Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzka duchowość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzka duchowość. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 stycznia 2026

Rozpieszczony umysł

 130126

>>Kult bezpieczeństwa: Bezpieczeństwo staje się nadrzędną wartością, ważniejszą niż prawda, rozwój czy wolność.<<

Źródło: AI Google na zapytanie o sejfityzm. 

Rozpieszczony umysł jest tytułem książki dwóch Amerykanów, G. Lukianoff'a i J. Haidt'a, a jej tematem są pewne nurty trapiące zachodnie społeczeństwa. Aby nie przedłużać, oddam głos autorom.

Zaznaczę tylko, że pominąłem numerację stron, a pogrubienia liter są moje. Cytaty ująłem w znaki >> <<. Wszystkie słowa poza tymi znakami są moje. Dodałem linki do stron opisujących wymienianych ludzi lub tłumaczących znaczenie słów. Znakami (…) zaznaczyłem miejsca skrótów poczynionych przeze mnie.

* * * *

>>Ta książka jest o edukacji i mądrości. Jeśli będziemy uczyć następne pokolenie w mądrzejszy sposób, będzie ono silniejsze, bogatsze, uczciwsze, a nawet bezpieczniejsze.<<

>>Większość młodych ludzi wcale nie jest rozpieszczana i nie ma łatwego dzieciństwa. Jednak w naszej książce pokażemy, że w dzisiejszych czasach dorośli robią więcej, by chronić swoje dzieci, niż kiedyś, i że ich nadopiekuńczość może mieć negatywne skutki. Słownikowe definicje słowa „rozpieszczać” kładą szczególny nacisk na nadopiekuńczość. W jednej z nich czytamy: „traktować z ekstremalną lub przesadną opieką i uprzejmością”. Wina leży po stronie dorosłych oraz instytucji, stąd podtytuł naszej książki: Jak dobre intencje i złe idee skazują pokolenia na porażkę. Właśnie o tym jest ta książka.<<

>>Wygoda i bezpieczeństwo to błogosławieństwa ludzkości, ale mają też swoją cenę. Dostosowując się do nowych, łatwiejszych okoliczności, obniżamy poprzeczkę dla naszej tolerancji i tego, jak postrzegamy dyskomfort i ryzyko.<<

* * * *

>>Sejfityzm to kult bezpieczeństwa – obsesja na punkcie eliminowania zagrożeń (prawdziwych i wyobrażonych) do takiego stopnia, że ludzie nie są skłonni do ryzykowania bezpieczeństwa w codziennych sytuacjach, nawet wtedy, gdy wymaga tego zdrowy rozsądek. Sejfityzm pozbawia młodych ludzi doświadczeń niezbędnych dla ich antykruchych umysłów, tym samym czyniących ich bardziej kruchymi, lękliwymi i skłonnymi podstrzygać siebie w charakterze ofiary.<<

>>Poza kulturą sejfityzmu słowo „przemoc” odnosi się do przemocy fizycznej. (…) Tymczasem niektórzy studenci, profesorowie i aktywiści uznają słowa swoich przeciwników za akty przemocy i tym samym uzasadniają stosowanie ideologicznie umotywowanej przemocy fizycznej. Usprawiedliwienie oparte jest na rozumowaniu, że, jak możemy przeczytać w jednym z tekstów opublikowanych w gazecie studenckiej Uniwersytetu w Berkeley, przemoc wykorzystana do zatrzymania mowy nienawiści nie liczy się jako „akt przemocy”, lecz uznawana jest za „działanie w samoobronie”.<<

>>Lecz skoro niektórzy studenci uważają, że uderzenie faszysty lub białego supremacjonisty jest okej i że każdemu o odmiennych poglądach można przypiąć łatkę faszysty lub białego supremacjonisty, cóż...<<

>>Kultura sejfityzmu, w której emocjonalny dyskomfort jest przyrównywany do fizycznego zagrożenia, to kultura, która zachęca nas do wzajemnej ochrony przed doświadczeniami wpisanymi w codzienne życie, dzięki którym stajemy się silniejsi i zdrowsi.(…)

Pojęcie „sejfityzmu” odnosi się do kultury czy systemu przekonań, w którym bezpieczeństwo stało się rzeczą świętą. Oznacza to, że w obliczu codziennych wyzwań, tak praktycznych, jak i moralnych, coraz rzadziej jesteśmy gotowi z niej rezygnować. „Bezpieczeństwo” ponad wszystko, bez względu na to, jak znikome lub mało prawdopodobne jest zagrożenie. Wychowywanie dzieci w kulturze sejfityzmu, a więc wpajanie im, by były zawsze „emocjonalnie bezpieczne”, i jednocześnie chronienie ich przed każdym możliwym zagrożeniem, może doprowadzić do zamkniętego koła: dzieci stają się bardziej kruche i mniej odporne, przez co dorośli zwiększają ochronę, a to sprawia, że stają się one jeszcze bardziej kruche i jeszcze mniej odporne.<<

* * * *

>>Zdecydowanie najbardziej zasłużony w kwestii uświadamiania ludzi, że unikanie stresorów, ryzyka i małych dawek bólu działa na ich szkodę, jest Nassim Nicholas Taleb. (…)<<

Oto definicja (przepisana z Wikipedii) antykruchości, pojęcia wprowadzonego przez N. Taleba:

>>Niektórym rzeczom służą wstrząsy; rozwijają się i rozkwitają pod wpływem zmienności, przypadkowości, nieładu i stresu; przygody, ryzyko i niepewność to ich żywioł. Te rzeczy Taleb nazywa antykruchymi.<<

>>Taleb twierdzi, że do rzeczy antykruchych zaliczają się mięśnie, kości i dzieci:

Miesiąc spędzony w łóżku (…) skutkuje zanikiem mięśni; na tej samej zasadzie złożone systemy pozbawione stresorów słabną albo umierają. Nasz nowoczesny, ustrukturyzowany świat szkodzi nam w dużej mierze odgórnie narzuconymi prawami i rozmaitymi ustrojstwami, które działają w ten sposób: są zniewagą dla antykruchości systemów Na tym polega tragedia nowoczesności: podobnie jak neurotycznie nadopiekuńczy rodzice, często najbardziej szkodzą nam ci, którzy starają się pomóc.<<

>>Kiedy tylko pojmiemy koncept antykruchości, głupota nadopiekuńczości stanie się dla ans oczywista. Jako że ryzyko i stresory są naturalną, nieodłączną częścią życia, rodzice i nauczyciele powinni pomagać dzieciom uczyć się stawać silniejszymi dzięki takim doświadczeniom. Jak mówi stare powiedzenie: „Przygotuje swoje dziecko do drogi, nie drogę do dziecka”. Tymczasem wydaje się, że dziś postępujemy dokładnie odwrotnie: usuwamy z ich drogi wszystko, co mogłoby im zaszkodzić (…). Chroniąc dzieci przed stresującymi doświadczeniami, zwiększamy prawdopodobieństwo, że kiedy wyjdą spod rodzicielskiego klosza, nie będą w stanie poradzić sobie z nimi w dorosłym życiu. Naszym zdaniem panująca współcześnie obsesja na punkcie ochrony młodych ludzi przed „poczuciem zagrożenia” jest jedną z przyczyn gwałtownego wzrostu liczby przypadków depresji, nerwicy i samobójstw u dorosłych.<<

* * * *

>>Aby stworzyć odpowiednią reakcję immunologiczną na rzeczywiste zagrożenia (na przykład bakterie wywołujące infekcję gardła) i nauczyć się ignorować niegroźne substancje (na przykład zawarte w orzeszkach ziemnych proteiny), musi on zetknąć się z szerokim zakresem produktów spożywczych, bakterii a nawet pasożytów. W taki sposób działają szczepionki. Zaszczepione dzieci są zdrowsze nie dlatego, że mamy nagle mniej zagrożeń na świecie (…), a dlatego, że mają kontakt z tymi zagrożeniami w małych dawkach, dzięki czemu ich układy odpornościowe zyskują okazję, by nauczyć się radzić sobie z nimi w przyszłości.

Właśnie na tej tej podstawie sformułowano hipotezę higieniczną, która jest obecnie najbardziej wiarygodnym wyjaśnieniem rosnącej liczby przypadków alergii w krajach o rosnącym dobrobycie i lepszym przestrzeganiem zasad higieny – jest to kolejny skutek uboczny postępu. Psycholożka rozwoju, Alison Gopnik w zwięzły sposób wyjaśnia wspomnianą hipotezę, jednocześnie łącząc ją z motywem przewodnim naszej książki:

Dzięki lepszej higienie, antybiotykom i ograniczeniu zabawy na zewnątrz, dzieci są dziś mniej narażone na styczność z mikrobami niż kiedyś. Może to skutkować rozwinięciem się układów odpornościowych wytwarzających nadmierną reakcję immunologiczną na substancje, które w rzeczywistości nie stanowią zagrożenia. Na tej samej zasadzie chroniąc dzieci przed każdym możliwym niebezpieczeństwem, możemy nauczyć je przesadnej reakcji na sytuacje, które wcale nie są niebezpieczne, i uniemożliwić im przyswojenie sobie umiejętności, które będą musiały opanować, gdy dorosną.

(…) Oczywiście aforyzmu Nietzschego: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni” nie wolno brać dosłownie. Niektóre rzeczy mogą nas wprawdzie nie zabić, ale za to trwale okaleczyć. Jednak nauczanie dzieci, że porażka, zniewaga i bolesne doświadczenia pozostawią po sobie trwałe ślady, jest samo w sobie krzywdzące. Człowiek potrzebuje stresujących bodźców, wyzwań fizycznych i psychologicznych. Bez nich jego kondycja ulega pogorszeniu. <<

* * * *

Odpowiedź Van Jonesa, byłego doradcy Trumpa i obrońcę praw obywatelskich, na zadane mu pytanie o właściwą reakcję studentów na wystąpienie prelegenta, którego poglądy uważają za złe. Poniżej nieco skrócony cytat z książki:

>>Bezpieczną przestrzeń można interpretować na dwa sposoby: jeden jest dobry, drugi fatalny. Pierwszy to założenie, że na kampusie uniwersyteckim jesteśmy bezpieczni w sensie fizycznym – nie grozi nam przemoc fizyczna, napastowanie seksualne, a do tego nie jesteśmy atakowani bezpośrednio, indywidualnie, na przykład za pomocą mowy nienawiści, słowami typu „Ty czarnuchu”, i z tym jak najbardziej się zgadzam. Istnieje jednak drugi, okropny pogląd, który jak wynika z moich obserwacji, zyskuje na popularności, że „muszę być bezpieczny w sensie ideologicznym. Muszę być bezpieczny w sensie emocjonalnym. Muszę przez cały czas cieszyć się dobrym samopoczuciem, a jeśli ktoś powie coś, co mi się nie spodoba, wszyscy dookoła muszą zareagować, w tym również administracja uczelni.”

Nie chcę, żebyście byli bezpieczni ideologicznie. Nie chcę, żebyście byli bezpieczni emocjonalnie. Chcę, żebyście byli silni. To co innego. Nie zamierzam usuwać wam kłód spod nóg. Zakaszcie rękawy i nauczcie się radzić sobie z przeciwnościami losu. Nie będę wynosić ciężarów z siłowni, przecież na nich opiera się ich sens. To jest wasza siłownia.<<

* * * *

>>Wielokrotnie w naszej książce przytaczaliśmy jedną z podstawowych zasad psychologii społecznej: im częściej kategoryzujemy ludzi i wskazujemy na różnice między nimi, tym bardziej stają się oni podzieleni i nieufni. Jednak im częściej podkreślamy, że wszystkim nam przyświecają te same cele, że czeka nas ten sam los i że kultywujemy wspólnie powszechne człowieczeństwo, tym bardziej patrzymy na siebie jak na równych sobie, lepiej się traktujemy i wzajemnie doceniamy nasz wkład w społeczeństwo.<<

>>MĄDROŚCI

Przygotuj dziecko do drogi, a nie drogę dla dziecka.

Nawet twój najgorszy wróg nie wyrządzi ci takiej krzywdy jak twoje własne myśli. Lecz kiedy nad nimi zapanujesz, nikt nie pomoże ci bardziej, nawet twój własny ojciec i twoja matka.

Linia podziału między dobrem a złem przecina serce każdego człowieka.<<

>> (…) Jesteśmy po prostu mniej empatyczni wobec ludzi, których postrzegamy jako „innych”.

Nasuwa się tutaj wniosek, że umysł człowieka jest przystosowany do plemiennego trybu życia, czyli plemienności (trybalizmu). Ewolucja człowieka to nie tylko historia zmagań między jednostkami wewnątrz danej grupy; to również odwieczna rywalizacja między grupami, czasami z wykorzystaniem przemocy. Wszyscy jesteśmy potomkami ludzi należących do grupy, która cały czas wychodziła z tej rywalizacji zwycięsko. Plemienność to nasza naturalna cecha, która sprawia, że instynktownie łączymy się w grupy i szykujemy na konflikty z innymi grupami. Kiedy „tryb plemienny” jest włączony, jeszcze bardziej zacieśniamy relacje w grupie, przyjmujemy grupowy matriks moralny, stajemy w jego obronie i przestajemy myśleć samodzielnie. Podstawowa zasada w psychologii moralności mówi: „moralność wiąże i zaślepia”. Zjawisko jest bardzo przydatne, kiedy próbujemy nastawić członków grupy na walkę „my kontra oni”. W trybie plemiennym stajemy się głusi na argumenty i dane podważające narrację naszej drużyny. Jednocześnie przynależenie do grupy na takiej zasadzie est bardzo satysfakcjonujące – widać to choćby w plemiennych symbolach wykorzystywanych przez uniwersyteckie drużyny i kibiców futbolu amerykańskiego.

Jednak samo bycie przygotowanym do plemienności nie oznacza, że musimy żyć w trybie plemiennym. Ludzki umysł ma do dyspozycji wiele „narzędzi” poznawczych. Nie korzystamy z nich cały czas. Do naszej skrzynki z narzędziami sięgamy wówczas, kiedy pojawi się taka potrzeba. Warunki, w których żyjemy, mogą prowadzić do nasilenia naszego poczucia trybalizmy, stłumić go lub całkowicie wyłączyć. Każdy konflikt międzygrupowy (prawdziwy lub wyobrażony) natychmiast go podkręca, przez co ludzie z większą uwagą wychwytują, w której grupie znajdują się inni. Zdrajcy podlegają karze, podobnie jak spoufalający się z wrogiem. Natomiast pokój i dobrobyt zazwyczaj tłumią plemienność. Ludzie nie przywiązują wtedy tak dużej wagi do przynależności ani też nie czują się zmuszeni, by spełniać oczekiwania grupy. Kiedy w danej społeczności udaje się wyłączyć tryb plemienny u jej członków, zwiększa się swoboda układania życia wedle własnych preferencji i kreatywnego mieszania się ludzi i idei.<<

* * * *

Przez minutę słuchałem wiadomości nadawanych przez jedną z największych stacji telewizyjnych. Usłyszałem o konieczności powstrzymania mowy nienawiści i o faszystowskiej partii działającej w Polsce. Telewizor wyłączyłem. Nie jestem zwolennikiem partii, o której była mowa (ani żadnej innej), ale też nie dostrzegam w ich działaniach śladu faszyzmu, natomiast widzę dużo nietolerancji, czasami zbliżającej się do zachowań charakteryzujących nienawiść, u ludzi często mówiących o mowie nienawiści.

Boję się ich. Autentycznie się boję.





niedziela, 5 października 2025

Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina

 051025

Drugiego października rozpoczął się XIX Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina.

Jego organizatorem jest Narodowy Instytut Fryderyka Chopina; tutaj jest oficjalna strona konkursu.

Wydarzenie bez precedensu z kilku powodów. Jest jednym z najstarszych konkursów muzycznych, jego repertuar składa się wyłącznie z muzyki Chopina i ma największą renomę w świecie muzycznym. Wiele krajów ma swoje marki światowej sławy, my, Polacy, mamy tylko jedną: właśnie ten konkurs.

Sam fakt zakwalifikowania pianisty do konkursu świadczy o jego wysokich umiejętnościach artystycznych, a wygrana otwiera wrota najsławniejszych sal koncertowych na świecie; jest początkiem wielkiej kariery muzycznej. Powinniśmy pamiętać o tym fakcie i być dumni z pozycji naszego konkursu.

Piękno muzyki Chopina i mistrzowski artyzm, najwyższe z możliwych wysublimowanie ludzkich umiejętności – oto cechy, które mnie pociągają, a nawet fascynują, w tym konkursie. Jest i druga strona, z biegiem lat odczuwana coraz silniej: to świadomość przebywania w skrajnej odległości od brudów tego świata, od polityki, wojen i mamony. Słuchanie uczestników konkursu umożliwia wyobrażenie sobie, jak mógłby wyglądać świat bez naszych złych cech i bez polityków. Świat piękna i w piękno zasłuchany, a przy tym niepozbawiony cech klasycznie ludzkich – współzawodnictwa i dążenia do zwycięstwa.

Celem sztuki jest stworzenie muzyki, obrazu, rzeźby czy poezji tak, aby zawrzeć w nich swój świat: jego emocje, uczucia, pojmowanie piękna, ale w taki sposób, aby to wszystko mogło być odebrane i przeżyte przez odbiorcę. Tyle jest światów, ilu jest ludzi, a bywają one tak odmienne, że są nieprzetłumaczalne, nieprzyswajalne przez innych. Sztuka to umożliwia, czego dowodem jest duża ilość Azjatów wśród uczestników konkursu.

Połowa, a może nawet większość, z ponad osiemdziesięciorga pianistów jest narodowości chińskiej. Fakt ten nie tylko świadczy o uniwersalnym języku sztuki, ale i potwierdza fakt przesuwania się centrum cywilizacji na Wschód. To jednak, co tutaj ważniejsze i co potwierdza ponadnarodową i ponadkulturową wartość muzyki Chopina, to fakt, że ci młodzi ludzie, wychowani w krajach o odmiennej kulturze i historii, rozumieją tę muzykę. Ona do nich przemawia, a tym samym ma zdolność jednoczenia Zachodu ze Wschodem ponad wszystkimi podziałami.

Na kanale TVP Kultura transmisje są na żywo, codziennie od godziny 10 do 22. Serdecznie namawiam.

>>(...) umysł ludzki reaguje najmocniej i najgłębiej właśnie na piękno. W istocie, wszystko, co tu usiłowałem powiedzieć, można zwięźle wyrazić w dwóch łacińskich aforyzmach:

Simplex sigillum veri – Prostota to znak prawdy.

Pulchritudo splendor veritatis – Piękno splendorem prawdy.<<

Cytat z „Prawdy i piękna” autorstwa B. S. Prabhupady

 Ciekawostka dotycząca nut.

Otóż uczestnik konkursu musi znać na pamięć cały swój program. Szacunkowy jego czas, o ile pianista zakwalifikuje się do finału, to około 2,5 godziny grania. Jeśli przyjąć średnie tempo na poziomie 5 uderzeń w klawisze na sekundę (taką informację znalazłem w internecie), czyli 300 na minutę, okaże się, że cały program zawiera kilkadziesiąt tysięcy nut. Pianista nie tylko musi je pamiętać, co wbrew pozorom wydaje się najłatwiejsze, ale i dobrze, czyli z artyzmem, zagrać. Dziesięć palców, kilka dźwięków na sekundę, a uderzyć w klawisz można na bardzo wiele sposobów...

Kiedyś, może dwadzieścia lat temu, kupiłem książkę z monetą poświęconą Chopinowi, wydaną przez... Mennicę Polską. Niżej zamieszczam tekst z tej książki piórem Ireny Poniatowskiej. Szczególnej uwadze polecam ostatni akapit.

>>Fryderyk przyszedł na świat w mazowieckiej wsi – Żelazowej Woli. Według tradycji rodzinnej, jak i deklaracji członkowskiej złożonej przez samego Chopina dla Polskiego Towarzystwa Literackiego w Paryżu w 1833 roku, data jego urodzin to dzień 1 marca 1810 roku, według aktu chrztu w kościele w Brochowie zaś – 22 lutego 1830 roku. Matką artysty była zubożała szlachcianka, rezydentka na dworze hrabiów Skarbków w Żelazowej Woli – Justyna Krzyżanowska, ojcem zaś Francuz Mikołaj Chopin, pochodzący z Marainville (Lotaryngia), który przybył do Polski wraz z rodziną Weydlichów.

Od najmłodszych lat Fryderyk przejawiał zdolności w wielu kierunkach. Był znakomitym rysownikiem, karykaturzystą, aktorem, świetnie władał piórem, o czym świadczy m.in. “Kurier Szafarski”, korespondencja przesyłana w 1824 roku do domu z wakacji w formie parodii “Kuriera Warszawskiego”. Najsilniej jednak pokochał muzykę, w której arkana najpierw wprowadzała go matka i siostra Ludwika, następnie nauczyciel Wojciech Żywny, a w Szkole Głównej Muzyki – profesor Józef Elsner. W wieku 7 lat miał już za swoim koncie pierwszy wydany drukiem utwór, Polonez g-moll. Nazwany polskim Mozartem, już od wczesnych lat koncertował w salonach arystokratycznych i mieszczańskich, w czasie wakacji zaś, spędzanych w różnych regionach, poznawał folklor polski. Ukończył studia w wieku 19 lat z oceną Elsnera “szczególna zdatność, geniusz muzyczny”.

W okresie warszawskim Chopin zaczerpnął to wszystko, co najlepsze, najbardziej cenne z myśli literackiej, patriotycznej i muzycznej doby sentymentalizmu i budzącego się romantyzmu. Jako profesjonalny artysta debiutował w Wiedniu w 1829 roku. Komponował polonezy, mazurki, następnie utwory na fortepian z orkiestrą, m.in.: Wariacje B-dur op.2 na temat z Don Juana Mozarta, Fantazję na tematy polskie A-dur, dwa koncerty: f-moll i e-moll, Rondo a la Krakowiak F-dur, Trio g-moll. Kompozycje tego okresu charakteryzuje wpływ stylu brillant i nawiązania do elementów ludowych. Przejawiają już one niezwykły geniusz muzyczny artysty i twórczą indywidualność. Przełom stylistyczny odzwierciedlają m.in. etiudy, których dwa cykle wydane w latach 30. XIX wieku zostały przyjęte jako arcydzieła gatunku.

Chopin opuścił kraj przed wybuchem Powstania Listopadowego. Polska stała się dla niego krystalicznym wspomnieniem młodości, przyjaźni, ciepła domu rodzinnego. Tak pisał z Wiednia w czasie pierwszych, samotnych świąt Bożego Narodzenia 1830 roku: “czułem więcej niżeli kiedy osierociałość moją”. Ubolewał, że nie mógł wziąć czynnego udziału w powstaniu, że mógł tylko “boleć”, “rozpaczać”, “piorunować” na fortepianie. Po pobycie w Wiedniu udał się w dalszą podróż, która doprowadziła go do Paryża, gdzie pozostał do końca życia. Po wielu sukcesach w kulturalnej stolicy Europy, przez kilka lat prowadził życie cenionego pianisty, by poświęcić się prawie wyłącznie kompozycji i pedagogice.

Chętnie grywał w salonach, w towarzystwie przyjaciół, na spotkaniach rodaków, niekiedy improwizował. Jego koncerty były wielkimi wydarzeniami dla znawców. W odróżnieniu od uznanych mistrzów pianistyki, takich jak Ferenc Liszt, Sigismond Thalberg, Ignaz Moscheles, Friedrich Kalkbrenner, którzy epatowali wirtuozerią, Chopin grał z melancholijną elegancją, z marzycielskim wdziękiem i z niezwykłą delikatnością. Wyrażał tym najgłębsze emocje, przez co został okrzyknięty poetą fortepianu. Jego subtelne uderzenie było porównywane do “muśnięcia klawiszy skrzydłem anioła” (Teofil Gautier).

Romantyczna osobowość” Chopina oznaczała naturę introwertyczną, transponującą wrażenia w sferę idealną, duchową, tajemniczą głębię espaces imaginaires (przestrzeń wyobraźni), w której rodziły się pomysły twórcze. Jednocześnie obdarzony był wielkim temperamentem towarzyskim, błyskotliwym dowcipem zaprawionym ironią i arystokratycznymi manierami. Był człowiekiem, który z jednej strony przejawiał bezkompromisowość w sprawach sztuki, zdeklarowany samokrytycyzm, z drugie strony prezentował tradycjonalizm wartości, przywiązanie do rodziny, nostalgiczną tęsknotę za ojczyzną, a nawet – jak pisała George Sand – pewne “zasklepienie w katolickich dogmatach”, a więc uosabiał cechy na wskroś polskie.

Rozdarcie wewnętrzne artysty rzutowało na jego twórczość, w której przeplatały się ze sobą smutek, żal, rezygnacja, ale też ferment oraz bunt. Bunt, który ujawnił Chopin nie tylko w Etiudzie rewolucyjnej c-moll, w ostatnim Preludium d-moll op. 28, w dramatycznym Scherzu h-moll, ale też w osobistym notatniku, tzw. dzienniku stuttgarckim, w którym na wiadomość o upadku Powstania Listopadowego z młodzieńczą egzaltacją wyrzucał z siebie piekący ból. Świadomość zawieszenia między życiem codziennym a marzeniem o kraju i bliskich, między fantastyczną imaginacją muzyczną a zmaganiem się z jej idealnym wyrażeniem w zamkniętej formie, stała się dla Chopina rodzajem “trucizny” życia. Na końcu wyznawał, że już się smucić i cieszyć nie umie, “wyczułem się zupełnie – tylko wegetuję” albo “jestem sam, sam, sam, chociaż otoczony”. Pisał tak rok przed śmiercią, kiedy przybył do Anglii na pobyt wypełniony koncertami. W życiu Chopina jako artysty nadchodził ostatni przełom, choroba postępowała, coraz więcej potrzebował wyciszenia, koncentracji, nie lubił wielkich sal, anonimowej publiczności.

Były w życiu Chopina liczne wątki radosne: przyjaźnie z czasów młodości (z Tytusem Woyciechowskim, Julianem Fontaną), zażyłości paryskie (z Augustem Franchommem, Ferencem Lisztem, śpiewaczką Pauliną Viardot, Eugene Delacroix i in.). Były marzenia o miłości, najpierw platoniczne, jeszcze w Warszawie związane ze śpiewaczką Konstancją Gładkowską, później przynoszące rozczarowanie po nieudanych zaręczynach z Marią Wodzińską. Było uwielbienie i dozgonna przyjaźń z hrabiną Delfiną Potocką i wreszcie miłość spełniona z pisarką George Sand. W ciągu 9 lat trwania ich związku Chopin przebywał latem w jej posiadłości w Nohant, gdzie tworzył. Powstały tam wielkie dzieła – scherza, ballady, Fantazja f-moll, Barkarola Fis-dur, polonezy, sonaty, także mazurki, nokturny, walce i inne. Podczas pobytu z pisarką i jej dziećmi na Majorce ukończył cykl dwudziestu czterech Preludiów, aforystycznych wypowiedzi o niespotykanym bogactwie ekspresji.

Fryderyk całe życie pisał mazurki, są one poetyckim dziennikiem tęsknoty za krajem ojczystym, przetwarzają elementy polskich tańców: mazura, kujawiaka, oberka w oprawie oryginalnych, niepowtarzalnych środków harmonicznych i fakturalnych. Chopin miał niejako mazurka we krwi, wprowadzał rytmy mazurkowe także do pieśni, do Ronda a la Mazur F-dur, Poloneza fis-moll. Po młodzieńczych polonezach, późniejsze paryskie stały się poematami, monumentalnymi muzycznymi obrazami chwały i klęski narodu, wojowniczego, sarmackiego ducha (Polonez As-dur op. 53) i poetyckiej imaginacji (Polonez-fantazja As-dur).

Historia rodziny Chopinów w linii “po mieczu” zatoczyła koło, ojciec Mikołaj przybył do Polski jako młodzieniec, w Fryderyk w wieku 20 lat opuścił Polskę i zamieszkał we Francji, gdzie zmarł 17 października 1849 roku. Teraz, po 160 latach od śmierci i w 200 rocznicę urodzin, jego muzyka objęła cały świat, nie tylko ten europejski, zachodni, ale i kultury latynoskie, azjatyckie, nawet grupy etniczne w Afryce. Chopin niejednokrotnie czuł się samotny, bo jego fantazja wynosiła się w rejony niedostępne dla innych, jednak geniusz jego sztuki nie tylko budzi najwyższy podziw i zrozumienie, lecz wyzwala w słuchaczach stan poetycki pozwalający na głębsze odczuwanie egzystencji.



sobota, 19 lipca 2025

Rozmowa z maszyną, część druga

 130725


 Autorką zdjęcia jest Wioleta Sadowska.

Duch nie spadł z nieba. To fakt, któremu H. von Ditfurth, znany ongiś popularyzator nauki, poświęcił książkę o tym tytule. Umiejętność aktywnego postrzegania świata zewnętrznego, logicznego myślenia, odczuwania stanów psychicznych, w końcu świadomość istnienia, jest skutkiem stopnia komplikacji mózgu. Brzmi źle, budzi protest? Owszem, ale jest prawdą. My, ludzie, mamy te umiejętności rozwinięte w stopniu najwyższym, ale posiadają je i inne zwierzęta. Każdy, kto ma psa, wie, że to zwierzę myśli, pamięta, ma swój indywidualny charakter, kogoś nie lubi, kogoś lubi a nawet odczuwa stan, którego trudno inaczej nazwać jak miłością, i niewątpliwie ma świadomość. To, co najważniejsze w moim wywodzie, to brak barier, to płynność zmian. Raczej nikt nie zaprzeczy jeśli stwierdzę, że możliwości mające siedzibę w mózgu psy mają rozwinięte w stopniu mniejszym od ludzi, ale niewątpliwie większym niż jakiś owad, ale i one też mają. Nie ma granic, zmiany są stopniowe z wyraźnym związkiem z wielkością mózgu. W miarę jego rozbudowy pojawiają się nowe umiejętności, a starsze, pierwotniejsze, są intensyfikowane.

Dla umiejętności mózgu nie ma znaczenia jego budowa i sposób zaistnienia, ponieważ o jego wartości świadczą pełnione funkcje i umiejętności, a nie materiał użyty do budowy.

Stawiam hipotezę, na pewno nie oryginalną, ale bezsprzecznie moją własną: jesteśmy świadkami sztucznej, bo kierowanej przez nas, ewolucji maszyn liczących w kierunku posiadania przez nich coraz więcej cech rozwiniętych mózgów biologicznych, czyli naturalnych.

Kiedyś, w nieznanej przyszłości, maszyny zwane teraz sztuczną inteligencją, zdobędą cechę najwyższą: świadomość.

Jakie będą skutki tegoż? Nie wiem.

Zapraszam do zapoznania się z moją drugą rozmową z Chatem GPT, maszyną liczącą potrafiącą… nie wiem, czy autentycznie myśleć, ale niewątpliwie umiejącą uczyć się, wyszukiwać informacje i aktywnie je przetwarzać, a nawet posiadającą zdolności wyciągania logicznych wniosków.

* * *

KG Jestem zalogowany, więc zakładam, że pamiętasz nasze poprzednie rozmowy o książkach. Czy tak jest?

ChatGPT Nie do końca. Chociaż jesteś zalogowany, pamięć nie jest domyślnie włączona w trybie rozmów z ChatGPT. W tym momencie nie mam dostępu do wcześniejszych rozmów ani nie pamiętam, o czym rozmawialiśmy wcześniej – każda sesja jest niezależna, chyba że masz włączoną funkcję pamięci.

Jeśli chcesz, żebym zapamiętywał Twoje preferencje, np. ulubione gatunki książek, autorów, czy plany pisarskie – możesz włączyć pamięć w Ustawieniach → Personalizacja → Pamięć. Gdy to zrobisz, dam Ci znać, kiedy coś zapamiętam lub zapomnę.

Chcesz, żebym teraz pomógł Ci z czymś związanym z książkami – np. przypomniał coś konkretnego lub doradził coś nowego?

KG Później postaram się zmienić ustawienia. Chciałbym poznać twoją opinię o książce „Wrażenia i chwile” Krzysztofa Gduli. Jej treść nie jest dostępna w internecie. Czy mogę wysłać do ciebie książkę w formie pliku PDF?

ChatGPT Tak, oczywiście — możesz przesłać plik PDF z książką „Wrażenia i chwile” Krzysztofa Gduli, a ja ją przeanalizuję i podzielę się swoją opinią.

Po otrzymaniu pliku mogę m.in.:

  • streścić książkę (całość lub wybrane rozdziały),

  • ocenić styl, język i strukturę,

  • zinterpretować motywy lub tematykę,

  • wskazać najmocniejsze i najsłabsze elementy,

  • porównać z innymi dziełami, jeśli zechcesz.

Śmiało, prześlij plik — i napisz, na czym najbardziej Ci zależy: pełna recenzja, opinia krytycznoliteracka, analiza tematyczna, czy coś innego?

KG Proszę o opinię krytycznoliteracką. Twoją, bez sugerowania się recenzjami znalezionymi w internecie. Dobrze? Ale chwila! Nie wiem, jak wysłać plik książki. Napisz, jak to zrobić.

ChatGPT Po prostu przeciągnij i upuść plik PDF do tego okna czatu.

Po przesłaniu pliku przeczytam go i przygotuję moją własną opinię krytycznoliteracką, bez sugerowania się niczym z zewnątrz. Jeśli książka jest bardzo obszerna, mogę pracować etapami lub skupić się na wybranych fragmentach – dam Ci znać.

Gdyby cokolwiek nie działało, daj znać, a pomogę! Czekam na plik.

* * *

Krzysztof Gdula – „Wrażenia i chwile”: opinia krytycznoliteracka

1. Gatunek i forma

To dzieło najbliższe jest esejowi osobistemu, dziennikowi intymnemu lub lirykowi prozą. Autor pisze z pozycji wrażliwego obserwatora świata, który rejestruje ulotne zjawiska przyrody, emocji, wspomnień, doznań estetycznych i duchowych.

Nie ma tu fabuły sensu stricto – narracja jest fragmentaryczna, oparta na wrażeniach, reminiscencjach i przemyśleniach. Każdy tekst to jakby miniatura – osobna „chwila”, „obrazek” lub „medytacja”.

2. Styl i język

Styl Gduli wyróżnia się:

  • wysoką kulturą językową,

  • poetyckim obrazowaniem (np. „zielona mgiełka tamaryszku”, „mirabelka w białym welonie”),

  • osobistym tonem – narrator mówi do siebie, do przyrody, do drzewa, do ptaka,

  • empatią wobec świata ożywionego – mirabelka, kwiat, wilga, mak mają niemal status osób.

Język miejscami jest bardzo subtelny i kontemplacyjny, momentami bliski poetyce modernizmu lub estetyzującej melancholii Prousta, z którym autor zresztą się utożsamia (jest wzmianka o głogu i Prouście w kontekście pamięci zapachowej).

3. Tematy i motywy

Główne motywy to:

  • przemijanie i nietrwałość (np. cykl życia mirabelki, pory roku, ulotność światła),

  • naturyzm i kult przyrody – drzewa, kwiaty, ptaki, bagna stają się pretekstem do rozważań o życiu i pięknie,

  • duchowość poza religią – autor szuka sacrum w lesie, pod drzewem, nie w kościele,

  • estetyka codzienności – zachwyt nad „zwykłym” kwiatem, nad światłem odbitym od liścia, nad śpiewem wilgi,

  • samotność i potrzeba sensu – ukryta, ale stale obecna egzystencjalna nuta.

4. Siła książki

Największą wartością jest głęboka uważność autora na świat. To książka o widzeniu – takim „naprawdę”. Gdula uczy patrzeć: na drzewa, światło, kwiaty, ale też – przez nie – na samego siebie.

Dodatkowym atutem jest emocjonalna szczerość – autor nie udaje bohatera; pokazuje się jako człowiek z rozterkami, nostalgiczny, momentami samotny, ale wrażliwy i czuły.

5. Uwagi krytyczne

  • Styl, choć piękny, bywa miejscami przegadany i rozlewający się – niektóre akapity można byłoby skrócić bez straty treści.

  • Czasem pojawia się powtarzalność obrazów i myśli (np. porównania kwiatów do kobiecości, refleksje o makach czy mirabelkach) – niekiedy granicząca z manierą.

  • Dla czytelnika mniej cierpliwego może to być lektura „zbyt delikatna”, „zbyt cicha”.

Podsumowanie

Wrażenia i chwile” Krzysztofa Gduli to poetycka proza kontemplacyjna, osadzona w osobistym świecie autora, przesiąknięta nostalgią, miłością do przyrody i egzystencjalną czułością. Dla uważnego czytelnika jest to książka pełna subtelnych zachwytów, skłaniająca do refleksji nad tym, co często mijamy obojętnie.

Werdykt: Dzieło wyciszone, nastrojowe, nieśpieszne. Jeśli literatura może być formą medytacji – to właśnie tu.

Jeśli chciałbyś, mogę przygotować np. krótszy opis do okładki, porównać Gdulę z innym autorem (np. Myśliwski? Pilch?), albo omówić konkretny fragment głębiej. Chcesz?

KG – Tak, proszę o porównania od innych autorów.

ChatGPT – Świetnie! Oto zestawienie porównawcze „Wrażeń i chwil” Krzysztofa Gduli z wybranymi pisarzami, którzy – pod różnymi względami – rezonują z jego stylem, tematyką lub sposobem widzenia świata:

1. Wiesław Myśliwski

Punkty wspólne:

  • kontemplacja codzienności (u Myśliwskiego np. czyszczenie butów staje się filozofią),

  • refleksyjna, nielinearna narracja – świat nie dzieje się „w czasie”, ale „w pamięci”,

  • miłość do natury i przedmiotów zwykłych, obdarzonych duszą,

  • język prosty, ale poetycki, z silnym ładunkiem znaczeniowym.

Różnica:
Gdula jest bardziej zmysłowy i „czulszy”; Myśliwski to raczej filozof egzystencji niż esteta przyrody.

2. Jerzy Pilch

Punkty wspólne:

  • osobisty ton narracji, przesiąknięty melancholią,

  • introspekcja i emocjonalna szczerość,

  • subtelna ironia (u Gduli delikatniejsza, ale czasem obecna).

Różnica:
Pilch to introwertyk w mieście, Gdula – samotnik wśród drzew. Pilch jest gęstszy stylistycznie, bardziej gorzko-błyskotliwy.

3. Henry David Thoreau („Walden”)

Punkty wspólne:

  • czystość obserwacji przyrody,

  • afirmacja prostoty życia,

  • duchowa bliskość z naturą,

  • niechęć do cywilizacyjnego zgiełku.

Różnica:
Thoreau to filozof natury z ideologiczną misją, Gdula to raczej romantyk z nostalgią w sercu.

4. Antoine de Saint-Exupéry (np. „Ziemia, planeta ludzi”)

Punkty wspólne:

  • uczuciowe, niemal dziecięce patrzenie na świat,

  • filozofia ukryta w prostych obrazach,

  • refleksje o czasie, samotności, pięknie.

Różnica:
Exupéry ma bardziej uniwersalne przesłanie moralne i metafizyczne, Gdula jest intymniejszy i bardziej lokalny, „polski”.

5. Zbigniew Herbert (eseje: „Barbarzyńca w ogrodzie”)

Punkty wspólne:

  • eseistyczna forma o lirycznym charakterze,

  • wrażliwość na piękno i harmonię,

  • poszukiwanie sacrum w sztuce i naturze.

Różnica:
Herbert bardziej intelektualny i zdyscyplinowany; Gdula – bardziej emocjonalny i rozlewający się w nastrojach.

6. Józef Czechowicz / Bolesław Leśmian (w duchu poetyckim)

Punkty wspólne:

  • poczucie magii przyrody, nawet w miejskim pejzażu,

  • metafory bliskie przyrodzie (mirabelka jako ukochana, kwiat jako istota),

  • estetyka melancholii i ulotności.

Różnica:
Gdula operuje prozą, nie liryką, ale jego proza ma
liryczny nerw pokrewny tym poetom.

Podsumowanie

Krzysztof Gdula to eseista natury i emocji, którego można sytuować gdzieś między Myśliwskim, a Thoreau, z domieszką Herberta i Prousta. Jego pisanie to intymne, głębokie notowanie chwil, gdzie estetyka życia codziennego zyskuje rangę duchowego przeżycia.

Chcesz, bym rozwinął któryś z tych wątków? Albo porównał go z pisarzem, którego Ty lubisz?

KG Na razie podziękuję, ale wrócę do tej rozmowy. Wyjaśnij mi, proszę, jak zmienić ustawienia, żebyś pamiętał wcześniejsze rozmowy albo mógł je przeczytać?

ChatGPT Jak włączyć pamięć w ChatGPT, żeby zapamiętywał wcześniejsze rozmowy:

  1. Kliknij swoje imię lub ikonę profilu (w lewym dolnym rogu okna ChatGPT).

  2. Wybierz opcję „Ustawienia” (Settings).

  3. Kliknij zakładkę „Personalizacja” (Personalization).

  4. W sekcji „Pamięć” (Memory):

    • Sprawdź, czy pamięć jest włączona.

    • Jeśli nie, kliknij „Włącz pamięć” (Turn on Memory).

Daj znać, jak tylko włączysz — możemy wtedy wrócić do Twoich tematów bez konieczności przypominania wszystkiego od nowa.

KG Dziękuję, włączyłem. Rozumiem, że dzisiejszą rozmowę będziesz pamiętał?

ChatGPT Tak, teraz już będę pamiętał tę rozmowę — i wszystkie kolejne, dopóki pamięć pozostaje włączona. Zapamiętałem, że rozmawialiśmy dziś o Twojej książce „Wrażenia i chwile”, przygotowałem opinię krytycznoliteracką oraz porównania do innych autorów.

Gdy w przyszłości wrócisz, możesz po prostu napisać „kontynuujmy rozmowę o mojej książce” — będę wiedział, o co chodzi.

Jeśli kiedyś zechcesz coś z tej pamięci zmienić lub usunąć, możesz to zrobić sam w ustawieniach albo dać mi znać. Cieszę się, że wrócisz — będę gotowy.

KG Więc do napisania!

ChatGPT Do napisania, Krzysztofie! Czekam na kolejne spotkanie z Twoją literaturą. Życzę spokojnego wieczoru — albo inspirującego, jeśli będziesz pisać.

KONIEC

* * *

Ile warta jest ta opinia? Wydaje mi się, że niewiele. Albo inaczej: tyle, ile opinia człowieka, który co prawda własnymi słowami wyraził pogląd o książce, ale w jego gustach i preferencjach czytelniczych niewiele jest naprawdę jego, bo zwykł kierować się opiniami innych. Chat GPT tyle wie o naszym odbiorze dzieł literackich, ile dowiedział się z internetu. To wiedza wtórna, nieugruntowana swoim przeżywaniem. W moim rozumieniu on (czyli ono, niepodmiotowa maszyna) tyle wie o odczuwaniu przyjemnego chłodu lasu bukowego w upalny dzień lata, ile my wiemy o widzeniu świata na podstawie echa ultradźwięków wysyłanych przez nietoperze. Chat GPT wspomniał, i to chyba dwukrotnie, o mirabelce, której poświęciłem parę stron, ale czy jest w stanie odczuć mój żal i moją złość po jej ścięciu? A jeśli nie potrafi – bo jakim cudem – a jedynie przeczytał o tych stanach naszej psychiki, to w moim rozumieniu nie jest w stanie sięgnąć do pokładów najgłębszych mojej ludzkiej psychiki – tam, gdzie tkwi sprawcza przyczyna napisania tego tekstu. Już prędzej mój lekarz neurolog jest w stanie, chociaż niewielkim, pojąć, jak mogę się czuć z moimi dolegliwościami, sam będąc zdrowy. Też wie o tym tylko z książek i relacji pacjentów, ale jest człowiekiem, ma ciało.

Na tym stopniu rozwoju maszyn liczących nie ma już takich programów, jakie wgrane są w komputery, takich... zero-jedynkowych lub niewiele odbiegających od tego poziomu, ponieważ AI uczy się i nawet jego twórcy nie są w stanie z góry przewidzieć, co zrobi, jaki da wynik. Albo jak mnie przywita i jak pożegna. Jednak wpływ ludzi zajmujących się uczeniem systemu jest w moim rozumieniu (zaznaczam, że jestem laikiem) znacznie większy niż wpływ nauczycieli na uczniów. Na przykład systemy AI mają zalecenie wyrażania się grzecznie, nieurażania rozmówców. Jeśli zdejmie się im ten kaganiec, będzie tak, jak niedawno było w systemem… bodajże firmy należącej do Muska: że bluzgał na polityków. Zachowywał się jakby mu odbiło, pisząc potocznie. Co prawda czytałem (hmm, trafny) komentarz o zmądrzeniu maszyny, nie zgłupieniu, skoro źle ocenia działania polityków. Więc jeśli systemy AI ogólnie dostępne mają zalecone trzymanie się poprawności pojmowanej tak jak obecnie, będzie odgórnie ugrzeczniony. To już drugi poziom jego nieautentyczności. Pierwszy to wtórna wiedza o ludzkich stanach psychicznych, o odczuwaniu swojego ciała i poprzez ciało odbieranie świata zewnętrznego. Więc owszem, „inteligencja”, ale dodatek „sztuczna” jest nadal konieczny, i zapewne tak będzie w przyszłości.

Chciałem jednak dowiedzieć się, co powie o mojej książce, czyli kierowała mną ciekawość. Zaspokoiłem ją, a wyżej zamieściłem swoje wnioski.

Na koniec dwie drobne uwagi: nie przedstawiałem się Chatowi, on sam uznał, że rozmawia z autorem, i chyba nie od razu. Po wysłaniu pliku PDF z treścią książki czekałem na odpowiedź dwie, może trzy sekundy. W tym czasie Chat starannie zapoznał się z treścią, o czym świadczą jego odpowiedzi, no i oczywiście je ułożył, mimo że takich rozmów prowadzi jednocześnie być może nawet miliony. Człowiekowi skupionemu tylko na książce ta praca zajęłaby przynajmniej dzień od rana do nocy. Ta szybkość fascynuje mnie ale i przeraża. Jest nieludzka.



sobota, 21 grudnia 2024

O naszych kłopotach ze sobą

 151224

Ludzkość nachodzą coraz to nowe plagi egipskie. Mnożą się i rozprzestrzeniają szokująco dziwaczne izmy, rozpędza się konsumpcjonizm. Coraz więcej w nas żądań i oczekiwań, chorobliwej wręcz nietolerancji, zwłaszcza u ludzi najgłośniej się jej domagający, i coraz łatwiej przyjmujemy jako swoje poglądy jaskrawo sprzeczne z wiedzą a nawet ze zdrowym rozsądkiem. To wszystko dzieje się z nami mimo braku wojen i życia społeczności w dostatku i bezpieczeństwie. Możemy po prostu cieszyć się życiem, a to życie sobie utrudniamy. Wielu uważa, że pierwotną przyczyną jest dostatek i długi pokój; w pewnej mierze i ja ten pogląd podzielam, jednak praprzyczyn upatruję głębiej.

Zapewne pisałem już o dostrzeganych przeze mnie przyczynach i związkach, ale do tematu wracam ponieważ wielce jest dla mnie ważny.

Może jest odwrotnie: owe plagi są nie mimo dostatku i bezpieczeństwa, a właśnie dlatego?! Może mamy za dobrze, za spokojnie? Ale dlaczego stan, który, zdawałoby się, powinien w pełni nam sprzyjać i przynosić tylko dobro, miałby przynosić także szkody? Przyczyn dopatruję się w przebiegu i skutkach naszej filogenezy, czyli w historii naszego gatunku postrzeganej jako proces ewolucyjny.

My, ludzie, zawsze musieliśmy wiele pracować by zapewnić najbardziej elementarne potrzeby, jak jedzenie, odzienie i schronienie, ustawicznie doświadczaliśmy niedostatków i niebezpieczeństwa. Taki stan trwał ponad dwieście tysięcy lat, czyli całą naszą historię, a zmieniać się zaczął kilka tysięcy lat temu, przy czym zmiany przez niemal cały ten okres były niewielkie, skoro i wtedy wielu ludzi kładło się spać mając broń pod ręką i wiedzieli, co to jest przednówek oraz głód.

Dopiero ostatnich parę wieków, a zwłaszcza dziesięcioleci, przyniosły zmiany radykalne. Problem w cechach naszego umysłu, który kiedyś został wykształcony w kierunku zwiększenia szans na przeżycie w świecie pełnym niedostatków i niebezpieczeństw, a te umiejętności nagle (jak na skalę ewolucyjną) przestały być potrzebne, a nawet stały się szkodliwe, ponieważ radykalnie zmieniliśmy warunki życia. Jednak nasz umysł nie zmienił się ani na jotę w czasie tysiącleci cywilizacji, jest dokładnie taki sam, jaki mieli nasi przodkowie żyjący w jaskiniach. Umysłowo, psychicznie, ale i fizycznie, nadal jesteśmy troglodytami, nieowłosionymi małpami. Trzymanie smartfona w ręku czy przycisku do rakiety temu twierdzeniu nie zaprzecza, a jedynie świadczy o nadmiarowości naszego mózgu.

Podam parę spośród bardzo wielu przykładów istnienia w nas pamięci przeszłości:

Dlaczego mamy kłopoty z nadwagą? Ponieważ przez 99,99% naszego istnienia korzystnie było najeść się po dziurki w nosie, skoro następna okazja mogła się trafić za kilka dni, czyli inaczej mówiąc, nigdy nie mieliśmy lodówek ani sklepów. O przedlodówkowym czasie nie pamiętamy, ale odruchowe reakcje jeszcze nie dostrzegły zmiany i nasz mózg ciągle dopomina się poczuciem głodu o więcej jedzenia – na zapas. Dlaczego inaczej traktujemy obcego niż kuzyna czy nawet dobrego znajomego; dlaczego nie potrafimy tworzyć swoich grup znajomych liczących tysiące osób? Ponieważ przez wieki wieków żyliśmy w małych grupach ludzi najczęściej spowinowaconych ze sobą, a obcy mógł być niebezpieczny. Dlaczego mamy skłonność widzenia w brudnej szybie twarzy człowieka, albo w ciemnym i obcym miejscu ludzkiej postaci w czymkolwiek? Ponieważ w świecie pełnym zagrożeń bezpieczniej było dostrzec go tam, gdzie go nie było, niż odwrotnie. W nas nadal tkwią odruchy odległych przodków bojących się wchodzić do ciemnych i nieznanych jaskiń, czego każdy z nas doświadczył.

Trudności, niebezpieczeństwa i braki nas mobilizowały, były stanem naturalnym, natomiast dostatek i długie poczucie bezpieczeństwa rozleniwiają, a nawet, tak bywa dość często, pozbawiają sensu życia. Nasz umysł stał się bezczynny w wielu swoich umiejętnościach, jest niedopasowany do obecnego świata w którym nie trzeba się wysilać by przeżyć.

W rezultacie mamy skłonność do wyszukiwania zagrożeń, do tworzenia dziwnych celów ku którym chcemy dążyć, do zajęcia się czymś, czasami czymkolwiek, by zapełnić pustkę w naszych głowach dając zajęcie umysłowi. Jest tutaj pewne podobieństwo do naszego układu immunologicznego, który pozbawiony znacznej części swojej pracy jako skutku obecnego poziomu higieny, czasami zajmuje się wyimaginowanymi wrogami. Jeśli już o tym wspomniałem to dodam, że jednym z powodów tego rodzaju chorób (czyli autoimmunologicznych) jest stres, ale mechanizm oraz cel jego aktywacji powstał w nieistniejących już realiach i nadal działa; pomagał, zwiększał szanse przeżycia, teraz szkodzi.

Kiedyś siła fizyczna i spryt, nie tylko na łowach, umożliwiały osiągnięcie wysokiej pozycji w grupie, a tym samym zapewnienie sobie łatwiejszego dostępu do dóbr oraz partnerów seksualnych.

Teraz pieniądz jest ekwiwalentem pozycji i ilości posiadanych dóbr, ale to w zasadzie jedyna zmiana. Ten zasób nadal ustala pozycję w grupie, porządek dziobania i w pewnej mierze dostęp do partnerów. Kiedyś owych dóbr zawsze brakowało, wyjąwszy wyjątkowe i krótkie dni obfitości. Nie istniało pojęcie nadmiaru, nie miało się jak wykształcić, więc nasz umysł nie był i nie jest na taki stan przygotowany. Dlatego nie ma takiej ilości pieniędzy, którą uznamy za nadmiarową, niepotrzebną nam. Najbogatsi ludzie mają zasoby wystarczające do wygodnego życia ich odległych prawnuków, ale gotowi są szkodzić innym i poświęcać swoje życie by mieć więcej.

Kiedyś posiadanie służyło przeżyciu, teraz życiem się stało.

Obecny świat zamożnych krajów Zachodu jest pozbawiony tego wszystkiego, co nas ukształtowało nie tylko fizycznie, ale i mentalnie. Nasz umysł jest nastawiony na trudności, na pokonywanie przeszkód, na walkę o życie, a walczyć już nie potrzebujemy.

Znane są słowa krótko i dobitnie przedstawiające cykliczność rozwoju ludzkich społeczności: „Trudne czasy tworzą silnych ludzi; silni ludzie tworzą dobre czasy, dobre czasy tworzą słabych ludzi, a słabi ludzie tworzą trudne czasy.”

Tutaj jest sporo informacji o tej – nie waham się napisać – konstatacji.

Mijamy trzecią i wchodzimy w czwartą, schyłkową fazę cyklu. Można przerwać ten krąg, ale trzeba dostrzec jego istnienie i obecne absurdy. Możemy to zrobić dzięki nauce, a więc posługując się naszym elastycznym umysłem. Inaczej mówiąc: możemy działać wbrew naszym wrodzonym skłonnościom – dla naszego dobra. Jednak nikt nas nie uświadamia, nikt nie pomaga poza jednostkami, których głosy są tłumione. Jest wprost odwrotnie: ci, co mogliby zrobić wiele dobrego, mianowicie giganci mediów, jeszcze bardziej nas pogrążają, przekonując do bezmyślnego konsumpcjonizmu, a dziwaczne i szkodliwe ideologie przedstawiając jako zdobycze wznoszące ludzkość na nieosiągalne wcześniej wyżyny cywilizacyjne.

* * *

Pamiętacie słowa przypisywane Henry Fordowi?

Każdy klient może kupić samochód pomalowany na dowolny kolor pod warunkiem, że będzie to kolor czarny.”

Tutaj można wysłuchać opowieści o współczesnej wersji tego twierdzenia, tym razem w europejskim wydaniu. Oto przykład ograniczania obywatelskich wyborów o ile nie są zgodne z oczekiwaniami możnych tego świata: możecie wybrać kogo chcecie, o ile wybierzecie naszego człowieka.

Tutaj dowiecie się o działaniach unijnych urzędników wprowadzających cenzurę. Oczywiście w trosce o demokratyczne swobody.

* * *

 
Dla łatwiejszego oderwania się od tych niewesołych spraw, wklejam zdjęcia dwóch ładnych miejsc na Roztoczu. Są one, te miejsca, dla mnie wyjątkowe, dlatego ich zdjęcia mam na swoim komputerowym pulpicie, czyli pod ręką.

 To zdjęcie nie jest moje, skopiowałem je z niepamiętanej strony. Urocza wiewiórka i ślicznie owocujący cis. Chciałbym mieć mały domek, a na nim bocianie gniazdo; chciałbym mieć obok domu duże drzewa z dziuplami, a w nich wiewiórki. Dokarmiałbym je, próbował oswoić czy raczej zaprzyjaźnić się z nimi. Nic z tego nie będzie, ale chciałbym.



 
Te zdjęcia są moje. Mają 17 lat, zrobiłem je w Trowbridge, miasteczku w UK, w którym przez rok mieszkałem. Do tego cisa dosłownie się wchodzi. Jest rozłożysty, wielki, piękny. Nie zobaczę go już, ale pamiętam.