Moja książka

Góry Kaczawskie słowem malowane

250619 Miałem okazję poznać świętokrzyskie drogi i tatrzańskie szlaki, przemierzałem łęczyńskie bagna i podlubelskie lasy, spędziłem ki...

środa, 18 kwietnia 2018

Wiosna i Milton

180418
Po dwóch tygodniach kręcenia się między karuzelami wyrwałem się do miasta. Późne słoneczne popołudnie, nieznane ulice Legnicy i wiosna. Byłem nią oszołomiony. Cel wyjścia był prozaiczny, mianowicie zakupy, ale trochę trwało nim doszedłem do sklepu, kręcąc się z zadartą głową po trawnikach, wśród drzew. Jakbym pierwszy raz w życiu widział wiosnę. Późnym popołudniem, przy niskim słońcu, wymknąłem się między drzewa raz jeszcze.
Pierwsza w tym roku iglica, nad którą klęczałem próbując zrobić zdjęcie malutkim kwiatuszkom wyrosłym tuż przy chodniku, w jakże niepewnym miejscu. Magnolie w kilku odmianach – efemerydy z baśniowego świata; jeszcze kwitnące mirabelki – swojskie, ale przecież tak ładne i pierwsze – wespół z forsycjami – w orszaku wiosny; czereśnie w pełnej krasie wiosennej urody, a przy nich wspomnienia z sadu mojego dzieciństwa i nowsze, z Gór Kaczawskich. Zielone już brzozy, którym nie trzeba efektownego kwitnienia by być zwiewnymi i pięknymi; kasztanowce, które ledwie dwa tygodnie temu miały tylko pęczniejące pąki, a teraz już prężą stojące wieżyce zalążki kwiatów i tylko patrzeć, jak zakwitną.








Równo miesiąc temu szedłem z Jankiem po kaczawskich górkach. Był mróz, wiał lodowaty silny wiatr, a my przekraczaliśmy metrowe zaspy.

Parę dni temu mając wolną chwilę sięgnąłem po książkę, która jeździ ze mną po Polsce od około trzydziestu lat: „Raj utracony” Miltona. Ta książka ma historię. Otóż w latach osiemdziesiątych przeczytałem kilka kryminałów Macieja Słomczyńskiego, a każdy z nich zaczynał się odpowiednio do treści dobranym cytatem ze znanych dzieł literackich. „Piekło jest we mnie” autor opatrzył cytatem z „Raju utraconego”; sam tytuł też jest cytatem – słowami skarżącego się Szatana. Te słowa wywarły na mnie tak silne wrażenie, że poemat postanowiłem kupić. Ale jak to zrobić w biednych latach osiemdziesiątych? Dałem ogłoszenie w kilku gazetach, odpowiedź przyszła z miasteczka oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów. Książkę wysłała mi kobieta i nie chciała za nią pieniędzy. „Skoro tak panu zależy...” – przeczytałem z załączonym liściku. W rewanżu wysłałem książkę o starożytnej Grecji. Tomik był nowiutki, w sztywnej, płóciennej okładce, z obwolutą. Teraz jest wyblaknięty, obwoluta rozleciała się mimo mojej wielokrotnej reanimacji, a na wielu stronach są moje notatki i podkreślenia. Po tylu latach i kilometrach ze mną jest to książka naprawdę moja.
W ulubionej czwartej księdze jest opis, którego wspomniałem patrząc dzisiaj na wiosnę.

„Dach był cienisty z gęsto splecionego
Lauru i mirtu, a także z drzew wszystkich
O liściu wonnym, rosnącym wysoko;
Po bokach akant, a i krzew wszelaki
Wonny tworzył wokół mur zielony,
A piękne kwiaty: irys różnobarwny,
Róża i jaśmin, unosiły głowy
Swe uwieńczone, by stworzyć mozaikę;
Pod stopą fiołek, krokus i hiacynt
Bogatym haftem ozdabiały ziemię
Barwniej niż kamień lub wzór najcenniejszy.”

To opis rajskiego domu Adama i Ewy. Skoro już tam jestem, dodam parę słów z następnej strony.
Zapada zmierzch, pora udać się na spoczynek.

„… ruszyli, dłoń w dłoni,
I weszli w mroczny kąt siedziby swojej,
A uciążliwych szat, które my mamy,
Nie musząc ściągać, legli obok siebie.
A nie odwrócił się Adam, jak sądzę,
Od swej małżonki pięknej, ani Ewa
Nie odmówiła udziału w obrzędzie
Skrytym miłości małżeńskiej…”

Cóż, jest wiosna!

7 komentarzy:

  1. Ja, w ten wiosenny dzień, odnalazłem Krzyśka w Biedronce i pomagałem mu nieść zakupy, trochę tego było.

    A "Raj utracony" leżał na honorowym miejscu w Krzyśka kam pingu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałeś zobaczyć moje notatki na marginesach Raju, a ja, zajęty rozmową, zapomniałem pokazać Ci…
      Oj, trudno byłoby przytargać zakupy, ważyły pewnie ze 20 kilo. Dzięki za pomoc. A swoją drogą zauważ sprzeczność: piwo tak lekko się pije, a tak ciężko nosi. Dziwne, nieprawdaż?…
      Dziękuję za pokazanie mi dzisiaj mirabelkowego lasku. W rewanżu, jak myślę, za laski głogowe i różane na Dudziarzu :-)

      Usuń
    2. Krzysiek, Twoje uwagi są celne.
      Gdy zobaczyłem Twoje notatki na marginesach Raju, chciałem je przeczytać, ale zapewne będzie chyba jeszcze okazja przy innej okazji.
      Oj, oj, masz rację. Piwo lekko się pije, ale później ciężka jest głowa, a i du..,
      czyli dolna część ciała jest szczególnie podatna na przyciąganie ziemskie.

      Krzysiu, widziałem Twój zachwyt laskiem, do którego Ciebie zaprowadziłem.
      Tak, to był rewanż...

      Usuń
  2. Nie odzywałam się, ponieważ kwiaty były zbyt piękne :), a u mnie ciągle ledwie pąki na okolicznych drzewach. Dzisiaj już mogę napisać. Zakwitło wokoło - jeszcze nie wiem co to? Białe, obsypane malusieńkimi kwiatami drzewa, one zawsze kwitną pierwsze, a potem bordowe - też nie wiadomo mi co.
    Na wszystkich krzakach są już zalążki liści, i u mnie triumfalny pochód zieleni się zaczyna:).
    Cieszę się, że dobrze się bawicie i oglądacie te cudeńka.
    Słomczyńskiego kryminałami też się zaczytywałam, teraz trochę straciłam do niego entuzjazmu, kiedy dowiedziałam się o jego umiarkowanych przekładach Szekspira. Jednakże, kto to wie, jak z tym wszystkim naprawdę było.
    Mirabelki - owoce smaczne są, kiedy żółciutkie i dojrzałe.
    Właśnie Pity wysłałam, ha w tym przypadku pomocne te programy, choć i tak sprawdzam je "na boczku".
    A na "drugim boczku" prośba do Janka, co by do zdjęć już też powrócił?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już parokrotnie mówiłem Jankowi o zaległościach, ale na obiecankach się kończy – jakby płochą dziewuchą był, a nie statecznym starszym panem :-)
      Wiesz, z tym oglądaniem jest i zawsze było nietypowo. To tylko chwile, co najwyżej kwadransy, wyrwane karuzelowemu molochowi prosto z pyska. Ot, dzisiaj: od 19.20 mam wolne, wyszedłem więc na półgodzinny spacer między drzewami parku, w którym stoimy. Nie codziennie mogę tak wyjść, chyba że kosztem snu – bo i tak też bywa.
      Chomiku, u Ciebie na wybrzeżu chyba później kwitną rośliny. Tutaj powoli kończy się kwitnienie drzewek i krzewów mirabelek, w pełni jest kwitnienie czereśni. Jeśli zobaczysz gdzieś rosłe drzewo całe w bieli kwiatów, to zapewne będzie dzika czereśnia, bo drzewa tego gatunku bywają duże – w przeciwieństwie do mirabelki. Zaczyna też kwitnąć bliska kuzynka mirabelki, śliwa wiśniowa. Drzewo, nie krzew, ale na ogół niewielkie, a kwiatuszki ma intensywnie różowe; a może to kolor fioletu zmieszanego z mlekiem? Od zawsze mam kłopoty z nazwaniem kolorów, w czym moja koleżanka upatruje potwierdzenia swojej tezy o rozpoznawaniu przez mężczyzn ledwie kilku kolorów. Możliwe. Dość, że te śliwy wyglądają po prostu cudnie. Gdy opadną im płatki, pojawiają się listki łatwe do rozpoznania, bo ich kolor jest mieszanką zieleni i koloru kwiatów. Może na nie patrzyłaś?
      Kryminały były takie sobie, ale cytaty wspaniałe. Komputery trzeba sprawdzać, bo głupie to maszyny, aczkolwiek szybko rachują.

      Usuń
  3. Mleczna różowość to mirabeleki :), miałeś rację, ale te białe na razie pozostają nieodgadnione. Nie są to dzikie czereśnie.
    Świat się kręci, slońce świeci, średnia temperatura coraz przyjemniejsza dla ciała, ale duch pomstuje, nie podoba mu się ten czas, ktory znika i nie pozwala na wytchnienie i lenistwo. Godzę się na to, życie to nieustające wybory, lecz przecież to one o nas świadczą, decydują w naszym imieniu. To chyba dobrze, że tak jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasze wybory świadczą o nas, to prawda, ale i o świecie, ponieważ jakaś ich część jest na nas po prostu wymuszona. Nie my ukształtowaliśmy świat stojący na pieniądzu, my jesteśmy mu podlegli, mając bardzo niewielką możliwość sprzeciwu.
      Właściwie to jest jeszcze gorzej: wszak możemy całkowicie odrzucić przymusy tego świata, wyrzucić portfel i zwolnić się z pracy, ale tak naprawdę my tego nie chcemy, bo musielibyśmy nie tylko nadal pracować (na swoim, u siebie, dla zapewnienia podstaw bytu), ale i wieść życie zbliżone do życia mormonów.
      Wkurza mnie czasami to podwójne zniewolenie – nas przez wygody cywilizacji za które musimy płacić pieniądzem, i zniewolenie siebie przez nas samych niechęcią do rezygnacji z tychże wygód.
      Podobna ambiwalencja jest i z naszym czasem, bo z jednej strony szkoda go marnować na byle co, na nic nie robienie, z drugiej strony my potrzebujemy tego nicnierobienia. Ono jest nam potrzebne dla naszego dobrostanu psychicznego.
      Oj, chyba belfer się mi włączył. Już go wyłączam.
      Chomiku, chciałbym pogadać z tym bubkiem, który powiedział, że praca człowieka uszlachetnia. Tak po męsku porozmawiać, bez oglądania się na subtelności słownego wyrażania się. Nie wiesz przypadkiem, kim jest ten człowiek i jaki ma numer telefonu?
      Wiosna jest piękna w tym roku. Że przemija? Niech przemija, po niej przyjdzie cudne lato, później piękna jesień, za nią zima zamykająca krąg czasu. I tak jest dobrze.

      Usuń