Moja książka

O wydaniu książki

011216 Od wielu lat błądziła po mojej głowie myśl o wydaniu jakiejś części moich tekstów, ale było tak, jak często u mnie, czyli tak, ...

piątek, 2 maja 2014

Styczniowe słońce i nieistniejąca już wieś


Styczeń.
Kilka dni temu, będąc w domu siostry, widziałem przez okno wyjątkowo ładny zachód słońca. Jasne,  nasycone złotym kolorem światło wpadało przez okno, otaczając stojącą w nim siostrzenicę piękną aureolą. Wyglądała jak grecka bogini, jak driada stojąca w słońcu na brzegu swojego lasu. Nie mogłem usiedzieć przy stole, oglądałem się patrząc na jaskrawe plamy słońca na kuchennych sprzętach, wstawałem i patrzyłem przez okno na ten złoty cud w grudniu.
Budził on we mnie rozliczne wrażenia, pozytywne nastroje, myśli dziwne, gdzieś daleko i wysoko krążące. Nie było mi dane zapisać je od razu, póki jeszcze ich delikatne cienie krążyły po mojej pamięci, a później poczułem to, co zwykle: że z tego całego subtelnego bogactwa wrażeń i odczuć niemal nic nie zostało we mnie – poza kilkoma obrazami, zdjęciami zrobionymi przez moją pamięć i tam przechowywanymi. Zdjęciami będącymi ledwie mizernym wyobrażeniem tamtych przeżyć. Poczułem się tak, jak w pewien ranek, gdy tuż po obudzeniu się pamiętałem, raczej czułem w sobie cudowny ciepłym nastrojem sen, ale ten uciekł ode mnie szybko, zostawiając mnie z pozbawioną całego ciepła, nic nie znaczącą, fabułą snu: poczułem się opuszczony.


Kwiecień.
Po raz pierwszy od około trzydziestu lat byłem w wiosce, w której spędziłem wczesne dzieciństwo i niejedne wakacje. Miałem trochę obaw przed wyjazdem: moja pamięć zachowała obraz wioski, o której wiedziałem, że teraz wygląda zupełnie inaczej. Jaką ją zobaczę? Czy chociaż znajdę miejsca po zapamiętanych polnych drogach? A sad, stary już wtedy, gdy dzieckiem będąc drapałem się na rosnące w nim czereśnie? Czy rośnie chociaż jedno drzewo pamiętające mnie z tamtych lat? Drewnianego domu babki nie ma, to wiedziałem, w jego miejscu miał stać nowy dom mojego kuzyna, ale może chociaż wyraźniej zobaczę w swojej pamięci jego malutkie okno zasłonięte gęstymi bzami?
Spotkałem tylko starych ludzi. W ich pomarszczonych twarzach z trudem odszukiwałem znanych z dawnych lat kuzynów; czy i moja twarz też tak wygląda w ich oczach?
Nie ma już mojej wioski. Stoją tylko dwa stare domy, ale w tak odmienionym otoczeniu, że nie budzą we mnie wspomnień; nawet i one wydają mi się obce. Miejsce domu babki zajął nowy dom; stałem przed nim patrząc na cembrowinę studni nad którą kiedyś zachylałem się zadziwiony i przestraszony jej głębokością, na ciągle stojącą oborę będącą teraz garażem, i próbowałem wyznaczyć fundamenty wyznaczone wiek temu przez dziadka. Za domem zielenił się warzywniak otoczony gąszczem krzewów i drzew, był dla mnie tajemniczą dżunglą pełną ciągle na nowo odkrywanych zakamarków; kiedyś, będąc już dorosłym, ze zdumieniem zobaczyłem mały skrawek ziemi i kilka krzaków wokół, a teraz nic już nie widzę, ani domu, ani warzywniaka.
Nie ma też tamtych dróg, kurzących się w letnie dni i błotnistych jesienią, dróg, którymi biegałem nie znając czasu i jego praw, nie ma drzew, nie ma swobody pól podchodzących pod ściany domów. Kiedyś polne dróżki nie dzieliły jednolitej przestrzeni, były jej częścią, a teraz wstęga asfaltu brutalnie ją rozcina - jak to druciane ogrodzenie biegnące polem za domem mojej ciotki.
Nawet ściana lasu jest jakby inna – pomyślałem z żalem i odrobiną złości na granicę drzew nie pamiętającą siebie sprzed dziesięcioleci.
Tylko stoki pagórków zostały niezmienione. Patrzyłem na nie zachłannie, wdzięczny ich wiernemu poświadczaniu obrazów mojej pamięci. Jesienią, w porze dojrzewania gruszek, których smak tak dobrze pamiętam, wrócę tutaj i powłóczę się po okolicznych polach. Może znajdę miedzę z odciskami gołych stóp chłopaka, który przed półwieczem biegał po nich?
Słucham koncertu d-moll Abinoniego na obój, jego nastrój przedziwnie pasuje mi do obrazu pofałdowanych pól wokół wioski mojego dzieciństwa. Ponownie wróciła do mnie myśl o tych wszystkich moich drogach, jakże często źle wybieranych, ale przecież moich. Dróg, dzięki którym mogę dostrzec i docenić urok tamtych pól i tej muzyki. Może właśnie o to chodziło? Może gdybym nie wybierał wybranych dróg, a inne, może wtedy byłoby mi łatwiej, ale nie byłoby we mnie tej nostalgii budzonej wspomnieniami i muzyką starego mistrza?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz