Moja książka

Góry Kaczawskie słowem malowane

250619 Miałem okazję poznać świętokrzyskie drogi i tatrzańskie szlaki, przemierzałem łęczyńskie bagna i podlubelskie lasy, spędziłem ki...

poniedziałek, 17 marca 2014

Majestat przyrody i dziura w bucie


20 lutego.
Byłem w górach. Ostatni, pożegnalny raz poszedłem na moje zbocze. Im wyżej, tym las piękniejszy, bo okryty grubszą warstwą zamarzniętej mgły, która drzewa czyniła baśniowymi w swym uroku. Gdy już dotarłem na tamtej ścieżki trawersującej niemal pionową ścianę skalną i zadarłem głowę do góry, na to ogromne zwalisko kamieni, na bajecznie wystrojony las, który wydawał się wznosić pionowo w górę ponad moją głową, zrozumiałem, dlaczego nasi przodkowie w takich właśnie miejscach budowali ołtarze swoim bogom. Bo tutaj, wśród dzikiej przyrody, obecny jest Majestat. Tutaj czuje się potęgę bóstw przyrody. Miałem łzy w oczach i czułem chęć padnięcia przed nimi na kolana, a w kościele nigdy nie odczuwałem takiej potrzeby. Myślę o tych dawnych czasach, gdy jeszcze tam bywałem; bardziej interesowały mnie organy z tyłu, czy witraże w oknach, niż Bóg, bo i gdzie go tam było szukać? W kościele, wśród ozdób, obrazów, świateł i tłumu ludzi, trudno o bliskość z sacrum, podczas gdy na tej górze świętość była przy mnie.
Miałem czas i mogłem iść na sam szczyt Skrzycznego, ale zawróciłem z powodu przemakającego lewego buta. Dopiero po powrocie, w pokoju, zobaczyłem, że but ma pękniętą podeszwę, więc musiał przemakać. A ja już myślałem, że nie potrafię z nim rozmawiać...

22 marca.
To nieprawda, że zima trwa 3 miesiące! Ona trwa pół roku i jest coraz dłuższa, bo z tym ocieplaniem się klimatu to jakaś bujda. Czeka nas jego oziębienie - nie, on już się oziębia! Z wielkim niepokojem myślę o następnych latach, bo może przyjść ten rok, w którym zetknie się koniec jednej zimy z początkiem następnej i na Polskę nasunie się, jak kiedyś, lodowiec. Wszak wszystko się powtarza.
Ziemia zmienia swoją orbitę i odsuwa się od naszej gwiazdy. Dni są coraz krótsze, słońce coraz bledsze i kiedyś zapadnie ciemność, która nie będzie miała końca.
Wieczna noc.
Niech ją jasna cholera!
Co nas wtedy spotka? Los neandertalczyków, którzy przegrali swoją walkę o życie? Czy znowu będzie rządzić prawo lepiej przystosowanego i wygra silniejszy?
Co z nami będzie w tym zimnym świecie? Ile ciepła trzeba w nas, aby go ogrzać?

8 kwietnia.
W zimny, wczesnowiosenny zmierzch, jest taka chwila, gdy przedmioty tracą barwy zyskując wyrazistość. Ich kontury stają się ostro rysowane, wydają się ciężkie, masywne – jak te granatowe niebo nad nimi. W chwilę później barwy wędrują w górę, gdzie świecą odcieniami czerwieni. Ta chwila to tylko minuty, bo później wszystko ciemnieje, gaśnie, zamiera i znika w ciemności. Jeszcze tylko schodząca w dół jasność nieba przypomina o dniu, a później już nic.
Zapatrzenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz