. Zebrał wszystkie możliwe tytuły
naukowe, wykładał na wielu uniwersytetach. Był wybitnym znawcą
tak wielu dziedzin nauki, że tylko tytan pracy i intelektu mógł
posiąść taki ogrom wiedzy. Profesor był tytanem.
Jego
książka daje wyobrażenie o drogach słów i pojęć, o rodzeniu
się i dojrzewaniu idei i definicji, o tworzeniu nowych dziedzin nauk
humanistycznych, o zmianach w pojmowaniu sztuki, o jej roli w życiu
człowieka i społeczeństw. Definicje, normy, oceny, podziały,
które dla nas wydają się być naturalnymi, łatwymi do pojęcia,
niemal odruchowymi, okazują się być skutkami wieków rozmyślań,
dyskusji i przemian. Właśnie
możliwość poznawania tych metamorfoz jest dla mnie wielką zaletą
tego dzieła, obok, oczywiście, perełek myśli i wypowiedzi
starożytnych mistrzów.
Zapraszam
do lektury wybranych (spośród bardzo licznych jakże wartościowych)
cytatów z dzieła Profesora.
Dla
porządku zaznaczę, że pominąłem numerację stron oraz
starogrecką pisownię wyrazów. Cytaty ujęte są w znaki >>
<<. Wszystkie słowa poza tymi znakami są moje. Aby nie
rozpisywać się zbytnio, dodałem linki do stron opisujących
wymienianych ludzi lub tłumaczących znaczenie słów. Znakami (…)
zaznaczyłem miejsca skrótów poczynionych przeze mnie. Pogrubienia
liter są moje.
*
* * *
Podążanie
za znaczeniem słów
>>POJĘCIE
PIĘKNA. Przede wszystkim wyraz „kalon”, którym posługiwali się
Grecy i który tłumaczymy jako „piękno”, miał sens odmienny od
tego, w jakim zwykło dziś się ten wyraz rozumieć. Oznaczał
bowiem wszystko to, co się podoba, pociąga, budzi uznanie. Zakres
jego był więc szerszy. Oznaczał wprawdzie i to, co się podoba
oczom i uszom, co się podoba ze względu na swój kształt czy
budowę, ale oznaczał także wiele innych rzeczy, które podobają
się na inny sposób i dla innych względów, obejmował widoki i
dźwięki, ale także cechy charakteru, w których dzisiejszy
człowiek widzi wartości innego rodzaju i jeśli je nazywa
„pięknymi”, to z świadomością, że wyrazu używa przenośnie.
Świadectwem, jak Grecy pojmowali piękno, jest znane orzeczenie
wyroczni delfickiej, że „najpiękniejsze jest to, co
najsprawiedliwsze”. Z tego szerokiego i ogólnikowego pojęcia
piękna, jakiego potocznie używali Grecy, wytworzyło się, ale
dopiero z czasem, powoli i z trudem, węższe, bardziej określone
pojęcie piękna estetycznego.<<
>>Wdzięk
nazywa się po grecku charis, i tym samym imieniem Charyt Grecy
nazywali Gracje. Czar i wdzięk: było to pojęcie ważne dla
historii estetyki; z wszystkich używanych podówczas były może
najbliższe temu, co dziś nazywa się pięknem.<<
>>Słownictwo
greckie może wprowadzić w błąd, gdyż były w użyciu te same co
dziś terminy, takie jak poezja, muzyka, architektura. Miały wszakże
dla Greków inne znaczenie niż to, jakie uzyskały po wiekach.
„Poiesis” – robić, oznaczała pierwotnie wszelką produkcję,
a „poietes” – wszelkiego wytwórcę, a nie tylko twórcę
wierszy; zwężenie znaczenia przyszło później. „Musike”,
(czyli – dop. KG) pochodząca od muz, oznaczała wszelką czynność,
której muzy patronują, nie tylko sztukę dźwięków; „musikos”
nazywano każdego wykształconego człowieka. „Architekton” był
naczelnym kierownikiem produkcji; „architektonike” oznaczała
ogólnie „naczelną sztukę”. Dopiero z czasem terminy te –
oznaczające „produkcję”, „wykształcenie”, „naczelną
sztukę” – uległy zwężeniu i zaczęły oznaczać poezję,
muzykę, architekturę.<<
*
* * *
Estetyka Arystotelesa
>>Jego
definicja piękna znajduje się w Retoryce. Tę dość zawiłą
definicję można w uproszczonej formie przedstawić tak: Pięknem
jest to, co samo przez się jest cenne, a zarazem dla nas przyjemne.
Określił więc piękno dwiema właściwościami. Po pierwsze, jako
to, co jest cenione samo przez się, a zatem nie dla pożytku, jaki
daje; co wartość ma w sobie, a nie w skutkach. Po wtóre zaś, jako
to, co zarazem dostarcza przyjemności, a zatem nie tylko posiada
wartość, ale tą wartością przemawia do nas, ciesz nas, budzi
radość czy podziw. (…) Myśl Arystotelesa można także
przedstawić tak: każde piękno jest dobrem, ale nie każde dobro
jest pięknem; każde piękno jest przyjemnością, ale nie każda
przyjemność jest pięknem, pięknem jest tylko to, co jest zarazem
dobrem i przyjemnością. Nic dziwnego, że miał je za rzecz cenną.
Piękno łączy się z przyjemnością. Natomiast różni się od
pożytku, bo wartość piękna tkwi w nim samym, a wartość pożytku
w skutkach.<<
>>To,
co Arystoteles mówił o pięknie, dotyczyło przeważnie – rzecz
naturalna u Greka – piękna szeroko pojmowanego, nie tyko
estetycznego. Dla piękna swoiście estetycznego nie miał
oddzielnego terminu.<<
>>Ale
biograf greckich filozofów, Laertios Diogenes, zanotował takie jego
powiedzenie: Jedynie ślepy może pytać, dlaczego staramy się
obcować z tym, co piękne. Sens tego powiedzenia nie może być
wątpliwy: skoro w pojęciu piękna leży, że jest dobrem i sprawia
przyjemność, to jest naturalne, iż jest cenione, tłumaczyć tego
nie trzeba.<<
>>Kontemplacja
jest też, jak się zdaje, jedyną rzeczą, którą się miłuje dla
niej samej; bo nic innego nie rodzi się z niej prócz samej
kontemplacji, z czynności zaś praktycznych usiłujemy w mniejszym
lub większym stopniu wysnuć jeszcze jakąś korzyść poza samą
odnośną czynnością.<<
>>Podobizny
rzeczy oglądamy z przyjemnością, dlatego że jednocześnie widzimy
sztukę, która je stworzyła, np. sztukę malarską lub rzeźbiarską,
ale czyż z większą przyjemnością nie będziemy oglądać samych
rzeczy naturalnych, w których możemy dostrzec przyczyny?… We
wszystkich tworach natury tkwi coś cudownego.<<
>>Jestem
tego zdania, że muzykę należy uprawiać nie dla jednego, a dla
wielu pożytecznych celów, bo dla i wykształcenia, i dla duchowego
oczyszczenia… po trzecie zaś i dla wypełnienia czasu dopoczynku,
dla odprężenia i wytchnienia po pracy<<
W
innym miejscu Profesor tak opisuje pogląd Arystotelesa na muzykę,
ale przecież i szerzej, na sztukę:
>>W
przeciwieństwie do dawnych jednostronnych poglądów na muzykę,
założeniem poglądu Arystotelesa było, iż ma
ona więcej niż jeden cel: służy oczyszczaniu i leczeniu uczuć,
doskonaleniu moralnemu, kształceniu umysłu, odpoczynkowi, potrzebom
życiowym, zwykłej rozrywce i przyjemności, a wreszcie i nade
wszystko – wczasom, a przez nie godnemu człowieka i
uszczęśliwiającemu życiu.<<
Jak
pisałem w poprzednim tekście, dla Greków owe wczasy znaczyły coś
zupełnie innego niż dla nas.
U
nich wyraz tłumaczony przez Profesora jako wczasy znaczył „rozrywkę
w najszlachetniejszym słowa znaczeniu, łączącej przyjemność z
pięknem moralnym, dającą szczęście”, a teraz nawet nie mamy
słowa mającego podobne znaczenie.
Nie
tylko tego; właśnie przyszło mi głowy drugie słowo stworzone
przez Greków, które obecnie możemy jedynie opisem przetłumaczyć:
kalokagatia
– harmonijne połączenie estetyki, etyki i moralności, czyli
piękna i dobra. Nie mamy, ponieważ teraz nikt nie łączy sztuki,
przyjemności, piękna, moralności i szczęścia w jedną całość
z dobrem.
Powtórzę
tutaj raz jeszcze słowa Autora, ponieważ odnoszą się nie tylko do
powyższego cytatu, ale i do naszych czasów, zwłaszcza ostatnich
dziesięcioleci:
>>Ponieważ
poprzestawali na małym, więc wielu było wśród nich ludzi wolnych
od trosk materialnych, mogących – jeśli nie tworzyć sztukę, to
cieszyć się nią.<<
*
* * *
Posumowanie epoki helleńskiej czyli klasycznej, przed wielkimi przemianami
związanymi z podbojami Aleksandra Wielkiego.
>>Archaiczna
i klasyczna estetyka Greków była niepodobna do naszej, ale także
do takiej, jakiej byśmy oczekiwali w zaraniu dziejów. Była
pierwszą, przynajmniej w Europie, spisaną teorią sztuki, a nie
była ani prosta ani taka, jaką późniejsi uważają za naturalną
i pierwotną. Po pierwsze, zaledwie wspominała o pięknie. Gdy
ówcześni Grecy mówili o nim, to prawie wyłącznie z sensie
etycznym, nie estetycznym. Jest to tym szczególniejsze, że estetyka
ta powstała w kraju i czasie, który tyle piękna stworzył. Wiązała
sztukę z dobrem, prawdą i pożytkiem ściślej niż z pięknem.
Pojęcia sztuk „pięknych” nie posiadała.<<
>>Po
trzecie, klasyczna teoria sztuki nie łączyła jej z twórczością.
Jest to tym szczególniejsze, że była teorią Greków, których
zdolności twórcze były tak wielkie. Na czynnik twórczy w swej
sztuce mało zwracali uwagi i mało go cenili. Pochodziło to stąd,
że byli przekonani, że światem rządzą wieczyste prawa i że
sztuka musi ich przestrzegać, nie zaś wymyślać prawa własne. Że
jest ona odkrywaniem, a nie tworzeniem właściwych rzeczom form.
Dlatego też nie cenili nowości w sztuce, choć tyle nowego do
sztuki wnieśli. Sądzili, że to, co w niej i co w ogóle w życiu
jest dobre i właściwe, to jest wieczne, jeśli więc sztuka stosuje
formy nowe, odmienne, odrębne, to jest raczej sygnałem, że weszła
na fałszywą drogę.<<
>>Dopiero
wraz z przekształceniem się kultury helleńskiej z hellenistyczną
przekonania klasycznej estetyki zaczęły ustępować miejsca nowym,
zbliżać się do nowożytnych. Wtedy nastąpiło wysunięcie na
pierwszy plan twórczości w sztuce i zrozumienie związku między
sztuką a pięknem, a także wiele innych zmian: przesunięcie punktu
ciężkości teorii sztuki z myśli na wyobraźnię, z wrażeń na
idee, z reguł na zdolności osobiste artysty.<<
*
* * *
O
cechach sztuki hellenistycznej. Zamieszczam je dla pokazania zmian w
postrzeganiu sztuki, estetyki, twórców, w stosunku do epoki
klasycznej; jej znaczne podobieństwo, a często tożsamość, z
naszymi obecnymi poglądami. Są to fragmenty rozdziału
podsumowującego epokę hellenistyczną.
>>NOWY
POGLĄD NA ARTYSTĘ
A.
Istotą pracy artysty jest wyobraźnia. Dla malarza i rzeźbiarza nie
jest mniej ważna niż dla poety. Filostrat pisał, że wyobraźnia
jest mądrzejsza od naśladowania, bo przedstawia to, czego nie
widziała, a naśladowanie wyłącznie widziane. Myśl maluje i
rzeźbi lepiej od rzemieślniczego kunsztu. Pochwała wyobraźni nie
była bynajmniej wezwaniem, aby sztuka odbiegała od prawdy;
przeciwnie, wyobraźnia, swobodnie dobierając i zespalając motywy,
tym skuteczniej może oddać prawdę. (…)
B.
Istotna dla artysty jest myśl, wiedza, mądrość. Bo może i
powinien przedstawiać nie tylko powierzchnię rzeczy, ale ich cechy
najgłębsze. Dion pisał, że dobry rzeźbiarz w posągu bóstwa
oddaje całą bóstwa energię i moc. A Filostrat – że Fidiasz,
zanim wyrzeźbił Zeusa „wraz z niebem i gwiazdami”, musiał
oddawać się kontemplacji świata, tyle w tym posągu jest
zrozumienia dla natury świata; takie
pojmowanie artysty zbliżało go do filozofa.
C.
Istotna jest dla artysty idea. Tworzy on według idei, jaką ma w
umyśle. „W formach i figurach jest cos doskonałego, a ideę tej
doskonałości mamy w umyśle” – pisał Cyceron. Fidiasz (…)
stworzył Zeusa nie wedle natury, lecz wedle idei, jaką miał w
sobie. (…)
Termin
i pierwotna koncepcja idei były platońskie, ale pisarze
hellenistyczni zachowali tylko termin, a przekształcili koncepcję.
Dla Platona idea była bytem istniejącym poza człowiekiem i
światem, bytem wiecznym i niezmiennym, niedostępnym zmysłom, ale
ujmowanym przez pojęcia. Dla Cycerona zaś (...) z transcendentalnej
idei stała się wyobrażeniem w umyśle artysty. (…)
D.
Jakkolwiek doniosła jest dla artysty znajomość reguł sztuki, to
jednak reguły same nie wystarczą, potrzebne są mu ponadto osobiste
zdolności. I to nieprzeciętne. Pojęcie, jakie hellenizm miał o
wielkich artystach, zbliżało się już do tego, co czasy nowe
nazwały – geniuszem. (…)
Ale
nawet geniusz nie wystarczał hellenistycznym pisarzom do
wytłumaczenia wielkiej sztuki: potrzebne artyście jest też
natchnienie. Tworzy on w „entuzjazmie”, w stanie natchnienia. (…)
Dale wielu z tych, co pisali teraz o sztuce, natchnienie nie było
(jak kiedyś dla Demokryta) stanem przyrodzonym, lecz
nadprzyrodzonym, wyrazem interwencji bogów. (…)
E.
W rzeczach sztuki tylko artysta jest prawodawcą. W wielkich
artystach, w szczególności w Fidiaszu, widziano nie tylko twórcę
własnego dzieła, lecz także prawodawcę (legum lator), który
wpływa na przyszłe dzieła i poglądy, na następne pokolenia.
Bogów znamy w takiej postaci, jaką im nadali malarze i rzeźbiarze,
powiada Cyceron.
NOWY
POGLĄD NA DZIEŁO SZTUKI
A.
W nowym rozumieniu dzieło sztuki było tworem duchowym, a nie czysto
ręcznym. Wenus Knidyjska, jak pisał Lukian, była tylko kamieniem,
zanim myśl artysty zrobiła z niego boginię. (…) Dlatego sztuka
jest czymś więcej niż przyjemnością i ozdobą życia, bo dowodem
ludzkiej godności, argumentum humanitaris. To jej, jak dowodził
Dion, Grecy zawdzięczali swą wyższość nad barbarzyńcami.
B.
Dzieło sztuki jest tworem indywidualnym, nie produktem rutyny.
Dlatego zdolne jest zarówno przedstawiać, jak i wyrażać
indywidualne przeżycia. Kwintylian twierdził, że malarstwo zdolne
jest wnikać w najbardziej osobiste uczucia, niekiedy nawet
przewyższa pod tym względem poezję.
C.
Dzieło sztuki jest tworem wolnym. Nie jest związane z naśladowaniem
rzeczywistości, jest autonomiczne w stosunku do niej. Nie jest kopią
przyrody, ale jej rywalem, jak wywodził Kallistrat. Lukian pisał o
poezji, że ma „wolność nieograniczoną i posiada jedno tylko
prawo: wyobraźnię poety”; o plastyce powiedziałby to samo. Także Horacy powiada, że malarze mają równe z poetami prawo do wolności.
D.
Dzieło sztuki poprzez rzeczy widzialne przestawia niewidzialne,
duchowe. Dion Chryzostom: sztuka przedstawia ciało tak, że w nim
rozpoznajemy ducha.
E.
Te wielkie dzieła nie tylko cieszą oczy, ale każą pracować
myśli. Potrzebny jest wobec nich widz, co „trwając w
kontemplacji, będzie się starał wzrok zastąpić myślą”. Ale
też na to, aby je podziwiać, trzeba kontemplacji, wczasów, ciszy.
(…) W przeciwieństwie do tych dawniejszych autorów, którzy
sądzili, że sztuka działa uspokajająco, kiełzna namiętności, w
czasach hellenistycznych przeważa pogląd, że jej działanie jest
gwałtowne, podniecające, porywające. Dion sądził, że istotne
jest w nich „wzruszenie”. O przeżywaniu działa sztuki, jak
mówił Dionizjos, stanowi nie rozumienie, lecz uczucie i
irracjonalne, zmysłowe wrażenie.<<