Moja książka

Góry Kaczawskie słowem malowane

250619 Miałem okazję poznać świętokrzyskie drogi i tatrzańskie szlaki, przemierzałem łęczyńskie bagna i podlubelskie lasy, spędziłem ki...

piątek, 20 października 2017

Samochód a uczciwość


191017

Po raz trzeci oddałem samochód do naprawy hamulców z tyłu. Trzy razy naprawiano mi zapalanie silnika, którego trzeba trzymać na rozruchu kilka sekund nim się odezwie. Za każdą naprawę sporo płaciłem, po każdej odmawiano mi przyjęcia samochodu do ponownej naprawy w ramach reklamacji. Ostatnio usłyszałem, że „ten typ tak ma, nigdy nie będzie zapalał od razu, bo taka jego konstrukcja”, czyli usłyszałem bezczelne kłamstwo, zwykłą drwinę człowieka, który po prostu oszukał mnie, biorąc pieniądze za byle jak wykonaną pracę. Albo i nie wykonaną wcale, bo czasami mam takie podejrzenia. Ostatnio zadaję sobie pytanie, czy z taką ilością oszukanych napraw tylko ja mam do czynienia, czy taka jest krajowa norma. Wydaje mi się, że swoje robi obca, to znaczy z drugiego końca Polski, rejestracja mojego samochodu. Sposób myślenia mechanika może być taki: „jest przejazdem, moim stałym klientem nie będzie, więc można go naciągnąć”. Analizując dalej sytuacje, doszedłem nie tylko do pewnych wniosków ogólnych, ale i do mojej winy, o ile można mówić o winie tutaj. Otóż w rozmowie jestem zbyt cichy, zbyt ugodowy, nie chcę urazić rozmówcy wyrażonym podejrzeniem czy niechby swoją niepewnością uczciwości, jak ognia unikam nieporozumień, sprzeczek, sytuacji nerwowych, a taka postawa traktowana jest jako zachęta do oszukania. Już ten jeden fakt bardzo dużo mówi mi o ludziach.

Gdy próbowałem wybadać kolegów z pracy, okazało się, że wszyscy oni mają bardzo dobrych i bardzo tanich mechaników, ale też wiem, że w istocie znaczy to tyle, co powiedzenie, iż ich nikt nie oszuka, albo wstyd przyznania się do bycia oszukanym. Przy okazji powiem o spokrewnionej ciekawostce. Otóż moje samochody zawsze bardzo dużo paliły w stosunku do takich samych lub podobnych samochodów znajomych. Moja mała angielska micra paliła 7 l na setkę, a duże samochody tamtych palą pięć, góra sześć. Ciekawe…

Podobnie jest z zakupem części czy z kosztami napraw – tamci mają szczęście kupować i naprawiać wyjątkowo tanio. Ciekawe…



Wiele razy widziałem „szykowanie” pojazdu do sprzedaży: zamieniane są dobre podzespoły na wadliwe, a bywa, że maszyna jest najzwyczajniej szabrowana. To, co szokuje mnie najbardziej, to uznawanie przez wielu ludzi takich praktyk za normalne. Nikomu z nich nie przyjdzie do głowy już nawet nie krycie się z tym procederem, ale nawet zwykłe zmieszanie, czy zaprzeczanie, gdy zobaczy się ich przy takim zajęciu. Wprost, bez cienia skrępowania, mówią o szykowaniu się do oszukania innego człowieka. Normą stały się swoiste podchody między sprzedającym a kupującym. Pierwszy ukrywa fakty, oszukuje, drugi wie, że pierwszy tak robi, więc próbuje dociec stanu faktycznego, na przykład biorąc ze sobą znajomego mechanika, ale – co bardzo dla mnie dziwne – nie ma za złe, ani nie potępia sprzedającego. W moim pojmowaniu w ten sposób akceptuje stan rzeczy, czyli i samo oszukiwanie.

– Ty mnie teraz próbujesz naciągnąć, ale później ja będę tak robić wobec innego człowieka, i rachunek się wyrówna – zdaje się myśleć kupujący, a już na pewno według tego schematu postępuje. Tę okropność, tę paranoję, ludzie przywykli traktować jak coś zwykłego, normalnego!

Nikt już nie uwzględnia stanu licznika, bo wszyscy wiedzą, że w każdym samochodzie jest cofany, ale też nie widziałem oburzenia z powodu takich praktyk. Doprawdy, nie wiem, czy łatwiej niż mnie jest ludziom akceptować paskudny status quo, czy może po prostu uznają prawo sprzedających do cofania licznika, ponieważ i oni zlecają takie odmłodzenie swojego samochodu.

Czasami, gdy zdarzy mi się wyjawić swoją dezaprobatę, widzę wzruszenie ramion i słyszę słowa, które w ich rozumieniu wszystko wyjaśniają, a ich rozgrzeszają: „wszyscy tak robią, to i ja”. Otóż nie jest to żaden powód i nawet odrobinę nie rozgrzesza. Dobro czy zło czynu, to znaczy jego ocena, nie jest i nie może być skorelowana z częstością jego występowania. Oszustwo pozostaje oszustwem także wtedy, gdy wszyscy oszukują. Oszukanie jest czynem niemoralnym. Tę oczywistą konstatację chciałem tutaj podkreślić, jako że faktu oszukania na ogół nie wiąże się w moralnością. Człowiek niemoralny jest człowiekiem niegodnym, a więc nie zasługującym na szacunek i na kontakt z nim.

Właściwie jest jeszcze gorzej, ponieważ coraz częściej w oszukaniu innego człowieka dla pieniędzy, nie dostrzega się nic nagannego, a przeciwnie – dobrego. Mówi się, lub myśli, o takich ludziach jako o sprytnych, mających głowę do interesu, potrafiących zarobić, natomiast w oszukanych widzi się zwykłych głupków. Dlaczego tak jest? – zastanawiałem się. Wydaje mi się, że to rezultat przewrócenia ocen: obecnie mniejszym wstydem (o ile w ogóle bywa odczuwany) jest oszukanie, niż bycie oszukanym. Łatwiej się ludziom przyznać do oszukania, niż do „frajerstwa”. Podobnie jest, nota bene, z przyznaniem się do nienawiści i miłości.



Coraz trudniej mi z takimi ludźmi i z ich światem, coraz bardziej mi nie po drodze z nimi. Ich systemy wartościowania i oceniania, a coraz częściej i oni sami, napawają mnie obrzydzeniem, budzą odruch ucieczki, albo przynajmniej omijania ich szerokim łukiem. Liczę miesiące do emerytury, w której upatruję sposobu na odizolowanie się od świata coraz bardziej mi obcego.

Samochód sprzedam nie tylko dla uniknięcia kontaktu z mechanikami, ale i z powodu braku możliwości jego utrzymania, schowam się w słowach, a wędrować będę tam, gdzie ludzi będzie mało.



Na koniec coś z lekka humorystycznego. To wyjątek z mojego słownika, który jest gdzieś tutaj, czyli na blogu, opublikowany. Wklejam fragment związany z samochodami.



– w.

Czy można przekręcić znaczenie najprostszego, bo jednoliterowego słowa? Można, a pokazali to niektórzy miłośnicy motoryzacji. Samochód może być w garażu, w rzece, ostatecznie w naprawie, a nawet ktoś może mieć samochód w d… Owszem, ale to nie wszystko. Otóż okazuje się, że samochód można mieć jeszcze w metaliku, w skórze, w diesel’u , można też mieć go w benzynie. Jakim sposobem? Nie wiem. Nie wiedzą tego też ludzie mający samochód w metalicznie skórzanej diesel’owskiej benzynie, ale wiedzą, że można, bo oni tak mają.
I już.


Jeśli już zmieniłem temat, dodam nową perełkę. Kilka dni temu kupiłem jajka w tekturowym pudełeczku. Na etykiecie wielkimi literami wydrukowana jest informacja, iż są to jaja wielozbożowe.

Jaja ktoś sobie robi.

Tylko patrzeć, jak będziemy kupować wieprzowinę ziemniaczaną lub otrębową, a wołowinę będziemy mieć do wyboru kiszonkową lub trawową.



Dopisek z dnia 231017

Z powodu braku czasu utarł się u mnie zwyczaj czytania książek w czasie jedzenia i w czasie przerwy w pracy. Niewiele tych minut lektury, może razem pół godziny, ale niejedną książkę w ten sposób przeczytałem. Ostatnią była „Miłość i nienawiść” Irenausa Eibl-Eibesfeldt’a. Rzecz jest z zakresu etologii, autor próbuje dojść najgłębszych przyczyn istnienia w nas agresji i nienawiści, ale też i miłości. Tak, pisałem już o tej pracy, ale tutaj chciałem zamieścić parę krótkich cytatów, ponieważ są związane z tematem mojego tekstu. Analizując czynniki utrudniające dobre stosunki międzyludzkie, autor wskazuje jedną z przyczyn:



„Rozwój od związku zindywidualizowanego do anonimowego społeczeństwa masowego, wobec którego jesteśmy niedostatecznie wyposażeni emocjonalnie.”



Hmm – zastanawiałem się – o jakie wyposażenie chodzi. Czego nam brakuje? W czym trudność? Gdy poznałem wyjaśnienia, zrozumiałem, że znając tylko jedno środowisko, te, które mnie i nas wszystkich otacza, nie mam możliwości zauważenia i docenienia różnic, zwłaszcza przy niedostatecznej wiedzy. Dalej Irenaus E-E. pisze wprost:



„W stosunku do obcych w żadnym razie nie czujemy tak silnych więzi jak w stosunku do znajomych i znaczą oni dla nas mniej, a nasza agresywność wobec nich ma słabsze hamulce.”

(…) Przede wszystkim w anonimowych zbiorowiskach czujemy się znacznie mniej związani z obcymi ludźmi niż z naszymi znajomymi: wobec obcych zachowujemy się znacznie mniej uprzejmie. Sprzeczki z nimi przebiegają w znacznie ostrzejszej formie, co szczególnie wyraźnie przejawia się w pięciu się do wyższych rang.”



Ależ tak, krzyknąłem! Te właśnie nasze cechy, a są one uwarunkowane genetycznie, nie kulturowo, są wspomnianym wyżej naszym niedostatecznym wyposażeniem emocjonalnym.

W posłowiu autor wraca do tego tematu:



„Lęk i nieufność dawniej panowały jedynie w stosunkach z członkami społeczności obcych. Dopiero jednak wraz ukształtowaniem się społeczeństw anonimowych zaczęliśmy przejawiać nieufność wobec naszych bliskich. Strach zaostrza walkę o władzę i wyklucza wszelkie względy. Wzajemne oszukiwanie się należy niemal do dobrego tonu. Tak więc powierzchowne wrażenie przemawiałoby przeciwko temu, że trwale dorośliśmy do wymagań społeczeństwa masowego.”



Oszukiwanie to niemal dobry ton…

W ten sposób, dość charakterystyczny dla mnie, bo szerokim kołem po naukowych dziedzinach, doszedłem do prawdy, jaką zna Kowalski, mimo nieznajomości etologii: należy mieć znajomego mechanika i dbać o tę znajomość, jeśli chce się mieć dobrze i niezbyt drogo naprawiony samochód.

13 komentarzy:

  1. Ciekawe myśli. Sądzę, że nie jesteś w nich osamotniony. Podzielam Twoje zdanie i od dawna biorę poprawkę na okazje, o których mówią mi znajomi. Najczęściej sprawy nie wyglądają do końca tak, jak opowiadają. Przyzwyczaiłam się już do tego, że nawet jeśli gdzieś tam w świecie są niższe ceny to mnie one nie dotyczą. Ja zawsze płacę normalnie to znaczy drogo, ponieważ kiedy dochodzi do kupna to konfrontuję się z tym, że cena jest wyższa.

    Przykład ze spalaniem w samochodzie - moje nigdy nie palą tyle ile powinny według materiałów marketingowych. Może takie osiągi są możliwe do uzyskania w wyjątkowych warunkach, na przykład na autostradzie i przy utrzymywaniu ekonomicznej prędkości. Nie wiem. Kiedy kupuję bilety na samolot, czy pociąg to nigdy cena nie jest najniższa, ponieważ albo są w terminie dla mnie niedostępnym, albo już wyprzedane. Jeden raz udało mi się kupić bilet na samolot za naprawdę niewielkie kwotę i wiesz jak się skończyło - lot odwołano, a ja całą noc wracałam autobusem do Gdańska (w ramach biletu lotniczego). Dodatkowo, zaspana zapomniałam wziąć z bagażnika autobusu walizkę, zorientowałam się dopiero w domu. Przewoźnik naturalnie był warszawski, więc „ściągałam” walizkę paczką do Gdańska (dwa tygodnie). Dobrze, że pracownicy przewoźnika byli mili i pomogli mi. No i szczęście, że lot był z Warszawy inaczej koszt wzrósłby astronomicznie. Konkludując - przestałam liczyć na okazje, rabaty, gdyż mnie się one nie imają.

    Natomiast piszesz też o sprawie poważniejszej - oszukiwaniu i powszechnej akceptacji tego zjawiska. Dla mnie, podobnie jak dla Ciebie jest to niemoralne. Jednakże zdaję sobie sprawę, że człowiek nie jest zwierzęciem idealnym i utopią byłoby oczekiwać od każdego członka naszego społeczeństwa nienagannych zachowań. Co nie przeszkadza mi piętnować i bardzo się denerwować na obowiązującą zasadę wzajemnego oszukiwania się i państwa. Słynne „Polak potrafi”. Przyczyny tego zjawiska zdają mi się złożone.

    Trochę pocieszające jest dla mnie to, co piszesz o kontakcie z mechanikami. Myślałam, że tylko kobiety są tak traktowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chomiku, wiem, że niemal każdemu z nas mogły się zdarzyć złe chwile, gdy pchnięty niecną myślą zrobił coś, czego później się wstydził. Tyle że piszę tutaj o takich, którzy później się nie wstydzą, a takich jest wielu, bardzo wielu.
      U mechaników dostrzegam dziwną, bo niczym nieuzasadnioną, skłonność do patrzenia na ludzi z góry, z wyżyn swojej wiedzy, jak zapewne mniemają. Śmieszność polega na braku tychże wyżyn, jako że zasób wiedzy posiadany przez typowego mechanika nijak się ma do wiedzy chociażby projektanta samochodów przez niego naprawianych, o lekarzach nawet nie wspominając. Jednak typowy mechanik ma się wtajemniczonego, za posiadacza WIEDZY tak ogromnej, że na maluczkich swoich klientów patrzy niczym mędrzec na zasmarkane dziecko, które próbuje powiedzieć mu, co widziało na niebie.
      Dlatego nie tylko kobiety są tak traktowane, chociaż chyba jednak częściej niż mężczyźni.

      Usuń
    2. Podług filozofów sumienie, zmysł moralny ród ludzki posiada lecz... wymaga on samodoskonalenia, a z tym jak wiemy trudno. Nikt od nas tego nie wymaga, obowiązujące wzorce są inne, a sami od siebie też też tego nie oczekujemy, bo i po co. Bardzo smutne.

      Usuń
    3. Chomiku, nasza moralność była badana przez naukowców, także etologów, a doszli oni do wniosków jednoznacznych: podstawowe zasady moralne mamy wrodzone, rodzimy się z nimi i to niezależnie od miejsca urodzenia, jako że zarówno Indianie żyjący w Amazonii, jak i aborygeni z Australii, mają je podobne. Głównie z powodu ich genetycznego pochodzenia nierzadko jest tak, że nie bardzo możemy rozsądnie uzasadnić nasze wybory, jakbyśmy lepiej je czuli, niż rozumieli. Pamiętam niektóre „narzędzia” tych badań – tak zestawione pytania, aby wychwycić to, co na dnie, co trudno wysłowić, aby poznać granice i rozróżnienia.
      Problem w naszych możliwościach, w naszej umiejętności pokonywania wszelkich barier i ograniczeń, także tych dobrych.
      To właśnie jest bardzo smutne – wykorzystywanie naszych zdolności do złych celów.

      Usuń
    4. To prawda, też wierzę w zaczątek zmysłu moralnego (sumienia) lecz zdaje mi się to nieprostym jego ujawnianie się, uobecniania we współczesnym świecie. Działają te czynniki, o których piszesz: anonimowość i brak bezpośredniej więzi. Badacze pochylają się nad zamkniętymi wspólnotami, plemieniem, a tam mamy wzajemne bezpośrednie oddziaływanie, kary nagrody za określone zachowania, wzorce wojownika, kobiety, zachowań poprawnych, korzystnych, moralnych i nagannych. W dużych społecznościach, państwach, o globalnej wiosce już nie wspomnę więzi są zerwane, a i umowa (taka niepisana) ale przestrzegana przynajmniej zgodnie z imperatywem moralnym Kanta - "postępuj tak, aby mogło się stać to prawem dla innych" przestało obowiązywać. Nikt nie chce doskonalić swojego charakteru, bo i po co, przecież nie to się liczy, nie z tego będziesz rozliczany lub ciebie rozliczą (w sensie wizerunku dla innych).
      Jest też w rozważaniach filozoficznych druga (zgrubnie ja określę) kategoria, aby oceniać zachowania (moralne bądż nie) po skutkach, konsekwencjach. Czysty utylitaryzm, pragmatyzm. Obie mają wady, w tym znaczeniu, że nie dają ostatecznych rozstrzygnięć.
      Ja optuję za pierwszą kategorią. Myślę sobie, że mamy zmysł, poczucie jak powiadasz lecz bez refleksji, zdawania sobie sprawy "z" ono umiera.

      Usuń
  2. Tak, mechanicy swoje dzieło sprzedają jak "jajeczko częściowo nieświeże".

    A co do jaj, to widziałem napisy:

    - Świeże jaja chłopskie,

    - Świeże jaja ściółkowe,

    - Świeże jaja ze ściółki,

    - Świeże jaja z wolnego wybiegu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaja chłopskie? Matko Boska, to nawet klejnoty są sprzedawane??

      Usuń
  3. Och, mam znajomych, którzy zawsze tanio kupują, nic nie dokładają, nie remontują, a przy sprzedaży jeszcze zarabiają, nam się to nigdy nie udało:-)
    Janie, mechanicy to czasami swoje dzieło sprzedają nawet nie jako Jajeczko częściowo nieświeże", ale jako całkowite "zbuki".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obserwujemy więc takie same zachowania, Mario. Ciekawe, z jakich powodów ludzie tak kłamią. Może chcą w oczach innych uchodzić za spryciarzy, bo wtedy lepiej się czują? Żałosne to.

      Usuń
  4. ą się dzieci już we wczesnym dzieciństwie. Rodzice zamiast wyrazić dezaprobatę, cieszą sie, zę dziecko jest "cwane". W szkole nagminne jest ściaganie a rodzice kłamią, ze dziecko samo napisało, choć ja pokazuję stronę internetową, z której zostało żuwcem "zerżnięte"! Żyjemy w kraju, gdzie słowo uczciwość jest niepopularne!
    A w kwestii jaj: sa jeszcze jajka od szczęśliwych kur. Takie ja będę miała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałem o takich praktykach, są okropne, natomiast rodzice nie pamiętają, albo nie znają, powiedzenia bardzo prawdziwego: czym skorupka za młodu nasiąknie…
      Anno, szczęśliwe kury jeszcze przełknę, chociaż lepiej brzmiałoby, gdyby napisać, że jaja znoszą kury żyjące zgodnie ze swoją naturą, natomiast jaja chłopskie brzmią śmiesznie, bo dwuznacznie, a jaja wielozbożowe wprost idiotycznie. Dla mnie są to przykłady nieporadności językowej.
      Wróciłem z łazęgi, tym razem szukaliśmy (byłem z Jankiem) nieznanych nam skał w Rudawach. Poznaliśmy kilka naprawdę ładnych miejsc.

      Usuń
    2. A kury, aby były szczęśliwe, w swoim stadzie muszą mieć koguta, który jest strojny, ale jajek nie znosi.
      (Jajek nie znosi - można dwojako rozumieć...)

      Usuń
    3. Hmm, tak mi przyszło do głowy, Janku, że o ich szczęśliwości można by coś powiedzieć, gdyby odczuwały seksualną przyjemność. Jak myślisz: odczuwają?
      Może znalazłbym trzecie znacznie wyrażenia: Marycha nie znosi jajek z kurnika do komory.
      Mielibyśmy tak:
      -nie znosi w takim sensie, w jakim jajo wydobywa się z kury
      -nie lubi
      -nie nosi lub nie przynosi
      Może jeszcze jakiś inny przykład?

      Usuń