MOJE MIEJSCA
W pobliżu Bolkowa jest niewielki zalesiony masyw górski. Na Schodach, tak się zwie jeden ze szczytów, są dwa pamiętane miejsca. Tę płaską skałę wyglądającą niczym fragment murów warowni znalazłem kiedyś przypadkowo, tego lata wpadłem w odwiedziny. Stoi na krawędzi długiego, malowniczego skalnego urwiska. Pionowe zdjęcie zrobiłem osiem lat temu.
Nieco niżej jest drugie pamiętane miejsce. Nic tam nie ma poza tym wszystkim, co jest w mojej pamięci.
To skraj lasu, fragment zielonej mało używanej drogi gruntowej i ładny z niej widok. Nic szczególnego, ale w czasie tych czerwcowych dni wspomniałem to miejsce i z przyjemnością wróciłem. Jest jednym z tych licznych miejsc, które z nie zawsze wiadomych powodów spodobały mi się w chwili ich poznania i takie już zostały.

Wyżej zamieszczam serię zdjęć tych wałbrzyskich miniaturek i widoki z nich.
Jeszcze jedna dróżka w tych górach, nazwana Czereśniową.
Jaśkowe miejsce na Ogierze, wzniesieniu zamykającym od góry Trzmielową Dolinę. Tak nazywam to małe wybrzuszenie z kilkoma brzozami i różanym krzewem, ponieważ piszę o nim w swojej powieści „Miłość, muzyka i góry” – historii Jana i Janiny. Pod jedną z brzóz leży płaski kamień, zawsze na nim siadam odwiedzając to miejsce. Jest dla mnie szczególne nie tylko z powodu ładnego widoku i całej historii tworzenia powieści od pomysłu do wzięcia w ręce wydrukowanej książki, ale i mojego traktowania stworzonych postaci literackich jak ludzi istniejących realnie. Może nawet głównie z tego powodu.
W Bramie Lubawskiej poznałem kilka miejsc które na pewno odwiedzę, mają więc szanse stać się prawdziwie moimi. Wśród nich dwa wzgórza, Przednia i Zagórze, oraz pobliskie drogi. Są takie, jakie lubię: do spacerów a nie zdobywania, widokowe, przyjazne, słoneczne, kolorowe, z dalą widoczną z niemal każdego miejsca.
STRUMIENIE
Zaskakują różnorodnością wyglądu i przyciągają wzrok swoją magią. Jest w nich coś, co woła, co każe zatrzymać się, patrzeć i słuchać. Może tak działają na nas najady, ich boginie, a może słyszymy pradawne szepty naszych przodków rozbijających obozy nad wodą niezbędną do życia?
Chodząc bez szlaków, nierzadko przekraczam strumienie, a jeśli są za szerokie, idę wzdłuż nich szukając brodu. Tego strumienia nie mogłem przeskoczyć (nogi lepiej pamiętają mój wiek niż ja sam), a przeszedłem w miejscu wyznaczonym na zdjęciu granicą cienia drzew. Pech chciał, że akurat tego dnia nie miałem na nogach ochraniaczy, a jeden krok wypadało mi postawić w wodzie. Przymierzałem się, wahałem, w końcu ruszyłem. Woda chlupnęła, poczułem zimny okład na kostkach stopy, przy drugim kroku zachrzęściły kamienie i… byłem na drugim brzegu. Od środka zamokła tylko górna część cholewki.
RÓŻNOŚCI
Wyszedłem z lasu na widokowe północne stoki Łysicy chcąc przejść łąkami wzdłuż masywu. Nieco dalej zobaczyłem stado bydła, ale szedłem dalej. Może pastwisko jest ogrodzone? Jeśli nie, to lasem ominę krowy. Było inaczej: o możliwość przejścia zapytałem spotkanego mężczyznę z psem i… siekierą. Okazał się być pastuchem i zaproponował przeprowadzenie mnie.
– Czerwonego nie ma pan sobie, to powinno się udać – dodał. Dobrze, że go spotkałem, pomyślałem nieco przestraszony.
Były tam i byki, a sądząc po ich zachowaniu oraz komentarzach i zachowaniu pastucha, idąc sam miałbym kłopoty. Dziękuję Ci, człowieku z siekierą!
Dwa krzyże pokutne. Pierwszy wmurowany jest w ogrodzenie kościoła w Grobli, drugi siedzi skulony niczym zmoknięty krasnal pod przydrożnym drzewem przy lokalnej drodze łączącej Czernicę i Strzyżowiec.
BUDOWLE
Oryginalny i nieco zabawny kształt remizy strażackiej w jednej z wiosek Bramy Lubawskiej.
Wielki i ładny budynek gospodarczy byłego folwarku przy pałacu w Sadach Górnych. Szkoda mi tej budowli, bo skazana jest na ruinę. Kto wyda wiele milionów na jego remont, zwłaszcza, że otoczenie nie jest ciekawe?…
Drzewa na murach kościoła ewangelickiego w Gostkowie na Pogórzu Wałbrzyskim – kolejna piękna kiedyś budowla bezsensownie zniszczona. Tak nie powinno być.
Dwa sudeckie pałace mające szczęście: pierwszy, zamieszkały i brzydki, stoi w Grobli i drugi, remontowany, w Jakuszowej. Kilka lat temu widziałem ten pałac, był w kiepskim stanie, teraz ma nowy dach, a więc znalazł właściciela i ma długie życie przed sobą.
Las na szczycie pieca do wypalania wapna. Bajkowy widok i pokaz dążności natury do zasiedlania miejsc opuszczonych przez ludzi.
Stare i nowe.
ROŚLINY
Sześć lat temu, wracając z Jankiem z góry Nad Groblą w Chełmach (mierzyliśmy tam obwód bluszczu, okazał się mieć 64 cm!), zobaczyłem za ogrodzeniem posesji we wsi Grobla kwitnący krzew wawrzynka wilczełyko. Trudno nie zatrzymać się przy kwitnącym wawrzynku, zwłaszcza, że ten był wyjątkowo duży.
Cytuję swoje słowa zapisane wiosną 2020 roku:
»Już w wiosce kątem oka zauważyłem za płotem posesji kolor kojarzący mi się z… wawrzynkiem. Zatrzymałem się i spojrzałem ponad ogrodzeniem na zaniedbany ogródek przydomowy.
Krzew ma około 1,4 metra wysokości, a pień przy ziemi oszacowałem na cztery centymetry średnicy. Calutki był w kwiatach. Wielki, różowiutki, gęsty, grubaśny wawrzynek wilczełyko. Największy z widzianych.«
Tego lata idąc wioskową uliczką szukałem posesji z krzewem. Nie znalazłszy zawróciłem i znowu szukałem. Pamięć podsuwała mi pewne obrazy, nawet pasowały do oglądanego podwórza, ale wawrzynka tam nie było. Wieczorem odszukałem zdjęcia w komputerze, porównałem ze zrobionym teraz, i zapamiętałem wskazówki w postaci szczegółów zabudowy. Po paru dniach wróciłem do Grobli i miejsce znalazłem, ale bez wawrzynka; zapewne został wycięty. Szkoda. Ja byłbym bardzo dumny mając taką roślinę u siebie.
Lewe zdjęcie zrobiłem sześć lat temu, prawe w czerwcu tego roku. Owe charakterystyczne szczegóły to płot (obecnie przewrócony) i drzwi w głębi podwórza.
Miła niespodzianka
Okolice Sadów Górnych, a więc Pogórze Wałbrzyskie. Szedłem tamtą wioskową ulicą już parokrotnie, ale tym razem skręciłem w polną drogę widząc na mapie jej bieg w „moją” stronę. Dzięki ciekawości połączonej z niechęcią marszu brzegiem asfaltu zobaczyłem mnóstwo wyjątkowo dużych i barwnych fiołków trójbarwnych, czyli bratków polnych, rosnących na przydrożu. Te cenione dla ich urody kwiaty widuję często, czasami na brzegach pól rośną dosłownie tysiące, ale najczęściej są drobne, wielkości małego paznokcia. Te były wielkie, świeże, czyste, z intensywnie fioletowymi płatkami, a przy nich kwitły maki i chabry. Patrzyłem i prztykałem zdjęcia, a po odejściu jak zwykle wróciłem by spojrzeć na nie raz jeszcze. Zaskakujące bywają skutki jednej drobnej decyzji. Tym razem były to miłe chwile z kwiatami, nic wyjątkowego, ale przecież bywa, że skręcenie w bok z utartej ścieżki uruchamia ciąg zdarzeń rozciągniętych na lata.
Kwiaty i dal
Takie połączenie podoba mi się, tak po prostu, dlatego czasami specjalnie tak kadruję zdjęcia, aby uchwycić na nich kwitnienie i wielką przestrzeń.
Lilie złotogłów.
Tego lata specjalnie odwiedziłem parę znanych mi siedlisk tych roślin tak cudnie kwitnących, ale i poznałem nowe. Wiele kwiatów jest zjadanych przez zwierzęta, prawdopodobnie sarny, ale one mniejsze szkody czynią niż ludzie, dlatego nie napiszę, gdzie rosną.
O złotogłowiu tak czytamy w Wikipedii:
»Złotogłów – rodzaj bogatej tkaniny z nici złotych lub srebrnych. Do połowy XVII wieku złotogłów sprowadzano z krajów znajdujących się pod panowaniem tureckim i perskim. Służył do wyrobu ciężkich, sztywnych szat kobiecych i męskich żupanów, używanych podczas wielkich uroczystości.«
Skojarzenie kwiatów lilii z tą tkaniną jest bardzo celne. Ich płatki są egzotyczne, mięsiste, bajecznie kolorowe, i mają ów wyjątkowy czar rzadkości.
Towarzyszące mi na jednej wędrówce znajome przewodniczki sudeckie nauczyły mnie rozpoznawać wawrzynka bez kwiatów i kilka gatunków storczyków.
A tutaj świerzbnica i stali jej towarzysze – kraśniki.
Czarny bez, facelia, maki żmijowiec, ostrożeń – kolczaste zielsko z pięknymi kwiatami - i róże.























































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz