Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 lutego 2026

Mroźny dzień na Roztoczu

 220126

 Chciałem spędzić na polach Roztocza ostatni dzień tygodnia słonecznej pogody, a nie przy biurku. Potrzebowałem też ruchu; dłuższe siedzenie działa destrukcyjnie na moją zdolność chodzenia. Pojechałem i już przed siódmą wyruszyłem na szlak.



 Od rana do godziny 14 miało być bezchmurnie, ale synoptykom coś się pomyliło, bo słońce widziałem tylko chwilami i przez chmury. Owszem, widywałem błękit nieba, ale akurat nie tam, gdzie było słońce. Szedłem odśnieżonymi drogami prowadzącymi na pola i szosami; pierwsze były ciche, spokojne, bardziej swojskie i malownicze, ale bywały śliskie, drugie suche, wygodne, ale z hałasującymi samochodami mijającymi mnie o metr. Rano i pod wieczór miałem szkołę przetrwania z powodu silnego mrozu. Wracając szosą w taką właśnie właśnie porę, usłyszałem zatrzymujący się przy mnie samochód.

Podwieźć pana? – kobieta za kierownicą uchyliła szybę.

Nie, ale dziękuję.

Podwiozę, twarz ma pan czerwoną.

Specjalnie tu przyjechałem żeby pochodzić.

Naprawdę!??

Podwójny zestaw ubrań dobrze pełnił swoją rolę, ale ostry wiatr kąsał twarz, a dłonie niemal cały dzień miałem zmarznięte. Nic to. Była droga, był daleki horyzont. Zebrałem garść ładnych obrazów, kilka wspomnień, dzień minął jak zwykle szybko, do samochodu wróciłem gdy było szaro.


 Proszę obejrzeć te dwa zdjęcia. Widać na nich nie tylko typowy dla Roztocza pas drzew porastających doły, widać też ślad dawnego głodu ziemi. Na początku wąwozu, tam, gdzie nachylenie zboczy pozwalało na przejście konie ciągnącego pług, drzewa zostały wycięte, i kiedyś zarośnięta krzakami łąka została zamieniona w pole. Widać, jak jego prawy brzeg wciska się w wąwóz, a wyżej omija zakolem zbyt strome zbocze. Akurat to pole jest użytkowane, wiele innych, kiedyś wydartych na siłę lasom, zarasta ponownie. Wraz z głodem skończył się też głód ziemi. Tej, która rodzi i żywi. Zwracam uwagę na takie miejsca, ponieważ czuję związek emocjonalny z moimi przodkami pracującymi na roli. Także z tymi rolnikami, którzy teraz bronią się przed decyzjami skutkującymi zatratą naszych narodowych tożsamości w imię obcych i nam szkodliwych interesów.

Obrazki ze szlaku

 





Tak dzisiaj zaczynał się dzień.

 Długi uskok, a na dole rzeczka i domy wioski.

 Drzewa na miedzy. W ciepły dzień skręciłbym tam. Lubię takie zakątki; może posiedziałbym pod drzewami?


 Tutaj starałem się uchwycić lśnienie lodowej skorupy na śniegu.


 Miejsce martyrologii. To tam, przy samotnym, teraz uschniętym drzewie, stała stodoła, w której Niemcy spalili żywcem kobietę z jej wnuczętami za próbę uratowania żydowskiego niemowlęcia. Oto miejsce konfliktu dwóch skrajnych postaw moralnych człowieka: miłosierdzia i zezwierzęcenia. Nic więcej nie napiszę bo się jeszcze okaże, że sieję nienawiść. Nie napiszę, ale pamiętam, bo tylko w ten sposób mogę złożyć hołd tej kobiecie.




Dzisiejsze drogi.

Pierwsza trasa: wokół Aleksandrówki. Druga: z Błażka przez Pasiekę, Wierzchowiska Drugie, Majdan Obleszcze do Błażka.

Statystyka: w drodze byłem 9 godzin, przeszedłem 22,5 km.

 











 PS

Szkoda mi zostawić te zdjęcia w zakamarkach pamięci laptopa. Myślę, że powinny być tutaj.

Zrobiłem je w jeden z tych szarych dni, gdy kolorowa jesień jest już wspomnieniem, a zima jeszcze nie przyszła. Pojechałem pod Lublin przyjrzeć się jednej z dwóch znanych mi wyjątkowo dużych i starych alei lipowych. Drzew liczących sobie 150 i więcej lat jest tam ponad setka. Wszystkie są malownicze, z charakterystycznymi dla gatunku licznymi odrostami, wiele ma dziuple. Do największej może wejść, jak oszacowałem, troje dorosłych ludzi. To drzewo jest tam monstrualne, tak bardzo naznaczone wiekiem, zniekształcone naroślami, że budzi ambiwalentne odczucia przyciągania i odpychania, podziwu i obawy.

 


Pojechałem tam, aby popatrzeć na stare drzewa, tak po prostu, ale i dla odczucia tej wyjątkowej aury roztaczanej przez lipy. Tej bezpośrednio odczuwanej aury uśpione drzewa nie emanowały, ale bywały chwile, gdy wystarczyło mi zobaczyć na gałęziach brązowe lotki z kulkami nasion, by chociaż wspomnieniem wrócić pod kwitnące stare lipy, poczuć zapach kwiatów i usłyszeć buczenie pszczół…



 


Lipowa aleja.

 Lipa z oknami.



 Dziuple.


 Nowe życie na starym.

piątek, 4 kwietnia 2025

Tysiąclecie koronacji Bolesława Chrobrego

 030425

Rocznica

W 1966 roku hucznie obchodziliśmy tysiąclecie chrztu Mieszka i księstwa polskiego. Ówczesne władze, oczywiście te komunistyczne, rzuciły hasło „Tysiąc szkół na tysiąclecie”. Zawsze mi się ten pomysł podobał. W całym kraju przez szereg lat budowano szkoły w wioskach odległych od miast. Pamiętam taką budowę w rodzinnej wiosce matki. Stoi do dzisiaj, chociaż zapewne szkołą już nie jest – jak wiele innych budowli tego rodzaju. Pamiętam opowieści mamy chodzącej do szkoły 4 kilometry. W zimie ojcowie dzieci organizowali im zbiorowe wożenie saniami do szkoły i z powrotem.

Syn Mieszka, Bolesław, prawdziwy budowniczy wielkości, siły i znaczenia Polski, uzyskał zgodę Watykanu na swoje koronowanie, a odbyło się ono w kwietniu 1025 roku. Dokładnie tysiąc lat temu nasza ojczyzna przestała być jednym w wielu księstw, a stała się królestwem, suwerennym państwem uznanym w Europie.

Dlaczego nie mówi się o tym arcyważnym wydarzeniu dla naszej państwowości? Dlaczego naszych władz to nie interesuje? Odpowiedź znam, niestety.

Mamy się stać Europejczykami, nie Polakami. Europa ma być jednym państwem, w którym naród i tradycje nie mają znaczenia. Dlatego świętowaliśmy dwudziestolecie przystąpienia do Unii, dlatego zalewani jesteśmy obcymi kulturowo imigrantami, dlatego cicho jest o tysiącu lat naszej państwowości. W obecnej Europie, wśród obecnych „elyt”, taka rocznica nie ma znaczenia, jest przebrzmiałą historią, bo przecież oni budują nowy i lepszy świat. Dla siebie, oczywiście.

„Trudno jest budować armię bez opowieści dla której warto walczyć” – jakże słusznie powiedział Tomasz Wróblewski 

W niezliczonych wojnach walczyliśmy w obronie Polski, a teraz, skoro pozbawia się nas narodowych, ojczystych korzeni, w obronie kogo lub czego mielibyśmy ginąć? Gdzie jest nasza suwerenność, o którą tak się starał król Bolesław?

Uwaga na marginesie. Gdybyśmy my, Polacy, mieli takich władców, jakim był Bolesław Chrobry, dzisiaj Niemcy przyjeżdżaliby do nas na saksy, nie odwrotnie, a wojen przez nich wywołanych by nie było.

Imię noszone przez naszego pierwszego króla tłumaczy się jako „bolej sławy”, czyli „więcej sławy” bądź „bardziej sławny”. Natomiast nadany mu przydomek Chrobry w staropolskim oznaczał człowieka dzielnego, mężnego. Nazwisko? Wtedy i całe wieki później ich nie używano, ale czasami dodawano imię ojca: Bolesław Mieszkowic. Podobnej formy używa się do dzisiaj w Rosji jako imię od ojca.

O ZUS

W 2024 pracowałem kilka miesięcy w swojej byłej firmie; praca była legalna, więc opodatkowana, z odprowadzanymi składkami, Zakład przysłał nowe wyliczenie emerytury. Podwyższono mi świadczenie o niecałe 18 zł, ale i więcej się nie spodziewałem. Uśmiałem się czytając o sposobie liczenia. Otóż kwotę dodatkowych pieniędzy na koncie emerytalnym dzielą przez spodziewaną przez nich ilość wypłat, a że są co miesiąc, to tym samym i miesięcy życia. Otóż ten parametr wyliczyli na 180,2. Inaczej mówiąc, według ZUS będę żył jeszcze 15 lat i dwie dziesiąte miesiąca; pamiętajcie, że jedna wypłata to jeden miesiąc. 2/10 miesiąca to 6 dni, a najbliższą emeryturę otrzymam 14 kwietnia. Od tego dnia licząc, mam żyć 15 lat i 6 dni, czyli do 20 kwietnia 2040 roku. Godna podziwu (albo kpiny) precyzja przewidywania. Czy trafna? Gdyby tak miało być, żyłbym 85 lat. Nie mam nic przeciwko, absolutnie, ale. Mam pytanie za złotówkę: ilu mężczyzn tyle lat żyje? Dwa czy może cztery procenty?

Co się stanie z pozostałymi pieniędzmi emerytów zabierających się do lepszego świata przed ukończeniem 85 lat i z pieniędzmi tych dość licznych przecież ludzi, zwłaszcza wśród mężczyzn, którzy z różnych powodów nie doczekali się emerytury? Oczywiście przepadają na rzecz Zakładu.

Pytanie za drugą złotówkę: dlaczego w takim razie ZUSowi brakuje miliardów? Jedną z odpowiedzi znam. Otrzymałem list z ZUS o możliwości przeliczenia świadczenia i poleceniem udania się do nich i wypełnienia dwustronicowego wniosku. Po około 10 dniach otrzymałem od nich list z wydrukiem obliczeń, znowu na dwóch stronach. Kilka kartek papieru, dwie koperty, opłata za dwa listy i czas urzędnika, niechby tylko pół godziny, to w sumie niewiele, może 20 złotych, ale przecież tę kwotę należy pomnożyć przez bóg wie ile tysięcy listów wysyłanych każdego dnia przez ten urząd. No i mamy ciężkie miliony. Można tłumaczyć urząd tylko w jeden sposób: ludzie tam pracujący jeszcze nie słyszeli o mailach ani telefonach! Wyjaśnienie drugie, które odrzucam jako nieprawdopodobne: te bezsensowne koszta nikogo nie obchodzą, bo ponoszone są tak naprawdę przez nas, zwykłych ludzi. Wydawane są lekką ręką przez ludzi nie nawykłych dbać o publiczny grosz.

A może to jednak prawda?...

O imigracji

„Nasze państwo opiekuńcze jest dla tych, którzy na nie pracują.” To słowa duńskiego polityka, a dotyczyły imigrantów. Jednak politycy mogą działać na rzecz społeczeństwa! Czemu „nasi” tak nie robią? Tutaj jest relacja o tym fakcie.

Kącik językowy

Ciąg dalszy przykładów idiotycznego używania modnych słów:

„Wielkie wydarzenie w kontekście tego, co się może wydarzyć.”

„Tym filmem udało się wygenerować dużą oglądalność.”

„… żebyśmy wspólnie, wszyscy razem, wygenerowali po jednej, dwie osoby, żeby spotkały się…”

„Maszyna miała na celu jedynie generowanie uśmiechu na twarzy kierowcy.”

My wygenerujemy po dwie osoby, a maszyna wygeneruje nasz uśmiech! Jak takie coś nazwać??

Oderwanie od rzeczywistości

System finansowy trzeszczy w szwach, toniemy w długach, coraz więcej pojawia się problemów w gospodarce polskiej i światowej, tracimy szanse na rozwój, marnujemy worki pieniędzy na bzdety, ale zabawa ciągle trwa. Z Tytanikiem nic złego się nie dzieje, możemy zająć się programem pod nazwą „Kaganiec” z grupy zadań pod nazwą „Nowe Oblicze Demokracji”.

Serwis Infopiguła, wydanie z dnia 03.04.2025r.

>>W marcu rząd wydał wytyczne do postępowań ws. “przestępstw motywowanych uprzedzeniami", w tym mowy nienawiści. Powołano 2 prokuratorów od Internetu. Te zasady byłyby w USA przestępstwem. W Polsce nie mają podstawy prawnej; minister Bodnar operuje prawem europejskim.

Podejrzany na długo utraci telefony czy laptopy, by służby badały nawet usunięte już wpisy.

Do tego zaleca się używanie wobec osób transpłciowych i niebinarnych imion, zaimków oraz form osobowych wskazanych przez te osoby, aby unikać dyskomfortu.

Wytyczne oparto na europejskim prawie, bo w Polsce ustawa o mowie nienawiści czeka na podpis prezydenta. (...)

Podkreślono, że powyższe prawa są w USA przestępstwem przeciw wolności słowa oraz porządkowi konstytucyjnemu, dlatego nie należy wnioskować do Stanów o pomoc prawną.

Źródło: Twitter.<<

Trudno te pomysły komentować. Wzruszyłbym ramionami, ale nie mogę z powodu mojego patriotyzmu i braku w organizmie bakterii zdolnych trawić idiotyczne szkodnictwo.

Zbrojenia i władza

Dlaczego jesteśmy straszeni wojną? Dlaczego nagle nie zielony ład ma wzbogacić Europę i uczynić ją ważną na świecie, a budowa czołgów, bynajmniej nie ekologicznych? (Wyjaśniam antyekologiczność: ten przysłowiowy czołg pali w zależności od warunków i modelu od 500 do 1500 litrów na setkę; na baterię działać nie będzie). Zapraszam od wysłuchania tego wykładu, przypominając o oczywistej prawdzie ekonomicznej: budowa czołgu na eksport przynosi zysk firmom, obywatelom i państwu. Kupienie tego przysłowiowego (bo chodzi o cały sprzęt wojskowy) czołgu za granicą, jest nie tylko wysłaniem do innego kraju części naszego bogactwa, ale i powolnym oraz bardzo kosztownym przemieszczaniem tego czołgu w stronę składnicy złomu. Armię mieć musimy, ale naszą, polską, pod wyłącznie polskim dowództwem i uzbrojoną w miarę wszelkich możliwości w sprzęt u nas produkowany. To, co chce zrobić Unia, i na co ten „nasz” rząd się zgadza, sprowadza się do jeszcze większego zadłużenia Polski i jej uzależnienia od Unii.

Posłuchajcie słów człowieka mądrego i znającego mechanizmy działania brukselskich urzędów, a to z racji częstego zatrudniania go przez Unię jako doradcę.

Cytat z jego wypowiedzi:

>>Europa owszem, mówi językiem siły, ale działa zgodnie z regułami biurokratycznego błogostanu. Chce mieć oddanych żołnierzy, ale nie chce narodów, za które ci młodzi ludzie mieliby oddawać swoje życie. Europa postanowiła narzucać światu swoje normy, swoje prawa, ale zapomniała, że nie da się tego zrobić. Nie da się ich wyegzekwować bez realnej siły. (…) To samo możemy dziś powiedzieć o większości Europejczyków przyzwyczajonych do ugrzecznionych frazesów, do polityki pobłażania – wszyscy nagle są zaskoczeni językiem siły. Wychowani w cieplarnianych warunkach, z roszczeniowymi nawykami, nagle mamy godzić się na poświęcenia, godzić się na koniec końca historii. Nie stworzymy żadnej armii, żadnej europejskiej autonomii, dopóki nie uświadomimy sobie, że pokój nie jest normą, że jest luksusem na który trzeba zasłużyć. Że bezpieczeństwo to nie kwestia regulacji, ale moralnej determinacji, że odporności nie buduje się odgórnie świadczeniami socjalnymi i funduszami unijnymi, ale oddolnie, z poczucia wspólnej historii i gotowości do jej dalszego pisania.<<

Film został opublikowany na YT 3 kwietnia, powyższy tekst pisałem po trochu w ciągu kilku ostatnich dni. Dwa tygodnie temu, 18 marca, opublikowałem tekst w którym pisałem o końcu końca historii, mając na myśli sławną książkę Fukuyamy. Dokładnie takich samych słów użył Tomasz Wróblewski. Ucieszyła mnie ta (a nie jest jedyną) zbieżność, ponieważ znajduję w niej potwierdzenie prawdziwości moich spostrzeżeń i słuszności wniosków.

„Wspólna historia i gotowość do jej dalszego pisania”. A więc świadomość bycia Polakiem, przywiązanie do Ojczyzny, działanie dla jej dobra – właśnie tego nam trzeba. Właśnie dlatego nic się nie mówi w mediach głównego nurtu o tysiącleciu koronacji Bolesława Chrobrego.