Moja książka

Góry Kaczawskie słowem malowane

250619 Miałem okazję poznać świętokrzyskie drogi i tatrzańskie szlaki, przemierzałem łęczyńskie bagna i podlubelskie lasy, spędziłem ki...

czwartek, 27 marca 2014

Góry Kaczawskie w kolorach słońca

Trzydziesty pierwszy dzień w Górach Kaczawskich, styczeń.
Pierwsza trasa: wzgórza między Popielem a Sośniakiem.
Druga trasa: wzgórza między Dudziarzem a Górą Bandurskiego.

Droga skończyła się pod murem cmentarza. Szedłem w ciemności, pod górę, trawiastym zboczem wzniesienia. Przeskoczyłem czarniejszą od nocy zygzakowatą pręgę strumienia, przedarłem się przez zarośla zasłaniając twarz ręką, i ponownie wyszedłem na otwartą przestrzeń. Na szczycie wzniesienia zobaczyłem majaczące w półmroku szczyty Sokolików, a z drugiej strony światła wioski w dole. Stałem patrząc na Eos jaśniejącą różowym pasemkiem nad dalekimi szczytami Gór Wałbrzyskich. Czekałem na dzień, bo głód łazęgi znowu kazał mi przyjechać zbyt wcześniej.
Po raz kolejny przyjechałem do wsi Pastewnik chcąc bliżej poznać wzgórza leżące między Popielem i Sośniakiem. Byłem już tutaj, ale uroda miejsc domagała się dalszego mojego chwalenia. Ranek nie zapowiadał ładnego dnia, Eos ledwie pokazała się i z powrotem wróciła do łóżka, niebo zostawiając buro-granatowe, ale w godzinę później ostatnie pasemka nocnej mgiełki rozpłomieniły się perłowo trafione mocnym, jasnym słońcem.
Zostało ze mną niemal do końca dnia, darząc mnie rozjaśnionymi i rozweselonymi widokami dali.
Wzgórza przeszedłem wzdłuż i w poprzek, zszedłem na południowe ich zbocza i odnalazłem małe wzniesienie Sośniaka, jedno z najbardziej na południe wysuniętych wzniesień Gór Kaczawskich. Ładnie tam jest, wspaniałe miejsca do włóczęgi bez celu, ale za to z dalekimi widokami, których tam nie brakuje.




Kusiły mnie południowe zbocza Gór Ołowianych: zgodnie z mapą miejscami są one strome, a w dwóch miejscach schodzą głębokimi żlebami: to Świerkowy Dół i Księży Dół. Wyobraźnia podsuwa mi obraz dzikich zwalisk drzew i skalnego rumoszu – jakże oprzeć się takiej wizji? Dzisiaj jednak tam nie pojechałem, szkoda mi się zrobiło słońca, zapragnąłem nadal patrzeć na otwarte przestrzenie pod błękitnym niebem. Doły będą czekać na mnie, a słońce w zimie jest rzadkością – usprawiedliwiałem swoją zmianę planów. Pojechałem tam, gdzie obiecałem sobie być miesiąc temu: na Gaiku i na odkrytych zboczach Dudziarza.
Jechałem bocznymi dróżkami przez Ciechanowice, Miedziankę i Janowice do Radomierza. Ciekawa to była trasa: te dróżki, boczne od bocznych, pełne zakrętów, wspinające się na każdy mijany pagórek i zaraz toczące się dół, czasami na łeb na szyję, dróżki nie omijające żadnej wioski ani osady, dróżki wątłe, bo miejscami szerokości ledwie dwóch metrów, są po prostu urokliwe. Oczywiście o ile kierowcy nie spieszy się:) Ciekawa i widowiskowa byłaby samochodowa, całodniowa, wycieczka bocznymi drogami Gór Kaczawskich, tymi drogami, o których nie tylko drogowcy, ale nierzadko także kartografowie nie wiedzą.
U celu znalazłem miłą mi swojskość w formach stoków, polan i dróg, więc w krajobrazach, ale i w znajomości licznych szczytów piętrzących się aż po odległy horyzont. Słońce świeciło, niebo błękitniało, dal była daleka, najdalsza, kawa wyborna, mimo iż z termosu, nogi chętne drogi, oczy nienasycone słońca i widoków - miałem więc wszystko.
Gdy wśród odległych gór zidentyfikowałem Wilczą Górę i Długotkę, wiedziałem, że odrobinę na prawo od nich jest Poręba częściowo zasłonięta Popielem, ale z wystającą wyżej kulą radaru. Była. Maleńka, ledwie widoczna z odległości (sprawdzałem później na mapie) ośmiu kilometrów, ale była.
Między Dudziarzem a Górą Bandurskiego znalazłem nie jedno, a trzy czy nawet cztery wzniesienia, jedno za drugim. Niezalesione, o łagodnych trawiastych stokach urozmaiconych, jak zwykle w tych górach, miedzami i kępami drzew lub głogów. Które z nich jest Gaikiem? Kręciłem mapą i głową, porównując wzajemne położenia dróg i szczytów, w końcu uznałem, że to ten, właśnie ten. A czy pozostałe szczyty mają nazwy? Jeśli nie, to czy mogę je nadać? Pewnie nie, ale chciałbym tego.


Oczywiście odwiedziłem moją Polanę Czterech Świerków – na pewno nie po raz ostatni. Wrócę i będę wracać tam, między Dudziarza a Górę Bandurskiego, by zobaczyć raz jeszcze urodę stoków na których cicho siedzą kępy róż i głogów czerwonych owocami i aby poznać te drogi, na poznanie których czasu mi nie wystarczyło.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz