Moja książka

Góry Kaczawskie słowem malowane

250619 Miałem okazję poznać świętokrzyskie drogi i tatrzańskie szlaki, przemierzałem łęczyńskie bagna i podlubelskie lasy, spędziłem ki...

wtorek, 23 stycznia 2018

Dżentelmen i kobiety


230118

Parę zdań o mojej ostatniej lekturze, powieści „Dżentelmen w Moskwie” autorstwa Amora Towles’a.



W ostatnich latach coraz mniej czytam powieści, niewielką ilość swojego wolnego czasu poświęcając raczej pozycjom popularyzującym naukę lub starym tekstom, bardzo starym.

Gdy zastanawiam się nad takimi swoimi wyborami dochodzę do wniosku, iż głównym powodem jest brak czasu i pragnienie jego najtreściwszego wypełnienia. O ile powieść nie zaciekawi fabułą, o ile nie zwiążę się emocjonalnie z jej bohaterami, muszę przebijać się przez strony opisujące tło – powieściowy świat z jego wyglądem aż do szczegółów w rodzaju opisu domów czy ubrań, żeby dojść do miejsc istotnych, wnoszących coś znaczącego nie tylko do fabuły, ale i do mojej wiedzy o świecie rzeczywistym, którą – mam taką nadzieję – przekaże mi autor snując swoją opowieść.

Nie zawsze to się zdarza, raczej tylko w dobrych książkach, ale nawet gdy taką czytam, odczuwam coraz większą chęć pominięcia tych wszystkich ruchów pędzla tworzących tło głównej postaci i skupić się na niej samej; coraz bardziej szkoda mi czasu na tak obszerną formę wypowiedzi twórcy, jaką jest klasyczna powieść.

Zacząłem czytać „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk, i uznając powieść za świetnie napisaną, a autorkę za pisarkę dużego formatu, książkę odłożyłem dotarłszy do siedemdziesiątej strony.

Dlaczego więc przeczytałem „Dżentelmena w Moskwie”? Pierwszym powodem było poczucie… może nie obowiązku, raczej powinności. Otóż książkę otrzymałem do biblionetkowego Mikołaja, i uznałem, że na tym portalu najwłaściwszą formą podziękowania za prezent będzie opublikowanie swojego tekstu o książce. Drugi powód pojawił się sam w czasie czytania: fabuła zaciekawiła mnie, a i forma oraz sposób jej prowadzenia zachęcały do czytania. Było więc zwyczajnie – tak, jak bywa z dobrze napisanymi książkami.



O nadrzędnej wartości naszego wnętrza w życiu pisano już, a to przesłanie, ta myśl, jest może i najważniejsza w powieści, jednak skupię się na dwóch innych przesłaniach, czy raczej obrazach, które na mnie także zrobiły wrażenie. Pierwszy już w tytule jest sugerowany: zachowanie się arystokraty i dżentelmena w codziennych sytuacjach, w kontaktach z ludźmi spoza arystokracji. Obraz, trzeba przyznać, ładnie namalowany, mimo odrobiny idealizacji, ale to tylko moje wrażenie, przy którym nie będę się upierać. Oczywiście odruchowo siebie podstawiałem w miejsce tytułowego dżentelmena, jednakże porównania nie wypadały dla mnie zbyt dobrze, do czego ze wstydem się przyznaję.

Drugim przesłaniem jest wołanie o pamięć milionów istnień ludzkich okrutnie i jakże często bezsensownie, najzupełniej niepotrzebnie złamanych, zniszczonych, sponiewieranych w komunistycznej Rosji. Po lekturze nie tylko „Archipelagu GUŁag” Sołżenicyna mam pewne pojęcie o tym wszystkim, co się działo pod rządami komunistów w Związku Radzieckim, jednakże tutaj zadziałała zwykła ludzka cecha powodująca emocjonalnie silniejszy odbiór wiedzy o losie konkretnych osób, niechby pojedynczych, niechby nawet fikcyjnych, jednak w powieści nakreślonych wprawną ręką, niż precyzyjne co prawda fakty o martyrologii milionów, ale tym sposobem pozbawione indywidualnych rysów i losów.

Oto moje osobiste przesłanie:

Gdy słyszymy niepochlebne opinie o ludziach byłego Związku Radzieckiego, o ich dziwnych albo i dziwacznych poglądach o świecie, także o pracy i poszanowaniu własności; gdy śmiejąc się oglądamy filmiki na youtube pokazujące ich zwyczaje; gdy odczuwamy skłonność patrzenia na nich z góry, pamiętajmy o strasznych warunkach, w jakim te narody żyły przez parę pokoleń.



Gdybym na tych słowach zakończył, czytający ten tekst mógłby mieć niewłaściwe wyobrażenie o powieści, wspomnę więc jeszcze o trzech kobietach, dzięki którym życie tytułowego dżentelmena nabrało barw i sensu. Trudno byłoby rozwijać ten temat nie zdradzając tajemnic fabuły, więc powiem tylko, że właśnie kobiece (i dziewczęce) postacie przywiązały mnie do książki, a z nich zwłaszcza ostatnia, Zofia. Historia ich związku jest wzruszająca i nadzwyczaj pięknie opisana. Nie zdradzę charakteru ich wzajemnych relacji, tym bardziej finału, a jedynie pozwolę sobie przepisać niżej drobny fragment a propos i na nim zakończyć ten opis.



„Waży nie więcej niż trzynaście kilogramów, mierzy nie więcej niż metr, cały jej dobytek można zmieścić w jednej szufladzie, rzadko odzywa się niepytana, a jej serce bije nie głośniej niż serce ptaka. Więc jak to możliwe, że zajmuje aż tyle miejsca?!”


9 komentarzy:

  1. Ja z kolei lubię powieści, rozbudowane opisy ... niektóre co prawda męczą, jednak dzielnie brnę do końca, bardzo rzadko zdarza mi się oddać do biblioteki książkę nieprzeczytaną; ostatnio czytałam "Przy szabasowych świecach" z 1967 roku, żydowskie szmoncesy. a potem o Simonie Kossak, potem kryminał Lee Childa, nie pogardzę "O ziołach" o.Klimuszki ... chaos czytelniczy, nazwałabym to tak:-) zatem zapisuję "Dżentelmena w Moskwie", może będzie w bibliotece:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Simona Kossak była niesamowitą kobietą.
      Mario, najważniejsze, żeby czytać, a zainteresowania mogą być bardzo różne. U mnie czynnikiem najważniejszym jest brak czasu. Tę książkę przeczytałem w czasie przerw w pracy, dwa razy dziennie po 15 minut.
      Książkę czyta się lekko, jest dobrze napisana i nieźle przetłumaczona. Spodoba Ci się.

      Usuń
  2. Cześć dżentelmenie!
    To chyba bardzo fajna książka, czytałam o niej. Prawdziwie zabawna i smutna jednocześnie. Komentarz chciałam zamieścić zaraz po ukazaniu się Twojego postu, niestety mi zniknął, gdyż pisałam w okienku, po czym powędrowałam na chwilę na inne strony (naturalnie Ciebie za to winię :D, przecież kogoś muszę:D) i naturalnie tekst zniknął bez śladu. Swoją drogą to kolejna ciekawostka technologiczna, że te ślady w sieci, ktore chcę zatrzymać rozwiewają się jak dym, a te ktore bez wahania wyslalabym do krainy niepamięci (szczególnie dane) natrętnie się narzucają i są, są na wieki wieków.
    Wracając do Twojego wpisu ja lubię tło, opisy świata, chociaż zgadzam się, że bohaterowie i fabuła zawsze mają pierwszeństwo, ponieważ są drogą w obcych mi realiach. Co więcej, opis uwiarygadnia dla mnie bohaterów i ich losy.

    „Księgi Jakubowe”, westchnę ciężko. Tokarczuk ogromnie cenię lecz jej książek - tej - czytać na razie nie mogę. Pożyczyli mi ją przyjaciele, woziłam ją w bagażniku samochodu przez dwa miesiące, teraz leży na półce, za zamkniętymi drzwiczkami (dolne półki mam zamykane, IKEA), aby mnie nie drażnić. Oddać nie mogę, ponieważ spotkam się z pytaniem: „I co? Jak ci się podobała? Jak ja odebrałaś?”. Na razie więc czeka, ponieważ nie mam siły się za nią zabrać. Jest za opasła, za mały druk, za ciężka do łóżka, za trudna i w tym momencie co innego mnie pociąga i rwie bardziej, jest pilniejsze. Zupełnie więc się Tobie nie dziwię.
    O wartości wnętrza pisz. Czy to w gruncie rzeczy nie jest najważniejsze? Dla mnie pozostajemy, tak czy tak, sami ze sobą.
    Arystokrata jeśli ma do siebie dystans i uprawia arystokrację w obliczu systemu jest ciekawy, prawdziwy. Masz rację odnośnie kontekstu. Kontekst jest najważniejszy. Łamie każdego bez wyjątku. Teraz ja smucę:(.
    A Zosi z powieści, trzynaście kilogramów kibicuję :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, stanowczo dżentelmenem nie jestem.
      W czytaniu Ksiąg Jakubowych przeszkadzał mi przede wszystkim nielubiany przez mnie okres, mianowicie schyłek Rzeczpospolitej. Gdyby akcja działa się w dobrym okresie naszego państwa, zapewne przeczytałbym.
      Chomiku, mordęgę z programami i komputerami znam, bo przeżywam ją często. W ostatnich dniach wymieniłem laptopa i telefon, no i mam kłopot do kwadratu. Wyobraź sobie, że musiałem dzwonić do syna żeby powiedział mi, jak wyświetlić pulpit, bo mam nowy system operacyjny, a w nim programista umyślił sobie umieścić odpowiedni przycisk w innym miejscu, tak ukrytym, że bez poprowadzenia mnie za rękę nie znalazłbym - po dwudziestu latach codziennej pracy przy komputerze. Czasami odnoszę wrażenie, że programiści specjalnie utrudniają funkcje najbardziej oczywiste; tam, gdzie można zastosować jedno proste polecenie, w jednym krótkim zdaniu zmieścić wyjaśnienie, tworzy się dziwadła, przy których logika nie skutkuje, a tam, gdzie wystarczy parę opcji, zamieszają ich 20, przy czym brakuje najbardziej potrzebnych; ot, chociażby w Twoim przypadku – żeby zachować napisany tekst.
      Zniknięcie tekstu pisanego bezpośrednio na stronie internetowej jest tak częste, że już od dawna każdy tekst piszę przy użyciu programu tekstowego, a na stronę internetową wklejam.
      Pisać o wartości tego, co w nas… Wiesz, w wielu miejscach pisałem i na pewno będę jeszcze pisać. Ot, może po obecnej lekturze, a czytam Platona, który także i ten temat porusza. Dzisiaj szybciutko kładę się spać, bo wstaję o trzeciej i jadę na włóczęgę :-)
      Z trzynastokilogramowego kwiatuszka wyrosła piękna, mądra i dobra róża.

      Usuń
  3. Ostatnio bardzo niewiele czytam
    A tak bardzo to lubię choć rozwlekłe opisy które ciągną się jak flaki z olejem nie należą do moich ulubionych. Lubię jak w książce coś się dzieje. Szybka akcja i reakcja
    Szkoda tylko że cierpię na ciągły brak czas i czasem nawet jak uda mi się już usiąść z książką to po 5 minutach oczy same mi się zamykają

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny. Jak widzę, trafiłaś tutaj przez blog Ani Kruczkowskiej.
      W tej książce nie ma tak rozwlekłych opisów, jednak trudno o niej powiedzieć, że akcję ma szybką.
      Czasu nam brakuje, to prawda, brakuje i mnie, dlatego książkę czytałem w czasie przerw w pracy. Może taką metodę zastosujesz?
      Mam skłonność do tycia. Ratuje mnie nie tyle trzymanie się w ryzach, co moja bardzo ruchliwa, typowo fizyczna praca. Ma więc i dobrą stronę :-)

      Usuń
  4. Mnie również już nie po drodze z powieściami (choć bardzo je lubiłam), a także z telewizją - brak czasu i konieczność wyboru między ciekawym a ciekawszym, potrzebnym a niezbędnym. Wygrywa Internet.
    Wierzę, że "Dżentelmena w Moskwie" warto przeczytać - na zachętę wystarczył mi ten dwu zdaniowy cytat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniko, cieszę się podwójnie: bo byłaś tutaj, i spodobał Ci się cytat, który i na mnie zrobił dobre wrażenie.
      Właśnie tak jest: z braku czasu i nadmiaru zainteresowań (o ile w ogóle można tak powiedzieć) trzeba wybierać. Szkoda, bo miewam wrażenie tracenia, ale cóż poradzić...

      Usuń
    2. Tak, poczucie straty również mi towarzyszy, jednak muszę dokonywać wyborów. Już wiem, że nie da się trzymać wszystkich srok, dlatego godzę się na te upatrzone :-)

      Usuń