Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

wtorek, 11 sierpnia 2020

Przy okazji jedzenia śliwki

 

080820

Kilka dni temu napisałem parę zdań pod opublikowanymi na Instagramie zdjęciami uschniętych drzew. Później uznałem, że dobry to temat na blogowy post.


Niedaleko miejsca mojej krakowskiej pracy znalazłem uliczne stoisko z owocami i warzywami. Parę już razy kupowałem na nim duże i soczyste śliwki. Smak ich bardzo słodkiego miąższu doskonale kontrastuje z winną skórką.

Któregoś dnia, jedząc śliwkę, ponownie uświadomiłem sobie niesamowitość tej czynności.

Ten owoc, tak odżywczy dla ludzi, zrodziło drzewo. Śliwa pobrała z ziemi wodę i drobiny kilku minerałów, z powietrza wzięła dwutlenek węgla, i z tego miksu pierwiastków, z których my sami nic nie potrafilibyśmy zrobić, przy użyciu energii słońca wytworzyła owoc, którym mogę się najeść. Owoc zawierający cukry i witaminy potrzebne mojemu organizmowi.

Oto najczystsza alchemia! Oto cud natury, którego magii nie doceniamy chyba tylko z powodu naszego przyzwyczajenia, czyli po prostu ślepoty.


Przez wiele lat mojego życia drzewa były dla mnie zwykłą częścią krajobrazu. Widziałem domy, pola, góry i drzewa. Ich liście rozwijają się wiosną i opadają jesienią, tak jak śnieg wiosną topnieje, a zimą rzeka pokrywa się lodem. Zwykłe przemiany krajobrazu, raczej niekojarzone z życiowymi cyklami żywych organizmów.

Uświadomienie sobie faktu najprawdziwszego życia drzew było dla mnie odkryciem możliwym dzięki moim zainteresowaniom ewolucją – kolejny przykład wzbogacania wiedzą obrazu postrzeganego świata.

Drzewa są żywymi organizmami, a w tej konstatacji nie ma krztyny naciągania faktów czy „zielonej” egzaltacji. Żyją, ponieważ pobierają i przetwarzają pożywienie, dzięki niemu budując i odnawiając siebie, rozwijają się i rozmnażają, w końcu umierają z powodu starości, chorób lub wypadku. Dokładnie tak jak my i inne zwierzęta.

Mają geny zbudowane dokładnie tak samo jak nasze i wszystkich zwierząt, to znaczy zbudowane z białkowych struktur skrótowo oznaczanych jako ACGT. Geny drzew działają tak samo jak nasze i mają takie same słownictwo jak zwierzęce. Jak wszystko, co żywe na Ziemi.

Tak jak my chorują atakowane przez bakterie i wirusy, mają układ immunologiczny do obrony przed patogenami i jak my umierają po prostu ze starości. Jeśli się im pozwoli.

To, co je odróżnia od nas, to ich nieruchomość, bardzo wolne reakcje i brak takiego systemu nerwowego, jaki mają zwierzęta, a co za tym idzie i świadomości. Chociaż w świetle ostatnich badań trudno tutaj o kategoryczne podziały i wypowiedzi.

Wiadomo, na przykład, że drzewa rodzicielskie połączone są korzeniami ze swoimi dziećmi – siewkami rosnącymi w pobliżu, i je dokarmiają. Panuje u nich najprawdziwsza solidarność gatunkowa, ponieważ dokarmiają też osobników, którym gorzej się dzieje; ostrzegają się przed niebezpieczeństwem ogryzienia ich liści przez roślinożerców oraz aktywnie potrafią się bronić przed tym procederem.

Pewnie, można powiedzieć, że nie ma tu efektu myślenia, a po prostu ciąg reakcji chemicznych doprowadzających do efektów podobnych do świadomych działań. W jakiejś mierze tak jest, ale trzeba uświadomić sobie naszą niepełną wiedzę o reakcjach zachodzących w naszych mózgach. To, co widzimy, co czujemy, co myślimy, w istocie jest szczytem góry sięgającej naszej świadomości. Co głębiej? Reakcje chemiczno-elektryczne, które nijak się mają do tego, co świadomie odczuwamy. Może więc i drzewom należałoby przyznać zdolność odczuwania, niechby szczątkową, mimo braku systemu nerwowego zbudowanego na podobieństwo zwierzęcego?

Drzewa postrzegają świat zewnętrzny, chociaż jego obraz niewątpliwie jest ubogi. Proszę jednak obejrzeć drzewa rosnące na brzegu lasu: odrzucają gałęzie mające liście w cieniu, więc mało produktywne, a intensywnie rozbudowują konary z liśćmi wystawionymi na życiodajne dla nich promienie słoneczne. Zabliźniają swoje rany, czyli wiedzą o nich; wiedzą też o nadejściu wiosny, a to znaczy, że na swój sposób obserwują siebie i świat zewnętrzny.

Kiedy patrzę na drzewa różnych gatunków rosnących blisko siebie, czasami wydaje mi się, że jedne się lubią, inne nie. Widuję drzewa odchylone od siebie, jakby (podkreślam to słowo, bo być może tak mi się tylko wydaje) tolerujące się z konieczności, ale też widuję splecione w objęciach, w gałęziami tak ułożonymi, żeby nie przeszkadzać sobie zasłanianiem słońca. Przypadek, domysł, czy prawda?

Drzewa można jeść, i nie tylko ogryzanie ich młodej kory przez sarny mam na myśli. Żywą tkanką drzew w części nadziemnej jest dość cienka warstwa białawego miąższu pod korą. Jest dla nas przyswajalna i pożywna, chociaż lepiej tego nie robić, ponieważ łatwo o uśmiercenie drzewa. Wspomniałem teraz o swoim zwyczaju zbierania bukwi, czyli nasion buków. Są bardzo pożywne mając 30% łatwo przyswajanego tłuszczu i na dokładkę dobry, orzechowy smak. Co prawda zjedzenie ich na surowo w dużej ilości nie jest dobre, ale zawsze korzystam z okazji posmakowania. Dziki też. Zresztą, ich żołądki i z dębowymi nasionami radzą sobie dobrze.

Oto symbioza, na której opiera się gmach ziemskiego życia: drzewa potrzebują dwutlenku węgla, który rozkładają, wykorzystując dla siebie węgiel, a odrzucając niepotrzebny im tlen. My wdychamy ten uboczny produkt ich życiodajnych procesów, a wydychamy dwutlenek węgla. Nasz odpad, ich pożywienie.

Zależymy od siebie, przy czym zależność nie jest równa. Drzewa bez nas się obędą mając inne źródła CO2, nam byłoby trudniej.

Starożytni Grecy wierzyli w driady, boginki żyjące w lasach, oraz w hamadriady żyjące w samych drzewach i utożsamiane z ich siłami witalnymi. Im więcej wiem, im jestem starszy, tym bardziej ich podziwiam i bliższy jest mi politeizm dawnych Greków.

Drzewa umierają stojąc, napisałem na Instagramie.

To wyrażenie ma u nas, ludzi, wyraźną wymowę. Jest w nim duma i niepokonanie. Umrzeć, skoro taki los, ale się nie poddać.

Tak właśnie umierają drzewa.



 

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe rozważania, zainspirowane owocem śliwy :-)
    Krzysztofie, nie wypominając bynajmniej, starszy jesteś ode mnie, więc dziwię się, że jeszcze nie doszedłeś do tego, że wszystkie te cuda świata, które i Ty podziwiasz, których i Ty nie ogarniasz rozumem, powstały z boskiego tchnienia. Znam Twoje stanowisko, szanuję je, więc nie wchodźmy w polemikę, zwłaszcza, że mój światopogląd zmienił się dopiero niedawno. I przepraszam za swoje zdziwienie, ale tak właśnie jest - ono ciągle teraz mi towarzyszy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Aniko, za obecność.
      Ciebie zadziwia boska pomysłowość, mnie pomysłowość natury. Może tak naprawdę podziwiamy to samo?
      Moja droga biegła w odwrotną stronę: od Boga do szeroko rozumianej natury. Im więcej wiem, im jestem starszy, tym szerszą ją widzę i bardziej wyrównaną. Nie potrafię zejść z tej drogi, nawet gdybym chciał.
      Nie od teraz dziwię się też możliwości napisania przez ludzi niegłupiego tekstu o wszystkim, o najbanalniejszej czynności. Gdyby ktoś mi zlecił napisanie tekstu w związku z jedzeniem śliwki, byłbym w kropce. A później okazuje się, że jednak coś można.

      Usuń