Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polne drogi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polne drogi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 czerwca 2026

O jednym dniu

 040626

W nawale zajęć, wobec braku czasu na przygotowanie zdjęć i tekstu, myślałem o zrezygnowaniu z opisu tego dnia spędzonego na polach Roztocza, a szybko myśl uciekła wygoniona przez poczucie jego zdrady. Może i nie wyróżniał się czymś szczególnym, setki takich dni przeżyłem na polskich szlakach, ale przecież dobry to był dzień. Dobry i mój. Należy mu się tych parę godzin potrzebnych na wybór zdjęć i napisanie paru zdań. W ten sposób, wracając do niego, bardziej go docenię i więcej z niego zapamiętam. Z biegiem czasu, tego mojego, własnego i coraz szybciej upływającego czasu, doceniam pozytywne przeżywanie zwykłych drobnych zdarzeń oraz ich gromadzenie w pamięci. Bo kiedy przyjdzie rachmistrz i każe mi zdać relację, cóż mu wtedy powiem? Jaką opowieść o moim czasie mu przekażę, jeśli nie będę miał w pamięci chociaż części z tych dobrych moich chwil? Owszem, mogę opowiedzieć o pięćdziesięciu latach pracy, o borykaniu się z ludźmi, z sobą samym i z kłopotami szarych dni, ale czas i wrażenia naprawdę moje, to te drobne chwile – przeżywane a później pieczołowicie przechowywane w pamięci.

Zapraszam na garść wspomnień o zwykłym dniu, o czwartym dniu czerwca.

 Odwiedzone miejsce pod brzozami. W rzeczywistości wygląda ładniej niż na zdjęciu, słońce mi przeszkadzało w dobrym ujęciu. Jest jednym z tych licznych miejsc na moich szlakach, o których pamiętam, które odwiedzam, ale nie potrafię wskazać konkretnych powodów. Jest zwykłe, najzwyklejsze, a pamiętałem o nim i specjalnie skręciłem z drogi w ten zakątek na uboczu, na skraju zakrzaczonych dołów. Kiedyś wszedłem na stromo opadające pole widząc samotne drzewo, a będąc pod nim zobaczyłem inne, równie kuszące, na przeciwległym zboczu wąskiej doliny i poszedłem ku nim. Nim do nich dotarłem, zobaczyłem zieloną szerszą miedzę oddzielającą pole od zarośniętych dołów. Musiał być jakiś impuls, coś, co stworzyło w mojej pamięci kuszący obraz tego miejsca. Coś, co utkwiło w pamięci i stało się najwyrazistszą cechą miejsca. Wrażenie niewiele musi mieć związku z realiami, z wyglądem miejsca, więc mogła to być drobnostka: refleksy światła na drgających liściach brzóz, miły cień, zapach traw nagrzanych słońcem, może moje zmęczony nogi domagające się przerwy, albo, co pewniejsze, splot tych wszystkich czynników lub coś zupełnie innego.

To miejsce nie jest zaznaczona na żadnej mapie, nie jest przy drodze, nie zaprowadzi do niego żadna ścieżka, iść trzeba miedzą, a tę łatwo

pomylić. Dzisiaj też nie od razu znalazłem właściwą. Gdzieś i kiedyś napisałem, że tyle jest obrazów świata, ilu jest patrzących. Jak się ma mój obraz Roztocza z dziesiątkami znajomych drzew, dróżek, widoków i takich miejsc jak to, do obrazów innych ludzi?

Obrazki ze szlaku 

 

Chmurny i mglisty ranek. Niebo powoli się przecierało, a słońce zaświeciło w ostatniej godzinie wędrówki.

 Trudno wyobrazić sobie pola i przydroża bez chabrów.

 Pamiętacie zapach kwitnącego czarnego bzu? Tak pachną dni końca wiosny i początku lata.

 Nie wiem, czemu podoba mi się kwitnienie babki, skoro jest takie niepozorne. Często jej widok przywołuje wspomnienie chwili sprzed wielu laty na zboczu góry Wapienna w Górach Kaczawskich, kiedy po raz pierwszy naprawdę dostrzegłem tę roślinę. Dziwna jest pamięć. Nie zachowuje ważnych zdarzeń sprzed tygodnia, a pieczołowicie przechowuje zwykłe chwile jednej z setek sudeckich wędrówek.

Na zdjęciu jest babka lancetowata. Jest wyższa od zwyczajnej i ma wąskie a długie liście. Rośnie wszędzie.

 Kolejna najzwyklejsza i najpospolitsza roślina: koniczyna. Czyż nie jest ładny jej kwiat?

 A tutaj jej kuzynka, odmiana krwistoczerwona – kolorystyczny akcent przyciągający wzrok na zielonej łące.

 Wejście do ciemnego lasu. Wydaje się być niskie i prowadzić do odpychających podziemi, ale to nieprawda. Kiedy już będziemy po drugiej stronie, poczujemy miły chłód liściastego lasu, a spojrzawszy w górę, pomyślimy, nie bez powodu, o wnętrzu wielkiej gotyckiej katedry.

 Takie łąki, suche i niezachwaszczone, mam za najładniejsze, nawet jeśli niewiele roślin kwitnie na nich.

 







 Dno wąskiej doliny i symetryczne, dość strome zbocza. Taka formacja jest bardzo charakterystyczna dla Roztocza Zachodniego.

 

Byłoby ładnie wewnątrz tego bukowego
 lasku gdyby nie porzucone opony.

 

Granica lasu i pól – czarodziejskie miejsce nagłej ucieczki w dal bliskiego w lesie widnokręgu.

 Gwiazdnice wielkokwiatowe, pospolite ślicznotki poznane dawno temu na brzegu lasu pod Lesznem, gdzie przez wiele lat pracowałem.

 Może pójdę do tamtego samotnego drzewa?

 







Dzika róża. Zrobiłem jej sto zdjęć, odchodziłem i wracałem parę razy, a na koniec obiecałem wrócić.

To nie jest nasyp nowej drogi, a wyrównane pole. Z sympatią myślę o właścicielu. Wydał zapewne nie mało pieniędzy dla uzyskania równego niewielkiego pola nie wiedząc, jak się potoczą losy polskiego rolnictwa, a tym samym bez pewności opłacalności. Zrobił to, ponieważ jest rolnikiem w dawnym rozumieniu tego słowa. Takim z krwi i kości.

 


 Wąsaty jęczmień.





 Kwietna łąka. Miłośnik roślin mógłby na niej utkwić do zmierzchu.

 

Kim jest dla mnie kosmita, a więc istota z gruntu odmienna i nie do pojęcia? To właściciel tego opakowania czteropaka piwa.


 


Znajomy kasztanowiec. Dawno nie byłem u niego, więc dzisiaj, przechodząc nieopodal, wpadłem w gościnę.





Polne drogi.
 

Trasa: klasyk pod Gródkami z wypadem w stronę Chrzanowa.

Będąc blisko 11 godzin na szlaku, przeszedłem 22,5 km.