180526
„Choć
zginą kochankowie, lecz nie zginie miłość;
A śmierć
utraci swoją władzę.”
Kilka dni temu obejrzałem amerykański film „Solaris” nakręcony w 2002 roku na podstawie powieści Stanisława Lema o tym samym tytule. Książkę czytałem wielokrotnie, po raz pierwszy jakieś 50 lat temu, ostatni raz bodajże w minionym roku.
Czym tak naprawdę może być obca cywilizacja? Czego szukamy w kosmosie? Kim jest i jaki jest człowiek? Co nas definiuje? Na co nas stać w krytycznych sytuacjach? Nauka, filozofia, etyka, moralność, miłość i miłość raz jeszcze – to tematy poruszane w powieści, która dla mnie jest jedną z najlepszych powieści gatunku fantastyki naukowej.
Amerykański obraz dość luźno nawiązuje do oryginalnej fabuły i nie jest arcydziełem, ale wątek miłośny między Krisem a Harey, mimo znacznych zmian w stosunku do wersji literackiej, uczynił na mnie duże wrażenie.
Film można obejrzeć tutaj.
Dla jego wzbogacenia i dodatkowego zilustrowania, bardzo a propos treści filmu (ale nie powieści), twórcy filmu wykorzystali wiersz angielskiego poety Dylana Thomasa.
Ten wątek, a szczególnie jego zakończenie, jest podobny do moich wizji powieściowych fantazji na temat miłości. Napisałem kilka takich powieści, wydałem jedną, a wszystkie zawierają ów emocjonalny i (dla mnie) poetycki pierwiastek transcendencji, jaki jest w tym amerykańskim filmie.
Dla jasności, cytat z Wikipedii: „Transcendentny to inaczej wymykający się zwykłemu ludzkiemu doświadczeniu, wykraczający poza zasięg ludzkiego poznania przy pomocy podstawowych pięciu zmysłów; niepoznawalny przy użyciu dostępnych środków naukowych.”
Tytułowa planeta Solaris ma jednego rozumnego mieszkańca: jest nim ocean pokrywający niemal całą powierzchnię planety. O tym, że jest rozumny i widzi ziemskich badaczy przebywających na stacji krążącej nad planetą, naukowcy przekonują się w sposób dobitny i szokujący. Otóż ocean bada ich wspomnienia i ucieleśnia te najsilniej zapisane w pamięci. U Krisa, głównego bohatera powieści, były to wspomnienia Harey, jego wielkiej miłości. Pokłócili się i rozstali, a dziewczyna popełniła samobójstwo. Było to 10 lat przed akcją powieści. Rankiem Kris się budzi w swoim pokoju na stacji badawczej i widzi… Harey. Szybko okazuje się, że kobieta tylko tyle wie, ile pamięta Kris, oraz że budowa jej ciała, do złudzenia identyczna z ludzką, na poziomie subatomowym taką nie jest. Czy Harey jest więc człowiekiem? Zostawię jednak na boku kwestie moralne, etyczne, filozoficzne i egzystencjalne, Lem poruszył je w sposób dla siebie charakterystyczny, czyli mistrzowsko, a dopiszę parę słów o ich dwojga. Harey szybko nabiera cech indywidualnych i dowiaduje się o swoim pochodzeniu. Kris uświadamia sobie, że kocha Harey. Tę, którą stworzył ocean Solaris i która zasłoniła sobą tamtą ziemską kobietę, ona jednak wie, że poza stacją nie ma dla niej przyszłości i wybiera śmierć. Kris po raz drugi zostaje sam, jeszcze bardziej sam niż przed przylotem na Solaris. Na tym się kończy powieść S. Lema. Scenarzysta filmu amerykańskiego idzie dalej: Harey wraca, ponownie i na zawsze wraca do Krisa, ponieważ chociaż zginą kochankowie, miłość nie ginie i daje im drugą szansę.
Wiersz Dylana Thomasa „A śmierć utraci swą władzę”.
***
Nadzy
umarli będą jednym
Z człowiekiem pod zachodnim księżycem i
w wietrze;
Gdy spróchnieją ich kości do czysta obrane,
Będą
im świecić gwiazdy u łokcia i stopy;
Chociaż szaleni,
odzyskają rozum,
Powstaną chociaż potonęli w morzu;
Choć
zginą kochankowie, lecz nie zginie miłość;
A śmierć
utraci swoją władzę.
***
Cały wiersz przeczytacie tutaj.
Garść informacji o poecie tutaj.
A teraz moja prośba i propozycja: posłuchajcie jednego z najwspanialszych utworów muzycznych, jaki kiedykolwiek człowiek stworzył: koncert skrzypcowy Beethovena. TUTAJ.
„Sięga w głąb siebie, w swój tajemny świat istniejący poza czasem, świat, z którego przyszła do mnie, i dobywa z niego nieistniejące bez niej piękno. Cóż znaczą tamte moje słowa wobec głębi jej ducha?”
Kilkanaście lat temu napisałem te słowa o bohaterce mojej powieści, skrzypaczce i kompozytorce.
Bardzo pasują tutaj, do Beethovena i piękna jego muzyki, które nie istniałoby bez niego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz