Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

czwartek, 5 marca 2026

Przedwiośnie

 280226

Były deszczowe dni, miałem różne zajęcia i obowiązki, a na dokładkę unieruchomiony przez kilka dni samochód; w rezultacie przez ponad dwa tygodnie nie udawało mi się wyjechać na włóczęgę. Dzisiaj zobaczyłem ładny, słoneczny i ciepły dzień przedwiośnia. Po roztopach dolne drogi podeschły, śnieg został tylko w bruzdach i na północnych stronach miedz i lasków, odsłonięte pola zieleniły się oziminą. Cały dzień słyszałem klangor powracających dzikich gęsi, a na bezkresnym błękicie nieba widziałem klucze tych ptaków wracających w swoje strony. Za trzy tygodnie zacznie się wiosna!

 Nie sprawdzałem w komputerze, dopiero później zobaczyłem, że ten dzień był dwusetnym dniem roztoczańskich wędrówek. Dwieście dni na polach i drogach Roztocza w czasie pięciu lat, a dla porównania, między dniem pierwszej wędrówki po Górach Kaczawskich a dwusetnym upłynęło dwanaście lat.


 
Może się zdecyduję napisać tekst wspominkowy o tych pięciu latach wędrówek, dzisiaj tylko parę porównań, do których zainspirowały mnie niespodziewane spotkanie i rozpoznanie. Idąc polną drogą schodzącą ze wzgórza w dolinę, mijałem mały krzew dzikiej róży. Spojrzałem na niego i zatrzymałem się, zaskoczony rozpoznaniem. Osiem miesięcy temu szedłem tą drogą, wtedy też zatrzymałem się przy tej dzikiej róży widząc kwiaty. Pamiętam, że wszędzie już przekwitły, tylko ten jeden mały krzew nadal zdobił się kwiatami. Po powrocie do domu odszukałem zrobioną wtedy fotografię. Tak wygląda teraz, a tak w czerwcu.


 
Rozstaje dróg z dalekim widokiem. Widok w lutym i w czerwcu.

 



 
Garbata, mało używana droga pnie się po zboczu wprost na dąb rosnący pod szczytem wzniesienia. Zwykłe drzewo, miejsce ładne ale niewyróżniające się niczym szczególnym, tyle że pamiętane, a przez to wyróżnione: parę lat temu siedząc na miedzy pod tym dębem odbyłem ciekawą rozmowę.


 
Pewnego słonecznego dnia listopada, idąc polną drogą zobaczyłem otoczony polami zagajnik w dolince; wydał mi się ładny, więc skręciłem na pole by podejść bliżej. Tak poznałem Psią Dziurę, czyli ów zagajnik porastający niewielkie doły. Widok mnie zauroczył. Cudowna zieleń ozimin kontrastująca z błękitem nieba, parę brzózek chowających się w fałdzie zbocza i jaskrawe światło, wyjątkowo mocno podkreślające, czy raczej upiększające barwy jesieni. Od tamtego dnia byłem w pobliżu Dziury już parokrotnie, ale tak pięknych kolorów nie udało mi się zobaczyć.



 Odwiedziłem też mało używaną, a przez to zieloną polną drogę, pamiętając o kilku brzozach rosnących przy niej. Widok klasyczny dla zachodniego Roztocza; takich lub podobnych miejsc widziałem dziesiątki jeśli nie setki, ale dla mnie są wyjątkowe. Mieszczą w sobie kwintesencję urody tej krainy łagodnych wzgórz, wąskich pól, wysokich miedz i takich właśnie zielonych dróżek ocienionych brzozami, najpiękniejszymi naszymi drzewami. Mają cechy wspólne z nimi – potrafią łączyć pospolitość z wyjątkowością, a wdzięk ze skromnością.

Obrazki ze szlaku

 

Dużo błota było jedynie na budowie nowej szosy omijającej wioski, ale za to tak lepkie i głębokie, że wymazałem się jak dziecko w kałuży.

 Mały samotny domek.


 Wzgórze z krzyżem na szczycie masztu i widok z jego zbocza.



 Droga wedle dwóch sosen.



 Miedze i śnieg.

 

A tutaj miedze z białą obwódką.

 Grzyby na polu. Pierwsze w tym roku!

Granica dwóch odmiennych przestrzeni: otwartych, słonecznych, uporządkowanych pól oraz cienistych, chaotycznie zarośniętych i tak też ukształtowanych dołów.


 Lodowe impresje. Czy ostatnie tej zimy?

 Rezultaty spływu wód roztopowych.



 Kapliczka pod lipami. Widziałem ją w czasie wcześniejszych wędrówek, ale nie podchodziłem, ponieważ… drogi tam nie ma żadnej. Kapliczka osłaniana czterema okazałymi lipami stoi na polu i nie wiedzie do niej nawet ścieżka. Dzisiaj zdecydowałem się wejść na podwórze sąsiedniej posesji, a tam spotkałem właściciela i poprosiłem o zgodę na dojście jego polem do kapliczki. Oczywiście się zgodził, podkreślając wiek kapliczki: stoi tam 121 lat. Na skutek wielokrotnego malowania wapnem, zatarciu uległa inskrypcja, jedynie data jest widoczna: listopad 1905 roku. Odruchowo policzyłem: dziadek miał wtedy 5 lat, babcia rok, ich córka a moja mama miała się urodzić dopiero za 31 lat. Szmat czasu. Wszystko wokół się zmieniło, nie ma nawet drogi, przy której stała, a kapliczka nadal jest i świadczy o pobożności dawnych mieszkańców Roztocza.


 Drogi w wąwozach. Jeden dzień, ta sama okolica, i dwa odmienne obrazy: jeden sugerujący ciepły i słoneczny dzień wiosny, drugi zimę nie myślącą jeszcze o odwrocie.





 Dzisiejsze drogi.



 Późne popołudnie i wczesny zachód słońca chowającego się za grzbietem wzgórza.

 Szaro się zrobiło, ale po drugiej stronie doliny jeszcze widziałem słońce na zboczach wzgórz.

 


Łuna zachodu.

Trasa: między Gorajec Zastawie a Chłopkowem.

Statystyka: blisko 10 godzin na szlaku długości 19 kilometrów.


 





piątek, 27 lutego 2026

Od głodu, ognia i wojny...

 140126

Temat wpływu szybkiego wzrostu zamożności i bezpiecznego życia bez zagrożeń egzystencjalnych na ludzką psychikę i na struktury społeczne jest mi bliski, parokrotnie poruszany był tutaj. Dzisiaj wrócę do tematu, a wesprę się tymi słowami:

„Jeśli społeczeństwo wytwarza nadmiar szybciej niż potrafi stworzyć nowe role społeczne, nowe formy przynależności i nowe źródła sensu, wtedy upadek zaczyna się od wewnątrz.”

Kim był John Calhoun, autor tych słów, i czego one dotyczą? Oto cytat ze strony Ciekawostki historyczne:

>>Utopia jest rozumiana m.in. jako ideał społeczeństwa szczęśliwego. Dla większości z nas byłyby to świat, w którym nie ma głodu, wojen, służba zdrowia jest dla wszystkich ogólnodostępna, a wszelkie problemy życia codziennego zostały wyeliminowane. Warto sobie jednak zadać pytanie, w jaki sposób rzeczywiście wpłynęłoby na nas życie w świecie pozbawionym zmartwień i dylematów? Odpowiedź na nie postanowił znaleźć John Calhoun, tworząc mysią utopię.

Był on amerykańskim etologiem oraz badaczem-behawiorystą.<<

Zapraszam do lektury dalszej części tego artykułu, nie jest długi i dobrze wyjaśnia ideę i przebieg eksperymentu, tutaj napiszę tylko, że w tym i paru podobnych eksperymentach wszystkie gryzonie wymarły. Niżej wklejam ostatni akapit:

>>W wynikach tego eksperymentu John Calhoun widział analogię do współczesnego społeczeństwa. Według niego w momencie, gdy zanikają podstawowe problemy związane ze zdobywaniem pożywienia czy posiadaniem dachu nad głową, możemy zacząć być społecznie obojętni i przyjmować bierną postawę życiową. Pytanie jednak, na ile rzeczywiście wnioski płynące z tego eksperymentu możemy odnosić do naszego społeczeństwa? <<

Wrócę do myśli Calhouna, od której zacząłem: jeśli dobra tworzymy szybciej, niż możemy w pełni się dostosować do takiego stanu budując nowe wzorce zachowań jednostek i społeczeństw, nowe paradygmaty naszej etyki, moralności i sensu życia, rozkład od wewnątrz, a więc autodestrukcyjny, jest wysoce prawdopodobny, a może nawet nieunikniony.

>>Parlament Europejski właśnie zagłosował... PRZECIWKO poprawce stwierdzającej, że "Tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę" (…) 233 było przeciwko, 200 było za a 107 wstrzymało się od głosu. Czyli łącznie 340 europosłów nie potrafiło poprzeć tego oczywistego, biologicznego faktu.<<

Cytat z internetu.

* * *

Pieniądze i władza

„Za inflację tylko państwo jest odpowiedzialne. Inflacja bez udziału rządu czy wbrew niemu nie jest możliwa.”

Felix Somary

Dlaczego? Ponieważ z definicji inflacja jest nadmiarem ilości pieniędzy w stosunku do dostępnych dóbr. A więc wzrost cen nie jest samą inflacją, a jej skutkiem. Kto jest emitentem pieniędzy? Co prawda nie bezpośrednio rząd, a bank centralny, tak czy inaczej współpracujący z rządem, a więc władza, „oni”. Tworzenie i utrzymywanie inflacji jest zwykłym okradaniem ludzi. Skrytym, ale skutecznym sposobem na grabież majątku. Jak zwiemy tych, którzy kradną?

>>Rządy chcą się utrzymać przy władzy, a sposobem na to jest ciągłe rozdawanie cukierków. Sposób, w jaki rozdają cukierki, polega na ich ciągłym drukowaniu.<<

Usłyszane na kanale YT Wall Street Bullion. Dodam tutaj drugi sposób władz na utrzymanie stołków i rozwiązanie problemów przez nich stworzonych: wskazać na zewnętrznego winnego, wzbudzić poczucie zagrożenia i wokół niego zbudować poparcie społeczeństwa, a przynajmniej odwrócić jego uwagę – co właśnie obserwujemy.

„To czysta pycha. Są całkowicie zagubieni w swoim własnym urojonym świecie.” Peter D. Carlin o elicie europejskiej.

>>Przychodzi moment, kiedy elity kryjąc się za wielkimi moralnymi symbolami swojej cywilizacji, dla racjonalizowania swojej dysfunkcjonalności forsują rozwiązania sprzeczne z własnymi ideałami i wprost prowadzące do unicestwienia starego porządku.<< Ray Dalio

Tutaj  jest garść informacji o zadłużeniu Polski. Nie chcecie czytać? To nudne? Nie uciekniecie, ten problem wróci do was. Znajdziecie go w swoim odchudzonym portfelu, w rosnących cenach pieczywa i zwiększonym bezrobociu, a na koniec w rozróbach na naszych ulicach. Ale nie martwcie się, gdy włączycie telewizornię, usłyszycie proste wyjaśnienia i w nie uwierzycie. Znowu będzie spokojni.

„Złoto jest zabezpieczeniem przed wszelką ludzką głupotą.”

Z kanału ITM Trading na YT.

Jeśli rzetelnie prześledzić wszystkie ogniwa łańcucha przyczyn i skutków, dojdzie się do jednego wniosku: za ogromne i szybko rosnące zadłużenie naszej ojczyzny, za rosnące ceny w sklepach, za irracjonalne decyzje rządu, za wzrastającą liczbę wszelkich ograniczeń i kontroli, za iluzję demokracji, my sami jesteśmy odpowiedzialni, ponieważ głosujemy na tych, którzy obiecali łatwe rozwiązania i rozdawanie pieniędzy. Nie wiemy i nie chcemy wiedzieć, że „oni” tyle mają, ile nam wcześniej zabiorą, że rolą rządów nie powinno być wtrącanie się do wszystkiego. Jeśli nie okradną nas w podatkach i przeróżnych opłatach, to w celowo utrzymywanej inflacji, a więc w utracie wartości naszych dochodów i oszczędności.

Jesteśmy winni, i ani ignorancja, ani ślepota, nie tłumaczą nas, bo dostęp do informacji i wiedzy mamy łatwy.

>>Zeus to bowiem człeka wwiódł na rozumu drogę: Cierp i cierpieniem ucz się” – rzekł.<< Ajschylos, trylogia „Oresteja”, tragedia „Agamemnon”.

czwartek, 19 lutego 2026

Zaśnieżone pola Roztocza

 100226

 Ranek był zimny nie tyle temperaturą, co kolorystyką i wrażeniami. Śnieg był świeży, czysty, ale miał odcień zimnej, odpychającej szarości, chwilami z niewielkim dodatkiem granatu. Drzewa stały czarne, pozbawione zwykłych swoich zimowych brązów i szarości, wydawały się już nawet nie zamarłe, a wprost martwe. Jedynie brzozy nie uległy tym zmianom, nadal przyciągając wzrok swoją urodą. 

 



W miarę przejaśniania się nieba i zmian oświetlenia, zmieniało się moje subiektywne widzenie zimowych krajobrazów: jakby nabierały barw nadal będąc niemal monochromatyczne. 

 


 
Kiedy po paru godzinach niebo wypogodziło się, a jasne, mocne słońce rozjaśniło krajobraz odmieniając go radykalnie, mimo że tak naprawdę jedynie śnieg zmienił barwy. Śnieżna biel – tak mówi się o czystej, chłodnej bieli, i taki był w cieniu. Na słońcu świecił się i skrzył srebrzyście, diamentowo, żółto, a pod wieczór pomarańczowo.

Początkowo szedłem koleinami wygniecionymi na nieodśnieżonych drogach, ale kiedy zboczyłem na pole dla zrobienia zdjęcia zauważyłem, że starszy śnieg, stwardniały z wierzchu, utrzymuje mój ciężar. Buty zagłębiały się tylko parę centymetrów, więc szło się dość wygodnie. Na ogół, bo jednak nie zawsze skorupa była wystarczająco mocna, wtedy zapadałem się nawet po kolana.


 Skoro w ten sposób otworzyły się wszystkie drogi, polami poszedłem ku wiatrakom widocznym na widnokręgu. Mam do nich ambiwalentny stosunek: nadal podobają mi się jako konstrukcje, są smukłe, wysokie, zgrabne, o ile można tak powiedzieć o rzeczy. Jednocześnie nie podobają mi się, ponieważ są kiepskie jako źródła prądu, nie są też tak ekologiczne, jak się nam wmawia. Właściwie są gorsze pod każdym względem w stosunku do tradycyjnych elektrowni węglowych, o ile te są wyposażone w nowoczesne systemy filtrowania spalin.

 Zatoczyłem spory krąg, a wracając znalazłem wąskie pole zarośnięte kępami tarniny i krzewami dzikich róż, jedne i drugie były obsypane owocami. Spróbowałem, smakowały, więc oczywiście połasuchowałem. Zaskakujący był efekt kolorystyczny, sąsiedztwo granatowych śliwek i pomarańczowoczerwonych owoców róż na tle białego śniegu. Wyobraźnia podsunęła obraz tego miejsca w czasie kwitnienia, a był tak uroczy, że obiecałem sobie wrócić tam wiosną.






Uwaga o języku. Napisałem o pomarańczowoczerwonych owocach i przez chwilę ten długi wyraz wydawał mi się nieprawidłowy i dziwaczny, ale jednak jest zgodny z zasadami. Pomarańczowo-czerwone jest coś, co miejscami jest pomarańczowe, miejscami czerwone, a pomarańczowoczerwony powstaje przez wymieszanie obu kolorów, dlatego zebra jest biało-czarna, a nie białoczarna czyli szara.

Krzewy tarniny są tak gęste, że w lecie ich nieprzeniknione ściany tworzą idealne miejsca na schronienia dla wielu gatunków zwierząt, a ptasi drobiazg buduje gniazda w gęstwinach. Dzisiaj widziałem wiele małych gniazd wśród nagich gałęzi. Ich widok ma w sobie magiczną zdolność budzenia licznych myśli: ciepłych, ale i nostalgicznych. Teraz są opuszczone, niepotrzebne, może zapomniane, ale przecież ptasia para budowała je dużym nakładem pracy aby stworzyć dom dla swoich dzieci. W tych gniazdach troskliwie wyścielonych puchem wykluwały się i dorastały otoczone opieką rodziców i z nich wyfrunęły w świat aby przeżyć swój czas.


 Rodzinne gniazdo, dom i dzieci. Nadzieje, wspomnienia i
jeszcze raz dzieci.

Obrazki ze szlaku

 Pięć brzóz. Ich ustawienie wskazuje na zasadzenie. Ktoś wybrał właśnie brzozy, a więc chciał, aby rosły na jego ziemi.

 Ścięte brzozy. Tak, wiem, potrzebujemy opału, ale… szkoda mi tych drzew. Już nie wystroją się zieloną mgiełką na wiosnę, nie zaszumią na wietrze; nie usiądę pod nimi i nie zobaczę muchomorów.





 

 



 Wszedłem na wzgórek i w oddali zobaczyłem zagajnik śródpolny. Skusił mnie wyglądem, więc poszedłem ku niemu na przełaj polami. Zobaczyłem słońce kryjące się za sosną i czerwień owoców dzikiej róży wysoko na drzewie. Rzadko, ale widuję pędy dzikich róż pnące się po drzewach na wysokość piętra, tak właśnie jak tutaj.

 Mały” domek. Ciekawe, dla ilu osób był zbudowany. Tak się składa, że w ostatnich latach dość często bywam w nowych domach i wiem, jak są duże i jak niewielu ludzi w nich mieszka, ale ten jest wyjątkowo wielki. O kształcie nic nie napiszę, bo gusta są różne.



 
Droga w popołudniowym słońcu. Śnieg, tak zimny i nieładny wczesnym rankiem, w tamtych miejscach, oświetlony niskim ale jeszcze mocnym słońcem, wydawał się być ciepły i po prostu ładny.


 
Plantacja aronii.



 Słońce!


 Przed zachodem.

Trasa: pola i drogi na zachód od Goraj, miasteczka na zachodnim Roztoczu.

Statystyka: przebrnąłem po śniegu 15,5 km w czasie nieco ponad ośmiu godzin.




 













środa, 11 lutego 2026

Trzy chwile

 140126

Wspomnienie

Czytałem książkę siedząc przy biurku, a w tle Vivaldi cicho grał swoje koncerty. Piękne dźwięki ostatniej części koncertu „La notte” kazały mi odłożyć książkę i tylko słuchać. Długo stan skupienia nie trwał, bo zaraz pojawił się w pamięci obraz kasztanowców i zielonych śmietników stojących pod nimi. Dziwne. Czy ten obraz wyciągnięty z zakamarków mojej pamięci ma związek z muzyką, a jeśli tak, to jaki? Po chwili puknąłem się w czoło.

Jakieś 20 lat temu jeździłem po Wałbrzychu szukając miejsc pasujących do pisanej wtedy książki. Znalazłem odpowiedni dom, uliczkę, zaułek z drzewami, i uczyniłem je scenerią końcowych stron powieści „Dwa światy”.

Nadal mam ją w komputerze, a teraz znalazłem parę cytatów związanych z muzyką Antonio Vivaldiego. Oto one:

„Nagranie skończyło się, dziewczyna odwróciła się do komputera.

Masz tutaj La Notte Vivaldiego?.. O, jest! To taki zwykły koncert, ale mam do niego dziwny sentyment. Czasami wydaje mi się, jakbym znała go zawsze i zawsze znać będę. Że rozpoznam go nawet po stu latach. Nie wiem, skąd ta dziwaczna pewność.”

Uśmiecha się do mnie, a ja słyszę radosne allegro z La Notte Vivaldiego i nie wiem, czy ja dla niej, czy ona dla mnie, czy może my dla nas wspominamy miłe chwile z włoskim mistrzem.”

Odjechałem kawałek, na sąsiednią ulicę, i zatrzymałem się. Siedziałem, bez jednej myśli gapiąc się na pustą, jakby wymarłą ulicę, na domki pod czerwonymi dachami, kasztanowce, na zielony pojemnik na śmieci. Wtedy cisza dzwoniąca mi w uszach rozbrzmiała muzyką koncertu "La Notte" Vivaldiego - naszego znaku rozpoznawczego.”

Te słowa przywołały wspomnienia tamtego jesiennego dnia z początku tego wieku, wypełnione szwendaniem się po obcym mieście w poszukiwaniu miraży i pamięć miesięcy wypełnionych gorączką pisania.

Tak oto jedna chwila pozwoliła odtworzyć w pamięci dwudziestoletni krąg upleciony ze wspomnień, pasji, muzyki, moich włóczęg i tęsknot.

A co z powieścią? Nic. Nie mam ochoty na przygotowanie jej i próby wydania, ponieważ… hmm, te niewielkie pieniądze jakimi dysponuję wolę wydać na wędrówki niż na wydanie kolejnej książki. Tak po prostu.

Zainteresowani mogą tutaj przeczytać jej fragmenty; mogą też wysłuchać La Notte Vivaldiego.

* * *

O zwykłej chwili

Będąc u córki w domu zobaczyłem wśród książek kryminał Joe Alexa „Cichym ścigałem po lotem”. Tak naprawdę autorem jest Maciej Słomczyński, który wszystkie swoje powieści detektywistyczne zaczynał pasującym do treści cytatem wybranym z wielkich światowych dzieł literackich. Miałem w swoim życiu okres czytania jego kryminałów, a jeden z nich odcisnął niecodzienne piętno na mnie; jego dalekie echo usłyszałem przy regale z książkami u córki. Otóż Słomczyński napisał także „Piekło jest we mnie”, książkę wydaną w 1975 roku. Jej akcja toczy się na pokładzie lecącego samolotu i dotyczy popełnionego tam morderstwa. Kryminał uznałem za dobry, chociaż nie wiem, jak oceniłbym dzisiaj, ale największe wrażenie wywarł na mnie zwyczajowy cytat, tym razem z wielkiego i pięknego dzieła Raj utracony, siedemnastowiecznego poety angielskiego Johna Miltona. Cytowany fragment zawiera słowa Szatana zrozpaczonego i świadomego swojego upadku, ale jednocześnie żadnego zemsty na Bogu. W tym celu leci na nowo stworzoną Ziemię:

O, ja nieszczęśliwy! Bowiem gdziekolwiek zwrócę lot, tam wszędzie gniew nieskończony, nieskończona rozpacz. Gdziekolwiek zwrócę lot, tam wszędzie piekło. Piekło jest we mnie, a na dnie otchłani głębsza, ziejąca czeluść się otwiera, przy której piekło, gdzie cierpię, jest Niebem.

Zmiłuj się wreszcie! Czyż nie ma już miejsca dla mej pokuty i dla wybaczenia? Nie ma, zostało jedynie poddanie (a wzgarda nawet słyszeć o tym wzbrania!) i lęk przed hańbą, która mnie okryje wśród duchów w dole…”

W powieści wykryty przez Alexa morderca otwiera drzwi samolotu i wyskakuje, nie chcąc być okryty hańbą na dole.

Chciałem kupić Raj utracony, ale były lata osiemdziesiąte, biedne lata, z pustymi półkami sklepowymi; książki nie było w księgarniach, ale wiedziałem, że niedawno była u nas wydana. Dlatego dałem ogłoszenie w gazetach, wtedy spełniających także rolę współczesnych cyfrowych platform handlowych. Napisała do mnie kobieta z miasta oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów, kupiła specjalnie dla mnie widząc moje ogłoszenie. Pojechałem, książkę odebrałem, pieniędzy kobieta nie chciała ode mnie, decyzję tłumacząc dostrzeżonym podobieństwem duchowym. Książkę mam do dzisiaj. Od czterdziestu lat mi towarzyszy, zabierana, obok kilku innych książek równie dla mnie cennych, kiedy na dłużej wyjeżdżam z domu. Obwoluta już dawno uległa Chronosowi, płócienna okładka wyblakła, szwy puszczają, na pożółkłych stronach są moje podkreślenia – ślady lektur, zadumy i podziwu.

W jednej chwili przyleciały do mnie wspomnienia, cała moja wieloletnia przygoda z Rajem, zainicjowana przeczytaniem kryminału. Sięgnąłem po tomik.

Wszyscy prócz Boga tak niewiele wiedzą

O tym, jak cenić dobro, które mają

Lecz rzecz najlepszą obracają w drwinę

Lub używają w celu najmarniejszym.”

Hmm, czyżby o naszym stuleciu pisał poeta?...

Słowa Ewy do Adama:

Z tobą rozmawiając

O czasie całym zapominam, także

O porach wszystkich i tych pór przemianach.”

Adam do Ewy:

Więc nie trać serca i rozchmurz wejrzenie,

Zwykle radosne bardziej i spokojne

Niźli poranek wstający z uśmiechem.”


Według Miltona Adam nie był oszukany przez Ewę. Powiedziała mu, co zrobiła na skutek niecnych podszeptów Szatana, a on świadomie zdecydował się zjeść jabłko by dzielić z nią los. Później jeden z aniołów mu to wypominał, mówiąc, że Ewę miał kochać, a nie słuchać się jej we wszystkim, ale coś się tu niebiańskiej istocie pomyliło. Wszak Adam zjadł jabłko właśnie z miłości do Ewy.

„… Stracić cię to stracić siebie.” – na tych słowach kończą się rozpaczliwe myśli Adama na wieść o czynie Ewy.

* * *

Muzyka i literatura

Zawiły ciąg skojarzeń wzbudzonych pewnymi słowami przeczytanymi w liście do mnie, doprowadził mnie do jednej z najlepszych powieści jakie ostatnio czytałem, mianowicie Dżentelmena w Moskwie autorstwa Amora Towlesa. Sięgnąłem po nią z zamiarem przekartkowania, a w rezultacie przeczytałem niemal całą. Jest tam przecudnej urody wątek miłości ojcowskiej, ale tutaj chciałem nawiązać, cytując fragment powieści, do równie cudnego utworu Chopina.

„Poznałby je, gdyby wpadł na nie na ulice we Florencji w szczycie sezonu. Słowem: poznałby wszędzie.

To był Chopin.

Nokturn Es-dur opus dziewiąte, numer dwa.

(…)

Prawie każdy, kto uczy się gry na fortepianie w ostatnim stuleciu, ćwiczy ten krótki utwór Chopina, ale dla większości uczniów to akt recytacji. Tylko jeden na tysiąc – albo nawet na sto tysięcy – potrafi tchnąć w tę muzykę życie, tak jak ty to zrobiłaś.”

To słowa tytułowego dżentelmena i jednocześnie arystokraty do swojej przybranej córki, pianistki.

Oto  ten utwór w mistrzowskim wykonaniu Artura Rubinsteina. 

Tylko geniusz taki jak Chopin potrafi stworzyć piękno tak łatwo trafiające do słuchacza w tak krótkim utworze.