Moja książka

Góry Kaczawskie słowem malowane

250619 Miałem okazję poznać świętokrzyskie drogi i tatrzańskie szlaki, przemierzałem łęczyńskie bagna i podlubelskie lasy, spędziłem ki...

niedziela, 21 grudnia 2014

Jesienne czytanie


Wracam do Homera, czytając jego Iliadę w wolnych chwilach, po trochu i powoli. Ósmą pieśń poeta zaczął słowami, które powtarzałem sobie cały dzień, po prostu zauroczony nimi.:



W szacie o barwie szafranu spłynęła Eos na ziemię…



Te słowa przypominają mi brzaski oglądane w czasie jesiennych i zimowych wędrówek sudeckich; Eos widuję wtedy przez szybę samochodu albo na szlaku, gdy wstaje ponad odległymi grzbietami lub nad czarną linią lasu, a ja zatrzymuję się i gapię na nią, zawsze taką piękną i zawsze budzącą we mnie radość i estetyczną przyjemność. Od wielu lat myślę o zorzy porannej jak o niej, o dziewczynie, dla mnie pięknej dziewczynie; wierzę – jak i Grecy - że także dobrej.

W szacie o barwie szafranu…

Te słowa przypominają mi moje poszukiwanie przed laty wzorca tego koloru i etymologii samej nazwy, ale też słowa pewnego Kaszuba pragnącego zamknąć w dłoni początek dnia. Przywołują wspomnienie pewnego słonecznego ranka wrześniowego, gdy klęcząc wśród białych róż, próbowałem aparatem uchwycić piękno kropel rosy na białych płatkach kwiatów, myśląc o sprawczyni tego cudu - Eos płaczącej nad swoim Memnonem.

Słowa Homera budzą uśpione na co dzień moje marzenie oglądania Eos w Grecji, ale też tęsknotę za wędrowaniem, niecierpliwą gotowość przeżywania i potrzebę kontaktu z pięknem.


Powtarzam je w myśli i cieszę się nimi.

W szacie o barwie szafranu spłynęła Eos na ziemię…

Gdy sięgnie się dostatecznie wnikliwie w głąb siebie, zobaczyć można wiele, wiele chwil pamiętanych przez całe lata i w jakiś sposób ważnych, ale jednocześnie chwil, które ledwie dotykają świata zewnętrznego, bo niemal całkowicie tkwiących w nas - właśnie jak te chwile smakowania uroku słów Homera.



Z niedawnej lektury.

„Kości kopalne, ślady stóp oraz ruiny domostw są historycznymi konkretami, ale najpewniejsze wskazówki, najbardziej trwałe oznaki tkwią w owych maleńkich genach. Przez chwilę przechowujemy je wraz z naszym życiem, następnie, jak biegacz w sztafecie podający pałeczkę, przekazujemy dalej, by ponieśli je nasi potomkowie.

W genetyce tkwi poezja, jakiej trudno dopatrzyć się w połamanych kościach, i to geny tworzą jedyną nieprzerwaną nić, która snuje się wstecz i w przód poprzez wszystkie te cmentarzyska.”



Są to słowa Jonatana Kingdon cytowane w książce „Afrykański exodus” Ch. Stringera na stronie 148.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz