20-25.05.26
Jeśli miałbym wymienić dwa najładniejsze miesiące roku, byłyby to maj i październik. Jesienny miesiąc jest czasem malowniczej ekstrawagancji przyrody, oszałamiania barwami, wspaniałym pożegnaniem ciepłej połowy roku, a maj jest czasem obietnic, kwitnienia, zalotów, świeżości, czaru młodości.Z każdym kolejnym rokiem coraz częściej pojawia się we mnie myśl o bezpowrotnym mijaniu czasu i malejącej ilości lat przede mną, dlatego bardziej doceniam nie tylko mijający czas, ale i uroki natury jako wzorca i źródła wszelkiego piękna. Chcę się nim nasycić póki jeszcze mogę. Czytając te słowa, osoba młoda może dopatrzyć się w takim podejściu pesymizmu ale prawda jest odmienna: takie myśli działają pobudzająco. Mobilizują do pozytywnego przeżywania czasu, do niemarnowania go na cele i czyny, które tak wielu ludzi uważa za ważne, na które kiedyś i ja marnowałem dni i lata. Mam swoje książki, te do przeczytania i napisania, mam muzykę, ale najwięcej czasu poświęcam naturze. Właściwie powinienem napisać Naturze, skoro za Grekami skłonny jestem ją personifikować. Dlatego o maju czasami myślę, w zgodzie będąc z etymologią nazwy tego miesiąca, jak o pięknej, uwodzicielskiej kobiecie. Ani mi w głowie bronić się przed jej urokiem, wprost przeciwnie: wychodzę naprzeciw i poddaję się jej czarowi.
W maju tego roku osiem dni spędziłem na drogach Roztocza, a każda godzina była cenna i jeśli nie piękna, to przynajmniej ładna.
Przez sześć kolejnych dni włóczyłem się po środkowej części Roztocza. Nocowałem w znanej mi, cichej i taniej, agroturystyce w Chłopkowie, żywiłem się jak zwykle suchym prowiantem, odwiedziłem okolice do których rzadko przyjeżdżam (z powodu odległości) w czasie jednodniowych wyjazdów, wróciłem syty drogi. Na drugi dzień kilka razy ładowałem pralkę, a rankiem trzeciego dnia, widząc słońce i zieleń przez okno, poczułem tęsknotę za wędrówką. Niech będzie błogosławione to moje nienasycenie, ponieważ pozwala mi cieszyć się życiem w późnym wieku i w świecie coraz bardziej nieprzyjaznym i oszalałym.
Zapraszam na dwie (a może trzy) relacje z tych wędrówek.
Trasy pokazuję na mapie, są w środkowej części Roztocza.
Będąc sześć dni na Roztoczu, przeszedłem 126 km w czasie 64 godzin.
O dziwnym spotkaniuByło jeszcze dość wcześnie gdy zbliżałem się do samochodu, skręciłem więc w stronę sporego, nieznanego mi wzgórza. Na szczycie zobaczyłem, nieco zaskoczony, pokaźny dom z pokojami do wynajęcia, dużo samochodów i ludzi. Najwyraźniej trafiłem na popularny ośrodek agroturystyczny. Przeciwległym zboczem biegła wąska asfaltowa uliczka, ale że nie chciałem wracać po śladach ani iść asfaltem, skręciłem w niewyraźnie widoczną polną drogę. Z mapy wynikało, że dojdę nią do wsi. Garbata od kamieni dróżka opadał stromo między drzewami, po stu metrach wyszedłem zza zakrętu i usłyszałem szczekanie psa: byłem na podwórzu.
Rozpadające się szopy, dom w niewiele lepszym stanie, dwa psy, kaczki, kilka kotów. Liczyłem na szybkie przejście przez podwórze w stronę drugiego wyjścia, ale nim do niego doszedłem, z domu wyszła kobieta. Szczupła, niska starowinka o ruchach dość energicznych jak na wiek sugerowany zmarszczkami. Zacząłem od przeprosin, tłumacząc się niewiedzą i chęcią dojścia do ulicy w dole – taki był początek naszej długiej rozmowy. Poznałem tragiczne losy tej dziewięćdziesięciotrzyletniej kobiety, jej samotne zmagania się z codziennością. Odchodząc, życzyłem jej zdrowia i wypowiedziałem tradycyjne „do widzenia”.– Do widzenia – odpowiedziała – Ale my się już pewnie nie zobaczymy.
– Kiedy będę w pobliżu, odwiedzę panią – obiecałem.
– Dobrze. Zapraszam.
Obiecałem i słowa dotrzymam, ponieważ kobieta ujęła mnie swoimi słowami. Przyjadę i nawet wiem, co wezmę ze sobą jako prezent.
Kwitnienie i owocowanie
Dzikie róże. Wydaje mi się, że w tym roku te piękne kwiaty pojawiły się nieco wcześniej niż zwykle.
Chcąc się upewnić, szukałem zdjęć, czytałem opisy, i wyszło mi, że wbrew twierdzeniom pewnej strony identyfikującej rośliny, jest to podagrycznik.
Kwitnie chaber. Jego kwiaty, tak jednoznacznie kojarzące się z naszymi polami i ciepłymi miesiącami, są „techniczne”: widzę w nich subtelną konstrukcję.
Owoce porzeczek i czereśni. Szybko im idzie, wszak niedawno rozwijały kwiaty.
Kwitnący jęczmień.
Kwitną kaliny koralowe i czeremchy.
Kwitnie też – obok wielu innych – nawrot polny, taka mała i niepozorna roślinka.Maki nie są wybredne w doborze miejsca do życia.
Rzepak już zapomina o kwitnieniu, zajęty owocami godów.
Drzewa
Topole balsamiczne. Niepodobne do topól, są jak iwy wśród wierzb.
Samotne drzewa na polach mają w sobie jakąś tajemną siłę, urok szczególny. Głowa mi się odwraca w ich stronę tak, jakbym dziw tam jakiś zobaczył albo ładną dziewoję. Wyżej parę zdjęć polnych brzóz i czereśni.
Drzewo nad ziemią i pod ziemią.
Wycięty cały szpaler brzóz. Pamiętałem o tym miejscu, kiedyś ładnym, a teraz smutnym. Dwa kolejne zdjęcia są sprzed paru laty, widać na nich brzozy, których już nie ma.
Znajoma grusza. Jeszcze żyje, jeszcze nikt nie wpadł na pomysł jej wycięcia.
Wiosenna zieleń lasów.
Przepiękna zieleń liści.
Nawet olsze, zwykle nie dbające o swoją urodę, w te dni wystroiły się świeżą zielenią.
Sosny i sosnowe lasy.
Na szlaku.


















































