Moja książka

O wydaniu książki

011216 Od wielu lat błądziła po mojej głowie myśl o wydaniu jakiejś części moich tekstów, ale było tak, jak często u mnie, czyli tak, ...

czwartek, 12 marca 2015

O bukiecie kwiatów w jednym kwiecie i o urokach pewnego strumienia


Wzgórza wokół wsi Rzeszówek. Poszukiwanie Czarciej Drogi. Wędrówka wzdłuż Kamiennika. Oczywiście w Górach Kaczawskich.


Chcąc powłóczyć się wokół Rzeszówka, wybrałem parking przy drodze między tą wioską i Wojcieszowem, a że w pobliżu są dwie groty czy jaskinie, plan ustalił się sam: jaskinie, później wzgórza wokół wioski i odnalezienie pewnej drogi w lesie, której kiedyś daremnie szukałem.

Zbliżała się szósta, gdy odnalazłem parking. Szara godzina, ale niebo nabierało już kolorów. W pogodny  świt mam iść szukać jaskiń? Poszedłem polami na szczyt sąsiedniego pagóra i tam oglądałem Eos, wystrojoną dzisiaj wyjątkowo kolorowo, by nie powiedzieć pstrokato.


Gdy słońce wzeszło, wróciłem do samochodu i pojechałem  do Rzeszówka, odkładając znalezienie jaskiń na koniec dnia. Wszedłem na łagodne, pokryte polami, zbocze Łupkowej i stamtąd oglądałem słoneczny ranek. Później, już po powrocie, w czasie porządkowania zdjęć, w pierwszej chwili uznałem, że te zrobione rankiem mają nienaturalne kolory, za dużo na nich intensywnych żółci i oranżu, ale gdy sięgnąłem pamięcią, wspomniałem dokładnie taki właśnie ranek i krajobraz wokół. 



Może dzięki wyjątkowej przejrzystości powietrza? Nie wiem, ale białe szczyty Karkonoszy były tak wyraźne, że w pierwszej chwili wydawało mi się, iż w pół godziny będę na szczycie Śnieżnych Kotłów. Później pojawiła się  myśl o pojechaniu na zbocze Zapiecka, żeby zobaczyć rozległe widoki których nie mogłem obejrzeć będąc tam ostatnio. Spojrzałem w tamtą stronę, policzyłem góry i kilometry – i zrezygnowałem. Za daleko, szkoda dnia na jeżdżenie samochodem. Parę godzin chodziłem po zboczach Łupkowej, Pasternika i Pustelnika. Na zboczu tej ostatniej góry znalazłem śliczną widokami drogę pod lasem, a na jakimś bezimiennym wzgórzu po raz pierwszy w tym roku usiadłem na ziemi robiąc dłuższą przerwę dla pogapienia się. Tak po prostu pogapienia się na rozległy i słoneczny świat wokół mnie – przedsmak letnich biwaków. Na wprost widziałem Skopca odległego o 10 kilometrów, a tuż przy nim i wiele dalej bielał szczyt Śnieżki; królowa wydawała się mniejsza od niskiego kaczawskiego wasala.

Obok kwitł podbiał. Setki, setki kwiatów z daleka podobnych do kwiatów mniszka, ale przecież wystarczy nachylić się, żeby zobaczyć różnicę: dziesiątki bardzo wąskich płatków koloru najładniejszej żółci otaczają wysepkę milimetrowych pąków z których, po otworzeniu się, wyłaniają się maleńkie kwiaty. Mają po pięć płatków wygiętych w zgrabny łuk, a wielkość łebka szpilki. Kunsztowna i elegancka konstrukcja tworzy kwiat w kwiecie, ogród w ogrodzie, zamknięty świat. Nachylam się nad nim i oglądam z przyjemnością, z jaką patrzy się na piękne dzieło natury, ale gdy podnoszę głowę i widzę wokół setki takich miniaturowych ogrodów, odczuwam coś bliskiego bezradności. Jak je ogarnąć patrzeniem i przeżywaniem? 



Parokrotnie wracałem myślami do pierwszego mojego poszukiwania Czarciej Drogi, leśnej drogi zaczynającej się w Rzeszówku, a kończącej na szosie 365 pod osadą Jurczyce. Po wcześniejszych niepowodzeniach uznałem, że łatwiej będzie znaleźć ją idąc właśnie od tej osady. Z Rzeszówka przyszedłem polami i drogę znalazłem dokładnie tam, gdzie zaznaczona jest na mapie. Dalej jej przebieg nie zawsze jest jednoznaczny, bo jak zwykle w lasach jest istna plątanina duktów, czasami ledwie widocznych, czasami rozgałęziających się, biegnących równolegle i dalej znowu łączących się, ale mogę uznać, że odtworzyłem przebieg tej drogi aż do brzegu lasu na wschód od Dworskiej Góry. Jest tam rozdroże, zgodnie z mapą szukana droga powinna biec prosto w stronę Rzeszówka – i ona tam jest. Mało używana, ale widoczna. Tyle że paręset metrów dalej już jej nie ma. Uparcie szukałem po lesie, szedłem zygzakami wypatrując jeśli już nie drogi, to jej dawnego śladu w postaci pasa młodniaka. Nie ma tam Czarciej Drogi. Po prostu nie ma. Zapytany mieszkaniec wsi nie słyszał o tej nazwie, ale też potwierdził wynik moich poszukiwań: w tamtym rejonie są jedynie ślepe, kończące się na polu, dróżki dojazdowe używane przez rolników. Jeśli na wspomnianym rozdrożu skręci się w prawo (czyli w stronę Ościenia), dojdzie się do szutrowej drogi którą biegnie szlak rowerowy, można nią dojść pod Rzeszówek, ale Czarcia Droga ma zaznaczony na mapie inny przebieg. Wygląda więc na to, że Czart przykrył drogę ogonem.



Najpierw zamierzałem przejść kilka kilometrów wzdłuż Kamiennika, później zrezygnowałem, nie chcąc zamykać słonecznego dnia wśród drzew, ale gdy Czarcia Droga doprowadziła mnie do brodu i zobaczyłem strumień, poszedłem. Tylko kawałek – mówiłem sobie. Jeszcze trochę, do tamtego zakrętu, za tamte zwalone drzewa – mówiłem później i szedłem dalej. Zauroczył mnie ten strumień swoją zmiennością; to właśnie ta jego cecha, budząc ciekawość, kazała mi iść dalej.

Jaki pokaże mi się strumień za chwilę?



Szybko płynąca woda, dźwięcząca i błyszcząca, ledwie przykrywa równe, kamieniste dno. Z nurtu wystają łachy kamiennego, wypłukanego kruszywa; potrącone butem wydawało charakterystycznie głuchy odgłos. Szedłem nurtem ufny w szczelność moich butów, a gdy woda była zbyt głęboka, skakałem z kamienia na kamień. Wiele razy przechodziłem z jednego brzegu na drugi wybierając dogodniejszy - łagodniejszy lub mniej zarośnięty. Strumień nieustannie meandruje, czasami niemal zawraca omijając wzgórek lub duże drzewo, a bywa, że tworzy ślepe odnogi ze stojącą wodą. W nasłonecznionych miejscach, zwłaszcza z kamienistym i płytkim dnem, woda jest przejrzysta i migotliwa, wydaje się ciepła i przyjazna, aż chciałoby się zdjąć buty i iść na bosaka lub wykąpać się; w innych miejscach, zwłaszcza pod dużymi i gęstymi drzewami, z głębokim dnem pokrytym zielonymi głazami, woda robi się ciemna, wydaje się być zimna i niebezpieczna.

W ciasnym miejscu nurt zwęża się, nabiera szybkości i z impetem wpływa między korzenie olsz. Pnie drzew stoją nad wodą na odsłoniętych, omszałych i powykrzywianych korzeniach, a strumień dalej podmywa je; miejsce kojarzy się z lasami namorzynowymi. 



Za zakrętem strumień przeciska się przez gąszcz gałęzi kilku zwalonych przez siebie drzew. W innym miejscu rozlewa się w miniaturowe jeziorko, zwalnia tak bardzo, że wydaje się tkwić nieruchomo; na powierzchni przejrzystej wody nie widać żadnych zmarszczek, nic po niej pływa, doskonale widać kamienie na głębokim tutaj dnie. Szukam ryb, ale nie widzę, chyba nie ma ich. Na monstrualnych korzeniach wielkiego świerku, metr nad powierzchnią wody, leżą gałęzie naniesione nurtem, między nimi parę plastikowych butelek, jakżeby inaczej. Najwidoczniej i tutaj trafiają ludzie, dla których czymś normalnym i naturalnym jest wyrzucenie śmieci między drzewa. Te gałęzie z butelkami podsuwają obraz innego strumienia, nie tak spokojnego jak ten, strumienia wezbranego i wzburzonego. Dzisiejszy Kamiennik podobał mi się, był pogodnym i łagodnym strumykiem, ale i tamten, rozlany i pędzący, też chciałbym zobaczyć. 


Wracając, wszedłem w dużą kępę kwiatów; patrząc na wodę zobaczyłem je zbyt późno i – gapa ze mnie - w rezultacie parę rozdeptałem. Białe, wiszące dzwoneczki wielkości kciuka, na końcach sześciu płatków znamiona, w środku szafranowe pręciki. Zrobiłem im wiele zdjęć, ale jako tako udały się tylko te, do których trzymałem kwiaty między palcami. 


Nie wiem jak zmusić aparat do nastawianie ostrości w określonym miejscu; niestety, będę musiał sięgnąć po instrukcję obsługi, ech.

Szukając dalszego ciągu Czarciej drogi, doszedłem w pobliże Dworskiej Góry, wszedłem więc na nią, żeby posiedzieć chwilę i popatrzeć, a to wzgórze widoki oferuje rozległe. Sporo gór i górek zidentyfikowałem, ale dalece nie wszystkie. Jak rankiem, na zboczu Łupkowej, zgubiła mi się Łysa Góra (schowana za Okole), tak teraz nie mogłem dopatrzyć się Miłka. Tam niewątpliwie jest Połom – analizowałem oglądany widok - na lewo długi masyw zaczynający się Gruszką a kończący Bukowinką, a Miłek? Dopiero po paru minutach kręcenia głową i mapą puknąłem się w czoło: to właśnie ten masyw zasłaniał mi widok! Usprawiedliwiałem się przed sobą oglądaniem tych gór po raz pierwszy z tej strony i pocieszałem dostrzeżeniem i rozpoznaniem paru innych gór, dalekich i mało widocznych.



We wsi widziałem dom.

Parter ma kamienny, piętro ze ścianami szachulcowymi, a wysoki dach kryty płaskimi płytkami ceramicznymi ma rząd okienek w kształcie wolich oczu (pokoje na poddaszu!). Z jednej strony domu do okien piętra zagląda grubaśny jawor, z drugiej przytula się swoimi długimi ramionami świerk, a z tyłu wśród chaszczy płynie strumień. Napis na ścianie ostrzega przed wchodzeniem do domu, ale że drzwi były otwarte, zajrzałem. Pomieszczenie ma około 60 metrów (piękny salon byłby!) małe okna i kamienne sklepienia wsparte na dwóch ładnych słupach. Wokół leżą śmieci, płot się rozwala, duży budynek gospodarczy ledwie stoi, a ogród jest zarośnięty.

Opuszczony, niechciany dom czekający na nowego właściciela.



Jaskinie nie miały dzisiaj szczęścia: wróciwszy do samochodu pół godziny przed zachodem słońca, na myśl o nie oglądaniu końca dnia zmieniłem plan i pojechałem do Sędziszowej. Zaparkowałem w znanym mi miejscu, dziesięć minut drogi od szczytu bezimiennego wzgórza nad wioską, vis a vis Wielisławki, i tam spędziłem ostatnie minuty dnia ładnego słońcem i drogą.



36 komentarzy:

  1. Podbiały wzruszają mnie swoimi szarozielonymi, mechatymi łodyżkami. Mechate, bo... bo boją się przymrozków w nocy? Chcą się opatulić, jak ja kocem?
    Maleńkie przedwiośniane słoneczka. Najpierwsze. Najdzielniejsze.
    Latorosłka
    PS. Piękne zdjęcia. Ta pstrokata Eos... i dalekie góry... i mech na korzeniu drzewa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry wieczór, Latorosłko.
      Miło mi widzieć Twoją tutaj obecność.
      Przyznam, że nie widziałem łodyżek podbiału, gapa. Meszek jest podbiałowym kocykiem? Fajne:)
      Niebo o świcie miało tak intensywne kolory, że nie było potrzeby obrabiać zdjęć. Rzadko się zdarza taka ilość kolorów kiecki Eos. Może do pralki nalała farby zamiast płynu do płukania?

      Usuń
  2. Usiąść i pogapić się... tęsknię za górami, Dzięki Twoim opisom moja wyobraźnia przysiada na zboczu i gapi się w przestrzeń. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do usług, Pierwsza Damo tego blogu:)
      Na swoich wędrówkach spędzę jeszcze dwa dni w tym miesiącu, później czeka mnie siedmiomiesięczna przerwa:( Wyjeżdżam w delegację, włóczyć się będę po Polsce służbowo, jak co roku.

      Usuń
  3. Tajemniczy, śliczny kwiatek, który znalazłeś to śnieżyca wiosenna (Leucojum vernum), W Polsce rośnie głównie w Sudetach i Karpatach, szczególnie w Bieszczadach, na wysokości 530–1180 m n.p.m. Jako roślina typowo reglowa poza terenami górskimi występuje rzadko.
    Pozdrawiam i dziękuję za piękną wycieczkę po górach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Aniko.
      Śnieżyca wiosenna. Muszę zapamiętać, może kiedyś zobaczę ją jeszcze. W tamtym miejscu rosło dużo śnieżycy, mimo iż wysokość n.p.m. nie jest duża. Odludzie ratuje te kwiatki, bo szlaku tam nie ma, ani nawet ścieżki.

      Usuń
  4. Witaj, Krzysztof.

    Krzysztof, Ty nie oglądasz widoków, Ty je po prostu chłoniesz całym sobą.
    I to co wchłonąłeś bajecznie przekazujesz. Nie spodziewałem się, że śnieżyce wiosenne w tym roku zakwitną tak wcześnie, a znam jedno miejsce, gdzie jest ich mrowie.

    A teraz o łapaniu ostrości przez aparat.
    Ja przypuszczam, że ustawia on ostrość w oparciu o tzw zasadę kontrastu.
    Aby nie pogmatwać, przy fotografowaniu podbiału aparat chyba nie miał kłopotów z ustawieniem ostrości - mnogość ostrych krawędzi żółtych płatków wyraźnie się odcinały od ciemnego podłoża - tu system aparatu trafiał w punkt.
    Płatki śnieżycy wiosennej są obłe, nie maja kantów i system aparatu nie miał się o co zaczepić i wpadał w poślizg, ale gdy podłożyłeś dłoń, ciemne linie pomiędzy palcami oraz linie papilarne stworzyły dla aparatu punkt zahaczenia i zdjęcie wyszło ostre. Nie wiem czy dobrze to tłumaczę.
    Krzysztof, jeżeli możesz, skseruj instrukcję o ostrości i wyślij mi mailem, to może Ci to jaśniej wytłumaczę.

    Mój aparat ustawia ostrość na zasadzie przesunięcia fazy, ale to zupełnie co innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Janie. Jesteś zbyt uprzejmy.
      Po powrocie sięgnąłem po instrukcję (mam ją w formacie PDF, wyślę, jeśli chciałoby Ci się czytać coś tak nudnego), znalazłem funkcję ustawiania ostrości na środku ekranu, ale całe funkcjonowanie tego aparatu, jego menu, jest dla mnie dziwne, bo jest albo-albo. Albo pełna automatyka, w tym dobrze działająca stabilizacja obrazu, albo wszystko ręcznie. Włączenie funkcji ustawiania ostrości na środku ekranu nie jest możliwe w automacie, a przy tej funkcji sam aparat ustawia sobie ostrość gdzie chce, tyle że informuje mnie o tym pokazując zielone prostokąciki.
      Twoje wytłumaczenie działania (czy raczej niedziałania) ostrości brzmi przekonywująco, bo faktycznie, przy fotografowaniu podbiału aparat wiedział, gdzie ustawić ostrość. Dziwi mnie tylko jego niekonsekwencja, bo przy dużym zbliżeniu rozpoznaje moją chęć sfotografowania kwiatka, ale ostrość ustawia nie na najbliższy obiekt, na ten rozpoznany przez niego kwiat, a na dużo dalsze tło. Kolega ma kompaktowy aparat, może pokazać mu palcem, dotykając ekranu, gdzie ma ustawić ostrość, tyle że ten aparat kosztował trzy razy więcej niż mój. Nie wydam tyle pieniędzy na aparat, za tą kwotę mógłbym spędzić w górach wiele dni.
      Pojutrze pojadę w Kaczawskie, spróbuję robić zdjęcia makro (nota bene: dla mnie to nielogiczność nazwy, bo powinno się mówić mikro, ale to tylko moje zdanie) bez automatyki, z ostrością ustawianą na środku ekranu. Zobaczę, co z tego wyniknie.

      Usuń
    2. W żadnym razie nie chcę się wymądrzać, bom nietechniczna, co ciągle widać, ale czy czasami nie chodzi o pomiar światła centralnie ważony?
      A jeśli jednak chodzi o ostrość, to czy nie ma możliwości jej przesunięcia za pomocą przycisków?
      Czy możesz zmieniać ekspozycję w ustawieniu automatycznym? Jeśli tak, to może powinieneś obniżyć EV fotografując np. w słońcu, żeby zdjęcia się nie prześwietlały.
      Obawiam się, że Twoja instrukcja obsługi nie zawiera porad o tym jak ustawiać aparat podczas fotografowania w różnych warunkach :-)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Jak najbardziej rozumiem Twoje priorytety. Zatem fotografuj na ustawieniu automatycznym - to najwygodniejsze, mimo, ze nie w każdych okolicznościach zdjęcie wyjdzie, tak jak by się chciało. Ja korzystam z ustawień manualnych i ciągle zgrzytam zębami. Dzisiejsze kompakty mają naprawdę dobre oprogramowanie.
      Swoją drogą, jakim to biedronkowym aparatem robisz tak piękne zdjęcia, zwłaszcza krajobrazowe???

      Usuń
    5. Aniko.
      Swoją wypowiedź właśnie usunąłem, bo poniewczasie uznałem, że jest źle napisana. Ty chcesz mi pomóc, a ja w odpowiedzi piszę elaborat o swojej niechęci do urządzeń elektronicznych. To było nie na miejscu, za co serdecznie Cię przepraszam.
      Dodam tylko, że skoro nauczyłaś się obsługi czegoś tak skomplikowanego, jak współczesna lustrzanka, na pewno masz niemałe zdolności techniczne.
      Chciałem to napisać już rano, ale byłem w górach, dosłownie przed chwilą wróciłem, jeszcze nie rozpakowałem się, jak włączyłem laptoka. Zdjęcia robiłem bez automatyki, a ostrością na środku ekranu, ale jeszcze są w aparacie, nie wiem jak będą wyglądać na większym ekranie. Patrzyłem na funkcję AV, jest, można ją ustawić na plus i na minus, ale opis w aparacie nic mi nie mówi (wyreguluj jasność przez zmianę ekspozycji, jakoś tak jest napisane), muszę jednak sięgnąć do instrukcji. Robiłem zdjęcia jakimś ładnym małym i białym kwiatkom, ciekawa jestem jakie będą te zdjęcia. Aparat ma symbol DV90, firmy Samsung. Ktoś mi go polecił jako dobrego w swojej kasie tańszych prztykadełek. Wiesz, Aniko, gdybym był z niego zadowolony, to może przysiadłbym fałdów i nauczył się dobrej jego obsługi, ale ma on wadę, której nie da się, jak podejrzewam, wyeliminować: mianowicie on tak widzi dal, jakby była mgła. Swoimi zmęczonymi oczami dobrze widzę szczyty na horyzoncie, aparat już nie widzi, bo zlewają się mu z kolorem nieba. No i wszystko oddala, a przez to wypłaszcza krajobraz.
      Moje zdjęcia piękne? Aniko, jesteś dla mnie za uprzejma. Wiesz, skoro w aparacie jest kilkugigowa karta, można prztykać zdjęcia, zawsze coś się wybierze. Ot, i cała tajemnica.

      Usuń
    6. Ja nie mam lustrzanki, tylko kompakt Sony. Skoro masz dostęp do EV (? czy do AV? to różnica), to spróbuj z tego korzystać. Np. fotografując ową śnieżycę wiosenną zrób zdjęcie "z automatu"- jak dotychczas, a następnie kilka kolejnych obniżając EV o jedną działkę. Na komputerze oceń, które zdjęcie wyszło najlepiej. A kiedy będziesz fotografował w gorszym oświetleniu, postąp podobnie, ale dodaj, czyli podnieś EV. W ten sposób nabierzesz praktycznego doświadczenia i zrozumiesz do czego EV się przydaje. Zaobserwuj, które fragmenty zdjęcia (jasne czy ciemne, choć bardziej istotne jest to, czy dobrze wypadł główny temat) wyszły wyraźniej w zależności od wybranego EV.
      Tutaj załaczam link do opisu Twojego aparatu http://produkty-z-bdr.blogspot.com/2012/11/aparat-fotograficzny-samsung-dv90-z.html

      A swoją drogą - w aparacie masz dużo trybów fotografowania, które mają skonfigurowane optymalne ustawienia, a także możesz ustawiać balans bieli (zależnie od światła) - mam nadzieję, że STALE z nich korzystasz??? :-)

      Usuń
    7. Aniko.
      Balans bieli??? Tak….
      Ale za to pamiętam o naładowaniu baterii!

      Aniko, rozweseliłaś mnie, za co dziękuję Ci. Podejrzewałaś, że nie ustawiam tego balansu, prawda?

      Czytałem coś o patrzeniu aparatu na kartkę papieru, ale jak się to ma do praktyki fotografowania, nie wiem. Na co mam nakierować aparat w lesie czy na polu, żeby wiedział, że białe jest białym?

      Byłem pewny, że masz lustrzankę, skoro robisz TAKIE zdjęcia.
      Na podanej stronie byłem. Zwróciłem uwagę na jedną opinię: obsługa aparatu jest prosta i intuicyjna. Ech. Rok temu szukałem instrukcji do kupionego czytnika e-booków. Znalazłem, była bardzo krótka: czytnik włącza się i czyta. Faktycznie, proste:) Wtedy zawziąłem się i doszedłem, a chodziło tam głównie o konwersję plików. Wczoraj robiłem zdjęcia z ustawieniem kolorów na plus jeden, widać różnicę, wcześniej kolorów na zdjęciach było mniej niż w rzeczywistości, chociaż teraz jakby nieco za dużo, a na plus pół nie można ustawić. Są natomiast nieco zbyt ciemne, pogmeram w menu, może jest tam rozjaśnienie. Nie znalazłem (chociaż to w sumie niewiele mówi o stanie faktycznym) AV, znalazłem EV.
      Ech, Aniko, dużo jest tych ustawień…

      Usuń
    8. Krzysztofie, to w końcu ustawiasz ten balans bieli czy nie, bo ja się już gubię?! Twoje zdjęcia, zwłaszcza krajobrazowe, moim zdaniem, są naprawdę dobre (choć zawsze można chcieć zrobić lepsze, znam ten ból), dlatego jestem pełna podziwu, że robisz zdjęcia w trybie automatycznym. Jeśli przy tym kompletnie nie majstrujesz przy balansie bieli (no, ale chyba... tryby np. krajobraz wybierasz...?), to ja odkładam mój aparat do szuflady i biegnę do Biedronki.
      Jeśli zdjęcia obrabiasz w komputerze, to raczej nie podbijaj kolorów w aparacie, chyba, że światło jest nijakie i wszystko wydaje się pozbawione kolorów. Skoro znalazłeś EV to poćwicz z nim - na początek, skoro denerwuje Cię niemożność zrobienia zdjęcia w jakichś warunkach oświetleniowych :-).
      Balans bieli możesz zmienić na "chmury" jeśli fotografujesz w cieniu, ale nie zawsze jest to potrzebne (patrz co dzieje się z kadrem na wyświetlaczu!). A jeśli chcesz ustawiać balans bieli wg białej kartki w lesie, to ustawiając ów balans sfotografuj tę kartkę w tym lesie, czyli w warunkach, w jakich będziesz fotografował. Osobiście, przynajmniej na razie, radziłabym się tym nie zajmować :-)
      Pozdrawiam

      Usuń
    9. Przepraszam, Aniko:) Nie, nie ustawiam. Nie wiedziałem, że trzeba ustawiać. Mnie się wydawało, że takie ustawienie może być przydatne tylko w wyjątkowych sytuacjach, nie wiem, może po naprawie aparatu. Gdzieś widziałem w menu różne rodzaje oświetlenia, było coś o jarzeniówkach, o chmurach i słońcu, może tutaj coś zmieniać? Chyba właśnie o tym piszesz.
      Aniko, powiem Ci jak ustawiałem aparat i co w nim zmieniałem i jak robiłem zdjęcia. Otóż gdy zobaczyłem coś, co podobało mi się, brałem kije pod pachę, wyciągałem aparat z kieszeni, wciskałem taki mały guziczek, a gdy rozjaśnił się ekran, kierowałem obiektyw gdzie chciałem i naciskałem przycisk. Tyle. Po powrocie przenoszę zdjęcia do komputera, część wyrzucam, reszcie nadaję nazwy, najlepsze leciutko obrabiam programem GIMP.
      Ten aparat ma mały ekran, przy dziennym świetle niewiele na nim zobaczę, na pewno nie ocenię jakości zdjęcia, chyba że jest zupełnie zamazane, wtedy zobaczę. Co to znaczy zmienić balans bieli na chmury? Pokazać aparatu chmury jako wzór bieli? Ale przecież chmury nie są białe, często są szare.
      Moje nieumiejętności fotograficzne nie denerwują mnie, akceptuję swoje braki, w końcu są częścią mnie.
      Jeśli chciałabyś taki aparat jak mój, to nie kupuj go w biedronce, zamień się ze mną. Twój robi lepsze zdjęcia:)

      Usuń
    10. Spokojnie, spokojnie - po kolei. Po pierwsze masz coś nie tak ustawiony czas na blogu - czy zwróciłeś uwagę z jaką godziną pokazują się komentarze??
      Po drugie, to chyba ja się zagalopowałam, albowiem od dawna już nie stosuję trybu automatycznego i trochę zapomniałam, że rzeczywiście wtedy nie potrzeba nic specjalnie robić, no może właśnie poza wybieraniem odpowiedniego trybu np. krajobraz, śnieg, fajerwerki, bo właśnie każdy z tych trybów ma przypisane inne, optymalne ustawienia. Jeśli więc korzystasz z tych trybów, to OK. A jeśli zdjęcie Ci nie wychodzi, to pobaw się nieco powtarzając ujęcie i wybierz jakiś inny tryb :-)

      Usuń
    11. Witaj, Aniko:)
      Ten mój aparat idzie nawet dalej niż myślisz, bo nawet te wymienione przez Ciebie funkcje ustawia sam. Tyle że, jak pisałem, ustawienia są albo-albo. W wersji automatycznej wszystko robi sam, a jeśli chcę wybrać tło - scenę, jak to jest określone w menu - muszę wyłączyć automatyczne ustawianie. Tak samo jest z wybieraniem miejsca ustawiania ostrości.
      Aniko, to i owo wypróbuję, może Jan, któremu wysłałem instrukcję, podpowie mi coś praktycznego, ale wiele czasu nie poświęcę tym ustawieniom.
      Dzisiaj znajoma podpowiedziała mi, że gdy piszesz o chmurach, zapewne nie masz na myśli nakierowania obiektywu na chmury i wskazania ich jako wzorca bieli, a jedynie ustawienie opcji robienia zdjęć w pochmurny dzień. Jeśli tak, to masz tutaj przykład moich kłopotów: instrukcje i ludzie zakładają posiadanie pewnej wiedzy, a jeśli jej brakuje, są kłopoty.
      Dziwną godzinę oczywiście zauważyłem, ale czy ja mogę ją zmienić? A tak w ogóle to zauważyłem, że Twój blog jest zupełnie inny, mimo iż powinien działać pod dyktando takiego samego oprogramowania. Dziwne to. Szukałem w ustawieniach, niewiele mi one mówią, w pomocy odwołują się do pojęć mi obcych, a funkcji ustawienia godziny nie znalazłem. Może poproszę mojego „mistrza strony”, syna, żeby poszukał i zmienił, bo to on otworzył dla mnie ten blog. Zauważyłem poważniejszy błąd: system źle umieszcza kolejne komentarze. Klikam na przycisk „opowiedz” pod czyjąś wypowiedzią, a system umieszcza ją gdzie indziej –jakbym nacisnął przycisk „odpowiedz” pod inną wypowiedzią. Gdy spotkało mnie to pierwszy raz, nie wysłałem swoich słów do publikacji, a cofnąłem się i uważnie, patrząc gdzie klikam, nacisnąłem raz jeszcze – i było tak samo. Teraz zostawiłem to uznając, że tutaj tak jest i już. Czyli tak, jak z godziną: pewnie tak tutaj jest. Programy i strony www pełne są dla mnie takich dziwadeł.
      W pewien sposób akceptuję to, Aniko. To po prostu nie mój świat. Moim światem są słowa.

      Usuń
    12. Ścieżka do ustawienia czasu (pewnie masz nowojorski ;-P):
      Blogger, Ustawienia, Język i formatowanie, Formatowanie, Strefa czasowa - wybierz Warszawę.
      W aparacie słoneczko symbolizuje światło słoneczne, a chmurka - zachmurzenie, ew. cień. Chyba jednak pozostań przy ustawieniach automatycznych, bo zdjęcia wychodzą Ci naprawdę dobrze. Po co więc się trudzić i jeszcze coś zepsuć, albo stracić okazję na zdjęcie szamocząc się z ustawieniami :-)

      Usuń
    13. Znalazłem, zmieniłem. Dziękuję Ci, Aniko:)
      Dobrej nocy dla Ciebie.

      Usuń
  5. Witaj, Gór Kaczawskich nie miałam okazji poznać, tym bardziej z ciekawością przejrzę Twoje wpisy. Widzę, że znalazłeś już wiosnę kwitnącą :) Pozdrawiam Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Moniko.
      Dziękuję za odwiedziny. Najwięcej jest tekstów o Górach Kaczawskich, ale jest też spora garść o górach innych pasm sudeckich, są też opisy Bieszczad, jest wiele tekstów niezwiązanych z górami. A o czym są? Różnie: o miłości, o pięknie, o książkach, o jeżdżeniu ciężarówką, o wrażeniach.
      Zapraszam do lektury:)

      Usuń
    2. Witaj ponownie, Krzysztof.
      Monika zaczęła z innej beczki, czyli o sposobie pomiaru oświetlenia,
      ja mówiłem natomiast o ustawianiu przez system aparatu ostrości, a to są całkiem dwa różne zagadnienia.
      Wróćmy jeszcze do zdjęć podbiału i śnieżycy.
      Przy fotografowaniu bliskich obiektów zaczynają się schody, ponieważ należy pamiętać o kilku rzeczach:
      - Każdy aparat ma pewne ograniczenia odległości poniżej której ustawienie ostrości jest niemożliwe, u jednych wynosi to 15 cm, u innych 30 cm od obiektywu i tu nie ma generalnej zasady (trzeba zajrzeć do instrukcji).
      - Fotografowanie bliskich przedmiotów można porównać do oglądania
      różnych rzeczy przez lupę, zakres ostrości jest bardzo krótki.
      Mówimy wtedy o małej głębi ostrości.
      Podbiał porównam do półmiska i on jako płaski obiekt w całości mieścił się w głębi ostrości.
      Śnieżycę porównam do kielicha, a ten ze względu na swą pękatość niektóre jego elementy wychodziły poza głębię ostrości.
      Również przesunięcie rąk, czy tez drżenie białego obłego kwiatka spowodowane podmuchem wiatru i brak kontrastu powodują, że system ustawiania ostrości nie nadąża za tymi zmianami i ostrzy na tło, które nie ulega zmianom.
      Gdy Krzysztof podłożył dłoń, to o tym powiedziałem w poprzednim wpisie.
      To o czym mówiła Monika, to system pomiaru oświetlenia.
      Jest ich kilka, ja wymienię trzy podstawowe: Matrycowy, Centralnie wazony i Punktowy
      Teraz porównam czujnik pomiaru światła do tabliczki czekolady.
      Matrycowy system zbiera informacje ze wszystkich kafelków i je uśrednia.
      Centralnie ważony zbiera informację ze wszystkich kafelków, ale większą wagę przykłada do pomiaru pobranego z centrum kadru, wielkość centrum może być zmienna.
      Pomiar punktowy pobiera informację z jednego wybranego kafelka.
      W fotografii kreatywnej możemy wskazania korygować na plus lub minus.
      AV - to Aperture Value - Wartość przysłony - a tą możemy korygować stopień naświetlania jak również zmieniać głębię ostrości.
      Krzysztof, ja lubię czytać instrukcje, więc możesz mi bez obaw przysłać
      Ponieważ rozpocząłem pewne dzieło, więc możecie zajrzeć:

      http://jan0101.blogspot.com/2015/03/wiosna-gdzies-w-gorach-kaczawskich.html

      Wystarczy skopiować link, wkleić go do górnego paska adresowego i kliknąć Enter
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Jestem pod wrażeniem wiedzy o przysłonach, migawkach, czasie naświetlania, balansie bieli, że nie wspomnę o sposobie pomiaru oświetlenia (brak tej wiedzy u mnie sprawia, że robię zdjęcia mocno takie sobie), ale mam nieodparte wrażenie, że te wszystkie słowa odzierają z magii i podbiał, i śnieżycę... :)

      Janie - chyba byłabym w stanie pocałować żabę za ten widok, który sfotografowałeś. Cudne! :)
      Latorosłka

      Usuń
    4. Janie, byłem na Twoim blogu, oglądałem. Kwiaty jakby takie same jak te oglądane przeze mnie, tylko ładniejsze:)
      Gratuluję zdjęć i pomysłu z żabą. Ale, ale! Janku, powiedz, jak to jest pocałować żabę? Pytam, bo kiedyś miałem podobną przygodę, tyle że tamta coś kumkała o jakiejś księżniczce, nie wiem, czy dobrze ją zrozumiałem…
      Aparat i fotografowanie… Powoli, Janku, powoli. Ile uczyłeś się robienia zdjęć? Ja dopiero zaczynam, jestem na etapie ustalania, czy mam w aparacie EV czy AV i z czym to się je:) Ty trochę tak tłumaczysz, jak pewien znajomy uczył mnie gry w karty.:
      -Bierzesz asa kier i schodzisz…
      -A co to znaczy schodzić i jak wygląda as kier?
      Zobaczyłem jego otwarte usta i na tym skończyła się nauka.
      Mam jednak nadzieję, że ta nauka skończy się lepiej:)
      Dziękuję za chęci, instrukcję wyślę Ci; jeśli tylko moja skleroza pozwoli, to jeszcze dzisiaj. Prosiłbym Cię o dowiedzenie się, jak ustawić aparat, żeby łagodził duże różnice oświetlenia na jednym planie. Gdy mam ciemne miejsca i jasne, jedne są zbyt ciemne, drugie zbyt jasne. Żeby to jakoś wypłaszczyć.

      Usuń
    5. Janie, na Twoim miejscu dałbym najładniejsze zdjęcia Lotorosłce i dodał żabę, mając w pogotowiu aparat. Zdjęcia, które zrobiłbyś wtedy, z przyjemnością zamieszczę tutaj:)

      Usuń
  6. Krzysztof, ze swoim drugim wpisem dałem trochę po bandzie. Ale ja chciałem Ci podpowiedzieć o ustawianiu ostrości na różnych kwiatkach, a tymczasem ogary poszły w las.
    "Jedne za ciemne inne za jasne", wiem w czym problem, lecz muszę zajrzeć do instrukcji Twojego aparatu. Ja będę mówić o AV i EV ( dwie różne rzeczy mimo podobieństw) a bez instrukcji nie wiem który wihajster masz przestawić w Twoim aparacie.
    Moim skromnym zdaniem do zdjęć świtu nie można mieć pretensji.
    "Eos w szacie o barwie.." też zaczęła za mną chodzić i wcale o to nie mam do niej pretensji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, Janku.
      Nie było żadnej bandy, Janku, naprawdę!:)
      Miałem wczoraj wysłać Ci instrukcję i oczywiście zapomniałem. Zaraz, moment, wyślę ją teraz…
      Wysłałem.
      Ująłeś mnie pamiętaniem i wspominaniem słów Homera o Eos. Czuję bratnią duszę:)

      Usuń
  7. Cześć, Krzysztof.
    Te słowa, to nie oryginał, ale chodzą za mną.
    Jest instrukcja, już ją przeleciałem.
    Coś w stylu:
    Użytkownik:
    - Aparat nie wykonuje zdjęć, dlaczego?
    Producent:
    - Sprawdź czy włączyłeś aparat.
    Ale nie jest tak źle, Krzysztofie. Wkrótce napisze więcej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, Janie.
      W szacie o barwie szafranu, spłynęła Eos na ziemię…
      Wspomnij Eos, gdy będziesz fotografować kwiaty z kropelkami rosy na płatach. Grecy uważali, że te krople są łzami Eos płaczącej nad swoim zabitym synem, Memnonem.
      Była młoda, nieśmiertelna i piękna, ale szczęścia raczej nie zaznała.
      Tak a propos: zastanawiałem się, co się staje z bogami, którzy tracą swoich ostatnich wyznawców. Może tracą wtedy swoją nieśmiertelność?
      Póki żyję, Eos nie straci swojej nieśmiertelności.

      Ja nie mam cierpliwości do instrukcji. Także dlatego (także, bo mam i inne powody), że wyjaśniają coś, co jest oczywiste, jak właśnie konieczność włączenia aparatu przed zrobieniem zdjęcia, a nie wyjaśniają skrótów czy nazw, które nie mogą być znane osobom nie będących fotografami.
      Ok., tekst opublikowałem, wezmę się za pisanie innego.

      Usuń
    2. Witaj, Krzysztof.

      Teraz będę pamiętać oryginalny początek pieśni VIII...

      Bardzo często, jak wiesz, robię zdjęcia kwiatków. W swoich zbiorach mam kilka zdjęć ze łzami Eos. Eos, która otwierała wrota dnia przed wozem Heliosa.

      Odnośnie instrukcji:
      Rozśmieszył mnie tytuł rozdziału: Zmienianie ostrości aparatu.(str.51)
      To aparat ma ostrość jak jakaś potrawa? I to mi przypomniało pewne pytanie chińskiego kucharza w przydrożnym barze, kiedy skończyłem posiłek:

      Pocim Pana, ci Pan smaczny?
      Słyszałem, że oni jedzą psy, czy ludzi też?
      A on chciał się pochwalić, że zna mój ojczystym język i zamierzał mnie zapytać: Czy Panu smakowało?
      W odpowiedzi pokazałem mu kciuk skierowany ku górze.
      Chyba dobrze zrozumiał.

      Wracając do instrukcji, nie musisz się nią przejmować, bowiem zdjęcia robisz dobrze. Ja opracuję temat w aspekcie posługiwania się aparatem, coś w rodzaju Twojego traktatu o butach i gdy umieszczę go na swoim blogu, dam Ci znać, a teraz pędzę do Twego nowego tekstu.




      Usuń
    3. Cześć, Janku.
      Czy był pan smaczny? Sympatyczne:)
      Na nieporadność językową i ja zwracam uwagę. Nie tylko u innych ludzi, ale i u siebie, gdy znajduję w swoich tekstach (albo ktoś mi wskaże) błąd. Wiesz, to jest tak: nasz język nie należy do łatwych, niewiele jest osób znających go dokładnie, bez luk. To zrozumiałe. Natomiast niezrozumiały jest dla mnie upór wiele ludzi, ich trwanie w błędach, jak tych, którzy uparcie stosują słowo bynajmniej zamiast słowa przynajmniej.
      Dziękuję Ci bardzo na chęć pomocy. Pomyślałem, że może czasami coś przestawiając, po trochu jakoś oswoję ten mój aparat. Przydałoby się to zwłaszcza przy zdjęciach robionych z małej odległości, szczególnie gdy fotografuje kwiaty, bo wtedy często są zbyt jasne. Na zamieszczonym zdjęciu przebiśniegów też widać, że płatki są nieco za jasne, prawda? Pamiętam wrześniowy ranek dwa lata temu, rześki, chłodny, pogodny. Mając chwilę czasu przed pracą, wyszedłem na spacer, znalazłem klomb z kwitnącymi różami, miały kremowy kolory i cudne kropelki rosy… to jest, chciałem powiedzieć, oblane były łzami Eos. Żadne zdjęcie nie udało mi się – właśnie z powodu zbyt jasnych kwiatów. Więc może chociaż do takich zdjęć będę przestawiać aparat?..

      Usuń
    4. Krzysztof, trochę cierpliwości, to wszystko postaram się napisać w traktacie o aparacie (nawet mi się zrymowało).
      Płatki za jasne? To również będziesz mógł poprawić.

      Daj mi czas na opracowanie.

      List dostałem.

      Miłych chwil w rodzinnych stronach życzę.

      Usuń
    5. Witaj ponownie, Krzysztof.

      Ty, Krzysztof zastanawiasz się nad funkcjami swego aparatu, masz wątpliwości i słusznie, bo Ty myślisz logicznie.

      Na początek krótko o mikro i makro.

      Fotografia mikro - mikroskop za pomocą odpowiednich przystawek zostaje wykorzystany zamiast obiektywu do fotografowania rzeczy, niemożliwych do obejrzenia gołym okiem.

      Fotografia makro- specjalne obiektywy, soczewki itp. pozwalają wykonać zdjęcie małych przedmiotów, lub ich elementów w skali 1:1
      a nawet 2:1. To znaczy, że dany przedmiot jest odwzorowany na matrycy w rzeczywisty rozmiarze a nawet większym. Widziałeś może w necie zdjęcie oczu muchy?

      Wracamy do Twojego aparatu.

      On potrafi ustawiać ostrość na przedmioty znajdujące się w odległości od niego od 80 cm aż do horyzontu. Jeżeli zwiększysz zoom, to aparat ostrzy od 100 cm do horyzontu.

      Funkcja makro w aparacie, to chwyt producentów każdego kompaktu i z prawdziwym makro nie ma, oprócz nazwy, nic wspólnego
      Co ta funkcja daje? Gdy wybierzesz ją w swoim aparacie, to możesz wykonywać zdjęcia przedmiotów w przedziale od 5 cm 80 cm od aparatu, lecz tylko przy najmniejszym zoomie.
      W takich przypadkach wybierz pomiar oświetlenia na centralnie ważony
      Balans bieli ustaw na automatyczny.

      Na razie tyle. Udanych zdjęć życzę








      Usuń
    6. I znów te opuszczone litery. I jeszcze jedno. W funkcji makro wypróbuj zdjęcia kwiatków z bliska. Gdy chcesz wykonać zdjęcia krajobrazów, wyjdź z tej funkcji.

      Usuń
    7. Cześć, Janku.
      Aparat nieźle sam ustawia te wszystkie funkcje, sam rozpoznaje kwiaty i dalekie krajobrazy i odpowiednio przełącza się, ale nie radzi sobie z ustawieniem poziomu jasności wtedy, gdy na planie są spore różnice jasności, na przykład z powodu cienia lub robienia zdjęć białym kwiatom na tle ciemnej zieleni. Chyba jest tam funkcja łagodzenia tych różnic, nie pamiętam jak się nazywa. Jednak żeby ją włączyć, trzeba wyłączyć automatykę, czyli wszystko ustawiać samemu. Póki co, radzę sobie robiąc zdjęcia kwiatkom w cieniu: po prostu tak się ustawiam, żeby zasłonić je sobą.
      Kiedyś zbiorę się w sobie i podejmę męską decyzję przestudiowania instrukcji.

      Usuń