Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 października 2026

Sudety jesienią, cz. IV

 260926 do 011026

Dudziarz

W pobliżu Przełęczy Radomierskiej, na północ od drogi numer 5 wiodącej do Jeleniej Góry, piętrzy się masyw Dudziarza, jeden z większych w górach kaczawskich. Najwyższe wzniesienia, Dudziarz, Straconka i parę innych, są zalesione, natomiast na wschodnim przedłużeniu masywu, na Gaiku i Górze Bandurskiego są łąki. 

 Mapę tak wykadrowałem, aby widać było na niej południowe, opadające do szosy, stoki masywu. Dudziarza po raz pierwszy zobaczyłem w styczniu 2011 roku, na pierwszej wędrówce kaczawskiej. Wtedy o nazwie góry dowiedziałem się czytając mapę i oczywiście nie przyszło mi do głowy, że właśnie zaczynam wieloletnią przygodę z Górami Kaczawskimi. Niżej zamieszczam zdjęcie Dudziarza z tamtej inauguracyjnej wędrówki, drugie było zrobione siedem lat później. 
 Strzałką zaznaczyłem na nich polanę na zboczu Dudziarza, która od chwili jej zobaczenia przyciągała mój wzrok, a nazwałem ją Polaną Czterech Świerków. Na jednej z kolejnych peregrynacji kaczawskich znalazłem właściwe drogi i zobaczyłem polanę z bliska. Okazało się, że rząd świerków jest dłuższy, ale nazwy już nie zmieniałem.

Od tej polany zaczęła się moja przygoda z Dudziarzem i pobliskimi górkami. Jeśli dobrze się przyjrzeć mapie, widać po krętych liniach poziomic i zawiłych granicach lasów, jak bardzo tamte zbocza są urozmaicone. Spędziłem na nich… nie miałem siły przeglądać długiej listy tras kaczawskich, więc tylko szacuję, że nie mniej niż pięć dni. Kilkadziesiąt godzin na zboczach o łącznej powierzchni raptem kilku kilometrów kwadratowych, a nadal nie znam wszystkich zakątków i na każdej wędrówce odkrywam nowe.

Właściwie nie powinienem pisać o wędrówce, skoro nigdzie nie idę a kręcę się na niewielkim obszarze. Po powrocie rejestr oglądany na ekranie bardziej przypomina drogę mrówki w gąszczu źdźbeł trawy niż trasę wędrowca. Tam w pełni realizuje się moja idea najwartościowszego spędzania czasu nie tylko w górach: iść tam, gdzie ładnie, gdzie oczy poniosą, gdzie skieruje wspomnienie, a czasami zwykła chwila niezdecydowania na rozdrożu. W miarę przybywania dni spędzonych pod Dudziarzem, częściej decyduję się wybrać określoną dróżkę pod wpływem wspomnień. Tam, gdzie z upodobaniem bywamy, przybywa naszych śladów – tych, które tylko my widzimy. Wtedy takie miejsca działają na nas nie tylko cechami widzianymi bezpośrednio, ale i wspomnieniami. Ich obraz staje się pełniejszy, traci obcość i anonimowość, nabiera treści i głębi, a w ten sposób staje się nasz. Tak mam na Dudziarzu, w Trzmielowej Dolinie, na Chrośnickich Kopach, pod Gostkowem i w wielu, wielu innych miejscach Sudetów, a ostatnio także na Roztoczu.

O Polanie Czterech Świerków pisałem, teraz opowiem o grupie świerków ze zdjęcia poniżej.  

Każdy, kto będzie przechodził obok nich ledwie spojrzy i pójdzie dalej, a dla mnie te świerki są schronieniem moim i Janka na czas posiłku w mroźny i wietrzny dzień kilka lat temu. Kwadrans spędzony między tymi drzewami wraca do mnie ilekroć je widzę. Nie tylko: którejś jesieni przy tych świerkach znalazłem kilka okazałych prawdziwków, one też mają swój udział w splocie wrażeń budzonych tym tuzinkowym – dla innych ludzi – widokiem. Dzisiaj ani Janka ani grzybów nie było, ale obrazy owszem.

W pobliżu rośnie krzew różany pod którym leżałem rozkoszując się niedoświadczanym wcześniej ciepłem na pierwszej letniej wędrówce sudeckiej, jest pokrzywiona czereśnia której wydaje się, że jest wierzbą iwą, jest ogromna brzoza, chyba największa jaką widziałem.

Drugie zdjęcie zrobiłem w 2017 roku.

 Pod Dudziarzem mam też polankę, na której jesienią zawsze rosną liczne kanie, mam dobre miejsca na postawienie domu, ukryte przejście do ładnej dolinki i wiele, wiele innych miejsc przemawiających tylko do mnie.

Niestety, doświadczenia dzisiejszego dnia wskazują na kres, a przynajmniej znaczne ograniczenie szwendania się pod Dudziarzem. Kilka lat temu przybyło ogrodzeń na Gaiku i Górze Bandurskiego, teraz zobaczyłem w różnych miejscach wiele nowych tabliczek zakazujących wejścia na teren prywatny. Nic tam nie ma, ani budynków, ani pasącego się bydła czy ogrodzeń, ale tabliczki z zakazem stoją. Czy ja cokolwiek zniszczę przechodząc polną drogą, niekoszoną łąką lub między drzewami zagajnika? Paru miejsc nie odwiedziłem z powodu tablic, w paru innych byłem, ale odczuwając psychiczny dyskomfort łamania zakazu właściciela. Kiedyś przeszedłem od Gaika do wsi Komarno, mile wspominam tamten szlak, raczej już nie do powtórzenia.

Obrazki ze szlaku

Ogrodzone pastwiska na Gaiku.

 Zlot kruków?

Wycinka drzew na Dudziarzu. Widok pobojowiska jest bardzo przygnębiający. To właściwie armagedon.

 Nowa droga budowana prawdopodobnie przez leśników, aby mogli sprawniej prowadzić wycinki, oczywiście pielęgnacyjne. A to, co zostało z budowy i nie jest im potrzebne, zepchnęli na kupę. Taka forma współczesnej estetyki. 
Odwiedziłem starą znajomą, czereśnię pokrzywioną reumatyzmem. Krzywa jest jeszcze bardziej, obrosła mchem, ale żyje.

 Leżąca iwa.

 Mój samochód.

 Często mam trudności z jego parkowaniem. W niepopularnych turystycznie wioskach sudeckich jest mało oznakowanych parkingów, a poza terenem zabudowanym zostawienie samochodu bardzo utrudniają przepisy drogowe, np. linie ciągłe na brzegu jezdni. W ostatnich latach coraz częściej widzę tabliczki informujące o prywatnej własności i zakazujące wjazdu i wejścia. Oczywiście nie odbieram tego prawa właścicielom, ale w efekcie nawet jeśli nie widzę tabliczki i nie ma rowu, odczuwam obawy zostawiając samochód na cały dzień gdzieś na poboczu, bo może zjechałem już z pasa drogowego i stanąłem na gruncie prywatnym, a wtedy będę miał kłopoty z właścicielem?...

Mapa z zaznaczonymi miejscami wędrówek.

  Zapraszam na fotograficzną relację z włóczęgi po zboczach masywu Dudziarza. Publikuję blisko 40 zdjęć, mam ich znacznie więcej, a mimo tej ilości są one tylko przykładami różnorodności morfologicznej, nie pokazując całej jej złożoności. 




niedziela, 16 czerwca 2024

Pod brzozami

 120624

Nie planując wyjazdu wstałem o zwykłej porze, ale zobaczywszy słońce szkoda mi się zrobiło dnia spędzonego pod dachem. Po dwóch kwadransach wyjechałem, na miejscu byłem dwie godziny później niż zwykle, ale przecież trwają najdłuższe dni roku. Wróciłem na Górny Gościniec z zamiarem dokładnego poznania okolicznych dróżek. Na mapie widać szereg niebieskich „wypustek”, to ślady braku pośpiechu, konkretnego jednego celu, ale i mojej ciekawości: co zobaczę za grzbietem albo zakrętem tej drogi? To zdjęcie zrobiłem na pierwszej bocznej drodze, w którą skręciłem.

 Było warto. Każdą drogę warto poznać. Każda może nam dać coś, czego nie przewidzimy z góry. Może to być ładny i smaczny drobiazg, jak kępa kwitnących wierzbówek wśród których znalazłem maliny z dojrzałymi owocami; widok samotnego drzewa na odległym horyzoncie budzący pragnienie wędrówki; miła chwila sam na sam z przyrodą i własnymi myślami na miedzy pod brzozą, albo coś jeszcze innego, nieprzewidywalnego. Oczywiście nierzadko bywa, że nic ciekawego nie zobaczę i zawracam, ale zawsze mogę sobie wtedy powiedzieć, że próbowałem. A może nieuważnie patrzyłem?

Do jednej z poznanych dzisiaj dróg szedłem kilka kilometrów. Widziałem ją na zboczu równoległego pagóra w odległości około 2 km, była nitką skosem przecinającą pola. Jeśli widzę ją długo i z takiej odległości, to znaczy, że będąc na niej, zobaczę wzgórze, którym właśnie idę. Poszedłem nie najkrótszą trasą. Górny Gościniec skończył się w małej wiosce, dalej droga prowadziła brzegiem lasu i rozległych pól. Pusto tam i cicho; daleko od szosy – tak mi się pomyślało. Dalej droga była mało wyraźna, miejscami zarastająca tak, jak okoliczne pole. Poznałem takie miejsca i w innych rejonach Roztocza. Bywa, że odległych pól rolnicy nie uprawiają, zwłaszcza gdy są małe lub ziemia nie jest urodzajna. Czasami takie pola są zalesiane, czasami po prostu zarastają. Miedzy nimi tu i ówdzie widać wąskie poletka nadal uprawiane, a ściskane z obu stron ścianą drzew i krzewów. Dróg tam mało, a istniejące bywają zarośnięte trawami i chwastami tak gęsto i wysoko, że trudno się nimi idzie. Na tej mapie widać część zarośniętych pól, w rzeczywistości jest ich więcej; widać też zalesione obniżenia wąwozów. Niebieska linia wyznacza moją drogę.

 Jak zwykle daleki widok otworzył się nagle – wyszedłem na drogę widzianą wcześniej. Zatrzymałem się i patrzyłem.

 Już w pierwszej godzinie włóczęgi zwróciłem uwagę na urodziwą brzozę rosnącą na wysokiej między; może i zapomniałbym o niej, ale one mi nie dała, pokazując się jeszcze kilkakrotnie. Posłuchałem wołania i poszedłem poznać ją z bliska. Często skręcam ku samotnym drzewom polnym z zamiarem zrobienia przerwy pod nimi albo chociaż dotknięcia pnia, ale bywa to utrudnione albo i niemożliwe z powodu gęstego zarośnięcia chwastami czy leżących na nich stert uciętych gałęzi. Okazało się, że są to bliźniaczki, a miedza pod nimi jest idealna na dłuższe posiedzenie. Siedziałem i gapiłem się przed siebie, a myśli jak to one – hasały samopas.


W czasie pierwszych wędrówek roztoczańskich odruchowo porównywałem krajobrazy do kaczawskich. Nie zawsze wypadało korzystnie dla Roztocza, ale dość szybko zaakceptowałem je, a niewiele później uznałem za swoje. W Sudetach było inaczej. Owszem, podobały się góry, ale pewną obcość czułem. Dopiero Góry Kaczawskie to zmieniły. Nie tyle całe Sudety, co właśnie te niskie górki i ich pogórze stały się swojskie, moje, lubiane. Patrząc na roztoczańskie pagórki czasami myślę, że Góry Kaczawskie tak mi się podobają z powodu pewnego podobieństwa do Lubelszczyzny, zwłaszcza jeśli uświadomię sobie jak łatwo związało mnie ze sobą podobne Pogórze Wałbrzyskie. Tu i tam kępy drzew wśród pól, łagodne pagórki, pola i polne drogi podobne do tych z wioski moich dziadków, u których jako dziecko mieszkałem. Oczywiście nie brakuje licznych i poważnych różnic, ale przecież urok wspomnień wiele zmienia, a przy tym nie zawsze racjonalnie uwypukla szczegóły. Ot, miedze. We wsiach mojego dzieciństwa na wielu miedzach były ścieżki, ludzie szli nimi skracając sobie drogę do szosy albo do odległej stacji kolejowej. Dobrze się po nich biegało. Teraz takich nie ma, a zarośniętymi i nierównymi trudno się idzie. Ta, na której siedzę, może dlatego mi się podoba, że jest równa i płaska, podobna do tamtych z lat sześćdziesiątych? Inne są też polne drogi, brakuje na nich trzeciego, środkowego śladu: nierównej, skopanej kopytami, ścieżki koni ciągnących furmanki, ale do tej różnicy szybko przywykłem.

 


 

Przed sobą, na wyciągnięcie ręki, miałem wiszące gałązki betuli. Na liściu siedział jakiś… chrząszcz?, a przy nim wiele narośli. Galasy? Dotknąłem je palcem chcąc poznać fakturę, a wtedy te „galasy” ruszyły się. Czy to dzieci tego większego osobnika? Nie wiedziałem. Powróciło wrażenie obserwowania obcego świata. Nieznanego mimo współistnienia z naszym; dzielącego tę samą przestrzeń, a jednocześnie rozdzielonego granicą trudną do przekroczenia; światów sobie obcych i wzajemnie obojętnych. Świat ludzi nie jest jedynym, a Ziemia nie jest tylko nasza.

Są na Roztoczu miejsca szczególnie lubiane i odwiedzane wiele już razy. Dzisiaj przybyło kolejne.

Obrazki ze szlaku

 Pierwsze kwiaty cykorii podróżnik. Mam je za jedne z najładniejszych wśród dziko rosnących. Będą mi towarzyszyć aż do późnej jesieni.

 Bylica pospolita, zwykłe badyle wszędzie rosnące, ale na tle błękitu nieba wygląda mniej pospolicie. Obok wielu innych, ta roślina kojarzy mi się z ciepłą i słoneczną porą roku, z wędrówkami polnymi drogami, przy których często rośnie.




 Przytulia pospolita, kolejna zwykła niezwykła roślina. Jest jedną z tych, których często nie zauważamy, ale przecież jeśli już się im przyjrzymy, okazują się być ładne.

 Ładne kwiaty, nieprawdaż? A to przecież zwykły ziemniak czyli pyr!







 Nie spodziewałem się zobaczyć jeszcze w tym roku tak wiele kwiatów lnu! Widać, że pełnia kwitnienia minęła, ale tyle zobaczyłem, żeby mieć wyobrażenie wcześniejszego wyglądu pola lnu. Udało mi się nawet zrobić parę zdjęć kwiatom. Czyż nie są piękne? Oceniając, proszę wziąć pod uwagę moje (i aparatu) raczej niewielkie umiejętności fotografowania.



 Górny Gościniec. 

Nagie drzewo, wspomnienie zimy. Czy to możliwe? Naprawdę tak będzie wyglądał świat za pół roku?


 Wierzbówki kiprzyce i maliny. Radość dla oczu i podniebienia.

 Dwie sosny i brzoza tak gruba, że aż niepodobna do siebie.

 Gwiazdnice. Nie wiem, jakie. Chyba gajowe, może trawiaste. Na pewno ładne i nie wielkokwiatowe.






 Droga i kwiaty.

Trasa: od Kolonii Biskupie Górnym Gościńcem do Gwizdowa. Powrót drogami na południe od Gościńca, oczywiście na zachodnim Roztoczu.

Statystyka: 10 godzin na szlaku długości 19,5 km.

PS

W reklamie płynu do prania zamieszczono taki napis: „Z miłości do prania”. Czy naprawdę ktoś kocha pranie? Czy nie można było wymyślić mniej głupie hasło? Niechby „Z umiłowania czystości”?