Moja książka

O wydaniu książki

011216 Od wielu lat błądziła po mojej głowie myśl o wydaniu jakiejś części moich tekstów, ale było tak, jak często u mnie, czyli tak, ...

środa, 29 marca 2017

O upływie czasu


250317

Z czasem dzieje się coś dziwnego. Jeśli przynosi niemiłe przeżycia, dzień potrafi się wlec bez końca niczym nitka smoły, by użyć porównania Gołubiewa, jednocześnie dni pędzą nieprzytomnie, godziny zamieniając w minuty. Ranek zbliża się do zmierzchu, po wtorku od razu jest piątek, jesień styka się z wiosną, a ta jest tylko chwilą rozciągniętą na ramach jednego dnia.

Przecież pamiętam dobrze: miesiąc temu wyjechałem w góry po raz pierwszy, dwa tygodnie temu pojechałem do domu, na świąteczny urlop, a wróciłem wczoraj i oto siedzę wśród toreb i pudełek, w które zbieram drobiazgi niekoniecznie mi użyteczne, ale potrzebne dla stworzenia namiastki domu. Wziąłem laptopa na podołek i otworzyłem dopiski czując pieczenie oczu. Sięganie po komputer lub książkę jest moim odruchem: gdy coś się dzieje we mnie, ucieczka w słowa pomaga mi zrozumieć siebie, rozładować emocje, ugasić pragnienie czy oddalić smutek. Jutro już mnie tu nie będzie, opustoszały pokój uśnie na półrocze. Gdy któregoś październikowego dnia wejdę do niego, zobaczę go zakurzonym i obcym, ale na drugi dzień, zapełniony mną i moimi rzeczami, na nowo stanie się moim miejscem.

Ale to dopiero jesienią. Teraz gdziekolwiek spojrzę, widzę znamiona upływu czasu budzące  nostalgiczny smutek. Na ścianie wisi urocza maleńka laleczka kupiona przed świętami 2015 roku; dodałem takie figurki do świątecznych prezentów, jedną zostawiając sobie dla jej urody. Biorę ją w palce i oglądam; jest ładna – myślę – a kurz na wysokim kapelusiku wydaje się być materialnym przedstawieniem czasu.

Zbieram książki. W kampingu mało mam miejsca, więc biorę tylko wybrane, a wśród nich dwie stałe towarzyszki: Raj utracony Miltona i tragedie Ajschylosa. Nie zaglądam do nich często, ale lubię je mieć przy sobie. Spod dwóch tomów encyklopedii sudeckiej wysunęła się pożółkła kartka, na której czytam notatki sprzed kilku laty; odkładam ten niepotrzebny papier jak coś cennego. Otwieram pudełko z wkładkami do butów, szukam wśród nich skórzanych, które zabiorę ze sobą dla ochrony stóp w upalne dni; wiele z tych wkładek robiłem sam, a gdy patrzę na nie, wraca miniony czas, droższy i lepszy niż wtedy, gdy przemijał.

Ta cecha naszego ducha budzi we mnie dwa różne odczucia: jest cenna wyzłacając minione lata i chwile, ale miewam też żal do niej o to spóźnione docenianie mojego czasu.

Przez chwilę wybieram parę butów górskich do zabrania, ale mógłbym to robić godzinę albo i cały wieczór, dotykając skóry, wąchając ją, wodząc palcami po szwach i słuchając siebie. Każda ich para ma zdolność przywoływania innych wspomnień, każda ma swoją historię, o wszystkich mógłbym długo pisać; patrzę na nie i widzę obrazy tworzone we mnie. Te buty nie tylko budzą wspomnienia, one mają także zdolność gaszenia mojej tęsknoty, i dlatego zabieram ze sobą jedną ich parę.

Usiadłem w fotelu, chwilę wodziłem wzrokiem po zabałaganionym pokoju, ale przymknąłem oczy słysząc muzykę z kantaty Bacha. Ta jest jedną z moich ulubionych, posłuchajcie jej:

Utwór jest zapisany w katalogu dzieł Bacha pod numerem BWV 84.

Może się nie podobać, wiem. Kiedyś taka muzyka i mnie się nie podobała, jednak później przez ponad rok słuchałem tylko kantat Bacha. Może trzeba się oswoić? Wsłuchać?

Napiszę o dzisiejszej mojej chwili, ponieważ jest a’ propos.

Wysiadłem z ciężarówki i zobaczyłem przy kołach białe drobinki, jakby kwiaty, ale ze względu na ich małe rozmiary pewności nie miałem. Klęknąłem, zmieniłem okulary, nachyliłem się i wtedy zobaczyłem… piękno. Po prostu piękno zaklęte w maleńkie kwiatuszki wiosnówki. Na rozległym trawniku w centrum miasta, o krok od zakorkowanej ulicy, istnieje inny świat, którego bogactwo można dostrzec tylko wtedy, gdy nachyli się ku niemu. Z kantatami Bacha może być podobnie, i nie tylko z nimi.



Jutro po raz ostatni wstanę o trzeciej, zaparzę kubek mocnej kawy i termos herbaty z sokiem malinowym, zapakuję plecak i głęboką jeszcze nocą pojadę na południe, w moje góry. Obiecuję sobie chodzić od świtu do zmierzchu, wykorzystać każdą minutę tego ostatniego dnia, zmęczyć się na szlaku i w ten sposób oddalić tęsknotę na dłużej. Wiem, że ona przyjdzie już za kilka dni, ale tyle mogę: iść. Iść i patrzeć.



Żeby nie było tylko nostalgicznie, dodam swoją… bezradność.:

Jak uczynić stronę google stroną startową? Teoretycznie jest to proste, wystarczy trzy kroki:



„Otwórz przeglądarkę i wejdź na www.google.com

Przeciągnij i upuść tę kartę na przycisk strony startowej. 

Kliknij Tak.”



Wkleiłem tutaj instrukcję skopiowaną ze strony google.
Kilka już razy czytałem tę instrukcję i szukałem zarówno karty, jak i przycisku, ale ani nie udało mi się znaleźć, ani nie doszedłem sposobu przeciągnięcia strony na przycisk drugiej. Odnoszę wrażenie, iż to, co się wyświetlało na ekranie autorowi tych słów, nijak się ma do zawartości ekranu mojego laptopa. Czy ktoś wie, co to jest przycisk strony startowej i gdzie go szukać?

10 komentarzy:

  1. ... wraca miniony czas, droższy i lepszy niż wtedy, gdy przemijał...
    jakież to mądre słowa, czy trzeba wieku dojrzałego, żeby to poczuć?
    mam tę świadomość, że życie moje osiągnęło już punkt kulminacyjny i teraz to już ... jak po równi pochyłej:-) dlatego żal mi każdego dnia, każdej chwili zmarnotrawionej, chciałabym jeszcze tyle poznać, zobaczyć:-) i czekam na post "o pożegnaniu gór", a w kwestii "bezradności" niestety, nie pomogę, u mnie te sprawy załatwia syn:-)
    Nie znałam wiosnówki, aż musiałam sobie zdjęcia wyświetlić:-) chyba nie ma jej u nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario, nie znam nawet ćwierci roślin znanych przez Ciebie, nie znałem i wiosnówki, ale dzień przed zobaczeniem tych kwiatów, a rośnie ich tam mnóstwo, całe kobierce, czytałem na blogu, który często odwiedzam, post właśnie o wiosnówce. Gdy nachyliłem się nad tymi kwiatuszkami, wydawało mi się, że to właśnie te, których zdjęcia oglądałem na blogu. Wieczorem sprawdziłem: to była wiosnówka. Czytałem, że powszechnie występuje w całej Polsce, tyle że łatwo jej nie zauważyć z powodu jej maleńkości. Także z powodu nieznajomości. Ta cecha jest bardzo wyraźna u mnie, a myślę, że nie jestem wyjątkiem: słabo postrzegam to wszystko, co jest mi nieznane.
      Równia pochyła? Nie, Mario. Nie myśl tak. Po prostu przepołowiłaś życie (chociaż sądząc po paru zdjęciach, jakie widziałem, to chyba nawet nie połowa), ale przecież druga połowa będzie pełniejsza, bardziej świadoma, cenniejsza.
      Zacząłem sezon, a to oznacza, że czasu mam mniej. Nawet nie zacząłem opisu ostatniej niedzieli. Wczoraj miałem dwie godzinki wolne, więc dokończyłem ten ostatni tekst. W tej chwili jadę (jako pasażer), wyjazd jest służbowy, wolne będę mieć po godzinie 20, po trzynastu godzinach pracy. Żeby wykorzystać czas, wziąłem w podróż laptopa i teraz na kolanach piszę. Kiepsko mi to wychodzi, bo stary bus trzęsie.

      Usuń
    2. Stary bus się telepie, myśli telepią się również.

      Usuń
  2. Też mam pełno drobiazgów, które z biegiem czasu przypominają minione chwile.
    Dojrzały wiek, pozwala dojrzeć wartość minionych chwil.
    Dojrzały wiek jest jak dojrzałe wino...

    Domyślam sie, że używasz przeglądarki Mozilla Firefox.
    W temacie google - zadzwoń, to Ci coś podpowiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mam liska w płomieniach.
      Myślę, że samego wieku mało, potrzebna jest też refleksja, a nie każdego człowieka na nią stać.
      Janku, wolałbym, mimo wszystko, pić dojrzałe wino będąc mniej dojrzałym facetem :-)
      Zadzwonię, Janku.

      Usuń
    2. Więc pijmy słodkie wino,
      co ma czterdzieści lat.
      Kochajmy się w dziewczynie,
      tą co ma dwadzieścia lat...

      Krzysiu, przycisk strony startowej liska jest u góry, w prawej części jego okna.
      To taki rysunek domku. A resztę podam Ci telefonicznie.

      Usuń
    3. Dzięki za pomoc, Janku. Bez Twojej pomocy nie dałbym rady.
      Janku, pisałem do Marii, że skończę pracę po godzinie 20, ale złapaliśmy kapcia, w rezultacie pracę, zaczętą o godzinie 7, skończyłem o 21.30.
      Witam w lunaparku.

      Usuń
    4. Cieszę się, że moja pomoc się przydała. Lubię pomagać będącym w potrzebie.

      ...Dwadzieścia lat dziewczyna,
      to pęki białych róż...

      Usuń
    5. Jejku, Janie, w jakim Ty jesteś nastroju:-) wiosna działa cuda:-)

      Usuń
    6. Prawda?
      Mówią, że mężczyzną jest się niezależnie od wieku.
      Mówią, że kobietą jest się zawsze.
      Prawdę mówią.
      Wiosna! Wczoraj stałem pod wielkim krzewem forsycji i patrzyłem w górę, na ukwiecone gałęzie. Na tle błękitu nieba wyglądały cudnie.
      Mario, wczoraj w końcu napisałem o niedzieli. Dzisiaj albo jutro przejrzę tekst i uporządkuję zdjęcia.

      Usuń