Moja książka

O wydaniu książki

011216 Od wielu lat błądziła po mojej głowie myśl o wydaniu jakiejś części moich tekstów, ale było tak, jak często u mnie, czyli tak, ...

czwartek, 30 października 2014

Góra Diany i Wąwóz Myśliborski. Wspomnienie znajomej


25 października.
Wokół wsi Myślinów, Wąwóz Myśliborski.
Jadąc trójką od północy, wjechałem w kręte, senne i ciemne uliczki Jawora, małego miasteczka na brzegu Pogórza Kaczawskiego. Na jednym ze skrzyżowań skręciłem w boczną szosę kierując się na Myślibórz, minąłem wioskę, w chwilę później parę charakterystycznych zakrętów i zaparkowałem na szerokim poboczu przy przystanku, miejscu już wcześniej wypatrzonym na googlach, w centrum malutkiej wioski ukrytej wśród lasów i wzgórz Chełmów, w Myślinowie.
Siedziałem w samochodzie pijąc kawę i gapiąc się przed siebie – w ciemność podkreślaną dwiema lampami ulicznymi. Czekałem na świt rozmyślając.
Celem dzisiejszego wyjazdu w góry, pierwszego po powrocie z siedmiomiesięcznej delegacji służbowej, było niczym nie wyróżniające się wzniesienie, jedno z setki na tym pogórzu, ale jednocześnie wzgórze noszące imię mojej zmarłej niedawno znajomej. Przyjechałem tutaj chcąc związać wspomnienia o niej, obraz jej osoby, z tym miejscem; chciałem, aby dzięki temu ta góra stała się dla mnie naprawdę jej górą. Górą Diany.
(Na niektórych mapach podawana jest nazwa Diany Góra; używam nazwy odwróconej idąc za Słownikiem Geografii Turystycznej Sudetów pod redakcją Marka Staffy.)
Wąska wstążka asfaltu skończyła się przy kościele, zbocze wznosiło się po prawej. Chwilę szukałem przejścia w zwartych zaroślach przydrożnych, w końcu podniosłem ręce i przedarłem się na łąkę. Szedłem pod górę nie mogąc skupić myśli rozłażących się wszy w stronę pracy, wytrzymałości butów na przemakanie w mokrej trawie, niedomagań samochodu. Czy na pewno zgasiłem światło w środku?
Byłem trochę zły na siebie, nie takie miało być moje dzisiejsze wędrowanie.
Przeciąłem zagajnik, między drzewami siedział jeszcze półmrok, i znowu wyszedłem na polanę. Wznosiła się, szedłem więc dalej chcąc ustalić, która kępa drzew pokrywa szczyt. Gdy już tam byłem, otworzył się przede mną ładny widok: niewielką dolinkę wypełniały zielone jeszcze drzewa i czerwone dachy domów; z paru kominów spokojnie unosił się jasny dym. Nieco na prawo ponad drzewa wystawała szpica kościelnej wieży, a wyżej i dalej piętrzyła się ładna góra: Wysoka - przeczytałem na mapie. Na lewo, grzbietem długiego wzniesienia, biegła szosa; widziałem wolno przesuwające się, mrugające między drzewami, światło samochodu i słyszałem odległy szum jego motoru. W powietrzu unosiła się lekka mgiełka jesiennego ranka, zbliżał się wschód, ale Jutrzenka nie miała siły rozgarnąć pasa granatowych chmur nad horyzontem. 

Dzięki znalezionej na zboczu szutrowej drodze, miałem chwilę silnie przeżytych wspomnień mojej znajomej - dziwne i poplątane bywają myśli ludzkie.
Oczywiście pomyszkowałem tu i tam, znalazłem początek tej dróżki, którą można wjechać pod szczyt wzniesienia, a gdy ponownie wróciłem na zbocze od strony kościoła, zza chmur wyszło słońce. Mgiełka rozświetliła się mlecznie i perłowo, kolory ożywiły się, świat wypiękniał.
Wysoka kusiła urodą swoich stoków, niebieskie szczyt za nią wołały mnie, poszedłem więc poznać je.
Rozpocząłem sezon swoich wędrówek – mówiłem sobie radując się drogą i słońcem.



Z bliska Wysoka nic nie straciła ze swojej urody. Poznałem tam miejsce bardzo przypominające moje ulubione na Wielisławce: styk lasu i zielonych, łagodnie pofalowanych płaszczyzn pól, zakręt drogi, drzewa wychylające się nad nią, słońce prześwietlające zielone, żółte i brązowe liście dębu, a daleko coraz bardziej niebieska dal. Miejsce na posiedzenie z kubkiem kawy w ręku. Dobrze jest siedzieć na miedzy i patrzeć na kolorowy świat wokół, na niebo błękitne, zroszone pola, kołyszący się tuż obok dzwonek i na dalekie szczyty, a patrząc, słuchać delikatnego szumu wiatru.













Przy lesie, w cieniu drzew, na zieloną płaszczyznę pola padały smugi słonecznego światła, wyraźne i intensywne w powietrzu pamiętającym jeszcze ranną mgiełkę. Uderzały o ziemię zamieniając srebrzystą rosę na źdźbłach ozimin w tumany kłębiącej się, mlecznej pary wodnej. W innym miejscu słońce rozpaliło mgiełkę między drzewami lasu, a drzewa poznaczyły ją ciemnymi liniami swoich cieni. Ładne widoki, które chciałem uchwycić obiektywem - z przeciętnym rezultatem; w pamięci zostały mi ładniejsze zdjęcia.

Wzrok przyciągała wyniosła (oczywiście jak na pogórzańskie standardy) góra na końcu wydłużonej doliny; miałem ją za Garbiec, dopiero z bliska, widząc charakterystyczne wieżyczki pałacyku w Myśliborzu uznałem, że patrzę na Skałkę i dalej, za nią, na Rataja. Poszedłem na poszukiwanie szczytu Garbca jego zachodnim, odkrytym zboczem. Są tam miejsca, zwłaszcza niżej, bliżej szosy i wioski, warte zobaczenia. Poznane, a więc już moje, Góra Diany i Wysoka, w słońcu wyglądały po prostu ładnie. 

Doszedłem do czerwonego szlaku zmierzającego spod  pałacu w stronę wioski Chełmiec, i tamtędy, a więc okrężną drogą, idąc otwartymi przestrzeniami, zmierzałem w stronę Młynika, wzniesienia stojącego na wprost Góry Diany, po drugiej stronie szosy 365. Jeśli ktoś lubi krajobraz pofałdowanych pól z kępami zagajników na zboczach niewielkich wzniesień, powinien pojechać do Myślinowa i powtórzyć moją pętlę wokół wioski. Przy okazji zobaczy, jeśli oczy mieć będzie otwarte, piękną aleję klonów.
Idąc od zachodu wróciłem do wioski i ponownie wszedłem na Górę Diany; chciałem zobaczyć okolicę w słońcu wiedząc, że ono nie tylko świat wypięknia, ale i nasze jego przeżywanie.
Później były chmury. Niedeszczowe, jasne, ale słońca pozbawiły mnie. Poszedłem więc do pobliskiego Wąwozu Myśliborskiego, korzystając z oznaczonego na żółto szlaku. Było typowo: gubiłem go i znajdowałem kilka razy, bardziej idąc według mapy niż kierując się nielicznymi znakami. Natomiast w wąwozie zakręciłem się na początku przez swoją mapę, która pokazuje zupełnie inny od rzeczywistego przebieg szlaków; nie pierwszy ani drugi istotny błąd znaleziony na mapie wydanej przez firmę… ee, może lepiej nie będę pisać którą.
Zobaczyłem wszystkie skały wymieniane w przewodnikach, chociaż te najdziksze, najładniejsze, nazwy chyba nie mają. Porastają je niezwykłe paprocie: języcznik zwyczajny. Nie jestem botanikiem, nie ekscytuję się rzadkimi roślinami, ale gdy patrzyłem na tamte paprocie, pomyślałem, że dobrze zrobiono tworząc tutaj rezerwat mający je chronić, bo człowiek, mając na sumieniu tak wiele zniszczeń i jednocześnie mając możliwość chronienia różnorodności życia, powinien to robić.
Jedna z tablic informowała o Dębie Jahna, ale samego dębu nie znalazłem. W pobliżu rosną klony i świerki, tu i ówdzie graby, ale dąb? Czy ja jestem większym gapą, niż wiem, że jestem?
Po powrocie zapytałem google o ten dąb, przeglądarka pokazała mi stary, już bez kory, przewrócony pniak i pozieleniałą kamienną tablicę z niemieckimi napisami...
Gdy wróciłem do Myślinowa, mijała właśnie jedenasta godzina mojej włóczęgi kaczawskiej.

2 komentarze:

  1. Gdy raz i drugi zobaczyłem zwiększoną ilość otworzeń tego tekstu, znowu powróciły do mnie myśli z końca zeszłorocznego lata: to Diana, to ona zagląda tutaj.
    Diana nie odeszła całkowicie, dla mnie ona gdzieś jest w pobliżu, może ukrywa się. Nie wiem dlaczego tak robi, może chce nas wypróbować. Nie wiem. Ilekroć pomyślę o jej śmierci, myślę, że to niemożliwe, że to jakaś ogromna pomyłka, że ona żyje.
    Proszę o kontakt osobę, która otwiera ten tekst. Jeśli nie na publicznym forum, to prywatnie: krzysztofgdula@gmail.com
    Proszę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Krzysztof, coś mnie ciągnęło do tego wpisu, Dzisiaj wiem więcej, kim była Diana. Krzysiu, znam dobrze to uczucie, gdy na zawsze odchodzi bliska osoba. Gdy pracowałem jeszcze w Pielgrzymce, śmiercią nagłą zmarł jeden z pracowników GeeSu, którego bardzo lubiłem. Nie mogłem pogodzić się z jego śmiercią. Rano, gdy jechałem do pracy pociągiem, siedziałem sam w wagonie piętrowym. Wtedy czułem jego obecność obok siebie. Przyznam, ze odczucie jego obecności obok, było dla mnie miłe. Podobne odczucie miałem, gdy na tamtą stronę odszedł mój przyjaciel. Wydawało mi się, że jest on jednak gdzieś za mną i gdy się odwrócę, to go zobaczę.
    Napisz prywatnie, odpiszę.

    OdpowiedzUsuń