Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

wtorek, 19 maja 2026

Dwie drogi, ścieżka i groby

 100526

Jadąc do Wierzchowisk wiem, że jakąkolwiek trasą pójdę, zawsze odwiedzę kilka ulubionych miejsc w tamtej okolicy. O nich chciałem napisać.




Na końcu polnej drogi skręciłem na pole i poszedłem w stronę pierwszego mojego zakątka, właśnie tego. Chwilę później usłyszałem szczekanie psa, odwróciłem się i zobaczyłem kobietę idącą w moją stronę. Będą kłopoty? Nie było, ale jak zwykle było domniemani mojego zagubienia się. W czasie rozmowy, a przebiegła w miłej atmosferze, okazało się, że rozmawiam z właścicielką pola, zakątka i ścieżki, o której zaraz napiszę. Dowiedziałem się, że nie wycina grupy brzóz rosnących na jej polu, tych samych, dla których tam poszedłem, ponieważ słyszała, że są tam pochowani żołnierze radzieccy. Żadnych widocznych śladów tej zbiorowej mogiły nie ma, wieść nie jest potwierdzona, ale właścicielka uznała, że lepiej zostawić to miejsce niezmienionym. Kiedy powiedziałem jej o planie odwiedzenia urokliwej ścieżki zaczynającej się ledwie sto metrów dalej, okazało się, że też jest na ziemi mojej rozmówczyni i że sama ją zrobiła ręcznie, szpadlem, wyrównując podnóże skarpy. Kiedy parę lat temu przypadkiem odkryłem ten uroczy zakątek, nie przypuszczałem, że poznam historię miejsca i w jednej osobie wykonawczynię oraz właścicielkę. 
Ścieżkę zaliczam do elitarnej grupki najładniejszych miejsc na Roztoczu, a znam już nieźle tę krainę. Jest z tych, którymi idę wolno by iść dłużej. Idę i nie chcę, żeby się skończyła.




 Wspomniała też o łosiu, który w sąsiednim lesie ma swoje stałe legowisko, a wtedy przypomniałem sobie, że kiedyś właśnie tutaj widziałem łosia i nawet zrobiłem mu zdjęcie. Zrobiłem na pewno, ale nie mogłem znaleźć.



 Kilka godzin później przechodziłem obok grobu żołnierza radzieckiego. Kiedy dwa czy trzy lata temu zobaczyłem go po raz pierwszy, byłem zaskoczony. Oto porządny, zadbany grób jednego bezimiennego sołdata z 1944 roku. Ktoś sfinansował jego postawienie, ktoś czasami zapala znicz. Dzisiaj też widziałem najwyraźniej nie stary znicz. Poczułem dumę. Dziwne, prawda? Dla ludzi związanych z tym grobem nie jest ważna narodowość człowieka tam pochowanego, rodzaj noszonego munduru, a to, że jest to mogiła człowieka. Śmierć wyrównuje wszystkie podziały i różnice. Grób ma piękną lokalizację: jest po wielką lipą widzianą z daleka i ze wszystkich stron, na rozstaju polnych dróg.

Po pożegnaniu właścicielki jeszcze poszedłem na nieodległe wzgórze, jest tam kilka ładnych i widokowych polnych dróżek, a później poszedłem odwiedzić dwie urocze drogi i parę innych zakątków.





 Obie drogi biegną skrajem lasu, ale podobne są tylko w swojej urodzie, czy, by być dokładniejszym, w moim ich postrzeganiu. Pierwszą zdobią wyjątkowo liczne i duże buki, drugą sam jej bieg po wzgórzach i pewna brzoza samotnica. Są „moimi” drogami w takim sensie, w jakim „moje” są liczne już miejsca na Roztoczu i w Sudetach: wyróżnione pamięcią, wspomnieniem wędrówek, moim czasem i moimi wrażeniami.



 Buki z tych zdjęć rosną na brzegu lasu, wzdłuż którego biegnie pierwsza tytułowa droga.



 Oto drugi mój zakątek, z brzozami i wyjątkowo kształtnym dębem. Już rozwinął liście, a pod brzozami jest równa i zielona miedza idealna na siedzisko w czasie przerwy. Dzisiaj też pod tymi brzozami zarządziłem kwadrans na herbatę, mimo że jeszcze nie było piątej pm.


 A na tych zdjęciach jest trzeci zakątek. Drogi tam nie ma, idę tam skrajem pól, dlatego myślę, że znany jest tylko właścicielom sąsiednich ziem. Czy jednak oni widzą to miejsce tak, jak ja widzę? Nie wiem. Teraz wspomniałem pewnego rolnika spotkanego w innej części Roztocza, na polu pod wielka gruszą. Skręciłem z drogi chcąc ją zobaczyć z bliska, bo drzewo przyciąga wzrok kształtem, wielkością i urodą, i tam właśnie właściciel pola i gruszy zaproponował mi jej kupienie po ścięciu. Ech.

Obrazki ze szlaku

 



Zakwitła gwiazdnica wielkokwiatowa, największa ozdoba roztoczańskich miedz i przydroży, radość dla moich oczu.



Kwitną też głogi, poziomki, rzepak i nie tylko.


 Piękna, połyskliwa i nasycona, zieleń liści. Później, w lecie, wczesną jesienią, liście nadal będą zielone, ale brakować będzie im tej czystości i świeżości, jaką mają w te dni.

 Stare ogławiane wierzby. Wiedziałem, że je zobaczę idąc tą drogą.




 Widziałem już ten wąwóz, ale i dzisiaj długo nim szedłem, zatrzymując się i zadzierając głowę. Są tam miejsca, gdzie stoi się dosłownie pod drzew. Nie obok, a pod nimi, pod pniem, i nad głową widzi się korzenie schodzące w dół w poszukiwaniu ziemi.

 Jedno z wielu znanych, pamiętanych i odwiedzanych miejsc.

 Krzyż pod jaworami.


Zieleń i słońce.
 

Pięć nowych domów, prawdopodobnie stawianych przez dewelopera jako domy letniskowe. Ładne, nie ściśnięte na maleńkich działkach, stojące na zboczu wzgórza. Z okien właściciele będą mieli ładny, klasycznie roztoczański widok falujących pól.

 Pomnik z 1928 roku, a przy nim wiekowy dąb.


Późne popołudnie i zachód.

Trasa: między Węgliskami, Wierzchowskami i Pasieką w zachodniej części Roztocza.

Statystyka: przeszedłem 24,5 km, na polach będąc 11,5 godziny.




Domy Wierzchowisk.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz