Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kapliczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kapliczki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 lipca 2026

Letni urlop w Sudetach, cz. V

 MOJE MIEJSCA

Moje są z różnych powodów, niekoniecznie estetycznych. Nierzadko nastrój chwili, pierwsze wrażenie, ukształtowało mój obraz i chociaż później zauważyłem różnicę, czasami nawet wyraźną, między realnym wyglądem miejsca a moim emocjonalnym obrazem, to efekt pierwszej chwili nadal trwa, a ja nie mam zamiaru z nim walczyć.

Moje są też w różnym stopniu. Od jednych czas mnie oddala rozluźniając więzy, z innymi bywa dokładnie na odwrót. Czasami nie ja się odsunę, a miejsce się zmieni: drzewo zostanie wycięte, widoki zasłonią zarośla, droga zostanie zaorana. Oczywiście znajduję też nowe miejsca nazywane moimi z powodu echa budzonego we mnie.

Wszystkie one moją cechę wspólną związaną z odległością. Za coś zwyczajnego mam wiedzę o pewnym cienistym zakątku pod lipami rosnącymi kilkadziesiąt kroków od mojego bloku, ale podobne miejsce w Sudetach ma dodatkowy czar oddalenia. Będąc w górach na drugim końcu Polski wiem, że jeśli na tym zakręcie szlaku skręcę między drzewa, po stu metrach zobaczę rozległy widok stojąc na krawędzi uskoku. Fakt ten, zwłaszcza pomnożony przez sto, czasami budzi moje zdumienie dodając uroku miejscom i silniej wiążąc mnie z nimi.

Zapraszam na mocno skróconą wędrówkę po Sudetach, o których w przewodnikach nie przeczytacie.

Miejsce odnalezione

 Zboczem Trzmielowej Doliny biegła równa, ładna gruntowa droga rozcinając łąki łagodnie meandrującą wstęgą. W pewnym miejscu przytulała się do skarpy na której rósł szpaler brzóz. Miejsce nie mogło zostać niezauważone i niedocenione, szybko stało się „moim”, dalece nie jedynym w bliskim sąsiedztwie Trzmielowej Doliny. Będąc tam poprzednim razem nie znalazłem drogi pod brzozami, ale i nie byłem sam, więc nie mogłem swobodnie dysponować czasem i zmieniać trasę, dopiero dzisiaj pokluczyłem nieco i miejsce znalazłem. Otóż brzozy i łąki są, drogi nie ma. Zarosła trawą, nieużywana, stąd wcześniejsze kłopoty. Stałem pod brzozami, tędy musiała biec droga, ale nawet jej śladów nie widziałem, za to zobaczyłem małego dębaczka wyrosłego tam, gdzie kiedyś toczyły się koła maszyn rolniczych. Czy dane mu będzie dożyć sędziwego wieku?

Miejsce tajemnicze

 
Wieża zwana widokową, z której od lat nie ma widoków, ponieważ tak naprawdę jest to wieża zaczarowana, ukrywająca tajemne przejście do innego świata. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że ten magiczny portal jest za schodami. Jak zwykle zajrzałem tam, ale i tym razem nie zobaczyłem tajemnego przejścia, a jedynie zeszłoroczne liście przygnane wiatrem. Może następnym razem?


 Blisko tej wieży jest stary kamieniołom. Dobywano tam bazalt, widać pionową ścianę skalną uformowaną przez bazaltowe słupy pękające w charakterystyczny sposób. To miejsce też jest czarodziejskie. Widać styk dwóch światów: naziemnego, słonecznego świata Apollona i plutonicznego świata podziemi. Granicą jest cienka warstewka ziemi, żywicielka flory, a więc i fauny, naszego świata. Dobrze widać ją na zdjęciach.

Miejsce nieistniejące albo nieosiągalne

 Kiedyś szedłem drogą od wsi Grobla w kaczawskich Chełmach w stronę Radogostu. Widząc ładną boczną dróżkę, wszedłem na nią. Doprowadziła mnie dość stromo wznoszącą się łąką pod las, tam się odwróciłem i przeżyłem chwilę z gatunku „Łał!” Tamtego dnia dodałem ten skraj łąk i lasu do mojej elitarnej listy miejsc dobrych na postawienie domu. W czasie letniego urlopu chciałem je odwiedzić, ale zawróciłem w pół drogi. Łąka zarosła trawą sięgającą twarzy i licznymi zaroślami, w nocy padał deszcz, do brzegu lasu miałem jeszcze kilkaset metrów. Doszedłbym zmęczony i przemoczony. Zawróciłem. Może jesienią wrócę?

Miejsca nostalgiczne

 Drzewa na skalnej ścianie starego wyrobiska pod szczytem Skowrona. Ile lat temu byłem tutaj po raz ostatni? Siedem, dziewięć? Czy jeszcze będę? Na myśl o tym, w istocie na myśl o nieprzewidywalności przyszłości i o moim czasie, zachciało mi się płakać.

 Na Wysoczkę, to zielone wzgórze przy Trzmielowej Dolinie, wszedłem późnym popołudniem. Siedziałem na drewnianym klocku i rozglądałem się wokół. Niemal wszędzie byłem, nierzadko w dziwnych miejscach. Po co lazłem w tamtą gęstwinę porastającą zapomniane przez wszystkich skałki? W tamte zarośla wszedłem szukając źródła strumyka i taplałem się w grząskim źródlisku. Nieco wyżej rósł na łące samotny świerk. Potrzebowałem czasu aby przywyknąć do widoku górnej części Doliny bez tego drzewa. Cóż, w sąsiedztwie Wysoczki i Trzmielowej Doliny włóczyłem się przynajmniej 7 dni w ciągu tych kilkunastu sudeckich lat. Teraz jestem tutaj rzadziej ale przecież wracam. Znowu płakać mi się zachciało. Nie wiem, dlaczego.

 cdn.

 

RÓŻNOŚCI

 

Sentencja o bogactwie człowieka. Wisi nad bramką posesji w górnym Komarnie. Znam właściciela, jest bardzo religijny, na swojej posesji postawił kilka dużych kapliczek (na zdjęciu jedna z nich), a i sentencji nie brakuje. Ta się wyróżnia brakiem powiązania z religią i głęboką prawdą w niej zawartą.

 Bogactwo człowieka jest proporcjonalne do ilości rzeczy, z których potrafi zrezygnować.”

Łatwo mówić, powiecie? Ja mogę. Kiedyś straciłem dosłownie wszystko, co miałem, jeśli nie liczyć kilku starych mebli. Poczułem wtedy ulgę (już się nie będę szarpał) i… wolność (nikt nic mi nie może zabrać).

Nam rzeczy, czyli statków, nigdy dość. Statki w starej polszczyźnie to dobra, rzeczy nam służące, potrzebne do pracy i ułatwiające życie. Słowo obecnie używane jest tylko w znaczeniu ich licznego posiadania, w słowie „dostatek”. Zacytuję tutaj inną sentencję, bardzo a propos:

To, co człowiekowi jest niezbędne do życia, zaczyna się od kromki chleba, kończy na prywatnym odrzutowcu.”

 Obrazek z wałbrzyskiego pogórza: otoczaki. Świadczą o istnieniu tutaj morza, a na zdjęciu widać jeden z procesów ich rozdrabniania; ten fachowo się zwie antropogeniczny, czyli pochodzący od człowieka. Przez otoczak przejechała ciężka maszyna.

 Najpierw poczułem zapach, później zobaczyłem liczne poziomki. Ponieważ nie cel, o ile w ogóle jest ustalony, co sama droga jest ważna, zdjąłem plecak i rozpocząłem zbiory połączone z degustacją. W ten sposób tłumaczę swoje łakomstwo.

 Zwykle krytykuję, tym razem pochwalę: na tym drogowskazie ustawionym przy skrzyżowaniu wioskowych uliczek wyraźnie widać, gdzie są poszczególne posesje.

 Dwa domy, stary w ruinie i dopieszczony nowy. Poczułem żal. Ten rozlatujący się dom ktoś kiedyś budował z nadzieją na dobre w nim życie. Może nawet to jego marzenie się spełniło, ale później przyszły zmiany granic, śmierć, wygnanie albo ucieczka, i w rezultacie czyjeś gniazdo, dom rodzinny, stał się starym, nikomu niepotrzebnym budynkiem.

 cdn.

środa, 3 czerwca 2026

Sześć dni na Roztoczu, cz. II

 20-25.05.26

 Góry na Roztoczu

Te najczęściej bardzo łagodne i niewysokie wzniesienia nazwać górami mogli tylko mieszkańcy równin. Kąty nachylenia zboczy wynoszą ledwie kilka stopni, chociaż zdarzają się znacznie bardziej strome, a wysokości względne, czyli od podstawy, liczą 50 do 100 metrów. Czasami drapię się po zakrzaczonej stromiźnie na wyraźnie zaznaczony szczyt, ale znacznie częściej dopiero z mapy dowiaduje się, że właśnie jestem na „górze”.  

Na zdjęciu wyżej widać spore pole, gdzieś na nim jest szczyt Garbów, trudno jednak byłoby wskazać to miejsce. Jednak o ile roztoczańskie "góry" nie są zalesione, niemal zawsze zapewniają rozległe i ładne widoki. Dawno temu zauważyłem, że krajobraz oglądany z wysokości stu metrów jest ładniejszy, bardziej szczegółowy i urozmaicony, niż z wysokości kilometra, gdy duże odległości zamazują szczegóły a powietrze maluje obraz na niebiesko. Wyobraźcie sobie dziesięcio- albo dwudziestopiętrowy wieżowiec postawiony wśród lekko pofałdowanych wąskich pól malowanych zbożem rozmaitym, ozdobionych drzewami cicho siedzącymi na miedzach i paciorkami kolorowych domków; wyobraźcie sobie daleki widnokrąg spinający niebieską równą linią ogromny przestwór oglądany z dachu tego wieżowca, a będziecie mieli wyobrażenie o roztoczańskich górach.


 
Lasowa Góra. Wyraźne wypiętrzenie z zalesionym szczytem bez drogi
na szczyt. Szedłem przez zarośla, wykorzystując niewyraźne ścieżki wydeptane przez zwierzęta. 



 


Marcowizna i Kamienica oraz widoki za szczytów lub zboczy.

Wejścia na Kamienicę i Marcowiznę są, dla odmiany, wygodne: idzie się polnymi drogami cały czas mając rozległe widoki wokół. Na tej drugiej górze stoi znajoma grusza, dzisiaj zobaczyłem, że ktoś postawił pod nią ławkę. Dobrze się tam siedzi i patrzy na sąsiednie wzgórza… przepraszam, na góry.








Góra Marchwianego z masztem GSM udającym drzewo i widoki za szczytu. U podnóża stoi szopa postawiona jako miejsce odpoczynku i grilowania, tak mi się wydaje. Tylko podszedłem do niej i zaraz się cofnąłem widząc zwały śmieci rozrzuconych wokół. Jak grubą skórę trzeba mieć, by przebywać w takim miejscu i nie odczuwać silnego dyskomfortu? 


Wzgórze Polak, miejsce historyczne. W czasie Powstania Styczniowego stoczono tam zwycięską bitwę z wojskiem carskim. Na szczycie stoją upamiętniające obeliski i tablice informacyjne, jest zadaszone miejsce odpoczynku. Rosną piękne i duże drzewa, leży pień ogromnego buka – świadka tamtych wydarzeń sprzed sto sześćdziesięciu laty.



Siedziałem na szczycie Walczakowej Góry patrząc na rozległą malowniczą dolinę. Pasemka pól, miedze i drzewa, małe domki licznych tutaj wsi, a wszystko otulone ogromem błękitnego nieba. Piękna jest Ziemia, piękna i nasza, a więc i moja, Ziemianina. Mamy wszystko co potrzebne do dobrego życia, a gonimy za obłędnymi, szalonymi mirażami władzy i posiadania – absurd szczególnie odczuwany w takich miejscach. 



Mazurowa Góra.




Na Mazurowej Górze. 

W oddali Lasowa Góra, widok ze zbocza Góry Marchwianego.

 




Wzgórze Hołda.





Widoki ze wzgórza Hołda.

 Budowle


Kapliczka na starej lipie i korzenie tego drzewa.

 Nowy dom. Dziwne gusta mają ludzie…

 Drugie życie starego domu – po odnowieniu jest domkiem letniskowym. 
Aseptyczna posesja. Niby zielono, ale tak… sztucznie, pod linijkę.

 Częsty widok: nowa ulica we wsi i wycięte przy tej okazji drzewa.






Na szlaku.