AURA
W czasie piętnastu sudeckich dni nie musiałem zakładać swetra, ale w wiatrówce często chodziłem, bywały takie ranki, gdy zapinałem ją szczelnie czując chłód.
Na drugim krańcu pogodowego spektrum, w najbardziej upalny dzień, o szóstej jeszcze odczuwałem miły lekki chłód, w godzinę później było już gorąco.
Upał. Martwe, nieruchome powietrze przylepiające się do ciała, podkoszulek na piersi mokry. Kropelki wczorajszego deszczu na kwiatach, krople potu na szkłach okularów. Tego dnia często robiłem przerwy w ładnych miejscach, a na tamtej trasie miejsc do kontemplacji widoków nie brakuje
Jednocześnie malownicze chmury, wiele razy odczuwany intensywny i lubiany zapach kwiatów czarnego bzu, czasami wzbogacany subtelniejszym aromatem róż, a w lesie cudny, mocny zapach żywicy – zapachy letniego dnia.
Burza w oddali, a Śnieżka w słońcu.
Śnieżnobiałe, perłowe, sine, wyraziste, wypiętrzone, ogromne i bałwaniaste chmury.
Chmurne i słoneczne dni.
Słoneczny dzień w lesie.
Kwiaty po deszczu: róże i cieciorka pstra.
Stałem na szczycie Łysicy w Górach Wałbrzyskich, za mną ciemniała ściana lasu, miałem tam iść, ale mi się nie chciało. Próbowałem rozpoznawać liczne szczyty paru pasm górskich widocznych stamtąd; słabo mi to szło, ale przecież część poznałem. Po chwili przestałem analizować ich wzajemne pozycje, a po prostu patrzyłem. Dobrze mi było tak stać w cieniu i patrzeć w dal.
SUDECKIE LASY
Widuję, raczej na pogórzach, lasy jasne, pogodne, bezpieczne, prześwietlone słońce. Częściej jednak są ciemne, trudne do przebycia, jak na przykład gęste bory świerkowe na zboczach gór, te jednak są na ogół dziełem ludzi. Naturalne są lasy liściaste i mieszane. Znam szczyty i stoki porosłe pięknymi lasami z dużym udziałem dębów, buków i grabów, ale i brzozy się widuje, lipy, świerki czy modrzewie. Oczywistą cechą najbardziej charakterystyczną sudeckich lasów są skały. Drzewa rosną na cienkiej warstewce ziemi, a w wyższych partiach gór nierzadko wprost na skałach, wypuszczając długie korzenie w poszukiwaniu odrobiny ziemi. Trudne mają tam życie. W miejscach dzikich, bez dróg utrzymywanych przez leśników, zwłaszcza na terenie parków, powszechnym widokiem są zwały przewróconych drzew w różnym stanie rozkładu. Takie miejsca szczególnie liczne są na stromych skalistych stokach, a ich wygląd robi wrażenie niedostępnością, daje wyobrażenie o wyglądzie pierwotnych puszcz. Wiele razy zatrzymywałem się i wzrokiem szukałem miejsc umożliwiających przejście, a często nie znajdywałem. Marsz lasami sudeckimi poza szlakiem czy ścieżką zwierząt niemal zawsze jest uciążliwy, nierzadko nawet bardzo, a w niektórych miejscach po prostu niemożliwy. Wyobraźcie sobie przejście po skalnym rumowisku porosłym mchem, częściowo zasypanym zeszłorocznymi liśćmi przykrywającymi dziury między skalnymi złomami w które często wpadają kije, czasami i stopy. Jeśli jeszcze będą tam liczne przewrócone drzewa, a las będzie na stromiźnie, mamy nie marsz, a przeprawę. W nagrodę otrzymuje się wyjątkowe widoki prawdziwego lasu górskiego i świadomość bycia sam na sam z naturą, z górami. Czasami ta natura, a może Natura, daje coś więcej. Na przykład w masywie Mszany i Obłogi, w rosnącym na bazaltowych skałach lesie ze znacznym udziałem dębów, znalazłem kwitnące cuda: lilie złotogłów. Wracając leśnym duktem, usiadłem na leżącym pniu drzewa i kiedy piłem herbatę, zatrzymał się przy mnie samochód terenowy. Za kierownicą siedział leśnik albo pracownik parku, rozmowę zaczął od podejrzliwego wypytywania, ale później zmienił ton. W odpowiedzi na moją opowieść o znalezieniu siedliska lilii powiedział, że zna kilka takich miejsc w okolicy, ale nie powie mi gdzie są i ja też mam nie mówić. Więc nie mówię. Jedźcie sobie w lasy pod Muchowem i tam szukajcie.
Póki nie pojedziecie, zapraszam do obejrzenia niewielkiej części zdjęć zrobionych lasom sudeckim.
PRZYGODA
Będąc na Pogórzu Wałbrzyskiem pojechałem do znanej mi pasieki zaopatrzyć się w miód. Nie pierwszy ani nie drugi to był zakup i spotkanie z właścicielem. Miód jest dobry, co mam za efekt czystości i naturalności tamtych stron bez miast i fabryk w pobliżu, oraz fachowości i uczciwości pszczelarza. Dość powiedzieć, że w ciągu ostatnich paru lat kupiłem w sumie kilkadziesiąt kilogramów. Tutaj jest internetowa strona firmy. W czasie spotkania opowiadałem o ciekawych miejscach widzianych w masywie rozległej i pokaźnej Łysicy, jednej ze znaczących gór tamtych okolic, między innymi o malowniczo pokrzywionej sośnie. Mój rozmówca podchwycił temat mówiąc o swojej znajomej sośnie także rosnącej na stoku Łysicy. Mając w planach pójście tam, obiecał wysłać mi jej zdjęcia i pinezkę, a ja zobowiązałem się do wysłania zdjęć swojej sosny.
Parę tygodni później odebrałem smsa tej treści:
„Jesteśmy na miejscu. Mam nieodparte wrażenie, że sosny z naszych opowieści to jeden i ten sam egzemplarz.”
Rozbawiła mnie ta historia. Jesienią na pewno odwiedzę „naszą” sosnę.
























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz