Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą energetyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą energetyka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 lutego 2026

Zaśnieżone pola Roztocza

 100226

 Ranek był zimny nie tyle temperaturą, co kolorystyką i wrażeniami. Śnieg był świeży, czysty, ale miał odcień zimnej, odpychającej szarości, chwilami z niewielkim dodatkiem granatu. Drzewa stały czarne, pozbawione zwykłych swoich zimowych brązów i szarości, wydawały się już nawet nie zamarłe, a wprost martwe. Jedynie brzozy nie uległy tym zmianom, nadal przyciągając wzrok swoją urodą. 

 



W miarę przejaśniania się nieba i zmian oświetlenia, zmieniało się moje subiektywne widzenie zimowych krajobrazów: jakby nabierały barw nadal będąc niemal monochromatyczne. 

 


 
Kiedy po paru godzinach niebo wypogodziło się, a jasne, mocne słońce rozjaśniło krajobraz odmieniając go radykalnie, mimo że tak naprawdę jedynie śnieg zmienił barwy. Śnieżna biel – tak mówi się o czystej, chłodnej bieli, i taki był w cieniu. Na słońcu świecił się i skrzył srebrzyście, diamentowo, żółto, a pod wieczór pomarańczowo.

Początkowo szedłem koleinami wygniecionymi na nieodśnieżonych drogach, ale kiedy zboczyłem na pole dla zrobienia zdjęcia zauważyłem, że starszy śnieg, stwardniały z wierzchu, utrzymuje mój ciężar. Buty zagłębiały się tylko parę centymetrów, więc szło się dość wygodnie. Na ogół, bo jednak nie zawsze skorupa była wystarczająco mocna, wtedy zapadałem się nawet po kolana.


 Skoro w ten sposób otworzyły się wszystkie drogi, polami poszedłem ku wiatrakom widocznym na widnokręgu. Mam do nich ambiwalentny stosunek: nadal podobają mi się jako konstrukcje, są smukłe, wysokie, zgrabne, o ile można tak powiedzieć o rzeczy. Jednocześnie nie podobają mi się, ponieważ są kiepskie jako źródła prądu, nie są też tak ekologiczne, jak się nam wmawia. Właściwie są gorsze pod każdym względem w stosunku do tradycyjnych elektrowni węglowych, o ile te są wyposażone w nowoczesne systemy filtrowania spalin.

 Zatoczyłem spory krąg, a wracając znalazłem wąskie pole zarośnięte kępami tarniny i krzewami dzikich róż, jedne i drugie były obsypane owocami. Spróbowałem, smakowały, więc oczywiście połasuchowałem. Zaskakujący był efekt kolorystyczny, sąsiedztwo granatowych śliwek i pomarańczowoczerwonych owoców róż na tle białego śniegu. Wyobraźnia podsunęła obraz tego miejsca w czasie kwitnienia, a był tak uroczy, że obiecałem sobie wrócić tam wiosną.






Uwaga o języku. Napisałem o pomarańczowoczerwonych owocach i przez chwilę ten długi wyraz wydawał mi się nieprawidłowy i dziwaczny, ale jednak jest zgodny z zasadami. Pomarańczowo-czerwone jest coś, co miejscami jest pomarańczowe, miejscami czerwone, a pomarańczowoczerwony powstaje przez wymieszanie obu kolorów, dlatego zebra jest biało-czarna, a nie białoczarna czyli szara.

Krzewy tarniny są tak gęste, że w lecie ich nieprzeniknione ściany tworzą idealne miejsca na schronienia dla wielu gatunków zwierząt, a ptasi drobiazg buduje gniazda w gęstwinach. Dzisiaj widziałem wiele małych gniazd wśród nagich gałęzi. Ich widok ma w sobie magiczną zdolność budzenia licznych myśli: ciepłych, ale i nostalgicznych. Teraz są opuszczone, niepotrzebne, może zapomniane, ale przecież ptasia para budowała je dużym nakładem pracy aby stworzyć dom dla swoich dzieci. W tych gniazdach troskliwie wyścielonych puchem wykluwały się i dorastały otoczone opieką rodziców i z nich wyfrunęły w świat aby przeżyć swój czas.


 Rodzinne gniazdo, dom i dzieci. Nadzieje, wspomnienia i
jeszcze raz dzieci.

Obrazki ze szlaku

 Pięć brzóz. Ich ustawienie wskazuje na zasadzenie. Ktoś wybrał właśnie brzozy, a więc chciał, aby rosły na jego ziemi.

 Ścięte brzozy. Tak, wiem, potrzebujemy opału, ale… szkoda mi tych drzew. Już nie wystroją się zieloną mgiełką na wiosnę, nie zaszumią na wietrze; nie usiądę pod nimi i nie zobaczę muchomorów.





 

 



 Wszedłem na wzgórek i w oddali zobaczyłem zagajnik śródpolny. Skusił mnie wyglądem, więc poszedłem ku niemu na przełaj polami. Zobaczyłem słońce kryjące się za sosną i czerwień owoców dzikiej róży wysoko na drzewie. Rzadko, ale widuję pędy dzikich róż pnące się po drzewach na wysokość piętra, tak właśnie jak tutaj.

 Mały” domek. Ciekawe, dla ilu osób był zbudowany. Tak się składa, że w ostatnich latach dość często bywam w nowych domach i wiem, jak są duże i jak niewielu ludzi w nich mieszka, ale ten jest wyjątkowo wielki. O kształcie nic nie napiszę, bo gusta są różne.



 
Droga w popołudniowym słońcu. Śnieg, tak zimny i nieładny wczesnym rankiem, w tamtych miejscach, oświetlony niskim ale jeszcze mocnym słońcem, wydawał się być ciepły i po prostu ładny.


 
Plantacja aronii.



 Słońce!


 Przed zachodem.

Trasa: pola i drogi na zachód od Goraj, miasteczka na zachodnim Roztoczu.

Statystyka: przebrnąłem po śniegu 15,5 km w czasie nieco ponad ośmiu godzin.




 













środa, 25 czerwca 2025

W letni dzień

 150625

 Przeżyłem prawdziwie letni, bardzo ciepły i słoneczny, bezwietrzny dzień. Wszędzie widziałem piękną nadal świeżą zieleń i mnóstwo polnych kwiatów. Szedłem polnymi dróżkami, miedzami, dwakroć jasnym lasem ale i dzikim, cienistym, tajemniczym wąwozem. Widziałem horyzont tak daleki, że zatracający wszelkie ślady ludzkiej obecności, ale patrzyłem też, nachylony, na pszczoły zbierające nektar z polnego kwiecia.

Jak niemal wszędzie gdzie jestem na zachodniej części Roztocza, tak i na dzisiejszym szlaku odwiedziłem kilka moich ulubionych miejsc. Na przykład ten zakątek w pobliżu wsi Cieślanki. 

 



 

Płytka dolinka, niewielkie wzgórki, droga polna i malownicze brzozy. Siedziałem pod jedną z nich, gdy zobaczyłem dziewczynę idącą drogą, a kwadrans później wracającą. Najwyraźniej była na spacerze, a wyszła z pobliskiej wsi. Przypomniałem sobie liczne informacje o niebezpieczeństwach czyhających w odosobnionych miejscach krajów zachodniej Europy na młode samotnie idące kobiety, i poczułem satysfakcję z mieszkania w kraju, w którym dziewczyna może bezpiecznie spacerować z dala od ludzi. Niech tak zostanie. Nie możemy wpuszczać do kraju nie tylko leni, ale i ludzi ignorujących kobiece „nie”.

Króciutki filmik a propos. Coraz częściej tak nas widzą na Zachodzie. Tak, czyli jako kraj wyróżniający się bezpieczeństwem na ulicach. Warto zainteresować się tym, które siły polityczne w naszym kraju są za zachowaniem status quo, a które wybierają uległość wobec obcych decyzji ewidentnie szkodliwych dla nas.

 Chciałem zwrócić uwagę na liczne wypustki odbiegające od linii wyznaczającej trasę. Nie są one przypadkowe ani nie są rezultatem drgnienia dłoni, są śladami mojego dość licznego zbaczania z obranej drogi. Najczęściej wiedzie mnie ciekawość wspomagana brakiem pośpiechu, ale nierzadko bywa, że skręcam widząc ładne miejsce. Spójrzcie na tę zieloną dróżkę, czyż nie jest urocza? Przecież musiałem przejść nią chociaż kawałek, chociaż na szczyt garbu.



 Po południu, w czasie powrotu, wypadło mi przeciąć las aby wyjść na drogę prowadzącą do wioski i samochodu. Niejasno świtała mi w głowie myśl o wygodnym przejściu po zalesionych dołach, ale drogi nie znalazłem. Przeszedłem mało widoczną ścieżką, później bezdrożem, wyszukując dogodniejszych przejść między dołami, a gdy już za lasem doszedłem do szukanej drogi, obudziła się we mnie ambicja.

– Jak to?! Ja nie znam przebiegu drogi w miejscu kilka już razy odwiedzanym??

Skręciłem w przeciwną stronę, przeszedłem drogą przez las aby dowiedzieć się, gdzie jej początek. Okazał się nieco ukryty, niewidoczny z niewielkiej nawet odległości.

Później uświadomiłem sobie, że takie szukanie drogi przeżywałem wiele razy w Górach Kaczawskich i z tego samego powodu: wszak to „moje” góry! Niepostrzeżenie, powoli, nastąpiła zmiana, czy raczej rozszerzenie tego mojego przywłaszczania sobie Polski. Teraz już nie tylko Góry Kaczawskie ale i Roztocze są moje. Dzisiejszy dzień był sto siedemdziesiątym dniem spędzonym na Roztoczu, a to znaczy, że przeszedłem roztoczańskimi drogami i polami około trzy tysiące kilometrów. W przyszłym roku wyrównam wynik kaczawski wynoszący 215 dni.

Obrazki ze szlaku


W oddali widać drzewo na tle nieba (zaznaczyłem je strzałką), a na drugim zdjęciu to samo drzewo z bliska. Kilka już razy szedłem w kierunku drzewa widzianego hen, gdzieś daleko, na tle nieba. Dlaczego? A bo ja wiem? Sprawia mi to przyjemność, tak po prostu.

 Pole i niebo.

 Buki dumne, wysokie, mocne, trzymające się ziemi masywnymi pazurami, pewne swojej siły.

 

Las w gorący dzień lata jest przyjemnie chłodny, pięknie zielony, cienisty, ale nie brakuje w nim słońca zaglądającego między drzewa. Zapach wilgoci, żywicy, liści i kwiatów czarnego bzu; czarują kontrasty głębokiego chłodnego cienia i ciepłego, silnego światła.


 Ta wyjątkowo ładna brzezina rośnie długim pasem na zboczu wzgórza. Migotliwy, zielony cień między drzewami sąsiaduje z rozległymi polami i dalekim widnokręgiem.

 

Łopian z liśćmi jak łopaty, nie: jak duże misy na wodę. Właściwie są wielkości spadochronu.

 


Znajome brzozy przy drodze, a na drugim zdjęciu te same widziane z daleka.

 

Jeszcze jedna znajoma i pamiętana brzoza.

 Wielkie i słodkie czereśnie. Takie odmiany rosną zwykle w sadach, za ogrodzeniami posesji, ale dzisiaj znalazłem samotne drzewo rosnące przy polnej drodze i… miałem czereśniową ucztę. Nawet dwie, bo widząc stan drogi uznałem, że mogę nią przejechać samochodem i tak zrobiłem: na koniec dnia przyjechałem tam na owocową kolację, a w drogę do domu ruszyłem mając czapkę wypełnioną owocami.


 
Piwnica przy drodze. Chyba służyła do przechowywania plonów z sąsiednich pól, bo domostw w pobliżu nie ma. Oczywiście wszedłem do środka, mimo pewnych obaw. Jest głęboka, chłodna i pusta, jeśli nie liczyć pająków.

 Widok bardzo charakterystyczny dla Roztocza, zwłaszcza zachodnich krańców tej krainy. Dziesięciolecia mozolnej pracy rolników głodnych ziemi zmieniły kształt zbocza pagóra. W efekcie zostały utworzone malownicze piętrowe pola rozdzielone niesymetrycznymi miedzami, a te zazieleniły się tarninami, różami, czarnymi bzami, a nawet zagajnikami, jeśli miejsca wystarcza.

 Linia wysokiego napięcia. Te konstrukcje robią na mnie wrażenie nie tyle jako wyczyn inżynieryjny, co z powodu tajemniczości energii przesyłanej widocznymi przewodami. Linia ma napięcie 220 tysięcy voltów, czyli tysiąc razy więcej niż mamy w gniazdkach, a to znaczy – aby nie zagłębiać się w szczegóły techniczne – możliwość przesyłania tą linią energii wystarczającej do zasilenia powiatowego miasta. Tysiące silników i silniczków, lamp i lampek, lodówek, laptopów i pomp ciepła, a przecież nic nie widać ani nie słychać kiedy stoi się pod tym słupem i patrzy na rozciągnięte metalowe nitki! Fakt niewidoczności energii elektrycznej nieodmiennie zadziwia mnie od lat.

Kwiaty

 





Na polach i przydrożach.



 Maki.

 Goździki kropkowane.

 Chabry i pszczoła.


 

Podagrycznik. Mały, niepozorny, ale ma to coś, co przyciąga wzrok. Z podobnych, niezauważanych, kwitnie przytulia, chyba pospolita; jak zwykle mam kłopoty z rozróżnieniem gatunków. A powój? Przecież też! Delikatne kwiaty o pięknej budowie, chciałoby się powiedzieć: konstrukcji.

 A tutaj jeden jedyny mak, czerwony akcent wśród zieloności.

 Czy to jest świerzbnica?

Trasa: Studzianki, Węglinek, Cieślanki, Blinów Drugi, Studzianki na Roztoczu.

Statystyka: 12 godzin i 21 kilometrów.