Moja książka

Góry Kaczawskie słowem malowane

250619 Miałem okazję poznać świętokrzyskie drogi i tatrzańskie szlaki, przemierzałem łęczyńskie bagna i podlubelskie lasy, spędziłem ki...

czwartek, 12 lipca 2018

O "sztuce" fotografowania

120718
Czasami zajrzę na jakiś blog z fotografiami, a wtedy albo jestem oczarowany, albo zdegustowany – efekt coraz wyraźniej widocznych dwóch odmiennych dróg sztuki fotografowania. Pierwsza, tradycyjna – tak bym ją nazwał – stara się wiernie oddać rzeczywistość. Wiernie, to znaczy tak, jak my ją widzimy, a jeśli zmienia w niej coś, są to raczej drobnostki dla zbliżenia do oczekiwanego obrazu lub usunięcia niedoskonałości aparatu. W tym nurcie liczą się subtelności w oddaniu palety barw i ich nasycenia, oczywiście także wybranie tematu fotografii, właściwe ujęcie i wykadrowanie.
Cechą drugiego nurtu, widocznego nie tylko w internecie, ale coraz częściej w albumach i kalendarzach, a na pocztówkach już od dawna, jest silne aż do zniekształceń uwydatnienie przez autora wybranych parametrów. Ta cecha mogłaby być akceptowana, gdyby chodziło o tworzenie zdjęć artystycznych, w których przetwarza się sfotografowaną rzeczywistość tworząc wyimaginowany świat, ale zdjęcia o których piszę nie są artystycznymi. To zwykłe zdjęcia, tyle że z tak ustawionymi parametrami, iż w efekcie widzi się dziwny, obcy, nieistniejący w naturze świat. Jaskrawe, nierzadko aż rażące oczy kolory przypominające obrazy tworzone przez radzieckie telewizory przed dziesięcioleciami, białe plamy zamiast twarzy (albo czerwone, dla odmiany), nienaturalnie podniesione poziomy ostrości i kontrastu, a to wszystko nie jako efekt braku umiejętności czy sprzętu, ale jako świadomy wybór, celowe działanie fotografa.
Dlaczego??
„Bo teraz tak się robi zdjęcia” – usłyszałem wyjaśnienie nic nie wyjaśniające. Albo impertynenckie „Wy się nie znacie”.
Niezrozumiałą ciekawostką jest nierzadkie robienie tych zdjęć profesjonalnym, drogim sprzętem, tyle że pliki zawierające niewątpliwie porządne zdjęcia przepuszczane są przez programy graficzne, a te na końcu wypluwają twory jako żywo przypominające zdjęcia robione telefonami sprzed piętnastu laty.
Po cóż więc ci fotografowie kupują aparaty za grube tysiące – nie wiem.
Podobne postępowanie widziałem wielokrotnie na festynach, a byłem na dziesiątkach tego typu imprez: najpierw akustyk precyzyjnie ustawia setki regulatorów dźwięku, a później suwaki basów przesuwa na skrajną prawą pozycję i włącza muzykę. Im więcej basów, tym lepiej; im intensywniejsze kolory i ostrzejsze linie na zdjęciach, tym są lepsze.
Symbolem powinien być tutaj młotek. Żadnych subtelności, a jedynie najprostsze, byle silne, bicie po uszach i oczach.
Oto proste recepty na nagłośnienie i na fotografię.
A ludzkie wybory?
De gustibus non est disputandum.

Chciałem dla przykładu zamieścić parę takich zdjęć, ale myśli o prawach autorskich i o ewentualnych kłopotach wstrzymały mnie. Znaleźć je łatwo.

W postscriptum przypominam, iż nie powinno się kupować reklamowanych towarów.

19 komentarzy:

  1. Krzysiu, te drogie aparaty mają takie filtry, że już nic nie trzeba w programie zmieniać! Instagram pełen jest takich dziwnych, nienaturalnych zdjęć. Coraz częściej mam wrażenie, że powtał on w celu kreacji nieprawdziwego świata. Takie targowisko próżności. Ciekawe to porównanie do muzyki. Może społeczeństwo potrzebuje przerysowanego świata? My jesteśmy dinozaurami, zagrożonym gatunkiem, który niedługo wyginie. Mnie drażnią ludzie chodzący po górach w słuchawkach albo co gorsza bez nich tylko z włączoną jakąś tandetną muzyką. Gdzie miejsce na śpiew ptaków i szum drzew?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anno, rozumiałbym, gdyby ktoś przetwarzający w ten sposób zdjęcia mówił, że tak lubi, tak mu się podoba. W końcu to indywidualna sprawa i gust, każdy ma prawo robić ze swoimi zdjęciami co mu się podoba. Ale ci ludzie, chociaż na pewno nie wszyscy, twierdzą, że właśnie tak powinna wyglądać fotografia, że tak i tylko tak jest dobrze, prawidłowo, fachowo, a nawet ładnie.
      Trudno mi inaczej nazwać takie przekonanie jak swoistym zaślepieniem.
      Połączyłem ten trend z muzyką, ponieważ - jakże trafnie zauważyłaś - ludzie jakby potrzebują przerysowanego świata. Dlaczego cechy naturalnego świata, z jego jakże różnorodną muzyką, wspaniałymi kolorami natury (i jej dźwiękami), nie wystarczają, nie satysfakcjonują, nie budzą odzewu ducha – nie wiem. Może wydaje się to za mało wyraziste, zbyt oklepane? Może za trudne?
      Można pójść dalej w szukaniu podobieństw, i na pewno by się je znalazło. Ot, te walki w klatkach. Klasyczny boks jest brutalny, ale mało jej dla niektórych ludzi, no i w odpowiedzi na zapotrzebowanie pojawiły się walki bez reguł. A co się dzieje w sztuce? Są nurty policzone li tylko na zaszokowanie – istne targowisko próżności, powtarzam za Tobą.
      Ostatnio pojawiły się wzmacniacze z głośnikami w kształcie tub, bezprzewodowo połączone z telefonami, co na pewno widziałaś i słyszałaś. Któregoś dnia na ulicy usłyszałem zbliżający się łomot; okazało się, że chłopak jadący na rolkach miał taką tubę w plecaku. Słuchawki jawią się teraz jako wyraz taktu i kultury.
      Ci chodzący po górach z głośnikami faktycznie są… powiedzmy: dziwni.

      Usuń
  2. „De gustibus non est disputandum” , gusty - sfera wrażliwa lecz czy aby na pewno? Czy mi coś smakuje, czy widzę to, co widzę, czy podoba mi się ta piosenka..., czy lubię, czy nie lubię. Preferencje w lżejszych sprawach, gdyż w tych poważniejszych sentencja sprawiałaby kłopot (lubię pić, zabijać, gnębić, dominować, onanizować się na widoku innych). Jakie to wszystko trudne?
    Przyszło mi już to do głowy, kiedy mierzyłeś się z greckimi cytatami bardzo mądrego człowieka swoich czasów.
    Te tuby, o których piszecie i głośniki bardzo by mnie mierziły. Wczoraj kolega z pokoju obok puszczał zbasowaną muzykę - okropne.
    Może to zagłuszanie siebie, może to próby wpisania się w jakąś tożsamość, przecież tak trudno być sobą?
    Ze zdjęciami to mam tak: nie lubię tych - nazwę je staroświecko - w technikolorze, natomiast lubię przekształcenia, które podkreślają, uwypuklają. Takie są zdjecia w sepii, szarościach, zmiany tła, czas, dorysowane, domalowanie jakiegoś elementu. Zdjecie dla mnie to zapis chwili i jeśli ją oddaje to wspaniale. Jeśli nie to tylko poprawiona fotka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga: prawo wyboru tego, co lubię, ma swoje naturalne ograniczenie – jest nim naruszenie niezbywalnych praw innych ludzi. Ma to związek z tymi ryczącymi tubami: u mnie w pracy często ktoś włączy takie coś i tłumaczy się swoim prawem. Gdy mówię mu, że tutaj go nie ma, bo pozbawia mnie prawa do ciszy, do niesłuchania, nie rozumie co mówię. Powiedziałbym, że są tutaj dalekie echa szlacheckiej swobody, wolności Tomka w swoim domku, czyli mówiąc wprost: nieprzejmowanie się innymi i sadzanie siebie w centrum świata. Ktoś bardzo trafnie powiedział, że nieokrzesani ludzie idący przez życie jak czołgi nie mają problemów. To inni ludzie mają problemy z nimi.
      Chomiku, wymienione przez Ciebie przeróbki zdjęć są i były normalne, akceptowane także przeze mnie – tamte jednak nie. Tam została przekroczone granica…. Smaku? Normy? Do wyświetlania zdjęć używam programu IrfanView, łatwo w nim zobaczyć zmiany. Dodam 10% kontrastu czy nasycenia barw – i nierzadko widzę, że jest lepiej. Dodam 20% – różny bywa efekt, czasami przesadzony. Gdy podbiję te parametry (a w tym programie to chwila) o 60%, mam fotografię, o jakich pisałem. W nich jeszcze manipulują przy balansie kolorów i bieli.
      Jeśli używasz tego programu, chętnie wyjaśnię, jak błyskawicznie zmieniać te parametry.
      Twoje przypuszczenie, iż może chodzi o zagłuszenie siebie wydaje się być trafne. Od siebie dodam drugie, odwrotnie skierowane. Gdy patrzę na niektórych ludzi wokół mnie, a mam w pracy całą kolekcję… hmm, oryginałów, myślę, że oni zagłuszają przeraźliwą ciszę w swojej głowie.

      Usuń
    2. Poprawka, może być pustka, cisza jak napisałeś. To jest straszne, i też tak się może zdarzyć. Przed tym lęk odczuwam największy, nie ma responsu, ponieważ być nie może jak powiadają czasami analitycy. Odpowiedź to śmiertelne zagrożenie, ujawnia pustkę, taką bezdenną. Nie wiem, czy tak jest lub może być - są tylko przekazy, że tak może być i sądzę, że pewnie jest.
      Buntuję się i nie wierzę lecz gdzieś z tyłu głowy myślę, że to możliwe. Dzisiaj wróciła koleżanka z urlopu. Była na wyspie zwanej Maderą. Niesamowity kawałek ziemi. Bazaltowe skały, zero turystów szukających plaż i ekscytacji. Jest endemiczna przyroda i to, co przywieziono. góry jak Tatry tylko bardziej, dużo bardziej egzotyczne. przyroda z powodu sprzyjających warunków do wegetacji oszalała. Pomidory, ziemniaki, morele, banany rodzą cztery razy do roku. Dmuchawce, paprocie, jagody są wielkości człowieka. Woda dostarczana akweduktami.
      Ludzie biedni, różnolicy i przyjaźni.

      Usuń
    3. Madera wyspą niesamowitości? Zobaczyłbym, bo nie byłem, ale gdybym miał ułożyć sobie wycieczkę marzeń, chyba wolałbym zobaczyć cielenie się lodowców i sekwoje i Kanion Kolorado i… długo by wyliczać.
      Nie wiemy co i jak myślą inni ludzie, zwłaszcza ci różniący się znacznie od nas widzeniem świata i życia; nie wiemy jak widzą nas i innych ludzi, a już zwłaszcza nie możemy sobie wyobrazić co się dzieje w głowie takiego człowieka na co dzień, w zwykłych sytuacjach. Mogę wyobrazić sobie włączenie głośnej muzyki w samochodzie dla odpędzenia senności w czasie długiej podróży, ale bez takiej potrzeby? Po co? Taki hałas przeszkadza w prowadzeniu samochodu, w myśleniu, więc?…

      Usuń
  3. Dla mnie ważna jest treść zdjęcia, a nie technika fotografowania, te wszystkie parametry, czasy naświetlań, ogniskowe, kadry ... po prostu zupełnie na tym się nie znam; chwała memu aparatowi za to, że ma automat i kilka innych opcji, z których korzystam, przede wszystkim z krajobrazu, kwiatków i motyli:-) reszta to dla mnie czarna magia, a już przedarcie się przez księgę instrukcji i zapamiętanie wszystkiego zniechęca mnie zupełnie; dlatego robię zdjęcia tylko dlatego, że coś mi się podoba i nie obrabiam ich, bo po prostu nie umiem, a przede wszystkim nie mam czasu:-) mam znajomego, który usiłuje mnie czegoś nauczyć, a ja mu na to, że zamiast tej sztuki umiem obsługiwać kosę spalinową:-) pozdrawiam serdecznie z krainy deszczu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario, zgadzam się z Tobą co do instrukcji i tych zawiłości ustawiania aparatu. Zresztą, instrukcje są tak pisane, że dowiedzieć się z nich można przede wszystkim o zakazie wyrzucania aparatu do śmieci.
      Przyznaj jednak, że na swoim blogu nie publikujesz zdjęć nieudanych. Jakichś prześwietlonych, albo ciemnych, zupełnie źle wykadrowanych. Chyba tak jest, nieprawdaż? No i to właśnie chodzi, reszta jest różnicą ilościową. Ty, ja, uważamy, że zdjęcie jest satysfakcjonujące, inni poprawiają go chcąc mieć jeszcze lepsze. Zresztą, nauczenie się wprowadzania podstawowych zmian zdjęcia nie jest trudne, nawet ja się tego nauczyłem i w ciągu sekund zmienię nasycenia barw czy jasność.
      Do tego momentu wszystko jest zrozumiałe. Pisałem jednak o zdjęciach ludzi, którzy mają dobry sprzęt i sporą wiedzę o programach graficznych, ale wykorzystują te możliwości do robienia zdjęć dziwnych, nienaturalnych, przy czym nie chodzi o artyzm, a o to, co w odsłuchiwaniu muzyki jest podbijaniem basów aż do dudnienia. Więc tamci robią takie dudniące zdjęcia i one się im podobają. Myślę, że za mną powiedziałabyś, że wcale nie są ładne, ani nie oddają nastroju chwili.
      Deszcz padał i tutaj, na morzem. Wczoraj calutki dzień, dzisiaj w końcu wyszło słońce.
      Niech świeci, niech będzie ciepło, w końcu jest lato.

      Usuń
  4. Jestem w kropce. Z jednej strony na swoich zdjęciach staram się odzwierciedlić rzeczywistość (zwłaszcza kolory!!!), a z drugiej strony ciągle mi to nie wychodzi. Zżymam się i walczę bez końca, ale nadchodzi moment, kiedy mam dość i poddaję się (a potem jest jak jest).
    Oddanie (znalezienie) właściwej kolorystyki ciągle mnie przerasta. Innych pewnie też. Może dlatego uciekają się do wręcz mdlących przerysowań?
    Dochodzi jeszcze kwestia techniki. Dziś aparaty fotograficzne czy smartfony mają tyle funkcji, że nie wiadomo jak korzystać z tych urządzeń, a poznanie ich zajmuje całe lata. Krzysztofie, uwierzysz, że nie jestem w stanie przyswoić sobie wiedzy zawartej w instrukcji???
    Tym sposobem, chcąc nie chcąc, jak na razie, swoje zdjęcia zaliczyć muszę do drugiego nurtu, eh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje „eh” mogą powtórzyć wstawiając słowa zamiast zdjęć. Nader rzadko w pełni zadowala mnie napisany tekst, i – podobnie jak i Ty – nie potrafiąc go poprawić, publikuję, więc rozumiem Cię doskonale, Aniko Perfekcjonistko :-)
      Kiedyś przyszedł mi do głowy pomysł na zarabianie, na pracę: pisanie poprawnych, zrozumiałych instrukcji. Niestety, okazało się, że firmy nie są zainteresowane poprawnością swoich instrukcji, albo, co częstsze, nie są zainteresowane firmy importujące towar i zlecające tłumaczenie komuś, kto z obcym językiem ma chyba mniej kłopotów niż z ojczystym.
      Na instrukcje mam dobry sposób: nie zaglądam do nich. Nie korzystam z funkcji pomocy w programach komputerowych, bo nigdy pomocy tam nie znalazłem. Już prędzej na forach dyskusyjnych, chociaż i tam autorzy wyjaśnień zakładają aprioryczną sporą wiedzę u czytelnika.
      Wydaje mi się, że autorzy tych mdlących zdjęć idą na łatwiznę, czyli że daleko im do Aniki. Przed chwilą pokazywałem żonie niezłe zdjęcia, ale z nasyceniem barw tak dużym, że wszystko na zdjęciu jest nienaturalne. To łatwizna. Ty starasz się upodobnić zdjęcia kwiatów i roślin do obrazów noszonych w sobie, a że one Cię fascynują, obraz jest idealny. No i mamy rozbieżność tak Ci dokuczającą, ale… Aniko, zaglądam na Twój blog już dość długo, i widzę, że jesteś na dobrej drodze do osiągnięcia zgodności zdjęcia z obrazem noszonym w sobie.
      I tego Ci życzę.

      Usuń
    2. Nie wiem czy tak jest, ale dziękuję - pięknie to napisałeś :-). Jeszcze daleko mi do zdolności tworzenia zdjęć zgodnych z moją wizją, choć czasami jakieś początki tego bywają widoczne (bo to nadchodzi wraz z doświadczeniem, ćwiczeniem i wprawą).
      Moja instrukcja jest bardzo dobrze przetłumaczona, jednak trudno mi w niej znaleźć potrzebne informacje i ułożyć je w jakimś ciągu logicznym. Wygląda trochę jak kaktus - ma pełno igiełek(informacji), pełno odsyłaczy do innych haseł, a jednocześnie wyjaśnienia są (jak dla mnie) niewystarczające.
      Dziękuję i Tobie również życzę jak najwięcej satysfakcji i zadowolenia z pisania :-)

      Usuń
  5. Krzysiek, czy zauważyłeś, ze sprzedawcy aparatów nie licytują krotności zoomu cyfrowego i pojemności matrycy? Bo to była wielka ściema, na którą nabierali się maluczcy. Dzisiaj trzeba sprzedać aparat fotograficzny reklamując udziwnienia, jakie może on wykonać. i też tak udziwnione zdjęcia umieszczane są na "twarzoksiążkach" czy innych Instagramach.
    Dla przykładu, mogłeś spokojnie umieścić zdjęcia o których piszesz podając jednocześnie źródło ich pochodzenia lub zamieścić link do nich. to nie jest karane.

    Jeżeli o zdjęciach mowa, mam nowego motyla - jak na dłoni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karane nie, ale źle jest przyjmowane przez autora negatywne ocenianie jego zdjęć, więc lepiej tak ogólnie…
      O ilościach pikseli jeszcze się mówi, ale za to nic się nie mówi o powierzchni matrycy. Widziałem zdjęcia robione aparatem, który ma matrycę wielkości negatywu kliszy, wyobrażasz sobie? Nie kruszynka wielkości małego łebka szpilki, a tak wielka. No i zdjęcia zadziwiają. Pamiętam jedno: paląca się świeca postawiona w ciemnym pokoju na stole, wokół niej kilka drobiazgów. Widok dokładnie taki, jakbym patrzył oczami.
      Słyszałem, że aparatów fotograficznych klasy popularnej sprzedaje się coraz mniej. Cóż, skoro podobnej jakości zdjęcia robi telefon, który jest multimedialnym komputerkiem kieszonkowym i umożliwia błyskawiczne rozesłanie tych zdjęć...
      Janku, dzisiaj nad ranem przyjechałem do Poznania. Za dwa tygodnie będę już w bazie.
      Dla motyli zajrzę do Ciebie, dziękuję.

      Usuń
    2. Za dwie niedziele będziesz w bazie?
      A ja szykuję zdjęcia z trasy, którą chciałbym przejść z Tobą, ale to jest niespodzianka.

      Usuń
    3. Janku, skoro chcesz, to przejdziemy trasę. Tylko gdy opublikujesz zdjęcia, nie będzie niespodzianki.
      W piątek za dwa tygodnie będę szykować się do wyjazdu na dwa dni. Do bazy przyjadę parę dni wcześniej, w nocy z poniedziałku na wtorek.

      Usuń
    4. Zawsze niespodzianka jest niespodzianką do czasu jej ujawnienia. A później różnie bywa.
      Niejednokrotnie oczarowanie zamienia się w rozczarowanie...

      Usuń
    5. Krzysiek, już odsloniłem moją tajemnicę!

      Usuń
    6. Pojutrze, Janku. Muszę już iść spać, jutro przeprowadzka, przede mną jakieś 20 godzin pracy, a pojutrze, już w nowym mieście, skończę pracę o 19, wtedy przeczytam i zobaczę.
      Dobrej nocy, Janku.

      Usuń
    7. Dobranoc, Krzysiek. O tej porze ja już spałem snem sprawiedliwego.

      Usuń