Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

czwartek, 7 maja 2026

Dzień kwiatów czereśni

 230426

 Mam zaległości na blogu, do przygotowania i publikacji czekają opisy ośmiu dni wędrówek. W nawale zajęć niewiele brakowało bym przeoczył zamieszczenie na blogu opisu tego dnia; zdjęcia przypomniały mi, jak bardzo był piękny. Taki był czasem wiosennego kwitnienia ale też był dobry bo po prostu mogłem tam pojechać i chodzić. W ostatnich latach te proste fakty nabierają coraz większej wartości: mogę jechać i chodzić! Już na trasie nazwałem go dniem kwitnienia czereśni, bo też ilość kwiatów oszałamiała. Wzrok przyciągały pojedyncze drzewa cudnie ubrane w biel, ale i całe kwietne ściany, a kiedy usiadłem na przerwę pod takim czereśniowym zagajnikiem i spojrzałem w górę, zobaczyłem ukwiecone konary na tle czystego błękitu nieba. Kwiaty miałem wokół siebie i nad głową też. Dla tego jednego widoku, dla tej jednej chwili zauroczenia, warto było wstać wczesnym rankiem i jechać 200 kilometrów. Przez ponad tydzień byłem na dalekim wyjeździe (o czym nie omieszkam napisać), na Roztocze pojadę dopiero za parę dni (czyli około 10 maja) a to znaczy, że kwitnienie czereśni zobaczę ponownie dopiero za rok.

Dobry i piękny czas płynie stanowczo zbyt szybko. To moje pisanie, wybieranie zdjęć i publikacja, ma w zasadzie jeden cel: przedłużenie dobrych chwil.

Obrazki ze szlaku

Kilka oryginalnych i ładnych zestawień: 

Plantacja porzeczek i brzezina.

 Plantacje aronii i brzezina.

Brzezina i brzozowy młodniak. 


Mała czereśnia i wysoka ściana brzeziny. 
Młodniak brzozowy i czereśnie.

Kwitnienie 

Więcej wiosnówki wzeszło na polu niż zboża.

 

Pierwsze kwiaty gwiazdnicy wielkokwiatowej.

 

Jeszcze kwitnie tarnina.

 





Kwitnące czereśnie wokół mnie i nade mną.

 Pierwsze kwiaty rzepaku.

 

Tarnina i czereśnia, a za nimi grusza.

Kwiaty gruszy.
 






 Dzisiejsze drogi.

 Droga do nieba.

 Wśród zwałów zeszłorocznych uschniętych pędów, znowu startuje nawłoć.

 Dąb jeszcze drzemie, jeszcze zwleka z wypuszczeniem liści.

 

Na granicy pola i lasu widuję ładne zakątki – cieniste, pełne życia, urozmaicone, odosobnione, ciche, jakby na pół zapomniane czy wzgardzone, skoro nawet nie orane do końca.

 Zwiewna, ładna i powabna wierzba na skraju zagajnika.

 Ładny zakątek na miedzy.

 Tak wygląda miedza bez drzew…

 Betonowa droga. W zeszłym roku była tam swojska, malownicza droga gruntowa, pamiętam ją, a teraz zalaną ją betonem. Owszem, wygodnie się idzie i jedzie, ale uroku niewiele. Obok widać wyjątkowo gęste młodniaki brzozowe, samosiejki na nieuprawianym polu.




 Późne popołudnie.

 Zachód.

Trasa: klasyczne szwendanie się bez celu po polach na zachód od wioski Łada.

Statystyka: mimo długich i licznych przerw jakimś cudem udało mi się przejść 15,5 km, a na polach byłem 11 godzin i kwadrans.

 















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz