Moja książka

Góry Kaczawskie słowem malowane

250619 Miałem okazję poznać świętokrzyskie drogi i tatrzańskie szlaki, przemierzałem łęczyńskie bagna i podlubelskie lasy, spędziłem ki...

niedziela, 17 lipca 2016

Dzwonkowa Droga i terroryzm


040716
W internecie przeczytałem opowiadanie, którego akcja dzieje się w Górach Kaczawskich w XIII wieku. Tematem głównym, czy raczej osią opowiedzianej historii, są trędowaci i Dzwonkowa Droga; dzięki tej drodze i wyszukiwarce googli opowiadanie znalazłem i zaciekawiony przeczytałem je. Nie czuję się na siłach pisać tutaj recenzji, w końcu nie jestem krytykiem literackim, chciałem tylko napisać kilka zdań o wrażeniach związanych z historią ludzkości.
Autor, pasjonat historii, a chyba też i Gór Kaczawskich (podobają mi się ludzie mający pasje), pisał między innymi o ciężkich warunkach życia zwykłych ludzi, o niedojadaniu, a nierzadko i o głodzie, a ja, jak wiele już razy, ujrzałem naszą historię jako ciągnące się przez wieki i tysiąclecia pasmo udręki, cierpień, strachu i poniżeń. Zmarnowanych żyć ludzkich. Poza nielicznymi okresami i miejscami, takie było życie ogromnej większości ludzi aż do naszych czasów. Życie znojne, wypełnione troskami i tragediami, marne i szybko kończone.
Dlaczego tak było, a w znacznej mierze jest nadal? Do kogo mieć pretensje? Zadając sobie te pytania, odczuwam bezradność, mimo że odpowiedzi znam. Pretensji nie ma we mnie, jest żal i współczucie. Żałuję tych niepoliczonych istnień ludzkich zakończonych pod batem lub mieczem, zagłodzonych lub zamęczonych, żałuję ludzi, którym nie było dane godziwie przeżyć swojego czasu, posmakować radości życia, cieszyć się miłością, rozwinąć swoich umiejętności, czuć radość na myśl o kolejnych dniach przed nimi.
Gdzie powody do odczuwania żalu, jeśli nie w cechach ludzi? Wszak większość cierpień na tym padole łez sami sprowadziliśmy na siebie. Gorzka to dla mnie prawda, ponieważ mimo naturalnych trudności w zapewnieniu godziwego życia, ludziom zawsze, w epoce kamienia i w obecnej erze rozwoju technicznego, żyłoby się nieporównywalnie lepiej, gdyby nie wzajemne wyrzynanie się i wszystkie, bardzo rozgałęzione, koszta z tym procederem związane.
Ludzkość wydaje na zbrojenia kilka miliardów dolarów dziennie. Dziennie! Odpowiednio wydatkowane, te niewyobrażalnie wielkie pieniądze mogłyby zlikwidować głód na Ziemi, uratować życie milionom, podnieść jakość życia miliardom ludzi.
Z zachowaniem odpowiednich proporcji, tak było zawsze. Zawsze też trafiali się jacyś Nabuchodonozorowie i Dżingis Chanowie, Hitlerowie i Stalinowie z piekła rodem.
Jest w nas dobro i zło. Chciałbym wierzyć, że więcej dobra, ale jeśli nawet tak jest, to wszak dobro jest delikatnej natury, łatwo ulega brutalnej sile zła, mimo twierdzeń o jego utajnionej potędze. O przewadze lepszej strony człowieka myśli idealista ukryty we mnie, natomiast racjonalista widzi to nieco inaczej. Zło jest na swój okropny sposób łatwe, dobro natomiast wymaga pewnego wysiłku intelektualnego, jako że jest w znacznej mierze rezultatem rozwoju cywilizacyjnego, wznoszenia się naszych moralnych standardów, nie zawsze łatwych w stosowaniu. Czy w takim razie zło jest pierwotne, instynktowne? Co tu jest pierwotne, co wtórne? Nie wiem, jednak trudno zaprzeczyć, iż zło tkwi w naszych trzewiach nader skore do wydobycia się na powierzchnię. Z drugiej strony, dla pocieszenia, wypadałoby wskazać na praźródło dobra tkwiące w ludziach: altruizm wykształcony w toku rozwoju naszego gatunku.
Nasza historia, mimo całej swojej okropności, niesie też pocieszenie, a nawet pozwala odrodzić się optymizmowi.
Na ogół nie uświadamiamy sobie faktu niebywałego w dziejach Rzeczpospolitej: życia trzeciego już pokolenia Polaków nie znających wojny (siebie liczę do pierwszego pokolenia; moi rodzice wojnę znają z autopsji), a przecież przez wieki całe każdy dorosły Polak doświadczał tej okropności, niemal każdy mężczyzna był na wojnie. One same, mimo iż nadal polegają na zabijaniu, zaczynają podlegać rygorom norm moralnych. Brzmi idiotycznie? Ależ nie! Niedawno amerykański generał tłumaczył się ze śmierci kilku cywili zabitych przy okazji działań wojskowych, a żądanie tegoż sto lat temu spowodowałoby wzruszenie ramion wojskowych. Warto też pamiętać, iż wcześniej normą było mordowanie lub sprzedaż wszystkich mieszkańców zdobytego miasta. Zmiany norm moralnych są bardzo duże i dotyczą wielu gałęzi życia społeczności ludzkich, a w ciągu ostatnich dziesięcioleci proces ten nabrał szybkości. Te właśnie fakty napawają optymizmem. Owszem, lokalne wojny zdarzają się i teraz, jest terroryzm, ale społeczeństwa i władze państwowe inaczej je oceniają: jednoznacznie negatywnie. Warto też zastanowić się nad przyczynami. Terroryzm i ostatnią wojnę europejską, mianowicie w byłej Jugosławii, łączy coś, co nienawiść i chęć mordowania bardzo wzmacnia: fanatyzm religijny, trucizna o wielkiej sile oddziaływania na ludzi. Trucizna wszczepiona, nie wrodzona, co też pozwala mieć nadzieję na przyszłą jej eliminację.
Na wydobycie dobra z człowieka.

Dopisek.
Po zastanowieniu zdecydowałem uzupełnić wątek o religijnym fanatyzmie.
Ten terroryzm, który tak boleśnie odczuwa współczesny świat, związany jest z islamem, a sprawcami zamachów są ludzie bardzo religijni. Fanatycznie religijni. Wierzący w dobre przyjęcie ich czynów przez Boga i w odebranie nagrody po swojej tragicznej śmierci. Czasami słyszę pytania o powody, o motywacje ludzi zgadzających się na akty samobójcze; tutaj mamy prostą, jasną i pełną odpowiedź: ci ludzie wierzą, iż z chwilą śmierci znajdą się w raju.
Problem terroryzmu islamskiego jest więc problemem natury religijnej. My, Europejczycy, powinniśmy o tym pamiętać, a to z powodu naszych czynów dokładnie takiej samej natury. Kilkaset lat temu organizowaliśmy armie ochotników i wysyłaliśmy ich na Wschód dla zabijania innowierców, jeśli nie zechcą zostać chrześcijanami. Warto zaznaczyć, iż nie działo się to w podziemiu, jak na ogół działa współczesny terroryzm, a oficjalnie, za zgodą władz państw europejskich i z błogosławieństwem papieży gwarantujących raj dla poległych krzyżowców.
Zbieżności wyraźne. Europejczycy, a już zwłaszcza rzymscy katolicy, powinni o nich pamiętać, potępiając – jak  najbardziej słusznie – terroryzm islamski.


31 komentarzy:

  1. Tak się zastanawiam, jak wyglądałaby ludzkość na przestrzeni dziejów, gdyby nie była religijna. Może obyłoby się bez ofiar i krwawego nawracania. Uważam, że cząstka boskości dana jest każdemu, mniej więcej po równo. Religie każą wierzyć w bogów i często usprawiedliwiają niecne uczynki.
    Podoba mi się wiara dawnych Indian - bóg Słońce i szacunek dla przyrody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Aniko.
      Wydaje mi się, że ludzkość jest bardziej wierząca, niż religijna. Rozróżniam tutaj wiarę w Boga od przepisów, nauk, organizacji, zakazów i nakazów, czyli od religii. Wiara była i jest potrzebna, będąc wspomożeniem i pocieszeniem, a religia? Myślę, że przynależność do organizacji, poczucie wspólnoty, jest człowiekowi potrzebne, a skoro tak, tworzone są organizacje religijne i pojawiają się ludzie monopolizujący kontakt z sacrum.
      Monoteistyczne religie posiadające spisane księgi święte szybko stają się fundamentalistyczne i bardzo niechętne zmianom, zwłaszcza w sferze moralnej. Wyraźnie widać to w historii chrześcijaństwa, która była też, niestety, historią Europy, widać aż nadto jaskrawo w świecie muzułmańskim. Cóż zrobiono dla poprawy ludzi i ich życia w ciągu kilkuset lat wszechwładzy Kościoła w Europie? Raczej niewiele, a postęp – nade wszystko moralny - zaczął pojawiać się poza tą organizacją i wbrew niej. Jeśliby efekty tamtych czasów ekstrapolować na całą historię ludzkości, należałoby uznać, iż bez religii zmiany in plus byłyby niewątpliwie znaczne.
      Dająca się zauważyć odwrotna proporcjonalność między zamożnością i stabilnością życia społeczeństw, a ich wiarą i aktywnym uczestnictwem w rytuałach, dobrze wróży na przyszłość. Dobrze ludziom, źle organizacjom.
      Wiesz, bogowie Indian też potrafili być okrutni: był Manitou, ale byli też bogowie azteccy.
      Aniko, wierzę, że zmiany na lepsze byłyby już dawno, gdyby więcej było bóstw żeńskich i więcej kobiet wśród kapłanów. Kobiety w naturalny sposób, z racji swojej uczuciowości, predestynowane są do kapłaństwa; mężczyźni są w tej roli za bardzo konkretni, za mało uduchowieni.

      Usuń
    2. Nie wierzę w to, by którykolwiek z bogów był okrutny. To ludzie, wykorzystujący pobożność innych, czynią z bogów żądne krwi monstra oraz narzędzie władzy.

      Usuń
    3. Podobają mi się Twoje słowa. Nie dlatego, że bronisz bogów, ale z powodu użycia liczby mnogiej. Politeizm podoba mi się bardziej, niż wiara w jednego boga, chociażby z powodu tolerancji wobec nowych, innych bóstw.
      Myślę, że ktoś tak potężny, jak stwórca Wszechświata, jest istotą dobrą, ale u mnie wynika to raczej z rozumowania, nie z wiary, której mi brakuje. Po prostu uważam, że zło podniesione do boskiej potęgi zniszczyłoby każdy świat. Gdy można zrobić wszystko, robić można tylko coś dobrego, tak więc zgodzę się z Tobą, Aniko.

      Usuń
  2. Ilekroć próbuję dodać komentarz, tracę zasięg. Tu pod Górą to zupełnie normalne, a jednak drażni mnie ta niemożność wzięcia udziału w dyskusji.
    Uważam, że oddzielenie wiary od religii i instytucji kościelnych jest rzeczą podstawową.
    Ponadto, to dobro,jako idealne jest piewotne. Zło to niedostek,ułomność,wynaturzenie. Z drugiej strony, czy docenialibyśmy dobro,gdyby było powszechne i jedyne? Odczuwamy je,niestety, poprzez pryzmat zła. Zatem Bóg, czy też Bogowie są dobrzy. (jeśli przyjrzymy się z bliska słowom Biblii, zauważymy, że Jahwe nie twierdzi, że jest jedynym Bogiem, a tylko to, że ma być jedynym dla swego wyznawcy.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, chyba nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się czytać o czyimś rozdrażnieniu uśmiechając się – jak tutaj; wszak było ono wyrazem Twojej chęci wzięcia udziału w rozmowie :-)
      Twoje i Aniki rzeczowe i spokojne wypowiedzi sprawiły mi radość, poczułem też ulgę. W tekście wspomniałem o zastanawianiu się, a powodem były obawy o przyjęcie moich słów. Dlatego właśnie podziękowałem Anice, dziękuję i Tobie, Anno.
      O ile dobrze pamiętam, pierwsze słowa pierwszego przykazania brzmią jakoś tak: „nie będziesz mieć cudzych bogów przede mną”, a słowa te bez cienia wątpliwości potwierdzają Twoje spostrzeżenie. Cóż, bogowie zawsze mieli cechy ludzi ich opisujących i cechy epoki; gdyby ustalano przykazania teraz, zapewne brzmiałyby inaczej, bez boskiego żądania wyłączności w tłumie bóstw, ale też z – to ważne – nieporównywalnie wyżej stojącą moralnością, sprawiedliwością, ludzkimi (czytaj: przede wszystkim kobiecymi) prawami. Może współcześnie wypowiadający się Bóg nie napisałby o zakazie pożądania żony bliźniego, a o zakazie pożądania cudzego męża? Tak przy okazji: wychodzi na to, że kobieta pożądająca obcego faceta nie popełnia grzechu, bo gdzież stosowny zakaz.
      Zaskakująca mądrość i wyrozumiałość:-)
      Tak, trochę plotę przed odpowiedzią na temat główny: co jest pierwotne. W Twoich słowach jest wyraźna nuta idealizmu, a takie wypowiedzi zawsze (o ile nie włączy mi się ten drugi Krzysiek, bardzo rzeczowy i techniczny) są dla mnie łatwe w przyjęciu. Przyznam, że nie mam dokładnie wypracowanego zdania w tej kwestii. Patrzę na nią przez pryzmat swojej (amatorskiej) wiedzy o filogenezie, a więc o rozwoju gatunku ludzkiego. Widać tutaj, nota bene, podobieństwo między złym bogiem a złą ludzkością: taki bóg rozwaliłby swój świat, a może i siebie przy okazji, a gdy w ludziach było tylko zło, nie przeżyliby. Ludzkie dobro jawi mi się wtedy jako warunek naszego istnienia, jako cecha wypracowana w nas przez nas samych, jako nasza odpowiedź na własne zło. Więc dobro byłoby wtórne? Niekoniecznie. Może być równoległe, jednoczesne ze złem, co wyraźniej widać, gdy stonuje się barwy, nie kategoryzuje tak ostro zachowań.
      Zło terroryzmu, a od niego wyszliśmy w rozmowie, niewątpliwie jest złem wtórnym, jest ułomnością - jak napisałaś, chorobą ludzkiej osobowości. Fanatyzm religijny, sprawca tegoż, jest rakiem wiary w dobrego Stwórcę i rakiem człowieczeństwa.
      Masz w swoim telefonie gniazdko na zewnętrzną antenę? Może byłaby ona rozwiązaniem problemu zasięgu? Gdy 20 lat temu kupiłem pierwszy swój telefon komórkowy, wtedy jeszcze analogowy, z kierunkowym 090, kupiłem trzy anteny: do samochodu, kampingu i do domu. Mapa zasięgu w tamtych czasach przypominała rzeszoto.

      Usuń
    2. Myślisz, że inaczej rozłożyłyby się akcenty nowych przykazań. Możliwe, na pewno wybrzamiałoby w nich równouprawnienie. Możliwe, żebyłby i politeizm, bo czymże innnym jest katolicka wiara w świętych? Uważam jednka, że monoteizm jest po prostu wygodny- jeden Bóg od wszystkiego. Popatrz na rozdarcie katolika- coś zginie- "Antoniczku, pomóż". Problem z dziećmi- "św.Anno, co robić?"(może jeszcze być św.Kordula, też zajmuje się matkami). Jedziesz w podróż- św.Krzysztof, zawał na kopalni- św.Barbara,pożar- Florian. A co, jeśli zapomnimy które bóstwo opiekuńcze wezwać? Brrr... strach pomyśleć.
      Miejsca naantenę nie zauważyłam (może i dobrze, nie muszę cały czas być w zasięgu!)

      Usuń
    3. Ten oficjalnie wypierany politeizm w katolickiej wersji chrześcijaństwa jest silniejszy, że wspomnę tylko świętą trójcę - trzy postaci mające być jedną osobą, albo Marię noszącą wszystkie znamiona bogini. A i ona sama ma skłonność do dzielenia się, wszak jest Matka Boska Fatimska, Matka Boska Częstochowska, i chyba tylko ona wie jakie jeszcze ma wcielenia.
      Anno, czasami myślę, że łatwiej byłoby mi uwierzyć, gdybym mógł modlić się do ładnej bogini; gdyby przyjemność patrzenia na jej urodę była mi dozwolona i bezgrzeszna. Gdyby bogini była nie tylko piękna, ale i dobra…
      Tak, w takie bóstwo chciałbym wierzyć. Póki co, czytuję o Makaronowym Potworze. Ciekawa lektura, miejscami pouczająca, albo i zabawna.
      „Błogosławieni trzeźwi, ci bowiem zaleją się w pień przy wulkanie niebiańskiego piwa.”
      Brzmi rozsądnie (nie chlać!), ale i pocieszająco :-)
      Anno, tak sobie pomyślałem, że skoro ten temat został dobrze przyjęty, to może czasami zamieszczę tekst związany w religią lub wiarą?

      Swój służbowy telefon muszę nosić wszędzie i zawsze, nawet gdy idę pod prysznic. Zostawiam go tylko w wolne dni, ale wtedy pryncypał dzwoni na mój prywatny numer, ech. To uwiązanie, to forma zniewolenia, którą trudno byłoby wyjaśnić ludziom jeszcze ćwierć wieku temu.

      Usuń
    4. Znowu mi się nie załadował komentarz. Teraz korzystam z Wi-Fi w pensjonacie, więc może się uda. Wyznawcy potwora spaghetti są pozytywnie zakręceni, a ja mam nadzieję, uda im się zarejestrować związek wyznaniowy!

      Usuń
    5. Wtrącę się:
      MB Fatimska, Ostrobramska, Częstochowska, z Lourdes i inne to nie wcielenia tej samej osoby. To jakby miana tej samej postaci, związane z objawieniami, miejscami kultu.
      A święci to nie bogowie, mniej lub bardziej zakamuflowani. To - podobno - pomocnicy. Tak jakby. Ludzie, za życia dobrzy (kto to stwierdza i na jakiej podstawie??), którzy w zaświatach mają moc orędownictwa i szczególnej opieki. Stąd Barbara i Florian. Ale to nie bogowie.
      No i się wtrąciłam :)

      Latorosłka

      Usuń
    6. O!: pozytywnie zakręceni! Dobre ich określenie. Uśmiałem się przy opisie starań wyznawcy Potwora, bodajże z Dani, który dwa lata walczył o prawo wykorzystania zdjęcia z rytualnym nakryciem głowy (czyli z durszlakiem - cedzakiem) do oficjalnego dokumentu. No i wygrał:)
      Z ich pism:
      „Nie mamy problemu z religią; mamy problem z nauczaniem jej jakby była nauką.”

      Usuń
    7. Swoim wtrąceniem sprawiłaś mi radość. Dziękuję Ci, Latorosłko.
      Święci nie są bogami, jednak mają niektóre atrybuty bogów. Wszak można modlić się do nich, mają swoje miejsca kultu, świątynie im poświęcone, mają moc nadnaturalną. Tak przy okazji wyrażę swoje zdziwienie wiedzą o szczegółach zwyczajów panujących w tamtym świecie. Zauważam też pewną nielogiczność tutaj: ludzie nadają tytuł świętego i uznają, że Bóg niejako automatycznie przyklepuje ten tytuł. Nie słyszałem o przypadku nadania komuś tytułu świętego, oraz późniejszym unieważnieniu z powodu braku boskiej akceptacji, chociaż, nota bene, słyszałem o cofnięciu tego tytułu nadanego nieistniejącym osobom. Dziwię się też temu osobliwemu zwyczajowi polecania (święty poleca kogoś boskiej uwadze) nie tylko z powodu podobieństwa do ludzkiej protekcji, ale też z dość wyraźnego pomniejszania tutaj boskiej wszechwiedzy: wszak trzeba mu coś wskazać, może namówić, wtedy zacznie działać, czyli czynić cuda. Bez pokazania palcem świętej osoby Bóg nie zobaczy problemu zwykłego człowieka? Wszechwiedzący wzór dobra, mający nad wszystkim i wszystkimi pieczę, niedowidzi, niedocenia? Zapewne znawcy Boga znają odpowiedź na te i inne pytania, tylko widzisz, Latoroslko, ich odpowiedzi wywołują u ludzi uśmiech lub wzruszenie ramion – z powodów oczywistych.
      Latorosłko, po co to wszystko? Te wymysły nie trzymające się kupy? Po co do czystego monoteizmu, do wiary w Dobrego Ojca, dodawać dziwaczności?

      Gdy papież Jan Paweł II przeżył zamach, uznał, iż stało się to za wstawiennictwem Matki Boskiej Fatimskiej. Zauważ, że nie ogólnie Matki Boskiej, w właśnie Fatimskiej. Dla osób spoza Kościoła, wyróżnienie to dość jednoznacznie wskazuje na rozróżnianie (niechby nieoficjalne) boskich rodzicielek.

      Usuń
    8. Witaj, Krzysztofie.
      A kto to jest - znawca Boga? ;)

      Człowiek strapiony, który czuje, że znikąd pomocy, prosi świętych o wstawiennictwo po to, żeby swoje prośby di Boga "wzmocnić". On nie zastanawia się wtedy, że to nielogiczne, bo Bóg jako kochający i miłosierny w ludzkim rozumieniu powinien z miłości dać od razu to, o co ktoś prosi. A przecież nie daje, z jakichś powodów nie zawsze daje. Czy więc za wstawiennictwem świętego od swoich powodów niedania odstąpi? Coś w tej interpretacji świętości mocno szwankuje.
      Mocno nie pasuje mi również to, że to człowiek, żyjący tu i teraz decyduje, że inny człowiek ma być uważany za świętego.
      W ogóle dziwne to jakieś a skoro niezrozumiałe to pewnie jest wynikiem celowej działalności w pewnym,konkretnym celu...
      Nie wiem, po co te wymysły nie trzymające się kupy. Był w tym pewnie jakiś interes. Albo my za mali jesteśmy.

      Papież mówił o wstawiennictwie Matki Boskiej Fatimskiej, bo może ten wizerunek najbardziej ukochał? Przed nim najczęściej się modlił? Nie wiem, ale Jezus na pewno miał tylko jedną matkę :) Tą, z Nazaretu :)

      Latorosłka

      Usuń
    9. Niewątpliwie jedną :)
      Myślę, że wrażenie wielu matek boskich bierze się z brzmienia wypowiedzi wierzących. Wszak nie mówią oni o modleniu się przed wizerunkiem Matki Boskiej stojącym w kościele w Fatimie, a o Matce Boskiej Fatimskiej, czyli tak, jakby różne były te matki. Wrażenie jednak jest i to nie tylko u mnie. Ale w sumie mało ważący to argument za skrytym wielobóstwem w chrześcijaństwie. Ten ważniejszy, to danie tej kobiecie tytułów i mocy dawanej zwykle istocie boskiej. Wtedy jedynym wyróżnikiem między Marią a boginią staje się formalne zaprzeczenia jej boskości. Praktyka wierzących i Kościoła temu przeczy.
      Ludzi znających bogów, ich czyny i zamierzenia, ich myśli i plany, jest wielu: nazywają się teologowie. Oni wiedzą wszystko i niczym nie da się ich zaskoczyć. To oni zaskakują.

      Usuń
    10. Wydaje mi się, że kościół katolicki nie przydaje Maryi mocy boskiej. Wręcz podkreśla, że była kobietą, człowiekiem, nie bogiem i przestrzega przed oddawaniem jej czci równej tej, która należy się Bogu. Maryja ma jedynie moc wstawienniczą, tak uczy kościół, który - zgadza się - chyba nigdy nie postarał się wytłumaczyć, dlaczego człowiek potrzebuje czyjegokolwiek wstawiennictwa u Boga, który jest miłością.

      Kościół strasznie wszystko gmatwa i utrudnia :)

      Latorosłka

      Usuń
    11. Tak, Kościół nie mówi o boskości Maryi, ale Izydzie odebrał boskie tytuły, stroje i znamiona boskości, dając je Maryi, człowiekowi.
      Bardzo trafną jest Twoja uwaga o braku wyjaśnienia konieczności wstawiennictwa u Boga, także o gmatwaniu przez Kościół wszystkiego. Mnie często przychodzi na myśl twierdzenie o przeistoczeniu się opłatka w boskie ciało. Wyszło z tego coś bardzo dziwnego, dla niektórych niesmacznego, na pewno niepotrzebnego. Został zepsuty piękny zwyczaj dzielenia się chlebem w czasie posiłku. Po co im to było?

      Usuń
    12. Gdy tak myślę o tym wstawiennictwie, to jedyne wytłumaczenie, jakie mi przychodzi do głowy to to, że tonący brzytwy się chwyta. Gdy wszystko się wali, chcemy zapewnić sobie powodzenie udając się do wszystkich możliwych instancji. Poproszę tego, tamtego i jeszcze tego, o którym mówił mi X, a który podobno wiele może. Może tak to działa?

      Latorosłka

      Usuń
    13. Tak to działa, ale zauważ, Latorosłko, że z tego wynika wniosek dość istotny dla widzenia dogmatów wiadomej organizacji: że oni oficjalnie potwierdzili to, czego oczekują wierni. Tak właśnie robili. Nierzadko aprobowali, czy uświęcali czyniąc dogmatem to, co było przydatne, lub czego nie mogli wykorzenić z ludzi.
      A ludzie zawsze potrzebowali wspomożenia. Czy może dać je ktoś tak bezosobowy, tak wysoko stojący, jak Przedwieczny, skoro on ma na głowie cały świat, a ja jestem pyłkiem u jego stóp? Łatwiej modlić się do mieszkańca niebios, który kiedyś był człowiekiem, ponieważ ktoś taki jest bardziej osobowy, bardziej ludzki, bliższy, a przez to przystępniejszy i bardziej zrozumiały; cenniejszy, mimo iż mniej może.. Tak było zawsze, także przed erą chrześcijańską, tak jest nadal, tyle że wtedy ludzie mieli bóstwa na różne okoliczności, teraz uświęconych, nieżyjących ludzi.

      Usuń
  3. Zrobiło się ciekawie - Sprawca.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zło jest w nas tak samo jak i dobro. Potrzebuje jednak naszego przyzwolenia lub z urzędu. Zło z urzędu motywowane jakąkolwiek religią jest dla nas zabójcze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Były byki, to je zlikwidowałem. A teraz powinna nastąpić poprawa!!!

      -----------------------------------

      Patrz, Krszysztof, kto do Ciebie zajrzał - Roman Wysocki.
      Krzysiek, ten link, który podałeś na wstępie, niestety nie działa. A kiedyś czytałem również tę samą historię.
      Ale za to dam Ci inny link Romana Wysockiego - Sprawcy.

      http://u-zrodel.blogspot.com/p/blog-page.html

      Got mit uns - "Bóg jest z nami" taki napis na sprzączkach pasów wojskowych mieli żołnierze niemieccy do 1945 r. Zastanawiam się, w czyim imieniu zabijali.

      V - Nie zabijaj.

      A wierzący żołnierz po swej spowiedzi i po odbytej pokucie, powinien przyrzec poprawę (Bogu i sobie) i więcej nie popełniać grzesznego czynu. Ale strzela dalej do drugiego człowieka.
      Podobno istnieje wykładnia, która w czasie wojny unieważnia to przykazanie. Wykładnia stworzona przez ludzi.

      Pan Bóg stworzył byka i byk był,
      człowiek wziął kozika
      uciął mu u dołu i stworzył wołu.

      Usuń
    3. Dalej strzela, bo przecież może kolejny raz iść do spowiedzi, a poza tym nic tak nie motywuje ludzi do zabijania, jak wiara właśnie, czego dowodem nie tylko obecne samobójcze ataki terrorystyczne.
      „Bóg, honor i ojczyzna” – takie napisy widnieją na wielu sztandarach. Zabójcza trójca.
      Janku, Bóg miał być z Niemcami, ale przecież część ich przeciwników też tak uważała. Wyobrażasz sobie boskie rozterki w takiej sytuacji? Trudno się dziwić jego białym włosom…

      Usuń
  6. Rano odblokowałem stronę;
    http://dzwonkowadroga.blogspot.com/
    Życzę wypieków na twarzy, Roman

    OdpowiedzUsuń
  7. tom I Homo erectus - cywilizacja.
    Życzenie śmierci.
    http://homo-erectus-cywilizacja.blogspot.com/p/blog-page_63…
    ...przesłanie od Boga...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Romanie, nie mam możliwości pisania teraz, odpowiem za około 10 dni. Przepraszam za to opóźnienie.

      Usuń
    2. Roman Wysocki podał link do swego tematu troszkę niekompletny. Aby do jego opisu dostać się bezproblemowo należy wejść do:

      http://homo-erectus-cywilizacja.blogspot.com/p/blog-page_63.html

      Usuń
    3. Romanie, na pewno zawitam na Twoją stronę o człowieku wyprostowanym, ponieważ ta dziedzina wiedzy nie jest mi zupełnie obca. Tutaj napiszę tylko, także w związku z postem Janka, że mam wielkie kłopoty w wędrowaniu po Twoich stronach. Na przykład nie wiem, gdzie są komentarze i jak napisać swój. A może te funkcje masz wyłączone? Parę miesięcy temu napisałem komentarz pod Twoją Dzwonkową Drogą, ale później nie mogłem go znaleźć, a szukałem chcąc sprawdzić, czy napisałeś coś w odpowiedzi. Napisz mi, proszę, parę wskazówek.

      Usuń
    4. Więc proszę: krzysztofgdula@gmail.com

      Usuń