Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 października 2026

Społeczności XXI wieku

 051026

Ciąg dalszy opisów ludzi i społeczeństw zachodnich dwudziestego pierwszego wieku. Procesy zmian, ich przyczyny i skutki dla jednostek i całych krajów.

Zdecydowana większość obserwacji i wniosków jest mi znana z autopsji, a całość przedstawiona jest jasno i logicznie. Pewne potknięcia stylistyczne są, jak mniemam, skutkiem komputerowego tłumaczenia na polski. Pogrubienia są moje, a wielokropek w nawiasach wskazuje miejsce poczynionego skrótu. Tytuły, jeśli je dodałem, są oryginalne. Teksty są cytatami z polskich i angielskojęzycznych kanałów na YT. Do każdego zamieszczam link.

* * *

„Jak ignorancja rządzi współczesnym światem”

»Był czas, gdy ignorancja przynosiła wstyd (…), obecnie stała się cnotą. Ekspert, który poświęcił dekady na nauki, jest stawiany na równi z amatorem, który przeczytał trzy posty w mediach społecznościowych. Co gorsza, amator ma większą widownię, postrzeganą wyższą wiarygodność i większy realny wpływ. (…) Jesteśmy świadkami powstanie arystokracji nie krwi czy pieniądza, a ostentacyjnej głupoty. Im płytsza myśl, prymitywniejsza analiza i bardziej emocjonalna reakcja, tym wyższy prestiż społeczny. (…) Myślenie krytyczne nie umarło z przyczyn naturalnych. (…) Współczesny umysł nie przetwarza informacji, on je pochłania i wypluwa w coraz szybszych i płytszych cyklach. (…) Autentyczne myślenie wymaga czasu, ciszy i gotowości do przyznania się do błędu. Wymaga wstrzymania się od osądów, tolerowania niejasności i poruszania się w niepewności bez szukania łatwych odpowiedzi. Wszystkie te zdolności zostały systematycznie zniszczone przez kulturę szybkości i natychmiastowej pewności. (…) Racjonalna debata stała się niemożliwa nie dlatego, że ludzie się nie zgadzają, ale dlatego, że niezgoda wymaga najpierw zrozumienia stanowiska drugiej strony, a zrozumienie wymaga myślenia. Łatwiej, szybciej i psychologicznie satysfakcjonująco jest po prostu zaszufladkować przeciwnika i odrzucić jego poglądy. Niuanse umarły. Wszystko zostało sprowadzone do uproszczonej binarności: prawda albo fałsz, z nami czy przeciw nam, dobro czy zło.

Wygląd fizyczny zastąpił kompetencje jako główna forma kapitału społecznego. Nie liczy się to, co wiesz, co stworzyłeś ani jak głęboko coś rozumiesz. Liczy się to, jak się prezentujesz, ilu masz obserwujących i jak skutecznie sprzedajesz swój wizerunek. (…) Aby istnieć społecznie, trzeba nieustannie tworzyć treści, wygłaszać opinie, utrzymywać obecność. Cisza, która zawsze była glebą dla głębokiego myślenia, jest interpretowana jako nieistnienie. (…) Nie pokazujemy się by przekazać coś ważnego, a tylko po to, aby być widzianymi. Im bardziej się odsłaniamy, tym mniej mamy do powiedzenia, ponieważ czas, który moglibyśmy poświęcić na rozwój ciekawych myśli, jest pochłaniany przez samo pokazywanie się. To cykl postępującego pustoszenia, w którym widoczność rośnie a treść maleje.

Ludzie nie chcą być wystawiani na próbę ani edukowani, chcą być utwierdzani w przekonaniach i zabawiani. (…) Miliony dążą do sławy nie mając absolutnie nic do powiedzenia ani zaoferowania. (...) Algorytmy wzmacniają treści najbardziej pobudzające emocjonalnie, a nie te najbardziej prawdziwe czy użyteczne.

Stworzyliśmy pokolenia jednostek wyszkolonych technicznie, ale intelektualnie wykastrowanych. (…) Szkoła uczy, co myśleć, a nie jak myśleć.

Schopenhauer napisał, że każda prawda przechodzi przez trzy etapy: najpierw jest wyśmiewana, potem gwałtowanie zwalczana, a na konicu uznawana za oczywistą. Nie przewidział jednak czwartej możliwości: odrzucenie prawdy na rzecz wygodniejszych kłamstw. (…) Spieranie się z ignorancją stało się nie tylko bezużyteczne, ale i niebezpieczne. Przedstawianie racjonalnych argumentów traktowane jest jak przemoc, wskazywanie na logiczną niespójność interpretowane jest jako atak osobisty, prawda traktowana jest jak obelga, bo zaprzecza narracji w którą ludzie zainwestowali swoją tożsamość i cel, a mądrość nazywa się arogancją. Głupiec nie potrafi podważyć argumentów mądrego, dlatego atakuje atakuje jego charakter i mobilizuje zbiorową niechęć przeciwko niemu.

Źródło cytatów 

* * *

„Teatr masowej iluzji: Jak dyktatura przybrała maskę demokracji – Nietzsche”

»Wolność pozostała nienaruszona, zmienił się tylko sprawujący władzę. Każdy, kto głosował z prawdziwym przekonaniem, że ten konkretny wybór coś zmieni, a kolejnych latach był świadkiem dokładnej kontynuacji tego, co wybory miały przerwać, nosi w sobie pytanie, które rzadko formułuje jasno: Co właściwie się stało? Najwygodniejsza odpowiedź brzmi: kandydat rozczarował, okoliczności były niesprzyjające, zmiany wymagają czasu. Najbardziej precyzyjna i najtrudniejsza do przyjęcia odpowiedź brzmi: być może wybory nie były mechanizmem zmiany za jakie uchodziły. Wybory funkcjonują jako narzędzie przekazania władzy w systemach, w których dostępne pole wyboru nie zostało wcześniej ograniczone przez sprawujących władzę. (…) Podmiot rzadko wypracowuje swoje przekonania na podstawie niezależnej analizy dostępnych danych. Czerpie je z nagromadzonej presji środowiska które go ukształtowało, a presja ta działa na tyle cicho, że rezultat wydaje się być jego własnym wnioskiem. (…)

Każdy, kto kwestionuje tę architekturę, nie jest postrzegany jako ktoś, kto dostrzegł coś ukrytego przed innymi, jest klasyfikowany jako zagrożenie dla stabilności, jako naiwna osoba nie rozumiejąca złożoności rzeczywistości. Klasyfikacja ta nie jest wytworem państwa, a obywateli mających szczere przekonanie kogoś, kto chroni coś cennego przed tymi, którzy grożą zniszczeniem. Mechanizm ten nie opiera się na świadomej manipulacji (…). Przekonanie zawsze jest skuteczniejsze niż lojalność, gdyż ta może się zachwiać, a przekonanie rzadko wie, od czego zacząć chwianie.«

Źródło cytatów

* * *

>>Nie ma jednego dramatycznego momentu w którym człowiek zrzeka się swojej suwerenności; jest 20 lat małych momentów, w których każdy miał sens, a których łącznym rezultatem jest człowiek myślący w granicach, których nigdy nie zakwestionował. To, co czyni ten proces tak odpornym na rozpoznanie, to fakt, że nie pozostawia on śladów przemocy a jedynie komfort, który nie wywołuje oporu w przeciwieństwie do łańcucha. Człowiek udomowiony przez system nie czuje, że coś stracił, czuje, że dokądś dotarł. (…) Orwell pisał, że najskuteczniejsze niewolnictwo to takie, w którym niewolnik kocha swoje łańcuchy nie dlatego, że go oszukano co do ich natury, ale dlatego, że łańcuchy pojawiły się w momencie, gdy najbardziej potrzebował czegoś, czego mógłby się uchwycić, a ulga, którą przyniosły, była na tyle realna, że pytanie o koszt nigdy nie zostało poważnie sformułowane.<<

Źródło cytatów 

* * *

»Nigdy w historii ludzkości tak wielu ludzi nie miało dostępu do tak wielkiej wiedzy i zrobiło z nią tak niewiele. (...)

Współczesny człowiek zatracił zdolność kwestionowania swoich pewników, wątpienia w przekonania i dostrzegania granic swojego rozumienia. Konsumuje gotowe opinie jak fast food: szybko, bez przeżuwania, bez trawienia. (...)

Uczą się słownika mądrości, nie rozwijając umiejętności myślenia; zapamiętują chwytliwe hasła, nie rozumiejąc zasad leżących u ich podstaw; kolekcjonują cytaty, nigdy nie stosując nauk w praktyce. Rezultatem jest całe pokolenie ludzi którzy wierzą, że są przebudzeni, a pozostają w głębokim śnie, ludzi uważających się za intelektualnie wyrafinowanych, a działających na absolutnie podstawowych poziomach zrozumienia; ludzi uważających się za mądrych, a będących całkowicie zdominowani przez głupotę konsumowaną pod przybraniem mądrości. (...) Głupotę uznano za szczerość, intelektualne lenistwo przemianowano na intuicję, a odmowę nauki przekształcono w opór przeciwko elitaryzmowi. (...)

Zbiorowa głupota jest groźniejsza niż zło, ponieważ ze złem można się skonfrontować, z głupotą nie można, bo jest ona przekonana o własne cnocie i otoczona ludźmi, którzy ją potwierdzają.«

Źródło cytatów 

* * *

»Carl Jung ostrzegał: kto patrzy na zewnątrz, ten śpi, kto patrzy do wewnątrz, ten się budzi. Współczesny system został specjalnie zaprojektowany po to, aby skupiać twoją uwagę na zewnątrz, na ekranach, produktach, rozrywkach, bodźcach zewnętrznych, uniemożliwiając ci rozwinięcie jakiejkolwiek zdolności do introspekcji. Rezultatem jest populacja funkcjonalnych narkomanów, ludzi, którym udaje się pracować, nawiązywać relacje i prowadzić pozornie normalne życie, ale którzy całkowicie stracili kontrolę nad własną uwagą. Nie potrafią już zostać pięć minut sam na sam ze swoimi myślami bez szukania rozproszenia. To stwarza sytuację, w której żyjesz w ciągłym poczuciu lęku czekając na kolejny bodziec, zawsze lekko niezadowolony z teraźniejszości, ciągle szukając czegoś, co wypełni pustkę, której nigdy nie da się wypełnić bodźcami zewnętrznymi.

(...) Populacja ludzkich zwierząt domowych, które mylą komfort ze szczęściem, a bezpieczeństwo z wolnością. (...)

Twoje własne istnienie wydaje się nudne w porównaniu z bardzo kolorową i udramatyzowaną wersją życia widzianą na ekranach. (...)

Prawdziwa wolność oznacza odpowiedzialność i niepewność, oznacza możliwość porażki. (…) Współczesne społeczeństwo jest neurotyczne właśnie dlatego, że zastąpiło pseudokomfortem infantylizujących przyjemności uzasadnione cierpienie związane z dorastaniem, z przyjmowaniem odpowiedzialności i stawianiem czoła rzeczywistości.«

Kliknij aby przeczytać całość.

* * *

Dodam tutaj parę zdań swoich obserwacji i wniosków. W ostatnim tekście autor wskazuje na immanentny związek między wolnością a odpowiedzialnością, akceptacją swoich ograniczeń, możliwością przegranej. Wspomina też o cierpieniu związanym z dorastaniem, chociaż tutaj może właściwsze byłyby słowa o kłopotach i trudach, cierpienie tylko jako skrajność. Ten ustęp przypomniał mi słowa Antoniego Gołubiewa, który w swojej wspaniałej epopei „Bolesław Chrobry” napisał, że każda przemiana jest boleścią. Problem w tym, że teraz młodzi ludzie odrzucają boleść stania się dorosłymi, odrzucają trudy, obowiązkowość, ograniczenia. Czasami, ale tylko czasami, to ostatnie ma swoje dobre strony.

Dla mnie jaskrawym przykładem cech współczesnego społeczeństwa jest zachowanie ludzi, ściślej: pieszych, na przejściach. Wchodzenie wielu z nich na jezdnię bez sprawdzenia, czy nie wejdą pod samochód. To zachowanie stojące w sprzeczności do zasad ruchu drogowego zostało im wpojone do głów, a oni łatwo je zaakceptowali. Powiedziano ludziom, że o ich bezpieczeństwo mają dbać kierowcy, oni nie muszą. Wcześniej dwie strony dbały o bezpieczeństwo, piesi i kierowcy, teraz tylko ci drudzy, co musiało skutkować większą ilością wypadków. Pomysł zmiany przepisów był dobry, ale w realizacji przekroczono granicę racjonalności, co jest bardzo charakterystyczne dla Zachodu.

Jest tutaj coś, o czym rzadko się mówi, a co porusza autor powyższego tekstu: odebranie człowiekowi cząstki wolności. Tak, właśnie tak! Wolność, to nie tylko możliwość ubierania się w sposób dowolny, bycia gdzie się chce, robienia wszystkiego, jeśli tylko nie czyni to szkód innym ludziom i nie jest prawem zakazane. Wolność to także odpowiedzialność za swoje czyny, dbanie o swoje bezpieczeństwo. Autor napisał tak:

„Prawdziwa wolność oznacza odpowiedzialność i niepewność, oznacza możliwość porażki.”

Jeśli zdajemy na kogoś lub na coś niechby cząstkę odpowiedzialności za nas samych, pozbawiamy się części naszej wolności. Jeśli do tego procesu (wszak nie ogranicza się tylko do tego jednego przypadku) dodać jeszcze działanie algorytmów w internecie ciągnących nas tam, gdzie chcą możni tego świata (politycy oraz wielkie korporacje) i urabiających nas jak plastelinę, mamy obraz społeczeństwa, który musi szokować.


sobota, 3 października 2026

Dobrobyt a zmiany w psychice i postawach ludzi

 210926

»Brutalny paradoks polega na tym, że najbardziej komfortowe społeczeństwa w historii są jednocześnie tymi, które wykazują najwyższe wskaźniki lęku, depresji i niezdolności do radzenia sobie z najdrobniejszymi przeciwnościami.«

Źródło: tutaj.

„Prawdziwa wolność oznacza odpowiedzialność i niepewność, oznacza możliwość porażki. (…) Współczesne społeczeństwo jest neurotyczne właśnie dlatego, że zastąpiło pseudokomfortem infantylizujących przyjemności uzasadnione cierpienie związane z dorastaniem, z przyjmowaniem odpowiedzialności i stawianiem czoła rzeczywistości.«

Źródło: tutaj.

Kiedyś, przed wielu laty, wierzyłem, że jeśli dziecko nie zazna niebezpieczeństw, niedostatków i wszelkich innych negatywnych przeżyć psychicznych, jeśli otoczone będzie opieką przez bliskich, wyrośnie na człowieka spokojnego, pogodnego, pozytywnie nastawionego do siebie, świata i ludzi. W zasadzie nadal tak uważam, ale ten idylliczny obraz okazał być prawidłowy tylko w ogólnym zarysie, a z bliska widoczne są obszary wymagające znacznego uzupełnienia o szereg zastrzeżeń. Nic wyjątkowego, w nauce to raczej norma nie wyjątek.

Zagmatwane powiązania między przyczynami istnienia pewnych cech naszej psychiki a otoczeniem w jakim żyjemy, pomogła mi rozplątywać ewolucja, którą interesuję się od lat. Z niej wypączkowało cały szereg nowych gałęzi nauki, na przykład psychologia ewolucyjna.

Taką definicję, a jest zgodna z moją własną, samodzielnie wypracowaną, podsunęła mi AI Google:

»Psychologia ewolucyjna to obszar badań w psychologii, który wyjaśnia ludzkie zachowania, myśli i mechanizmy psychiczne jako efekty ewolucji biologicznej i kulturowej.

Psychologia ewolucyjna bada, jak ludzki umysł przystosował się do środowiska na przestrzeni tysiącleci. Traktuje cechy psychologiczne jako rezultaty doboru naturalnego, które pomagały naszym przodkom przetrwać i się rozmnażać. Analizuje uniwersalne wzorce zachowań występujące u ludzi niezależnie od kultury.

Główne założenia:

Nasze mechanizmy psychiczne (np. strach, zazdrość, umiejętność współpracy) to narzędzia wypracowane przez ewolucję w celu rozwiązywania problemów przetrwania. Współczesny człowiek żyje w nowoczesnym świecie, ale jego mózg posiada strukturę przystosowaną do życia w warunkach plemiennych.«

Artykuł w Wikipedii jest tutaj.

Psychologia ewolucyjna, nawet jeśli się ją zna na poziomie amatorskim, czyli tak jak ją znam, pomaga wyjaśnić wiele z pozoru dziwnych naszych odruchowych, czasami nieracjonalnych, zachowań. Wystarczy tylko pamiętać o skutkach i głębokości przemian cywilizacyjnych ostatnich stuleci. Nasz gatunek istnieje około 300 tysięcy lat. Znaczy to tyle, że zbadane szczątki kostne, a od niedawna i geny, sprzed tylu lat są identyczne z naszymi. Nasi przodkowie, a była to spora grupka gatunków homo, liczą sobie parę milionów lat. Ci ludzie żyli przez tysiące pokoleń bez żadnych zmian w swoim zachowaniu i w sposobach korzystania ze środowiska. Zmiany ruszyły dopiero w górnym paleolicie, czyli jakieś 40 tysięcy lat temu. Zmiany były szybkie tylko w stosunku do bezruchu poprzednich tysiącleci, a z naszego obecnego punktu widzenia nadal niewiele się działo. Świat dziadów był niemal identyczny do świata wnuków i prawnuków. Jakieś 10 tysięcy lat temu zaczęliśmy się uniezależniać od kaprysów przyrody, uprawiając rośliny i hodując zwierzęta, ale nadal, jak przez wszystkie poprzednie milenia, powszechne były okresy głodu, wielkiej śmiertelności, ustawicznego zagrożenia życia spowodowane chorobami, niedostatkami i wojnami. Nadal człowiek zdecydowaną większość czasu pracy od rana do wieczora poświęcał na zabezpieczenie podstawowych potrzeb, czyli jedzenia, schronienia i odzieży. Zmiany na lepsze były bardzo powolne, dopiero rewolucja przemysłowa zapoczątkowana w XVIII wieku radykalnie przyspieszyła ten proces. Ten pęd nadal przyspiesza. Nigdy ludzkość nie bogaciła się tak szybko, jak w ciągu ostatnich dziesięcioleci.

Ludzie, czyli gatunek homo sapiens sapiens (jak to dumnie brzmi!: człowiek podwójnie myślący!!), nie zjawili się nagle na scenie dziejów. Nie zostaliśmy stworzeni od podstaw, albo jak kto woli z żebra czy gliny. Ewolucja jest bardzo powolnym procesem przemian gatunków już istniejących. Nasi bezpośredni przodkowie, nasi pradziadowie w linii prostej, przez setki tysiącleci żyli w jaskiniach, na drzewach i pod nimi. Korzystne dla ich przeżycia geny nadal są w nas. Są nawet i starsze geny, naszych odleglejszych przodków przedludzkich. Wiecie, dlaczego dostajemy gęsiej skórki? Bo kiedyś ten odruch podnosił futra naszych przodków aby było im cieplej w zimne dni. Futra nie mamy od setek tysięcy lat, ale geny i odpowiednia budowa skóry zostały. Takich śladów dawno minionych czasów jest w nas mnóstwo, zarówno w budowie i reakcjach naszego ciała, jak i w psychice.

Tutaj właśnie docieramy do meritum.

Nam, ludziom żyjącym w warunkach XXI wieku, lubiącym kawę parzoną w określony sposób, kupującym buty tej nie innej marki, ceniącym filmy tego reżysera, latającym do ciepłych krajów na urlop, wydaje się, że nic nas nie łączy z tamtymi brudnymi, prymitywnymi istotami które zabiły niedźwiedzia jaskiniowego i zajęły jego miejsce, ale to nieprawda: jesteśmy tacy sami jak oni. W najdrobniejszych szczegółach anatomicznych i psychicznych tacy sami. Jedyna różnica jest w wiedzy i skumulowanej umiejętności budowy coraz bardziej wyrafinowanych narzędzi. Tyle że ta różnica przejawia się głównie na polu walki: kiedyś pałą waliliśmy w łeb przeciwnika, teraz rakietą wystrzeliwaną naciśnięciem guzika na pulpicie sterowniczym. Przeciwnik, człowiek, istota z naszego gatunku, został. Nadal boimy się nieznanych, ciemnych i ciasnych pomieszczeń, dokładnie tak, jak nasi przodkowie wchodzący do czarnych jaskiń, nadal odczuwamy aprioryczną, niwelowaną jedynie rozumowaniem i kulturą, niechęć do obcych i inaczej wyglądających, nadal chcemy dominować nad innymi, bo dominacja oznacza dostęp do dóbr i samic. Maczugi tamtych ludzi nie są dowodem na ich głupotę, tak jak rakiety nie potwierdzają naszej mądrości. Te różnice dowodzą zmian w poziomie wiedzy, nie mądrości.

Pierwsze istoty uznawane za ludzkie żyły parę milionów lat temu, my jesteśmy ich dalekimi co prawda potomkami, ale w linii prostej. W warunkach znacznego oddzielenia od przyrody, zabezpieczeni od jej zmian i nieprzewidywalności, objęci prawami, z dostępem do medycyny, żyjemy od… różnie można tu liczyć, powiedzmy, że od paruset lat, ale można bronić tez o dłuższym lub krótszym przedziale czasowym, jednak ograniczonym do wieków, nie dziesiątek tysiącleci. Jak to się ma do tamtego ogromu czasu? Gdyby zmienić skalę na osiemdziesięcioletnie ludzkie życie, to rówieśnik pierwszych istot homo w wieku 79 lat zaczął udoskonalać obróbkę kamieni i malować obrazy na ścianach jaskiń, mając 79 lat i 9 miesięcy nauczył się siać i zbierać ziarno, niecałe dwa dni przed osiemdziesiątymi urodzinami skonstruował silnik parowy, pół doby przed osiemdziesiątką przyszła mu do głowy myśl o komputerze, a od paru godzin jest zapatrzony w kolorowy ekran smartfona. Inaczej mówiąc: właściwie całe życie spędziliśmy na drzewach lub pod nimi, z pałką lub kamieniem w ręku, i stosownie do takich warunków został dopasowany nasz zestaw genów oraz nasza psychika i odruchy. Ostatnie setki lat, a tym bardziej dziesięciolecia – to mgnienie oka – nic w nas nie zmieniły, a my uważamy, że wyrośliśmy wysoko, bardzo wysoko ponad naszą przeszłość. W tym tkwi jądro naszych kłopotów. Ogół ludzi nie wie, że żyjąc w niewielkiej grupie dobrze znanych i spokrewnionych ludzi zostaliśmy psychicznie ukształtowani przez niedobory, niebezpieczeństwa, przeciwności i trudności, a dobrostan psychiczny i szczęście osiągamy jedynie poprzez wyuczone w dzieciństwie i młodości umiejętności radzenia sobie z negatywnymi cechami naszego bytowania. Młody człowiek bardziej ucieszy się z drobnostki na którą zapracował niż z kolejnego drogiego prezentu od rodziców czy dziadków. Lepiej rozumie świat i swoje w nim miejsce, jeśli wie, co mu wolno a co nie. Jeśli nie ponosi konsekwencje swoich błędów i porażek, nie nauczy się rozwagi i odpowiedzialności, a porażka, nawet drobna, będzie dla niego katastrofą; będzie jednak bardzo sprawny w wyszukiwaniu winnych swoich kłopotów. Człowiek, który w dzieciństwie nic nie musiał robić, jako dorosły nie tylko ma dwie lewej ręce, ale i nie zna obowiązkowości, a pracę postrzega jako przymus odrywający go od przyjemności, a nie jako wstępny warunek późniejszego oddawania się przyjemnościom. Człowiek który nie musiał nikogo się słuchać, w pracy dozna szoku, a jeśli w dzieciństwie dbano o wszystkie jego potrzeby, jako dorosły nie będzie zdolny do samodzielności.

Tę listę można dowolnie wydłużać. Jej istotą jest fakt kształtowania naszej psychiki i relacji ze światem w dzieciństwie poprzez doświadczenie i obserwację rodziców – dokładnie tak, jak jest u zwierząt, którymi, nota bene, jesteśmy. Pozbawieni tychże, zatracamy się w życiu dorosłym i nagle wizyta u psychologa staje się koniecznością. Okazuje się, że wzrost zamożności ludzi, długotrwałe bezpieczeństwo, rozbudowane prawa i materialny komfort życia, mogą być dla ludzi niebezpieczne bez należytego przygotowania. Zwłaszcza, że żyjemy w środowisku diametralnie odmiennym od naszych rodzinnych sawann, drzew i jaskiń.

Czuję, że drugą część wywodu zbytnio skróciłem, ale niech taką zostanie, bo i tak za dużo napisałem, a chciałem przejść do części zasadniczej. Moje słowa miały być tylko wprowadzeniem.

Proponuję wysłuchanie kilku wykładów na temat przyczyn i skutków zmian obserwowanych w społeczeństwach a związanych ze wzrostem zamożności i oddziaływaniem na nas techniki.

Prowadzą je ludzie znają tajniki ludzkiej psychiki, a przy wnioskowaniu stosują osiągnięcia psychologii ewolucyjnej. Jako zapowiedzi i zachętę dodaje cytaty. Dodam, że nie mając możliwości ich skopiowania, zapisałem je ręcznie.

* * *

"Dziecko rozwija się wtedy, kiedy swoje prawa łączy z obowiązkami."

Tytuł: „Hodujemy beznadziejne pokolenie”

Podtytuł wywiadu:

„Tak niszczysz przyszłość własnego syna i córki. Profesor Jędrzejko o podstawowym błędzie”

Kliknij tutaj aby przeczytać garść informacji o profesorze. 

Wywiad jest tutaj.

* * *

Jeszcze jeden wywiad z profesorem Jędrzejkiem - tutaj.

Tematy: o stanie Polski, o upadku moralności i rozpadzie funkcji społecznych, o degrengoladzie wśród polityków. Także o wychowywaniu dzieci.

„To państwo ma 8 służb, które pana i mnie inwigilują. (…) Czy myśmy na to zasłużyli? Widzę na Marszałkowskiej samochód ze służby ochrony państwa który jedzie ponad 80, a z tyłu siedzi jakiś polityczny fajfus albo od premiera albo z kancelarii prezydenta Rzeczpospolitej. Pytam: czy was prawo nie obowiązuje?”

„Narzuciliśmy dzieciom logo. Narzuciliśmy konieczność bycia gdzieś tam, ale one nie muszą tam być.”

„Znam prywatną szkołę, do której dzieci przyjeżdżają własnymi samochodami „pięćdziesiątkami”, bo rodziców na to stać. A ja się pytam: no i co wy robicie? A dlaczego oni nie idą do szkoły? Przecież mają do szkoły 1000 metrów. (…) Po prostu zwariowaliśmy. System marketingowy narzucił nam wzory wychowania dzieci.”

„Jestem zwolennikiem zwolnienia postępu technologicznego, bo póki co, to prowadzi człowieka, jego naturę, na manowce. (…) Mamy ciągle nowe wyzwania i coraz mniej czasu.”

„Przestańcie się spieszyć bo tak wam każe świat. Po prostu zwolnijcie a będzie żyć dłużej.”

* * *

Tutaj podaję link do kanału angielskojęzycznego. Nie wiem, przez kogo personalnie prowadzony, ale na pewno jest to osoba mająca duży zasób wiedzy i zdolności obserwacji. 

»Bogactwo materialne nigdy nie było tak obfite, prawa tak gwarantowane, dostęp do informacji tak nieograniczony, a jednak coś fundamentalnego ulega pogorszeniu. Nie w liczbach, nie we wskaźnikach, a w ludziach tworzących te społeczeństwa. W zdolności do ponoszenia konsekwencji i przyjmowania odpowiedzialności, tolerowania tego co trudne bez natychmiastowego szukania winnych lub czegoś do konsumpcji. To nie jest moralna ocena pokoleń, to strukturalna diagnoza tego, co się dzieje, gdy cywilizacja przez dekady buduje coraz bardziej bardziej wydajne systemu eliminowania tarcia z ludzkiego życia nie zdając sobie sprawy z tego, że owe tarcie w dużej mierze kształtowało ludzi zdolnych do podtrzymania tej cywilizacji.«

»Czteroletnie dziecko, które nie może dostać tego, czego chce, płacze. (…) Problemem jest, gdy społeczeństwo dorosłych wykształca taką samą reakcję z frustracją i zaczyna budować wokół niej całe instytucje polityki i kultury, które legitymizują płacz jako odpowiedź na to, co jest trudne.«

»Skłonność do przesady, ucieczka od tego, co wymaga wysiłku, nie jest patologią. To kondycja ludzka w swojej najbardziej uczciwej formie. Tym, co się zmienia i co definiuje epoki, jest to, co kultura robi z tymi słabościami. Czy traktuje je jako punkty wyjścia do rozwoju, czy instytucjonalizuje je jako akceptowalny stan docelowy.«

»Problem nie leży w posiadanych narzędziach (osiągniętym stopniu rozwoju technicznego). Leży w cichym założeniu, które nam towarzyszy, że postępujące eliminowanie wszelkiego dyskomfortu tworzy lepszych ludzi, lepiej przygotowanych i bardziej zdolnych, podczas gdy dowody konsekwentnie wskazują na coś przeciwnego. Dziecko, które nigdy nie musi czekać, buduje zupełnie inne relacje z czasem niż dziecko, które nauczyło się, że pewne rzeczy wymagają cierpliwości. Młody człowiek, który nigdy nie zetknął się z prawdziwym niedoborem, buduje inną relację z wartościami niż ktoś, kto nauczył się, że każdy wybór ma swoją cenę. To nie jest chęć powrotu do czasów braków, to spostrzeżenie, że pewne ludzkie zdolności rozwijają się tylko pod presją i że wyeliminowanie wszelkich kłopotów wcale nie daje wolności, wytwarza za to kruchość pod maską komfortu.«

»Osiągnęliśmy taki stan kultury społecznej, w którym domaganie się praw stało się nieskończenie łatwiejsze niż przyjmowanie obowiązków. (…) Kultura, która systematycznie uczy swoich członków szukania wszystkich ich problemów poza nimi samymi, nie tylko wykazuje niesprawiedliwość wobec rzeczywistości, ale i masowo tworzy ludzi niezdolnych do skutecznego działania w jej ramach.«

»Zaobserwuj, co się stało ze znaczeniem słów dotyczących odpowiedzialności. Słowa takie jak porażka, błąd, konsekwencja, zostały stopniowo zastąpione terminami, które przenoszą przyczynę poza jednostkę. Człowiek już nie ponosi porażki, a przechodzi trudne doświadczenie; człowiek nie popełnia błędu, a staje przed wyzwaniem; nie zbiera już owoców złego wyboru, a cierpi z powodu niesprawiedliwego systemu. (…) Człowiek, który nie nazywa swoich porażek porażkami, nie rozwija zdolności mierzenia się z nimi.«

* * *

Ten sam kanał, inny  wykład.

»Prawdziwa wolność nie tkwi w wysokości pensji, a w różnicy między wysokością dochodów a tym, co jest potrzebne do godnego życia. Jeśli ta różnica jest dodatnia i rosnąca, pozwala na to, aby praca była wyborem, a nie obowiązkiem.«

Mój komentarz.

Inaczej mówiąc: jeśli zarabiamy więcej niż wydajemy na życie uznawane przez nas za godne, jesteśmy wolni od przymusu ustawicznej gonitwy za pieniędzmi. Twierdzenie słuszne pod jednym warunkiem: że nie podnosimy poprzeczki w uznawaniu jakie życie jest godne. Jest takie bardzo trafne spostrzeżenie: „To, co człowiekowi jest niezbędne do życia, rozciąga się od kromki chleba do prywatnego odrzutowca.” Aby twierdzenie o wolności niezależnej od dochodów stało się słuszne i możliwe do wcielenia w życie, koniecznym jest zaprzeczenie tym słowom swoimi ocenami i postawą.

* * *

Dopisek końcowy.

Jakie wnioski należy wysnuć? Koniecznym jest gruntowna przebudowa całej filozofii wychowywania dzieci, zarówno w domu jak i w szkołach. Za niezbędną mam gruntowną zmianę naszego podejścia do posiadania i konsumpcji; przebudowę całego gmachu nauczania i filozofii rozwoju gospodarczego.

Jednak obserwowane zmiany zmierzają w kierunku przeciwnym, to znaczy pogłębienia problemów, jakie już mają dzieci, młodzi ludzie wkraczający w dorosłość i całe społeczeństwa, zwłaszcza zachodnie. Niestety, zarysowane wyżej procesy będą narastały aż osiągniemy możliwość odbicia się, czyli dno, bo i cóż możemy zrobić? Mogę napisać ten tekst, owszem, ale przeczyta go może kilka osób (znam statystyki tego bloga), a część z tych którzy tu zajrzą wzruszy ramionami nie doczytawszy do końca – i tyle.

Tylko tyle.

piątek, 27 lutego 2026

Od głodu, ognia i wojny...

 140126

Temat wpływu szybkiego wzrostu zamożności i bezpiecznego życia bez zagrożeń egzystencjalnych na ludzką psychikę i na struktury społeczne jest mi bliski, parokrotnie poruszany był tutaj. Dzisiaj wrócę do tematu, a wesprę się tymi słowami:

„Jeśli społeczeństwo wytwarza nadmiar szybciej niż potrafi stworzyć nowe role społeczne, nowe formy przynależności i nowe źródła sensu, wtedy upadek zaczyna się od wewnątrz.”

Kim był John Calhoun, autor tych słów, i czego one dotyczą? Oto cytat ze strony Ciekawostki historyczne:

>>Utopia jest rozumiana m.in. jako ideał społeczeństwa szczęśliwego. Dla większości z nas byłyby to świat, w którym nie ma głodu, wojen, służba zdrowia jest dla wszystkich ogólnodostępna, a wszelkie problemy życia codziennego zostały wyeliminowane. Warto sobie jednak zadać pytanie, w jaki sposób rzeczywiście wpłynęłoby na nas życie w świecie pozbawionym zmartwień i dylematów? Odpowiedź na nie postanowił znaleźć John Calhoun, tworząc mysią utopię.

Był on amerykańskim etologiem oraz badaczem-behawiorystą.<<

Zapraszam do lektury dalszej części tego artykułu, nie jest długi i dobrze wyjaśnia ideę i przebieg eksperymentu, tutaj napiszę tylko, że w tym i paru podobnych eksperymentach wszystkie gryzonie wymarły. Niżej wklejam ostatni akapit:

>>W wynikach tego eksperymentu John Calhoun widział analogię do współczesnego społeczeństwa. Według niego w momencie, gdy zanikają podstawowe problemy związane ze zdobywaniem pożywienia czy posiadaniem dachu nad głową, możemy zacząć być społecznie obojętni i przyjmować bierną postawę życiową. Pytanie jednak, na ile rzeczywiście wnioski płynące z tego eksperymentu możemy odnosić do naszego społeczeństwa? <<

Wrócę do myśli Calhouna, od której zacząłem: jeśli dobra tworzymy szybciej, niż możemy w pełni się dostosować do takiego stanu budując nowe wzorce zachowań jednostek i społeczeństw, nowe paradygmaty naszej etyki, moralności i sensu życia, rozkład od wewnątrz, a więc autodestrukcyjny, jest wysoce prawdopodobny, a może nawet nieunikniony.

>>Parlament Europejski właśnie zagłosował... PRZECIWKO poprawce stwierdzającej, że "Tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę" (…) 233 było przeciwko, 200 było za a 107 wstrzymało się od głosu. Czyli łącznie 340 europosłów nie potrafiło poprzeć tego oczywistego, biologicznego faktu.<<

Cytat z internetu.

* * *

Pieniądze i władza

„Za inflację tylko państwo jest odpowiedzialne. Inflacja bez udziału rządu czy wbrew niemu nie jest możliwa.”

Felix Somary

Dlaczego? Ponieważ z definicji inflacja jest nadmiarem ilości pieniędzy w stosunku do dostępnych dóbr. A więc wzrost cen nie jest samą inflacją, a jej skutkiem. Kto jest emitentem pieniędzy? Co prawda nie bezpośrednio rząd, a bank centralny, tak czy inaczej współpracujący z rządem, a więc władza, „oni”. Tworzenie i utrzymywanie inflacji jest zwykłym okradaniem ludzi. Skrytym, ale skutecznym sposobem na grabież majątku. Jak zwiemy tych, którzy kradną?

>>Rządy chcą się utrzymać przy władzy, a sposobem na to jest ciągłe rozdawanie cukierków. Sposób, w jaki rozdają cukierki, polega na ich ciągłym drukowaniu.<<

Usłyszane na kanale YT Wall Street Bullion. Dodam tutaj drugi sposób władz na utrzymanie stołków i rozwiązanie problemów przez nich stworzonych: wskazać na zewnętrznego winnego, wzbudzić poczucie zagrożenia i wokół niego zbudować poparcie społeczeństwa, a przynajmniej odwrócić jego uwagę – co właśnie obserwujemy.

„To czysta pycha. Są całkowicie zagubieni w swoim własnym urojonym świecie.” Peter D. Carlin o elicie europejskiej.

>>Przychodzi moment, kiedy elity kryjąc się za wielkimi moralnymi symbolami swojej cywilizacji, dla racjonalizowania swojej dysfunkcjonalności forsują rozwiązania sprzeczne z własnymi ideałami i wprost prowadzące do unicestwienia starego porządku.<< Ray Dalio

Tutaj  jest garść informacji o zadłużeniu Polski. Nie chcecie czytać? To nudne? Nie uciekniecie, ten problem wróci do was. Znajdziecie go w swoim odchudzonym portfelu, w rosnących cenach pieczywa i zwiększonym bezrobociu, a na koniec w rozróbach na naszych ulicach. Ale nie martwcie się, gdy włączycie telewizornię, usłyszycie proste wyjaśnienia i w nie uwierzycie. Znowu będzie spokojni.

„Złoto jest zabezpieczeniem przed wszelką ludzką głupotą.”

Z kanału ITM Trading na YT.

Jeśli rzetelnie prześledzić wszystkie ogniwa łańcucha przyczyn i skutków, dojdzie się do jednego wniosku: za ogromne i szybko rosnące zadłużenie naszej ojczyzny, za rosnące ceny w sklepach, za irracjonalne decyzje rządu, za wzrastającą liczbę wszelkich ograniczeń i kontroli, za iluzję demokracji, my sami jesteśmy odpowiedzialni, ponieważ głosujemy na tych, którzy obiecali łatwe rozwiązania i rozdawanie pieniędzy. Nie wiemy i nie chcemy wiedzieć, że „oni” tyle mają, ile nam wcześniej zabiorą, że rolą rządów nie powinno być wtrącanie się do wszystkiego. Jeśli nie okradną nas w podatkach i przeróżnych opłatach, to w celowo utrzymywanej inflacji, a więc w utracie wartości naszych dochodów i oszczędności.

Jesteśmy winni, i ani ignorancja, ani ślepota, nie tłumaczą nas, bo dostęp do informacji i wiedzy mamy łatwy.

>>Zeus to bowiem człeka wwiódł na rozumu drogę: Cierp i cierpieniem ucz się” – rzekł.<< Ajschylos, trylogia „Oresteja”, tragedia „Agamemnon”.

środa, 14 stycznia 2026

Rozpieszczony umysł

 130126

>>Kult bezpieczeństwa: Bezpieczeństwo staje się nadrzędną wartością, ważniejszą niż prawda, rozwój czy wolność.<<

Źródło: AI Google na zapytanie o sejfityzm. 

Rozpieszczony umysł jest tytułem książki dwóch Amerykanów, G. Lukianoff'a i J. Haidt'a, a jej tematem są pewne nurty trapiące zachodnie społeczeństwa. Aby nie przedłużać, oddam głos autorom.

Zaznaczę tylko, że pominąłem numerację stron, a pogrubienia liter są moje. Cytaty ująłem w znaki >> <<. Wszystkie słowa poza tymi znakami są moje. Dodałem linki do stron opisujących wymienianych ludzi lub tłumaczących znaczenie słów. Znakami (…) zaznaczyłem miejsca skrótów poczynionych przeze mnie.

* * * *

>>Ta książka jest o edukacji i mądrości. Jeśli będziemy uczyć następne pokolenie w mądrzejszy sposób, będzie ono silniejsze, bogatsze, uczciwsze, a nawet bezpieczniejsze.<<

>>Większość młodych ludzi wcale nie jest rozpieszczana i nie ma łatwego dzieciństwa. Jednak w naszej książce pokażemy, że w dzisiejszych czasach dorośli robią więcej, by chronić swoje dzieci, niż kiedyś, i że ich nadopiekuńczość może mieć negatywne skutki. Słownikowe definicje słowa „rozpieszczać” kładą szczególny nacisk na nadopiekuńczość. W jednej z nich czytamy: „traktować z ekstremalną lub przesadną opieką i uprzejmością”. Wina leży po stronie dorosłych oraz instytucji, stąd podtytuł naszej książki: Jak dobre intencje i złe idee skazują pokolenia na porażkę. Właśnie o tym jest ta książka.<<

>>Wygoda i bezpieczeństwo to błogosławieństwa ludzkości, ale mają też swoją cenę. Dostosowując się do nowych, łatwiejszych okoliczności, obniżamy poprzeczkę dla naszej tolerancji i tego, jak postrzegamy dyskomfort i ryzyko.<<

* * * *

>>Sejfityzm to kult bezpieczeństwa – obsesja na punkcie eliminowania zagrożeń (prawdziwych i wyobrażonych) do takiego stopnia, że ludzie nie są skłonni do ryzykowania bezpieczeństwa w codziennych sytuacjach, nawet wtedy, gdy wymaga tego zdrowy rozsądek. Sejfityzm pozbawia młodych ludzi doświadczeń niezbędnych dla ich antykruchych umysłów, tym samym czyniących ich bardziej kruchymi, lękliwymi i skłonnymi podstrzygać siebie w charakterze ofiary.<<

>>Poza kulturą sejfityzmu słowo „przemoc” odnosi się do przemocy fizycznej. (…) Tymczasem niektórzy studenci, profesorowie i aktywiści uznają słowa swoich przeciwników za akty przemocy i tym samym uzasadniają stosowanie ideologicznie umotywowanej przemocy fizycznej. Usprawiedliwienie oparte jest na rozumowaniu, że, jak możemy przeczytać w jednym z tekstów opublikowanych w gazecie studenckiej Uniwersytetu w Berkeley, przemoc wykorzystana do zatrzymania mowy nienawiści nie liczy się jako „akt przemocy”, lecz uznawana jest za „działanie w samoobronie”.<<

>>Lecz skoro niektórzy studenci uważają, że uderzenie faszysty lub białego supremacjonisty jest okej i że każdemu o odmiennych poglądach można przypiąć łatkę faszysty lub białego supremacjonisty, cóż...<<

>>Kultura sejfityzmu, w której emocjonalny dyskomfort jest przyrównywany do fizycznego zagrożenia, to kultura, która zachęca nas do wzajemnej ochrony przed doświadczeniami wpisanymi w codzienne życie, dzięki którym stajemy się silniejsi i zdrowsi.(…)

Pojęcie „sejfityzmu” odnosi się do kultury czy systemu przekonań, w którym bezpieczeństwo stało się rzeczą świętą. Oznacza to, że w obliczu codziennych wyzwań, tak praktycznych, jak i moralnych, coraz rzadziej jesteśmy gotowi z niej rezygnować. „Bezpieczeństwo” ponad wszystko, bez względu na to, jak znikome lub mało prawdopodobne jest zagrożenie. Wychowywanie dzieci w kulturze sejfityzmu, a więc wpajanie im, by były zawsze „emocjonalnie bezpieczne”, i jednocześnie chronienie ich przed każdym możliwym zagrożeniem, może doprowadzić do zamkniętego koła: dzieci stają się bardziej kruche i mniej odporne, przez co dorośli zwiększają ochronę, a to sprawia, że stają się one jeszcze bardziej kruche i jeszcze mniej odporne.<<

* * * *

>>Zdecydowanie najbardziej zasłużony w kwestii uświadamiania ludzi, że unikanie stresorów, ryzyka i małych dawek bólu działa na ich szkodę, jest Nassim Nicholas Taleb. (…)<<

Oto definicja (przepisana z Wikipedii) antykruchości, pojęcia wprowadzonego przez N. Taleba:

>>Niektórym rzeczom służą wstrząsy; rozwijają się i rozkwitają pod wpływem zmienności, przypadkowości, nieładu i stresu; przygody, ryzyko i niepewność to ich żywioł. Te rzeczy Taleb nazywa antykruchymi.<<

>>Taleb twierdzi, że do rzeczy antykruchych zaliczają się mięśnie, kości i dzieci:

Miesiąc spędzony w łóżku (…) skutkuje zanikiem mięśni; na tej samej zasadzie złożone systemy pozbawione stresorów słabną albo umierają. Nasz nowoczesny, ustrukturyzowany świat szkodzi nam w dużej mierze odgórnie narzuconymi prawami i rozmaitymi ustrojstwami, które działają w ten sposób: są zniewagą dla antykruchości systemów Na tym polega tragedia nowoczesności: podobnie jak neurotycznie nadopiekuńczy rodzice, często najbardziej szkodzą nam ci, którzy starają się pomóc.<<

>>Kiedy tylko pojmiemy koncept antykruchości, głupota nadopiekuńczości stanie się dla ans oczywista. Jako że ryzyko i stresory są naturalną, nieodłączną częścią życia, rodzice i nauczyciele powinni pomagać dzieciom uczyć się stawać silniejszymi dzięki takim doświadczeniom. Jak mówi stare powiedzenie: „Przygotuje swoje dziecko do drogi, nie drogę do dziecka”. Tymczasem wydaje się, że dziś postępujemy dokładnie odwrotnie: usuwamy z ich drogi wszystko, co mogłoby im zaszkodzić (…). Chroniąc dzieci przed stresującymi doświadczeniami, zwiększamy prawdopodobieństwo, że kiedy wyjdą spod rodzicielskiego klosza, nie będą w stanie poradzić sobie z nimi w dorosłym życiu. Naszym zdaniem panująca współcześnie obsesja na punkcie ochrony młodych ludzi przed „poczuciem zagrożenia” jest jedną z przyczyn gwałtownego wzrostu liczby przypadków depresji, nerwicy i samobójstw u dorosłych.<<

* * * *

>>Aby stworzyć odpowiednią reakcję immunologiczną na rzeczywiste zagrożenia (na przykład bakterie wywołujące infekcję gardła) i nauczyć się ignorować niegroźne substancje (na przykład zawarte w orzeszkach ziemnych proteiny), musi on zetknąć się z szerokim zakresem produktów spożywczych, bakterii a nawet pasożytów. W taki sposób działają szczepionki. Zaszczepione dzieci są zdrowsze nie dlatego, że mamy nagle mniej zagrożeń na świecie (…), a dlatego, że mają kontakt z tymi zagrożeniami w małych dawkach, dzięki czemu ich układy odpornościowe zyskują okazję, by nauczyć się radzić sobie z nimi w przyszłości.

Właśnie na tej tej podstawie sformułowano hipotezę higieniczną, która jest obecnie najbardziej wiarygodnym wyjaśnieniem rosnącej liczby przypadków alergii w krajach o rosnącym dobrobycie i lepszym przestrzeganiem zasad higieny – jest to kolejny skutek uboczny postępu. Psycholożka rozwoju, Alison Gopnik w zwięzły sposób wyjaśnia wspomnianą hipotezę, jednocześnie łącząc ją z motywem przewodnim naszej książki:

Dzięki lepszej higienie, antybiotykom i ograniczeniu zabawy na zewnątrz, dzieci są dziś mniej narażone na styczność z mikrobami niż kiedyś. Może to skutkować rozwinięciem się układów odpornościowych wytwarzających nadmierną reakcję immunologiczną na substancje, które w rzeczywistości nie stanowią zagrożenia. Na tej samej zasadzie chroniąc dzieci przed każdym możliwym niebezpieczeństwem, możemy nauczyć je przesadnej reakcji na sytuacje, które wcale nie są niebezpieczne, i uniemożliwić im przyswojenie sobie umiejętności, które będą musiały opanować, gdy dorosną.

(…) Oczywiście aforyzmu Nietzschego: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni” nie wolno brać dosłownie. Niektóre rzeczy mogą nas wprawdzie nie zabić, ale za to trwale okaleczyć. Jednak nauczanie dzieci, że porażka, zniewaga i bolesne doświadczenia pozostawią po sobie trwałe ślady, jest samo w sobie krzywdzące. Człowiek potrzebuje stresujących bodźców, wyzwań fizycznych i psychologicznych. Bez nich jego kondycja ulega pogorszeniu. <<

* * * *

Odpowiedź Van Jonesa, byłego doradcy Trumpa i obrońcę praw obywatelskich, na zadane mu pytanie o właściwą reakcję studentów na wystąpienie prelegenta, którego poglądy uważają za złe. Poniżej nieco skrócony cytat z książki:

>>Bezpieczną przestrzeń można interpretować na dwa sposoby: jeden jest dobry, drugi fatalny. Pierwszy to założenie, że na kampusie uniwersyteckim jesteśmy bezpieczni w sensie fizycznym – nie grozi nam przemoc fizyczna, napastowanie seksualne, a do tego nie jesteśmy atakowani bezpośrednio, indywidualnie, na przykład za pomocą mowy nienawiści, słowami typu „Ty czarnuchu”, i z tym jak najbardziej się zgadzam. Istnieje jednak drugi, okropny pogląd, który jak wynika z moich obserwacji, zyskuje na popularności, że „muszę być bezpieczny w sensie ideologicznym. Muszę być bezpieczny w sensie emocjonalnym. Muszę przez cały czas cieszyć się dobrym samopoczuciem, a jeśli ktoś powie coś, co mi się nie spodoba, wszyscy dookoła muszą zareagować, w tym również administracja uczelni.”

Nie chcę, żebyście byli bezpieczni ideologicznie. Nie chcę, żebyście byli bezpieczni emocjonalnie. Chcę, żebyście byli silni. To co innego. Nie zamierzam usuwać wam kłód spod nóg. Zakaszcie rękawy i nauczcie się radzić sobie z przeciwnościami losu. Nie będę wynosić ciężarów z siłowni, przecież na nich opiera się ich sens. To jest wasza siłownia.<<

* * * *

>>Wielokrotnie w naszej książce przytaczaliśmy jedną z podstawowych zasad psychologii społecznej: im częściej kategoryzujemy ludzi i wskazujemy na różnice między nimi, tym bardziej stają się oni podzieleni i nieufni. Jednak im częściej podkreślamy, że wszystkim nam przyświecają te same cele, że czeka nas ten sam los i że kultywujemy wspólnie powszechne człowieczeństwo, tym bardziej patrzymy na siebie jak na równych sobie, lepiej się traktujemy i wzajemnie doceniamy nasz wkład w społeczeństwo.<<

>>MĄDROŚCI

– Przygotuj dziecko do drogi, a nie drogę dla dziecka.

– Nawet twój najgorszy wróg nie wyrządzi ci takiej krzywdy jak twoje własne myśli. Lecz kiedy nad nimi zapanujesz, nikt nie pomoże ci bardziej, nawet twój własny ojciec i twoja matka.

– Linia podziału między dobrem a złem przecina serce każdego człowieka.<<

>> (…) Jesteśmy po prostu mniej empatyczni wobec ludzi, których postrzegamy jako „innych”.

Nasuwa się tutaj wniosek, że umysł człowieka jest przystosowany do plemiennego trybu życia, czyli plemienności (trybalizmu). Ewolucja człowieka to nie tylko historia zmagań między jednostkami wewnątrz danej grupy; to również odwieczna rywalizacja między grupami, czasami z wykorzystaniem przemocy. Wszyscy jesteśmy potomkami ludzi należących do grupy, która cały czas wychodziła z tej rywalizacji zwycięsko. Plemienność to nasza naturalna cecha, która sprawia, że instynktownie łączymy się w grupy i szykujemy na konflikty z innymi grupami. Kiedy „tryb plemienny” jest włączony, jeszcze bardziej zacieśniamy relacje w grupie, przyjmujemy grupowy matriks moralny, stajemy w jego obronie i przestajemy myśleć samodzielnie. Podstawowa zasada w psychologii moralności mówi: „moralność wiąże i zaślepia”. Zjawisko jest bardzo przydatne, kiedy próbujemy nastawić członków grupy na walkę „my kontra oni”. W trybie plemiennym stajemy się głusi na argumenty i dane podważające narrację naszej drużyny. Jednocześnie przynależenie do grupy na takiej zasadzie est bardzo satysfakcjonujące – widać to choćby w plemiennych symbolach wykorzystywanych przez uniwersyteckie drużyny i kibiców futbolu amerykańskiego.

Jednak samo bycie przygotowanym do plemienności nie oznacza, że musimy żyć w trybie plemiennym. Ludzki umysł ma do dyspozycji wiele „narzędzi” poznawczych. Nie korzystamy z nich cały czas. Do naszej skrzynki z narzędziami sięgamy wówczas, kiedy pojawi się taka potrzeba. Warunki, w których żyjemy, mogą prowadzić do nasilenia naszego poczucia trybalizmy, stłumić go lub całkowicie wyłączyć. Każdy konflikt międzygrupowy (prawdziwy lub wyobrażony) natychmiast go podkręca, przez co ludzie z większą uwagą wychwytują, w której grupie znajdują się inni. Zdrajcy podlegają karze, podobnie jak spoufalający się z wrogiem. Natomiast pokój i dobrobyt zazwyczaj tłumią plemienność. Ludzie nie przywiązują wtedy tak dużej wagi do przynależności ani też nie czują się zmuszeni, by spełniać oczekiwania grupy. Kiedy w danej społeczności udaje się wyłączyć tryb plemienny u jej członków, zwiększa się swoboda układania życia wedle własnych preferencji i kreatywnego mieszania się ludzi i idei.<<

* * * *

Przez minutę słuchałem wiadomości nadawanych przez jedną z największych stacji telewizyjnych. Usłyszałem o konieczności powstrzymania mowy nienawiści i o faszystowskiej partii działającej w Polsce. Telewizor wyłączyłem. Nie jestem zwolennikiem partii, o której była mowa (ani żadnej innej), ale też nie dostrzegam w ich działaniach śladu faszyzmu, natomiast widzę dużo nietolerancji, czasami zbliżającej się do zachowań charakteryzujących nienawiść, u ludzi często mówiących o mowie nienawiści.

Boję się ich. Autentycznie się boję.





sobota, 11 października 2025

Dokąd zmierzamy?

 140925

Trzy najlepiej znane powieści Stanisława Lema, światowej sławy autora fantastyki naukowej, wizjonera i filozofa, to „Solaris”, „Eden” i „Powrót z gwiazd”. Każdą z nich czytałem wiele razy, od szkolnych lat będąc miłośnikiem twórczości Lema, a ostatnio sięgnąłem po „Powrót z gwiazd”.

Z dalekiej wyprawy kosmonauci wracają na Ziemię; na pokładzie statku minęło 10 lat, na Ziemi 120. Zastają cywilizację skrajnie odmienioną nie tylko rozwojem techniki, ale i zmianami w obyczajach i ludzkiej psychice. Społeczeństwo jest praktycznie całkowicie egalitarne, wyzbyte wojen, kryzysów społecznych i gospodarczych. Ludzie pracują, ale niewiele i nie w fabrykach, bo te są w pełni zautomatyzowane. Roboty są wszędzie i wszystko robią za ludzi, aby ci mogli poświęcić się rozrywkom, pasjom, nauce czy sztuce. Pieniądz istnieje, ale płaci się tylko za luksus, a potrzeby codzienne są zaspokajane nieodpłatnie. Żyć nie umierać, chciałoby się powiedzieć. Nader niewiele wad tej cywilizacji kreśli autor: ludzie są wydelikatnieni, nieprzywykli nie tylko do problemów czy zagrożeń, ale nawet do ostrzejszych reakcji słownych innych ludzi. Takie z nich… mamlasy, mówiąc potocznie, dla których, po pozbawieniu ich sensu starań o bogactwo i znaczenie, najważniejsza jest młodość.

Mimo drobnych zastrzeżeń, obraz tej powieściowej Ziemi zawsze był dla mnie idylliczny i kuszący – do teraz. Wróciłem do tej powieści po upływie około dziesięciu lat, a ten czas zmienił moją ocenę wizji cywilizacji nakreślonej przez autora, i to w bezpośrednim związku ze zmianami, których jestem świadkiem.

Na wstępie zaznaczę, że specjalistą nie jestem, jednak czytając od paru dziesiątków lat książki o ewolucji życia na Ziemi, zebrałem na ten temat garść wiedzy pomocnej w dostrzeżeniu i zrozumieniu przyczyn przemian społecznych tu i teraz. Wiele z tego, co się dzieje wokół nas, dobrze tłumaczą, albo pozwalają ocenić, uwarunkowania ewolucyjne.

Naukowcy jeszcze nie poznali wszystkich możliwych przyczyn szybkiego rozwoju naszego mózgu do tak wielkich rozmiarów i możliwości, jakie mamy teraz, ale jedna z nich jest niewątpliwa: nasza inteligencja, pochodna wielkości i stopnia komplikacji mózgu, po prostu zwiększa szanse przeżycia w świecie ustawicznego zagrożenia bytu. Co prawda niektóre zwierzęta posiadają umiejętność wykorzystania gałęzi lub kamienia jako narzędzia, ale tylko ludzie potrafią intencjonalnie i z wyprzedzeniem w stosunku do potrzeb konstruować narzędzia. Opanowaliśmy całą Ziemię, wybijając wiele gatunków zwierząt nam zagrażających, inne uczyniliśmy niewolnikami, całą resztę tolerujemy. Wykorzystując nasze zdolności umysłowe zbudowaliśmy cywilizację techniczną, w znacznym stopniu uniezależniając się do kaprysów natury. Trzeba jednak wiedzieć, że natura, czy konkretniej: ewolucja, nie ma celów, ku którym zmierza.

Tak wyraził ten fakt Richard Dawkins, biolog angielski i znany popularyzator teorii ewolucji:

>>Natomiast dobór naturalny (…) działa bez żadnego zamysłu. Nie ma ani rozumu, ani wyobraźni. Nic nie planuje na przyszłość. Nie tworzy wizji, nie przewiduje, nie widzi. Jeśli w ogóle można powiedzieć, że odgrywa w przyrodzie rolę zegarmistrza – to jest to ślepy zegarmistrz.<<

Cytat z książki Ślepy zegarmistrz.

Mechanizm ewolucji jest banalnie prosty i jednocześnie niesamowicie okrutny: ten bystrzejszy, sprytniejszy, cwańszy, miał większą szansę na zostawienie potomków, którym przekazał w genach swoje cechy – kosztem innych, bez zważania na skutki, jeśli tylko nie są bezpośrednio odczuwane. Dobrze tłumaczy go analiza wpływu medycyny na ludzkość. Coraz więcej chorób lekarze potrafią wyleczyć, a jednocześnie ludzkość wcale nie jest bardziej zdrowa. Kiedyś chorowite dziecko mało miało szans na przekazanie swoich genów, a więc i skłonności do chorób, swoim potomkom, bo po prostu umarło nim stało się dorosłe. Teraz dorasta i ma swoje dzieci, trwa więc bieg w przeciwne strony między naturalnymi mechanizmami zaburzonymi przez medycynę, a umiejętnościami leczenia.

To jednak temat poboczny, wrócę więc do głównej myśli.

Mimo osiągniętego poziomu rozwoju, nasz umysł i nasze zmysły mają liczne wady.

Chcemy czegoś i jednocześnie nie chcemy albo sami nie wiemy czego chcielibyśmy, boimy się nieznanego, bywamy okrutni. Można nas przekonać do każdej idei, nawet najbardziej absurdalnej, a wtedy życie za nią oddamy, najchętniej innych ludzi; nasza empatia cienką powłoką powleka obojętność, samolubstwo i agresję. Jest w nas nienasycona, potężna potrzeba władzy, panowania nad innymi. Owszem, próbujemy ratować się etyką i religią – ale z jakże mizernymi rezultatami. Z mrowia cech świata, z wielości jego sygnałów, odbieramy i jesteśmy w stanie pojąć bardzo niewiele. W tych procesach wspomagamy się nauką i naszymi maszynami, z których jesteśmy tak dumni, ale przecież są one tylko protezami nakładanymi na nasze ułomności. Dlaczego tak jest? Bo wykorzystując skutki uboczne rozrostu naszego mózgu, przekraczamy granice procesu nakierowanego siłami natury tylko i wyłącznie na przeżycie i posiadanie potomstwa. Nasz mózg osiągnął takie rozmiary nie w celu zgłębiania tajników świata, nie dla estetycznego jego przeżywania ani wiecznej szczęśliwości, a do działań na poziomie podstawowym, egzystencjalnym.

Mózgi istot żywych nie zostały wykształcone od podstaw jako twór jednolity, a ewoluowały, co szczególnie wyraźnie widać u nas. Są w nim warstwy – ślady kolejnych etapów ewolucji: od pnia mózgowego obsługującego podstawowe funkcje życiowe, jak praca serca i odruchowe reakcje, poprzez warstwę (niektórzy mówią o piętrze) odpowiedzialną między innymi za emocje i zachowania rozrodcze, aż po korę mózgową, siedlisko zdolności racjonalnego, analitycznego myślenia i planowania działań. Nie są one oddzielone od siebie, nie są niezależne, a współdziałają albo i przeciwdziałają. Wtedy racjonalna myśl każe się nie bać (czegoś), a odruch pcha nas do ucieczki albo na odwrót; rozum mówi nam jedno, instynkt drugie. Taka sytuacja, kolizja naszych odczuć, także wrażeń, chęci, potrzeb, jest bardzo dla nas charakterystyczna.

Z tych wszystkich powodów – tutaj docieram do meritum wywodu – brak konkretnych celów do osiągnięcia, przeszkód do pokonania, życie w stanie ustawicznej stabilizacji, zabezpieczenia naszych życiowych potrzeb przy minimalnym nakładzie pracy, bez kłopotów i ryzyka, bez celów wykraczających poza codzienność, bez stałych, powszechnie akceptowanych norm postępowania i wartościowania, prowadzi do zamętu w życiu społecznym, a u jednostek budzi poczucia alienacji i bezsensu, odbiera radość przeżywania zwykłych dni, a nawet prowadzi do depresji.

Przywołuję tutaj znane prawdy, jak ta głosząca, że tylko coś zdobyte samemu, mimo przeciwności i trudów, naprawdę cenimy, albo porzekadła, jak na przykład to brzmiące jak jak klątwa i wiele mówiące o nas: będziesz miał, nieszczęsny, to, co sobie wymarzyłeś.

Nie potrafiąc normalnie, spokojnie żyć i życiem się cieszyć, wymyślamy utopijne idee szybko przeradzające się w ideologie, szukamy ekstremalnych przeżyć i sposobów wywyższenia się, tworzymy bariery i problemy tam, gdzie racjonalnie rzecz biorąc nie ma na nie miejsca, odrzucamy standardy wypracowane przez pokolenia i dopasowane do naszej mentalności, a wtedy zostajemy z pustymi rękami i sercem, szukamy i znajdujemy nowych wrogów poza tymi, których mieliśmy wcześniej. W ten sposób stwarzamy sobie cele i sens.

Te wszystkie blizny po ewolucji są i będą w naszej mentalności, a więc zawsze będziemy musieli zmagać się ze zmorami przeszłości tkwiącymi w nas. Do ogrodów Edenu możemy tylko zaglądać, przy wyjątkowo sprzyjających okolicznościach krótko tam przebywać; zamieszkanie na stałe jest bardzo trudne, może nawet niemożliwe, ponieważ wymaga zanegowania sensu dążeń większości ludzi wokół nas, przebudowania systemów wartości, jakimi mamy się w życiu kierować i uniezależnienia się od opinii innych.

Można ten fakt ignorować, ale skutki będą opłakane, czego początki już widać. Można też starać się je łagodzić.

Bardzo pasuje tutaj znana maksyma: złe czasy tworzą silnych ludzi, silni ludzie tworzą dobre czasy, dobre czasy tworzą słabych ludzi, a słabi ludzie tworzą złe czasy.

Właśnie o tym kołowym procesie piszę. Owe złe czasy to pisząc wprost poważne kryzy, kataklizmy i wojny, po których, a więc po hekatombie strat i ofiar, „ogarniamy się”, prostujemy i od nowa zaczynamy tworzyć lepszą przyszłość. Tutaj dochodzę do meritum. Otóż twierdzę, że idealne, według współczesnych i powszechnych wyobrażeń, środowisko do wychowywania dzieci nie jest dobre. Sądzimy, że jeśli młody człowiek będzie się rozwijał w cieplarnianych (pod względem materialnym i emocjonalnym) warunkach tworzonych przez rodziców, wyrośnie na empatycznego, racjonalnego, silnego duchowo i emocjonalnie, a nade wszystko szczęśliwego człowieka. Fałsz takiego poglądu wychodzi na jaw bardzo wcześnie: w nieprzygotowaniu dziecka na świat ignorujący jego oczekiwania. Doświadczając szoku uświadomi sobie, że nie jest pępkiem świata, który nie jest tak przyjazny jak rodzina; dowie się, że o swój los musi sam zadbać, a życie rzadko jest takie, jak na topowych kanałach społecznościowych; że poza wyjątkami, zdecydowana większość musi wziąć się za pracę daleką od wymarzonej i stawić czoła codziennym wyzwaniom, szarości dnia powszedniego, by w ich otoczeniu, a nierzadko pod ich presją, znaleźć w sobie siły, sens, cel życia i szczęście.

Może więc należałoby celowo stworzyć i utrzymać nie tyle zły czas, co pewne jego znamiona? Narzucić sobie, od dzieci począwszy, pewne ograniczenia dotyczące dobrobytu i obowiązków? Jakie konkretnie? Trudne pytanie, zwłaszcza dla mnie, amatora przecież. Chodzą mi po głowie myśli o stworzeniu warunków, w których dzieci i młodzi ludzie nie traktowaliby posiadania rzeczy, spełniania nawet wymyślnych potrzeb, wygód i stabilizacji, jako stanów naturalnych i zawsze istniejących. Uczenia ich samodzielności, radzenia sobie może nie z niedostatkiem, ale z pewnymi ograniczeniami, dawania im nie tylko praw i przywilejów, ale i obciążanie codziennymi obowiązkami, także tymi uciążliwymi. Powinniśmy oswajać ich z chropowatością świata i wadami natury ludzkiej oraz uczyć radzić sobie z nimi. Przekonywać, nade wszystko własnym przykładem, że bardziej powinno się być niż mieć, ponieważ tam, gdzie można zbyt wiele, mało ma sens, a gdy ma się zbyt dużo, ma się za mało.

Wielkie pole działań dla psychologów, socjologów i behawiorystów, ale nic się o tym nie mówi, a nawet jeśli się działa, to częściej w kierunku przeciwnym, co dobrze widać w reklamach i promowanych trendach.

Dopisek

W słoneczny i ciepły pierwszy dzień jesieni byłem w parku przy pałacu Zamoyskich w Kozłówce pod Lubartowem. Oczywiście patrzyłem przede wszystkim na drzewa, a wiele jest tam wspaniałych okazów, ale i zapoznałem się z treścią tablic informujących o rodzie Zamoyskich. Byli bardzo majętnymi arystokratami, miliarderami, używając współczesnego słownictwa . Dość powiedzieć, że obok wielu zakładów przemysłowych, byli właścicielami blisko dwustu tysięcy hektarów ziemi. Tak opisana jest ordynacja Zamoyskich w Wikipedii.

Poniżej zamieszczam fotografię z tekstem opisującym metody wychowawcze Stanisława Kostki Zamoyskiego, ordynata w latach 1800 – 1835. Zakres stosowanych metod może budzić wątpliwości, ale kierunek był i jest słuszny.

 Dopisek drugi

Z częścią tekstu zapoznałem kolegę. W czasie późniejszej rozmowy nawiązał on do książki "Kucając" Andrzeja Stasiuka, autora bardzo przez niego cenionego. Dodam, że moja ocena twórczości tego pisarza też jest wysoka. 

Zapomnij o pędzie, o cywilizacji, kucnij przy owcy i poczuj zapach zwierzęcego życia – jak i nasze – ale innego, pierwotniejszego i autentyczniejszego. Tak najkrócej opisałbym treść książki. Stasiuk potrafi łączyć intelektualne wyrafinowanie, rozległą wiedzę o światowej literaturze, zacięcie filozoficzne i wrażliwość na piękno natury z prostotą życia bliską prymitywizmowi. Według Stasiuka nie ma przeciwności w takim zestawieniu a uzupełnienie do pełni, której zabraknie kiedy przebywamy jedynie w sztucznym świecie przez nas zbudowanym. Jest tutaj zawarte przekonanie o chwiejności całej cywilizacyjnej nadbudowy, może nawet o jej destrukcyjnym charakterze, jeśli nie jest posadowienia na fundamencie związków z naturą przy jednoczesnym zanegowaniu naszej łączności ze światem zwierzęcym.

Wybrałem jeden fragment z książki Kucając, niżej go zamieszczam, ponieważ zawarte w niej przesłanie może i powinno być potraktowane jako jeden ze sposób na wprowadzenie koniecznych zmian.

* * *

>>Wrzesień zaczyna się od cieni. Robią się dłuższe. Słońce nie wznosi się już tak wysoko i wypłaszcza się łuk jego wędrówki. Kształty stają się mocniejsze. Mija skwar, znika płaskość krajobrazu właściwa letnim dniom. W istocie lipiec i sierpień to najnudniejsze miesiące roku – jeśli nie liczyć dni, gdy nadchodzą burze. Ale poza tym to raczej monotonia z wolna szarzejącej zieleni, wysokiego światła, które męczy i sprowadza coś w rodzaju ślepoty, bo trzeci wymiar krajobrazu, jego głębię, dostrzegamy jedynie rano i wieczorem. Aż nagle przychodzi wrzesień i jakby na pochwałę kalendarzowego podziału, na chwałę własnego istnienia ten pierwszy wrześniowy poranek jest chłodny i mglisty. Jednak gdzieś z góry przenika szarobłękitny blask i to znak, że dzień będzie pogodny.

No więc wrzesień, początek schyłku. Dzięki niskiemu słońcu świat staje się wyrazisty, bardziej materialny, bo cienie są ciężkie, ciemne od wilgoci i zalegają bardzo długo. Podwajają rzeczywistość. Po prostocie lata krajobraz staje się wieloznaczny. Poranna mgła unosi się powoli i najpierw widać na kilkanaście kroków, potem dalej i dalej, i w końcu odsłania się dobrze znany widok aż po grzbiet Uherca. Ale przez tę godzinę czy więcej wcale nie jesteśmy pewni, że to, co znane, powróci do nas w swojej starej postaci.

Czasami śpię na werandzie. Nad ranem budzi mnie chłód. Zasuwam zamek śpiwora, w półśnie otwieram oczy i patrzę mniej więcej na południowy wschód. Po lewej ciemność nieco już spełzła i gdzieś zza obłości ziemi, zza krzywizny kontynentu podnosi się blask. Jeszcze ledwo, ledwo, jeszcze zimny, perłowy, ale już podszyty czerwienią. (...) Rzeczywiście jest zimno, więc wczołguję się głębiej, wtulam, zapadam w sen, ale sen jest kruchy, nietrwały, bo myśl nie może się oderwać od powolnej przemiany krajobrazu i raz po raz trzeba się wychylać, zerkać na wstający blask, który miesza się z mgłą jakoś tak pyliście, nierzeczywiście, uwalnia z półmroku ni to kształty, ni to fantasmagorie, więc szkoda spać, szkoda marnować czas, bo się to przecież w tej konfiguracji, w tej grze złota, szarości, półbłękitu, w tym cudzie jednorazowym już nigdy nie powtórzy.

Tak więc wrzesień. Początek końca. Ostatni wysiłek świata, zanim zacznie powoli gasnąć, popielić się i zamierać. Heroiczny miesiąc. W ogrodach i sadach obfitość kolorów i owoców. Aż się w oczach mieni od tych czerwieni, oranżów, złota, fioletów, lila różów, od tego jabłczanego połysku, który w słońcu oślepia jak setki zajączków. Trzeba mrużyć oczy. A jak się to ugina, napięte do granicy pęknięcia, złamania, niczym człowiecze grzbiety pod ciężarem ponad siły.

No i leżę w środku tego września, w środku mojego kraju, w śpiworze, na deskach pachnących surową ropą prosto z kopalni i nasłuchuję, i wyobrażam sobie, co się dzieje po sadach, po ogrodach i lasach. Zatopiony w tym wszystkim, otumaniony z lekka, oczadziały od urody i rozpaczy ostatnich jasnych i ciepłych dni, zanim sczezną, zanim zatopi je mrok i chłód, zanim pomrzemy. Bo nigdy nie widać życia lepiej niż jesienią. Nigdy nie jest piękniejsze i nigdy nie przychodzi łatwiej zgodzić się na śmierć niż w karnawale jesieni.<<