Moja książka

Góry Kaczawskie słowem malowane

250619 Miałem okazję poznać świętokrzyskie drogi i tatrzańskie szlaki, przemierzałem łęczyńskie bagna i podlubelskie lasy, spędziłem ki...

wtorek, 10 października 2017

Początku sezonu dzień drugi


011017
Tarczyn, Pasternik, zbocza Buczyńca i Księżej Góry, Sołtysia Czuba, Szklarka, Pasternik, Tarczyn.
Dojazd do Nielestna, wejście na Grodową.


Pierwszy sygnał budzika obudził mnie, chwilę leżałem przypominając sobie gdzie jestem.
Konopka w Czernicy.
Zapomniałem wziąć ciapy, a że buty bardzo stukają, na bosaka poszedłem do łazienki, umyłem zęby, zebrałem wszystkie swoje rzeczy i zszedłem na dół, do kuchni. Zaspane psy spojrzały na mnie nieprzytomnie i ponownie ułożyły głowy na przednich łapach. Termosy napełniłem kawą i herbatą, zapakowałem torbę i plecak, a przed wyjściem na dwór jeszcze spojrzałem na piękne, kamienne sklepienie kuchni. Była godzina 5.30, ciemna noc, ale na wschodzie widziałem pierwsze nieśmiałe jaśnienie. Świeciły gwiazdy, miał się zacząć kolejny ciepły i słoneczny dzień.
Za cały plan dnia miałem chęć zobaczenia znanych i lubianych miejsc w masywie Księżej Góry pod Bystrzycą i wybadanie możliwości… nowego przejścia lasami z wioski Tarczyn na szczyt Pasternika.
Do wioski wiedzie wąska stróżka asfaltu ostro pnącego się po zboczu góry. Stoi tam znak nakazujący jazdę z łańcuchami na kołach, i faktycznie, między listopadem a kwietniem lepiej nie próbować jazdy bez stalą zbrojonych kół, nawet na dobrych zimowych oponach. Na górze, pod wioską, jest ładne miejsce widokowe i tam się zatrzymałem dla obejrzenia budzenia się Eos.
„W szacie o barwie szafranu spłynęła Eos na ziemię”, pisał Poeta 27 wieków temu, a ja, po upływie tego oceanu czasu, z lubością szepczę jego słowa.
Wczoraj jakaś mała chmurka przysłoniła oblicze bogini, dzisiaj wstawała piękna, promienna, kolorowa, uśmiechnięta. Chyba ma nowego kochanka – pomyślałem z odrobiną zazdrości, ale nie było we mnie zawiści. Eos jest zbyt piękna, żeby chować do niej urazę. Nawet Wenus długo jej towarzyszyła, a przecież wiadomo, że one obie nie pałają do siebie sympatią.
Gdy wzeszło słońce, zobaczyłem jego odbicie od szyb obserwatorium na Śnieżce. Przez chwilę było silne, jakby świeciło tam drugie słońce. Widok, mimo iż nie pierwszy raz oglądany, zadziwia i czaruje.


Ranek był śliczny. Wiele razy widziałem, jak ładnie oświetla świat niskie słońce, ale dzisiaj patrzyłem wokół jakbym urodę słonecznego ranka widział po raz pierwszy. Malarz w firmie czasami kładzie nową warstwę bezbarwnego lakieru na malowidła fasad, a wtedy te nabierają świeżości barw i połysku. Dokładnie takim widziałem świat: świetlistym, bajecznie kolorowym, żywym i radosnym. Rosą umytym. Ta jego radość i mnie się udzieliła, z uśmiechem rozglądałem się czując w sobie pogodę ducha i radość przeżywania dnia. Gdy idąc lasem na dno doliny wyszedłem na śródleśną polanę, zobaczyłem prześwietlone słońcem opary rosy, od której trawa była szarosrebrzyście skrząca.
Helios spijał łzy Eos płaczącej nad Memnonem.


Mgiełka świeciła perłową barwą, a sąsiednie drzewa stały w powodzi kolorowego światła. Patrzyłem, robiłem zdjęcia i znowu patrzyłem chcąc zapamiętać każdy szczegół widoku i każde swoje odczucie.
Później ta odmienność w oświetleniu znikła niepostrzeżenie, i chociaż dzień był kolorowy i słoneczny, to w porównaniu do ranka wydawał się wyblakły, jakby przepalony silnym słońcem.
Na mapie jest niezalesione przejście z wioski na wzgórze Pasternik, ale w rzeczywistości rośnie tam młody, gęsty, dziki las, pełen kolczastych roślin i gęstwin. Uznając się za pokonanego, wyszedłem na łąki i okrężną drogą wszedłem na wzgórze. Ono broni się przede mną, pomyślałem wspominając próbę sprzed kilku laty dotarcia tutaj inną drogą, czy raczej innym bezdrożem. Pamiętam ciemny i dziki las porastający strome zbocza jaru i omszałe głazy na dnie. Ładnie tam było, może więc któregoś dnia wrócę do tego lasu?..
U podnóża najwyżej góry okolicy, Księżej Góry, jest niewielkie, ale uroczo wyglądające bezimienne wzgórze, a po drugiej stronie dna doliny wznosi się Szklarka. Nieco z tyłu, już za masywem górskim, jest miejsce odwiedzane przeze mnie, jedno z najładniejszych miejsc w tych górach. Tak oto ustalił mi się plan: najpierw to urocze miejsce, później przejście masywu lasem i poznanie obu wzgórz po drugiej stronie.
Falujące łąki i pola, nitki dróżek i drzew rosnących nad strumieniami, zagajniki, kępy głogów i róż, ukryte w fałdzie ziemi domy z dachami wystającymi spomiędzy drzew, ciemna ściana lasu opadająca w dolinę i tam niknąca za obłym wybrzuszeniem wzgórza, albo przeciwnie – wznosząca się po stoku i dotykająca nieba. To są moje Góry Kaczawskie i takie są widoki z ulubionego miejsca na stoku Buczyńca.




Przejście przez las udało się niemal idealnie. Niemal, bo rozległa gęstwina jeżyn wyniosła mnie jakieś dwie setki kroków od najkrótszej trasy, ale swoim zwyczajem zawróciłem żeby lepiej poznać przejście. Warto je znać, ponieważ łączy dwa urokliwe miejsca. To drugie jest wspomnianą bezimienną górką wznoszącą się nad wioską, vis a vis Księżej Góry. Siedziałem na szczycie pod dębem i najnormalniej nie chciało mi się opuszczać tego miejsca. Dlaczego do tej pory nie byłem tutaj? Wzgórze zapisuję do swojej listy najpiękniejszych miejsc kaczawskich.




Od północy horyzont zamknięty jest długim, zalesionym masywem górskim, tylko miejscami jaśnieją łąki wchodzące na szczyty. Na jednym z takich odkrytych miejsc zobaczyłem grupę wysokich drzew. Przyciągała wzrok ładnym wyglądem, wyróżniała się, wołała. Pójdę tam i spod tamtych drzew spojrzę te wzgórze! – powiedziałem sobie w pierwszym odruchu, ale po chwili patrzenia coś mi zaczęło świtać w głowie. Eureka! Przecież byłem tam i to nie raz, to drugi, wyższy szczyt Babińca! Ot, skleroza i inny punkt patrzenia.
 Szedłem zakolem, chcąc zobaczyć w ciepły dzień pewną przełęcz pamiętaną z wędrówki w śnieżny i mroźny dzień; stałem wtedy na siodle i patrzyłem na rzeźby tworzone w twardym śniegu przez wiatr. Byłem ciekaw, jak wygląda dzisiaj tamto miejsce. Wygląda zupełnie inaczej i ładniej, ale porównując widoki ucieszyłem się, nie odczuwając niechęci na myśl o zimowej wędrówce, a nawet doceniając jej urodę. Inną, surową, czasami trudną w odbiorze, ale istniejącą i znaną mi, swojską.
 Poznałem Szklarkę, też ładne wzgórze, a na niej wielkie ilości dzwonków, wiele nieznanych mi gatunków kwitnących roślin, i jak niemal wszędzie krwawnik pospolity. Z nim było tak, jak miewałem z wieloma już maleńkimi i niepozornymi kwiatkami, takimi, obok których się przechodzi nawet ich nie zauważając. Któregoś dnia, całkiem niedawno, nachyliłem się nad nim, jako lupę wziąłem drugą parę okularów i zobaczyłem te kwiaty tak naprawdę po raz pierwszy w życiu. Z bliska są ładne, mimo iż tak pospolite i niepozorne.




 
Idąc przez szczyt Pasternika, ponownie podjąłem próbę znalezienia dogodnego przejścia w stronę Tarczyna, teraz w przeciwną stronę; niemal na pewno nie ma tam takiego, ale spróbować było warto.
Już wcześniej, wiedząc o sporej rezerwie czasu, zdecydowałem pojechać do wioski Nielestno i zostawiwszy tam samochód, wejść na szczyt Grodowej dla zobaczenia z góry przełomu Lipki. Byłem tam w zimie, miejsce zrobiło na mnie wrażenie, dzisiaj chciałem je zobaczyć w słoneczny dzień kolorowej jesieni. Łagodnym stokiem góry podchodzi się prawie pod szczyt, a tam zbocze załamuje się nagle i spada na łeb na szyję siedemdziesiąt metrów. Ciemnym i niewidocznym z góry dnem płynie sprawca tej wielkiej wyrwy, strumień Lipka. Po drugiej stronie zbocze wznosi się równie stromo; widziane na wprost, wydaje się niemal pionowe, ale nieco na prawo otwiera się daleki widok w stronę Stromca i dalej, aż po Karkonosze.





Stałem tam patrząc, zmieniałem miejsce i znowu patrzyłem, brałem plecak odchodząc i wracałem by spojrzeć raz jeszcze. Robiłem własne zdjęcia, i, jakby niepewny swojej pamięci, kilka razy wyciągałem z kieszeni aparat i nim robiłem kopie swoich zdjęć.
Tylko czy aparat zobaczy to wszystko, co ja widzę?
Czy zobaczy urodę tej wykrzywionej sosny, kolory liści czereśni stojącej w ciepłym świetle niskiego słońca, niski konar dębu tworzący ramę obrazu odległego Stromca, muszki latające w smudze światła, błękitniejącą dal? Na pewno nie zarejestruje furkotu ptasich skrzydeł, szumu drzew na wietrze i mojego nastroju, ale może jego zdjęcia pomogą wrócić pamięcią do tego dnia.
Szczyt był blisko, trudno więc nie odwiedzić pokaźnego buka zapamiętanego z powodu dzikości miejsca, które wybrał sobie do życia, i skał wyglądających tak, jakby wyrównała je ręka człowieka. Wszedłem w las, po chwili zobaczyłem pierwszego grzyba i nic się już nie liczyło. Na skały i drzewo ledwie spojrzałem, kręcąc się po szczycie ze wzrokiem myszkującym po ziemi. Tak, niewątpliwie grzyby mają jakiś tajemniczy urok.
Wbrew spodziewaniu, w tym roku ususzyłem prawie pięć litrów grzybów. Udanie rozpocząłem też sezon wyjazdów na włóczęgi.






11 komentarzy:

  1. Nadejście Eos zwiastował młodzieniec ze skrzydłami, z gwiaździstą aureolą wokół głowy i z pochodnią w dłoni...

    Eos, która otwierała "wrota dnia" przed rydwanem Heliosa przyćmiewała blask Wenus...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Janku, coś słyszałem o tym młodzieńcu, ale to mit stworzony przez bajkopisarzy. :-)
      Prawda jest inna: Eos po prostu lubi jasne i ciepłe kolory swoich ubiorów, najczęściej jej peplosy są mocno żółte, czyli szafranowe, różowe lub pomarańczowe. Gdy rozgarnia nocny nieboskłon, po prostu widzimy jej ubranie, ot, i cała tajemnica. Dlatego między bajki włożyć należy twierdzenie Homera o jej różowych palcach, jakby farbiarką była.

      Usuń
  2. Masz rację, kwiaty krwawnika są urocze. Maleńkie, białe z bardzo dziwnymi, postrzępionymi płateczkami i choć mają może odstraszający gorzki zapach, to są niezwykle cennym zielem.Z kwiecia robię pyszny ocet, a listeczki wczesną wiosną zastępują pietruszkę i szczypiorek na kanapkach.
    Piękny miałeś dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, jak robisz ten ocet? Zafascynowało mnie to!

      Latorosłka

      Usuń
    2. Tak, piękne dwa dni.
      Co znamienne dla mnie, to możliwość dostrzeżenia uroku niemal wszystkich, a na pewno większości tych maleńkich, tak często widzianych kwiatków, których nie dostrzegam także dlatego, że widzę je często i są maluśkie.
      Jesz listeczki krwawnika jako szczypior? Potrafisz zadziwić, Aniu. A jaki mają smak?

      Usuń
    3. Latorosłko, to najprostszy przepis na świecie: litr kwiatów krwawnika z gałązkami, 3,5 litra wody, łyżka cukru. Wszystko ładujesz do plastikowej butelki po wodzie, otwór zakrywamy płocienną szmatką lub watą i odstawiamy w ciemne, ciepłe miejsce. Jedyny kłopot to to, że należy codziennie przemieszać. Po miesiącu jest ocet.

      Usuń
    4. Uwielbiam mulusie kwiatki. Jakże ucieszyłam się, gdy odkryłam niedawno, kwiatki świetlika!Myślałam, ze sie z naszych łąk wyniosły na dobre, a one po prostu przeniosły się na inne miejsce! Listeczki krwawnika są gorzkawe w smaku, ale dobre. Z resztą, nic prostszego trzeba spróbować ;)

      Usuń
    5. Zapytałem googli i zobaczyłem cudne kwiatki. Piękne kształty i kolorystyka. Czytam, że są u nas pospolite, a ja, ślepota jedna, nie widziałem ich.

      Usuń
    6. Dziękuję, Aniu :) Spróbuję zrobić taki ocet, niech no tylko znajdę krwawnik w jakimś w miarę czystym miejscu.
      Opłukać je przed umieszczeniem w butli?

      Latorosłka

      Usuń
  3. Różanopalca Eos ... a to "tylko" zorza poranna:-)
    Masz rację, aparat nie zobaczy tego, co nasze oczy, czasami zachwycą nas kolory, głębia obrazu, przepaść czy niebo o zachodzie, a na zdjęciach potem zupełnie nijako; ech, te grzyby ... ciągle walczę z pragnieniem pójścia do lasu, widzę borowiki oczami wyobraźni w znanych miejscach, i może tam ich już wcale nie ma, ale na pewno są ... rydze:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario, z nazywaniem jutrzenki Eos jest trochę zabawy, ale nie tylko.
      Dla Greków jutrzenką była taka sama łuna na niebie jak dla nas, tyle że nazwali ją Eos, i jak to zwykle u nich, zaraz to fizyczne zjawisko przybrało ludzką postać, w tym przypadku pięknej kobiety. Wolę dostrzegać w jutrzence urodziwą niewiastę, niż zjawisko fizyczne. Poza tym łatwiej mi uwierzyć w wiele bóstw niż w jedno, łatwiej w boginię niż w boga.
      Suszonych grzybów mam dość, ale małych, nadających się do zalewy octowej, grzybów przydałoby się nazbierać wiaderko.
      O rydzach tylko czytałem, w naturze nie widziałem. A może nie rozpoznałem?..

      Usuń