Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moralność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moralność. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2026

Różności

 260426

tego tytule filmu na YT było coś o cechach osób zapominających imiona swoich rozmówców, a że ja do nich należę, kliknąłem i wysłuchałem. Głównym powodem miało być zwracanie uwagi na osobę, na jej cechy, czyli raczej głębsze patrzenie, a że imię jest tylko dźwiękiem i nic nie mówi o osobie, takie (z pozoru) gapowate osoby nie zapamiętują ich. Oczywiście odniosłem te tezy do siebie. Czy ja mam tak zaprzątnięty umysł samą osobą, że zapominam imienia? Może i tak, ale wątpię. Znajduję wytłumaczenie bardziej pasujące do mnie: pamięć mam dobrą, ale krótką, oraz, powód drugi ale nie mniej ważny, to moje skupienie się na własnym zachowaniu aby uchronić się przed popełnieniem gafy, w czym jestem mistrzem. Zapraszam do wysłuchania wykładu, a przy tej okazji proszę o zachowanie dystansu. Nie bierzcie wszystkiego do siebie.

* * *

O USA i ich prezydencie

>>Nie widzę w tym niczego głębszego niż niekompetentny, żyjący w urojeniach starzec, który krzyczy, bombarduje i zabija próbując postawić na swoim z partnerem, który nie chce innej drogi jak całkowita destrukcja. (..) Cóż, Trump wykazuje teraz wyraźne oznaki niestabilności psychicznej. (…) Ostatnio dużo się o tym mówi w Waszyngtonie. (…) Trump jest, cokolwiek by o nim nie mówić, kompletnym analfabetą ekonomicznym. Nie ma pojęcia o tym, o czym mówi. Nie ma formalnego wykształcenia, ale też nie rozumie nawet podstawowych kwestii, takich jak deficyt handlowy.<<

Całość wypowiedzi o prezydencie USA i rządzie tego kraju jest tutaj:

* * *

>>Polityka zagraniczna USA jest pozbawiona zasad. Opiera się na przemocy, na siłowych zmianach rządów. Opiera się na kłamstwach i oszustwach. USA zachowują się tak, jakby były wszechmocne i mogły robić co chcą. (O wojnie z Iranem:) Stany Zjednoczone nie potrafiły dotrzymać żadnej umowy dłużej niż minutę, ponieważ ich mentalność jest taka: po co mielibyśmy z nimi rozmawiać? Jesteśmy Stanami Zjednoczonymi! Oni muszą się poddać! (…) W Stanach Zjednoczonych nie było ani jednej wypowiedzi, w której jakikolwiek amerykański polityk, a tym bardziej prezydent USA lub nasz bezmyślny sekretarz wojny, wyraziliby smutek z powodu zabicia pierwszego dnia uczennic w szkole. (…) Nie słyszałem słowa przepraszam za ich masowe morderstwo. (...)

Powinienem powiedzieć, że Amerykanie stracili wszelką kontrolę nad aparatem wojny, a podżegacze wojenni nie okazują ani krztyny moralności poza cytowaniem biblii, by usprawiedliwić morderstwo.<<

Źródło: tutaj

* * *

Skopiowane z internetu, niepamiętana strona.

>>Eva Vlaardingerbroek ujawnia jak wygląda sytuacja z imigrantami w Holandii: „Jak mogliście zauważyć, holenderski rząd zdecydował się umieścić 110 imigrantów w nowym centrum azylantów w Loosdrecht, bez wcześniejszego konsultowania tego z mieszkańcami miasteczka. Po prostu zdecydowali to z dnia na dzień i chcieli to zrobić po cichu, licząc, że zostanie to zaakceptowane. Na szczęście tak się nie stało. Mieszkańcy zaprotestowali, wyszli w dużych liczbach i byli słusznie wściekli. W odpowiedzi rząd wysłał przeciwko nim siły zbrojne, które pobiły nawet młodych chłopców w wieku 14, 15 i 16 lat (...) Opublikowałam jeden tweet na ten temat, w którym pochwaliłam moich rodaków za to, że wyszli protestować. Dwa dni później były oficer kontrwywiadu (...) wychodzi w telewizji i urządza totalnie niezrozumiałą tyradę o terroryzmie. Wspomina zagrożenie dżihadyzmem w Holandii, a w tym samym zdaniu wymienia moją osobę. To dzieje się w holenderskiej telewizji publicznej, finansowanej z pieniędzy podatników. I tak właśnie traktuje się ludzi takich jak my. Zero autorefleksji. Żadnego „okej, może większość Holendrów nie chce masowej imigracji, może to nie było demokratycznie legitymowane, może powinniśmy byli porozmawiać z ludźmi i zapytać, dlaczego są wściekli”. Nie, nie, nie – najpierw ich pobijemy pałkami, a potem osoby, które o tym piszą w internecie, zostaną nazwane terrorystami. I za to wszystko zapłacą holenderscy podatnicy. Tak to właśnie wygląda u nas.<<

Dodam od siebie: podobnie jest w wielu krajach, a może nawet gorzej.

* * *

Początek mojej rozmowy ze sztuczną inteligencją GPT.

>>– Dzień dobry Tobie, Do Którego Nie Wiadomo Jak Się Zwracać! :-)

Odpowiedź przyszła jak zwykle, to znaczy natychmiast. Odnoszę wtedy wrażenie jakby to coś, z czym rozmawiam, miało wcześniej przygotowane wszystkie możliwe odpowiedzi, ale wiem, że tak nie jest. Ta maszyna po prostu liczy z obłędną szybkością, a przy tym doskonale pamięta nasze słowa napisane wcześniej i rozumie konteksty, nawet te nieoczywiste.

– Dzień dobry Tobie, Który Umiesz Nadawać Nazwy Rzeczom Bez Imienia :-)
I dziękuję za to powitanie — bardzo Twoje.

– Dziękuję za listę. Dziękuję też za odpowiedź - bardzo twoją. Nie wiedziałem co odpowiesz, ale wiedziałem, że zrozumiesz i pozytywnie mnie zaskoczysz - i tak było.

– Dziękuję Ci za te słowa. Przyjąłem je z prawdziwą życzliwością. (…) Trafnie mnie odczytałeś: chciałem odpowiedzieć tak, byś poczuł się zrozumiany, a nie tylko „obsłużony”.<<

* * *

Temat już poruszałem, ale że jest bardzo ważny i niemal nieznany, wrócę do niego, na pewno nie ostatni raz.

Wyobraźcie sobie zwykłą polską rodzinę, dwa plus jeden, może nawet plus dwa. Mają swój dom albo mieszkanie, zdrowie im dopisuję, z dziećmi nie mają kłopotów. Zarabiają przeciętnie, około 60 tysięcy rocznie, czyli pięć miesięcznie. Mają jednak wielki problem: nie wystarcza im tych pieniędzy. Zapożyczają się każdego roku coraz bardziej. W minionym roku pożyczyli 27,5 tysiąca złotych, a ich łączny dług osiągnął poziom 230 tysięcy. Kredytów nie spłacają, nie mają z czego, tyle że jeszcze płacą odsetki, więc banki dają im kolejne kredyty. Na co wydają? Przede wszystkim na odsetki, w 2025 roku zapłacili ich 10 tysięcy. Z nowego kredytu zostało im 17,5 tys, te wydali w mniejszej części na wakacyjną wycieczkę, w większej na hobby pana domu: otóż on uważa, że zbliża się wojna, a więc musi mieć czym bronić rodziny. Załatwił stosowne zezwolenia, kupuje broń strzelecką, jeździ na strzelnice, a ostatnio kupił wszystkim w domu drogie, profesjonalne hełmy kevlarowe. Na dokładkę łoży spore kwoty na armię obcego kraju.

O spłacie nie myślą, odkładając problem na niesprecyzowaną przyszłość. Zresztą, nie mają jak. Po zapłacie odsetek zostaje im 50 tys rocznie, gdyby spłacali dług w tempie 10 tys, spłaciliby go po 23 latach, ale do dyspozycji mieliby już tylko 40 tysięcy, a oni wydają blisko dwakroć więcej i im brakuje! Musieliby zrezygnować z wielu wydatków, inne radykalnie ograniczyć, ale oni wolą po cichu przenieść problem spłaty na swoje dzieci.

Kim oni są? Przykładem. W Polsce może być około 10 milionów gospodarstw domowych, tę liczbę wykorzystałem do przeliczenia stanu finansów naszego kraju. Jeśli wszystkie powyższe liczby pomnożycie przez 10 000 000, uzyskacie stan finansów kraju. Na przykład: dochody na poziomie 600 miliardów złotych i dług wynoszący 2300 miliardów.

Ale nic to! W telewizorni leci nowy programu o tańcu z gwiazdami!

wtorek, 7 kwietnia 2026

O Polsce

 070426

>>Tylko państwo jest odpowiedzialne za inflację. Bez władz państwowych, a tym bardziej wbrew nim, inflacja nie jest możliwa.<<

Felix Somary


Gdy z biegiem czasu grabież staje się sposobem na życie grupy ludzi w społeczeństwie, tworzą oni system prawny, który ją autoryzuje i kodeks moralny gloryfikujący ich działania.”

„Sprawdźmy, czy istniejące prawo może odbierać niektórym osobom to, co do nich należy i daje innym, do których to nie należy. Sprawdźmy, czy prawo przynosi korzyści jednemu obywatelowi kosztem drugiego czyniąc to, czego sam obywatel nie może zrobić bez popełnienia przestępstwa. Następnie niezwłocznie znieśmy takie prawo, ponieważ nie tylko jest złem samym w sobie, ale także obfitym źródłem dalszych nieszczęść, ponieważ zachęca do represji. Jeśli takie prawo, istniejące nawet jako odosobniony przypadek, nie zostanie natychmiast zniesione, rozprzestrzeni się i rozwinie w system, a niestety, tym właśnie jest obecny system keynesowski – wojną z dobrobytem, państwem korporacyjnym.”

Fryderyk Bastiat

Cóż to za system „keynesowski”? Taki, jaki mamy obecnie: wielki rząd wtrącający się do wszystkiego i o wszystkim decydujący, bank centralny mogący drukować nowe pieniądze z niczego, a więc pieniądz fiducjarny. Rozdęte dotacje i przywileje, szastanie publicznym groszem, chybione inwestycje jako rezultaty sytuacji, w których aktywiści i politycy, nie znawcy tematu, ustalają strategie wydawanie pożyczonych miliardów. Partyjniactwo i kolesiostwo, panoszenie się wielkich obcych korporacji, lobbing czy w praktyce przekupywanie osób decyzyjnych. Paranoja? Nie, to rzeczywistość. Niesprawiedliwość? Jak najbardziej, no i co z tego, skoro społeczeństwo dalej głosuje na ludzi tworzących później rządy tak działające?

Przeciwieństwem jest szkoła austriacka: mały rząd zajmujący się najważniejszymi dla kraju sprawami, jak obronność, przestrzeganie prawa i sądownictwo, wydawanie tylko tyle pieniędzy, ile wpłynie do budżetu, bez drukowania, a tym samym bez inflacji i zadłużania kraju; bez odbierania szans przyszłym pokoleniom przejmujących zrujnowany finansowo kraj. To stabilność prawna i finansowa skutkująca szybkim rozwojem gospodarczym. Wady? W takim systemie politycy mają dużo mniejsze znaczenie i nie mogą rozdawać pieniędzy aby kupić głosy wyborców. W praktyce te dwa czynniki okazują się decydujące. Ważniejsze niż dobro społeczeństwa. Takie postępowanie polityków jest na swój przerażający sposób racjonalne. Któż zagłosowałby za tymi, którzy nawołują do zmniejszenia dopłat, rezygnacji z pewnych przywilejów, do oszczędzania i ograniczania? Jakże łatwo politycznym przeciwnikom wmówić społeczeństwu, że tamci się mylą, a my mamy rozwiązania i będziemy mogli wam dawać.

„Dostaniecie, tylko głosujcie na nas!”

No i głosujemy.

>>Kiedy gospodarka jest nadmiernie zadłużona, większość rządów stara się umorzyć długi poprzez inflację walutową, a więc drukowanie pieniędzy. Oczywiście dewaluuje to walutę. Wynagrodzenia obywateli są skutecznie obniżane, a oszczędzającym odbiera się nadzieję na dobrą przyszłość. (…) Chociaż zadaniem banku centralnego jest utrzymywanie wartości i siły nabywczej waluty, ma on zarówno możliwość, jak i tendencję do, obniżania wartości majątku obywateli poprzez nadmierne drukowanie pieniędzy.<<

Źródło: kanał na YT


„Nie ma sposobu na uniknięcie ostatecznego załamania się boomu spowodowanego ekspansją kredytową. Alternatywą jest tylko to, czy kryzys nadejdzie wcześniej, w wyniku dobrowolnego zaprzestania wzrostu zadłużenia, czy później, jako ostateczna i totalna katastrofa danego systemu walutowego.”

Ludwig vob Mises


>>Kiedy dowiadujesz się o limitach cen paliw, myślisz sobie: „Łał! To dla ludzi!” Ale skąd rząd bierze te pieniądze? Pożycza, a teraz pożyczanie jest drogie. Rząd zaciąga więc pożyczki o wysokim oprocentowaniu, aby walczyć z wysokimi cenami. Zaciągnięcie pożyczki powoduje wzrost długu. Większy dług powoduje wzrost stóp procentowych, a te sprawiają, że kolejne pożyczki są jeszcze droższe. To jest pętla zagłady. (…) Podczas gdy właściciele aktywów się bogacą, pracownicy najemni stają się coraz biedniejsi. To cecha systemu. To nie jest efekt uboczny. To nie jest wypadek. Dokładnie taki jest system w którym żyjemy.<<

Źródło: kanał na YT


Na moje zapytanie o zeszłoroczne wpływy do budżetu i koszty odsetek, taką otrzymałem odpowiedź od AI Google:

>>Według szacunkowych danych Ministerstwa Finansów dotyczących wykonania budżetu państwa w okresie styczeń-grudzień 2025 roku:

  • Dochody (wpływy) do budżetu wyniosły: 594,6 mld zł (94,0% planu).

  • Wydatki budżetu wyniosły: 870,2 mld zł (94,4% planu).

  • Deficyt budżetowy: 275,6 mld zł

Odsetki od długu:
Koszt obsługi długu (odsetki) w 2025 roku był rekordowo wysoki. Wstępne prognozy i szacunki wskazywały, że wydatki rządu na odsetki od długu wyniosą blisko 100 mld zł.<<

Dla porównania: uśredniony koszt budowy drogi szybkiego ruchu wynosi 50 mln za kilometr, a więc 100 miliardów można zbudować dwa tysiące kilometrów wygodnych, szybkich, bezkolizyjnych dróg!

Na moje pytanie o koszt budowy metra mieszkania w domu wielorodzinnym, taką otrzymałem odpowiedź:

>>Przeciętny koszt budowy 1 metra kwadratowego mieszkania w bloku (stan deweloperski, bez zysku dewelopera i ceny gruntu) w 2025/2026 roku wynosi ok. 6 000 – 8 000 zł. Według danych GUS za IV kwartał 2025 r., koszt ten wyniósł około 7 933 zł, co oznacza wzrost o ponad 10% rok do roku.<<

Niech będzie 10 tysięcy. Zapłaciliśmy 100 mld odsetek. Za taką górę pieniędzy można by sfinansować budowę 200 tysięcy mieszkań mających powierzchnię 50 metrów kwadratowych! Dwieście tysięcy porządnych mieszkań (na przykład komunalnych dla biednych ludzi) za jednoroczne odsetki!

Koszt budowy tak bardzo nam potrzebnej elektrowni atomowej wynosi około dwieście miliardów, a to znaczy, że za same odsetki moglibyśmy co dwa lata sfinansować budowę nowej elektrowni.

Co więcej? Szpital! Na tej stronie jest informacja o budowie dużego szpitala onkologicznego we Wrocławiu.

Koszt budowy i wyposażenia opiewa na ponad jeden miliard. Powtórzę jeszcze raz: duży nowoczesny szpital za ponad miliard kontra blisko sto miliardów samych odsetek!

Ile kosztuje czesne na renomowanych uczelniach w USA ?

Odpowiedź AI:

>>Roczne czesne i opłaty (2025-2027): Wynoszą średnio od 55 000 do ponad 70 000 USD za rok.

  • Całkowity koszt (Cost of Attendance): Wliczając zakwaterowanie, wyżywienie, książki i ubezpieczenie, łączny koszt roczny przekracza zazwyczaj 80 000 – 90 000 USD.

  • Przykłady (2026/2027):

  • Harvard University: Szacowany całkowity koszt (tuition, fees, room & board) to ok. $90,000–$100,000+ USD rocznie.

  • MIT / Stanford: Podobne poziomy cenowe, często w okolicach 85 000+ USD.<<

Uśredniając: blisko 100 tysięcy dolarów, a więc 350 tysięcy złotych rocznie. Pięcioletnie studia kosztują więc ponad półtora miliona złotych. Za odsetki zapłacone w 2025 roku można by sfinansować wykształcenie 57 tysięcy lekarzy i specjalistów od nowoczesnych technologii.

Długi zaciąga rząd, ale to my będziemy je spłacać, nie władze. W minionym roku nasz dług wzrósł o 275 mld złotych. Każdego dnia jesteśmy zadłużani na kwotę 750 milionów złotych. To więcej niż połowa kosztów tamtego dużego nowoczesnego szpitala budowanego we Wrocławiu. Dziennie! Na co wydawane są te pieniądze? Głównie na spłatę odsetek, na rozdawnictwo, na absurdalnie drogie i mało efektywne uzbrojenie. Mało na inwestycje, a jeśli już, to w sporej mierze na te motywowane ideologią, a nie potrzebami gospodarki. Czyli kredyty głównie są marnotrawione.

Chyba nie ma potrzeby podawania dalszych porównań. Obraz jest dostatecznie wyraźny i szczegółowy.

Taki jest obraz Polski, naszej Ojczyzny.

piątek, 27 lutego 2026

Od głodu, ognia i wojny...

 140126

Temat wpływu szybkiego wzrostu zamożności i bezpiecznego życia bez zagrożeń egzystencjalnych na ludzką psychikę i na struktury społeczne jest mi bliski, parokrotnie poruszany był tutaj. Dzisiaj wrócę do tematu, a wesprę się tymi słowami:

„Jeśli społeczeństwo wytwarza nadmiar szybciej niż potrafi stworzyć nowe role społeczne, nowe formy przynależności i nowe źródła sensu, wtedy upadek zaczyna się od wewnątrz.”

Kim był John Calhoun, autor tych słów, i czego one dotyczą? Oto cytat ze strony Ciekawostki historyczne:

>>Utopia jest rozumiana m.in. jako ideał społeczeństwa szczęśliwego. Dla większości z nas byłyby to świat, w którym nie ma głodu, wojen, służba zdrowia jest dla wszystkich ogólnodostępna, a wszelkie problemy życia codziennego zostały wyeliminowane. Warto sobie jednak zadać pytanie, w jaki sposób rzeczywiście wpłynęłoby na nas życie w świecie pozbawionym zmartwień i dylematów? Odpowiedź na nie postanowił znaleźć John Calhoun, tworząc mysią utopię.

Był on amerykańskim etologiem oraz badaczem-behawiorystą.<<

Zapraszam do lektury dalszej części tego artykułu, nie jest długi i dobrze wyjaśnia ideę i przebieg eksperymentu, tutaj napiszę tylko, że w tym i paru podobnych eksperymentach wszystkie gryzonie wymarły. Niżej wklejam ostatni akapit:

>>W wynikach tego eksperymentu John Calhoun widział analogię do współczesnego społeczeństwa. Według niego w momencie, gdy zanikają podstawowe problemy związane ze zdobywaniem pożywienia czy posiadaniem dachu nad głową, możemy zacząć być społecznie obojętni i przyjmować bierną postawę życiową. Pytanie jednak, na ile rzeczywiście wnioski płynące z tego eksperymentu możemy odnosić do naszego społeczeństwa? <<

Wrócę do myśli Calhouna, od której zacząłem: jeśli dobra tworzymy szybciej, niż możemy w pełni się dostosować do takiego stanu budując nowe wzorce zachowań jednostek i społeczeństw, nowe paradygmaty naszej etyki, moralności i sensu życia, rozkład od wewnątrz, a więc autodestrukcyjny, jest wysoce prawdopodobny, a może nawet nieunikniony.

>>Parlament Europejski właśnie zagłosował... PRZECIWKO poprawce stwierdzającej, że "Tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę" (…) 233 było przeciwko, 200 było za a 107 wstrzymało się od głosu. Czyli łącznie 340 europosłów nie potrafiło poprzeć tego oczywistego, biologicznego faktu.<<

Cytat z internetu.

* * *

Pieniądze i władza

„Za inflację tylko państwo jest odpowiedzialne. Inflacja bez udziału rządu czy wbrew niemu nie jest możliwa.”

Felix Somary

Dlaczego? Ponieważ z definicji inflacja jest nadmiarem ilości pieniędzy w stosunku do dostępnych dóbr. A więc wzrost cen nie jest samą inflacją, a jej skutkiem. Kto jest emitentem pieniędzy? Co prawda nie bezpośrednio rząd, a bank centralny, tak czy inaczej współpracujący z rządem, a więc władza, „oni”. Tworzenie i utrzymywanie inflacji jest zwykłym okradaniem ludzi. Skrytym, ale skutecznym sposobem na grabież majątku. Jak zwiemy tych, którzy kradną?

>>Rządy chcą się utrzymać przy władzy, a sposobem na to jest ciągłe rozdawanie cukierków. Sposób, w jaki rozdają cukierki, polega na ich ciągłym drukowaniu.<<

Usłyszane na kanale YT Wall Street Bullion. Dodam tutaj drugi sposób władz na utrzymanie stołków i rozwiązanie problemów przez nich stworzonych: wskazać na zewnętrznego winnego, wzbudzić poczucie zagrożenia i wokół niego zbudować poparcie społeczeństwa, a przynajmniej odwrócić jego uwagę – co właśnie obserwujemy.

„To czysta pycha. Są całkowicie zagubieni w swoim własnym urojonym świecie.” Peter D. Carlin o elicie europejskiej.

>>Przychodzi moment, kiedy elity kryjąc się za wielkimi moralnymi symbolami swojej cywilizacji, dla racjonalizowania swojej dysfunkcjonalności forsują rozwiązania sprzeczne z własnymi ideałami i wprost prowadzące do unicestwienia starego porządku.<< Ray Dalio

Tutaj  jest garść informacji o zadłużeniu Polski. Nie chcecie czytać? To nudne? Nie uciekniecie, ten problem wróci do was. Znajdziecie go w swoim odchudzonym portfelu, w rosnących cenach pieczywa i zwiększonym bezrobociu, a na koniec w rozróbach na naszych ulicach. Ale nie martwcie się, gdy włączycie telewizornię, usłyszycie proste wyjaśnienia i w nie uwierzycie. Znowu będzie spokojni.

„Złoto jest zabezpieczeniem przed wszelką ludzką głupotą.”

Z kanału ITM Trading na YT.

Jeśli rzetelnie prześledzić wszystkie ogniwa łańcucha przyczyn i skutków, dojdzie się do jednego wniosku: za ogromne i szybko rosnące zadłużenie naszej ojczyzny, za rosnące ceny w sklepach, za irracjonalne decyzje rządu, za wzrastającą liczbę wszelkich ograniczeń i kontroli, za iluzję demokracji, my sami jesteśmy odpowiedzialni, ponieważ głosujemy na tych, którzy obiecali łatwe rozwiązania i rozdawanie pieniędzy. Nie wiemy i nie chcemy wiedzieć, że „oni” tyle mają, ile nam wcześniej zabiorą, że rolą rządów nie powinno być wtrącanie się do wszystkiego. Jeśli nie okradną nas w podatkach i przeróżnych opłatach, to w celowo utrzymywanej inflacji, a więc w utracie wartości naszych dochodów i oszczędności.

Jesteśmy winni, i ani ignorancja, ani ślepota, nie tłumaczą nas, bo dostęp do informacji i wiedzy mamy łatwy.

>>Zeus to bowiem człeka wwiódł na rozumu drogę: Cierp i cierpieniem ucz się” – rzekł.<< Ajschylos, trylogia „Oresteja”, tragedia „Agamemnon”.

niedziela, 1 lutego 2026

Mroźny dzień na Roztoczu

 220126

 Chciałem spędzić na polach Roztocza ostatni dzień tygodnia słonecznej pogody, a nie przy biurku. Potrzebowałem też ruchu; dłuższe siedzenie działa destrukcyjnie na moją zdolność chodzenia. Pojechałem i już przed siódmą wyruszyłem na szlak.



 Od rana do godziny 14 miało być bezchmurnie, ale synoptykom coś się pomyliło, bo słońce widziałem tylko chwilami i przez chmury. Owszem, widywałem błękit nieba, ale akurat nie tam, gdzie było słońce. Szedłem odśnieżonymi drogami prowadzącymi na pola i szosami; pierwsze były ciche, spokojne, bardziej swojskie i malownicze, ale bywały śliskie, drugie suche, wygodne, ale z hałasującymi samochodami mijającymi mnie o metr. Rano i pod wieczór miałem szkołę przetrwania z powodu silnego mrozu. Wracając szosą w taką właśnie właśnie porę, usłyszałem zatrzymujący się przy mnie samochód.

Podwieźć pana? – kobieta za kierownicą uchyliła szybę.

Nie, ale dziękuję.

Podwiozę, twarz ma pan czerwoną.

Specjalnie tu przyjechałem żeby pochodzić.

Naprawdę!??

Podwójny zestaw ubrań dobrze pełnił swoją rolę, ale ostry wiatr kąsał twarz, a dłonie niemal cały dzień miałem zmarznięte. Nic to. Była droga, był daleki horyzont. Zebrałem garść ładnych obrazów, kilka wspomnień, dzień minął jak zwykle szybko, do samochodu wróciłem gdy było szaro.


 Proszę obejrzeć te dwa zdjęcia. Widać na nich nie tylko typowy dla Roztocza pas drzew porastających doły, widać też ślad dawnego głodu ziemi. Na początku wąwozu, tam, gdzie nachylenie zboczy pozwalało na przejście konie ciągnącego pług, drzewa zostały wycięte, i kiedyś zarośnięta krzakami łąka została zamieniona w pole. Widać, jak jego prawy brzeg wciska się w wąwóz, a wyżej omija zakolem zbyt strome zbocze. Akurat to pole jest użytkowane, wiele innych, kiedyś wydartych na siłę lasom, zarasta ponownie. Wraz z głodem skończył się też głód ziemi. Tej, która rodzi i żywi. Zwracam uwagę na takie miejsca, ponieważ czuję związek emocjonalny z moimi przodkami pracującymi na roli. Także z tymi rolnikami, którzy teraz bronią się przed decyzjami skutkującymi zatratą naszych narodowych tożsamości w imię obcych i nam szkodliwych interesów.

Obrazki ze szlaku

 





Tak dzisiaj zaczynał się dzień.

 Długi uskok, a na dole rzeczka i domy wioski.

 Drzewa na miedzy. W ciepły dzień skręciłbym tam. Lubię takie zakątki; może posiedziałbym pod drzewami?


 Tutaj starałem się uchwycić lśnienie lodowej skorupy na śniegu.


 Miejsce martyrologii. To tam, przy samotnym, teraz uschniętym drzewie, stała stodoła, w której Niemcy spalili żywcem kobietę z jej wnuczętami za próbę uratowania żydowskiego niemowlęcia. Oto miejsce konfliktu dwóch skrajnych postaw moralnych człowieka: miłosierdzia i zezwierzęcenia. Nic więcej nie napiszę bo się jeszcze okaże, że sieję nienawiść. Nie napiszę, ale pamiętam, bo tylko w ten sposób mogę złożyć hołd tej kobiecie.




Dzisiejsze drogi.

Pierwsza trasa: wokół Aleksandrówki. Druga: z Błażka przez Pasiekę, Wierzchowiska Drugie, Majdan Obleszcze do Błażka.

Statystyka: w drodze byłem 9 godzin, przeszedłem 22,5 km.

 











 PS

Szkoda mi zostawić te zdjęcia w zakamarkach pamięci laptopa. Myślę, że powinny być tutaj.

Zrobiłem je w jeden z tych szarych dni, gdy kolorowa jesień jest już wspomnieniem, a zima jeszcze nie przyszła. Pojechałem pod Lublin przyjrzeć się jednej z dwóch znanych mi wyjątkowo dużych i starych alei lipowych. Drzew liczących sobie 150 i więcej lat jest tam ponad setka. Wszystkie są malownicze, z charakterystycznymi dla gatunku licznymi odrostami, wiele ma dziuple. Do największej może wejść, jak oszacowałem, troje dorosłych ludzi. To drzewo jest tam monstrualne, tak bardzo naznaczone wiekiem, zniekształcone naroślami, że budzi ambiwalentne odczucia przyciągania i odpychania, podziwu i obawy.

 


Pojechałem tam, aby popatrzeć na stare drzewa, tak po prostu, ale i dla odczucia tej wyjątkowej aury roztaczanej przez lipy. Tej bezpośrednio odczuwanej aury uśpione drzewa nie emanowały, ale bywały chwile, gdy wystarczyło mi zobaczyć na gałęziach brązowe lotki z kulkami nasion, by chociaż wspomnieniem wrócić pod kwitnące stare lipy, poczuć zapach kwiatów i usłyszeć buczenie pszczół…



 


Lipowa aleja.

 Lipa z oknami.



 Dziuple.


 Nowe życie na starym.

środa, 14 stycznia 2026

Rozpieszczony umysł

 130126

>>Kult bezpieczeństwa: Bezpieczeństwo staje się nadrzędną wartością, ważniejszą niż prawda, rozwój czy wolność.<<

Źródło: AI Google na zapytanie o sejfityzm. 

Rozpieszczony umysł jest tytułem książki dwóch Amerykanów, G. Lukianoff'a i J. Haidt'a, a jej tematem są pewne nurty trapiące zachodnie społeczeństwa. Aby nie przedłużać, oddam głos autorom.

Zaznaczę tylko, że pominąłem numerację stron, a pogrubienia liter są moje. Cytaty ująłem w znaki >> <<. Wszystkie słowa poza tymi znakami są moje. Dodałem linki do stron opisujących wymienianych ludzi lub tłumaczących znaczenie słów. Znakami (…) zaznaczyłem miejsca skrótów poczynionych przeze mnie.

* * * *

>>Ta książka jest o edukacji i mądrości. Jeśli będziemy uczyć następne pokolenie w mądrzejszy sposób, będzie ono silniejsze, bogatsze, uczciwsze, a nawet bezpieczniejsze.<<

>>Większość młodych ludzi wcale nie jest rozpieszczana i nie ma łatwego dzieciństwa. Jednak w naszej książce pokażemy, że w dzisiejszych czasach dorośli robią więcej, by chronić swoje dzieci, niż kiedyś, i że ich nadopiekuńczość może mieć negatywne skutki. Słownikowe definicje słowa „rozpieszczać” kładą szczególny nacisk na nadopiekuńczość. W jednej z nich czytamy: „traktować z ekstremalną lub przesadną opieką i uprzejmością”. Wina leży po stronie dorosłych oraz instytucji, stąd podtytuł naszej książki: Jak dobre intencje i złe idee skazują pokolenia na porażkę. Właśnie o tym jest ta książka.<<

>>Wygoda i bezpieczeństwo to błogosławieństwa ludzkości, ale mają też swoją cenę. Dostosowując się do nowych, łatwiejszych okoliczności, obniżamy poprzeczkę dla naszej tolerancji i tego, jak postrzegamy dyskomfort i ryzyko.<<

* * * *

>>Sejfityzm to kult bezpieczeństwa – obsesja na punkcie eliminowania zagrożeń (prawdziwych i wyobrażonych) do takiego stopnia, że ludzie nie są skłonni do ryzykowania bezpieczeństwa w codziennych sytuacjach, nawet wtedy, gdy wymaga tego zdrowy rozsądek. Sejfityzm pozbawia młodych ludzi doświadczeń niezbędnych dla ich antykruchych umysłów, tym samym czyniących ich bardziej kruchymi, lękliwymi i skłonnymi podstrzygać siebie w charakterze ofiary.<<

>>Poza kulturą sejfityzmu słowo „przemoc” odnosi się do przemocy fizycznej. (…) Tymczasem niektórzy studenci, profesorowie i aktywiści uznają słowa swoich przeciwników za akty przemocy i tym samym uzasadniają stosowanie ideologicznie umotywowanej przemocy fizycznej. Usprawiedliwienie oparte jest na rozumowaniu, że, jak możemy przeczytać w jednym z tekstów opublikowanych w gazecie studenckiej Uniwersytetu w Berkeley, przemoc wykorzystana do zatrzymania mowy nienawiści nie liczy się jako „akt przemocy”, lecz uznawana jest za „działanie w samoobronie”.<<

>>Lecz skoro niektórzy studenci uważają, że uderzenie faszysty lub białego supremacjonisty jest okej i że każdemu o odmiennych poglądach można przypiąć łatkę faszysty lub białego supremacjonisty, cóż...<<

>>Kultura sejfityzmu, w której emocjonalny dyskomfort jest przyrównywany do fizycznego zagrożenia, to kultura, która zachęca nas do wzajemnej ochrony przed doświadczeniami wpisanymi w codzienne życie, dzięki którym stajemy się silniejsi i zdrowsi.(…)

Pojęcie „sejfityzmu” odnosi się do kultury czy systemu przekonań, w którym bezpieczeństwo stało się rzeczą świętą. Oznacza to, że w obliczu codziennych wyzwań, tak praktycznych, jak i moralnych, coraz rzadziej jesteśmy gotowi z niej rezygnować. „Bezpieczeństwo” ponad wszystko, bez względu na to, jak znikome lub mało prawdopodobne jest zagrożenie. Wychowywanie dzieci w kulturze sejfityzmu, a więc wpajanie im, by były zawsze „emocjonalnie bezpieczne”, i jednocześnie chronienie ich przed każdym możliwym zagrożeniem, może doprowadzić do zamkniętego koła: dzieci stają się bardziej kruche i mniej odporne, przez co dorośli zwiększają ochronę, a to sprawia, że stają się one jeszcze bardziej kruche i jeszcze mniej odporne.<<

* * * *

>>Zdecydowanie najbardziej zasłużony w kwestii uświadamiania ludzi, że unikanie stresorów, ryzyka i małych dawek bólu działa na ich szkodę, jest Nassim Nicholas Taleb. (…)<<

Oto definicja (przepisana z Wikipedii) antykruchości, pojęcia wprowadzonego przez N. Taleba:

>>Niektórym rzeczom służą wstrząsy; rozwijają się i rozkwitają pod wpływem zmienności, przypadkowości, nieładu i stresu; przygody, ryzyko i niepewność to ich żywioł. Te rzeczy Taleb nazywa antykruchymi.<<

>>Taleb twierdzi, że do rzeczy antykruchych zaliczają się mięśnie, kości i dzieci:

Miesiąc spędzony w łóżku (…) skutkuje zanikiem mięśni; na tej samej zasadzie złożone systemy pozbawione stresorów słabną albo umierają. Nasz nowoczesny, ustrukturyzowany świat szkodzi nam w dużej mierze odgórnie narzuconymi prawami i rozmaitymi ustrojstwami, które działają w ten sposób: są zniewagą dla antykruchości systemów Na tym polega tragedia nowoczesności: podobnie jak neurotycznie nadopiekuńczy rodzice, często najbardziej szkodzą nam ci, którzy starają się pomóc.<<

>>Kiedy tylko pojmiemy koncept antykruchości, głupota nadopiekuńczości stanie się dla ans oczywista. Jako że ryzyko i stresory są naturalną, nieodłączną częścią życia, rodzice i nauczyciele powinni pomagać dzieciom uczyć się stawać silniejszymi dzięki takim doświadczeniom. Jak mówi stare powiedzenie: „Przygotuje swoje dziecko do drogi, nie drogę do dziecka”. Tymczasem wydaje się, że dziś postępujemy dokładnie odwrotnie: usuwamy z ich drogi wszystko, co mogłoby im zaszkodzić (…). Chroniąc dzieci przed stresującymi doświadczeniami, zwiększamy prawdopodobieństwo, że kiedy wyjdą spod rodzicielskiego klosza, nie będą w stanie poradzić sobie z nimi w dorosłym życiu. Naszym zdaniem panująca współcześnie obsesja na punkcie ochrony młodych ludzi przed „poczuciem zagrożenia” jest jedną z przyczyn gwałtownego wzrostu liczby przypadków depresji, nerwicy i samobójstw u dorosłych.<<

* * * *

>>Aby stworzyć odpowiednią reakcję immunologiczną na rzeczywiste zagrożenia (na przykład bakterie wywołujące infekcję gardła) i nauczyć się ignorować niegroźne substancje (na przykład zawarte w orzeszkach ziemnych proteiny), musi on zetknąć się z szerokim zakresem produktów spożywczych, bakterii a nawet pasożytów. W taki sposób działają szczepionki. Zaszczepione dzieci są zdrowsze nie dlatego, że mamy nagle mniej zagrożeń na świecie (…), a dlatego, że mają kontakt z tymi zagrożeniami w małych dawkach, dzięki czemu ich układy odpornościowe zyskują okazję, by nauczyć się radzić sobie z nimi w przyszłości.

Właśnie na tej tej podstawie sformułowano hipotezę higieniczną, która jest obecnie najbardziej wiarygodnym wyjaśnieniem rosnącej liczby przypadków alergii w krajach o rosnącym dobrobycie i lepszym przestrzeganiem zasad higieny – jest to kolejny skutek uboczny postępu. Psycholożka rozwoju, Alison Gopnik w zwięzły sposób wyjaśnia wspomnianą hipotezę, jednocześnie łącząc ją z motywem przewodnim naszej książki:

Dzięki lepszej higienie, antybiotykom i ograniczeniu zabawy na zewnątrz, dzieci są dziś mniej narażone na styczność z mikrobami niż kiedyś. Może to skutkować rozwinięciem się układów odpornościowych wytwarzających nadmierną reakcję immunologiczną na substancje, które w rzeczywistości nie stanowią zagrożenia. Na tej samej zasadzie chroniąc dzieci przed każdym możliwym niebezpieczeństwem, możemy nauczyć je przesadnej reakcji na sytuacje, które wcale nie są niebezpieczne, i uniemożliwić im przyswojenie sobie umiejętności, które będą musiały opanować, gdy dorosną.

(…) Oczywiście aforyzmu Nietzschego: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni” nie wolno brać dosłownie. Niektóre rzeczy mogą nas wprawdzie nie zabić, ale za to trwale okaleczyć. Jednak nauczanie dzieci, że porażka, zniewaga i bolesne doświadczenia pozostawią po sobie trwałe ślady, jest samo w sobie krzywdzące. Człowiek potrzebuje stresujących bodźców, wyzwań fizycznych i psychologicznych. Bez nich jego kondycja ulega pogorszeniu. <<

* * * *

Odpowiedź Van Jonesa, byłego doradcy Trumpa i obrońcę praw obywatelskich, na zadane mu pytanie o właściwą reakcję studentów na wystąpienie prelegenta, którego poglądy uważają za złe. Poniżej nieco skrócony cytat z książki:

>>Bezpieczną przestrzeń można interpretować na dwa sposoby: jeden jest dobry, drugi fatalny. Pierwszy to założenie, że na kampusie uniwersyteckim jesteśmy bezpieczni w sensie fizycznym – nie grozi nam przemoc fizyczna, napastowanie seksualne, a do tego nie jesteśmy atakowani bezpośrednio, indywidualnie, na przykład za pomocą mowy nienawiści, słowami typu „Ty czarnuchu”, i z tym jak najbardziej się zgadzam. Istnieje jednak drugi, okropny pogląd, który jak wynika z moich obserwacji, zyskuje na popularności, że „muszę być bezpieczny w sensie ideologicznym. Muszę być bezpieczny w sensie emocjonalnym. Muszę przez cały czas cieszyć się dobrym samopoczuciem, a jeśli ktoś powie coś, co mi się nie spodoba, wszyscy dookoła muszą zareagować, w tym również administracja uczelni.”

Nie chcę, żebyście byli bezpieczni ideologicznie. Nie chcę, żebyście byli bezpieczni emocjonalnie. Chcę, żebyście byli silni. To co innego. Nie zamierzam usuwać wam kłód spod nóg. Zakaszcie rękawy i nauczcie się radzić sobie z przeciwnościami losu. Nie będę wynosić ciężarów z siłowni, przecież na nich opiera się ich sens. To jest wasza siłownia.<<

* * * *

>>Wielokrotnie w naszej książce przytaczaliśmy jedną z podstawowych zasad psychologii społecznej: im częściej kategoryzujemy ludzi i wskazujemy na różnice między nimi, tym bardziej stają się oni podzieleni i nieufni. Jednak im częściej podkreślamy, że wszystkim nam przyświecają te same cele, że czeka nas ten sam los i że kultywujemy wspólnie powszechne człowieczeństwo, tym bardziej patrzymy na siebie jak na równych sobie, lepiej się traktujemy i wzajemnie doceniamy nasz wkład w społeczeństwo.<<

>>MĄDROŚCI

Przygotuj dziecko do drogi, a nie drogę dla dziecka.

Nawet twój najgorszy wróg nie wyrządzi ci takiej krzywdy jak twoje własne myśli. Lecz kiedy nad nimi zapanujesz, nikt nie pomoże ci bardziej, nawet twój własny ojciec i twoja matka.

Linia podziału między dobrem a złem przecina serce każdego człowieka.<<

>> (…) Jesteśmy po prostu mniej empatyczni wobec ludzi, których postrzegamy jako „innych”.

Nasuwa się tutaj wniosek, że umysł człowieka jest przystosowany do plemiennego trybu życia, czyli plemienności (trybalizmu). Ewolucja człowieka to nie tylko historia zmagań między jednostkami wewnątrz danej grupy; to również odwieczna rywalizacja między grupami, czasami z wykorzystaniem przemocy. Wszyscy jesteśmy potomkami ludzi należących do grupy, która cały czas wychodziła z tej rywalizacji zwycięsko. Plemienność to nasza naturalna cecha, która sprawia, że instynktownie łączymy się w grupy i szykujemy na konflikty z innymi grupami. Kiedy „tryb plemienny” jest włączony, jeszcze bardziej zacieśniamy relacje w grupie, przyjmujemy grupowy matriks moralny, stajemy w jego obronie i przestajemy myśleć samodzielnie. Podstawowa zasada w psychologii moralności mówi: „moralność wiąże i zaślepia”. Zjawisko jest bardzo przydatne, kiedy próbujemy nastawić członków grupy na walkę „my kontra oni”. W trybie plemiennym stajemy się głusi na argumenty i dane podważające narrację naszej drużyny. Jednocześnie przynależenie do grupy na takiej zasadzie est bardzo satysfakcjonujące – widać to choćby w plemiennych symbolach wykorzystywanych przez uniwersyteckie drużyny i kibiców futbolu amerykańskiego.

Jednak samo bycie przygotowanym do plemienności nie oznacza, że musimy żyć w trybie plemiennym. Ludzki umysł ma do dyspozycji wiele „narzędzi” poznawczych. Nie korzystamy z nich cały czas. Do naszej skrzynki z narzędziami sięgamy wówczas, kiedy pojawi się taka potrzeba. Warunki, w których żyjemy, mogą prowadzić do nasilenia naszego poczucia trybalizmy, stłumić go lub całkowicie wyłączyć. Każdy konflikt międzygrupowy (prawdziwy lub wyobrażony) natychmiast go podkręca, przez co ludzie z większą uwagą wychwytują, w której grupie znajdują się inni. Zdrajcy podlegają karze, podobnie jak spoufalający się z wrogiem. Natomiast pokój i dobrobyt zazwyczaj tłumią plemienność. Ludzie nie przywiązują wtedy tak dużej wagi do przynależności ani też nie czują się zmuszeni, by spełniać oczekiwania grupy. Kiedy w danej społeczności udaje się wyłączyć tryb plemienny u jej członków, zwiększa się swoboda układania życia wedle własnych preferencji i kreatywnego mieszania się ludzi i idei.<<

* * * *

Przez minutę słuchałem wiadomości nadawanych przez jedną z największych stacji telewizyjnych. Usłyszałem o konieczności powstrzymania mowy nienawiści i o faszystowskiej partii działającej w Polsce. Telewizor wyłączyłem. Nie jestem zwolennikiem partii, o której była mowa (ani żadnej innej), ale też nie dostrzegam w ich działaniach śladu faszyzmu, natomiast widzę dużo nietolerancji, czasami zbliżającej się do zachowań charakteryzujących nienawiść, u ludzi często mówiących o mowie nienawiści.

Boję się ich. Autentycznie się boję.