Moja książka

Góry Kaczawskie słowem malowane

250619 Miałem okazję poznać świętokrzyskie drogi i tatrzańskie szlaki, przemierzałem łęczyńskie bagna i podlubelskie lasy, spędziłem ki...

piątek, 6 listopada 2015

Jesień


Ładna pogoda zmieniła moje plany na sobotnie popołudnie; po szybkim obiedzie poszedłem do podmiejskiego lasu z nadzieją znalezienia kolorowej jeszcze jesieni. Las był mieszany, z przewagą drzew liściastych, a kolorów było mało: liczne dęby dawno już pomarszczyły swoje zbrązowiałe liście, zieleń sosen wydawała się bardziej ciemna i przygaszona niż zwykle, i tak naprawdę jedynie małe drzewka czeremchowe przyciągały wzrok jasnymi kolorami swoich liści. Przy jednym z nich, na brzegu leśnej dróżki, zobaczyłem kobietę. Miała na sobie staroświecką pelerynę koloru grafitu i takąż suknię, dołem fantazyjnie postrzępioną, z przyklejonymi kolorowymi liśćmi; później zauważyłem, że liście te były namalowane. Pewnie przeszedłbym nie przeszkadzając w kontemplowaniu kolorów liści, ale kątem oka zauważyłem dziwnie znajomy ruch jej ręki przy gałęziach. Kobieta przesuwała otwartą dłonią wzdłuż gałązek drzewka, a liście bezgłośnie i powoli opadały na ziemię; pierwszy raz widziałem, żeby ktoś robił to, co mnie się zdarza robić jesienią. Gdy na czeremsze nie było już liści, a ziemia wokół niej pokryta była barwami najpiękniejszych bursztynów, kobieta odwróciła głowę i spojrzała na mnie; natychmiast pomyślałem o swoim tygodniowym zaroście na twarzy. Miała jasną karnację skóry, mocno zarysowane brwi i długie, proste, czarne włosy. Wokół oczu i ust widać było pierwsze, drobniutkie jeszcze, ślady lat; jej dojrzała uroda była w tym przełomowym momencie oddzielającym rozkwit od przekwitania i uczyniła na mnie wielkie wrażenie. W sposobie trzymania głowy, w postawie i w ruchach, była duma i pewność siebie kobiety świadomej swojej urody i nawykłej do usługiwania jej.

-Też tak lubisz robić? - miała przyjemny, choć nieco chropawy głos.

-Lubię, ale ja je trącam otwartą dłonią, a ty nie. Jak to robisz?

-Och, to kwestia wprawy.

Kobieta zatoczyła ręką nieznaczny krąg w kierunku pobliskiej kępy drzew, poczułem zapach wilgotnego wiatru znad pustych pól, mimo iż wiatru nie było, i wtedy w tym spokojnym powietrzu chmura liści oderwała się od gałęzi i krążyła w swoim niezdecydowanym locie ku ziemi. Spojrzałem na jej wypielęgnowane dłonie o wyjątkowo długich palcach i niżej, na kolorową plamę liści wokół jej butów - nieskazitelnie czystych pantofelków na wysokich obcasach. W mokrym lesie.

-Kiedyś byłem w lesie akacjowym. Nie było wiatru, a liście bezszelestnie odrywały się od gałęzi i tak samo spadały na ziemię jak te. Też tam byłaś, Pani?

Przyglądała mi się przez chwilę, nim odpowiedziała.

-Byłam. Dlaczego nie lubisz mnie?

-Nie lubię szarego świata i monotonii codzienności.

-Od monotonii codzienności tylko ty sam możesz się uratować, a świat jest takim, jakim go potrafisz zobaczyć.

-Ba! Jak widzieć go ładnym w szary dzień?

-Rozejrzyj się, niewdzięczniku. Widzisz?

Zobaczyłem tamtą bajecznie piękną pajęczynę z nanizanymi kropelkami wody błyszczącymi w niskim słońcu jesiennym; zobaczyłem kępę muchomorów błyszczących w słońcu; skraplającą się mgłę na końcach sosnowych igiełek i usłyszałem, jak te krople z cichym szmerem spadają na liście; poczułem silny zapach liści szeleszczących mi pod stopami na leśnym dukcie, a w górze zobaczyłem oszałamiające bogactwo jesiennych barw klonowych liści.

-Pokazujesz mi tylko to, co najładniejsze. Dlaczego nie pokażesz ciemności długiej nocy, wiatrów i deszczów?

-Ale przypomnę ci twoje rozkoszne godziny z muzyką w ciepłym pokoju; przypomnę ci przyjemność, z jaką słuchałeś wtedy odgłosów wiatru i deszczu na dworze. W lecie szkoda było ci czasu na siedzenie w pokoju, ale idąc na dwór, jednak żałowałeś tamtego czasu. Mojego czasu.

-To tylko efekt prób znalezienia... czegokolwiek. Ładnych drobinek na pocieszenie.

-Jak zawsze u ciebie, marudo.

Uśmiechnąłem się, a ona odpowiedziała mi uśmiechem.

-Wiesz, jaki masz problem? Jesteś smutasem. Nie przeze mnie.

-Nie! No..., może trochę, ale to właśnie przez Ciebie! Ty przynosisz  smutek.

-Moją jest tylko nostalgia i tęsknota. Jedna i druga ludziom potrzebna.

-Potrzebna? A co Ty, Pani, możesz wiedzieć o tęsknocie? Czy wiesz, jak ona potrafi dokuczyć?

-Ty mówisz o tęsknocie? Co o niej może wiedzieć człowiek, na dokładkę mężczyzna?  Czy możesz zrozumieć nieskończony ciąg zmian, z upływem lat stający się niezmiennością? Co możesz wiedzieć o jutrze bez kresu? Powiem więc tak: tęsknię chociażby za zrozumieniem mnie i niebuntowaniem się ludzi przeciwko mojej roli przygotowania świata i was do zimy.

-Brzmi to rozsądnie, ale w istocie jest zamieraniem. To jest smutne.

-Czy naprawdę nie odróżniasz śmierci od snu? Końca od przerwy? Przeżywania od odpoczynku?

-Pani, ludzie nie potrafią zapaść w sen zimowy. Musimy działać dalej.

-Więc zwolnij. Wsłuchaj się w siebie, a znajdziesz taką potrzebę, bo ona jest zgodna z naturą.

-Ale nasze potrzeby nie potrafią zwolnić.

-Ależ potrafią! Wystarczy tylko wrócić do przyrody.

-I co się wtedy stanie?

-Zrozumiesz. Pogodzisz się, może nawet znajdziesz urok.

-Kiedy ja się godzę. Co roku od nowa godzę się z Tobą, Pani, ale płacę za to radością i optymizmem.

-I mnie wystawiasz rachunek?

-Zabierz tym drzewom wszystkie liście, sprowadź zimne wiatry, rób co chcesz, ale zostaw mi słońce.

-Bieg czasu miałabym odwrócić? Nikt tego nie potrafi.

-Wesz, w czym problem? Nie tylko w tym smutku szarych pól i lasów, nie tylko w budzonej przez Ciebie nostalgii, ale i w naszej niemożności przygotowania się do zimy. Twoja rola jest daremna.

-Jesteś niesprawiedliwy.

W jej spojrzeniu było tyle smutku, że poczułem żal do siebie, ale nic już nie mogłem zrobić, bo nim otworzyłem usta, Jesień znikła. Może to i dobrze, bo znowu uraziłbym Ją.

-Wybacz mi, Pani! - krzyknąłem.

Przechodzący ścieżką dziewczyna i chłopak zatrzymali się i patrzyli na mnie z wyraźną drwiną wypisaną na swoich twarzach. Ich pies, owczarek podhalański, wypuścił trzymany w pysku patyk i też gapił się na mnie. Gdy pokazałem im język, wszyscy troje spojrzeli na siebie i zaraz odeszli.

Podszedłem do czeremchy i otwartą dłonią muskałem bursztynowe liście, a one bezszelestnie opadały na ziemię. Podobało mi się to – jak zwykle.

Stałem na skraju lasu oparty o brzozę i przez jej zwisające gałęzie z nielicznymi już żółtymi liśćmi patrzyłem na rozległy przestwór odpoczywających pól. Dzień kończył się, od pól podnosiła się lekka mgiełka, a w oddali, wśród kępy drzew, zapaliło się światło w samotnie stojącym domu.

Mężczyzna siedzący w fotelu nad książką podniósł głowę, spojrzał na swoją kobietę i podziękował jej uśmiechem. Ona podeszła do niego i dłonią musnęła jego włosy, a wtedy on odłożył książkę i przygarnął ją do siebie splatając ramiona wokół jej bioder...

-Jesteś potrzebna. I masz swój urok. – szepnąłem do Niej.

Nie wiem, czy usłyszała mnie.


10 komentarzy:

  1. Gdzieś kiedyś wyczytałem.

    Wiosna to panna.
    Lato jest mężatką.
    Jesień to wdowa.
    Zima jest macochą.

    Lecz na stronie:

    http://wiersze.kobieta.pl/wiersze/jesienna-pani-16550

    jest taki wiersz:

    Jesienna Pani…

    Jesienna Pani, ja Cię znam,
    w szeleście słyszę pieśni Twe
    błękitu, światła nie chcesz znać
    lubisz z purpurą rosnąć drzew.

    Jesteś rozrzutna, powiem Ci,
    bowiem spotykam złoty kurz,
    który osiada tu i tam,
    skrywa się nawet w płatkach róż.

    Na palcach zwijasz chłodny wiatr,
    by wyciszenia przyniósł sens.
    Tyle fantazji w sobie masz
    więc skutki zniszczeń, proszę, zmniejsz.

    Daj się zachłysnąć jeszcze raz
    słońcem aż po zachodu kres.
    Przynieś mi czułość, siłę, czar
    i sercem ciepło, proszę, mierz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Janku.
      Pierwszy wiersz zaskakuje zwięzłością, jest iście lakoniczny. Podoba mi się. O późnej jesieni i ja wygrzebałem parę wersetów.

      Jesień jest smutkiem pustoszejących pól,
      Dymem snującym się nad kartofliskiem.
      Jesień jest posmutniałą twarzą kobiety,
      Moją zamyśloną melancholią wieczorną.

      Usuń
  2. No i zebrało się dwóm romantykom na poezję ;) Opowiadanie zabawne, a przy tym prawdziwe. A swoją drogą, jak można nie lubić jesieni? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem kiedyś krótki okres aktywnego zainteresowania wierszami, ale szybko uznałem, że jednak poezja nie jest moim sposobem wyrażania się; powyższa zwrotka jest fragmentem mojego wiersza o porach roku.
      Aniu, złotą jesień zapewne wszyscy lubią, ale listopadową lub grudniową już niekoniecznie. Staram się dostrzec urodę każdej pory roku, bo każda ją ma, jednak uroda późnej jesieni bywa jak urok złośnicy – przykryty zwałami chmur.
      Dla mnie to opowiadanie też jest prawdziwe, ale chyba z nieco innych powodów. Wszystko, o czym pisałem, zdarzyło się i to do najdrobniejszych szczegółów, jak na przykład patyk w pysku owczarka czy moje trącanie liści otwartą dłonią. Jesień też była, chociaż tylko przez chwilę i raczej na styku rzeczywistości z wyobraźnią.
      Czasami myślę, że takie chwile są prawdziwsze od prawdziwych…

      Usuń
  3. (...)Przyziemna szarość w brązie się nurza,
    Rozkwitły wrzosem wichrowe wzgórza.
    Zmierzch lekką mgiełkę na łąki kładzie.
    Pomrukiwania niosą się w stadzie
    żubrzych zalotów, napiętych karków,
    a obok łanie. Stoją jak w parku
    i oczekują swoich rogaczy(...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Zwycięzca rykiem sukces zaznaczy
      i przywędruje z trzaskiem gałęzi
      a one za nim, jak na uwięzi,
      pójdą pokorne, chętne, gotowe.”

      Przeczytałem i poczułem bunt – jak zwykle – ponieważ coś podobnego zdarza się widzieć i wśród ludzi.
      Janku, ryk samców słyszałem w Bieszczadach: bliski był i potężny, czułem się mały słysząc go. Później pomyślałem, że reagowałem tak, jak zapewne reagował słabszy rywal tego ryczącego.
      Jestem w domu, za oknem mokry listopad, ale i brzoza w zielonych i żółtych liściach…
      Pamiętasz o naszym wyjeździe w niedzielę?

      Usuń
    2. Janku, trasę mam z grubsza wybraną, taką luzacką i bardzo widokową, ale gdybyś miał swoje oczekiwania, zawsze możemy ją zmienić. W Lesznie będę jutro wieczorem, pojutrze, w piątek, zadzwonię do Ciebie w sprawie szczegółów niedzielnego spotkania.

      Usuń
    3. Krzysztof, trzymam się Twojej wersji. Trasa luzacka jest odpowiednia. Spotkamy się, pojedziemy, pójdziemy, pogadamy...

      Usuń
    4. Jestem w Lesznie, Janku. Jutro zadzwonię, a trasa powinna Ci się podobać. Chciałem pokazać Ci parę moich ulubionych miejsc. Cieszę myślą o spotkaniu z Tobą, Janku.

      Usuń