Moja książka

O wydaniu książki

011216 Od wielu lat błądziła po mojej głowie myśl o wydaniu jakiejś części moich tekstów, ale było tak, jak często u mnie, czyli tak, ...

czwartek, 3 kwietnia 2014

Mróz, śnieg, słońce i Dzwonkowa Droga

Dzień trzydziesty czwarty, styczeń.
Dzwonkowa Droga od Bełczyny do Dworku.

Na tle czystego nieba kończącej się nocy, Ostrzyca stała czarna swoimi lasami poprószonymi srebrzystą szadzią, wydawała się większa i bardziej niedostępna. Niebo, wcześniej o barwie czystego granatu, zrazu błękitniało, dołem natomiast, tuż nad masywem Okola, zabarwiało się szafranowo, ale stopniowo na całej swojej ogromnej wielkości nabierało barw i jasności, a gdy było już gotowe na początek dnia, pospołu z ziemią utonęło w powodzi świecącego złota wylewającego się zza zbocza Ostrzycy. Świeży śnieg zalśnił ciepłą jasnością, później chłodnymi, czystymi i skrzącymi diamentami, zaświecił lód na gałęziach głogów i brzóz, śnieg pod miedzami i na skraju lasu nabrał odcienia delikatnej niebieskości, a kropelki lodu nanizane na łodygi traw zabłysły drobinkami światła. Barwy traw wystających ponad śnieg także przeszły przemianę, nabierając czystości i wyrazistości.
Zaczynał się słoneczny dzień zimowy.





Rozwidniało się, gdy zostawiłem samochód w Bełczynie i poszedłem polną drogą biegnącą prosto na północ, o kilometr na zachód od Ostrzycy, z zamiarem dojścia Dzwonkową Drogą do Lwówka.
Był spory mróz, na otwartych przestrzeniach mroźny wiatr testował moją nową kominiarkę, na końcach kijów utworzyły się bule lodu, a dwie pary rękawic z trudem utrzymywały temperaturę dłoni. Po południu nie mogłem już jeść kanapek; zrobiłem je z dodatkiem plastrów kiszonego ogórka, który najzwyczajniej zamarzł razem z kromkami chleba. Kanapki rozmroziłem i zjadłem dopiero w samochodzie, w drodze powrotnej.
Po dwóch kilometrach doszedłem do ściany lasu i do czerwonego szlaku. Rzadko i niewyraźnie jest on oznaczony, koniecznością jest częste sprawdzanie swojej drogi na mapie, ale skoro ja, gapa, przeszedłem, przejdą i inni.
Ładna to droga - ona sama i widoki z niej. Prowadzi głównie odkrytymi zboczami bardzo łagodnych tam wzgórz, jest więc drogą łatwą, mimo iż dość długą. Miłośnikom polnych dróg, a ja jestem nim, spodoba się na pewno.






Gdy wyszedłem z lasu pod Sobotą i obejrzałem się, doznałem zdumienia widokiem odległej Ostrzycy: nie poszła za mną? Została?? A wczoraj cały dzień kręciła się w pobliżu… 




W tej wiosce było najtrudniej: kręciłem się po niej w poszukiwaniu znaków, aż w końcu poszedłem według mapy. Pierwszy znak szlaku zobaczyłem dopiero kilometr za wioską, w lesie. Dalej prowadziła mnie głównie droga, przy nader niewielkiej pomocy rzadkich znaków.
Jak zawsze, w czasie każdej wędrówki, wiele razy spotykałem sarny, czasami w sporych stadach. Jeśli zauważały mnie z daleka, nie uciekały, pilnie mnie obserwując. Biegły dopiero wtedy, gdy ruszałem dalej, ale spokojnymi, zgrabnymi skokami; w panice uciekały zaskoczone małą odległością. Zawsze chciałbym wtedy zawołać za nimi aby nie bały się, bo przecież chciałem tylko popatrzeć, nacieszyć oczy ich wdziękiem, i zawsze wtedy plącze mi się po głowie myśl o tym baśniowym, czy raczej rajskim, czasie, gdy zobaczywszy mnie podejdą i trącając pyszczkami będą dopominać się smakołyków. Szykując się do wyjazdu, zabierałbym dla nich marchew i jabłka… Może kiedyś tak będzie?
Było już późno, minęła połowa dnia, wiedziałem, że nie mam szans dojść do samego Lwówka, ale może chociaż do Dworku - myślałem. Muszę wracać - powtarzałem sobie i szedłem dalej – jak kiedyś, gdy szedłem drogą Wieczność w Górach Bystrzyckich wiedząc, że tego dnia nie przejdę jej całej. Doszedłem na brzeg lasu, blisko domów wioski, posiedziałem chwilę, wypiłem herbatę i zawróciłem.
Dobrze mi się wędrowało. Droga biegła przede mną, jasna i wesoła, niebo było czystym błękitem, świeciło słońce. Biel pól nie była papierowa, matowa, a żywa, drżąca i subtelnie zmieniająca swoje odcienie. Zachód słońca zastał mnie pod Ostrzycą, kilometr drogi od Bełczyny, tam, gdzie oglądałem początek dnia. Na szczytach wzgórz i na zachodnich ich stokach, śnieg nabierał delikatnego odcienia kurkumy, później szafranu gęstniejącego w pomarańczowy, a gdy ten już miał się stać cynobrem, w ciągu kilku minut zbladł, zszarzał i zniknął. Przez chwilę śnieg miał ledwie widoczny odcień niebieskości, ale zaraz z lesistego jaru, spod czarnej ściany lasu, wypełzła szarość.
Zmierzchało się, gdy niepewny stanu akumulatora, z ulgą uruchomiłem silnik samochodu.






Opis przejścia Dzwonkowej Drogi
Od krzyża przy szosie na północ od Sokołowca droga biegnie prosto i jest wyraźnie widoczna wśród pól. W lesie na północnym zboczu Rawki jej przebieg jest zgodny z mapą: po przejściu strumienia Skora główny dukt biegnie prosto, a w prawo odchodzi boczne odgałęzienie prowadzące na łąki. Po przecięciu gruntowej drogi łączącej Rząśnik z Proboszczowem, droga biegnie skrajem lasu, a gdy ten zaczyna się i na wprost, wiedzie między drzewa. Iść prosto; są tam jakieś boczne odgałęzienia, ale kończą się ślepo. Po kilkuset metrach droga staje się coraz mniej widoczna, jest zarośnięta młodniakiem, w niektórych miejscach właściwie tylko po tym młodniaku można poznać, że idzie się drogą. Kończy się na skrzyżowaniu z duktem wyraźnym, często używanym. Skręcić lekko w prawo. Na mapie zaznaczony jest inny przebieg tych dróg, niewłaściwy.
Po wyjściu z lasu, droga paroma zakolami doprowadza do wioski Bełczyna, a kończy się na skrzyżowaniu z wiejską uliczką, między domami. Po prawej stoi samotny, rozlatujący się budynek. Skręcić w prawo, po około 200 metrach dojdzie się do szosy łączącej Proboszczów z Bełczyną. Dokładnie na wprost zaczyna się polna droga prowadząca ku odległej o 2 km ścianie lasu. Nieco na prawo wznosi się Ostrzyca. Czerwony szlak biegnie równolegle do tej drogi, bliżej góry. Aby dojść do niego, należy skręcić w prawo, przejść szosą paręset metrów i skręcić w lewo w widoczną tam polną drogą. Widziałem tam znak szlaku. Poszedłem drogą na wprost po przeczytaniu mapy: czerwony szlak prowadzi zakolem. Co prawda moja droga prowadzi przez skraj wioski, możliwe więc, że kiedyś droga skręcała w prawo, w stronę Ostrzycy, jeszcze przed Bełczyną, ale teraz są tam ogrodzone pola.
Droga na wprost po około kilometrze zanika wśród pól, ale jeśli pójdzie się dalej prosto, wyraźnie widoczną tam miedzą z rosnącymi na niej tu i ówdzie drzewami i krzewami, dojdzie się do ściany lasu i biegnącej tam dróżki – to czerwony szlak. Na wyraźnym tam rogu lasu droga skręca w lewo, czyli na zachód, przecina polanę i wchodzi w las, a tam jest wyraźnie widoczna. Nie ma tam niespodziewanych rozwidleń, a nawet spotyka się znaki szlaku.
Po wyjściu z lasu droga nadal jest wyraźna, do samych Radomiłowic rosną przy niej topole włoskie. W wiosce droga kończy się przy posesji numer 15A. Skręcić w wioskową ulicę w prawo, i po kilkudziesięciu metrach w lewo, w gruntową drogę prowadzącą przy ruinie kamiennego budynku. Po wejściu w las trzymać się wyraźnie widocznej, używanej drogi; na początku jest lekkie odbicie w lewo, widać je na mapie. Do Soboty droga jest wyraźnie wytyczona. Pod wioską kończy się przy szosie Sobota – Górczyca. Dojść do pierwszej posesji przy szosie, po prawej stronie. Jest ona ogrodzona słupkami murowanymi z kamienia, przy nich skręcić w prawo, w widoczną tam uliczkę biegnącą wzdłuż ogrodzenia. Zakolami ulica prowadzi w dół, do skrzyżowania z inną ulicą, przejść je prosto i idąc ulicą pod górę, po paruset metrach dojdzie się do skrzyżowania, przy którym stoi po prawej okazała budowla w ruinie. Tam skręcić w prawo, w ulicę biegnącą pod górę. Prowadzi tamtędy oznaczony zielony szlak rowerowy. Po kilkuset metrach, przy cmentarzu, już za wioską, skręcić lekko w lewo i iść gruntową drogą wzdłuż ogrodzenia cmentarza. Gdy wejdzie się w las, spotka się znaki szlaku, nadal czerwonego.
Idąc około półtora kilometra wyraźnie widoczną drogą, dojdzie się do skrzyżowania leśnych duktów przy niewielkiej wykarczowanej polance. Drogą poprzeczną biegnie oznakowany szlak zielony. Skręcić w lewo, po 100 metrach wyjdzie się z lasu. Na wprost widać będzie zabudowania wsi Dworek.

2 komentarze:

  1. Panie Krzysztofie,dopiero teraz znalazłem Pański blog w Google. Zapraszam na mój blog Tryptyk jaworski;
    http://dzwonkowadroga.blogspot.com
    strona na FB; Tryptyk jaworski.
    Pozdrawiam, Roman.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Zajrzałem, troszkę przeczytałem, ale tylko dla zapoznania się ze stroną, bo czasu mało mam dzisiaj. W przyszłym tygodniu przeczytałem tekst Dzwonkowa droga.
      Na FB nie zaglądam, bo nie będąc tam zarejestrowany, nie mam dostępu, strony nie otwierają się.

      Usuń