Moja książka

O wydaniu książki

011216 Od wielu lat błądziła po mojej głowie myśl o wydaniu jakiejś części moich tekstów, ale było tak, jak często u mnie, czyli tak, ...

środa, 20 maja 2015

O kwiatach, drzewach i o pewnym zielu


 16 maja
Chciałem napisać coś w dopiskach, ale nie wiem co, bo w głowie mam pustkę. Wyciągnąłem mapę Kaczaw i szybko odłożyłem, nie szło mi wędrowanie po mapie; może powinienem sięgnąć po książkę?.. Tyle że zupełnie nie mam chęci na powieść, jakąkolwiek powieść, więc jeśli sięgnę, to po Ajschylosa, Platona czy Dawkinsa. Tak, ale to trudne lektury, wymagające skupienia, a we mnie jakiś bezwład… No i tak mi schodzi ten wieczór. Ostatni dłuższy wieczór, bo jutrzejszy będzie już przedprzeprowadzkowym, z konieczności krótszym. Na szczęście trasę też mamy krótszą, tylko siedemdziesięciokilometrową, do Mosiny.



Rano, jeszcze przed śniadaniem, poszedłem obejrzeć głogi różowe widziane wczoraj, gdy urwawszy się z pracy, szedłem do banku. Wiosna, czas kwitnienia: nowopoznana tawuła, bzy, kasztanowce, głogi, a wśród traw morze mniszków po metamorfozie: z ładnego kwiatu wyłoniła się zwiewna kulka nasion – dmuchawiec, dla mnie symbol pełni wiosny. Ostatnio dowiedziałem się, że to, co zostaje po oderwaniu się i odlocie wszystkich nasion, nazywa się głową mnicha; obejrzałem, faktycznie, przypomina sposób golenia głowy dawnych mnichów; od tej nazwy poszła nazwa gatunku: mniszek. Fajne. Lubię znać etymologię używanych nazw. 
Na poboczu ulicy, przy  betonowych płytach wiaduktu, kwitną maki. Zwykłe, pospolite i piękne maki. Widziane na brzegu pola, w zbożu, nierzadko w towarzystwie chabrów, są dla mnie ciepłym obrazem początku lata.



Tamaryszek. Ten z Żagania i ten z Trowbridge. Pierwszego zobaczę ponownie jeszcze w tym roku, drugiego zapewne nigdy. Mam wiele pomysłów na wydanie pieniędzy, jednym z nich jest powrót do UK i odwiedzenie znajomych miejsc, także poznanie tych, na poznanie których nie wystarczyło mi czasu bądź pieniędzy, gdy tam mieszkałem. Gdybym miał pieniądze, pojechałbym tam i nocą stanął pod wychylonymi nad ulicą gałązkami trzymającymi świecące kropelki wody; może ponownie przeżyłbym oczarowanie – jak wtedy, gdy wychyliły się do mnie po raz pierwszy - jakby wprost ze snu?

Oczywiście głogi, do których szedłem. Pąki tych kwiatów przywołują myśli o nabrzmiewaniu i obietnicy, o pociągającym uroku, są roślinną erotyką, a obok spełnienie: różyczka rozchylająca swoje płatki. Ulubione kwiaty mojego ulubionego pisarza.




19 maja

Nowe miasto, nowe miejsce: park w Mosinie. Z poprzedniego roku pamiętałem kilka drzew, ale gdy zobaczyłem je wczoraj, a przyjechałem wyjątkowo wcześnie, jeszcze przed zmrokiem, było tak, jakbym widział je po raz pierwszy. Monstrualny, a przy tym zdrowiutki, jesion stoi zaparty o ziemię potężnym rozszerzeniem podstawy swojego i tak już grubego pnia; pomnikowych rozmiarów lipa drobnolistna ma sporą dziuplę, ale jeszcze czerstwa z niej staruszka i obficie owocuje; głóg różowy ma prosty i gruby pień, a gęsta korona kończy się na dziesięciu metrach wysokości. Liczne rubinie akacjowe, strzeliście wysokie i grube; pociąga mnie u nich kontrast między delikatnymi listeczkami, a głęboko spękaną, jakby porozrywaną, korą; urzeka zapach ich kwitnienia. Rośnie tutaj wiele wiązów, a także wiekowy, przysadzisty dąb o klasycznie ładnej sylwetce; chciałbym mieć takie drzewo na swojej działce. 




W trawie nieprzeliczone różowe drobiny - kwiaty bodziszka. Nie wiem jakiej odmiany, raczej nie kosmatej, ale przecież pięknie bodziszkowatej. Rosną tutaj niemal wszędzie, jeśli nie całymi kobiercami, to chociaż pojedynczymi krzaczkami widzianymi co krok. Chodząc po placu, starałem się omijać je, ale gdy zobaczyłem, jak wiele z nich już jest rozdeptanych, gdy pomyślałem o tłumach ludzi, którzy w weekend zdepczą cały park, poczułem zniechęcenie. Chciałem posiedzieć wśród tych drobnych kwiatów póki jeszcze są całe, ale przecież byłem w pracy. Gdy już mogłem, kwiaty zamknęły oczy usypiając. Jutro rano pójdę do nich i obudzę je.

Bodziszkowy park i bodziszkowy tydzień. Tak chciałbym zapamiętać tych kilka majowych dni.



Może coś z zaległych tekstów? Proszę, oto jeden z czasu mojej bytności w UK.



Pierwsze były zawroty głowy, takie normalne, tyle że bez zbierania na wymioty. Później poczułem chłód – ten już nie był normalny. Słuchałem siebie starając się jak najwyraźniej uzmysłowić sobie, niejako sobie samemu przestawić swoje wrażenia, ale już wtedy wiedziałem, że nie będzie to łatwe, bo różnice w odczuwaniu wyprowadzały poza znany moim zmysłom świat. Można tylko silić się na porównania, a że żadne nie będzie dokładne, pozostaje więc uściślać je poprzez mnożenie ich ilości.

Więc chłód – co było w nim niezwykłego? No właśnie o to chodzi, że nie bardzo wiem. Był inny i już. Wtedy pomyślało się mi, że czuję go jakby od środka, nie głęboko w piersi, a pod skórą, ale przecież chłód czuje się od zewnątrz, prawda? Było tak, jakby krew mnie chłodziła, albo zimny metal włożony pod skórę. Położyłem się, ciągle słuchając siebie, i zaraz zauważyłem, że... że po prostu dobrze było mi tak leżeć. Inaczej, ale dobrze, i znowu miałem kłopot w określeniu tej różnicy. Nic mnie nie gniotło (jak często, nawet leżąc, odczuwa się swój ciężar po cierpnięciu boku, na którym się leży), nie odczuwałem potrzeby zmienienia pozycji ciała. Wydawało mi się, że z mniejszą siłą moje ciało naciska na materac łóżka, ale gdy podniosłem rękę, czułem normalny jej ciężar. Może trochę podobne uczucie miewa ten, którego coś mocno boli, a gdy ból ustanie, przychodzi chwila ulgi, błogostanu. Nie, nie czułem błogostanu, było mi po prostu dobrze leżeć i nic mnie nie uwierało. Każda pozycja wydawała się wygodna do długiego leżenia. Leżąc, wydawało mi się, że głosy sąsiadów przez ścianę słyszę wyraźniej niż zwykle. Wyostrzone zmysły? Chyba mam je nadwrażliwe. Wstałem i spojrzałem na ekran włączonego laptoka. Był wyrazisty, idealny. Więc jednak? Dla próby zdjąłem okulary, ale próba przeczytania drobnych liter okazała się być nieskuteczna. Więc nie? Nie wiem. Coś było inaczej. Chyba... chyba czas trwania bodźców zmysłowych... Tak! Wydawało mi się, takie miałem wrażenie, iż wszystko dłużej odbieram. Jakbym słyszał dźwięki jeszcze chwilę po ich ustaniu, a obraz widział dłużej niż trwała chwila patrzenia, ale przy tym nie było żadnych wrażeń związanych z przemieszczaniem się czasu, z nachodzeniem na siebie bodźców sąsiadujących ze sobą czasowo. Dziwne uczucie.

Później przyszła troska i złość na siebie – ale już bez związku z eksperymentem; po prostu nie znałem czasu trwania tych zmian, a za osiem godzin miałem wstawać i jechać do pracy. Z tą myślą usnąłem. Rano słuchałem siebie z nieufnością i niepokojem, ale na szczęście wszystko wróciło do normy.

Jakie wnioski? Nie będę tego powtarzać. Ten jeden wypalony skręt wystarczy. Lepiej poczuć zawrót głowy po wypiciu dużej lampki koniaku, bo ma się więcej wrażeń zmysłowych w czasie jego smakowania.


Wieczorny dopisek.

Właśnie przejrzałem zdjęcia robione rano. Cóż, znowu trafiłem kulą w płot w rozpoznaniu gatunku, co powoli staję się moją normą: teraz myślę, że to jednak bodziszek kosmaty, tylko ja, ślepy mimo okularów, nie widziałem ich kosmatowatości. Niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę.
Tak czy inaczej piękne kwiecie.






26 komentarzy:

  1. Piękne te pączki głogów - w takim stadium ich nie widziałam. Może to jakaś ozdobna odmiana głogu dwuszyjkowego?
    Też lubię tak fotografować drzewo - stanąć pod nim, spojrzeć w górę na jego koronę i właśnie tak uchwycić. Albo stanąć nieopodal i wypełnić nim kadr, tak jak na dwóch ostatnich zdjęciach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak: stanąć pod dużym drzewem i zadrzeć głowę! Czuje się wtedy coś dziwnego: zauroczenie wielkością, czasami majestatyczną wielkością drzewa, i swoją małość, ale w jej odczuwaniu nie ma nic pejoratywnego, wprost przeciwnie. To trochę tak, jak może czuć się mały chłopiec patrzący w górę na dużego brata. No i ta dziwna magia. Świadomość bliskości istoty żyjącej w sposób zupełnie dla nas niepojęty.
      Też tak masz, Aniko?
      Szczerze mówiąc, nie wiem jaki to gatunek głogu. Wydaje mi się, że jest on sztucznie wyhodowany, ale oczywiście to nic pewnego. Wspominałaś o Ustroniu Morskim; na głównej ulicy miasteczka rośnie kilka takich głogów, a kwitną nieco później, niż te w głębi lądu. Czasami udaje mi się zobaczyć ich kwiaty, gdy przyjeżdżam tam na początku wakacji.

      Usuń
  2. Taaak, lepiej sobie machnąć lamkę koniaku.
    A wiesz jaka jest różnica między koniem a koniakiem?
    Taka sama jak między rumem a rumakiem.
    Zaś życie zaczyna się po pięćdziesiątce, a gdy człowiek sobie strzeli drugą pięćdziesiątkę, to życie jest jeszcze fajniejsze. Po trzeciej pięcdziesiątce wszystkie kobiety śtają się ładniejsze.

    Nie wiedziałem, że jesteś zielarzem - te maki i ta marycha...

    A skoro mowa o bodziszkach, może to był bodziszek cuchnący? Jeżeli będziesz mieć okazję, rozetrzyj jego listek i... powąchaj...

    OdpowiedzUsuń
  3. ...lamkę... ...śtają... Ja chyba coś piłem, a może mam się napić?
    To chyba z tego testowania nowego sprzętu.

    OdpowiedzUsuń
  4. No, no... Chłop jak dąb.

    Ty, Krzysztof promujesz czynność przytulania się do drzew aby uzyskać nową energię (jest taka szkoła)

    Bioterapeuci twierdzą, że im dąb starszy, tym lepiej uzdrawia. Dąb wzmacnia odporność organizmu i przyspiesza krążenie krwi.

    O tym wyczytałem na:

    http://www.bravo.pl/styl/artykuly/przytul-sie-do-drzewa/ida,4831/


    Promieniowanie energetyczne drzew można wyczuć już w promieniu kilku, a nawet (jeśli drzewo jest duże i stare) kilkunastu metrów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, ja zielarzem! -:)
      Będąc w UK, miałem okazję pojechać pod Dover, na wapienne klify, i nie pojechałem, czego żałuję, bo okazja nie powtórzyła się. Może tamten eksperyment był w zamian? Skoro była okazja… Oczywiście nie żałuję, teraz wiem, jak jest. Powiem Ci jeszcze, że w Anglii wiele osób pali trawkę.
      Zdjęcie ze mną było zrobione spontanicznie. Gdy przyjechałem, było jeszcze widno. Wysiadłem, rozejrzałem się, zobaczyłem jesion i poszedłem po aparat, a że obok stał kolega, poprosiłem o zrobienie zdjęcia.
      Spójrz dalej, za drzewo. Stoi tam renault magnum (faktycznie jest wielki, w kabinie można wyprostować się). To jedna z naszych stacji paliw i elektrowni. Mieści tysiące litrów paliwa, dystrybutor do tankowania pojazdów i agregat prądotwórczy o mocy 400 kVA. Parę bloków mieszkalnych mógłby zasilić. Piszę o tym pojeździe, bo w zimie zajmowałem się przeróbką zwykłej ciężarówki w ten specjalistyczny pojazd.
      Promieniowanie energetyczne drzew, powiadasz. Trudno mi coś o tym powiedzieć, bo nic nie wiem. Jednak dobrze mi pod brzozami, drzewami uznawanymi przeze mnie za najpiękniejsze. Lubię dotykać je, patrzeć na nie, a nawet przytulać się do ich pni. Może to efekt tego promieniowania? Nie wiem, chociaż ja, technik o racjonalnym umyśle, skłonny byłbym raczej szukać przyczyn w nas, w naszym umyśle: wszak lubimy też patrzeć i przebywać w towarzystwie lubianych ludzi. Może więc ta emanacja wychodzi z nas i poprzez drzewo wraca do nas? Czy nie może tak być?
      Ale z drugiej strony drzewo jest istotą żywą, więc kto wie? Może i ono emanuje czymś, a jeśli trafi na ucho otwarte i chcące słuchać…
      Janku, literówki każdemu się zdarzają. Po napisaniu komentarza sprawdzam tekst przed publikacją, a później nierzadko widzę jakieś swoje błędy. Niestety, oprogramowanie tego blogu nie ma funkcji edytowania komentarzy, a tylko postów.
      Koń a koniak? Dobre:) Anegdotka: pracował tutaj chłopak, któremu ktoś nadał miano koń, ale ta ksywka pisana była nietypowo: quń, albo i qń.
      Janku, powiem Ci, że czasami mocno poruszają mnie twierdzenia wielu ludzi, iż koniak ma smak bimbru i oni, znawcy od siedmiu boleści, w ciemno rozpoznają smak koniaku i bimbru. Po wyjaśnieniach zwykle okazuje się, że mylą whisky z koniakiem.
      Ten trunek jest dla mnie królem wszelkich alkoholi. Pokochałem koniak od pierwszego smakowania i miłości tej jestem wierny do dzisiaj, a whisky nie lubię – właśnie z powodu bimbrowatego smaku.

      Usuń
    2. Ach, zapomniałem, Janku.
      Masz nowy komputer? PC, czy laptok? A internet też? Mój internetowy abonament nie jest drogi, bodajże 20 zł miesięcznie, ale ta jego szybkość! Gdy słyszę przechwałki i obietnice sieci GSM o szybkościach transmisji, ogarnia mnie pusty śmiech.
      Jaki tam dąb ze mnie! Nigdy nie miałem dużo siły i zawsze miałem skłonność do tycia. Od wielu lat reglamentuję sobie jedzenie licząc kalorie i kromki zjedzonego chleba, ale rezultaty mam: przy 180 centymetrach wzrostu ważę 76 kilo, z czego jestem bardzo dumny. Tak dumny, że kupiłem sobie wagę i dla poprawy humoru staję na niej niemal codziennie:) Chociaż tak po prawdzie, to oprócz ograniczania jedzenia swoje robi moja praca, w której spala się dużo kalorii, a w zimie także wędrówki.

      Usuń
    3. Określenie "zielarz" użyłem w znaczeniu pieszczotliwym, a nie nagannym. W życiu wypada wszystkiego spróbować. Kiedyś paliłem papierosy. Palić zacząłem późno (jako trzydziestolatek), a nauczono mnie tego w pracy i bardzo żałowałem, że dałem się do tej używki namówić. Ale pewnego razu podjąłem mocne postanowienie i nie palę już ponad dwadzieścia lat. A z jednego Twego wcześniejszego tematu wywnioskowałem, że nie palisz i przeszkadza Ci (mi również) dym papierosowy.

      Odnośnie tej części o zielu - muszę przyznać, że umiesz budować w tekście napięcie. No, no.

      Ja tak samo twierdzę, że koniak jest królem alkohol i nie przepadam za whisky. Koniak, bowiem uznaję za alkohol szlachetny, ponieważ surowcem do jego powstania służą winogrona.

      Kiedyś chorowałem na laptopa, ale mi przeszło. Przyzwyczaiłem się do pracy przy komputerze stacjonarnym. Poprzedni sprzęt służył mi ponad 12 lat. Przekonałem się, że ewentualna naprawa, czy wymiana podzespołów w PC jest dużo mniej kłopotliwa niż w laptopie. Mam duży monitor, z którego jestem bardzo zadowolony.
      No i nareszcie mam dostęp do internetu.

      Usuń
    4. Cześć, Janku.
      Wiem, oczywiście, że wiem o żartobliwości „zielarza”:)
      Palę elektryczne papierosy, chcąc docelowo rzucić także ten substytut papierosów. Te moje nie śmierdzą, tamte zwykłe tak. Kolega jadący ze mną pali bardzo dużo, później w kabinie samochodu czuć odór.
      Oczywiście, że dla Ciebie lepszy jest tradycyjny pecet, bo jest tańszy w zakupie, jak słusznie zauważyłeś, tańszy też w naprawach i w unowocześnieniach, no i można zainstalować sobie dowolnie duży ekran. Ja używam laptopa z powodu jego małych wymiarów; peceta nie zmieściłbym w tym małym campingu. Ten mój laptocik ma ekran dziesięciocalowy i waży niewiele ponad kilogram. Też nie jest nowy, ma 5 czy 6 lat, szybkością nie grzeszy, ale jak dla mnie wystarczy w zupełności i nie zamierzam go wymieniać na nowszy, chyba że będę musiał.
      Właśnie tak jest jak piszesz: koniak robi się z innego szlachetnego trunku, z gronowego wina, a nie ze sfermentowanych ziemniaków czy zboża – jak wódkę czy inne whisky. Eliksir eliksiru.
      Wiesz co? Smaku sobie narobiłem! Chyba jutro kupię flaszkę brandy:)

      Usuń
    5. Wiesz co? Narobiłeś mi smaku na eliksir eliksiru. Też kupię.
      Dobra Twoja, dobra też i moja. Będziemy smakować jednocześnie.

      Przed wielu laty szampanskoje piłem razem z Gierkiem,
      tylko że on pił na ekranie telewizora, a ja piłem przed telewizorem.

      Usuń
    6. Gdy przeczytałem nazwisko pierwszego sekretarza, pomyślałem, że zapewne większość młodych ludzi nie wie, kto to był. Dla nich to odległa historia.
      Przyznam się, Janku, do specjalnie rzadkiego kupowania brandy (czy koniaku, co właściwie jedno znaczy) po prostu dlatego, że zbyt szybko widzę dno, no i żeby nie przyzwyczaić się. Kupuję raz na kilka miesięcy, wtedy popijanie jest świętem moich kubków smakowych.

      Usuń
    7. ...zbyt szybko widzę dno...
      Dlatego wziąłem drugą butelkę. Jak świeto, to święto.
      A od czasu do czasu wypada swój organizm wydezynfekować.
      Masz rtację, nie za często.

      Usuń
    8. Cześć, Janku.
      Jeszcze swojej butelki nie kupiłem. Mam zwariowany czas w pracy: przeprowadzka, festyn (czytaj: praca do późnej nocy, hałas i pijani klienci), i… znowu przeprowadzka. Godzinę temu przyjechałem do nowego miasta, może tutaj urwę się do sklepu. Siedzę czekając na ostatni transport, na traktor ciągnący bardzo ciężką karuzelę z niedomaganiem pneumatycznego zawieszenia. Gdy przyjedzie, minie zakaz picia alkoholu, wtedy otworzę piwo. Piwo lubię, może nie aż tak jak koniak, zresztą, trudno porównywać te alkohole, ale też lubię. Pijam je tylko wieczorem, bo jestem po nim senny. Więc wypije piwo i położę się spać, mam za sobą ciężki dzień.
      Dobrej nocy, Janku.

      Usuń
  5. Głogi też sobie ukradnę, tak jak ubrane w krople rosy przebiśniegi z któregoś wcześniejszego wpisu :)
    Latorosłka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Latorosłko, Ty nie musisz kraść. Tobie brać i jeszcze wybrzydzać!
      Zdjęcia obejrzałem dopiero wieczorem i zobaczyłem, że są niezbyt ostre, ale uznałem, że te leciutkie rozmycie konturów niezbyt im szkodzi; zresztą, nie miałem już okazji wrócić do głogów. Tutaj, w mosińskim parku, rośnie taki głóg, ale jest wysoki, trudno byłoby zrobić zdjęcia kwiatom, chyba że z drabiny.
      Wyobrażam sobie miny moich kolegów widzących mnie na drabinie z aparatem:) Dzisiaj rano mieli używanie widząc mnie klęczącego nad kwiatami.

      Usuń
    2. Rozmycie nic a nic nie przeszkadza. Powiedziałabym nawet, że podnosi wartość tego zdjęcia, robi je bardziej... artystycznym, bo kwiatuszek po lewej stronie jest wystarczająco ostry, natomiast pączki po prawej są tajemniczo zamazane... Nieśmiałe takie jakby...
      I są już tapetą w moim telefonie :)
      Różowiuśkie takie.
      L.

      Usuń
    3. Różowiuśkie… Mam kumpla płci niewieściej, ona też tak mówi:)
      Faktycznie, te pączki są jakby nieśmiałe. Jeśliby trzymać się porównań z nami, ludźmi, są jak dorastająca dziewczyna, która nie wie, ile uroku ma w sobie.

      Usuń
  6. Oj, u nas jeszcze nie ma maków które podobnie jak głogi zwiastują, lato. W dzieciństwie głogi kojarzyłam z Bożym Ciałem- drobne, pachnące kwiatki świetnie sprawdzały się jako "wkład" do koszyczka, z którego sypało się kwiaty pod nogi procesji.
    A dzisiaj na plastyce rysowaliśmy z uczniami studium drzewa. Usiedliśmy na kocach (mamy ogromny teren zielony) , obserwowaliśmy jak przebiegają linie pnia, gałęzi, jak rozkłada się korona. Niektóre dzieci poradziły sobie z obserwacja i rysowaniem, inne poszły na łatwiznę i rysowały jakieś pradawne tolkienowskie Drzewce. Wcale niełatwo narysować drzewo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Anno:)
      U was później kwitną, też to zauważyłem. Gdy w pierwszych dniach lipca przyjeżdżam nad morze, zdarza mi się widzieć jakby drugie kwitnienia niektórych roślin.
      Kiedy ja rysowałem coś po raz ostatni? W zimie, dla Heleny, wnuczki, a dużo wcześniej dla mojej Małgosi, córki. Nie: parę dni temu rysowałem dla tokarza przekroje kół jezdnych dziecięcego pociągu w pracy:)
      Ja też uważam, że drzewo trudno jest narysować realistycznie. Takiemu „rysownikowi” jak ja, albo wychodzi coś symbolicznego, albo kulfoniastego. Za dużo linii zmieniających się, przeplatających się pod różnymi kątami i w różnych odległościach, znikających wśród liści i ponownie pojawiających się w innej już perspektywie. A jak namalować liście? Jako zieloną chmurę otaczającą konary? Ale wtedy obraz będzie uproszczeniem. A te wszystkie cienie, półcienie, zmiany barw konarów, gałęzie w pełnym słońcu?
      Oj, trudno.
      Anno, nie wiem, jakiego przedmiotu uczysz. Powiesz?
      Małgosia opowiadała mi o prowadzonych przez siebie zajęciach plastycznych czy malarskich, podobało się jej to. Nie jest nauczycielką, kończy psychologię, te zajęcia są jej pracami społecznymi: jest wolontariuszem w pewnej fundacji zajmującej się dziećmi. Chciałbym, żeby pracowała z dziećmi po studiach, do niej jakoś to pasuje.

      Usuń
    2. Chyba gdzieś na początku naszego dialogu wspominałam, że przede wszystkim jestem polonistą, stąd moja miłość do piękna języka.
      Dla nie drzewo też jest malarskim wyzwaniem. Długo rysowałam jakieś schematyczne miotły, ale przecież trening czyli mistrza. Teraz moje (zwłaszcza bezlistne, zimowe) drzewa wprawiają znajomych w zachwyt. (ale nie mnie, bo daleko mi do kunsztu mojego ojca)
      Praca wolontaryjna to bardzo szczytne działanie- Chuda, czyli moja Czesława też jest wolontariuszem, o czym czasem na blogu pisze.
      W psychologii dziecięcej działania plastyczne są niezwykle ważne, gdyż dziecko nie zawsze umie opowiedzieć o swoich emocjach, ale świetnie wyraża je w innych formach ekspresji: w tańcu, muzyce, rysunku.I pewnie Małgosia doskonale o tym wie. A jeśli ma dobry kontakt z dziećmi, to warto by doskonaliła się w tym kierunku- mamy spory niedobór psychologów dziecięcych, więc i o pracę nie byłoby trudno.

      Usuń
    3. Anno, miewam sklerozę, więc miej dla mnie wyrozumiałość, gdy zapytam o coś po raz drugi, albo powtórzę się pisząc o czymś kolejny raz. Z góry przepraszam.
      Moje zamiłowanie do dobrze napisanych tekstów jest niewiadomego pochodzenia, chyba się z nim urodziłem, bo pamiętam, iż w szkole podstawowej pisałem dobrze oceniane wypracowania. Jednak moja wiedza o języku jest uboga, Anno, i zapewniam, że nie jest krygowanie się. Ot, daleko nie szukając: napisałaś, że mogę zwracać się do Ciebie po imieniu, tym bardziej, że używam wołacza. Przeczytałem i chwilę zastanawiałem się, o co chodzi, czy dobrze, czy źle napisałem. W końcu połapałem się: no tak, to wołacz. W nazwie tego tekstu jest ziele. Napisałem to słowo, opublikowałem tekst, a na drugi dzień naszły mnie wątpliwości co do prawidłowości odmiany i szukałem w internecie potwierdzenia; okazało się, że jednak dobrze odmieniłem. Pamiętam ze szkoły, że te różne rozbiory zdań, te zaimki i inne bezokoliczniki, były dla mnie mordęgą, do dzisiaj zostały czarną magią, o której nie mam zielonego pojęcia. Czyli miałabyś ze mną, jako z uczniem, wiele, wiele pracy. Błędów robię niewiele tylko dlatego, że przeczytałem w życiu tysiące książek i w końcu zapamiętałem wygląd wydrukowanych wyrazów, a pewną umiejętność układania słów mam po prostu wrodzoną, mam od zawsze, natomiast wszelkie naukowe nazwy i z nimi związane reguły są mi po prostu obce.
      Piszesz o ciekawych sprawach, pisząc o sposobach wyrażania dziecięcych stanów emocjonalnych. Psychologia interesowała mnie od zawsze; może dlatego córka wybrała ten kierunek? Będąc w wojsku, dostałem nagrodę pieniężną za dobre strzelanie, a wymieniłem ją na książki. Pamiętam (to było 40 lat temu), że kupiłem listy do Felicji Kafki i coś o neurotycznych osobowościach naszych czasów. Rzadkie upodobania też miałem od zawsze:) Małgosia wybiera się na podyplomowe studium uprawniające psychologa do pracy z dziećmi, więc prawdopodobnie będzie szukać pracy w tej specjalności. Chciałbym tego.
      Czuję dumę na myśl o wolontariacie córki. Człowiek powinien zrobić coś dla drugiego człowieka nie licząc na zysk.
      Anno, napisz, gdzie mogę zobaczyć Twoje rysunki i obrazy drzew.

      Usuń
    4. Nie dziwię się, ze jesteś dumny z córki- odczuwam to samo, gdy słucham z jakim zaangażowaniem moja opowiada o swoich działaniach.
      A moje pastele znajdziesz tu:
      https://plus.google.com/photos/117183766815930747129/albums/5849325689631726769

      Usuń
    5. Twoje rysunki kojarzą mi się z widokiem magnolii oglądanej w pierwszej chwili kwitnienia, która wygląda tak, jakby na bezlistnym drzewku usiadły motyle. U Ciebie na zimowym, nagim i czarnym, drzewie usiadły czarne ptaki. Patrząc na nie, oczywiście zaraz wspomniałem swoje zimowe wędrówki. Nagie drzewa, chmurne niebo, nieliczne kolory, uśpienie, albo i martwota wokół. Tak smutno, tak ubogo w porównaniu do majowych drzew i krajobrazów! To były pierwsze myśli. Drugie przyszły zupełnie inne: szkoda mi się zrobiło tych niechcianych zimowych gór i szarych krajobrazów, ująłem się za nimi i nagle poczułem, że znowu są mi bliskie, potrzebne i… ładne. Jak Twoja mgła 5, czy ogłowione wierzby.
      Anno, żyję i pracuję wśród ludzi, którzy nie miewają tego rodzaju zainteresowań i pasji – tym wyraźniej dostrzegam ich cenność, wpływ na jakość naszego życia.
      Gratuluję potrzeby rysowania.

      Usuń
    6. Pozwolisz Krzysztof, ze ja również dołączę się do gratulacji.
      Gratuluję Anno. Rysuj dalej.
      Kiedyś próbowalem trochę maźgać. Może do tego wrócę.

      Usuń
    7. Miło połechtaliście moje ego :) Dziękuję.
      "Mgłę 5"(która w końcowej wersji jest tłem do fragmentu Psalmu 23) , jak i pozostałe "Mgły" bardzo lubię, bo samo sportretowane zjawisko mnie przecież fascynuje.

      Usuń
    8. Ależ tak!: mgła to tajemniczość, nostalgia, urok nieznanego. Także wrażenie samotnej włóczęgi, odludzia, ale i tej uroczego oczekiwania zobaczenia światełka w oknie.
      Powinnością mężczyzn jest mile łechtać ego kobiet; spełniam je z przyjemnością:) Dodam jeszcze, że najbardziej kolorowe, wiosenne, ładne dla mnie, są wybrane rysunki Twoich kwiatów.

      Usuń