Moja książka

Góry Kaczawskie słowem malowane

250619 Miałem okazję poznać świętokrzyskie drogi i tatrzańskie szlaki, przemierzałem łęczyńskie bagna i podlubelskie lasy, spędziłem ki...

czwartek, 26 maja 2016

Czas i pragnienia


240516
Dzisiaj, w środku cudnej nocy majowej, przywitałem Krotoszyn. Po upalnym dniu noc była ciepła, księżycowa; jechałem mając na sobie tylko T-shirt i krótkie spodenki, okno było uchylone, a wspomnienie tamtej upiornej nocy sprzed miesiąca wydawało się nieprawdziwe, wzięte z sennego koszmaru.
Ponieważ jutro mam wyjechać na parę dni do bazy, układam plan zobaczenia kwitnących dzikich róż: w sobotę, kończąc pracę godzinę wcześniej, mógłbym około 16.30 wyjechać i w wybranym miejscu moich gór być około osiemnastej. Miałbym dwie i pół godziny czasu do zachodu słońca, ponad trzy do zmierzchu, zdążyłbym obejrzeć róże w ich godowej szacie. Postaram się pojechać, skoro na cały dzień wolny liczyć nie mogę. Czy jednak warto jechać ponad 300 kilometrów dla tych paru godzin? Nie zastanawiałem się – ani teraz, ani nigdy - nad opłacalnością, mam to w nosie, wyjazd jest mi potrzebny. Tyleż razy oglądałem krzewy róż w zimie, gdy jedyną ich ozdobą są czerwone owoce, a nigdy w porze kwitnienia. Któregoś dnia w czasie mojej pracy w UK miałem okazję jechać pod Dover, na te wyjątkowe klify wapienne; nie pojechałem chcąc nadrobić zaległości w korespondencji. Okazja już się nie powtórzyła i zapewne nie powtórzy. Gdy w zimie szykuję się do niedzielnego wyjazdu w góry i wiem, że pogoda nie będzie ładna, bywa, że pojawia się myśl o rezygnacji, o niedzieli z książką i laptokiem na podołku. Ale wtedy przypomina mi się tamta moja decyzja i jadę bez względu na pogodę. Czasami przypominają mi się słowa słyszane kiedyś, przed wiekami.:
-Dlaczego się oglądasz?
-Bo może widzę cię po raz ostatni.
Łzy stają mi w oczach, bo ja jak ta baba mam je w ciągłym pogotowiu, i mówię sobie: któryś wyjazd będzie tym ostatnim, nie mogę go przegapić.
Odczuwam coraz większą wagę czasu i większe nienasycenie przeżywaniem – dowolnym, różnym, byle pozytywnym. Te moje nieliczne wolne godziny pędzą jak zwariowane, więc biegnę i ja chcąc je dogonić; w rezultacie żyję w stanie permanentnego niewyspania. Gdy w czasie przerwy w pracy usiądę z kubkiem kawy w ręku i po paru minutach usypiam, obiecuję sobie położyć się wcześniej spać, ale na ogół na obietnicy kończy się, ponieważ wieczorem przeważa żal kończącego się dnia.

Woda zmyła zmęczenie całodniową pracą, stoję w słońcu patrząc na grupę wysokich topoli i swój wydłużający się cień. Czasami odwracam się ku słońcu, widzę krzywy, spękany, na pół uschnięty pień wierzby z zielonymi pędami: drzewo zasłania słońce rozjaśniające aureolę wokół pnia, w świetlistym powietrzu tańczy rój pijanych owadów i statecznie krążą strzępy topolowej waty, słońce prześwietla liście barwiąc bursztynem ich modą zieleń. Gdy poruszam głową, słońce zapala się i gaśnie zasłaniane liśćmi, a drugie, odbite w wodzie, drży migotliwie. Myśli uspokoiły się, umysł nastawił się na kontemplację, moje ciało poddaje się pieszczocie orzeźwiającego powiewu znad wody. Dobrze mi się stoi w słońcu i patrzy na drzewa; nie odczuwam zmęczenia ani jakiegokolwiek pragnienia, po prostu stoję i patrzę.
W tej ostatniej godzinie dnia słońce jeszcze jest mocne, ale już nasycone wieczornymi kolorami. Barwi nimi drzewa, trawy, staw i ludzi; kształty i kolory czyni wyraźnymi i intensywnymi, ładniejszymi i powabniejszymi.

Poganiamy czas mówiąc „aby do wiosny, aby do soboty, żeby ten czas szybciej minął!”. Sam nierzadko tak mówię, zwłaszcza w oczekiwaniu na zakończenie dnia pracy, doznając zadziwienia dwoistością upływu czasu – tego, o którym mówi się, że upływa równomiernie. Czasami wątpię w tą jego cechę, skoro w pracy patrząc na zegarek myślę „dopiero?”, a po pracy „już?!”. Więc też poganiam czas, ale ostatnio coraz częściej myślę, że w tym moim zawiedzionym „dopiero?” jest moja przegrana; jest sprzeniewierzenie się słowom umierającej Diany, która w ostatnich swoich dniach nakazywała mi cieszyć się każdym dniem i każdą godziną.

W sobotę pojadę spełnić swoje marzenie oglądania kwitnących krzewów dzikich róż, a teraz wyjdę na spotkanie innego piękna: kanonu D-dur Pachelbela granego na harfie i gitarze.


9 komentarzy:

  1. Słoneczną poświatę o poranku i w wieczornych chwilach fotografowie nazywają "złotą godziną". Warto w tym czasie robić zdjęcia.
    Mówiłem Ci Krzysztof, Ty masz swoją odskocznię od trudów dnia.

    Piękno, może nie tak piękne jak to które masz na płycie można znaleźć również tu:

    http://pannakasia.wrzuta.pl/audio/2RiDw4yvhYd/gitara_akustyczna_-_pachelbel_-_kanon_d-dur

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, Janku.
      W takie godziny jak ta moja spędzona w krotoszyńskim parku, łatwo zrozumieć sens określenia „złota godzina”. Słońce nie jest wtedy po prostu białe jak lampa, ono świeci ciepłymi barwami.
      Wykonanie kanonu słuchałem. Brzmienie gitary jest piękne jak zwykle, ale odniosłem wrażenie jego przesłodzenia. No i nuty nie bardzo zgadzały się z oryginałem. To raczej wariacja na temat kanonu. Szczerze powiedziawszy, wykonanie klasyczne średnio mi się podoba, natomiast wspomniane wykonanie z harfą i gitarą owszem. Brzmienie harfy jest dla mnie czarodziejskie, a gra harfiarki jest czystą…. ech, domyśl się :-)
      Janku, męska rada: chcesz przeżyć miłe chwile, wyszukaj na youtube utwór na harfę i słuchając, przypatrz się palcom grającej.

      Usuń
    2. Janku, coś przestawiłem, jakieś powiązania z google+, i wróciło do normy, tyle że znikły Twoje komentarze. Nie wiem gdzie ich szukać.
      Janku, ja nawet nie wiem, co to jest (czy są) te google+ i jakie to mają być powiązania z blogiem. Nie wiem, dlaczego na tej „plusowej” stronie wyświetlane są tylko stare moje wpisy bez komentarzy, a nowych nie ma, albo są gdzieś ukryte; nawet nie wiem, czy tak ma być, czy inaczej. Boję się cokolwiek zmieniać w ustawieniach, bo reakcje programów są dla mnie nieobliczalne, a opisy funkcji niewiele, albo nic nie mówiące. Nic nie wiem. Jestem bezsilny wobec programów komputerowych. Nigdy, nigdy nie udało mi się dowiedzieć czegokolwiek w czasie czytania „pomocy”, bo napisane są one, te działy pomocy, nielogicznie, z użyciem słów i zwrotów, które nic mi nie mówią i które nie są wyjaśnione, albo zawierają zwykłe reklamówki.
      Moja logika nie przydaje się tutaj; do obsługi programów potrzebne są jakieś specjalne umiejętności. Nie wiem jakie, ja ich nie posiadam. Janku, łatwiej mi zrozumieć skomplikowane zagadnienia związane z ewolucją czy fizyką, na przykład, niż połapać się w meandrach myśli programisty piszącego prosty program komputerowy.
      Proszę Cię o ponowne przysłanie mi adresów z youtube.
      A poza tym jutro zaczynamy przeprowadzkę; przewiduję zakończenie jutrzejszego dnia po 18 albo 20 godzinach pracy, więc powiem: dobranoc.

      Usuń
    3. Krzysztof, też nie mogę się połapać w logice ustawień tego bloga. Nie tak dawno pomogłeś mi wrócić do poprzednich ustawień, a przy okazji u siebie coś zmieniłeś i wtedy u Ciebie okienka komentarzy wyglądały zupełnie inaczej. Dodałem dwa komentarz i podałem nich trzy linki. I o dziwo, można było w te linki kliknąć, a otwierały się podane strony.

      Podałem Ci wtedy te linki do harfistek:

      - Marceliny Dąbek

      https://www.youtube.com/watch?v=gXx0KyPoJPo#t=58.21525

      - Alisy Sadikovej

      https://www.youtube.com/watch?v=S1-LCnGojnw

      oraz ten link

      https://www.youtube.com/watch?v=HwthpFLmN_8

      Zdolne, nie?









      Usuń
    4. Janku, podesłałeś mi adres oryginalnej, ciekawie wykonanej toccaty i fugi d-moll Bacha, utwór wysłuchałem dwa razy, a adres zapisałem. Natomiast Alicja, ta mała Rosjanka (jak mniemam), zadziwiła mnie opanowaniem harfy, wysokimi swoimi umiejętnościami. Faktycznie, zdolne dziewczyny, tyle że to dzieci. Zobacz zgrabne dłonie kobiece na strunach harfy, a zobaczysz erotyzm :-)

      Usuń
    5. Krzysztof, harfie nie mogę się oprzeć , dlatego dodam Ci jeszcze te linki.

      Harfistka Varvara Ivanowa gdy miała 6 lat

      https://www.youtube.com/watch?v=alpC4nHMDb4

      i kilka lat później

      https://www.youtube.com/watch?v=EHy5l1n0HLE

      oraz Chopin w jej wykonaniu

      https://www.youtube.com/watch?v=iuKCzIo3gzQ

      Wróćmy do Bacha za przyczyną Amy Turk

      https://www.youtube.com/watch?v=oPmKRtWta4E

      I to na razie tyle.

      Usuń
    6. Harfie i harfistce trudno się oprzeć, to fakt :-)
      Toccata Bacha znowu mile zaskakuje brzmieniem, podobnie jak utwory Szopena grane na harfie. W zakładkach mam zapisany kolejny adres; wczoraj i dzisiaj korzystałem z tej listy.

      Usuń
  2. W pewnym momencie naszego życia spostrzegamy, że czasu jest jakby mnie... że trzeba wykorzystywać go racjonalniej, pełniej. Z jednej strony zaczyna on przyspieszać, z drugiej intensywniej go odczuwamy. I mamy świadomość, że każda chwila jest ważna, bo przecież się nie powtórzy, a życie może już nie dać nam drugiej szansy. Czasem żałuję, że nie miałam tej wiedzy wcześniej (choć przecież nigdy nie marnowałam czasu, ale przecież mogłam wykorzystać go jeszcze intensywniej)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami myślę, jak żylibyśmy mając szansę powtórzenia życia z zachowaniem całej pamięci tego pierwszego. Myślę i nie wiem, jak byłoby. Zapewne w jakiejś mierze lepiej, ale czy dobrze? Czy tak, jak chcielibyśmy? Aniu, bardzo sceptycznie podchodzę do tych różnych teorii predestynacji, ale za to bardziej przychylam się do zdania, iż to odgórne ustalenie naszych losów jest zapisane w nas, w naszej psychice ukształtowanej nie przez Boga czy przeznaczenie, a przez rodziców i otoczenie. To, jacy jesteśmy, decydowałoby o naszym życiu, a skoro mielibyśmy powtarzać je jako my sami, niezmienieni, więc raczej i nasze drugie życie nie byłoby zmienione, a już na pewno nie radykalnie.

      Usuń