Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 października 2026

Społeczności XXI wieku

 051026

Ciąg dalszy opisów ludzi i społeczeństw zachodnich dwudziestego pierwszego wieku. Procesy zmian, ich przyczyny i skutki dla jednostek i całych krajów.

Zdecydowana większość obserwacji i wniosków jest mi znana z autopsji, a całość przedstawiona jest jasno i logicznie. Pewne potknięcia stylistyczne są, jak mniemam, skutkiem komputerowego tłumaczenia na polski. Pogrubienia są moje, a wielokropek w nawiasach wskazuje miejsce poczynionego skrótu. Tytuły, jeśli je dodałem, są oryginalne. Teksty są cytatami z polskich i angielskojęzycznych kanałów na YT. Do każdego zamieszczam link.

* * *

„Jak ignorancja rządzi współczesnym światem”

»Był czas, gdy ignorancja przynosiła wstyd (…), obecnie stała się cnotą. Ekspert, który poświęcił dekady na nauki, jest stawiany na równi z amatorem, który przeczytał trzy posty w mediach społecznościowych. Co gorsza, amator ma większą widownię, postrzeganą wyższą wiarygodność i większy realny wpływ. (…) Jesteśmy świadkami powstanie arystokracji nie krwi czy pieniądza, a ostentacyjnej głupoty. Im płytsza myśl, prymitywniejsza analiza i bardziej emocjonalna reakcja, tym wyższy prestiż społeczny. (…) Myślenie krytyczne nie umarło z przyczyn naturalnych. (…) Współczesny umysł nie przetwarza informacji, on je pochłania i wypluwa w coraz szybszych i płytszych cyklach. (…) Autentyczne myślenie wymaga czasu, ciszy i gotowości do przyznania się do błędu. Wymaga wstrzymania się od osądów, tolerowania niejasności i poruszania się w niepewności bez szukania łatwych odpowiedzi. Wszystkie te zdolności zostały systematycznie zniszczone przez kulturę szybkości i natychmiastowej pewności. (…) Racjonalna debata stała się niemożliwa nie dlatego, że ludzie się nie zgadzają, ale dlatego, że niezgoda wymaga najpierw zrozumienia stanowiska drugiej strony, a zrozumienie wymaga myślenia. Łatwiej, szybciej i psychologicznie satysfakcjonująco jest po prostu zaszufladkować przeciwnika i odrzucić jego poglądy. Niuanse umarły. Wszystko zostało sprowadzone do uproszczonej binarności: prawda albo fałsz, z nami czy przeciw nam, dobro czy zło.

Wygląd fizyczny zastąpił kompetencje jako główna forma kapitału społecznego. Nie liczy się to, co wiesz, co stworzyłeś ani jak głęboko coś rozumiesz. Liczy się to, jak się prezentujesz, ilu masz obserwujących i jak skutecznie sprzedajesz swój wizerunek. (…) Aby istnieć społecznie, trzeba nieustannie tworzyć treści, wygłaszać opinie, utrzymywać obecność. Cisza, która zawsze była glebą dla głębokiego myślenia, jest interpretowana jako nieistnienie. (…) Nie pokazujemy się by przekazać coś ważnego, a tylko po to, aby być widzianymi. Im bardziej się odsłaniamy, tym mniej mamy do powiedzenia, ponieważ czas, który moglibyśmy poświęcić na rozwój ciekawych myśli, jest pochłaniany przez samo pokazywanie się. To cykl postępującego pustoszenia, w którym widoczność rośnie a treść maleje.

Ludzie nie chcą być wystawiani na próbę ani edukowani, chcą być utwierdzani w przekonaniach i zabawiani. (…) Miliony dążą do sławy nie mając absolutnie nic do powiedzenia ani zaoferowania. (...) Algorytmy wzmacniają treści najbardziej pobudzające emocjonalnie, a nie te najbardziej prawdziwe czy użyteczne.

Stworzyliśmy pokolenia jednostek wyszkolonych technicznie, ale intelektualnie wykastrowanych. (…) Szkoła uczy, co myśleć, a nie jak myśleć.

Schopenhauer napisał, że każda prawda przechodzi przez trzy etapy: najpierw jest wyśmiewana, potem gwałtowanie zwalczana, a na konicu uznawana za oczywistą. Nie przewidział jednak czwartej możliwości: odrzucenie prawdy na rzecz wygodniejszych kłamstw. (…) Spieranie się z ignorancją stało się nie tylko bezużyteczne, ale i niebezpieczne. Przedstawianie racjonalnych argumentów traktowane jest jak przemoc, wskazywanie na logiczną niespójność interpretowane jest jako atak osobisty, prawda traktowana jest jak obelga, bo zaprzecza narracji w którą ludzie zainwestowali swoją tożsamość i cel, a mądrość nazywa się arogancją. Głupiec nie potrafi podważyć argumentów mądrego, dlatego atakuje atakuje jego charakter i mobilizuje zbiorową niechęć przeciwko niemu.

Źródło cytatów 

* * *

„Teatr masowej iluzji: Jak dyktatura przybrała maskę demokracji – Nietzsche”

»Wolność pozostała nienaruszona, zmienił się tylko sprawujący władzę. Każdy, kto głosował z prawdziwym przekonaniem, że ten konkretny wybór coś zmieni, a kolejnych latach był świadkiem dokładnej kontynuacji tego, co wybory miały przerwać, nosi w sobie pytanie, które rzadko formułuje jasno: Co właściwie się stało? Najwygodniejsza odpowiedź brzmi: kandydat rozczarował, okoliczności były niesprzyjające, zmiany wymagają czasu. Najbardziej precyzyjna i najtrudniejsza do przyjęcia odpowiedź brzmi: być może wybory nie były mechanizmem zmiany za jakie uchodziły. Wybory funkcjonują jako narzędzie przekazania władzy w systemach, w których dostępne pole wyboru nie zostało wcześniej ograniczone przez sprawujących władzę. (…) Podmiot rzadko wypracowuje swoje przekonania na podstawie niezależnej analizy dostępnych danych. Czerpie je z nagromadzonej presji środowiska które go ukształtowało, a presja ta działa na tyle cicho, że rezultat wydaje się być jego własnym wnioskiem. (…)

Każdy, kto kwestionuje tę architekturę, nie jest postrzegany jako ktoś, kto dostrzegł coś ukrytego przed innymi, jest klasyfikowany jako zagrożenie dla stabilności, jako naiwna osoba nie rozumiejąca złożoności rzeczywistości. Klasyfikacja ta nie jest wytworem państwa, a obywateli mających szczere przekonanie kogoś, kto chroni coś cennego przed tymi, którzy grożą zniszczeniem. Mechanizm ten nie opiera się na świadomej manipulacji (…). Przekonanie zawsze jest skuteczniejsze niż lojalność, gdyż ta może się zachwiać, a przekonanie rzadko wie, od czego zacząć chwianie.«

Źródło cytatów

* * *

>>Nie ma jednego dramatycznego momentu w którym człowiek zrzeka się swojej suwerenności; jest 20 lat małych momentów, w których każdy miał sens, a których łącznym rezultatem jest człowiek myślący w granicach, których nigdy nie zakwestionował. To, co czyni ten proces tak odpornym na rozpoznanie, to fakt, że nie pozostawia on śladów przemocy a jedynie komfort, który nie wywołuje oporu w przeciwieństwie do łańcucha. Człowiek udomowiony przez system nie czuje, że coś stracił, czuje, że dokądś dotarł. (…) Orwell pisał, że najskuteczniejsze niewolnictwo to takie, w którym niewolnik kocha swoje łańcuchy nie dlatego, że go oszukano co do ich natury, ale dlatego, że łańcuchy pojawiły się w momencie, gdy najbardziej potrzebował czegoś, czego mógłby się uchwycić, a ulga, którą przyniosły, była na tyle realna, że pytanie o koszt nigdy nie zostało poważnie sformułowane.<<

Źródło cytatów 

* * *

»Nigdy w historii ludzkości tak wielu ludzi nie miało dostępu do tak wielkiej wiedzy i zrobiło z nią tak niewiele. (...)

Współczesny człowiek zatracił zdolność kwestionowania swoich pewników, wątpienia w przekonania i dostrzegania granic swojego rozumienia. Konsumuje gotowe opinie jak fast food: szybko, bez przeżuwania, bez trawienia. (...)

Uczą się słownika mądrości, nie rozwijając umiejętności myślenia; zapamiętują chwytliwe hasła, nie rozumiejąc zasad leżących u ich podstaw; kolekcjonują cytaty, nigdy nie stosując nauk w praktyce. Rezultatem jest całe pokolenie ludzi którzy wierzą, że są przebudzeni, a pozostają w głębokim śnie, ludzi uważających się za intelektualnie wyrafinowanych, a działających na absolutnie podstawowych poziomach zrozumienia; ludzi uważających się za mądrych, a będących całkowicie zdominowani przez głupotę konsumowaną pod przybraniem mądrości. (...) Głupotę uznano za szczerość, intelektualne lenistwo przemianowano na intuicję, a odmowę nauki przekształcono w opór przeciwko elitaryzmowi. (...)

Zbiorowa głupota jest groźniejsza niż zło, ponieważ ze złem można się skonfrontować, z głupotą nie można, bo jest ona przekonana o własne cnocie i otoczona ludźmi, którzy ją potwierdzają.«

Źródło cytatów 

* * *

»Carl Jung ostrzegał: kto patrzy na zewnątrz, ten śpi, kto patrzy do wewnątrz, ten się budzi. Współczesny system został specjalnie zaprojektowany po to, aby skupiać twoją uwagę na zewnątrz, na ekranach, produktach, rozrywkach, bodźcach zewnętrznych, uniemożliwiając ci rozwinięcie jakiejkolwiek zdolności do introspekcji. Rezultatem jest populacja funkcjonalnych narkomanów, ludzi, którym udaje się pracować, nawiązywać relacje i prowadzić pozornie normalne życie, ale którzy całkowicie stracili kontrolę nad własną uwagą. Nie potrafią już zostać pięć minut sam na sam ze swoimi myślami bez szukania rozproszenia. To stwarza sytuację, w której żyjesz w ciągłym poczuciu lęku czekając na kolejny bodziec, zawsze lekko niezadowolony z teraźniejszości, ciągle szukając czegoś, co wypełni pustkę, której nigdy nie da się wypełnić bodźcami zewnętrznymi.

(...) Populacja ludzkich zwierząt domowych, które mylą komfort ze szczęściem, a bezpieczeństwo z wolnością. (...)

Twoje własne istnienie wydaje się nudne w porównaniu z bardzo kolorową i udramatyzowaną wersją życia widzianą na ekranach. (...)

Prawdziwa wolność oznacza odpowiedzialność i niepewność, oznacza możliwość porażki. (…) Współczesne społeczeństwo jest neurotyczne właśnie dlatego, że zastąpiło pseudokomfortem infantylizujących przyjemności uzasadnione cierpienie związane z dorastaniem, z przyjmowaniem odpowiedzialności i stawianiem czoła rzeczywistości.«

Kliknij aby przeczytać całość.

* * *

Dodam tutaj parę zdań swoich obserwacji i wniosków. W ostatnim tekście autor wskazuje na immanentny związek między wolnością a odpowiedzialnością, akceptacją swoich ograniczeń, możliwością przegranej. Wspomina też o cierpieniu związanym z dorastaniem, chociaż tutaj może właściwsze byłyby słowa o kłopotach i trudach, cierpienie tylko jako skrajność. Ten ustęp przypomniał mi słowa Antoniego Gołubiewa, który w swojej wspaniałej epopei „Bolesław Chrobry” napisał, że każda przemiana jest boleścią. Problem w tym, że teraz młodzi ludzie odrzucają boleść stania się dorosłymi, odrzucają trudy, obowiązkowość, ograniczenia. Czasami, ale tylko czasami, to ostatnie ma swoje dobre strony.

Dla mnie jaskrawym przykładem cech współczesnego społeczeństwa jest zachowanie ludzi, ściślej: pieszych, na przejściach. Wchodzenie wielu z nich na jezdnię bez sprawdzenia, czy nie wejdą pod samochód. To zachowanie stojące w sprzeczności do zasad ruchu drogowego zostało im wpojone do głów, a oni łatwo je zaakceptowali. Powiedziano ludziom, że o ich bezpieczeństwo mają dbać kierowcy, oni nie muszą. Wcześniej dwie strony dbały o bezpieczeństwo, piesi i kierowcy, teraz tylko ci drudzy, co musiało skutkować większą ilością wypadków. Pomysł zmiany przepisów był dobry, ale w realizacji przekroczono granicę racjonalności, co jest bardzo charakterystyczne dla Zachodu.

Jest tutaj coś, o czym rzadko się mówi, a co porusza autor powyższego tekstu: odebranie człowiekowi cząstki wolności. Tak, właśnie tak! Wolność, to nie tylko możliwość ubierania się w sposób dowolny, bycia gdzie się chce, robienia wszystkiego, jeśli tylko nie czyni to szkód innym ludziom i nie jest prawem zakazane. Wolność to także odpowiedzialność za swoje czyny, dbanie o swoje bezpieczeństwo. Autor napisał tak:

„Prawdziwa wolność oznacza odpowiedzialność i niepewność, oznacza możliwość porażki.”

Jeśli zdajemy na kogoś lub na coś niechby cząstkę odpowiedzialności za nas samych, pozbawiamy się części naszej wolności. Jeśli do tego procesu (wszak nie ogranicza się tylko do tego jednego przypadku) dodać jeszcze działanie algorytmów w internecie ciągnących nas tam, gdzie chcą możni tego świata (politycy oraz wielkie korporacje) i urabiających nas jak plastelinę, mamy obraz społeczeństwa, który musi szokować.


wtorek, 11 sierpnia 2026

Lato na Roztoczu, cz. I

 02 – 060826

 Po tygodniowym pobycie w zatłoczonym hałaśliwym Ustroniu Morskim i zajmowaniu się wnuczętami, czułem potrzebę odsunięcia się od ludzi, pójścia na pustoszejące pola i posłuchania ciszy. Cztery dni szwendałem się po środkowej części Roztocza nocując na miejscu. Przez trzy dni temperatury wahały się w pobliżu 38 stopni w porze obiadowej i dwudziestu stopni w nocy, i chociaż na upały byłem przygotowany, zmieniły moje zwyczaje. Więcej robiłem przerw, częściej wybierałem przejścia lasami, a tam, gdzie było to możliwe, szedłem w cieniu drzew. Temperatura nieco ponad trzydzieści stopni nie robi na mnie wrażenia, przy blisko czterdziestu moja skóra zaczyna protestować na promieniowanie UF, ale na szczęście jej reakcja jest jedyną jaką odczuwam. W rezultacie chodziłem tylko nieco mniej niż przy „zwykłych” temperaturach.

Zajmując się zdjęciami po powrocie, chwilami nie wiedziałem, co właściwie chciałem uchwycić na części z nich, jednak gdy sięgnąłem myślą i wspomniałem te słoneczne i skrajnie upalne dni, wiedziałem. Po prostu lato. Zapach nagrzanej słomy i kurzu z pól, dojrzałą zieleń liści drzew, głęboki cień pod nimi, postrzępioną słomę i plewy na polnej drodze, huczący kombajn połykający kolejne łany zboża, szelest kroków na ściernisku, letnie zielska i kwiaty przydroży, jaskrawe słońce od którego mrużyłem oczy. Chciałem, aby oglądając te zdjęcia wspomnieć doświadczany upał, smak wody niewiele mniej ciepłej od herbaty z termosu i niemal ugotowanej konserwy. Chciałem zapamiętać brudną plamę na rękawie koszuli od wycierania twarzy i lepiące się do ud nogawki spodni. Bynajmniej nie dla narzekania, a zapamiętania. Żebym za kilka miesięcy nie próbował wyobrazić sobie, jak było możliwe wyjście na dwór bez góry ubrań na sobie i zobaczenie zielonych, a nie czarnych, drzew. Chciałem nasiąknąć latem. Czy mi się udało? Na pewno nie. Nigdy nie udała mi się ta sztuka, dlatego za parę dni wrócę tam, i wracać będę tak jak wracałem w minione lata.

Dlaczego zieleń nie męczy oczu? Dlaczego tak bardzo podoba się nam błękitne niebo i blask słońca? Dlaczego z takim upodobaniem patrzymy na samotne drzewa?

Przypomniały mi się badania nad obrazami pewnego znanego malarza pejzażysty (zapomniałem jego nazwiska); badający zadał sobie trud rozpoznania wszystkich miejsc pokazanych na obrazach malarza. Okazało się, że artysta często domalowywał samotne drzewa.

Odpowiedź na te wszystkie pytania jest jedna, a sięga głęboko, najgłębiej, zarówno w czas jak i w nas: na drzewach, pod drzewami, wśród zieleni, ludzkość spędziła 99,99% czasu swojego istnienia. Wyjście do parku, do lasu, na otwartą przestrzeń ozdobioną pojedynczymi drzewami, zamkniętą błękitem nieba i linią lasu na horyzoncie, to powrót do naszego domu. Tego prawdziwego, w niepojęty sposób zapisanego w naszym jestestwie i dlatego tam najskuteczniej i najszybciej odpoczywamy.

Zapytałem sztuczną inteligencję o wpływ lasu i zieleni na ludzi, maszyna podsunęła mi mnóstwo adresów na których porusza się ten temat. To, co mnie zaskoczyło, to istnienie wielu stron internetowych, na których dobroczynny wpływ natury na człowieka podaje się jako naukową, nie do końca sprawdzoną nowinkę albo jako ciekawostkę, a prawda jest banalnie prosta i znana każdemu, kto ma chociaż blade pojęcie (jak na przykład ja) o historii naszego gatunku.

Nie miejsce tutaj na pogłębianie tematu, więc tylko wkleję krótki wstęp AI do odpowiedzi na moje pytanie:

»Ewolucyjne pochodzenie człowieka jest kluczem do zrozumienia, dlaczego natura działa na nas tak kojąco. Przez setki tysięcy lat środowisko naturalne było naszym domem, a nie miejscem wycieczek. (…) Ludzie mają wrodzoną, zapisaną w genach potrzebę kontaktu z naturą i innymi formami życia. (…) Nasz układ nerwowy nie jest ewolucyjnie przystosowany do betonu, hałasu aut i świecących ekranów.«

Mówiąc krótko i bez naukowego zadęcia: wędrując po otwartych przestrzeniach, wśród zieleni, wracam w swoje ojczyste strony.

 OBRAZKI ZE SZLAKU

UPRAWY

 Bylica i gryka. Niewiele będzie kaszy z gryki tak zagłuszonej chwastem. To zdjęcie pokazuje, jakie byłyby skutki w pełni ekologicznych upraw i pozwala domyślić się, jak wiele musiałaby kosztować żywność.

 Dwa oblicza upraw: pole zarośnięte bylicą i zadbana plantacja porzeczek. 
Czy tutaj jest uprawa malin czy może krwawnika? :-) Malin jest dużo mniej, więc...

Prawie jesienny widok: usychające pędy kartofli, a obok ściernisko. Na drugim zdjęciu pole już zaorane.

 

Owoce aronii. Bardzo dużo widzę opuszczonych, nieużytkowanych plantacji aronii. Krzewy tak są rozrośnięte, że częstokroć nie ma już możliwości wejścia między nie i bardziej są podobne do dzikiego lasu niż opuszczonej plantacji. Mnóstwo bardzo dobrych i wartościowych owoców się marnuje. O tej porze roku usilnie staram zmniejszyć to marnotrawstwo, ale niewiele mogę zrobić czyli zjeść.

BUDOWLE

Jak widać, gmina dołożyła się do inwestycji: wydała calutki jeden grosz!

 Źródło, czyli dwa przepisy w jednym: jak spaskudzić naturalnie ładne miejsce i jak głupio przepalić publiczny grosz. Oczywiście według mojej oceny, bo nie wątpię w znalezienie się kogoś, komu te budowle się spodobają.

Nie zapomniano nawet o obwieszeniu lampkami figury świętego. Ciekawe, czy są z tych nowszych, zmieniających kolory. Jeśli są monochromatyczne, to może należałoby wystąpić o dofinansowanie ich wymiany? Kpię? Tak, ale gorzka to kpina.

 
Dziwne budowle we wsi Szozdy.

 Stawy Echo. Ściślej: miejsce po stawach. W żadnym nie ma wody. Na dnie jednego są głębokie koleiny, w nich widziałem nieco wody i tylko tam.

 Kapliczki.

 Konstrukcje przy drodze chroniące płazy. Są to skośne betonowe płyty uniemożliwiające wejście na nie żab czy ślimaków (to mój domysł, więc mogę się mylić) i prowadzące do chronionego kratą przejścia na drugą stronę jezdni.

Opuszczona szkoła. Budynek stoi pusty od 2006 roku. Nie jedyna zamknięta szkoła. Jest ich coraz więcej.
 
Stara cegielnia i wielki piec do wypalania. Ta zarośnięta ruina kojarzy się z budowlami zapomnianych cywilizacji sprzed wieków. Wszedłem do walącego się pieca, ale czułem się nieswojo.
 
Kopalnia opoki. Patrzący na zdjęcia tych skalnych ścian, niewątpliwie umieściłby kopalnię w górach.
Moje drogi.

Trasy: pola, lasy i wioski środkowej części Roztocza, między Frampolem a Zwierzyńcem.

Statystyka: będąc średnio dziennie 11 godzin na szlaku, przez cztery dni przeszedłem w sumie 68 kilometrów.

 




poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Czereśniowa droga

 130426



 Górny Gościniec to polna droga biegnąca grzbietem pasma wzgórz na długości kilku kilometrów. Malownicza, widokowa, ładna. Jest jedną z tych dróg, którymi chciałoby się po prostu iść. Równolegle do grzbietu z Gościńcem wznosi się drugie pasmo wzgórz, a dzieli je wąska dolinka, razem tworząc wyjątkowo malownicze miejsca. Byłem tam po raz pierwszy skuszony drogą mającą nazwę, a od tamtego dnia przyjeżdżam co kilka miesięcy. Niżej zamieszczam kilka fotografii wzgórz i doliny między nimi.









W czasie schodzenia w dolinę zwróciłem uwagę na wąskie pole z drzewami rosnącymi na obu miedzach. Na Roztoczu zdecydowana większość pól jest wąska, ale to szczególnie; chyba akurat na jednokrotny przejazd kombajnu. 

Skuszony dalszymi widokami, zszedłem z drogi na pole i w dolinę schodziłem miedzą. Rosnące tam na miedzach duże czereśnie zaczynają kwitnąć. Obok rozwiniętych kwiatów, wiele jest pąków jeszcze czekających na swój dzień, inne zaczynają się właśnie otwierać. Te pierwsze chwile kwitnienia są najurokliwsze, są jak obietnica, zapowiedź, jak wyjątkowo czarujący czas pierwszego zachwytu i pierwszego pocałunku. Wokół siebie widziałem malownicze miedze obsiadłe szpalerami drzew, uskoki, ciemne zakamarki schowane wśród kęp drzew albo po prostu kolejną zgrabną i powiewną brzozę płaczącą.





 Dalej, po drugiej stronie doliny, też miałem na co patrzeć: widziałem wijącą się nitkę drogi zmieniającej wygląd w miarę mojego tracenia wysokości. Ten fragment mojego dzisiejszego szlaku mierzący nie więcej niż kilometr, zaliczam do najpiękniejszych. Szybko wrócę tam.

 A teraz coś skrajnie odmiennego od estetycznych wrażeń, mianowicie przeraźliwie prozaiczna i bezwzględna ewolucja.

 Oto osikowy młodniak. Zwykły widok? Owszem, ale wiele można zobaczyć pod tym tuzinkowym obrazem. W tym młodniku drzewa rosną jedno przy drugim, jest ich za dużo, są zbyt ściśnięte. Trwa tam niewidoczna walka o światło, wodę i substancje odżywcze. Zdrowszy, mocniejszy, bardziej zaradny, wygra, a te słabsze będą marnieć i z czasem uschną. Ten młody lasek jest przykładem działania przyrody, jej tak podziwianej harmonii. Podziw przyrodzie się należy, ale warto pamiętać, jak jej harmonia jest osiągana i utrzymywana. Otóż jest rezultatem racjonalizmu i bezwzględnej rywalizacji, zarówno wśród roślin, jak i wśród zwierząt. Racjonalizmu odbieranego przez nas jako piękno i rywalizacji nierzadko prowadzącej wprost do śmierci niezliczonych istot żywych. Przyroda jest piękna, ale i okrutna. Dobrze, podam jeden przykład owego racjonalizmu: kwiaty. One nie są piękne ani nie pachną ładnie, bo Natura jest estetą, nie. Takie są aby przyciągnąć zapylające je owady.

Obrazki ze szlaku

Przyroda

 



Grusza pod jemiołą. Z daleka drzewo wygląda bardzo malowniczo, z bliska widać, jak bardzo jest opanowane przez pasożytniczą jemiołę. Ta grusza nie ma dużo czasu przed sobą.

 Rozwijające się liście tworzą zieloną mgiełkę na brzozach. Krótko trwa ten czas zapowiedzi, ledwie tydzień obietnic późniejszej pełni.

 Igliwie modrzewi. One też są już prawie zielone, a przy tym ich odcień jest wyjątkowy, nie do pomylenia z zielenią innych drzew.
Wielka, szeroko rozgałęziona wierzba.

 Idąc skrajem pola widziałem mnóstwo kwitnących przetaczników. Trudno było mi przejść, bo nie chciałem deptać kwiatów.

 Leżące buki. Ilekroć widzę wycięte duże, zdrowe drzewa, ogarnia mnie smutek i czuję sprzeciw – mimo wiedzy o potrzebie pozyskiwania drewna. Te drzewa były moimi rówieśnikami, a mogły przeżyć nawet moje wnuki. Świadomie używam słowa pokrewnego życiu, ponieważ tam, na brzegu lasu, przerwano istnienie dwóch organizmów żywych. Warto o tym pamiętać decydując się na wycięcie, a więc na uśmiercenie drzewa.


 Wiśnia ptasia czyli czereśnia. Jedna z pierwszych kwitnących w tym roku.


Oglądałem z bliska dwa wielkie drzewa rosnące samotnie na miedzach: czereśnię i gruszę. Skręcałem ku nim specjalnie, ponieważ duże drzewa działają na mnie jak magnes na żelazo. Średnicę pnia czereśni oszacowałem na cały metr, jest więc wyjątkowo duża. Ileż przemian pór roku doświadczyły te drzewa! Dla nich nic się nie zmieniało poza odwiecznym rytmem upływającego czasu, dla nas wszystko: ktoś się urodził, uczył się chodzić, później uczył chodzić swoje dziecko, cieszył się, martwił, zapewne kochał i rozpaczał, a teraz może jest już tylko zamierającym wspomnieniem jego rodziny i znajomych. Dla drzew czas się liczy inaczej. Jeśli popatrzeć na nasze szaleństwa, można dojść do wnioski, że drzewa mądrzej wykorzystują dany im czas.

 Wycięte drzewa przydrożne, głównie wierzby. Zgoda, czasami trzeba to robić, bo szybko rosnące iwy zasłaniają drogę i wchodzą na pole, ale po co rozpalać tam ogień? Ne podoba mi się ten zwyczaj. 


Pod moją brzozą. Może kiedyś pokuszę się o policzenie, ileż mam tych „swoich” drzew na Roztoczu i w Sudetach.





 Zawilcowy las. Droga biegła brzegiem lasu z wyjątkowo licznie kwitnącymi zawilcami. Były ich tam dosłownie zielone łany ozdobione tysiącami lśniących pod słońce kwiatów. Gdybym sporządził dokładną mapę tego odcinka mojej trasy, zapewne przypominałaby grzebień: jego zębami byłyby liczne ślady mojego wchodzenia między drzewa.

 Prawie leżąca czereśnia. Ledwie stoi, ale kwitnie.

Różności


Doły i drzewa.
 
Próbowałem sfotografować tuman kurzu niesionego wiatrem, ale niezbyt mi się udało.

 Opuszczony drewniany dom. Wiele takich widuję, chociaż na ogół w dużo gorszym stanie. Ten jeszcze można uratować, jednak taki los spotyka bardzo nieliczne stare domy na Roztoczu.

 Stara, nieczynna cegielnia. Wspomniałem moją pracę sprzed blisko sześćdziesięciu laty w takiej cegielni. Będąc nie okrzepłym jeszcze nastolatkiem, nie dałem rady; praca tam była tak ciężka fizycznie, że po tygodniu zrezygnowałem. Jednak czas tam spędzony wiele mi dał i daje do dzisiaj: wiem, ile pracy i potu było kiedyś w każdej wypalonej cegle, a ta wiedza wpływa na moje postrzeganie starych ceglanych budowli.


Ziemia naniesiona wodami zapewne roztopowymi spływającymi ze zbocza pagóra. Niewiele, ale stał się niższy. A na drugim zdjęciu inny ślad tego samego procesu – biegnąca w dół polna droga po spływie wód.

 Droga i dal. Wzgórza widoczne w głębi są odległe o blisko 10 km.

 Ślad podkowy. Obecnie nieczęsty widok, a w latach mojego dzieciństwa powszechny.

 Ładny zakątek.

 Zachmurzony zachód.

Trasa: Górny Gościniec i okolice pod Ponikwami.

Statystyka: 23 km w 11,5 godziny.