Etykiety

Moja książka

Miłość, muzyka i góry

060320 Narodziny powieści i książki Pomysł przyszedł mi do głowy w czasie przerwy w wędrówce po Górach Kaczawskich, na przedw...

niedziela, 24 maja 2020

Odwiedzenie znajomych

160520

Z Kondratowa na zbocza Jastrzębnej i Pustelnika. Następnie Kondratowski Las, okolice Kondratowskiego Wzgórza i powrót do wioski.


Fotografia, podobnie jak słowa, miewa czarodziejską moc przenoszenia w czasie i budzenia wspomnień.

Chwila sprzed lat ożywa, a wokół niej gromadzą się obrazy, wrażenia i myśli z tamtego dnia.

Nasza pamięć wspomaga fotografię swoim wybiórczym pamiętaniem: łatwiej zapamiętujemy dobre chwile, te gorsze szybciej nam giną w niepamięci, jeśli były podczepione do dobrego dnia. Patrząc na  zdjęcie niżej, przypomniałem sobie przerwę na wypicie herbaty w tamten dzień: schowałem się za pień dużego jesionu przed ostrym śniegiem niesionym wiatrem.


Co prawda dzień był chmurny i mglisty, ale jednak wspominając go, czuję ciepło i nostalgiczną, nienasyconą potrzebę wędrówki. Myślę, że wrażenie ciepła, tak niezależne od aury, ma związek z moim czasem. Bliższe są nam miejsca, w których spędziliśmy jakąś cząstkę naszego czasu, pozytywnie go przeżywając. Powrót dodaje do istniejących nici kolejne, czyniąc miejsce bardziej naszym i bardziej nam potrzebnym, więc chętniej odwiedzanym.

Nie zawsze tak jest. Miewam powroty z wrażeniem bliskim rozczarowaniu, ale na szczęście rzadko, częstsze są tamte, jednak nie zawsze odgaduję przyczyny tych odmienności.
 Mam na pulpicie laptopa kilka zdjęć z moich kaczawskich wędrówek. Zapewne znalazłbym w swoich zbiorach (liczących dwanaście tysięcy) zdjęcia ładniejsze, ale nie szukam i nie porównuję, ponieważ właśnie te spodobały mi od razu i nadal podobają. Mam więc je na pulpicie i czasami otwieram.

W sąsiedztwie Jastrzębnej, kilometr od domów wioski, jest zakątek, który oczarował mnie, kiedy jesienią 2014 roku zobaczyłem go po raz pierwszy.

Właśnie to zdjęcie jest jednym z kilku trzymanych pod ręką, czyli na pulpicie.

Później odwiedzałem miejsce parokrotnie, dzisiaj po raz pierwszy widziałem je zielone, w pełni wiosny.

Kiedy próbuję analizować jego cechy by dojść przyczyn tak silnego podobania się, urok ginie, ale wystarczy po prostu patrzeć, by wrócił i był ze mną.
Tak wygląda to miejsce teraz, w maju.





Ten sobotni wyjazd miał być troszkę krótszy w czasie i w kilometrach, ponieważ nazajutrz miałem wstać przed trzecią i jechać kawał drogi w odległe góry. Myśl o odwiedzeniu miejsc pod Jastrzębną, w pobliżu Kondratowa, nasunęła się sama.

Późno, jak na moje zwyczaje, bo dopiero o siódmej, więc w pełni już dnia, poszedłem pod górę zapomnianą i zarastającą drogą, jedyną niezagrodzoną. O tej porze roku, nota bene, wiele łąk w pobliżu wiosek jest ogrodzona, czasami nawet ogrodzenie jest pod prądem, a to z powodu stad bydła tam się pasącego.

Wyszedłszy z wąwozu drogi na pola, rozejrzałem się i poczułem zdziwienie:

– Dopiero zaczynam wędrówkę, a jest już pełnia dnia, słońce wysoko? Dziwne...

Zwykle pierwsze zrobione zdjęcia są nieudane, ponieważ jest jeszcze szaro, dzisiaj słońce towarzyszyło mi od początku.

Na moim miejscu byłem rano i popołudniu, gdy wracałem. Usiadłem wtedy na krawędzi uskoku, mrówek nie było, słońce świeciło, więc siedziałem i patrzyłem. Może kiedy napatrzę się dostatecznie dużo, łatwiej mi będzie wracać na Lubelszczyznę? Może nie będę tam tęsknił? Nie bronię się przed swoimi tęsknotami, one mnie dowartościowują, ale akurat przed tą kaczawską czuję tremę.

Na Pogórzu Kaczawskim, między wzgórzami, rozpościerają się spore obszary z bardzo niewielkimi różnicami wysokości lub nawet płaskie. Po obu stronach wioski Kondratów są takie rozległe pola, a wzgórza zaznaczone są wyraźniej na mapie niż w terenie. Na horyzoncie widać spore szczyty, ale bliżej jedynie dwie góry przypominają o byciu w Sudetach: Góra Śmierci i Jastrzębna. Pierwsza byłaby ładną, gdyby nie rozległa kopalnia bazaltu pod szczytem, druga ma w sobie coś hipnotycznego, coś przyciągającego wzrok. Pod tym względem podobna jest do Ostrzycy, góry wołającej mnie, ilekroć z bliska patrzę na nią.

Nad linię pól niewiele wystaje niebieska, falista linia odległych gór. Z satysfakcją rozpoznawałem szczyty, a i Śnieżkę dojrzałem. Co prawda pomogła mi nowa wieża widokowa na Dłużcu. Widoczna z odległości dziesięciu kilometrów (sprawdzałem na mapie) jest ledwie punkcikiem, ale w połączeniu z wysokimi drzewami przy niej rosnącymi, tworzy charakterystyczny łatwo rozpoznawalny kształt, a jeśli rozpozna się jedną górę, łatwo nadać imiona kolejnym.

Odwiedziłem ładne i pamiętane miejsca bliżej góry, ale i wszedłem w jej lasy żeby przejść na drugą stronę, na pola nad Rzeszówkiem. Przeszedłem bez kłopotów, chociaż zapamiętanej zielonej dróżki wśród świerków już nie ma. Drzew też nie ma. Zostały pniaki i rozjeżdżona, zmaltretowana droga.

Po drugiej stronie lasu też mam swoje miejsce. Jest przy pniu uschniętego buka, na krawędzi lasu, u stóp wzgórza. Obok rośnie wielki dąb i nie mniejszy buk, obaj sięgają konarami daleko w pole, ku słońcu, a pod nimi, brzegiem pól, biegnie droga. Na rozległym polu kwitnie rzepak, a cały widoczny horyzont zamykają szczyty moich gór.



Chciałem jeszcze pójść na Kondratowskie Wzgórze i sąsiadujące z nim Dębowe Wzgórze (to moja nazwa), zrobiłem dwa zwiady w ich stronę, zaznaczone na mapie, ale musiałem zrezygnować. Na polu wokół wzgórz rośnie zboże, liczyłem na znalezienie ścieżek wygniecionych kołami maszyn rolniczych nie chcąc deptać roślin, ale akurat jeździł tam ciągnik opryskujący zboże, więc uznałem, że może innym razem.

Na pogórzu o tej porze roku inaczej się wędruje. Późną jesienią czy w zimie idę gdzie chcę, dzisiaj kilka razy okrążałem pola nie chcąc „wchodzić w szkodę”, ale obfitość łąk i polnych dróg pozwala dojść niemal wszędzie.

Do najpiękniejszej drogi wróciłem popołudniu. Biegnie płytkim wąwozem, z obu jej stron są pola, na miedzach kwitną kwiaty, mnóstwo kwiatów. Najwięcej gwiazdnic i przetaczników, ale w paru miejscach widziałem gęste i duże kępy fiołków trójbarwnych czyli bratków polnych. Samotne grusze cicho siedzące na miedzach dopełniają obrazu, jakże dla mnie urokliwego.




Przed chwilą porównywałem mapę ze zdjęciami satelitarnymi i swoją pamięcią. Znalazłem w pobliżu parę ciekawych miejsc, ale i pojawiły się pewne wątpliwości domagające się wyjaśnień, więc trzeba mi będzie wrócić pod Kondratów.

Wrócę.










4 komentarze:

  1. Wracasz do starych miejsc o różnych porach roku, pamiętasz, gdzie pniaczek, żeby przysiąść, gdzie grupa drzew, gdzie który szczyt czy najładniejsza droga, a patrząc na mapę Twojego wędrowania widać, że kluczysz, zawracasz, i pewnie patrzysz na okolicę z różnych miejsc; dla dobrego zapamiętania, napasienia oczu, na potem, na Lubelszczyznę ... wiem, że odnajdziesz się tu, wśród poduch mchów, miękkich łanów borówczysk, świetlistych borów sosnowych o zapachu niespotykanym gdzie indziej; wiem, bo byliśmy tam w niedzielę:-)Twoja droga kaczawska na zdjęciach rzeczywiście urokliwa, mam tylko nadzieję, że jej kiedyś nie zaasfaltują, bo biegnie wśród pól i łąk; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci, Mario. Potrafisz pocieszyć, naprawdę. Wiem, czy raczej mam nadzieję na znalezienie bliżej domu ładnych miejsc. Może nawet, jeśli będzie mi dany czas, te miejsca równie przywiążą mnie do siebie jak Góry Kaczawskie, ale też wiem, że tęsknić będę zawsze do tych miejsc. Spędziłem wśród tych górek kupę czasu, blisko pół roku codziennego chodzenia. Tak, ostatni wyjazd był sto pięćdziesiątym siódmym dniem. Nigdy nie przypuszczałbym, że tyle ich będzie.
      Drogi, moje drogie drogi. Myślę, że tak mi się podobają dzięki wspomnieniom z dzieciństwa spędzonego na lubelskiej wsi. To właśnie drogi w okolicy domu babci są dla mnie tymi, do których odruchowo porównuję wszystkie inne widziane drogi. Ładne są te, które przypominają mi drogi poznane w dzieciństwie, na Lubelszczyźnie.

      Usuń
  2. Wiesz, w Twoim wypadku widać plusy epidemii.Nie ma imprez, nasz wolne niedziele. Możesz oglądać rzepak w górach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda. Mogę też więcej czasu poświęcić na pisanie, co widać chociażby tutaj, na blogu. Jest jednak istotne ale: zarabiam teraz dwa razy mniej niż normalnie. Od początku tej hecy nic nie odłożyłem na emeryturę, ale nie narzekam. Nasiąkam Kaczawami :-)
      Ale, ale! Jeszcze nie śpisz?

      Usuń