Moja książka

O wydaniu książki

011216 Od wielu lat błądziła po mojej głowie myśl o wydaniu jakiejś części moich tekstów, ale było tak, jak często u mnie, czyli tak, ...

poniedziałek, 17 marca 2014

Wśród książek w jesienny wieczór

18 grudnia. W domu. Po przeprowadzce.
Gdy późnym popołudniem wyszedłem na dwór, zobaczyłem rzadko spotykany urok jesiennego zmierzchu. Lekka mgła nadawała mu tajemniczości, ale i ciepła, chociaż wydaje się to dziwne; mokre, nagie drzewa tkwiły zamarłe w cichym bezruchu, jakby utulone tą mgłą; granatowo - szary zmierzch przybliżał horyzont, a świetliste aureole wokół lamp pod drzewami błyszczącymi kropelkami wody na gałęziach podkreślały ten urokliwy, nostalgiczny koniec grudniowego dnia.
Od kilku dni wieczorami, gdy w domu wszyscy usną, siadam z laptokiem przy kuchennym stole, próbując pisać. Z różnym skutkiem, jak zwykle, ale już zdążyłem polubić te ciche godziny naprawdę moje.
Przeszukałem wszystkie półki z książkami w poszukiwaniu “Raju utraconego”, ale książki nie znalazłem. Nie wszystkie jeszcze książki są rozpakowane po ostatniej przeprowadzce, a co gorsza, brakuje miejsca na nie w tym nowym, mniejszym mieszkaniu. Nie miałem już siły na dalsze poszukiwania. Nie dzisiaj, bo coś mi się podejrzanie oczy spociły, jakby to powiedziała mała Nel, gdy zobaczyłem stertę książek leżących w kącie.
Pocieszyłem się znalezionym tomikiem z sonatami Petrarki, a i Bartek zrobił mi miły prezent, siadając do pianina. Brakowało mi widoku jego szczupłych, długich palców biegających po klawiszach; patrzyłem, słuchałem, i znowu oczy chciały mi się spocić, cholera. Bartek grał Marsz żałobny Szopena, później wyjątkowe preludium C-dur Bacha. Patrzyłem na nuty, i widziałem tam wyraźniej, niż dało się usłyszeć, jednostajność kompozycji, jej niemal monotonność, kilka ledwie nut tworzących utwór, którego jednak chciałoby się słuchać bez końca. Ta prosta melodia unosi utwór swoim nurtem, zabierając i słuchającego, a jej koniec zawsze jest zaskoczeniem i prośbą o jeszcze.

“Westchnienie – płomień, łzy - kryształ u powiek.”

Tylko zakochany poeta może tak opisywać swoją muzę.
Nie pamiętam w której książce Parandowskiego czytałem przepiękne słowa o miłości Petrarki do Laury... Teraz pomyślałem, że na pewno w jego “Petrarce”, bo gdzieżby indziej? Muszę to sprawdzić, przeczytać tamte słowa raz jeszcze. Może nie zaginęła ta książka w zamęcie przeprowadzki...

“Jeśli to nie jest miłość – cóż ja czuję?
A jeśli miłość – co to jest takiego?
Jeśli rzecz dobra – skąd gorycz, co truje?
Gdy zła – skąd słodycz cierpienia każdego?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz