Moja książka

Góry Kaczawskie słowem malowane

250619 Miałem okazję poznać świętokrzyskie drogi i tatrzańskie szlaki, przemierzałem łęczyńskie bagna i podlubelskie lasy, spędziłem ki...

środa, 6 czerwca 2018

O pójściu za potrzebą

050618
O pracy
W minionym tygodniu moje kolejne dziecko zaczęło swoje samodzielne życie: nowy wóz mieszkalny szefa doczekał się swoich lokatorów. Zdjęć wnętrza nie zamieszczam uznając, iż nie wypada mi tego robić, skoro jest to prywatne mieszkanie, ale zapewniam, że jest bardzo eleganckie, wygodne i funkcjonalne, w niczym nieprzypominające barakowozu. Na zewnątrz klejone aluminium i stal nierdzewna, liczne siłowniki, woda i prąd z własnego źródła. Solidność wykonania gwarantująca użytkowanie przez – według mojej oceny – co najmniej trzydzieści lat. O kosztach też nie wypada mi pisać, dość powiedzieć, że były kosmiczne. Na pracach koncepcyjnych, kierowaniu wykonaniem i pracami własnymi, zeszło mi ponad 1500 godzin, a ten czas był tylko niewielką częścią całości.


Czy jestem zadowolony? Średnio. W tym względzie jestem perfekcjonistą, którego w pełni zadowala praca wykonana bez żadnych potknięć, a tutaj parę było.
Nie jest to największa praca, którą kierowałem w tej firmie. Kilka lat temu odnawiałem, czy raczej odtwarzałem, pałac strachów z dinozaurami. Ja i pracownicy mojego zespołu spędziliśmy 11 tysięcy godzin pracy w ciągu dwóch lat nad tym urządzeniem.



Rozglądam się po tych lunaparkach (firma ma ich dwa) i co krok widzę swoje ślady. Ślady moich rąk, mojego umysłu i mojego czasu.

O słowach słów parę.
W wielu miejscach lunaparku wywieszone są tablice nakazujące kupować bilety tylko w kasie, a tam, gdzie są jakieś okienka, treść jest taka: „Tutaj kasy nie ma”. Oczywiście mowa o kasie w znaczeniu miejsca kupowania biletu. Kilka już razy spotkałem się z ciekawym rozumieniem tego napisu: otóż ludzie uznają, że można tam wchodzić bez biletu, to znaczy nie płacąc za wejście, czyli bez pieniędzy. Po ichniemu bez kasy.
Pierwszego dnia w nowym mieście kolega zapytał przechodnia o bliski sklep. Usłyszał odpowiedź, którą w różnych wersjach znam z autopsji:
Piwo może pan kupić na stacji paliw.
Skąd taka reakcja, taka ocena? Z pozorów, którymi ludzie się kierują w swoich ocenach. Nieporównywalnie częściej spotykam się z oznakami lekceważenia lub wprost pogardy, gdy mam na sobie robocze ubranie; nie pamiętam takiego traktowania gdy byłem w garniturze.
Czasami zauważam u siebie pokazywanie ludziom wała: świadomie, prowokując, idę „na miasto”, do sklepu, w roboczym ubraniu.
Poczujcie się lepiej, ludzie, patrząc na mnie, skoro inaczej nie potraficie.

O pracy, ale inaczej, czyli pora na filozofowanie o socjologicznym zabarwieniu.
Nasz prace i zawody są dziwne, coraz dziwniejsze i coraz bardziej wyspecjalizowane. Za takie uznaję te, które związane są z naszą cywilizacją techniczną: ten jest specjalistą od programów do rozpoznawania sfilmowanych twarzy, tamten naprawia automatyczne skrzynie biegów, ja remontuję karuzele lub rozciągam przewody do ich zasilania, inny siedząc w biurze wypisuje jakieś papiery.
Oddajemy te swoje oddalone od życia umiejętności komuś, kto płaci nam za ich praktyczne stosowanie.
Praca u kogoś i praca wyspecjalizowana nie jest naturalna, ponieważ psychicznie nie jesteśmy dobrze do takiej dopasowani. Przez wiele tysiącleci pracowaliśmy dla siebie i dla bliskich, zajmując się tym, co nam było potrzebne, a tak ogromny czas musiał zostawić i zostawił w nas ślady.
Rzadko się zdarza ciekawość wykonywanych prac, jeszcze rzadziej pasja i poczucie spełnienia. Cóż wtedy mają wspólnego z naszym życiem te umiejętności i zajęcia? Nic, a fakt ten tworzy podział niemożliwy do akceptacji przez naszą psychikę: na pracę i czas po pracy, na czas zarabiania pieniędzy i normalnego życia. Chcielibyśmy tak robić, czy raczej czujemy, że wypracowując dystans między nami a sprawami pracy, powinniśmy oddzielać jedno od drugiego, ale to tyle, co dzielić nasze jedno życie na części. Trudno o bezkarność takich dążeń.
Nasze prace są odhumanizowane nie tylko nastawieniem pracodawców na zysk, eksploatacją ludzi, widzeniu w pracowniku środka do zdobycia „kasy”, ale i oderwaniem od realiów życia – tego prawdziwego, poza pracą. Te prace pozbawione są związków z nami. Jeśli z pracą łączy nas tylko konieczność zarabiania, stan taki prowadzi do kłopotów z naszą psychiką: alienacji, stresu, zagubienia sensu. Także do trudności w praktykowaniu umiejętności najważniejszej: dostrzegania radości zwykłego dnia.
Natomiast praca u siebie i dla siebie, a już zwłaszcza najprostsza, najbliższa naturze – owszem. Gdy zbiera się owoce i robi przetwory, gdy rąbie drewno na zimę, gdy sadzi się i zbiera, nasza praca ma bezpośredni związek z nami i z naszym życiem, a przez to inaczej jest odbierana, mimo nierzadkiej swojej uciążliwości.
To nowa moja filozofia, znikąd niezaczerpnięta. Zapewne ma jakieś luki, ale taka mi się pomyślała w związku ze światowym obiegiem pieniądza, odhumanizowaniem naszych miejsc pracy i własnymi doświadczeniami.
Chętnie przeczytam głosy polemiczne.

Na placu rośnie dużo cykorii podróżnik, część kwitnie budząc we mnie – jak co roku – zadziwienie wielkim kontrastem: bez kwiatów ta roślina jest zwykłym badylem, w którym trudno dostrzec już nawet nie jakiś urok, ale niechby jego zapowiedź, natomiast jej kwiaty są pięknem obleczonym w kształt i kolor.
Przed chwilą, a minęła godzina 20, wyszedłem na plac z aparatem zapomniawszy o nocnej porze odpoczynku tych kwiatów. Idąc przez plac i rozglądając się, przyszła mi do głowy myśl, którą trudno wyrazić mi słowami: o potencjale piękna tkwiącego w każdym ziemskim życiu.
Bezowocnie szukając w komputerze dobrego zdjęcia cykorii, znalazłem inne. Niech jego humorystyczna wymowa będzie lżejszym akcentem na zakończenie.

11 komentarzy:

  1. Praca u kogoś nie jest niewolnictwem. Pracodawca kupuje od nas nasze umiejętności, których on nie posiada. I za tę usługę powinien zapłacić godziwą cenę, tak jak za towar, który nabywa w jakimś sklepie.

    Krzysiek, nie wiem dlaczego człowieka w roboczym ubraniu kojarzą z osobnikiem szukającego piwa.
    Ja gdy kupuję piwo, niejednokrotnie zaznaczam, ze nie jestem piwożłopem lecz piwoszem i lubię ten napój gdy jest zimny.
    Ciepłe piwo jest gorsze od zimnej Niemki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby tylko kojarzyli tego w roboczych ciuchach jako spragnionego piwa, nie byłoby źle. Kiedyś poszedłem w roboczym ubraniu na policję zgłosić włamanie do swojego kampingu, i zostałem tak potraktowany, że solennie obiecałem sobie: nigdy więcej! Nie roboczego ubrania, a kontaktów z policją, bo tamten nie był ani pierwszym, ani drugim tak przykrym.
      Przed ogniem, wojną, zarazą, powiatowymi VIPami i policją, racz mnie chronić, Panie.
      Janku, oczywiście, że wynagrodzenie powinno być godziwe, chociaż obie zainteresowane strony różnie ową godziwość oceniają. Jeśli moje myśli mają sens i słuszność, to należałoby szczególnie zaznaczyć zatarcie bezpośredniego związku między pracą a naszymi potrzebami. Wszak naprawa karuzeli nie jest mi do niczego potrzebna. Zależności bezpośrednie i takież związki zostały przerwane poprzez wstawienie między nie pieniądza, a ten nie bez powodu bardzo długo wchodził w użycie jako umowność. Teraz trzeba nam wspomagać się rozumem. Przecież wiemy, że musimy zarabiać pieniądze, ale właśnie wiemy, to znaczy jest to rezultat procesu myślowego, działanie naszego intelektu, a nie odruchowe odczuwanie.
      Myślę, że tutaj właśnie tkwi przyczyna, albo jedna z przyczyn, naszych kłopotów w pracy.
      Myślę o Ani Kruczkowskiej coraz bardziej zbliżającej się do ziemi i dawnego życia, myślę o Marii z pogórza i jej mężu-pszczelarzu. Myślę, że gdy podbiera pszczołom znaczną ilość miodu, jego radość na myśl o pożytku jest w pewien sposób inna (nie powiem dokładnie w jaki sposób, trudno mi wszystko nazwać i zdefiniować) niż moja radość na myśl o wypłacie – wynagrodzeniu za karuzele.

      Nie wiem, doprawdy, którą wolałbym: tą zimną, czy raczej przeciwnie, bardzo rozochoconą Niemkę…

      Usuń
    2. Nie lubię ciepłego alkoholu i zimnych kobiet.

      Usuń
    3. A mnie coraz bardziej nie smakuje wódka. Przywiozłem z wesela flaszkę, do tej pory stoi w szafce ledwie napoczęta. Natomiast tak cenionego przeze mnie koniaku nie mrożę; zresztą, też rzadko go pijam. Może dlatego, że zbyt szybko obniża się jego poziom w butelce, gdy w końcu kupię. Cóż pozostaje? Oczywiście piwo! :-) Fakt, te musi być schłodzone.

      Usuń
  2. Pieniądz, a z nim ciągła pogoń za dobrobytem postawiły nasz świat na głowie. Dlaczego przestały nam wystarczać proste jedzenie i proste życie? Czy naprawdę nie możemy żyć jak "zadowolony rybak" z powastki A.de Mollo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możemy, ale nie wszyscy i w nierównym stopniu. Wiadomo, jak wielką siłę oddziaływania na ludzi mają pieniądze, a fakt ten uzupełnię swoją obserwacją. Otóż im człowiek jest uboższy duchem, tym silniejsze w nim pragnienie posiadania dużych pieniędzy. A te są jak narkotyk – ciągle ich mało i mało. Bez świadomego wyboru, bez pracy myślowej, nie przerwie się tej spirali, a wielu ludzi nie potrafi tego.
      Ot, i cały kłopot.
      A Tobie, Anno, zazdroszczę. Zdecydowałem przejść na emeryturę tak szybko, jak tylko będzie to możliwe.

      Usuń
  3. Bliskie mi jest, to o czym piszesz, polemiki nie będzie :).
    Dzisiaj jestem już wolna ale to tylko na chwilę, niestety. Boksuję się z tym non-stop. Może to moje, a może z zewnętrzności płynące. Stawiam na otoczenie lub ściślej na rzeczywistość, w której pływamy. Trochę za Twoim przykładem podjęłam pewne działania, ruch na szachownicy.
    Przyczepy śliczne, bardzo eleganckie, park dinozaurów niesamowity - ciekawe co tam w środku jest? Liczba godzin nad nimi spędzonych budzi duży szacunek i jednocześnie przeraża.

    Cykoria podróżnik??? Do tej pory znałam tylko jedną, tę kupowaną w supermarketach, na tackach, białozieloną, ktora wyśmienicie komponuje się z pieczonym łososiem - to jedna z dwóch moich popisowych potraw, takich dla gości.
    Dzięki Tobie wiem, że może rosnąć dziko, ma błękitne kwiatki, o niespotykanych prostokątnych płatkach. Przeczytałam, że jest rośliną pospolitą, co dla mnie oznacza, że i ja mogę ja spotkać. Jest roślina leczniczą. Śmiesznie o niej piszą, jest archeofitem, czyli obcym gatunkiem, ktory przywędrował do nas w czasach wczesnohistorycznych lub przedhistorycznych i się zadomowił.
    Przyglądam się już drzewom, nauka postępuje wolno lecz jest przyjemna, a teraz zacznę zwracać uwagę na trawniki i łąki :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się, że borykamy się z podobnymi problemami w pracy, Chomiku. Sił, wytrwałości, a nade wszystko stoickiego podejścia, życzmy sobie wzajemnie.
      W dinozaurowych strachach są proste figury dinozaurów, ale działa tam, jak w każdym pałacu strachów, efekt zaskoczenia: jest ciemno, nagle tuż przed wagonikiem którym jadą ludzie zapala się ostre światło i widać kręcącą się głowę dinozaura, a z głośnika słychać jego ryk. Stwierdziłem kiedyś, że ludzie lubią się bać, gdy wiedzą, że straszenie jest udawane, na niby.
      Kiedyś i ja doznałem zdumienia kosztami urządzeń lunaparkowych. We Włoszech działa parę fabryk, nie zakładów rzemieślniczych, a fabryk, jednak w żadnej nie ma taśmy produkcyjnej. Produkcja jest jednostkowa, na zamówienie, wykonywana bez robotów a ręcznie, bo taka jest specyfika branży. Opracowany nowy model samochodu sprzeda się w setkach tysięcy egzemplarzy, fabryka karuzel osiągnie sukces, gdy sprzeda kilkanaście sztuk. W oczywisty sposób wpływa to na ceny. Niewielka karuzelka będzie kosztować pięćdziesiąt, a nawet sto tysięcy, nieco większa i bardziej ozdobna paręset tysięcy, duże w swoich cenach nie tylko zbliżają się do miliona, ale i znacznie tę barierę przekraczają. Piszę oczywiście o euro, nie złotówkach. Dlatego mojemu szefowi opłacało się kupić stare strachy, ale wyprodukowane w dobrej firmie, i remontować je. W Polsce mniej się zarabia niż na Zachodzie.
      Fakty te pozwalają nieco inaczej spojrzeć na ceny biletów w lunaparkach i nierzadko ich stare karuzele.

      Botanicznych, wielce uczonych nazw określających cechy roślin jest wiele, ale powiem szczerze, że nie mam do nich serca i niewiele ich znam. Dla nas, amatorów, najważniejsze jest dostrzeżenie rośliny, wyróżnienie jej spośród zielonego, anonimowego tłumu, następnie poznanie jej nazwy gatunkowej. Jej imienia – żeby móc nachylić się nad maleńką roślinką o ujmująco ładnych kwiatuszkach wielkości małego paznokcia i powiedzieć sobie: jaki ładny jest ten bodziszek!
      Cykoria podróżnik jest pospolita, rośnie niemal wszędzie, a najczęściej na przydrożach, nieużytkach, zwłaszcza suchych, na zaniedbanych miejskich terenach zielonych i dziczejących łąkach, a kwitnie długo: od teraz do połowy jesieni. Widziałaś ją wiele razy, ale… nie widziałaś, bo działa tutaj powszechne prawo, w myśl którego wiedza otwiera oczy, to znaczy im więcej wiesz, tym więcej widzisz. Gdy nauczysz się rozpoznawać cykorię, ze zdumieniem stwierdzisz, że rośnie tutaj i tutaj i tam. Jakby dla Ciebie ona teraz zaistniała.
      Dobrosiu, to wspaniała przygoda i jednocześnie zabawa. Wierzącym znajomym zwykłem też mówić, iż jest zajęciem zbożnym, skoro poznaje się i zachwyca dziełami Boga.
      Gdy uczyłem się rozpoznawać jarząb szwedzki, czyli szwedzką odmianę jarzębiny, wydawała mi się rzadką rośliną, a teraz, gdy ma liście i mogę ją rozpoznać jadąc samochodem, widzę bardzo często, sadzoną wzdłuż szos i ulic – i tak jest z każdą poznaną rośliną.

      Usuń
  4. Cykoria podróżnik bardzo wdzięczna, z modrymi jak niebo kwiatkami, tak wcześnie w tym roku zakwitła, a przecież to roślina lata; legenda mówi, że kwiatuszki ten niebieski kolor zawdzięczają oczom dziewczyny, płaczącej za straconym ukochanym:-) cały nasz wspólny weekend przepracowaliśmy z mężem właśnie przy pszczołach, będąc wieczorem nieludzko zmęczeni, bo był okropny upał, ale i zadowoleni, bo kwitnące lipy pozwoliły na obfite miodobranie; ten rok jest wyjątkowy, urodzajny, nadrabia zeszłoroczne straty, oby tylko ten dar nie został zmarnowany; mąż oprócz pszczelarskiego hobby pracuje u siebie, czasami po kilkanaście godzin dziennie, pokonując setki kilometrów, a pszczoły to odskocznia, uspokojenie pośpiechu, ukojenie nerwów i odpoczynek od ludzi; o, tak, jest bardzo zadowolony, że zaopatrzy przede wszystkim rodzinę w ten słodki specjał, podaruje znajomym, sąsiadom, a przede wszystkim, że pszczoły są zdrowe, spokojne, zadbane, że w chatce pachnie woskiem pszczelim i zwiędłymi kwiatami z pyłku, bo nie jesteśmy nastawieni na handel, zabrania tym owadom wszystkiego do końca jak w przemysłowej pasiece, a przyjemność z zajmowania się tym, jak sam nazwałeś, czarodziejskim zajęciem:-) też tęskni za emeryturą:-) jestem chłopską córką, kiedyś bardzo chciałam uciec ze swojej wsi do miasta, do wielkiego świata, a teraz nie wyobrażam sobie życia bez tej pogórzańskiej samotni, człowiek chyba nie odetnie się do końca od swoich korzeni, to siedzi w środku; to, co kiedyś było przykrym zajęciem w gospodarstwie, teraz wspominam z nostalgią, a obecne obowiązki, proste, blisko natury sprawiają mi wielką przyjemność:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. A swoją drogą ... jakiż przewrotny tytuł posta:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Mario.
      Z tytułami bywa u mnie tak: tekst napisałem, pora na publikację, i wtedy uświadamiam sobie brak tytułu. Wybieram coś szybciutko, nierzadko jest to związane z ostatnim tematem tekstu – jak tutaj właśnie. Chyba po prostu dlatego, że ten temat poruszałem przed chwilą i jako pierwszy przychodzi na myśl.
      Tak, ten rok, ta wiosna (która zaraz zamieni się w lato), są wyjątkowe. Dzisiaj oglądałem drzewko orzecha włoskiego, orzechy ma tak duże, jakby to połowa wakacji była. Wszystko kwitnie, rośnie i owocuje szybciej. Wszak w końcu maja zakwitły lipy (zdaje się, że szerokolistne), a w czerwcu letnio-jesienne cykorie.
      Lubię te wszystkie mity i baśnie tłumaczące nazwy czy cechy przyrody. Ranna rosa nie jest żadną rosą, a łzami Eos opłakującej syna Memnona; tej samej Eos, która budzi się przed świtem i barwi różem niebo na wschodzie.
      Wiejskie korzenie i ja mam, pamiętam lata na wsi, które nie cały czas były wakacjami, skoro pomagałem w pracach. Tamte miesiące bardzo ciepło wspominam, jednak wydaje mi się, że nawet gdyby nie było tego związku ze wsią w moim i w Twoim życiu, też odczuwalibyśmy potrzebę powrotu do korzeni, tyle że wtedy nie naszymi osobistymi one by były, a naszych przodków, naszego gatunku.
      Zabierają wszystek miód pszczołom? No i co w zamian? Cukier?

      Usuń