100426
Chodząc po Roztoczu rzadko kiedy mam ustalony konkretny plan trasy, jeszcze rzadziej się go trzymam. Skręcam gdzieś, gdzie kieruje mnie wspomnienie albo ciekawy widok. Bywa też inaczej: czasami czuję potrzebę pójścia gdzieś daleko, zwłaszcza gdy zobaczę ładną, czyli równą i zieloną, polną drogę. Wtedy wcześniejszy plan znika, wchodzę na drogę i po prostu idę. Nie wiem, jak to możliwe, ale zawsze wtedy słyszę wołanie drogi, a ja odpowiadam i idę za jej głosem. Właśnie w takie dni przychodzę do samochodu po przejściu dwudziestu i więcej kilometrów.
A jak mi opisać, czy ogólniej: zdefiniować te ładne miejsca? Mam z tym kłopoty, mimo dostrzegania takich miejsc z daleka. To zwykle jakieś – tak je nazywam – zakątki, takie okruszki krajobrazu. Samotne duże drzewo, pole falistą wstęgą pnące się po zboczu i zatarasowane wierzbami, grupka brzóz zamykająca widnokrąg, miniaturowy zagajnik na szczycie wysokiej między, ozdobiona brzozą nagle wyrosła miedza na zboczu wzgórza, szpaler osik rosnących na szczycie wąwozu z drogą na dnie, kępa tarniny otulająca rosłego dęba.
Czasami tylko zatrzymuję się i patrzę, ale nierzadko skręcam w takie miejsca by obejrzeć je z bliska i z różnych stron. Jeśli jeszcze zdecyduję się zrobić przerwę w takim miejscu, staje mi się bliższe, lepiej pamiętane. Dzisiaj zobaczyłem grupę czereśni rosnących na miedzy, właśnie zaczynają kwitnąć, i od razu wspomniałem Janka; po chwili zrozumiałem, dlaczego: otóż kiedyś, nie pamiętam czy to było rok czy parę lat temu, siedziałem pod tymi drzewami i przez telefon rozmawiałem z nim.
Skręciłem ku drzewom, oglądałem pąki kwiatowe, chwilę posiedziałem na miedzy patrząc na ładne wzgórza po drugiej stronie doliny, a będąc tam, patrząc i starając się zapamiętać chwilę, jeszcze bardziej uczyniłem to miejsce moim.
Coraz więcej mam takich miejsc na Roztoczu, ale i pamiętam o dziesiątkach, może setkach moich miejsc w Sudetach. W przyszłym miesiącu odwiedzę je i w ten sposób na jakiś czas ugaszę tęsknotę.
Obrazki ze szlaku
WIOSNA!
Taszniki i rzodkiewniki. Zwykłe, podobne do siebie, pospolite zielska kwitnące wiosną, ale jeśli się je zna, wydają się być ładniejsze. Identyfikuje je, ale jedynie po kształcie torebek (czy strąków) nasiennych.
Skróciłem drogę widzą mało używaną dróżkę leśną. W ten sposób poznałem ładny las grabowy i widziałem mnóstwo zawilców gajowych. Sposobem kwitnienia ta roślina przypomina mi jętki jednodniówki: przekwita tak szybko, że widząc ją po raz pierwszy nigdy nie wiem, czy zobaczę jej kwiaty jeszcze raz w tym roku. Dlatego swoim zwyczajem zatrzymywałem się często i patrzyłem. Kwiaty mają cechę często spotykaną w przyrodzie: z daleka wydają się tuzinkowe, takie zwykłe, ale jeśli obejrzy się je z bliska, łatwo dostrzec można ich urodę.
Mirabelka.
Zielone pędzelki nowego igliwia na modrzewiu. Zdjęcie nie jest dobre, bo nie wiem, jak pokazać aparatowi, na czym ma wyostrzyć obraz.
Śliwa tarnina.
Mirabelka i róża.
Liście brzóz i grabów.
Jarząb pospolity czyli swojska jarzębina. Już zaczęła wykształcać pąki kwiatowe.
Różności ze szlaku
Wierzby, drzewa wyjątkowo podatne za złamania, ale i wyjątkowo żywotne. Nawet gdy leżą, poważnie uszkodzone i spróchniałe, potrafią wypuszczać nowe pędy, zmieniane później w grube konary.
Tę czereśnię już kiedyś widziałem, ale i dzisiaj zrobiła na mnie duże wrażenie. Połamany i spróchniały pień ledwie stoi, a wyrasta z niego żywy konar. Jest niemal poziomy, a nawet chyli się ku ziemi, jednak w ostatniej prostuje się i rośnie, żywy i kwitnący, pionowo w górę.
Skręciłem z drogi w stronę lasu widząc na jego skraju mały murowany budynek. Zobaczyłem opuszczony magazynek pszczelarza i puste, stare, rozbite ule. Bardzo smutny widok.
Taki zdrowy dąb ktoś wyciął!
Lessowa skarpa, formacja bardzo charakterystyczna dla Roztocza.
Staw w Latyczynie.
Słoneczne późne popołudnie.
Trasa: na zachód od Latyczyna.
Statystyka: 21,5 km przedreptałem w czasie bez mała 11 godzin.
























































Witam, wieczorową porą. Zawsze podobają mi się takie drogi polne jasne wśród łąk, lub pól jak zaczynają zielenić się. Kwitnące drzewa. U mnie na podwórku między blokami rosną oprócz lip, które kwitnąc zaczynają bardzo późno, rosną drzewka kwitnąc na biało w tych dniach i kiedy rano budzę się i spoglądam w okno zapominam się i w pierwszych sekundach mam wrażenie, spadł śnieg bo nawet listków nie widać tylko sama biel. Kiedy kwiaty przekwitają dopiero pojawiają się liście dla odmiany bordowe, które są aż do jesieni.
OdpowiedzUsuńBardzo dużo kilometrów przeszedłeś Krzysztofie - podziwiam. Mnie już trudno tak daleko chodzić nie daję rady. Zaczynam się godzić się z tym. Przykre ale prawdziwe. Dobrze, że jeszcze można dojechać do miejsc ciekawych autobusem, lub pociągiem. Pozdrawiam, chodź jak najdłużej, niech zdrowie Ci służy.
Dziękuję, Olu! Godzić na ograniczenia i ja muszę. Na przykład na wchodzenia na dwumetrową miedzę tak, jakby miała 10 metrów, albo na to, że już nigdy nie pobiegnę, ale faktycznie, chodzić jeszcze mogę. Na włóczędze byłem przedwczoraj, będę za 3 dni, a za dwa tygodnie pojadę na Suwalszczyznę.
UsuńZastanawiam się, o jakim drzewie piszesz. Biało kwitną o tej porze mirabelki, jeszcze przed rozwinięciem liści, i faktycznie, z daleka wyglądają jak ośnieżone. Jednak one od początku mają zielone listeczki. Jest bardzo ładny gatunek, śliwa wiśniowa w kilku odmianach, ma listki zabarwione czerwonawo czy bordowo, ale kwiaty są różowe. Może są jakieś jaśniejsze odmiany, nie wiem. Śliwy wiśniowe obserwowałem każdej wiosny pracując w Lesznie. Idąc do najbliższego sklepu przechodziłem przez rondo obsadzone tymi drzewkami. W pierwszych dniach wiosny wyglądały cudnie. Przed chwilą zapytałem AI, ta niby myśląca maszyna odpowiedziała, że są jaśniejsze odmiany śliwy wiśniowej i że w czasie kwitnienia płatki stają się bardziej białe.