Moja książka

Góry Kaczawskie słowem malowane

250619 Miałem okazję poznać świętokrzyskie drogi i tatrzańskie szlaki, przemierzałem łęczyńskie bagna i podlubelskie lasy, spędziłem ki...

sobota, 16 kwietnia 2016

O wiośnie, literaturze i o górach


080416

Minęła godzina 21, odgłosy lunaparku ucichły, światła zgasły. Dzisiaj już na pewno nie będę wołany do pracy, mogę więc spokojnie kontynuować swój wieczór. Jeden z tych lubianych, gdy mogąc nazajutrz wstać później, siedzieć będę jeszcze długo po przepołowieniu nocy.

Ustawiłem książki na półkach, uśmiechając się na wspomnienie ich wybierania z biblioteczki w zimowym pokoju: wracałem do nich parokrotnie, za każdym razem dorzucając kolejne. O niektórych wiedziałem, że nie przeczytam, ale może chociaż zajrzę, przekartkuję. Po prostu chciałem mieć je ze sobą.  Przy rannej kawie otworzyłem jedną. Nie, sama się otworzyła na stronie z zakładką włożoną tam przeze mnie dawno temu.:



„Do drugiej zasię urny z dłonią wyciągniętą

Podchodziła Nadzieja – lecz dłoń była pusta…”



Kiedyś te słowa wywarły na mnie ogromne wrażenie. Te, i wiele innych ze wspaniałej poezji Ajschylosa.



„Jakże mam cię, gdy już serce więcej

nie boli, nazwać, panie? Maszt jesteś, nadzieja

okrętu!  Słup, co wspiera strop domu! Rodziców

radość, syn pierworodny! Ziemia zrozpaczonym

jawiąca się żeglarzom! Pogoda wiosenna

po długiej słocie zimy! Źródło wśród skwaru!”



Ateńczyk pisze o długiej słocie zimowej! Ech, gdyby on tutaj zawitał! Gdyby zawitał, zabrałbym go w Góry Kaczawskie i pokazał dziesiątki strumieni tych gór. Może nadałby im swoje nazwy? Może jedną chociaż tragedię umieściłby pod Lastkiem?

Cytat jest powitaniem. Pięknym powitaniem, nieprawdaż? Owszem, tyle że wypowiedziała je Klitajmestra do swojego męża, którego w godzinę później zaszlachtowała.



„Z dawnam już te zapasy obmyślała skrycie,

długom na nie czekała – i otom zwycięska!

Tu stoję, gdziem cios zadała! Spełnione dzieło.

A jakem go zgładziła, powiem i niczego

Nie zaprę się. Szeroki, długi płaszcz, zatratę

Pysznie tkaną, jak wielką sieć na jego ciało

Zarzucam, że ni uciec, ni odeprzeć ciosu

Nie zdoła. I uderzam go dwakroć. Dwa razy

Krzyknął – i legł bez siły. A gdy legł, uderzam

Trzeci raz – dar dziękczynny dla onego Zeusa

Podziemnego, co w zmarłych panuje krainie.

Padł i ducha przez usta szeroko otwarte

Wyrzygnął z krwi strumieniem. Bryznęła krew świeża

Z taką mocą, że czarnym zrosiła mnie deszczem.

A jam poczuła rozkosz, niby rola orna,

Gdy w niej ziarno kiełkuje, a z nieba Zeusowe

Leją się potoki…”



Wstrząsające swoją pychą wyznanie nienawiści i zbrodni, ale rozumiem ją i skłonny byłbym bronić jej. Wszak ten zarąbany, Agamemnon, mąż i jednocześnie głównodowodzący wojskami greckimi, skazał na śmierć ich córkę. Była niewinną owieczką, ale ojciec dał sobie wmówić, baran jeden, że tylko po przelaniu jej krwi odwrócą się wiatry. Bo przecież trzeba było płynąć pod Troję, żeby ratować honor jego brata, któremu żona przyprawiła rogi! Ech, te chłopy!

Dopisek z soboty, 16 kwietnia.

Znowu pada, jutro też ma być deszczowo; nie mam ochoty chodzić po górach w deszczu, marzy mi się zobaczyć je nie tylko w wiosennej szacie, ale i w słońcu. Po pracy pojechałem na zakupy, zaparkowałem pod biedronką i poszedłem na spacer. W deszczu, ale zaczynam obawiać się, że nim padać przestanie, skończy się kwitnienie. Znalazłem ścieżkę wiodącą tyłem przydomowych ogródków, szedłem nią gapiąc się na kwiaty; nagle myśl, widokami wiosny uwolniona od przyziemnych zmartwień, wydobyła z pamięci słowa Gilgamesza i znajdując swoiste podobieństwo, skojarzyła je z wyznaniem Klitajmestry. Postanowiłem znaleźć te słowa, także moją odpowiedź. W kampingu, po rozpakowaniu zakupów, usiadłem przy laptoku i zadałem mu pytanie o Gilgamesza. Wyświetlił mi około 50 plików, w których napisałem to imię. Aż tyle? – byłem zdziwiony. Cóż, ten utwór, chyba najstarszy poemat świata, towarzyszy mi od wielu lat. Oddaję głos bohaterowi tego dzieła, a słowa kieruje on do bogini Isztar.

„Gdybym cię za żonę wziął, czym ci odpłacę? Czy dam ci suknie?   Czy olej dla ciała? Czy miałbym chlebem cię sycić i karmić? Napitkiem napoić godnym władczyni?

Lepiej swe lica pięknie umaluj i na rojnych ulicach przebywaj, ciało swe w powabne suknie odziewaj, niechaj cię tam weźmie, ktokolwiek zechce!

Tyś koszyk z żarem gasnący, gdy zimno, drzwi poślednie, nie chroniące od burz i wiatrów, zamek, co grzebie pod sobą walecznych, słoń, co czaprak swój zrzuca i depce, smoła, która ubrudzi niosącego, bukłak dziurawy, co moczy niosących, głaz wapienny, który ścianę kruszy ciężarem, taran, który wprowadzono w kraj nieprzyjaciół, sandał, który chodzącemu stopę obciera. Któremuż z kochanków swych byłaś wierna? Kto twój pasterz? Kto ci się podobał?”



Moja wersja:



Tyś koszyk z żarem grzejącym, gdy zimno,

Drzwi masywne, co chronią od burz i wiatrów,

Dom broniący murami mieszkańców,

Kamień węgielny, podstawa tego domu,

Bukłak z wodą dla spragnionych,

Sandał, ochrona stopy zmęczonej.



Tragedię Ajschylosa i historię sumerskiego Gilgamesza dzielą morza i wiele wieków, jednak po upływie tysiącleci ja, mieszkaniec odległych rejonów Europy, wspominam te dwa utwory i znajduję w nich urok. Miła chwila ponad wiekami z wielką literaturą; chwila o bezmiar odległa od codzienności.



090416

Od rana pada. Między karuzelami świecą kałużę, rozmoknięta glina przykleja się do butów. Wóz z kuchnią stoi na zaśmieconym placu: wokół leżą połamane betonowe płyty, rozbite telewizory i butelki, sterczą szare badyle zeszłorocznych roślin. Nieco z boku, tam, gdzie nie chodzą moi koledzy, rośnie brzoza. Wziąłem aparat i poszedłem popatrzeć na nią. Dotykałem jej i słuchałem, ale ona, zajęta kwitnieniem, nic mi nie powiedziała… A może to ja nie potrafiłem dostatecznie wyciszyć się dla usłyszenia jej cichego szeptu. Przeszkadzało mi otoczenie, widok wozów i karuzel, świadomość krótkości chwili przed pracą. 




Zrobiłem jej kilka zdjęć i poszedłem na śniadanie.

Zająłem się porządkami w swoim warsztacie, a że w południe nadal padało, zaproponowałem szefowi wyjazd do bazy i kończenie prac zimowych, skoro z powodu pogody w ten weekend dużego ruchu, a tym samym i pracy, nie będzie. Pojechaliśmy w trzech. W ten sposób niespodziewanie, jeszcze przed zmierzchem, umyty, ogolony i przebrany, wyjechałem swoją vectrą do miasta na zakupy - wszak kuchnia została wśród śmieci. Gdy zaparkowałem na brzegu parku i wysiadłem, poczułem zapach wiosny. Pierwszymi jego nutami były wilgoć i chłód, ale głębiej tkwiły w nim liczne, miłe, chociaż trudne do rozróżnienia nuty. W tej jednej krótkiej chwili zachłyśnięcia się tym zapachem pojawił się we mnie obraz wilgotnych, rozchylonych ust kobiecych.

Dopiero później dostrzegłem związek.

Rozglądałem się: brzozy otulone zieloną mgiełką, zieleniejące się modrzewie i wierzby, kwitnące forsycje i mirabelki, jakieś małe zielone listeczki wystające spomiędzy zeszłorocznych traw, żonkile narcystycznie zapatrzone w siebie na trawie między jezdniami, pierwsze, nieśmiałe jeszcze, żółte główki mniszka szukające swoich pobratymców, kwitnące śliwy wiśniowe wokół ronda dwa razy objechanego z ich powodu. Wiosna. Wspomniałem góry; gdyby nie ten deszcz, pojechałbym. Może za tydzień?

Na kolację smakowita odmiana po codziennej porcji wędlin w lunaparkowej kuchni: wypatrzony w sklepie wędzony ser z oliwkami i oliwą przyprawioną ziołami prowansalskimi. Komputer uruchamiał się, a ja rozkoszowałem się smakiem jedzenia tak odmiennego od codziennego.

Oglądałem cudne zdjęcia z filmiku, którego adres przysłał mi Janek. Na którejś wędrówce uświadomiłem sobie, że niezależnie, czy poznawanie naszej planety traktować będziemy jako powinność poznania dzieła bożego, więc jako czyn na poły religijny, czy jako czyn natury estetycznej, skutek będzie taki sam: nasze wzbogacenie duchowe – rezultat obcowania z pięknem.

Patrząc na sfotografowane cuda natury, pomyślałem o moich górach.: Kto je zna? Ilu ludzi podziwia? Komu przychodzą  na myśl, gdy mowa o polskich górach? Czy są obecne w takich zestawieniach, jak to oglądane? Poczułem żal i pragnienie bycia wśród kaczawskich wzgórz, żeby swoim przeżywaniem zapewniać je o podobaniu się.



Facebook sam, nie pytając się o moją zgodę, ponownie uruchomił wyłączone przeze mnie konto u nich i masowo przysyła niechciane listy. Ta ich namolność i nieliczenie się ani ze mną, ani z polskim prawem, odbieram jako kolejne potwierdzenie słuszności mojej decyzji wypisania się stamtąd. Zlikwidować konta się nie da, po prostu nie i już. Gdy próbowałem to zrobić, zasypali mnie (właściwie nie oni, tylko ich komputery) zdziwionymi pytaniami: u nas jest tak bardzo super, a ty nie chcesz?? Nie, nie chcę. Unikam nie tylko reklam, ale i niedbale napisanych lub nachalnych stron.

Wieczorem koncert B-dur Albinoniego na obój z opusu siódmego.



16 komentarzy:

  1. Witaj, Krzysztof.

    Któremuż z kochanków swych byłaś wierna? Kto twój pasterz? Kto ci się podobał? Niechże ci wyliczę, Isztar, twych gachów!

    Pójdź ku mnie, Gilgameszu, oblubieńcem mym zostań! Nasienia z ciała swego użycz mi w darze! Ty mi jeden bądź mężem, ja twoją żoną! Złoty wóz każę dla ciebie zaprzęgać, wóz ze złota i z lapis lazuli, o złotych kołach, o sterczących rogach z elektru, niech ci zaprzężone będą burze, muły ogromne!

    I wtedy mnie olśniło. Teraz będą Twoje słowa Krzysztof, które
    jakże przypominają literaturę starogrecką:

    Ich dzikość i tak silnie odczuwana przy nich własna samotność; poczucie wieczności trwania tych skał i znikomość długości ludzkiego życia; ich obojętna na wszystko nieruchomość i cykliczność przemian lasu wokół. Dwa oblicza natury: chaotyczne i niepokojące, surowe i zimne, kształty martwych skał, a wokół nich i na nich życie - odmienne od naszego i przez to trudno zrozumiałe, częstokroć delikatne i krótkotrwałe, ale jednocześnie życie trwalsze od tych kamieni, które w pierwszym wrażeniu wydają się być wieczne.

    Krzysztof, wiesz gdzie Twoje słowa wyczytałem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz w Twoich Krzysztof, słowach zmienię nieco szyk wyrazów:

      Ich dzikość i tak silnie przy nich własna samotność odczuwana;
      poczucie wieczności tych skał i znikomość długości ludzkiego życia trwania;
      ich obojętna na wszystko nieruchomość i cykliczność tych lasów wokół przemiana.
      Dwa oblicza natury: surowe i zimne, chaotyczne i niepokojące, kształty martwej skały, a wokół nich i na nich życie - odmienne od naszego i przez to trudno zrozumiałe, częstokroć delikatne i krótkotrwałe

      Usuń
    2. Cześć, Janku.
      Gdy otwierałem stronę, nie widziałem drugiego Twojego komentarza, tego, w którym podajesz tekst źródłowy cytatu, i przez chwilę zastanawiałem się, gdzie napisałem cytowane słowa. Uznałem, że zapewne przy okazji opisywania górskiej wędrówki, ale której – nie wiedziałem. Wiesz, trochę tych tekstów nazbierało się.
      Twoja zmiana miała na celu upodobnienie tekstu do wiersza, jak rozumiem. Słowa brzmią inaczej, faktycznie, powiem jednak, że wydają się zbyt rozwlekłe jak na wiersz. Za bardzo rozgadane. Teraz przypomniał mi się wiersz, który wywarł na mnie duże wrażenie.

      Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
      Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.
      W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
      W godzinie – nieskończoność czasu.

      William Blake

      Ech, tak umieć pisać wiersze!
      Dzięki, Janku.

      Usuń
  2. Było o poezji, więc niech będzie coś o wiośnie:

    https://www.youtube.com/watch?v=a0hFZPvanMs&feature=share

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzyka i kwitnienie. Piękne!
      Drzewa w sekundy pokrywające się liśćmi, kwiaty rozchylające płatki… Jak robiono te zdjęcia? Z ustawionego aparatu co godzinę, czy co jeden dzień? Ale wtedy widoczne byłyby wahnięcia gałęzi pod wpływem wiatru. Janku, wiesz jak to było?

      Usuń
    2. Krzysztof, poszczególne sekwencje tego filmu są skomponowane ze zdjęć wykonywanych w ciągu jednego dnia.
      Zwróć szczególną uwagę na wędrówkę słońca w lesie.
      A rozwinięcie kwiatów - to kwestia kilku godzin, gdy dzień jest słoneczny i cieplutki. Dla naszego oka jest to niezauważalne.
      Mówisz o wietrze? Spójrz na liście dębu.
      Mówiłem Ci kiedyś, ze marzę o takim filmie ze zdjęć, ale muszę zdobyć odpowiedni statyw. Moja lustrzanka ma odpowiednią funkcję, którą mogę wykorzystać do tego celu. Wyceluję na kwiatka i dam start: zdjęcia co 5 min w czasie 8 godzin i to mi da 48 zdjęć.
      Gdy z tych zdjęć stworzę film o szybkości wyświetlania 16 klatek na sekundę, to wydarzenie z ośmiu godzin będzie wyświetlone w trzech sekundach.

      Usuń
    3. Cholewka, rozproszono mnie i przedstawiłem nie te wyliczenia, które zamierzałem.
      Jeżeli aparat ma zadane: zdjęcia co 5 min przez 7 godzin, to wykona ich 84. Aby oszukać ludzkie oko i sprawić wrażenie ruchu wystarczy zmieniać obrazki z szybkością 12 klatek na sekundę. Dla uzyskania bardziej płynnego ruchu wystarczy podnieść szybkość wyświetlania.

      Usuń
  3. Aby być w zgodzie z tytułem Twego tematu, teraz będzie o górach:

    A kiedy przyjdzie na mnie pora,
    ażebym, smutnych dróg wędrowiec,
    opuścił ziemski ten manowiec
    i padnie moich dni zapora,
    chciałbym swój w Tatrach mieć grobowiec
    odwieczna z szarych want komora,
    ta sama jutro, co i wczora.
    Gdzieś w dali zbyrka kierdel owiec,
    łomocą w żlebach spadłe głazy
    od ścian odbite tysiąc razy
    napełnią echem świat bajeczny,
    i patrzą dumnie i surowo
    turnie schylone nad mą głową...
    Tam bym spał cichy i bezpieczny...

    Ten wiersz opublikował w lipcu 1914 r przed wyruszeniem na wojnę Mariusz Zaruski założyciel i pierwszy naczelnik Straży ratunkowej TOPR

    Był to niezwykle ciekawy człowiek, a o nim przeczytasz w:

    http://histmag.org/Mariusz-Zaruski-czyli-czlowiek-wszechstronny-721

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Janku, tak to sobie wyobrażałem, ale nadal myślę, że trudna to sztuka. Owszem, przemiany zachodzące w jeden dzień są łatwiejsze do udokumentowania, jak myślę, ale wystarczy zmiana zachmurzenia, i już po zdjęciach. A drzewo pokrywające się liśćmi? Teraz pomyślałem, że właściwie wystarczyłoby przychodzić pod drzewo raz dziennie, i zrobić zdjęcie z tej samej pozycji przy takim samym świetle.
      Tak czy inaczej efekty są ładne. Gdy będziesz miał swoje takie zdjęcia, koniecznie przyślij.
      Zajrzałem na podaną stronę, przeczytałem historię syna i wnuka powstańców – typowe dzieje Polaków tamtych czasów. Kochał nie tylko góry, ale i morze, co świadczy po prostu o wrażliwości na piękno i majestat przyrody. Wiesz, Janku, nie raz myślałem o wybraniu się w Tatry, ale gdy pomyślę o ludziach idących rzędem na szlaku, o tłoku w lecie na tatrzańskich ścieżkach, to… odechciewa mi się.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Stare dzieje, dwa razy byłem w Tatrach i nie i również z tego samego powodu nie byłem zadowolony.

      A kto chce spotkać sznur ludzi, nie musi wyjeżdżać w Tatry. Wystarczy wybrać się na Śnieżkę.

      Usuń
    4. Więc reagujemy podobnie, Janku. Niechętny jestem tłumom zwłaszcza teraz, po kilku latach wędrowania pustymi drogami kaczawskimi; polubiłem i doceniłem ciszę. Na ogół idąc cały dzień nie spotykam tam nikogo, wyjąwszy bliskie okolice wiosek lub parę popularnych miejsc. W moich górach są to szlaki na Okole i na Skopiec. Ze szczytu Skopca nie widać dali, a i droga na ten szczyt nie ma dużych walorów widokowych, a jednak ruch jest stosunkowo spory. Najwyraźniej ludzie chodzą tam, ponieważ jest to najwyższy szczyt kaczawski. Zdobywają koronę gór polskich? Możliwe. Może właśnie z tego samego powodu Śnieżka ma tak dużo gości?
      Janku, wczoraj wieczorem odebrałem "Błękitną kropkę", dzisiaj zacząłem czytać.

      Usuń
    5. A ja pomału kończę czytanie "Błękitnej kropki".

      Niemiecki astronauta Alexander Gerst w czasie swego półrocznego pobytu na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w 2014 r ustawił apart fotograficzny do automatycznego wykonywania zdjęć. 12500 fotografii połączył w film, który trwa 6 min. Wiele bym dał, żebym mógł zobaczyć Ziemię z tej perspektywy. Na pewno nam nie będzie to dane, ale może nasze pokolenia...
      Zobacz, Krzysztof zorze polarne, wschód słońca, światła miast, burze... :

      https://www.youtube.com/watch?v=lNwWOul4i9Y&feature=youtu.be

      (Daj obraz na pełny ekran)

      Usuń
    6. Cześć, Janku.
      Film obejrzałem przed chwilą, ale za widno mam w kampingu. Zaraz pójdę na spacer, do filmu wrócę po zmierzchu; zapowiada się ciekawie.
      My na pewno nie polecimy, to prawda. Nasze dzieci też raczej nie, wnuki szansę mają, prawnuki niemal pewność. Tak to widzę wierząc w dobrą przyszłość Ziemi i ludzi. Przyszłość nieodległą, bo wszak wiadomo, że za parę miliardów lat słońce kończąc swój żywot napuchnie tak, że sięgnąć może Ziemi, ale jakoś nie martwię się tym zdarzeniem. Szczerze mówiąc wątpię, czy aż tak długo istnieć będzie gatunek ludzki. Wyobrażam sobie, Janku, możliwość niedzielnego wypadu na robitę dla popatrzenia na Ziemię, a za dodatkową opłatą dla wyjścia z rakiety w otwartą przestrzeń i pofikania tam koziołków. Za 100 lat może wystarczy na taki bilet kilka dni pracy? Kto wie.
      Czasami myślę, patrząc na Helenę, moją wnuczkę, że jako dziewięćdziesięciolatka zapewne dożyje XXII wieku. Jaki wtedy będzie świat? W czym taki sam, w czym odmienny od dzisiejszego?

      Usuń
  4. To ja z innej strony- napisałeś o zapachach! Aż się uśmiechnęłam, gdy czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, dlaczego? Czy dlatego, że poczułem zapach, czy z powodu skojarzenia? Wiesz, Aniu, zapach był silny, trudno byłoby nie poczuć go, a skojarzenie? Sam się zdziwiłem i nie od razu zrozumiałem ciąg moich skojarzeń. Otóż ten zapach jednoznacznie kojarzył się mi z płodnością. Wiosenna płodność przyrody natychmiast przeniosła się na płodność naszego gatunku, a dalej już normalnie, jak to u faceta, któremu wiele skojarzeń kręci się wokół, hmm, wokół ust kobiecych.
      Odezwał się belfer (za przeproszeniem) we mnie i niżej napisałem wypracowanie na temat filogenetycznych źródeł tego mechanizmu, ale może innym razem.

      Usuń