Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptaki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 sierpnia 2026

Lato i brzozy

 120726

Otworzyłem folder ze zdjęciami zrobionymi tego dnia, i pierwsze, co zauważyłem, to zmiana ich barw. Pola decydujące o kolorystyce krajobrazu, a tym samym i zdjęć, jeszcze niedawno zielone, teraz mają barwę dojrzałych zbóż. Swoją jakże ładną złocistość mają już za sobą, teraz matowieją i zaczynają szarzeć, a zieleni drzew brakuje wiosennej czystości, świeżości i nasycenia, stała się ciemniejsza, zaczyna się przebarwiać, na liściach widać plamy chorobowe. Nasuwa się porównanie do zmian naszej skóry z biegiem lat.  
Owszem, jeśli opuszczę wzrok i spojrzę na brzeg pola i pobocze drogi, zobaczę wiele kwitnących roślin, jeszcze za miesiąc, nawet później, zachwycą urodą. Wszystkie te ślady późnych zalotów w przyrodzie są jednak kolorowymi drobinami na wielkich połaciach szarzejących pól, zwłaszcza, że przybywa też tych roślin, które cały swój wysiłek skupiają na owocach kosztem wyglądu a nawet swojego życia.
Skończył się czas czarowania urodą młodości i kwitnienia, przyszła pora na przekazanie życia dalej.

Łany dojrzałych zbóż falujące w słoneczny dzień są jednym z symboli pełni lata, ale taki obraz jest zapowiedzią kombajnów zamieniających je w ścierniska i niewiele później pojawiających się traktorów z pługami obnażającymi brązowoszare skiby jesiennej ziemi. Jak wiek dojrzały przychodzi po młodości, a sam zamienia się w starość, tak lato sąsiaduje z wiosną, a później niepostrzeżenie zamienia się w jesień.

Przed nami jeszcze dwa ciepłe i słoneczne miesiące, ale przełom już się dokonał.

Późno wyjechałem, chcąc więc skrócić czas dojazdu zdecydowałem się na okolice wsi Zakrzówek, czyli na część Roztocza najbliższej domu. Godzinę po wyjeździe spod bloku zaparkowałem pod wiejskim kościołem i ruszyłem w drogę. Słońce widziałem tylko minutę; byłem wtedy wśród drzew porastających doły. Las na tę chwilę uległ cudnej metamorfozie, której nikły ślad uchwyciło krzemowe oko mojego aparatu.

 Jest tam niewielki obszar pól i dołów poprzecinany gęstą siecią malowniczych polnych dróżek. Ilekroć jestem w tej okolicy, zaznaczony na mapie szlak wędrówki przypomina bezradne kręcenie się po labiryncie w poszukiwaniu wyjścia, a prawda jest banalnie prosta: ta droga jest ładna, ale jej sąsiadka biegnąca kilka dziesiątków kroków obok też jest ładna, więc jak mi ją ominąć?…

Początek jednej z tych dróżek zmienił się na gorsze: na sąsiadującej z nią działce – jeszcze pół roku temu było to pole – trwa budowa domu. Od paru lat często jestem na budowach domów jednorodzinnych i widzę, jak wiele się ich buduje. Wyraźne są zmiany oblicza wsi, zatracanie ich rolniczego oblicza, powstawanie całych osiedli tam, gdzie jeszcze niedawno falowały łany zbóż. Nie krytykuję, a jedynie konstatuję, przy tej okazji nieco się dziwię. W domu o powierzchni 150 metrów, w czterech albo i pięciu pokojach, ma mieszkać małżeństwo i ich dziecko. Czasami, tylko czasami, dwoje dzieci. Patrząc na szybki zjazd dzietności (brzydki wyraz, ale nie wiem, jakim go zastąpić) kobiet, zadaję sobie bezradne i zabarwione smutkiem pytanie, a jeśli wspomnę moje wnuczęta i niepokojem: kto z kolejnych pokoleń będzie mieszkał w tych licznie budowanych dużych domach?

Obrazki ze szlaku

Chmurne niebo i skowronek. Jak to zwykle bywa, chwilę szukałem wzrokiem tej trzepoczącej skrzydełkami ptaszyny o tak małym ciele i tak wielkim głosie.

 Czereśni nie połasuchowałem, ale wiśni i malin owszem. 
Wąwozy, stały element roztoczańskich wędrówek.

 Tak wygląda zarastająca droga. Za dziesięć lat będzie tylko zagłębieniem w lesie; zbyt prostym jak na dzieło natury.



Brzozy na miedzach – ważny dla mnie i lubiany walor krajobrazowy Roztocza. Często zbaczam ze szlaku, idę bezdrożem, by z bliska zobaczyć kępę brzóz na miedzy.

 



Znajome brzozy przy drodze.

 Grab i dąb przytulające się do brzóz. Nie dziwię się im; też się przytulam.

 Nielegalna kopalnia piasku.

 Przyciągająca wzrok dziewanna.

Trzy panny Osikówny.

 Przerwa na miedzy pod brzozą.

 Zagadka: co to jest? Może las w egzotycznym kraju? Odpowiedź jest pokazana na ostatnim zdjęciu, na samym dole.

Trasa: klasyk pod Zakrzówkiem Wsią.

Statystyka: 17,5 km w niemal 12 godzin.














środa, 13 maja 2026

Suwalszczyzna, część II

 

280426 do 040526

Krajobrazy Suwalszczyzny zauroczyły mnie. Pagóry są w wielu krainach Polski, ale tamte inne. Pierwszego dnia, widząc wzgórza, pomyślałem, że wyglądają tak, jakby wielka ciężarówka wysypała swój ładunek w jednym miejscu. Strome zbocza, czasami tak bardzo, że trudno wspiąć się na nie, a nawet iść trawersem, regularny kształt zbliżony do stożka, tyle że szczyt jest nieco złagodzony zębem czasu. Owszem, są i pasma wzgórz, ale gęsto są podzielone głębokimi żlebami, w rezultacie marsz nimi to ustawiczne schodzenie albo odwrotnie, podchodzenia na kolejne zbocze. Te cechy są oczywiście rezultatami działania lodowców; wystarczyło, że szerokie czoło lodowca zatrzymało się i topiąc się, zostawiało wszelki materiał zgromadzony w lodzie, a jeśli w którymś miejscu woda roztopowa znalazła dogodne miejsce wypływu, utworzyła w tym miejscu głębokie jary wypłukując piaski i gliny. Działo się to niedawno, ledwie około 12 tysięcy lat temu, co w skali geologicznej jest chwilą, że różnorakie procesy niwelujące stromizny i wszelkie nierówności powierzchni nie zdołały ich złagodzić. Po górnych partiach zboczy chodziłem wbrew zakazom, bo przechodząc przez ogrodzenia z drutu pod prądem albo z drutu kolczastego. Nie powinienem, ale skruchy nie czuję i jeśli wrócę tam, to nadal tak będę chodził. Po prostu wyżej, tam, gdzie nie ma dróg, jest ładniej. Dowodem są te zdjęcia.


 Tam, gdzie jest równiej, są pola, a na zboczach pagórów wypasane jest bydło. Wiele z tych łąk, może większość, jest niedostępna dla maszyn koszących trawy i zbierających siano, ponieważ za duże są nachylenia stoków i za dużo kamieni, a ściślej: zaokrąglonych głazów. Są pochodzenia lodowcowego, a ich obtoczony kształt (stąd otoczaki) wynika z gładzącego toczenia przez transportujący je spływający lodowiec. Jest ich mnóstwo. Zebrane z pól leżą kupami na miedzach i pod drzewami, siedzą na pół zagłębione w ziemi na łąkach, a te mniejsze, wielkości pięści, po prostu zalegają na polach, czasami bardzo licznie. Podobnie jest w Sudetach: tam na polach bliżej szczytów wzgórz więcej bywa kamieni niż ziemi, jednak najczęściej są to skalne okruchy, natomiast na suwalskich polach leżą otoczaki.


 Widziałem też skrajnie odmienne łąki: idealnie równe, jakby przed zasianiem trawy specjalnie wyrównane, bez dołów i wystających głazów. Łąki kuszące do spacerów.

Zapewne ze względu na ukształtowanie ziem Suwalszczyzny, ale i chyba z powodu wyraźnie krótszego okresu wegetacji roślin, pół jest tam znacznie mniej niż bardziej na południe, ale te, które widziałem, są spore, nawet kilkunastohektarowe; często też są ogrodzone. Wiele gospodarstw zajmuje się hodowlą bydła wypasanego na łąkach. Przechodząc obok takich gospodarstw, widziałem sterty białych bali kiszonki i długie ich kopce przykrywane specjalną powłoką; widziałem sielskie obrazki stad pasących się na zielonych stokach. Widziałem też sterty gnoju i czułem okropny smród – druga strona hodowli, niewidoczna na sklepowych półkach wypełnionych produktami z mięsa i mleka w kolorowych opakowaniach.



Mało jest tam polnych dróg, a część z tych nielicznych jest prywatna, o czym głoszą tabliczki zakazujące przejścia. Tych tablic jest niewiele mniej niż głazów na miedzach.


 W rezultacie iść można praktycznie tylko szutrowymi drogami, których jest wyjątkowo dużo, ale z reguły biegną dolinami, terenami bardziej płaskimi, a więc mniej urozmaiconymi. Idąc nimi wzgórza widzi się, ale mniej lub bardziej oddalone. Pójście na nie wymaga przejścia przez wszędobylskie ogrodzenia. 

Podobnie jest z dostępem do brzegów jezior: tam, gdzie jest wygodny, gdzie nie ma szuwarów, widuje się tablice zakazujące wejścia na teren prywatny, nawet jeśli nie ma tam żadnych domów. Cóż, można się irytować, ale przecież właściciel ma takie prawo. Może miał złe doświadczenia?


Te opakowania po piciu i jedzeniu, najwyraźniej dzisiaj wyrzucone przez turystów, widziałem na parkingu przy najbardziej znanej górze Suwalszczyzny.

Obrazki ze szlaku

 Zbieranie kamieni z pola. Pewien mój rozmówca, miejscowy rolnik, powiedział mi, że tę czynność trzeba często powtarzać, bo „kamienie wychodzą z ziemi” i że trudno jest znaleźć chętnych do tej pracy.

 Drzewo przewróciło się, ale kamień trzymał się korzeni jak ten rzep psiego ogona.

 Głaz z żółwiem leży na prywatnej posesji. Nie znam właściciela, ale chyba bym go polubił.



 Kapliczki. Inskrypcje najczęściej są prośbą o zdrowie mieszkańców wsi.

 Kamienne budowle. Kiedyś używano głazów jako materiału budowlanego, wszak były na miejscu w ilościach dosłownie nieograniczonych, ale tak było kiedyś. Nowe domy są tam budowane tak, jak w całej Polsce: z betonu, dmuchanego silikatu i styropianu.

 


Pomnikowe modrzewie. Na mapie zobaczyłem spore ich zgrupowanie w pobliżu mojej trasy, więc skręciłem w las chcąc je zobaczyć. Faktycznie, rośni ich tam wiele, są bardzo wysokie, ale obwodem pnia nie imponują. Ojej, gdzieś zawieruszyłem zdjęcia. W zamian wkleję zdjęcie wierzby, na której rośnie świerk. Tak! Na próchniejącym pniu starej wierzby znalazł dla siebie miejsce świerk. Tę drogę wśród starych wierzb będę pamiętał długo z powodu strachu. Wyszedłem zza zakrętu i wtedy zobaczyłem przed sobą, może 20 metrów dalej, stado krów, a wśród nich byka. Szedłem publiczną drogą! Nie sprawdzałem, czy ma jaja czy nie ma, zrobiłem zwrot i szybko czmychnąłem w las. Szkoda, że nie w głowie było mi mierzyć tempo mojego marszu pod górę...

 Widziałem dużo bocianów. Tak jak w wielu miejscach naszego kraju, i na Suwalszczyźnie montowane są na słupach energetycznych specjalne kosze ułatwiające tym ptakom budowę gniazd. Widziałem też słupy specjalnie stawiane na posesji lub zostawiane przy rozbiórce linii. Ich widok budzi moją sympatię do właścicieli. Te ptaki podlegają u nas nieformalnej, ale ściśle przestrzeganej ochronie, co z kolei budzi moją dumę. Bociany coraz bardziej ufają ludziom, są do naszej bliskości przyzwyczajone. Parę razy przechodziłem blisko (w odległości nawet 10 metrów) bocianów żerujących na łąkach, częściej zostawały niż odlatywały, tyle że obserwowały mnie.

 Brzozowa aleja. Trudno było mi odejść, więc pod jedną z tych brzóz zrobiłem przerwę.

Brzozy i słońce.
 
Jarzębiny i głazy. Te drzewa potrafią żyć tam, gdzie większość gatunków już sobie nie radzi.





 Pagóry Suwalszczyzny.



Głazy.
 







Na szlaku.